71 dni...
71 dni...
Kupiłam prezent chrześnicy na chrzest. Chociaż o tym nie będę musiała już myśleć.
Jeśli będzie ładna pogoda w długi weekend sierpniowy uzgodniliśmy z mężem, że pojedziemy na parę dni nad morze. Jeśli uda nam się zajść w ciąże to będzie piękny początek mojego błogosławionego stanu. Już teraz myślę, jak mu na plaży przy zachodzie słońca powiem o bobasku w moim brzuszku. Było by miło, gdyż w takiej scenerii właśnie mąż mi się oświadczał. A gdy się nie uda to wolę nawet o tym nie myśleć....
Jutro 28dc i wolalabym jutro dostać okres niż w niedziele!!! Z mezem się prawie dziś nie widziałam ale spytal jak tam czy ciocia mnie już odwiedzila.Niby nie widać ze się tym przejmuje ale zawsze pyta. To mile z jego strony. Marze o tym by moc sie wszystkim pochwalić ze będziemy mieli dziecko! Nie ważne ze będę wazyla pol tony mieć mnóstwo rozstepow i ogromny brzuch. Jestem gotowa by zostać mama:-)))
Lekarz zrobił mi USG,po PCO na jajnikach nie ma śladu (operacja pomogła),powiedział,że endometrium jest ładnie grube,na lewym jajniku jest dominujący pęcherzyk,który ma 13 mm.W środę o 19 mamy wstawić się w Toruniu na inseminację.Powiedział,że to będzie próba bez wspomagaczy.Nie wiem co myśleć o tym...
dziś uświadomiłam sobie, że ja tak na prawdę nigdy, nawet na początku starań nie wierzyłam, że zajdę w ciążę..pewnie to strasznie dziwne, ale zawsze z tylu głowy zostawała myśl, że okres i tak przyjdzie..teraz chyba taż w to nie wierzę..może to jakiś znak, może to tak ma być..boję sie nawet tak myśleć..
No i znowu mnie dopadło. Tym razem mocniej. Gardło ledwo zyje, gil do pasa, głowa pęka... Szlag by to trafił! Jutro mamy przecież jechać!
Nie mam ostatnio w ogóle czasu, ale i nieszczegolnie tez ochotę cokolwiek pisać... Zapisana do kliniki leczenia nieplodnosci. Pierwsza wizyta 28 sierpnia. Czekam na nią, bo chciałabym, zeby zaczęli coś działać w końcu. Moja GP solidna, ale mając wzorowe wyniki wszystkich badań nic już nie mogła zrobić. Teraz to w klinice będę pod okiem najprawdziwszego gina co w Uk nie jest codziennością
jak od niej wychodziłam rzuciła mi tylko jeszcze, ze jak zajde w ciaze przed wizyta w klinice, to mam jej dać znać , bo wtedy trzeba by było odwołać apointment. Rozbawila mnie, bo skoro przy takich idealnych wynikach przez ponad 2 lata sie nie udało, to teraz raczej tez na cud nie liczę, no ale moze musiała tak powiedzieć 
Ach i przypomnialam sobie, ze chyba powinnam zrobić sobie morfologie, bo jakaś słaba jestem od dłuższego czasu i często mam zawroty głowy. Myśle sobie, ze moze znów niedobór żelaza, a wtedy o ciaze tylko trudniej. Ehhhhh
W moim odczuciu owulacja już była, ale testy negatywne, temperatura nie rośnie..rzadko mam owulację tak późno, bo moje cykle nie są zbyt długie. Brak śluzu - jak dla mnie juz był. Nie wiem albo mi się coś poprzestawiało, albo ten cykl będzie bezowulacyjny. Wszystko mi jedno.
Wczoraj mi teść życzył, żebyśmy zaczęli coś działać i myśleć w kierunku dziecka. Chciał dobrze - jego córka trochę to opóźnia (przynajmniej tak mówi), więc chyba myślał,że nam też się nie spieszy. Już mnie powoli takie teksty przestają ruszać. Powiedziałam mu żartem: a skąd wiesz że nie myślimy? Mam nadzieję, że zrozumiał aluzję, ale to facet, więc wiele się nie spodziewam...
i tak się dowiedzą, że coś jest nie tak prędzej czy później, bo mąż będzie musiał do szpitala i na zwolnienie pójść, a pracuje w jednym zakładzie ze swoim ojcem.
Dziś grillowanie
pewnie będzie trudno, bo przyjedzie moja ciężarna koleżanka, ale przecież z racji moich problemów nie mogą dyskryminować ciężarnych
grunt, że się wszyscy w końcu spotkamy, postaram się o wewnętrzny spokój 
Mój kochany nie był wczoraj u lekarza, więc nie wiemy co dalej, ale na razie o tym nie myślę, w środę pójdzie to zacznę. I tak jestem z niego dumna, ze tak dzielnie znosi te wszystkie wizyty i badania. Wczoraj jak mi rodzinka składała życzenia to sam rzucił: i żeby Cie mąż nie zawiódł i popatrzył bez uśmiechu... nie chcę, żeby tak myślał, bo problemy są też po mojej stronie, poza tym to są nasze problemy i ja nie zamierzam nikogo obwiniać. Tak jest i już. Tłumaczyłam mu już to..ale facetom z ich dumą ciężko cokolwiek wytłumaczyć..
Dałam sobie na luz w tym cyklu i nie mierzylam temp i byłoby ok gdyby nie to, ze podkusilo mnie przy robieniu testów owu, bo teraz niewiem co sie dzieje.Nie zauważyłam skoku i byłam pewna, ze owu nie było i byłam dziwnie spokojna , bo cykl uważałam za stracony i czekałam do wizyty w klinice. Dzis jednak znów mnie podkusilo i sprawdzalam i jest wyższa tzn taka jak w czasie mojej fl. No i teraz niepotrzebnie znów będę myśleć i robić sobie złudne nadzieje, a ze nie wylapalam skoku to nawet niewiem kiedy powinna @ przylezc... Do dupy z ta moja ciekawością... Tylko mi w głowie miesza....
dzięki kochane... to ja poczekam do tego 5 dnia spóźnienia, No i pójdę do lekarza jakoś na początku przyszłego tygodnia. Bosz dogadanie się tu co do badań to będzie masakra. Ciekawe ile będą kosztowały.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2013, 20:54
No i proszę. Moja ciekawość doprowadza mnie do szału. Teraz niepotrzebnie zaczynam sie nakręcac i nadzieja wraca, zeby znów dać mi na koniec cyklu wielkiego kopa w d... Wczoraj gdy podwiazywalam swoje ogórki w foliaczku, nie mogłam znieść zapachu ziemi, dzis przy śniadaniu smierdzialy mi jajka... Moj L nawet zazartowal, ze w ciazy jestem... Ja mu na to ze niemozliwe, bo nawet owu nie bylo. Wiem, ze to nie moze byc objaw ciazy, bo gdyby nawet była owu jakimś cudem, to mogłoby to byc zaledwie tydzień temu... Zreszta to byłby cud... No ale teraz włącza mi sie znowu to glupie myślenie.... A taki miałam spokój duszy ;(
Powrót z wakacji nigdy nie jest taki zły, jeżeli przed nami jeszcze tydzień urlopy. Pogoda rozpieszcza, pięknie za nami (morze cieple) i przed nami (zapowiadają przeraźliwe upały). Nie męczą mnie one w domu, w pracy są okropne. Wróciłam do siebie, a tu mój mały ogródek wariuje. Cukinie do zbioru na dzisiaj 2, kolejne 4 będą na poniedziałek, fasolka obradza, pierwsze pomidorki dojrzały, sałatę trzeba już jeść, tylko u dyni póki co tylko kwiaty męskie kwitną. Martwi mnie to, uwielbiam zupę dyniową. Dziś ślub przyjaciółki. Mam mieszane uczucia co do jej wybranka serca, ale pewnie zawsze uważamy, ze on na nią nie zasługuje.
w pracy bardzo ciężko u nas już po owulacjii...chyba, bardzo mało mamy teraz czasu dla siebie, jestem bardzo nerwowa ostatnio wszystko nie tak:(
Na prawdę Błysk - kotka plamienia są nieprawidłowe? A jaką nieprawidłowość oznaczają? Ja zawsze miałam najpierw z dwa dni lekkiego brudzenia a potem normalna @ przychodziła. Dziwne...
Dziś dopiero 30 dc wiec właściwie 2 dni spóźnienia to nie spóźnienie
i jeśli kobieta ma przeczucia to żadnej ciąży nie czuję. Jednak nie wytrzymałam i kupiłam test. Bosz ile musiałam się natrudzić aby wytłumaczyć tajkom czego mi trzeba
Jutro rano (jeśli w nocy nie dostanę @) to zrobię.
Dziękuję, że jesteście 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2013, 17:47
Jestem 
jestem pełna szczęścia i energii na nowy cykl a zarazem pełna zmartwień że minął już rok a jak wiemy do roku każda zdrowa para powinna zajść w ciąże... troszkę mnie to martwi ale nigdy nie byłam w tak pełnej bojowości w tak pełni pragnienia !!!!
chce już moja fasolke!
chce dbać o Ciebie moja fasolko wraz z mężem przez całe 9 miesięcy mówić do Ciebie i głaskać po brzuszku!
a potem chcę kąpusiać twoje zmarszczone ciałko i nosić cię na rączkach
jeszcze Cię nie mam a już Cię uwielbiam, już kocham już za Tobą tęsknie.....
Fasolko nasza czekamy.... z ogromną miłością....
Historia końca pewnej znajomości...
Mam (a właściwie powinnam napisać "miałam") jedną bardzo bliską koleżankę z dzieciństwa. M. mieszka daleko, a nasze kontakty są głównie internetowo-telefoniczne. M. to do niedawna typ bardzo imprezowy, niezbyt poukładany i niezbyt odpowiedzialny. Często wspominała o naszych ciężarnych koleżankach, mówiąc jak bardzo się im dziwi, że w tak młodym wieku się decydują i że ona się na pewno nie będzie spieszyć do pieluch. Jakiś czas temu, co było wielkim szokiem, poznała pewnego obcokrajowca. Jeszcze bardziej zdziwiła mnie informacją o tym, że rozpoczynają starania o dziecko:0 Tydzień przed tym jak powiedziała mi o swoich planach, godzinami opowiadała o ulubionych, mocno zakrapianych imprezach, przypadkowych noclegach i nocnych eskapadach w stanie upojenia alkoholowego. Mimo, że mam niewiele wspólnego z takim trybem życia, lubiłam te nigdy niekończące się historie. Pierwsza opowieść o planowanym poczęciu nie należała do tych lubianych. Miałam wrażenie, że rozmawiam z zupełnie inną osobą. M. komunikując mi o swoich planach rozrodczych tłumaczyła jak bardzo czuje się gotowa do macierzyństwa, jak nagle (w ciągu tygodnia) poczuła potrzebę bycia mamą i mówi wszystkim żeby nikt nie posądził jej o przypadkową "wpadkę" (nie mieli ślubu). Oniemiałam! Jasnym było, że chodzi o obywatelstwo i złapanie ustawionego faceta "na ciążę". Po 4 miesiącach oznajmiła, że spodziewa się potomka. I to był moment, w którym straciłam jedyną bliską koleżankę.
Każda kolejna próba rozmowy z M. skupiała się na tematach ciążowych i okołociążowych. Nie poznawałam jej. Stwarzała przede mną pozory, była sztuczna i nieszczera. Czułam się poniekąd oszukana przez nią. Doskonale wiedziałam jaki jest cel poczęcia dziecka - narzędzia manipulacji. Udawała przede mną kogoś, kim nie była. Znałam ją od tylu lat i wiedziałam, że dziecko (a co za tym idzie domowy tryb życia) nigdy nie było dla niej priorytetem. Postanowiłam delikatnie ograniczyć nasze kontakty.
Po dziewięciu miesiącach urodziła córkę, a kilka miesięcy później (osiągnęła swój cel) wyszła za mąż. Teraz siedzi z dzieckiem w domu i jest jeszcze gorzej: ciągłe prośby o "wideokonferencje" z niemowlakiem w roli głównej, ciągłe pytania "a kiedy wy?", docinki, uszczypliwości, opowieści o tym jak jest wspaniale i uroczo (mimo, że przyznała pewnego razu, że jest bardzo ciężko). Było mi bardzo przykro, nie wytrzymałam napięcia - ograniczyłam kontakt do minimum. Wniosek? Życie jest niesprawiedliwe 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2013, 20:51
Dołu część dalsza, to raczej żadna depresja ,to coś czego jeszcze nie potrafię nazwać. W pracy mówimy na to nostalgia, choć niewiele ma z nią wspólnego. Uświadamiam sobie że nagle nic nie ma znaczenia, nawet plany z dzieckiem. Gdybym miała dziecko , kochałabym je całym sercem i z pewnością nadałoby to mojemu życiu nowy tor, sens i dałoby mi kopa do działania, ale nie ma dziecka a mi tak naprawdę przestaje na tym zależeć. Do tego trzeba szczęścia, pogody ducha a tego u mnie nie ma. Szukam przyczyny i jak ją znajdę to muszę wyeliminować , bo tak się nie da żyć na dłuższą metę. Boję się , że przez to wszystko zrobię coś głupiego , czego będę bardzo żałować.. więc nie robię nic , i tkwie w galarecie własnych negatywnym , dołujących myśli..nie jest dobrze. Dziękuję Wam wszystkim za dobre słowa, kolejny raz cieszę się że tu trafiłam. W tym naszym obecnym tak wyalienowanym życiu, taka życzliwość jak tutaj jest czymś wyjątkowym i bezcennym :* buziaki dla Was dziewczyny
Mam obawy co do tej inseminacji...Tzn boję się rozczarowania,ale z drugiej strony wiem,że nie mam innego wyboru... Skoro mam ładne endometrium i ładny pęcherzyk dominujący to świadczy o owulacji?Bo już teraz nic nie wiem.Skoro nie było by owulacji to lekarz chyba by nie proponował inseminacji? Chociaż kto wie,bo lekarz powiedział "spróbujemy inseminacji bez wspomagaczy"...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.