21dc
Wczorajszy dzien był koszmarem. Obudziłam sie z lekkim bólem w podbrzuszu, który nasilił sie pierwszym porannym skorzystaniu z toalety. Na początku myślałam, że źle spałam wiec sie tym nie przejęłam. W ciagu dnia ból sie tak nasilił, że ledwo dawałam radę wytrzymać. Bolało w lewym jajniku i ból promieniował aż na plecy. Ze względu na lokalizacje bólu nie miałam pewności czy źródłem jest na pewno jajnik czy moze nerka, bo w końcu plecy po lewej stronie tez bardzo mnie bolały. W pewnym momencie jak byłam na uczelni i czekałam na egzamin zrobiło mi sie aż czarno przed oczami i łzy same poleciały mi po policzkach... było strasznie, panie z rektoratu chciały wzywać karetkę. Nie zgodziłam sie, a jedynym plusem całej sytuacji było to ze wykładowca na którego czekałam godzinę w bólu, jak mnie zobaczył to przeegzaminował mnie w 2 min i postawił 4 
Po powrocie do domu położyłam sie do łóżka, mąż chciał mnie wieźć na pogotowie, ale sie nie zgodziłam. Długo sie wahałam co zrobić, czy jechać rzeczywiście do szpitala, jeśli tak to do jakiego, czy moze awaryjnie jechać do ginekologa. Żadna z tych opcji mnie nie przekonywała, a ból po paru godzinach złagodniał. Ponieważ mieliśmy zaplanowana na następny dzien wizytę w klinice leczenia niepłodności postanowiłam poczekać do rana. W miedzy czasie wysłałam do apteki męża zeby zrealizował receptę, która otrzymałam juz tydzień temu na przeciwbólowe globulki dopochwowe. Nie zamierzałam z nich wcześniej korzystać bo ból nie był duży i nie widziałam sensu.
Dzisiaj na wizycie w klinice lekarz zbadał mnie ginekologicznie i stwierdził ze nie widzi żadnych nieproawidlowosci. Ponieważ ból dzisiaj jest lekki, po prostu czuje ciagle ciągniecie w jajniku to mimo ze podczas badania usg bolał mnie ten nieszczęsny jajnik, lekarz kazał to po prostu przeczekać... gdyby nie to ze mam te globulki przeciwbólowe oraz kupiłam bez recepty globulki przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe to pewnie bym sie wkurzyła na takie olewacze podejście, ale na razie spróbuje leczyć sie na własna rękę i zobaczymy co z tego wyjdzie.
Ale teraz najważniejsze a propos wizyty w KLINICE! Zapadła decyzja o IUI.
Lekarz w pierwszej chwili jak nas zobaczył, zdziwił sie i powiedział ze nie potrzebujemy inseminacji. Troche mnie to zdenerwowało bo nawet nie przejrzał najpierw naszych wyników badań, ale wytłumaczyłam mu ze jest to zalecenie 2 rożnych lekarzy i ze wyniki nasienia męża sa "średnie". Kiedy w końcu spojrzał na nasze badania powiedział do męża "no rzeczywiście jest kiepsko". Mimo to nadal namawiał nas na wstrzymanie sie z IUI i próbowanie naturalne bo "skoro raz sie udało to uda sie znowu" oraz "z takimi wynikami wg statystyk, w ciagu 3 lat na 90% będziecie państwo mieli dziecko". To mnie facet pocieszył... kur... 3 lata?! Niech sam sobie tyle czeka. Zaoponowałam wtedy i powiedziałam, ze jednak chcemy spróbować inseminacji, a za 3 lata to moze rzeczywiście zajdziemy naturalnie w ciazę, ale drugą! 
Facetom łatwo mowić "poczekajcie 3 lata", ale to nie oni co miesiąc dostają okres. Dla nich czas po prostu płynie, a ja łapie sie na tym ze mierze juz czas nie w miesiącach a w cyklach. Nie interesuje mnie ze zaraz skończy się wrzesień, ważne ze jeszcze 10 dni do @!
No nic w każdym razie plan działania jest taki ze w 10dc czyli ok 20.10 ide na pierwszy monitoring, jak pęcherzyk osiągnie 18-20 mm dostanę zastrzyk i ruszamy z impreza
jeśli wszystko dobrze pójdzie to ok 23.10 powinnismy byc juz po IUI 
Co wiecej nasze pierwsze podejście do IUI bedzie w moim urodzinowym cyklu, wiec mam nadzieje ze moje jajeczko i plemnik męża zrobią mi ten prezent i połączą sie w całość
Weekend zniżek z magazynami Glamour, Elle, InStyle oraz -49% w Rossmann (paznokcie i usta). :p
Babeczki szykuje się zakupowe szaleństwo?
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2016, 08:32
Po wizycie w klinice:
pęcherzyki ładne, 2 dominujące. Endometrium ładne.
D. mówi, że nowości nie powiedzieli bo skorom ładna to i pęcherzyki i ednom. muszą być ładne 
Zastrzyk. Starania zaczać od jutra. Czy to możliwe, że o 15.00 zastrzyk, a o 19 ja mam śluz płodny nie wiadomo skąd?
Po klinice odwiedziny u mojego ukochanego chrześniaka i rozmowa:
- ciociuniu wiesz co?
- no co?
- ja cię bardzo lubię i bardzo bardzo kocham
A jak ja go kocham!!
Później zakupy. I taka refleksja: strasznie dużo kasy wydaję. Za dużo. Muszę zacząć to kontrolować. Dom i nowe samochody pochłoneły wszystkie nasze oszczędności, wiadomo fajnie, bo nie trzeba co miesiąc płacić komuś 1300 zł. Ale tęskno do oszczędności
A teraz gdyby przyszło nam zrobić wyprawkę dla dzidziusia to krucho. Tym bardziej,że "pokój dla dziecka" jeszcze niegotowy.
Ogólnie jest tak, że ja i M bardzo lubimy dzieci...
A dzieci lubia nas.. szczególie mojego M.. te w rodzinie a nawet te nie znajome.. wszystkie lgną do niego jak pszczoły do miodu.. ehh
w takich sytuacjach teksty znajomych typu "zróbcie sobie takie, orzecież widać, ze byście chcieli.." sa naprawde dołujące.. zwłaszcza, że przecież nie znają naszej sytuacji.. nie wiedzą ile czasu już się staramy.. i NIC!!
Obcy to jeszcze... najgorsi są bliscy.. przyszła teściowa.. . narzeka ciągle, że jeszcze nie ma wnuków.. bawi się z dziećmi pociotków itp i lamentuje "dlaczego ona jeszcze takich slodkich wnuków nie ma".. po chamsku wbija szpile... przecież doskonale wie co się dzieje.. zarówno ja z Matim jak i jego starszy brat z żoną pragniemy dzieci i się o nie staramy.. doskonale wie, że Oni już ponieśli stratę...
Oni według mnie mają nawet gorzej.. bo są po ślubie i cześciej słyszą pytania "a kiedy dziecko"?
Nas czesciej pytają o ślub.. i chyba żałuję, że powiedziałam tylu osobom o ślubie..
zazwyczaj jest tak, że jak się czymś pochwalę to nic z tego nie wychodzi..
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2016, 14:00
Mam już oficjalne wyniki z wczoraj
Beta 9124 mIU/ml
Progesteron 49,13ng/ml
Jutro ważny wynik bety z przyrostem
Boże chroń moje malenstwo
Ciąża rozpoczęta 29 sierpnia 2016
14dpo: mocny ból miesiaczkowy w srodku nocy i odczucie wilgotnosci- bylam tak zaspana i tak pewna ze wlasnie sie wylało morze czerowne i wziełam na ten ból Ibum... przeszło. Rano 6:15 budze sie do pracy, mierze temperature dla upewnienia ze spadła w doliny a tam 36.83! myśle sobie "oho!" coś jest na rzeczy:) wstałam roztrzesiona, ubrałam sie i pojechałam do pracy rowerkiem i tam zrobiłam test. Od razu wyszły dwie piekne kreski!!!!!
szok i niedowierzanie wlasnym oczom ze Ja jestem w ciąży!
<3 trzeslam sie jak galareta i plakałam ze szczescia, ale zaraz zaczely sie schodzic dzieciaki do przedszkola wiec musiałam sie wziac w garsc:) Jak wrociłam pokazałam meżowi test a ten "ja tu nie widze drugiej kreski" ot taka reakcja, ale banan był
widziałam po nim ze sie tez troche roztelepał z wrazenia
chyba to jeszcze do Niego nie doszło:) do mnie tez jeszcze nie:P
Na 17 poszlam do gina a tam jeszcze brak widocznego pecherzyka ciazowego ale szerokie endometrium 16mm wiec lekarz potwierdził ciąże i w poniedzialek na badania i za tydzien na wizyte:) Po wizycie poszlam do kosciolka na msze i tam ryczalam ukradkiem prawie caly czas ze wzruszenia:)
A teraz tak "od siebie" To cud ze udało sie za pierwszym razem, bylam pewna ze bedziemy sie musieli starac miesiacami długimi bo my to tak mamy ze wszystko bylo pod gorke i z oporem, ale chyba/ moze cos sie odmieniło
poza tym latami wspolzylismy bez zabezpieczenia (s.przerywany) a jak wiele osob twierdzi to zadna antykoncepcja a wiec ja juz od razu myslalam ze nie bedziemy mogli miec dzieci ale CHWAŁA BOGU ze sie udało 
PTC 14dpo

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2016, 19:28
Nadal cisza
jeny jak mnie wszystko denerwuje już teraz. Emocje sięgają zenitu ...
A termin na jutro, moze będzie chłopak na dzień chłopaka:-)
jestem juz chyba po owulacji...chyba bo olalam obserwacje mam juz dosc przypuszczam ze byla po bólu podbrzusza takim jak zazwyczaj jest na owulacje. moje tsh ładnie spadlo jestem zadowolona chociaz z tej jednej dobrej wadomosci...z mężem w tym cyklu się "kochamy" a nie szybkie bzykanko bo dni plodne. kurcze naprawde mam dosyc tego starania sie o dzidzie...moze nie jest mi dane zeby miec wiecej dzieci. na nic sie nie nastawiam nie kupuje testu ani nic z tych rzeczy.
11 dc coś tam boli coś tam ciągnie ale czy to związku z owulacja tego nie wiem.
ostatnie dni takie ciężkie o gorzej się czuje tak ociężała i senna .
waga 89,5 kg chociaż się waha 0.5 kg czyli norma.
z dieta mały kryzys nie chce mi się rano wogole jeść śniadania , mam ochotę na coś i nie wiem na co
:P
załatwiłam dziś pewną spraw która powinna być załatwiona już dawno jedna ze stresujących rzeczy za mną a mam ich jeszcze kilka na mojej liście.
Koniec 11 tygodnia. Od jutra 12 tydzień !
Moja dziecinka wciąż rośnie i rosnie. Pomyśleć, że jeszcze tylko 1,5 tygodnia i zaczynamy 4 miesiąc. Boziu. 6-stego mam wizytę prenatalna u dorktora może już będę wiedziała czy mam synka czy córeczkę. A jak nie to 24 będę miała prezent na urodziny hehe

A tak wygladaliśmy w 11tc (10tc 5dz)
Kurka wodna, zapomniałam zabrać termometru na wyjazd weekendowy!! Grrrr...
Musiałam kupić nowy, ale w aptece nie mieli z dokładnością do drugiej liczby po przecinku.. wiec poza tym ze bedzie to inny termometr, to jeszcze mao dokładny. Zobaczymy jaka temp pokaże jutro.
Postanowiłam, że jednak pamiętnik jest lepszym miejscem na wylanie swoich żali itp niż zaśmiecanie forum dołującymi postami..
Mamy Wrzesień znowu się nie udało... mimo, że jeszcze wczoraj dała bym sobie rękę uciąć, że jestem w ciąży.. wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazywały..
Nie wiem co poszło nie tak.. ale pewnie Hashimoto się nasiliło.. przez ostatnie dwa tygodnie byłam tak osłabiona, że najpierw dopadło mnie siline zapalenie pęcherza jak już przygasło to przyplątało się przeziębienie.. no i oczywiście jak przeziębienie uciekło to przylazła opryszczka "podwójna".. Dobrze, że się już goi.. przynajmniej usta zaczynają wyglądac normalnie...
Ogólnie tak jak już pisałam gdzieś w poście, w którymś wątku ten rok jest rokiem porażek... wiec może to nie mój rok.. Może nie rok na moją ciąże..
Może jednak będzie lepiej zaczekać z tym do ślubu.. ale to jeszcze aż dwa lata.. chyba bym zgłupiała... to by było aż dwa lata w plecy.. 
Z każdym nieudanym cyklem zadaje sobie te same pytania... dlaczego się nie udało? dlaczego tyle kobiet, które nie chce mieć dzieci zachodzi w ciąże a ja nie?? dlaczego kobiety, które są alkoholiczkami, żyją w skrajnej patologii rodzą tyle dzieci, które i tak trafiają do domu dziecka albo są traktowane w taki sposób, że ich życie to istne piekło albo nie daj Boże dzieje się z nimi coś jeszcze gorszego... ??
Kobiety w mojej rodzinie rodzą dzieci.. dlaczego ja mam problem.. .dlaczego to akurat ja odziedziczyłam tą cholerną chorobę tarczycy?? (K#rwa.. wnuczka swoje babki...)
Czuję się taka bezsilna.. Wszyscy się patrzą na mnie jak na idiotkę... "po co się z tym spieszysz.. przecież nie masz jeszcze nawet męża" - K#rwa bo chcę !!! Bo oboje z moim Matim tego bardzo chcemy !
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2016, 22:51
test owulacyjny (14.10): grube dwie krechy (ale to po pregnylu)
IUI !!! 19.05 -> ale o mało by do niej nie doszło. Gdy rozmrozili nasienie męża to okazało się, że rycerzyków mamy tylko 6 mln. Doktor Ch. stwierdził, że lepiej spróbować na nowym nasieniu, musieliśmy więc oddać nowe i poczekać na wynik z nowej próbki.
Inseminacja przesunęła się na 18.40 (z 16.00).
Z nowej próbki mieliśmy 28mln, a z tego do inseminacji przygotowanych zostało 19mln. [!]
Monitoring: lewy jajnik ->2 pęcherzyki 2,3 i 2,2 + dodatkowy mniejszy 1,6
endometrium : 9mm
1 dzień nowego cyklu.
Zadzwoniłam i umówiłam się na 10 pażdziernika na HSG. Niby na to tylko czekałam, ale cykl się jakoś wydłużył bo okres powinnam dostać w okolicach wtorku. I zaczęły się nadzieje... Jeszcze wczoraj o tej porze myślałam - skoro już 32 dni i nic, czuję jakieś dziwne napięcie w podbrzuszu to może niespodziewanie się udało? Może właśnie miałam do tego tak podejść - przeczekać ten cykl, żyjąc normalnie i bez oczekiwania na jakiś cud, tylko mechanicznie doczekać okresu? Ale wczorajsze nadzieje zostały zabite jak zwykle.
Niby to już tyle razy przerabiałam (17 cykli za mną...) ale ciągle nie uczę się na swoich błędach. Nie dość, że okres i ból jemu towarzyszący mnie dobijają, to jeszcze świadomość kolejnego straconego miesiąca, kolejnej straconej szansy... Kolejne zdjęcia koleżanek w ciąży, koleżanek z dziećmi. Myślę sobie, że może BÓG nie widzi jeszcze we mnie gotowej na rolę matki? Może za bardzo przejmuję się wszystkim, panikuję, liczę każdy pieniądz, martwię się o naszą (moją i Męża) przyszłość... i dlatego to nie jest dobry czas na ciążę? Może ze mną i z Mężem wszystko jest ok i niepotrzebnie biegam po tych lekarzam, szukam czegoś czego po prostu nie ma. Bo to coś siedzi w mojej podświadomości? Sama nie wiem.
Z jednej strony tak bardzo już pragnę tego dziecka, ale z drugiej wszystko temu nie sprzyja. Nasza sytuacja finansowa nie jest wzorowa - ale przecież gdzie będzie więcej miłości niż w domu w którym można dać dziecku przede wszystkim siebie i swoją miłość?
Myślę też nad tym, czy ja nie gonię czasem za tym stanem "bycia w ciąży"? Tych zachwytów: "służy ci!", "piękny brzuszek", "będziecie dobrymi rodzicami"... To cudowne, ale czy potem, nieprzespane noce i ciągłe wydatki nie przyćmią tego? Mam masę wątpliwości, ale wiem, że sobie poradzimy. Niech tylko BÓG da nam szansę.
Mój Mąż ostatnio przytulił się do mnie i powiediał, że będę dobrą matką. On będzie od zabawy, rozpieszczania, wygłupów, a ja będę od przytulania i wpajania dziecku dobrych zasad. Tak jak właśnie nasz związek wygląda - ja organizatorka, wszystko mam zaplanowane, pilnuję budżetu, znajduję wyjścia z różnych ciężkich sytuacji i jestem bardzo zawzięta, uparta, konsekwentna. A ON wprowadza w nasze życie szaleństwo, uśmiech, łagodzi moje obawy, wykonuje różne zadania, które mu powierzam i stara się obracać w żart różne nasze niepowodzenia. Zdaję sobie sprawę, że pomimo tych naszych różnic bardzo GO kocham, bo uzupełnia mnie. Nawet jeżeli czasem bym GO udusiła w nerwach za JEGO niedbalstwo
Jak tak sobie o nas myślę, to wiem że nadajemy się na rodziców i marzę by kiedyś móc poznać tę rolę.
A póki co, w tych pewnie mocno chaotycznycznych myślach zaczynam oczekiwanie na zabieg. Oby tym razem się udało.
02.04.2017r.
Czyli kilka slow o tym, ze cuda sie zdazaja 
Kto by przypuszczal ze lekki bol jak na okres o 5 rano w sobote zwiastuje poczatek porodu. Narzeczony wstal do pracy a ja razem z nim. Brzuch chwile lekko pobolal i przestal. O godzonie 14 poszlam normalnie jakby nigdy nic obejzec mecz a po nim wybralam sie na grilla. Nic nie zapowiadalo tego co stanie sie za pare godzin. Moje dziecko bylo co prawda caly dzien jakies nadaktywne ale przeciez czasem miewalo takie dni no a do terminu pozostalo jeszcze 3 tygodnie.
Wieczorem poczulam jakies zmeczenie, to tez zbagatelizowalam no bo w koncu rano tak wczesnie sie zerwalam z lozka i caly dzien bylam na nogach. Poszlam polozyc sie spac a ukochany zostal jeszcze na grillu z kolegami. Wrocil o 1-szej a mala jalby czekala az tata bedzie przy nas. Zasnelismy a po chwili obudzilam sie..
- Kochamie.. Wstan.. To chyba wody!
-Co takiego?
- Juz sama nie wiem a moze tylko popuscilam. Poczekaj pojde sprawdzic.
Wstalam do toalety a po drodze nic nie polecialo pomyslalam wiec "no czyli jednak pewnie popuscilam" ale w toalecie sie podtarlam a tam ogromny glut i caly papier mokry w takim wodnistym jakby sluzie. "oho to jednak wody"
- kochanie to wody
-co Ty mowisz?!!
Narzeczony pobiegl obudzic mame zadzwonilismy po pogotowie a z tamtad na porodowke. Przy przyjeciu nic ze mnie nie lecialo sama bylam znow zmieszana, ze moze jednak to tylko mocz. Polozna sama zapytala "to na pewno wpdy?" Alr po chwili " hmm no wody czuje po zapachu" no wlasnie. Dlaczego mnie przez caly dzien nie zdziwil ten przykry zapach...
Wlozyla palce by sprawdzic rozwarcie i znow polecialo. Duzo ...
"1 cm rozwarcia szyjka jeszcze nie gotowa w ogole"
Oho no to ladnie chyba mnie czeka cesarka. Albo porod w meczarniach do poznych godzin nocnych.
Kazali sie polozyc i czekac. No to czekam...
Do godziny 6 nic. Zero reakcji. Zrobili lewatywe a po niej jakby troszke ruszylo zaczely sie jakies skurcze takie okresowe. Na ktg wykazalo ze brzuch sie spina ale to co ja za lekkie skurcze mialam podobno prawie nic z nimi nie mialy wspolnego.
Przyszla polozna i zapytala czy godze sie na podanie oxytocyny. Mam inne wyjscie? Slyszalam jal to po niej boli i w ogole ale mialam tak lezec do usranej smierci bez skurczy?
Po podaniu oxy.. Jalby inny porod. Godzina 12 a ja zwijalam sie z bolu przy regularnych skurczach. A wystarczylo kilka kropel. Dojechal narzeczony i zostal ze mna.
-Chodzi pani chodzi to szybviej urodzi
-Jak mam chodzic jak to tak cholernie boli ??
Zwijalam sie z bolu a podobno mialo byc gorzej. Pamietam 3 ostatnie skurcze krzyczalam i wylam z bolu na caly oddzial. Przyszla polozna.
- Sprawdzmy rozwarcie
Poszlysmy na sale porodowa a tam? "Pani ma juz pelne rozwarcie!!"
"Co jak to, to juz? Zaraz urodze?"
Poszlismy na sale i sie zaczelo "prosze przec" ..
Pierwsze parcia nieudane. Pewnie wynik braku chodzenia na szkole rodzenia, ale po chwili jakbym rodzila juz kilkoro dzieci w swoim zyciu. Polozne sie smialy, ze moga wyjsc z sali a ja spokojnie sama urodze 
-prze pani jux widac wloski
-wloski? Moje dziecko ma wloski?
- i to jakie rude ( powiedzial dla zartow lekarz )
- kochanie ja nie wytrzymam juz!!!
-Dasz rade kochanie - powiedzial moj narzeczony trzymajac mnie za reke
Okazalo sie ze trzeba naciac krosze ( zrobili to wtedy kiedy nie mialam skurczu ale bolalo ) ale po tym 3 parcia i tak oto przyszla na swiat ona. Nasz sens zycia na ktory pracowalismy cale 24 miesiace i kolejne 261 dni czekalismy niecierpliwie az przyjdzie na swiat.
Urodzila sie ona Kornelia z waga 2820g i wzrostem 53 cm
Moj klon, cala ja. 100% mamy. Najpiekniejsze co dostalismy od zycia !!
Dziś 4dpo. Właściwie zaraz 5.
Od dwóch dni gdy rano wstaję kłuje mnie prawy jajnik. Ten z którego prawdopodobnie była owulka. Nie wiem w sumie czemu tak... Po kilku godzinach przechodzi, ale rano dość mocno trzyma... Ciekawe co się okaże za jakieś 9-10 dni
Pewnie klasyka... @. 
Dziś rozmawiałam z siostrą na skype. Ma już ładny brzuszek. To 5 miesiąc już!
Wygląda super i podobno tak się czuje, mam nadzieję, że wszystko będzie nadal dobrze i jej kręgosłup jakoś udźwignie "nadplanowego" lokatora 
Mój małż ma cały następny tydzień urlop. Chcieliśmy wyskoczyć nad morze, pokazać je małemu.
Ciekawe co z tego wyjdzie.
Plan super
Już nawet oglądałam różne nadmorskie niemieckie miejscowości żeby rozeznać się gdzie warto się wybrać
Cieszę się jak dziecko, tak dawno nie mieliśmy normalnego "urlopu"... W tym roku trzymiesięczne l4 małża wymuszone wypadkiem to jedyne co było nam dane.
Ale jeśli nawet się teraz nie uda to koniec października/ początek listopada chcemy wybrać się do mamusiek do Polski, odwiedzić rodzinkę.
Więc zobaczymy jak to się rozwinie 
Jeśli wszystko dobrze pójdzie to od listopada rozglądam się za pracą, przynajmniej po kilka godzin w tygodniu, żeby wyjść do ludzi.
Już się nie mogę doczekać. 
A tymczasem. Najdłuższy tydzień w moim miesiącu się zaczął.
No trochę więcej. 10 dni do terminu @. 
branoc 
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2016, 23:26
Modlitwa o dar macierzyństwa
Maryjo, Matko Jezusa! Pod swoim sercem nosiłaś Zbawiciela świata. Dzięki łasce Ojca naszego w niebiosach poznałaś czym jest radość i ból macierzyństwa. Znasz moje imię. Znasz moją udrękę i smutek. Z ukochanym małżonkiem nie możemy doczekać się upragnionego dzieciątka. Wierzę, że dziecko przychodzi na świat dlatego, że tego chce Bóg. Dlatego z głęboką wiarą i ufnością błagam Cię o wyproszenie u Stwórcy łaski macierzyństwa. Amen.
Ależ miałam dziś piękny sen śniło mi się że zrobiłam test ciążowy i wyszła jedna kreska , poszłam pobawić się z synem i za chwile tak od niechcenia sprawdzam a tam słaba druga która z każdą minutą ciemnieje z lekką obawą zaczęłam się cieszyć bo gdzieś tam z tyłu była myśl że przecież jeszcze nowej umowy nie mam no ale dziecko ważniejsze od umowy więc potem się popłakałam ze szczęścia. Pamiętam ten sen jeszcze tak wyraźnie:)Musiałam się za dużo naczytać pamiętników na ovu bo bardzo dużo dziewczyn tak miało że odłożyło test z jedną kreską a potem zerknęło i była druga co nie zmienia faktu że to był piękny sen:) ach można sobie pomarzyć
Kolejny test. Na moje oko resztki cienia, dla reszty świata zdecydowanie biel vizira. Czyli pregnyl juz powoli żegna sie z moim organizmem. Od jutra moze bedą juz normalne, nieprzekłamane testy.
Termometr nowy, temp poszła niby w gore, ale nie da sie tego interpretować jak była zmiana termometru..
Tracę nadzieje.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.