Jestem okropnie przygnębiona, czasami mam ochotę wyjechać sama na tydzień i nikogo nie widzieć.
Wkurza mnie mój mąż. Ma wspaniałe serce i jest dla mnie bardzo dobry ale kompletnie leniwy i pusty w środku. Przed ślubem obiecał mi, że zacznie się uczyć, zdobędzie jakiś zawód. Jest ponad rok po ślubie i nic się nie zmieniło. Chce być pracownikiem fizycznym do końca życia. Po pracy codziennie narzeka na wszystko, pracę, na bóle dosłownie wszystkiego, od paznokci po uszy. Po wizycie u teściowej, która ma takie same podejście, jest mi z tym jeszcze gorzej. A świadomość że jego brat jest tak ciężko chory w ogóle rozwala wszystko.
Mieliśmy się częściej kochać ale nic z tego na razie nie wychodzi. Wczoraj męża wywaliłam na kanapę. Nie chce mi się z nim gadać.
naprawdę nie wiem jak to się stało, ale od wczoraj wieczorem jesteśmy posiadaczami... wózka. przy okazji na własnej skórze doświadczyłam co to jest uczucie ambiwalentne, bo i cieszę się i jestem niezadowolona, ale może po kolei.
od samego początku głośno i wyraźnie mówiłam, że dla naszego pierwszego dziecka chcę, żeby wszystko było NOWE i pachnące, bo kolejne (daj Bóg) dzieci jeszcze będą miały szansę zdzierać i niszczyć to co kiedyś było nowe. no ale ja swoje, a rzeczywistość (ta nasza finansowa) swoje. i wczoraj Mąż przeglądając internety (a muszę dodać, że mieliśmy już w głowie - z polecenia przyjaciół - jaki chcemy konkretnie wózek, tj. firma, model) trafił na allegro na niesamowitą okazję. wózek półroczny, patrząc po zdjęciach w bardzo dobrym stanie, część spacerowa wg opisu używana może dwa-trzy razy i ta cena! dosłownie połowa cena względem nowego. a że oferta z Warszawy to Mąż mnie oczywiście urobił, że chodź, chociaż pojedziemy, zobaczymy i wtedy zdecydujesz, w sensie, że ja! ja! zdecyduję, że nic o mnie beze mnie i kurde nie wiedząc kiedy i jak przystałam na to.
no i jak już pojechaliśmy, to nawet ja musiałam przyznać, że to co w internetach pokrywa się z rzeczywistością. nie wyglądało też na żadną podpuchę, ukryte usterki itp., pani bardzo sympatyczna, taka uczciwa już z samego wyglądu, dziecko mniej więcej w wieku odpowiadającym używaniu wózka, wytłumaczenie dlaczego zmienili wózek na inny logiczne. wózek oczywiście nosi ślady użytkowania, ale sądzę, że każdy po miesiącu tak wygląda. niektóre elementy zamierzam odpiąć i uprać, ale bardziej tak dla porządku, bo serio prawie nówka. może tylko kolory nie do końca moje, bo z własnej woli nigdy nie kupiłabym czegoś co ma w sobie sporą dawkę białego, ale ponieważ do tego białego dochodzi jeszcze nienachalny granat i całość wygląda całkiem chłopięco to aż głupio było wybrzydzać. także mimo mojej decyzyjności, kolejny i zaprawdę nie pierwszy raz stało się wg wizji Męża. taki ze mnie strateg. taką mam silną wolę i w ogóle, ale to w ogóle nie idę na ustępstwa.
niemniej trzeba uczciwie przyznać, że za oszczędzoną kwotę z powodzeniem kupimy fotelik samochodowy, łóżeczko z materacem, przewijak i jeszcze nam zostanie... na dużą czekoladę.
picia wina ciąg dalszy 
nie wychodzi mi praca
rozbawiła mnie telefoniczna rozmawia z psiapsiółką
zresztą ona ma w sobie to coś, co Francuzi zręcznie nazywają je ne sais quoi, co sprawia, że zawsze mnie rewelacyjnie nastroi
jest w wolnym związku, póki co ciagle szuka, ale dziś stwierdziła z przekonaniem, że powinno się znajomość zaczynać od szalonego seksu, bo o ile jest do bani, to rozstajemy się bez żalu i że to się u mniej sprawdza 
wymiękam
i pomyśleć, że mnie już eksperymentowanie w tej kwestii nie dotyczy
całe szczęście, że dobrze trafiłam
sfera seksu, rzeczywiście, jest decydująca
Hej wszystkim staraczką... coś te staraczki mało rozmowne
u mnie dobrze nastawienie też ok pomimo jesiennej pogody... Teraz czekam na okres chodz termin dopiero 8 ale nie ma co sie nastawiać że nie przyjdzie. Teraz czekam na wizyte u gin.... ale to dopiero za miesiąć....
10+3d
Kropek ma sie dobrze, jak go lekarz badala to sie przestraszyl i wywinal plecami do niej. Juz zaczyna wygladac bardziej jak czlowiek z raczkami i nozkami. Teraz musze tylko wytrwac na pogrzebie tesciowej.
Ciężko utrzymać w tajemnicy ciążę , bo nie umiem kręcić jak ktoś pyta
także już dwie koleżanki wiedzą, bo się domyśliły
. Dobrze ze z rodziny nikt nie pyta bo to ma być świąteczna niespodzianka 
Ciąża zakończona 19 października 2016
Moja kochana myszka jest już na świecie! Przyszedł na świat SN, ważył 3170g i mierzył 55cm. Jesteśmy w nim absolutnie zakochani i nie moglibyśmy być bardziej szczęśliwi! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2016, 11:29
no i dzisiaj mam potwierdzenie "że się posrało". po odpuszczeniu wakacji na obserwacje teraz jestem zła na siebie. Wróciłam na monity i.....gong w łeb. NIE MA OWULACJI
w 14 dc jajko 11mm w 17 dc niestety tylko 12mm za tydzień znowu będziemy z Pania doktor zerkać co i jak. Dostałam skierowanie na powtórzenie prolaktyny i tsh Jak wyjda źle to chociaż wiadomo czego się chwycić. jak wyjda dobrze to .... sama nie wiem. poczekam na plan lekarki.Ona z planem też czeka na wyniki. Może zaproponuje stymulacje ? sama nie wiem. po zobaczeniu wyników być możę pojadę na prywatną wizytę do lekarza który przyjmował mój przed wczesny poród. Pracuje w szpitalu wiec może znajdzie łóźko żeby mnie wkręcić na dokładniejsza diagnostykę
16 dc, 4 po
Dzis rano zlapalam sie na mysli, ze nie wiem, nie pamietam, w ktorym tygodniu ciazy bylabym, gdybym jej nie stracila. Musialam dopiero policzyc w glowie a i tak nie bylam pewna. Dopiero kalendarz rozwial moje watpliwosci. To chyba dobry znak - znak, ze ogarnelam sytuacje i nie rozpamietuje caly czas tego, co sie stalo. Choc oczywiscie mysli od czasu do czasu szybuja i tak ciezej robi mi sie na sercu.
To, czego sie boje, to paranoja niemoznosci zajscia w kolejna ciaze. Wrecz histerycznie boje sie, ze trzeci raz juz sie nie uda, ze kolejny (2) zabieg lyzeczkowania skutecznie wykosil i tak cienkie endometrium, ze hormony mi szaleja i z owulacji dupa blada.
Od kilku dni bola mnie piersi. Tak dziwnie, inaczej - mam wrazenie, jakby byly czyms wypelnione, no i od razu mysl, ze to torbiele. Do tego dochodzi regularne klucie w jajnikach (zwlaszcza lewy) no i znow strach, ze to torbiele. M. za glowe sie lapie na moje wymysly, ale milczy, bo wie, ze jakikolwiek komentarz, to powod do mojego focha:-) No i tak mu jecze nad uchem, a on dzielnie to moje jojczenie znosi.
59 cykl starań.
Czas się pożegnać ..
Pożegnać z owu, pożegnać z marzeniami o dziecku..
wiecie,
to jest dla mnie za trudne, widocznie tak musi być, taka kara za przeszłość ...
Nasza droga o dziecko ma za sobą 58 nie udanych cykli,
cykli pełnych nadziei, łez, rozczarowań , mnóstwo wydanych pieniędzy których też za dużo nie mamy.
Dzisiaj wchodząc na fejsa kolejna "szczęsliwa" gówniara ( 17 lat ) że w ciąży jest ..
No błagam, gdzie jest sprawiedliwość
gdzie do cholery jest Bóg!
Jak mam w niego wierzyć ?
3 nieudane inseminacje za mną.
Dwa razy rzuciłam pracę w ciągu starań bo nie miałam czasu na lekarza, na wizyty...
Teraz znowu jestem bezrobotna, czas szukać pracy na dłużej ...
Nie myślcie sobie że odchodzę z owu i od starań bo inne kobiety zaszły po odpuszczeniu, wyluzowaniu..
Szczerze? Próbowałam nie raz odpuścić ale nigdy nie czułam tego tak jak teraz.
Koniec i kropka.
Za tydzień mam wesele, nawet nie potrafię się cieszyć z tego...
Projekt dziecko totalnie mną zawładnął, nie widzę innych pozytywów.
Czy coś jest ze mną nie tak ?
Mam plany żeby po ślubie stąd się wyprowadzić,
mam dosyć mieszkania z teściami którzy mnie nie lubią.
Mój mężulek nie chce nawet o tym słyszeć,
wiadomo jest mu wygodnie bo jest u siebie.
Mimo tego że mamy całą górę swoją, swoją kuchnie i łazienkę,
ale co z tego jak On jest w pracy to nawet wyjść na dwór nie mogę.
Mogę oczywiście ale nie mam zamiaru siedzieć na dworze widząc jak się na mnie patrzą i pewnie myślą że głupią se znalazł w domu siedzi zamiast do pracy chodzić .
( Nikt nie wie o tym że się staramy o dziecko, nie mówcie że powinniśmy wszystkim powiedzieć bo będzie nam łatwiej.. nie prawda, ani moja ani jego rodzina tego nie zrozumie. )
Chcieliśmy podejść do in vitro.
Ale jakoś to słowo mnie przeraża, nie dam rady tego pojąć..
Nawet kasy byśmy nie mieli, to wesele totalnie nas pociągnęło po kieszeni, wiadomo.
Najchętniej bym stąd wyjechała najdalej jak się da.
Ale sama? No nie realne, Kocham Go.
Pomimo tego że tak mało mam w nim wsparcia.
Bardzo mało..
Wiecie,
kiedyś na początku jak zaczęłam prowadzić konto na ovufriend
powiedziałam swojemu narzeczonemu że jak zajdę w ciążę dam mu przeczytać cały swój pamiętnik.
Jery, mój pamiętnik ma już 8 stron.
Nie dowierzam.
Dzięki wszystkim i za wszystko,
być może do zobaczenia..
20t0d
Zaczynamy 21 tydzień! O tyle ważny w naszym wspólnym życiu, że wczoraj czułam malucha. Cały dzień pakowania, stresu, oddawania mieszkania, wysyłania kotów w podróż, biegania, sprzątania i krzątaniny, że nie miałam cały dzień nawet czasu pomyśleć o dziecku.
Wieczorem, a właściwie w środku nocy, jak koty wyjechały, Maciek wysmarował mnie oliwką i zaczął gadać do brzuszka. Pierdoły, jak to on. Opowiadał dziecku co będą robić, śpiewał mu rotę, uczył matematyki, opowiadał jak wygląda świat i że trzeba matki słuchać. A dziecko bardzo się dobijało do własnego ojca. To będzie najwspanialszy duet na świecie. Mam najcudowniejszego męża, absolutnie fantastycznego, na którego mogę zawsze liczyć i dla którego to dziecko już jest wszystkim.
Czy mogłabym kiedykolwiek wymarzyć sobie więcej niż dziecko w brzuchu, którego ruchy czuję. Mąż, którego kocham i który kocha nas. I dwa najsłodsze słodziaki w historii?
Pracę ma podjętą. Będzie wykładał na cały etat i dorabiał na boku na pół etatu (na pół etatu i tak zarobi więcej niż na cały etat na uczelni...). Więc nie poumieramy z głodu, a może i na wakacje uda się pojechać 
Wszystko będzie dobrze.
no tak dawno mnie nie było tutaj.
w tym cyklu nic rewelacyjnego jest bez owulacji niestety leki przestymulowały mnie i zrobił się torbiel.
dzisiaj 19dc tempka skoczyła nie wiem jak to możliwe ale tak jest .
Cudownie... w końcu jedziemy do Polski
doczekaliśmy się... mam nadzieje że uda nam się spotkać ze wszystkimi znajomymi
Zaczynamy 13 godzin jazdy
co to dla Nas

Hmm.. Czyżbym miała już po owu?
Rano koło 7 a potem koło 11 zrobiłam owutesty i wyszly gruuube krechy - pozytywne.
Przed chwilą zrobilam znowu i wyszedl negatyw...
Hmmm... Jeszcze dzisiaj bedzie
i myślę, że bedziemy mogli czekać na rozwój sytuacji.
Chociaż nie wiem czy akurat sie wstrzeliliśmy idealnie, czy wojownicy przetrwali do rana po wczorajszym
, czy wieczorni żołnierze zdążą...?
Masa pytań bez odpowiedzi na 2 tygodnie...
Endometrium 12 mm
Lewy jajnik 2x13
Prawy jajnik 1x 16 2x13 2x11
i coś tam
11-13ds menopur 300j Gonapeptyl 2/3 ampułki
13 ds (poniedziałek jeszcze wizyta na 13:30), punkcja w środę
mam się oszczędzać i zaczynam się denerwować że dość długo to trwa
Nie pisze juz troche bo chce wkoncu odpuscic bo juz to wszystko mnie przeraza.Moja nadzieja umarla .Musze jakos z tym zyc
18t0d
Początek 19 tygodnia, jejku!!! Przemyślałam ostatnią rozmowę z ginem, uświadomiłam sobie że jeśli nic się nie zmieni to przecież ja mogę mieć cc już pod koniec lutego !!! Histeria, panika, dobra, przestaję się obijać i spać całe dnie, biorę się za przeglądanie artykułów nt co potrzeba maluchowi. Nie jest źle, szybko i sprawnie nam to idzie (nam bo mąż też zawzięcie już szuka). Właśnie wpłynęła wypłata, rozpoczynamy online shopping.
Poza tym - byłam wczoraj u gina z Medicoveru, zobaczył że karta ciąży prowadzona przez kogoś innego to średnio zainteresowany był wizytą. Ale - dziecioka sprawdził i zmierzył mu główkę i kość udową. Główka 3 dni do przodu, kość udowa - 2. Czyli maluch nadrobił, a ja już miałam czarne wizje przed oczami... Gin wysłał mnie do internisty, internista do kardiologa, będą mnie badać i monitorować. A czemu? A no temu że coś mi ciśnienie zaczęło szaleć. Możliwe że jest to przyczyną obrzęków. I kołatania serca. Ale takiego okrutnego, aż mnie zatyka momentami. Wystarczy byle kłótnia z mężem a mnie aż zatyka tak serce kołacze, a ciśnienie do 160/90 od razu wzrasta i do końca dnia sie utrzymuje, muszę melise pić na gwałtu rety. Wczoraj położna straszyła szpitalem. Nie, dziękuję, mi na razie wystarczy.
Co mnie przygnębia to przyrost wagi. Już na poprzedniej wizycie lekarz zwrócił mi uwagę że przyrost 1 kg na miesiąc jest ok, byleby nie więcej. No to przez ostatnie 2 tygodnie przybyło 2 kg. Jezuu... Skąd to się bierze? Przecież za bardzo nie jem, nie mogę, zgaga wypala mi przełyk, próbuję ratować sie wymiotami, nie zawsze daje radę. Cokolwiek zjem, umieram. A jak nie zjem bo mnie piecze, to włącza się refluks i cofa cały kwas do przełyku, ciekawe co mi z tego przełyku zostanie na koniec ciąży. Zaczęłam zażywać Manti, mimo że tak się zapieralam że nie, nie potrzebuję. I co? I pomaga, na zgagę, ale zwiększa refluks. Więc czy tak czy siak kończy się nad muszlą...
I - coś czego spodziewałam sie za co najmniej 3 miesiące. Ale jednak, moja ciąża należy do tych pokręconych, wszystko na odwrót. Bolące biodra w nocy. No okropnie. Aż kłuje, drętwieje, przerwacam się z boku na bok, najbardziej pasuje mi spać na wznak ale brzuch ciągnie i ponoć nie wolno... Tak więc męczę się, nie dosypiam, odsypiam w dzień, dni uciekają między palcami bo chodzę jak zombie, wczoraj rano to nawet kość ogonowa bolała.
A ponoć ciąża taka przyjemna i wspaniała jest... Za nic bym nie zamieniła tego stanu
Nawet pomimo tego, ze mnie dzisiaj młoda pani w tramwaju skrzyczała, bo bezczelnie poprosiłam żeby ustąpiła mi miejsca. Wredna ja, wydaje mi sie że w ciąży to już mi się należy miejsce siedzące...
No i po sono-HSG.. Płyn szybko się rozszedł więc wszystko drożne tak jak być powinno.. Uczucia mam mieszane, bo z jednej strony się cieszę, że wszystko jest ok a z drugiej wróciłam do punktu wyjścia w którym niby wszystko jest ok a ciąży nadal brak..
Czas zrobić sobie dłuuuugą przerwę od lekarzy i wrócić do normalnego życia bez starań.. Zdecydowanie za długo już nasze życie kręci się od @ do owulacji i znów do @..
Trochę się do tego zbierałam, ale postanowiłam jednak opisać mój poród, głównie jako pamiątkę dla siebie jak już wspomnienia zbledną 
Do szpitala miałam się stawić zgodnie z zaleceniem obu moich lekarek we wtorek 18 października. Chodziło głównie o monitorowanie małego, szczególnie ze względu na tą nieszczęsną pępowinę. Tymczasem we wtorek o 4.30 rano obudziły mnie skurcze, najpierw nieregularne, z przerwami od 4 do 12 minut. Ucieszyłam się, że wreszcie coś się dzieje i zebrałam się do szpitala, skoro i tak miałam skierowanie.
W szpitalu skurcze zaczęły robić się coraz silniejsze, bardziej intensywne i regularne, ale badanie wykazało, że mam jeszcze ponad 1cm szyjki, a rozwarcie może na palce. Na KTG skurczy dalej nie było widać, ale mnie cholera naprawdę zaczynało boleć
Od 15 miałam już skurcze w miarę regularnie, z odstępami od 4 do 7 minut i naprawdę bolesne. Wieczorne badanie wykazało jednak absolutny brak postępu. Lekarze stwierdzili, że to przepowiadające i możemy się tak bujać dość długo. Bardzo pomagało mi chodzenie, więc wychodziłam całe kilometry po szpitalnym korytarzu.
Noc była straszna. Bardzo bolesne skurcze co kilka minut, trwające od 1 do 1,5 minuty. W łóżku nie do zniesienia, więc pół nocy przesiedziałam na krześle na korytarzu, zrywając się na każdy skurcz, bo jedyne co trochę pomagało, to wstawanie i kołysanie biodrami. Prysznic też osłabiał ból, ale nie bardzo miałam warunki, żeby się nim nacieszyć, bo była jedna łazienka na cały oddział. Dostałam jakieś zastrzyki na rozluźnienie, ale nie powiem, ile dały, bo musiałabym się zacząć wyrażać. W końcu około 3 w nocy stwierdziłam, że jestem tak wykończona, że ledwo trzymam się na nogach - nie spałam już prawie 24h - i że muszę jakoś znaleźć sposób na przeżycie tych skurczy w łóżku. Łatwo nie było, ale jakoś w końcu opanowałam je oddychaniem i udało mi się drzemać pomiędzy skurczami.
Rano praktycznie się załamałam, bo na badaniu okazało się, że rozwarcie dalej na palec... tyle, że szyjka prawie zgładzona. Na KTG dalej nic nie widać, a ja się skręcam z bólu. Koło 11 kolejne badanie, tym razem przez panią profesor, która na mój widok stwierdziła, że nie wyglądam na rodzącą. Prawie dałam jej w zęby
Wyszło na moje, bo rozwarcie było na 5-6 cm i wysłali mnie na porodówkę! Alleluja!
Na porodówce wyszło im, że to bardziej 4-5, ale grunt, że akcja ruszyła do przodu. W międzyczasie przyjechał mój mąż. Od razu zapytałam o znieczulenie. Odpowiedzieli mi, że ogólnie nie ma problemu, ale że nie wyglądam jakbym go naprawdę jeszcze potrzebowała, dziewczyny, które proszą o znieczulenie mają podobno większe błaganie w oczach. Kolejni eksperci od mojego bólu, wrrr! Poszłam pod prysznic, który wprawdzie złagodził trochę ból, ale zwiększył częstotliwość skurczy. Wykuśtykałam stamtąd, poszłam prosto do lekarki i oświadczyłam, że nie wiem, jak wyglądam, ale chcę znieczulenie. Teraz. Zaraz. Nie spałam praktycznie ponad dobę, przez cały ten czas odczuwałam ból, miałam już tego powyżej uszu. Kolejne alleluja, posłuchała mnie i wezwała strasznie śmiesznego anestezjologa i pielęgniarkę. Anestezjolog potrzebował 3 prób, żeby się wkłuć (podobno mój kręgosłup jest nietypowy), ale dawkę dobrał perfekcyjnie.
Ludzie dziwnie reagują, kiedy mówię, że otrzymanie znieczulenia było dla mnie jednym z najpiękniejszych momentów porodu, ale naprawdę tak było. Nagle ból zniknął, zrobiłam się przyjemnie senna i była to tak cudowna ulga! No, w takich warunkach to mogłam rodzić 
Położne miałam super, choć narzekały, że nie potrafię prawidłowo oddychać
Zachęcały mnie do chodzenia, żeby przyspieszyć trochę akcję porodową, która wlokła się dalej w żółwim tempie.
Znieczulenie działało bardzo dobrze; nie czułam bólu, ale mogłam spokojnie chodzić. Kiedy zaczęło znikać, no cóż, cały oddział mnie słyszał, więc dość szybko załatwiłam dodatkową dawkę
Na początku z drugą dawką poszło coś nie tak, bo nie objęło mojej prawej nogi, a moje skurcze odczuwałam jako rozrywający ból schodzący przez pachwiny po wewnętrznej stronie ud. Dali mi więc w końcu trzecią dozę i na niej dojechałam już do partych. Przy pełnym rozwarciu przez chwilę wyglądało wątpliwie czy uda mi się dokończyć naturalnie, bo mały ciągle nie wstawił się w kanał. Za radą położnej wstałam i przez około godziny kręciłam grzecznie biodrami. Zadziałało! Mały był gotowy do wyjścia 
Najpierw położna kazała mi na skurczu kucać przy łóżku porodowym, trzymając się uchwytu na nim i przeć po kilka razy póki skurcz nie minie. Mój mąż podtrzymywał mnie od tyłu, a położna kucała z drugiej strony łóżka i kontrolowała jak mi idzie. Parcie nie bolało mnie prawie w ogóle, czułam tylko wypychanie czegoś sporego. Bardzo szybko okazało się, że przynajmniej ta część porodu idzie mi sprawnie i nagle w pokoju zaroiło się od lekarzy, wszyscy zakładali maski, rękawiczki. Mi kazali wejść na łóżko porodowe, z którego wymontowali przednią część zmieniając je w fotel. Ani się obejrzałam, a na piersi położyli mi małe, płaczące i ciepłe dziecko! Naprawdę to kopiące stworzenie we mnie to było moje dziecko! Niby wiedziałam to od pierwszej kreski na teście ciążowym, ale chyba dopiero w tamtym momencie w sali porodowej naprawdę w to uwierzyłam. Mój mąż płakał.
Urodzenie łożyska mało mnie przy tych całych emocjach obeszło, ale szycie definitywnie zauważyłam. Brrr! Bogu dzięki nie popękało mi krocze, miałam jednak popękane trochę ściany pochwy i to właśnie szyli. Do tego doszedł krwiak na wardze sromowej. Ale ogólnie wyszłam z porodu w bardzo dobrym stanie, już następnego dnia byłam pełna energii, a przez brak zewnętrznych obrażeń bardzo szybko mogłam siadać prawie normalnie. Po wszystkim cieszę się, że rodziłam sn, bo po cc na pewno czułabym się gorzej niż czuję się teraz. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, że miałabym urodzić bez znieczulenia. Skoro dotarcie do rozwarcia na 5 kosztowało mnie tyle bólu, nie chcę nawet wiedzieć, z czym wiązałoby się dotarcie do 10. Wystarczyły mi przebłyski, gdy znieczulenie przestawało działać, dziękuję bardzo. Może mam niski próg bólu (zapewne tak), ale w każdym razie nie ma mowy, bym rodziła następne dziecko bez tego wspomagania.
Na koniec muszę jeszcze dodać, że nie wyobrażam sobie też porodu bez wsparcia mojego cudownego męża. Był naprawdę cholernie dzielny, choć wiem, że bał się o mnie i o małego jak cholera. Tu nie chodziło nawet o to, że podawał mi wodę czy podtrzymywał przy parciu, sama jego obecność dodawała mi siły i pewności, że dam radę.
Co do strachu, muszę przyznać, że w trakcie porodu nie bałam się w ogóle. Jak wiecie, żyłam w strachu przez ostatnie tygodnie, w zasadzie w mniejszym lub większym stopniu przez całą ciążę. W momencie, gdy trafiłam na porodówkę, przestałam się bać. Wiedziałam, że jestem monitorowana i otoczona przez specjalistów i głęboko wierzyłam, że jeżeli coś pójdzie nie tak, oni się tym zajmą i Adaś będzie bezpieczny. Na szczęście okazało się, że nawet pępowina nie przeszkodziła nam w porodzie, była na tyle długa, że urodził się z nią bez problemu, choć faktycznie miał ją wokół szyi. Dostał 10/10 punktów Apgar i sam zapłakał zaraz po urodzeniu. Jest śliczny, kochany i dla mnie i mojego męża absolutnie perfekcyjny. Było warto przejść przez to wszystko, diagnostykę po poronieniach, zastrzyki przez całą ciążę, te wszystkie cholerne nerwy i obawy, sam poród wreszcie, żeby móc go teraz przytulić.
16dc
Dziś już pikania w jajnikach nie czułam, ale test owu wyszedł z najciemniejszą krechą jaką miałam w ciągu tych kilku dni:)
Byłam dziś w domu, mam zwolnienie "regeneracyjne" do 31, pracowałam w ogrodzie - kolejny raz przesadzam krzewy, bo obmyśliłam inną aranżację:)Mąż wrócił dużo wcześniej z pracy, bo już ok 13.Dzieci były jeszcze w szkole.Kiedy na moje pytanie. dlaczego jest tak wcześnie w domu, odpowiedział w uśmieszkiem, że wrócił wcześniej na małe przyjemności, to czym prędzej zaświeciła mi się w głowie lampka z mega pozytywnym testem owu. Zostawiłam te krzewy, nic im się nie stanie, jak troszkę poczekają:)Raz dwa ubrałam co trzeba i zaciągnęłam męża do sypialni.Czas mile spożytkowany i mam nadzieję, że te fanfary będą dudniły za dwa tygodnie.
Ale jedno mnie zastanawia i o zgrozo, głupieję na "mocno młodzieńcze lata" - kiedy najlepiej współżyć w dni płodne? Wtedy, gdy czuję się te pikania w jajnikach, wtedy , gdy test jest mega pozytywny, czy dzień po tym pikaniu i zarazem w dniu, w którym test jest pozytywny?Może się komuś wydadzą głupie te pytania, ale zdesperowane kobiety, nie mają głupich pytań
Edit: Niedługo po wpisie, zaczął mnie ciągnąć/boleć dół brzucha i jajnik, więc nie wiem czy to jeszcze przygotowania do owulacji, czy już owulacja. W takim razie trzeba będzie jeszcze chyba jutro zaserduszkować, ale w takim bólu/dyskomforcie, to cholera jak to zrobić???
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2016, 21:51
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.