dzisiejszy dzień po raz kolejny odebrał mi nadzieję, ale i dodał sił... dopiero od kilku tygodni mierzę temperaturę i jeszcze nie jestem zbyt lotna w interpretacji wykresu... cały czas łudziłam się, że może w tym miesiącu... niestety test zrobiony, a miesiączka przyszła 3 dni wcześniej... dotychczas byłam w tym wszystkim sama (przynajmniej tak mi się wydawało...) mój M. twierdził, że będzie ok, że mam się nie przejmować... wściekałam się, ale jakoś dochodziłam do ładu... Dziś mojemu mężowi popłynęła łza, a ja nie wiedziałam co mam zrobić, w końcu to ja cierpię, to ja nie mogę zajść w ciąże... myliłam się...
Miłość mi wszystko wyjaśniła... :*
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2013, 23:39
Od rana czlowiek musi sie zdenerwowac, maz mial wizyte u lekarza pojechal z antybiogramem zeby dostac cos na bakterie mial cala liste lekow na ktore sa obie bakterie wrazliwe a co dostal? dostal tylko na jedna czyli znow czas stracony na jego leczenie bo znow zapewne bedzie musial dostac antybiotyk na ta druga. Lekarz stwierdzil ze zapisze mu to co ja biore zeby bakterie sie nie uodpornily na to no ok tylko my w trakcie leczenia uzywamy gumek wiec takie uodpornienie odpada. To wszystko chyba nie ma sensu zanim sie wyleczymy minie rok albo wiecej z tymi naszymi lekarzami;/
Już po okresie. Żegnam Cię na najbliższy rok. Pa pa nie będę za Tobą tęsknić. Proszę nie przychodź do mnie do maja 2014r.
Wczoraj napisałam za namową pani psycholog list do swojego Zarodeczka. Nie jest łatwo wylać swoje emocje, nadzieje, obawy na papier. Ja to zrobiłam. Raczej nie jest mi lżej, ale na pewno wiem, że otwarcie przyznaję się jak bardzo zależy mi na Zarodeczku - na dzidziusiu który będzie z niego. Oraz jak bardzo cierpię z powodu straty mojej kruszynki.
Rano byłam na badaniach z krwi. Pani w laboratorium zapytała się mnie czy te badania potrzebne są mi do szkoły? Popatrzyłam się na nią jak na kogoś z kosmosu. Ale z drugiej strony wiem, że nadal wyglądam bardzo młodo. Bardzo często jak kupuję papierosy mężowi (ja nie palę) to proszą mnie o dowód. A ja mam przecież 31 lat. Koleżanki z pracy powtarzają mi przy takich okazjach - nasza dziewczyneczka.
W pracy dwie koleżanki na urlopach, więc nie mam czasu na nic. A ja też już niedługo szykuję się na urlop. Więc muszę wszystko co do mnie należy zrobić.
W tym roku niestety nie pojedziemy na wakacje. Swój urlop wykorzystam na zagnieżdżenie się we mnie Zarodeczka. Będę leniuchować na maxa. Na wyjazd nas nie stać. Grób dla Gabrysi kosztował wszystkie nasze oszczędności. Teraz transfer też nie za darmo. Rok musimy jakoś wytrzymać bez żadnego wyjazdu. Za to w następnym pojedziemy na wczasy nie sami ale razem z maleństwem.
Wynik badania ultrasonograficznego
Wątroba niepowiększona, normoechogeniczna, w widocznym zakresie bez zmian ogniskowych, bez cholestazy. Pęcherzyk żółciowy cienkościenny, bezkamiczy.PŻW nieposzerzony. Pole trzustki w zakresie głowy i trzonu nieposzerzone. Nerki należnej wielkości, bez cech zastoju i dużych złogów. Śledziona niepowiększona. Aorta brzuszna i okolica przyaortalna przesłonięte. Pęcherz moczowy słabo wypełniony. Jama otrzewnowa wolna od płyny.
Iiiii niestety miał za słaby sprzęt usg żeby sprawdzić grubość endometrium
ale i tak jestem happy z wyniku
że wszystko oki 
Iiiii jeszcze najgorsze że mąż ma nadciśnienie i nie chce się leczyć ani brać tabletek
dzisiaj mu lekarz zmierzył ciśnienie to miał ponad 170 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2013, 21:00
Wciąż nie mogę się nadziwić, że życie może być takie przewrotne: przez tyle lat paraliżowała mnie myśl o tym, że mogę zajść w ciążę, dziesiątki prezerwatyw, stosunków przerywanych, testów ciążowych robionych w panice...Nigdy bym nie pomyślała, że to może być takie trudne. Jak to możliwe skoro tyle dziewczyn zalicza "wpadki"?! Mało tego, w myśl zasady "przezorny zawsze ubezpieczony" byłam przeciwniczką tabletek antykoncepcyjnych głównie z powodu przyszłej ciąży i ich ewentualnego wpływu na dziecko. A tu co!? Życie znów robi psikusa: wszystkie moje znajome po latach brania tabletek już w kolejnych ciążach, a mi zostało naiwne przekonanie
I to jeszcze nie koniec absurdów z mojego życia: jak to jest, że mając regularny cykl, wyczuwalną owulację, śluz płodny ciągle nie jestem w ciąży?! Tracę już cierpliwość 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2013, 21:31
Kolejny cykl zakończony, przeraża mnie to trochę, bo każdy kolejny jest krótszy. Ostatni miał zaledwie 21 dni, nie mam pojęcia z czego to wynika i jeszcze kilka miesięcy a będę miała @ przez cały miesiac ,jak tak dalej pójdzie. Może przemęczenie robi swoje? Dodatkowo według teorii mojej lekarki, podwyższony poziom prolaktyny u mnie, wynika ze stresu. Przepisała mi dostinex , pół tabletki na tydzień, wczoraj wziełam pierwszą porcję. W dwudziestym dniu , tego nowego , dzisiaj rozpoczętego cyklu mam ponowić badanie prolaktyny i zobaczymy, nic nie wyrokuje. D.. miał być tutaj ponad miesiąc ,a wyjechał dzisiaj , po zaledwie dwóch tygodniach i niewiadomo kiedy wróci. Twierdzi że szybciej niż myśle, ale ja już znam ten tryb i wiem że to wcale tak nie będzie. Mam się nie stresować, tylko nikt mi nie powiedział jak to osiągnąć, w pracy nerwówka, w życiu też. Częściowo winna jestem ja sama, bo za szybko się unoszę , zbyt mocno przejmuję niektórymi sprawami. D.. swoje też dokłada, czasem jest między nami idealnie a czasem zupełnie do bani , i pozornie to normalne.Każda para ma swoje wzloty i upadki, tylko że nasze są z olbrzymiej wysokości. Jestem emocjonalną bombą i mam skłonności do dramatyzowania , co nie pomaga a D.. to piekielnik , dwa lata i ciagle to samo, jeśli nic się nie zmieni to nigdy nie będziemy mieli dziecka, bo przecież jeszcze nie wiadomo czy sama prolaktyna jest problemem. Na dzisiaj nie chce mi sie nawet o tym myśleć, jestem zmęczona. Praca, kilka obowiązków i spanie to całe moje życie i jak tu zachować pogodę ducha, jak się nie denerwować kiedy jest lato a ja mieszkając nad morzem nawet nie byłam jeszcze na plaży. Przyjazd mojego taty to też porażka, pracowałam od 18-6 i potem przesypiałam cały dzień , prawie wcale ich nie widując. A w momencie kiedy jakimś cudem dobudziłam się to byłam nieprzytomna i nieobecna myślami. Do tego bieganina, praca, zakupy ,wizyty w szpitalu - nie mogło nam się udać ...i nie uda się , bo ciągle jestem zmęczona, wściekła, rozgoryczona tabletki to za mało. A najgorsze są moje własne myśli że to tak ma być , że tak jest lepiej. Skoro kłócimy się i złościmy na siebie tak bardzo że uniemożliwia to zajście w ciąże , to może lepiej bo jaką rodzinę stworzylibyśmy dziecku ? Może osobno nadajemy się idealnie na rodziców , ale w połączeniu już niekoniecznie. Czasem mam wrażenie , że nie potrafimy żyć bez siebie , ale z sobą też nie. Miałam się nie denerwować a właśnie wkurza mnie wszystko, jak D. tu był to denerwowało mnie jego drygowanie, zrób to , zrób tamto, jedźmy tu lub tam, zero pomyślunku że śpie po 3-4 godziny a pracuje 12 .. . Chciałam mieć święty spokój i po prostu odpocząć... teraz gdy wyjechał , irytuje mnie pustka jaką po sobie zostawił. Jeszcze w mieszkaniu unosi sie odurzający zapach jego perfum, jego zapach który tak uwielbiam. Niedbale zostawił swoje klapki w drugim pokoju , jakby zaraz miał wrócić, jakby wyszedł tylko na chwilę , ale przecież widziałam go już na skype, w jego innym norweskim świecie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2013, 21:30
Mały kieliszek likieru czekoladowo- pomarańczowy .. pycha:) a co tam:)
Mąż padł, znów zaczął jezdzić na rowerze.. oszalał. A z drugiej strony cieszę się ze zaczął więcej się ruszać bo przyrósł do kanapy i auta.
Kot śpi już odczuwam jego obecność kicham i troszkę mnie dusi.. nasz piesio chodzi zdziwiony i lekko zestresowany hehhe boi się małego kotka. Szukamy domu dla małego cały czas .. ciężko 
Zaciekawiło mnie że tyle z was pije len...
Sama piłam jak męczył mnie kaszel, a tu proszę same dobre rzeczy, znalazłam ciekawy artykuł:
Siemię lniane i jego wpływ na płodność
Len to jedna z najpopularniejszych roślin w naszej strefie klimatycznej. Niegdyś stanowiła ważny element każdego gospodarstwa. Z lnu wytwarzano przędzę i tkaniny, tłoczono olej, gromadzono jego nasiona. Właśnie te nasiona, potocznie zwane siemieniem lnianym, mogą mieć dobroczynny wpływ na Twoją płodność.
Naukowcy z University of Rochester w Nowym Jorku(1) porównali jakość cyklów miesiączkowych kobiet, które nie jadły siemienia lnianego do cyklów tych samych kobiet, którym przez kolejne trzy miesiące podawano siemię lniane. We wszystkich cyklach na siemieniu lnianym wystąpiła owulacja (wśród cykli bez siemienia były 3 bezowulacyjne). Cykle „lniane” miały także dłuższą fazę lutealną, oraz większy stosunek progesteronu do estradiolu.
Takie działanie siemienia lnianego tłumaczy wysoka zawartość lignanów, związków, z grupy fitoestrogenów, które przywracają równowagę hormonalną w organizmie kobiecym. Dodatkowy bonus przyjmowania pokarmów bogatych w lignany to ich silne działanie antyrakowe (szczególnie dotyczy to raka piersi i narządów kobiecych), a także działanie zapobiegające chorobom serca i układu krążenia.
Siemię lniane powinno być szczególnie ważnym składnikiem Twojej diety, jeżeli występuje u Ciebie przewaga estrogenów nad progesteronem, jeśli masz krótką fazę lutealną, lub zdiagnozowano u Ciebie niedomogę lutealną.
Należy kupować siemię lniane nieprażone, jak najświeższe i starać się zużyc opakowanie w przeciągu 1-2 miesięcy. Przechowywanie w lodówce opóźnia proces jełczenia. Zjełczałe siemię ma nieprzyjemny gorzki smak i nie należy go spożywać.
Siemię lniane najlepiej zemleć bezpośrednio przed spożyciem, za pomocą młynka do kawy lub ziół. Tak przygotowane będzie pysznym dodatkiem do koktajli owocowych, sałatek, zup i deserów.
Pozdrawiam
37 tc.
nastał dzisiaj ten magiczny dzień - ciąża donoszona.
teraz mogę rodzić, no prawie 
jeszcze jakby Michaś wstrzymał się chociaż do czwartku,
bo zostały nam 2 ostatnie spotkania na SR.
kolejka "marcówek" już powoli się rozkręca...
także teraz to już nie znamy dnia, ani godziny.
walizki prawie spakowane, łóżeczko stoi, materac się wietrzy,
pościel wyprana, oczekujemy jeszcze na literki z imieniem synka,
zamówione na ostatnią chwilę, ale już są w trakcie przygotowań 
Michaś na ostatnim badaniu ważył 2600 g, także to już spory chłopczyk,
ale prawdopodobnie nie będzie miał jakiś kolosalnych wymiarów przy porodzie.
oj, oby to była prawda
zresztą najważniejsze, żeby był zdrowy.
zmartwił mnie tylko dzisiejszy wynik GBS, bo wyszedł dodatni,
także będą musieli podać małemu antybiotyk przy porodzie.
nie możemy się już z mężem doczekać, aż ujrzymy nasze pyzate poliki (takie były na USG) 
mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze...
"Dla ukochanej żony.." no tego to się nie spodziewałam
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lipca 2013, 22:18
Zapomniałam napisać że w poniedziałek maż się dowiedział ( sniło mu się ), jest taki szczęśliwy, zrobił się taki troskliwy. hehhee Zawsze jest kochany ale teraz to wogóle. A i cieszy się że jeszcze jest wydolny- faceci. Nazwał sie nawet ale to zbyt brzydko aby tu pisać.
A ja po zbyt długim siedzeniu, nawet chodzeniu odczuwam ten ból w podbrzuszu, martwi mnie on.
Pytałam o to wczoraj położnej, to powiedziała że to nic poważnego. Ze to efekt rozciągania macicy, a w moim przypadku jak miałam cesarki to przez zrosty na niej może być bardziej dokłuczliwe. Tak ale jak mnie teraz boli, to co będzie jak brzuch będzie większy. Będę musiała specjalny pas sobie kupić aby jakoś wogóle dać radę.
Mam dylemat- którego lekarza wybrać,a tym samym który szpital. Jeden pracuje tu, drugi tu.
Niby to wcześnie ale przecież nie będę wiecznie zmieniała. Jak narazie to 5 sierpnia idę do jednego a 6 wrzesnia do drugiego. I ocenie.
Bolą jajniki i macica. Ciuchy cisną. Ale szczęśliwa jestem na maxa, choć oczywiście boje się i mam tyle czarnych myśli.
Moje kochanie ma wodniaka, zatem i on do operacji.
Dobraliśmy się idealnie 
Z nowym dniem nabrałam motywacji do walki. Stwierdzam, że dziecko jest warte moich trudów. Dla tego małego cudu mogę nosić okulary, przytyć, źle się czuć. Podniosła mnie na duchu przyjaciółka, która także ma trudności z wadą wzroku związane.
Wczoraj wybrałam sobie oprawki- takie duże, czarne...Cudne. Bo okulista uświadomił mi, że w ciąży nie wskazane jest noszenie soczewek. Nie wiem dlaczego, ale postanowiłam się zawczasu na to przygotować. Tak, czy siak, muszę zacząć nosić mocniejsze soczewki, więc przerzucam się na okulary...Brrrrr...
Za tydzień prawdopodobna owulacja. Może pójść za radą innej OvuPrzyjaciółki i zacząć "serduszkować" wcześniej??? Żeby nie wyjść z wprawy, póki mój mężczyzna jest ze mną???
Z rana dobre wieści kot będzie miał dom tylko musi się podleczyć :)cieszymy się bardzo pójdzie do domu z ogrodem wiec będzie miał trochę wolności 
witajcie Kochane,
smutno mi dziś bardzo z powodu Inessy i jej maleństwa, jak większość z nas bardzo jej kibicuję, i jest mi dziś bardzo źle
poza tym niestety moja cudowna praca wymaga, aby dzisiejszą noc spędzić z dala od m, przesunęliśmy sobie walentynki na przyszły tydzień,
no i jeszcze wątek humorystyczny
czy wiecie Kochane skąd bierze się ciąża? myślę, że mamy na ten temat błędne wyobrażenie, bo to nie to o czym myślicie
dziś dowiedziałam się, że ciąża się bierze z czesania włosów na lekcji (wersja pana katechety, dziewczyny mnie dziś poinformowały jak zapytałam jednej co robi,gdy bawiła się swoimi włosami zamiast zająć się zadaniem)5 minut z lekcji wyjęte, tak się śmiałam, bo patrząc na moją minę zaczęły to dokładniej tłumaczyć, niemniej jednak poinformowałam o tym inna staraczkę w pracy i chyba czas to zastosować w praktyce 
Dziękuję za wszystkie porady
Piszecie o badaniu nasienia. Hm... mój mąż póki co jest wykluczony z kręgu "podejrzanych"
I mi jakoś trudno uwierzyć, że problem mógłby leżeć po jego stronie. Wysportowany, niepalących, niepijący, zdrowo się odżywia, a u mnie zawsze "coś". Plan jest taki: zgodnie z zaleceniem lekarza poczekam jeszcze miesiąc i pewnie pójdę na szczegółową diagnostykę. Wspominałam już, że nienawidzę klinik i wizyt u lekarzy? Po mojej pierwszej wizycie w klinice leczenia niepłodności byłam trochę zdziwiona tajemniczą atmosferą tam panującą. Ludzie w poczekalni dwojakiego rodzaju, jedni milczący i ewidentnie zawstydzeni, inni wgapiający się w każdą nowoprzybyłą kobietę, styl czekania tzw "niezrczny - noga na nogę", pani w administracji wywołuje pacjentów anonimowo i niemalże szeptem "Pani Ania" (ale ciiiiii bo Pani Ania ma problemy z zajściem w ciążę, a to pewnie wstyd). Nie wspomnę już o cenach i dorabianiu się lekarzy na cudzej krzywdzie... To wszystko sprawia , że przeraża mnie myśl o konieczności badania i wciąż się łudzę, że mnie to ominie...
Ale wróćmy na ziemię. Zapewne jak już się przełamę i dołączę do "tajemniczego kręgu"
to pierwszym badaniem będzie badanie nasienia. Jak to właściwie się odbywa, ile kosztuje? Czy trzeba to zrobić na miejscu czy można dostarczyć materiał? Czy muszę się wcześniej umawiać na wizytę do lekarza czy mogę przebadac męża na "własną rękę"?
Ciekawa jestem jak wasi Panowie to przeżyli? Wstydzili sie, krępowali, czy nie było problemu?
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lipca 2013, 10:46
Walentynki ....
Nie cierpię walentynek, a one mnie ...
dziś cały dzień przeleżałam w łóżku z bólem brzucha, i pięknym dla tego dnia kolorze w gaciach.. dobrze że wymyślili tabletki ...
Czekam na @, jakos nie przylazi, ale mam nadzieje, ze sie nie pojawi na wizyte u ginekologa 31go. Sluchajcie dziewczyny, przylecialam do Polski na urlop, poszlam do przychodni zrobic pare badan, a tam babka normalnie rekawiczek nie zalozyla jak mi igle wbijala, czy to normalne??
Zwrocilam jej uwage, a ona na to, ze przeciez nie ma stycznosci, normalnie sie oburzylam.
W UK to by bylo nie do pomyslenia..
Ale jedno wiem najlepiej, musze schudnac.. zeby poprawic swoje wlasne samopoczucie i zdrowie i zwiekszyc szanse. Wiec co bedzie to bedzie. Jesli poronilam z powodu wysokiego cisnienia, a nie wad plodu..?
Koniec gdybania.
Jutro koncert DM, ale sie wybawie:)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.