Życie to wzloty i upadki... Dziś jednak "upadek". Kolejny. Płacz krzyk i załamanie.
Nie pisze w pamietniku, bo szczerze mowiac nie mam za bardzo ochoty tu zagladac. Znudzilo mi sie. Rok minal (na OF, faktycznie prawie trzy), dziecka wciaz nie ma. Wpisuje jedynie objawy na wykresie. Temperatury nie mierze i nie biore nic poza kwasem foliowym.
11go lipca mielismy trzecia wizyte w klinice. Ponad dwie godziny papierologii, potem czekanie na usg dopochwowe, pobranie krwi od obojga (Hepatitis B, C, HIV,Syphilis) i po trzech godzinach bylismy wolni.
W nastepnym cyklu mamy in vitro. Krotki protokol. Otrzymalam dziennik ze szczegolowo rozplanowanymi dawkami lekow. Leki zostana mi dostarczone przez kuriera bezposrednio do domu. Dzwonia i umawiaja sie na konkretna godzine dostawy. Jutro maja przywiezc.
Jestem lekko przerazona. Juz zaczynam to okazywac podczas rozmow z mezem. Wywiazuja sie lekkie sprzeczki. Co to bedzie jak przyjdzie mi robic zastrzyki. Jak zareaguje na nie.
Stram sie nie tracic pogody ducha, a jajniki bola jak nigdy:) Podbrzusze napiete wiec jak co miesiec czuje sie "prawie" w ciazy...
Trzymam sie planu o nie wstawaniu po kochaniu, idzie nie zle, jednak da sie tak usnac .
Niestety ginekolog mnie zasmucil, mam przesuniete usg na wtorek wieczor, aby bylo na co czekac:)Wogole jakis byl strasznie wesoly i mi tu wmawia, ze on czuje ,ze zajde w tym cyklu, ze mam przyjsc z pozytywnym testem. No tylko ciekawe czy te jego przeczucia sie sprawdzaja? Ciagle staram sie wierzyc ,ze to juz, ze moze wkoncu sie uda w tym cyklu i znow bedziemy szczesliwymi rodzicami..
U lekarza oczywiscie musialam sie natknac na kolezanke, kolejna w ciazy trzecim dzieckiem.. pozniej poszlam synowi cos kupic a tam kolejna kolezanka tez trzecim w ciazy.. no szok, ale ta to mnie dopiero zagiela, pyta sie czy u mnie drugiego nie slychac, no to mowie,ze jakos nie, no to ona z pytaniem czy mam jakies malenkie ciuszki bo ona po dwojce dzieci ma poniszczone.. a ja mowie,ze nie mam i zmylam sie.. ciaz to jest plaga, niewiem czy to nie 500 plus tak dziala???
Ale rusza mnie to ,ze co raz mnie ktos czyms zagnie.. staram sie nie denerwowac... tylko wez sie nie denerwuj.. wszyscy w ciazy procz mnie..
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2016, 19:00
Wczoraj była wizyta, strach ogromny bo tak bardzo nie chciałam usłyszeć że te krwawienia to było poronienie, ale też jakiś dziwny wewnętrzny spokój mnie ogarniał, nie do opisania starach i zarazem spokój czy ja mam coś z psychiką? Nadszedł moment usg - chwila ciszy i jest! Pani dr pokazała mi zarodek i pulsujący punkt, zaczęłam płakać na fotelu i przez chwile nic więcej do mnie nie docierało, Wedlug usg to 6 tydzien i 3 dni czyli tylko 1 dzien ciąża młodsza od terminu OM, zarodek ma 5 mm, nie ma żadnego krwiaka, nie wiadomo skąd te krwawienia wiec mam się oszczędzać, dużo leżeć, nie sprzątać itp.
Kolejna wizyta za 2 tygodnie.
Już kocham tą moją 5-cio milimetrową kruszynkę
Już trochę doszłam do siebie po wizycie.Oczywiście, tak jak myślałam, doktor nie ruszy z dalszym leczeniem póki nie poprawi się ta anemia.Polecił mi nowego hematologa ale sprawdziłam,że lekarz ten ma opinię chama. Mimo to zapisałam się do niego bo cham,nie cham a może akurat hematologiem jest dobrym.
Mimo moich nadziei mięśniak nic się nie zmniejszył a nawet trochę urósł na szczęście nie tak dużo. Ale liczyłam na to,ze chociaż trochę się zmniejszy. Do tego jak się wyraził doktor "siedzi w szyjce" czyli nie wiem czy czasem nie utrudnia zajścia z ciążę. Nie zgodziłam się na operację bo wcześniej mówił,że to grozi utrata macicy.
Póki co zgłębiłam temat naturalnego leczenia i kupiłam sobie ziółka ( niedobre, fu) oraz wyczytałam o zastosowaniu soki z surowej kapusty i smarowaniu olejem rycynowym. Spróbować nie zaszkodzi.
A jak tylko skończą się wakacje to idę na mszę z modlitwą o uzdrowienie.
Moje kochane ovufrendowe Przyjaciółki, dziękuję Wam za każdy wpis, za każde Wasze zdanie,wsparcie,poradę. Za to,że stawiacie mnie do pionu.Ale ja już postanowiłam, o ile wytrzymam/ dam radę, to więcej,a przynajmniej kolejnego czyli 10 cyklu, nie będę tutaj wpisywała, będę śledziła Wasze wpisy, będę z Wami w Waszych pamiętnikach, chociaż postanawiam sobie teraz,że nie codziennie, ale będę.Natomiast u mnie,zapiszę dopiero,gdy będę w ciąży, spotkamy się na fiolecie. Bo dziś nie tyle mam żal,nie tyle jest mi cholernie przykro, co jestem okropnie w...na(pipipi).Mam dość.Rano na papierze była lekko brązowa plama,przez dzień- ok,pod wieczór- znów lekko brązowe obrzydzenie.Strzeliłam sobie test,a co tam,do cholery będzie leżał w komodzie, wyjęłam go z pudełeczka, patrzę- są dwa,więc myślę, zrobię teraz, a jak wyjdzie cień cienia,to jutro następny.Ale jak to cholera jest,że ktoś ten cień cienia wypatrzy to nie wiem.Nie dość, że na łeb mi padło,to i na oczy, bo pozostawiam cholerstwo pod lampkę nocną i za cholerę nic tam nie widzę. Więc teraz gorzkie są moje łzy, a słodkie wino. Za kilka dni,2 -3,powiem mężowi,żeby zapisał mi datę@ ,bo postaram się takich dat nie zapamiętywać, koniec z wyliczaniem. Taki ustawiany seks już mnie w....ia,noszszsz mam już tego dość,czuję się jak wybrakowana krowa rozpłodowa. Sorki za określenia, ale tak to już czuję.Koniec z liczeniem, odczuwaniem i nadzieją. Może się kiedyś uda,jak odpuszczę. I tak nic teraz nie zrobię,nie polecę do lekarza po poradę,bo ileż można słuchać tego samego???A moja pani gin,jest na macierzyńskim,przynajmniej do września/ października,więc dopiero jak będzie przyjmowała to do niej pojadę,czy to po ratunek, czy już w ciąży,ale dopiero za jakiś czas.
I jeszcze na koniec,taki mam pomysł...u mnie na wiosce/ja mieszkam trochę za wioską,przy samym lesie,więc ludzi tam w wiosce nie znam i nie miałam potrzeby poznawania,ale chyba jedną parę poznam?Otóż,już w czerwcu ich zobaczyłam,szli drogą,a my wyjeżdżaliśmy. Szli sobie,pani z brzuszkiem ciążowym, wiek...dałabym jej ok 45,Pan ok 65,tak mi wyglądał,wiec szli ze sklepiku i Pani podeszła zapytać,czy nie mielibyśmy dla niej jakiejś pracy np przy rwaniu owoców bo mamy kilka drzewek owocowych. Dowiedziałam się od taty,że Ci państwo mieszkają w wiosce w pałacyku, Pani dostała kiedyś mieszkanie socjalne,czy jakoś tak się to nazywa,zamieszkała tam ze swoim mężem, ale szybko poznała tego Pana i tak rozmawiała ich miłość,są konkubentami czy jakoś tak no i będą mieli dziedzię. Dziś tę Panią spotkałam w sklepiku.Chyba się z nią zapoznam i wypytam, jak im się udało, ciekawe czy długo się starali,czy brała witaminy? ?? No i jak tak się im udało,kiedy częściej są po imprezce alkoholowej,noszszsz ja jakbym tak co trzeci dzień nawet była po alkoholu,takim mocniejszym, pewnie oni słodkiego winka nie piją,to bym miała ciągle zarąbistego kacora i wątrobę by mi szlag trafił.No a ten Pan,jak on to skubaniec zrobił,toż to musi mieć dopiero mocno zapier...(pip pip) plemniczki. Chyba zmienimy styl życia???Może właśnie dziewczyny, wszystkie powinnyśmy troszkę zmienić styl życia?
Narazie moje Kochane,uciekam stąd,bez nadziei, bez planów, odpuszczam i nie podpożądkowuję swojego życia tylko pod zajście w ciążę.Oczywiście z seksu nie zrezygnuję bo marzenie jest i będzie, ale pora odpuścić z głową. Jeszcze się pojawię, a spotkamy się na pewno na fiolecie.
Jestem wsciekla na meza. 18dc, drugi dzien pozytywnych testow owulacyjnych, piekny sluz i tym samym pelna gotowosc z mojej strony, a tu zonk. Biedactwo przemeczone i usnal zanim wspomnialam o potrzebie dzisiejszego ♡.Tak bylo wczoraj. Dzis juz wiedzial, ze to ten czas. Mimo to poszedl spac. Czy on juz polozyl lache i czeka az mnie zaplodnia w klinice? Tak bardzo czekalam na te dni. Przykro mi jest. Tlila sie we mnie nadzieja, ze moze sie uda zaskoczyc. W zeszlym roku w lipcu zaskoczylo. Pewnie to nie ma zadnego znaczenia, mimo to uczepilam sie tej mysli. Tak bardzo bym chciala ominac te skomplikowane procedury. Ale z takim podejsciem...
Ciąża zakończona 10 lipca o godz 11:50 przyszedł na świat przez cc nasz synek waga 3100 dł 57cm pkt 10/10 najszczęśliwszy dzien w moim życiu !!!! Dziekuje Wam bardzo za każde słowo i wsparcie Mama Pawełka
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2016, 10:59
Relacja z wizyty nr 2 
Oczywiście przed nią byłam mega zestresowana, czy zobacze zarodek i czy będzie biło serduszko, nie mogłam się doczekać, dopiero jak usiadlam na fotelu u gina napięcie mi troche odpuscilo - czulam, że zobacze moje maleństwo.
Gin zaczął USG i tak - wszystko ok! jest pecherzyk a w nim zarodek z ciałkiem żółtkowym mierzy sobie bałwanek 0,61 cm, pokazał mi cudowne pikające serduszko - 128 uderzeń na minute!
Myśle to moja pełnia szczęścia.
Ale gin gmera gmera i mówi: a za nim mamy drugi pecherzyk, rowniez z zarodkiem i tez mu bije serduszko!! Przyznam, że nigdy w życiu nie byłam w takim szoku - w tak pozytywnym szoku. Jedno dziecie mi się schowało za drugim! Maluch nr 2 ma 0,81 cm serduszko mu biło 111 uderzeń na minute!!
Mamy bliźniaki! dwujajowe, dwukosmówkowe.
Przedstawiam Wam moje bałwanki: kochane rośnijcie w mamusi zdrowo


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2016, 08:33
15dc
Dzisiaj to mi nic nie wychodzi i czas goni a na 14 do pracy
jutro też nie będzie pięknie bo dzisiaj kończę o 22:00 a jutro na 6:00 do pracy i do 14:00...
Pocieszam się tym, że jutro po pracy jadę prosto ze zakładu do swojego a w poniedziałek od Niego jadę na 6:00 do pracy.
Akurat na poniedziałek teoretycznie powinna owu wypaść ale co z tego wyjdzie to nie wiem.
Nie nastawiam się na nic...
4 tydzień 6 dzień
Byle do poniedziałku.
Odciaganie skonczone w poniedziałek. Cycki nie bolą, tylko raz musiałam ściągnąć, bo trochę przybrały. Teraz jest ok. F.za to w nocy przebudza się często z płaczem. I to nie głód, bo nawet wody nie chce. Przytulam, głaszcze i jakoś zasypia. Obstawiam zęby. Temp. nie ma, nie kaszle, gardło czyste. W ciągu dnia też ucina sobie częściej drzemki. Dziś wstał o 6.30 a o 8 już się bujal w hamaku. nie chce spać nigdzie indziej. Próbowałam go położyć do łóżeczka, ale płakał niemiłosiernie. W hamaki 2 min i śpi. I jak go tego oduczyc? Problem pojawia się jak pada... nawet teraz w wózku nie chce zasypiać.
Dzisiaj wesele. Ciekawe, jak będzie się czuł i ile wytrzyma. M.nie pije, więc w razie potrzeby w każdej chwili możemy wracać. Impreza jest 30 min drogi od nas, więc nie ma problemu. Ale w sierpniu wyjeżdżamy dużo dalej na wesele. To będzie wyzwanie!!
Ja dalej na diecie, woda pomału zaczęła schodzić, na razie -2 kg, więc optymalnie. Sporo jeszcze do zrobienia, ale dam radę.
Dieta F. - mleko mm ok, kaszka manna - ok, kleik ryżowy - ble, mięsko z warzywami - mniam,ale MAMO - królik jest bleeee. Wszelkie dozwolone owoce też mniam. I rybka smakowita. Mój Skarb nie przepada za mdlymi potrawami. Smak musi być wyraźny. Oczywiście nie używam żadnych przypraw, ale pewne warzywa są takie konkretniejsze w smaku i bardziej mu odpowiadają. Zje to,co Mu dam, nie ma problemu z karmieniem. Nawet wspomniany królik wszedł, ale F.krzywil się więc po 2 lyzeczce odpuscilismy.
3 dpt
Nie, obiecałam sobie że kto jak kto ale JA nakręcać się po transferze nie będę. Yhyhyy...
Cóż tu udawać - ja czuję się jak w ciąży. Czuję coś w podbrzuszu, że tam ktoś jest. Ból jak na @ raz większy raz mniejszy. Czasami biorę nospe, czasami magnez. Wyraziste sny albo bezsenność... Dzisiaj w nocy złapał mnie okropny ból podbrzusza, na granicy wzgórka łonowego. Chciało mi się krzyczeć z bólu
po tym siku 4 razy w przeciągu pól godziny, więc pewnie to pęcherz. Wyjątkowo wszystko wrażliwe w środku mam.
No zobaczymy, 7, 8 albo 9 dpt idę na betę.
Dobra, zaniedbuję Cię pamiętniczku, ale już jestem 
Dobra nowina - powtarzaliśmy znów badania nasienia. Morfologia słaba bo 1%, ale nasza armia to 140mln plemników, więc przy tej ilości ten 1% prawidłowych to niemalże norma 
Druga, jeszcze lepsza wiadomość - TEST MAR - NEGATYWNY!!!!!!!!!!!!!! Nie ma gronkowca to nie ma i przeciwciał w nasieniu. Jak ja się cieszę, to wspaniała dla nas wiadomość. Teraz dopiero tak naprawdę może się nam udać, z tymi przeciwciałami byłoby to bardzo trudne, nawet inseminacja odpadała, od razu in vitro. Teraz próbujemy sami, jak nie uda się przez ten i następny cykl to laparoskopia. Następnie daję nam jakieś 6 cykli, jak nic nie zaskoczy to spróbujemy inseminacji.
Takie mam przemyślenia - nie warto się poddawać. Wyniki Męża były beznadziejne, przez dwa lata było coraz gorzej zamiast lepiej. Trzeba walczyć do skutku. U nas jest duża poprawa, to dzięki wytrwałości i uporowi. Wciąż czekamy na nasz mały cud i teraz naprawdę mamy wiarę w to, że ten cud nastąpi
Cały czas czekamy na wyniki naszych kariotypów, wszystko się opóźnia, bo w laboratorium działają w mniejszym składzie. Robiliśmy na nfz także schodzimy na dalszy plan. Miałam dzwonić w tym tygodniu, ale już odpuściłam, jak będę to przyślą. Po co się stresować czy już są nie.
We wtorek jadę do Poznania na Sis, zobaczymy jak wyglądam w środku. Oby nie było żadnych zrostów itp.
Generalnie czasem mam już tego wszystkiego dość, że takie coś w życiu mnie spotkało.
Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, która stara się o dziecko. Teraz dopiero podjęła leczenie, ale już czuje mega frustację życiową, że im się nie udaje. Snuje już domysły, że nigdy im się nie uda. Wie o naszym problemie, ale przekonuje mnie że my chociaż wiemy, że nam się udaje w tą ciąże zajść i niby to jest lepsze. Czy ja wiem? Przecież tu i tu tak nie ma efektu w postaci zdrowego dziecka. Nie wiem czy tu coś jest lepszego i gorszego..
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2016, 10:32
Od kilku dni szukam jakiegoś ciekawego bloga o ciąży, napisanego przez faceta... Nic nie znalazłam. Chciałam podesłać mężowi, który wyjechał sobie na urlop do rodziny na tydzień. Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro. Mimo, że uszanował moją niechęć do podróżowania w związku z moim złym samopoczuciem fizycznym, miałam nadzieję, że jednak zostanie...
Na własnej skórze przekonałam się, że dla faceta ciąża jest totalną abstrakcją.
Zaczęłam się obawiać, że po porodzie będzie tak samo jak z mężami moich koleżanek...
"to kobieta jest matką i powinna zajmować się dzieckiem"
"karmisz, więc zostajesz w domu"
"Nie umiem"
"Nie przebiorę"
"To ja idę na piwo"
Byłam na 100% pewna, że mój mąż jest inny... że będzie kochającym ojcem, który zapewni spokój i bezpieczeństwo.
A u Was jak jest? Jak było na początku?
Hehe, moje okna wolały o pomstę do nieba... Ale już przez nie widać świat
właśnie skończyłam i zjadłam obiad, a teraz kilka chwil przerwy
A no i z wczasów w Turcji nici
zamach stanu, a mieliśmy jechać 27 lipca... Szkoda,... Ciekawe co teraz?
lecą dni, jak one męczą, teraz zwłaszcza, jak się czeka na cud...liczę i odmierzam...od okresu, od pierwszego dnia cyklu, do kolejnego, robię testy owulacyjne, mikroskopem patrzę, czy aby były połączenia między śliną...przecież być muszą, bo śluz płodny, tylko dlaczego taki lejący, bo temperatura jakaś wysoko, no to chyba owulacja...jeszcze testy się potwierdziły...owulacyjne...ile dałabym za ciążowe...to już? już można się starać...i zaciągać mojego do łóżka...
mam dość...
mam dość tej kilkumiesięcznej walki...tych starań...liczenia...mierzenia...pieprzenia...
właściwie to nie wiem czy jestem w ciąży...raczej, z punktu widzenia pani dr z Wrocławia, która w 7dc widziała pęcherzyki 8mm i 10,7mm...założyła, że to cykl bezowulacyjny...endometrium ponad 7mm...z punktu widzenia mikroskopu owulacyjnego i testu ciążowego w 10 dpo nie jestem...brałam Duphaston przez 10 dni, wczoraj odstawiłam i czekam cię krwi moja...i już jutro być powinnaś...dziś temperatura 37.6, śluz ciągnący jakiś taki, galaretowaty, mokry...
nadzieje we mnie, a jak, znowu, każdego miesiąca, bo brat lub siostrzyczka dla Ali być musi...nie chcę by samotnie się dziecko wychowywało...
ja swoje, a los swoje...i się śmieje i drwi z nas...
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2016, 22:03
Oki jeszcze 5 dni do spotkania z moimi bąbelkami :-* 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.