Ostatnio całego fb. zalewa informacją o dużym noworodku urodzonym w szpitalu w Radomsku. Nie będę tutaj komentować wagi, bo najważniejsze że maleństwo zdrowe, brawa dla mamy że dała radę z takich dzieciątkiem! Bardziej martwi mnie fakt iż lekarz prowadzący stwierdził że waga była ok. Lekarz prowadzący jest również moim lekarzem i również będę rodzić w tym szpitalu. Mam wrażenie że dla niego waga czy dużo poniżej normy ( jak boje się że będzie u mnie ) czy dużo powyżej jest ok. dlatego że od początku ciąży (witaj 25 tydz!) mój maluszek nie został zważony ani zmierzony, nie zostało nic wpisane w karty itd. Jak wcześniej pisałam, lekarz ma olewczy stosunek do prowadzenia całej ciąży, czego dowodem jest powyższa sytuacja.
Pochwaliliśmy się że będzie córeczka, babcia męża nie kryła niezadowolenia, teściu nigdy nie pytał mnie jak się czuje mimo że mieszkamy w jednym domu, a teraz to już zuepłnie nie mam na co liczyć.
My jesteśmy szczęśliwi i mam nadzieję że misia będzie rosła zdrowa 
Boli dziąsło po wyrwanej 6tce
niewiele jem od czwartku, chodzę wygłodniała bo jak jem to boli, swobodnie mogę tylko pić i tylko zimne rzeczy, ale chociaż moje ubrania się z tego cieszą..1,5kg na wadze w dół. no i okazało się że pod zębem był stan zapalny. ile lat go miałam skoro zęba 'leczyli' mi paręnaście lat temu? rok czy 5 lat? ile spustoszył w moim organizmie?
ehh. wzięłam antybiotyk na wszelki wypadek, jeszcze dwa dni i kończę.
a jutro zaczynam stymulację fostimonem - kolejne zastrzyki w mojej walce z niepłodnością. po głowie krążą myśli jak będzie tym razem. trzeci raz to przechodzę a boję się bardziej niż za pierwszym.
26 dc, 5 dpo (?)
W tym cyklu właściwie niczego nie mogę być pewna. Ovu wyznaczyło mi owulację na 21 dc - pod wpływem testu, ale też rosnącej temperatury. Tak samo wyliczyło mi Ovu View. Temperatura nie jest jednak jakaś szalona Raptem o 2 do 4 kresek wyżej niż w 1 fazie cyklu. No ale oba programy wyznaczyły owulację dokładnie wtedy, kiedy ja bym to zrobiła.
Biorąc pod uwagę wszystkie moje choroby z tego miesiąca, zrobiłam rano test. Bo gdyby to miał być cykl standardowej długości, to w środę powinnam dostać @. No i test mi się rozlał. Było widać kreskę, ale było też widać wielką różową plamę między kreskami. Jak wysechł to coś tam było widać w miejscu drugiej kreski, ale to jednak było po paru godzinach no to naprawdę było ledwie coś, nie żaden cień. Zrobiłam po paru godzinach kolejny test, tym razem o czułości 10 i jedyne co dostrzegam, to biały ślad po miejscu, gdzie powinna być druga kreska.
Jutro test jeszcze powtórzę, jak będzie negatywny, to czekam do 28.11.
5dc i 5dpo - ale to dziwne 
Generalnie to mysle, ze ta owu przedmałpowa, to taka z małym potencjałem - bo:
1. po pierwsze dziwne ze jajco rosło i peklo mimo, ze jeszcze progesteron po owu był,
2. po drugie podczas @ całe endometrium sie zluszylo, wiec nawet gdyby co, to nie ma sie jak zarodek zagnieździć
3. było tylko jedno serduszko, które być może zdążyło o termin owu zahaczyć, ale pewnie się spóźniliśmy znając nasze szczęście.
To wszystko jednak, nie zmienia faktu, że karmię swoją nadzieję i rośnie ona z dnia na dzień... 
Temperatura pierwsze 4 dni cyklu ładnie rosła, a dzisiaj spadła... Już sobie oczywiscie wytlumaczylam, ze to moze na zagniezdzanie
:D Boziu, jaka żałosna jestem 
Po drugie, dzisiaj mnie cos tam kłuje w lewym jajniku, wiec kolejna dawka strawy dla mojej nadziei 

No i tak to chciałam się podzielić moją chorą wyobraźnią i niezdrową naiwnością... Tymczasem trzymajmy się tego, że w piątek ide na monitoring i miejmy nadzieje, ze jakiś ładny pęcherzyk lub pęcherzyki rosną w prawym jajniku! 
Od wczoraj plamie na brazowo.. Boje się bo przy aplikowaniu luteiny było troche krwi dziś również.. Nie mam pojecia co się dzieje ból brzucha mija i wraca.. Dziś lekarz i mam nadzieje, że wszystko jes ok 
Na szczęście wszystko jest ok
ufff kamień z serca usłyszałam bicie serduszka to mi ulżyło
plamienia mogły być spowodowane przez współżycie. Więc czeka nas celibat jak na razie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2016, 20:19
1 dzień nowego cyklu - dwa dni za wcześnie
Dziennik pokładowy:
45 dc,
według belly: 7w3d
według usg sprzed 3 dni: 5w1d
Dziewczny... chciałam! Naprawdę chciałam. Ale nie mogę. No nie mogę nię powstrzymać i nie pisać. Muszę się wypaplać. Gdziekolwiek.
Nie wiem, czy po moim rozświergotanym wpisie dostrzegłyście małą edycję dotyczącą mojego totalnego braku zdolności liczenia. W skrócie napiszę, że po zmartwieniu przeziębieniem i zmartwieniu wysokim TSH przyszło zmartwienie numer trzy pt. "wiek zarodka", który na usg wyszedł ponad dwa tygodnie młodszy. Kolejne USG dopiero w sobotę. Jako, że "niecierpliwość" to moje drugie, trzecie i czwarte imię, popędziłam na betę. Po tych wszystkich badaniach zasugerowano pobranie próbki z drugiej ręki, bo prawa już była cała zasiniaczona po tym ciągłym dziabaniu. Piękny wynik koło 10 000 uratowałby mi dzień. Odbieram go dziś po 18.00. W sumie wszystko dlatego, żeby stwierdzić, że ciąża rozwija się prawidłowo i czy mogę walić do szefa już jutro, że za dwa tygodnie może mnie już nie zastać w pracy.
Jeżeli czytałyście mój staraczkowy pamiętnik, to możecie wiedzieć, że panowało na nim milenialsowe pierdzielenie i "problemy dwudziestego pierwszego wieku" - kupa marudzenia na siebie i życie. Odkąd zobaczyłam dwie kreski na teście świat zmienił się o sto i osiemdziesiąt stopni. Wszystkie moje problemy, które wtedy miałam, wydają mi się jakieś... żadne, błahe, głupie. Praca? - co z tego. Koleżanki? - matko, jakby to miały być ostatnie, jakie w życiu spotkałam. Co ludzie powiedzą? - ha, szybciej dostałabym odpowiedzieć gdybym zapytała, czego nie powiedzą. Teraz natomiast ciągle myślę o Okruszku. Każdego dnia chcę, aby nie działa mu się krzywda. To moje epicentrum trosk, a wokół niego krążą makabryczne zmartwienia, jak po orbicie.
Odkąd zobaczyłam dwie kreski nie potrafię nie pomyśleć przynajmniej jeden raz dziennie o poronieniu. Nigdy mnie to nie spotkało. Niby udało się nam dość szybko, bo za piątym razem. Ale historie pisane przez Was już pokazały mi, że to nie zawsze spotyka kogoś, kto o siebie nie dba, kto ignoruje badania, kogo nie obchodzi dziecko. To może się przydarzyć każdemu bez względu na okoliczności.
Paraliżuje mnie jutrzejsze poinformowanie szefostwa - niby tak się nie mogłam tego doczekać, a teraz czuję się okropnie. Bo z tyłu głowy jest ta myśl, że jeżeli coś pójdzie nie tak, to nie zniosę pocieszeń wszystkich z zespołu, poczucia, że gadają o mnie przy kawie, bycia tą, co "prawie zwiała, ale się nie udało". Całe szczęście wewnątrz mojej głowy odzywa się jaskiniowec i wali mnie z całej siły z maczugi w mózg, że przecież chodzi o moje dziecko a nie o moje samopoczucie. A może... to pierwszy krok do spychania siebie na dalszy plan...? Matko, co za schiza!
Założyłam na forum wątek o radzeniu sobie ze stresem w ciąży, jak dotąd cicho. A boję się, że takim lękiem blokuję swoje ciało. Myślenie o ciąży to błędne koło - martwisz się, czy nie zaszkodzisz, ale martwiąc się w pewien sposób... szkodzisz. Szukam jakiejkolwiek techniki uspokojenia myśli.
Przepraszam Was za taki smutny wpis (w sumie słynę z tego), ale każdę takie uzewnętrznienie to -5kg mniej głupich myśli.
Moje marzenie - fruwać pod sufitem ze szczęścia, iż mam w sobie nowe życie, zamiast uskuteczniać czarnowidztwo.
Jutro dam Wam znać jak beta i jak w pracy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2016, 13:11
5+5 tc.
Dzis mialam wizyte 
Lekarz kazal sciagac gatki a za chwilke zmienil zdanie
pobral krew do badan miedzy innymi tez hcg
stwierdzil, ze jak w czwartek mialam usg to niech dziecko sobie lepiej rosnie w spokoju, zajrzymy do niego pozniej 
Tak wiec krew oddana, nastepna wizyta nie wiem kiedy. Dowiem sie wieczorkiem
lekarz znow bedzie dzwonil z wynikiem hcg i poda nastepny termin
och jak bym chciala uslyszec na nastepnej wizycie serduszko 
Dochodzi do mnie ze bede mama kolejnego dziecka! Strach przechodzi, mam wiecej radosci! Ciesze sie z kazdego dnia! Nawet kazdej mdlosci lub zachcianki. I nawet cieszy mnie bol sutkow! Serio. Jestem szczesliwa! 
Szybko ze szczesliwej zrobilam sie smutna. Beta 7024.
W czwartek wizyta.
Beta rosnie ale na prawde malo.. 
Nie wiem czy sie zamartwiac czy cieszyc?! Nic nie wiem. Smutno mi! Chce by koszmar poczatku tygodni ciazy sie skonczyl. Chce uslyszec serduszko i byc szczesliwa przyszla mamusia!
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2016, 17:14
a więc jestem już spokojniejsza 
maluch rączkami i nogami się trzyma aby u mnie zostać 
jedynie progesteron mi zmalał ale jutro wizyta więc pewnie ginka zwiększy mi dawkę Luteiny 
BetaHCG - 10747,11
progesteron - 16,08
już się nie mogę doczekać jutrzejszego USG, na którym zobaczę moje serduszko 
I po wizycie. Mam zdrowe dziecko, moja szyjka jest super długa i super twarda a do tego zamknięta także wszystko u nas na prawdę dobrze 
Tylko maluszku dlaczego nie chcesz nam pokazać czy masz coś między tymi nóżkami czy nie 
No i tak. Jeśli moje cykle pozostaną regularne na tyle, na ile teraz są, to nie zacznę stymulacji w marcu. Mam już zarezerwowany lot na marzec, który z bardzo ważnych powodów osobistych nie mogę odwołać i wypadnie on na czas punkcji. Muszę zatem z marca zrezygnować. W kwietniu natomiast czas punkcjowo-transferowy wypadnie mi w święta wielkanocne - też lipa. Wstępnie planuję zacząć stymulację na początki maja, ale to też jest długi weekend, z tym że, może przy krótkim protokole nie będzie problemu.
Zatem, punkcja i transfer najwcześniej w połowie maja 2017.
24t1d
Granica przezywalnosci plodu osiagnieta!!!
Mam nadzieje, ze to dopiero poczatek dobrego. Tak bardzo kochamy tego maluszka I chcemy miec Go przy nas.
Odnosnie gastroskopii meza to nie jest zbyt ciekawie. Ma 5 dziur w zoladku, oczywiscie nie na wylot. Bedzie przyjmowal tabletki na zagojenie przez 4 tyg a pozniej gastroskopia. Pobrali rowniez probke do biopsji. Bardzo sie boje o Niego.
Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy
Dostalismy wyniki Harmony i wszystko jest super.
No i bedzie chlopczyk wiec wszyscy sie mylili a ja przeczucie mialam trafne. Jeszcze tylko malzowi musze powiedziec.
Kupilam mezowi granatowy sweterek i buciki, a ten wyskoczyl z tekstem, ze corka tatusia miala byc i nie moze byc syn... No ze co, skad on sobie ta corke wysnil? Az mi sie lzy w oczach zakrecily i sie opamietal, tego sie po nim nie spodziewalam. No i mama tez zawiedziona, co sie dzieje z moja rodzina, powariowali na calego. Jaka to kurcze roznica.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2016, 22:11
13dc
Dzisiaj rano zrobiliśmy badania krwi - cześć w szpitalu (bo taniej) część niestety w klinice bo nie dało sie w szpitalu. Pozniej byłam na monitoringu, pęcherzyk juz ładnie urósł do 18,7mm i pojutrze jesteśmy umówieni na 2IUI, nie ukrywam ze nie robię sobie żadnych nadziei. Podświadomie myśle sobie ze spróbujemy w sumie 4IUI, które sie pewnie nie powiodą potem na jakiś czas odpuścimy i albo zajdę w ciaze w końcu naturalnie albo za jakiś rok zdecydujemy sie na in vitro. Jakoś nie chce mi się wierzyć, ze inaczej sie nasz los potoczy, no ale zobaczymy co bedzie to będzie.
Pierwsza nieudana IUI bardzo sprowadziła mnie na ziemię i teraz serio juz na luzie podchodzę do tematu, nawet wykresu nie chce mi sie na OF prowadzić bo nic on nowego juz nie wnosi. Mój poprzedni wykres wyglądał idealnie jak ciążowy a jednak ciazy nie było, utwierdziłam sie tylko w przekonaniu ze pomiar temp moze służyć tylko i wyłącznie do potwierdzenia owu, a na pewno nie do przewidywania ciąży. Jedyny powód dla którego jeszcze co kilka dni cos tam wpisuje jest taki, że jeśli jednak by sie udało zajść w tym cyklu w ciaźe to chciałabym to mieć jakoś tam udokumentowane , tak dla samej siebie.
Co jeszcze nowego... Aha no zdecydowałam sie na zmiane lekarza w klinice. W piątek mieliśmy pierwsza wizytę u dr Sroki i moze nie powalił mnie na kolana, ale zrobił na pewno lepsze wrażenie niż Małek. Przede wszystkim sam z siebie mówi co widzi na monitorze usg, nie muszę go ciągnąć za język i o wszystko pytać a to juz duży plus. Dzisiaj znowu u niego byłam i widać ze troche jest zaskoczony ze do tej pory leczyłam sie u Małka a teraz przeszłam do niego. Moze myśli sobie ze skoro pierwsza IUI sie nie powiodła to zwalam za to winę na Małka i szukam przez to innego lekarza, ale zupełnie nie o to chodzi. Oczywiście nie zamierzam sie mu tłumaczyć dlaczego sie do neigo przepisałam bo ani ja nie mam na to ochoty ani nie uważam abym musiała.
Mam tez wrażenie ze Sroka troche sie dziwi czemu w ogóle podchodzimy do IUI, tylko czemu tu sie dziwić? Brak jakiegokolwiek ruchu szybkiego i 2% morfologii to chyba nie sa dobre wyniki. 14cs w tym jedno poronienie rownież dobrze nie wróży.
Sroka zapytał mnie tez czym stymulowałam cykl, powiedziałam ze niczym bo ja teoretycznie jestem zdrowa, on na to odpowiedział ze no ok, ale inseminacja ma większy sens przy cyklu stymulowanym. Powiedziałam ze pytałam o to Małka i on stwierdził ze nie widzi powodu aby stymulować cykl i na to Sroka juz nic nie powiedział, nie dziwie mu sie bo co miał powiedzieć... Jedno jest pewne, do 3IUI podchodzę na cyklu stymulowanym CLO.
Jutro rano jadę odebrać wyniki badań tych ze szpitala w tym AMH, na wyniki badań z kliniki trzeba bedzie poczekać nawet do 3 tyg
masakra, nie dość ze 2 razy drożej to 1000 razy dłużej
tak czy owak dla mnie najważniejsze w tej chwili jest AMH wiec cieszę sie ze dowiem sie juz jutro co sie tam kryje 
Tak sobie teraz myśle ze jak zebrać do kupy wszystkie te pieniądze wydane juz od września na badania i inseminacje to mielibyśmy zajebiste wakacje
dzisiaj w szpitalu i klinice wydaliśmy w sumie 900 zł na badania i mój monitoring... za 2 dni kolejne 900 zł na IUI i tak kuźwa praktycznie co miesiąc..
CUD! CUD! CUD!
16 dc
Byłam dziś na usg u tego lekarza-buraka. Cały ten cykl spisałam na straty bo ani wyraźnych bóli jajników nie miałam, czasem coś ukłuło ale zwalałam to na jelita (jakoś w tym cyklu bardzo zaparcia mi dokuczają) ani śluzu nie ma. W zeszłym cyklu był piękny śluzik a teraz sahara... pewnie to efekt clo. No i weszłam na to usg ostatnia po ponad godzinnym czekaniu w kolejce, patrze na ten monitor i nie wierzę! Lekarz oczywiście dalej się nic nie odzywał... więc pytam go w końcu czy ja dobrze widzę że tam jest pęcherzyk? A on do mnie: dwa. DWA!!!! udało mi się dwa wyhodować! jedne ma 15 mm a drugi 17 mm, endometrium 8,9 mm. Ależ jestem szczęśliwa - czekałam ponad rok na ten dzień! 
Nie wiem co się stało że te moje jajcory w końcu ruszyły? Zestaw leków clo+letrozol, czy wprowadzenie wit. d, kompleksu wit. b z kwasem foliowym, inofem 2x1, modlitwy? Pewnie wszystko razem
ja wiem że to nic nie znaczy, że urosło coś bo mogą przestać rosnąć, może być że zrobią się torbiele ale przecież może być tak że oba pękną i będą bliźniaki
każdy scenariusz jest możliwy
jednak najważniejsze że w końcu coś ruszyło 
Niestety wyniki męża co raz gorsze
co miesiąc dochodzi nam nowy przedrostek... zaczynaliśmy od bardzo ciężkiej oligozoospermii, później wyszła kiepska morfologia czyli oligoteratozoospermia a teraz posypał nam się ruch i wzrosła lepkość i mamy oligoasthenoteratozoospermię
chyba już za dużo tych leków. Jednak myślę, że to nie same leki mają wpływ na taki stan... mąż nie dba o siebie, w pracy wypruwa sobie żyły, wraca wieczorami i dalej pracuje, nie ćwiczy i nie rusza się. Dużo schudł ale ostatnio znowu zaczęliśmy się źle odżywiać, on mało pije wody i ten cholerny stres - jak ja bym chciała żeby w końcu zostawił tą pracę i znalazł sobie coś lepszego ale on czuje się zbyt zobowiązany zeby zadbać o siebie... to trochę zbyt skomplikowane żeby się nad tym rozwodzić dłużej. Po prostu muszę znaleźć sposób żeby go zmotywować trochę do ruchu i pozbycia się stresu... tylko czasami mam już dość, że zawsze ja muszę znajdować na wszystko sposób...
A więc to jest Kropek 

Kropek znalazł sobie wygodną miejscówke w macicy, jest jeszcze za mały na serduszko ale wygladana silnego Kropka.
Kamień z serca!! Matka z racji swej upartosci za tydzień idzie powtórzyć usg, bo dwóch tygodni nie wytrzyma
Bicie serduszka chcę usłyszeć i już!
Witaminy i kwas foliowy mam łykać, nie przemeczac sie, nie dzwigac, odpoczywac. L4 mam na 4 tygodnie.
Pani doktor nie zawiodła mojego zaufania, miła i konkretna jak zawsze. Plan na przyszłość ustalony, pochwalila za podejście do sprawy. Badań nie robić na razie, wszystko ustalimy na wizycie już nie prywatnej lecz w poradni.
Kropeczku - kocham Cię
Dzisiejsza beta: 212,5 mIU/ml.
Wg kalkulatora Belly, w porównaniu do wyniku sprzed trzech dni:
HCG podwaja się co 1 dni 11 godzin (36 godzin).
Średni dwudniowy przyrost to 133 mlU/ml (155.8%) (w normie).
A tak poza tym:
- dalej mam opryszczkę, łykam heviran i szukam info o jego szkodliwości dla ciąży,
- bolą mnie sutki i czasami pobolewa brzuch.
Poza tym żadnych innych objawów.
Dziś pierwszy dzień w pracy po zakończonym zwolnieniu chorobowym. Ekipa przywitała mnie uściskami, całusami i gratulacjami z okazji obrony pracy magisterskiej. Dostałam figurkę pięknego białego anioła "aby mnie strzegł" no i oczywiście poleciały mi łzy, bo wiem że te uściski to nie były tylko gratulacje.... Każdy z całego serca Nam kibicował, dobrze jest mieć takich ludzi zwłaszcza w pracy. A to co we mnie teraz siedzi powoli mnie zżera, ból po stracie a jednocześnie pragnienie aby się już udało, szczęśliwie. Nawet nie mam się komu wypłakać. Co do wizyty u lekarza- powiedziałam, że chcę nadal brać metforminę, odpowiedział jak dla mnie mało wymownie, że dobrze, bo to też mogło być przyczyną. Mam żal do siebie, że nie zawalczyłam o to, żeby ktoś ten lek nadal mi przepisywał. Przecież intuicja nie myliła mnie do samego końca...
Mam taką straszliwą zgagę
Aż mnie naciąga ciągle...masakra. Leżę i jęczę małżowi jak to mi źle
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.