omii Maluszek 1 grudnia 2016, 10:53

Miesiąc 4, dc 49

Luteina, jeszcze 3 dni.
Jak mi się ten cykl dłuży, chcę już mieć @ i zacząc nowy cykl ze wszystkimi badaniami. Chcę już wiedzieć co jest ze mną nie tak że nie mogę mieć dzidzi. Tak bardzo przecież tego chcemy.

Bolą mnie piersi przy dotyku i mam dziwnie nabrzmiały brzuch. Nigdy nie miałam jakichś objawów @, nigdy strasznie nie bolał mnie brzuch tak jak większości dziewczyn. Cieszyłam się z tego powodu, nie musiałam cierpieć. Teraz cierpię, za wszystkie te lata bez bolesnego @, cierpię bo tak bardzo pragnę..

Dooti Czekając na cud... 1 grudnia 2016, 10:53

Mój pierwszy wpis nie będzie pełen nadziei. Leżę na szpitalnym łóżku i czekam na kolejny w tym roku zabieg łyżeczkowania. Poronienie chybione, poronienie zatrzymane to to co już drugi raz mnie spotyka...
Nie wiem ile mogę jeszcze wytrzymać, ale już nie płaczę, już nie mam czym...
Teraz już tylko czekam...

kropka_ myśloodsiewnia 1 grudnia 2016, 12:31

wizyta w Instytucie Matki i Dziecka (pomijając godzinne opóźnienie) była udana. co prawda nie ogarniałam dlaczego do jednego badania (USG) potrzebne były aż trzy osoby, ale w sumie co mi do tego. najważniejsze, że miedniczki (znowu!) we względnej normie (do 7 mm). tym niemniej dla porządku/profilaktycznie otrzymałam skierowanie do poradni genetycznej (już zrealizowane, przy czym pani totalnie nie wiedziała co ze mną począć) i na echo serca płodu. próbowałam to echo umówić od razu w tym Instytucie, ale nie udało się z powodu "braku terminów". pytam się pani to co ja mam teraz zrobić, na co ona, że szukać gdzie indziej i podała przykładowy adres, na co mnie olśniło, że ja tam przecież jestem umówiona właśnie na tą prywatną/kosztowną konsultację, i że może uda się ją w takim razie przekwalifikować na bezpłatną na podstawie tego skierowania i słuchajcie, udało się, co potwierdziłam dzisiaj rano telefonicznie.

i tak jak kiedyś narzekałam, że mało podglądamy moje dziecko na USG, tak teraz zaczynam się zastanawiać czy nie przesadzamy w drugą stronę. po tym feralnym USG od którego się wszystko zaczęło miałam już dwa kolejne, w najbliższy poniedziałek będzie następne (bo echo - się wczoraj dowiedziałam - to jest takie trochę inne USG), dodatkowo umówiłam w ramach abonamentu jedno zwykłe w mojej przychodni i Instytut wyznaczył mi kontrolne USG dzień przed Wigilią. tak myślę, że anuluję, albo przesunę na styczeń to moje abonamentowe, żeby ostatni raz skontrolować miedniczki przed porodem, a nie przesadzać już z tymi USG w grudniu.

w ogóle to a propo porodu dowiedziałam się wczoraj, że prawdopodobny termin to 24 stycznia 2017, co wynika z moich badań (w tym testu PAPP-A i USG), a nie jak obliczył z miesiączki i wpisał do karty ciąży mój ex ginekolog 02 luty 2017. dodatkowo, wciąż nie należy wykluczać, że miedniczki jeszcze dadzą o sobie znać i wtedy dostanę skierowanie na tzw. wcześniejsze wywołanie porodu, czyli nawet na pierwszy, lub drugi tydzień stycznia, ale sądząc po ostatnich USG wywołanie (chyba) nie będzie konieczne (oby!). poza tym nasz Syn ma już 1.900 g co przyznam nieco mnie zaskoczyło, bo całkiem niedawno (równo tydzień temu) było to 1500 g, ale pani mi wyjaśniła, że to tylko pomiary i należy wziąć pod uwagę margines błędu, tj. +/- 300 g., przy czym ona jest więcej niż przekonana, że dziecko będzie raczej większe niż mniejsze. zapytała nawet ile ja ważyłam po urodzeniu, ale po usłyszeniu mojej wagi (2.100 g!) zrobiła taaakie duże oczy i obie uznałyśmy, że w takim razie Synek idzie w Tatę.

wczorajszy dzień i to (mniej, lub bardziej) teoretyczne przesunięcie/skrócenie oczekiwania na poród dało mi dużego kopa do dalszego kompletowania wyprawki. w najbliższym czasie staniemy się więc szczęśliwymi posiadaczami: poszewek, kocyków, ręczniczków, pieluszek, rożka i organizera na łóżeczko i słuchajcie dalej nie widać końca zakupów, a serio staram się nie wariować i kupować tylko najpotrzebniejsze rzeczy. na szczęście finansowo czuję się trochę bezpieczniej, bo rodzice Męża niespodziewanie potraktowali nas dość solidnym zastrzykiem gotówki, więc przynajmniej wiem, że damy radę kupić wszystko co konieczne jeszcze przed porodem, a nawet jeszcze w tym roku.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2016, 12:31

Furiatka Third time is a charme 1 grudnia 2016, 13:47

IUI dziś w samo południe. Oby 1 grudnia okazał się dniem wyjątkowym.
Zadziwiające jak szybki jest to zabieg. Za bardzo nie wiedziałam, czego się spodziewać, więc miałam lekkiego stresa, a gin potwierdził tylko pękające pęcherzyki, pokazał cewnik, na którym były nasze dane, wstrzyk i po sprawie. Wizyta trwała może 3 min. Cały proceder był oczywiście poprzedzony stymulacją clo, podaniem Ovitrelle i preparacją nasienia. Swoją drogą zastrzyki sobie już walę w brzuch jak rasowa piguła. W sumie były dwa jajca - jedno już pękło, a drugie jest w trakcie, więc to chyba całkiem dobrze wróży. Zawsze to ciut większe szanse. 13 grudnia beta. Strasznie bym chciała, żeby ta trzynastka była szczęśliwa.
Generalnie targają mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony prawdopodobieństwo IUI zakończonej ciążą jest znikome, bo na poziomie zaledwie 10%, więc nie chcę robić sobie niepotrzebnych nadziei. Z drugiej strony już sobie myślę, jak to będzie być w ciąży. Człowiek taki głupi jest. Może sobie tłumaczyć, ale tak do końca przetłumaczyć głowie się nie da.
Jeśli ktoś mnie czyta, trzymajcie proszę kciuki :).

32 tydzień <3 31+0

33ljslv.jpg

iwrb4p.jpg

Dorwał smoczek siostrzyczki i nie mógł się oprzeć by go nie posmakować :P :D
16hkpw2.jpg

2zqx0gm.jpg

Największy bałagan w pokoju jaki kiedykolwiek mieliśmy :D
fcr5x.jpg

2dwg2yw.jpg

No i naprawdę @ mnie zaskoczyła , przyszła kiedy akurat miałam wychodzić z pracy . Nie wiem czemu ale to minimalne chociażby opóźnienie dawało mi cień nadziei .Czuje się zawiedziona,tak bardzo się staraliśmy . Tak wiem , że za pierwszym razem mało szans jest,że się uda, ale te dwa dni opóźnienia .. Już wyobrażałam sobie pozytywny test i cieszyłam się ,że wszystko tak bezobjawowo ,żadnych plamień , a z drugiej strony podświadomość krzyczała : nie łudź się , nie wymyślaj ... 05 grudnia mija rok jak dowiedziałam się o swoim aniołku . Przyznaje,że jakaś część mnie liczyła na to ,że i ten listopad będzie udany :)
Jestem głupia tyle powiem w tym temacie...
Także witam nowy cykl . Już wiem,że nie mam go 28 dniowego jak kiedyś tylko 30 dniowy, porównałam sobie kilka moich cyklów no i od jutra zacznę mierzyć temperaturę . Pierwszy raz w swoim życiu...

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 1 grudnia 2016, 14:31

8 dzień cyklu.

Jestem po wizycie u endokrynologa - zalecił mi:
1) Wykonać test ciążowy i wykluczyć ciążę (co akurat jest formalnością, bo właśnie skończyłam okres...);
2) Odczekać 2 tygodnie i powtórzyć badania - dostałam skierowanie na TSH, FT4, FT3, a-TPO i a-TRAB + USG tarczycy;
3) Jeżeli wynik będzie powyżej 2,5 zacząć brać Euthyrox 25 i za miesiąc kontrola.

Nareszczcie coś się dzieje :)

Alicja 28 Niepłodna wtórnie 1 grudnia 2016, 14:44

dziś 23dc znowu bolą mnie sutki, kurcze nie wiem może mam za wysoki progesteron, nie ma to jak być samej sobie lekarzem ...
im dłużej się staram tym więcej widzę z sobą problemów.

Tolik123 Starania ;) dwie kreseczki 1 grudnia 2016, 14:47

Obiadek z Mezem zawsze poprawia humor^^:) Niestety zamiast owulki obfite krwawienie, jutro rano kolejne usg...

Poczekalnia Czy w końcu wydarzy się cud ? 30 stycznia 2017, 21:21

Oczywiście ciąży brak... jak nie było tak nie ma .... Czuje ogromną bezsilność. W środę mąż idzie na badanie nasienia i wieczorem będą wyniki. Ciekawa jestem co będzie. Już sama nie wiem co by wolała, żeby u niego wyszedł problem czy u mnie. Cóż za okropne myśli !

5t 5d
Wczoraj pierwsza wizyta :)
Lekarz zadowolony z wyników. Pierwsze usg za nami. Jest pęcherzyk :* Ja więcej nie widziałam za bardzo na tym usg, dlatego następne 9 grudnia i mam nadzieję że wtedy coś zobaczę :P

Już kocham :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2016, 16:09

Ta ciąża to dla mnie nauczka od losu, że nic nikomu się nie należy a przypadki chodzą po ludziach. Otóż ja nie zasłużyłam sobie na bezproblemowe 9 miesięcy dobrą maturą, stypendium na studiach, tym, że umiem się sama utrzymać, że mam kochającego męża, że nie faszeruję się lekami, że ćwiczę 4 razy w tygodniu i zdrowo się odżywiam.

Chyba tak po prostu, żebym miała jakiekolwiek problemy, ciążę zaczęłam przeziębieniem, podwyższonym tsh i teraz to... Odwarstwienie... Nawet nie wiem, czego, pomroczność jakaś mi się włączyła. Przepisano mi luteinę plus dwa tygodnie zwolnienia z leżeniem w łóżku.

Koniec atrakcji? Skąd. Pół godziny później zemdlałam na przystanku autobusowym. Jakiś dobry pan zaopiekował się mną i zadzwonił po karetkę.

W szpitalu czekałam na lekarza chyba półtorej godziny, żeby usłyszeć, ze ta luteina to takie placebo i jak zacznę krwawić to nie zawracać im dupy, bo i tak nie uratują ciąży.

Oficjalnie nie chce mi się już żyć.

Zaczelam dzis 7c.s. poprzedni cykl tylko27 dni

12 dzień cyklu.

owu jeszcze brak.

Cytologia II stopień.
i jakaś bakteria..

ale dopiero 27 grudnia pojadę do lekarza podleczyć tą bakterię i z wynikami..

kamika23 Zale niecierpliwego trolla 1 grudnia 2016, 19:30

6t3d (idąc tropem ostatniego USG)

Ostatnie dni to była katorga - zresztą widać po poprzednim wpisie jaki miałam nastrój ;P
Ale dzisiaj mogę oficjalnie powiedzieć (no już wczoraj mogłam) - JESTEM MAGISTREM INŻYNIEREM ! <3

Po wczorajszej biegunce, bólu brzucha, rannych wymiotach obroniłam tą pracę, zdałam egzamin dyplomowy i za jakiś czas odbiorę dyplom ;)

Moje dziecię ewidentnie dziś się na mnie mści za te wczorajsze stresy, bo rano nieźle mnie pociągneło do łazienki.... i mdłości już mi zostały na cały dzień ;) W sumie nie licząc wczoraj to dziś pierwszy taki porządny dzień z mdłościami i blejkami :P Oby to nie było na marne i wszystko było ok. Liczę że we wtorek obaczę zarodek z bijącym serduchem <3

Teraz leżę i zdycham, trochę dziś sprzątałam, jutro będę kończyć bo rodzice wpadają na cały weekend :P Niby świętować magistra hehe, ale będą mieć niespodziankę że mamy drugi powód do świętowania <3

Dooti Czekając na cud... 1 grudnia 2016, 19:51

Już po wszystkim, lekarz szybko zrobił co trzeba. Teraz leżę w swoim łóżku i nie wiem co mam robić.
Cały zabieg trwał może z 10 minut. Oczywiście rano zgłosiłam się na izbę przyjęć, całe szczęście że mój szpital ma osobną izbę przyjęć dla oddziału ginekologiczno-położnicznego więc nie czekałam długo. Potem standardowo pobranie krwi i czekanie aż przyjdzie lekarz przeprowadzić wywiad. Potem znów czekanie aż anestezjolog będzie wolny, znów wywiad. I w końcu o godz. 13.30 wykonano zabieg. Zrobił to mój lekarz.
Mamy sobie odpuścić 2 najbliższe cykle i możemy działać dalej. Pytanie tylko czy dam radę...
W ogóle dziś mija miesiąc od pozytywnego testu. Wtedy byłam pełna nadziei i wierzyłam że na pewno będzie dobrze. Ten miesiąc to był czas pełen radości...
Kocham Was kropeczki moje...


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2016, 19:49

Campari Niekończąca się walka trwa... 1 grudnia 2016, 19:57

Mamy dziś 36t3d. A książę...pcha się na świat :-) nie, nie martwię się, choć chciałabym Go jeszcze w brzuchu przetrzymać z dwa tygodnie. Dr daje nam tydzień (na no spie i relanium). Jak dotrwamy to w poniedziałek 5. 12 wizyta, a 7. 12 ciąża donoszona. No ale od początku.
Wczoraj po wieczornym prysznicu położyłam się i poczułam ból, no nic nadzwyczajnego, taki ból w dole brzucha jak na @, ale to nie pierwszy raz, choć mocniejszy niż zazwyczaj. Cóż, myślę, poleżę, przejdzie. Przeszło. Nocka spokojna, rano byłam umówiona z położną na wizytę, żeby się do niej zapisać. Ale na toalecie zaskoczyl mnie (wybaczcie ;-) ) glut :-) różowy kisiel... ja w sumie zielona, no ale domyślam się co to może być. Hmm, myślę, co teraz robić... ostatecznie z położną się nie spotkałam, a zlądowałam w klinice na ktg. A tam...górka za górką w całkiem regularnych odstępach. Wpadła rozchachana pani dr "no to jak? Rodzi pani u nas??" Ale, że jak, że już? Opcje były dwie, albo dajemy się akcji rozchulać i mamy wcześniaczka albo próbujemy jeszcze zahamować co nieco. Pani dr sugerowała drugie wyjście. No to leżę w domu i zaciskam nogi. Szyjka ma jeszcze 1cm ale już się rozwarła. Ech, pospieszył się księciunio, nie powiem, też się doczekać nie mogę-oby tylko cały i zdrowy przyszedł na świat :-)

17t1d

Przyszly wyniki badan na syndrom Downa. Low risk 1:100 000.

23dc, 8dpo cd...

Wczorajsza radość z wyników przeciwciał przeciwplemnikowych nie trwała długo... dzisiaj otrzymałam wyniki kolejnych - ostatnich jak na razie - badań autoimmunologicznych. No i wreszcie wyszło to co od zawsze przeczuwałam, czyli ze ze mną tez jest problem.

Oto wyniki:
P-ciała przeciw osłonce przejrzystej jajnika (zona pellucida): Wynik: graniczny
STWIERDZONO obecność przeciwciał przeciw osłonce przejrzystej (zona pellucida): +/- (graniczny).
INTERPRETACJA:
Przeciwciała przeciw antygenom specyficznym dla jajnika wskazują na niepłodność o podłożu immunologicznym. Mogą występować także w pierwotnej niewydolności jajników, autoimmunologicznych poliendokrynopatiach.
Interpretacja wyniku badania uzależniona jest od całości obrazu klinicznego pacjenta.

A oto interpretacja wyniku identycznego jak mój, która znalazłam na strojenie kliniki NOVUM:
"W warunkach fizjologicznych przeciwciała skierowane przeciwko osłonce przejrzystej komórki jajowej najprawdopodobniej mogą zaburzać prawidłowy przebieg procesu zapłodnienia na etapie reakcji oocyty – plemnik; przypuszczalnie mogą także wywierać niekorzystny wpływ na próby zagnieżdżenia się zarodka w błonie śluzowej macicy. W przypadku procedur zapłodnienia pozaustrojowego niekorzystny wpływ przeciwciał skierowanych przeciwko osłonce przejrzystej oocytu jest minimalizowany poprzez prowadzenie hodowli komórkowej i zarodkowej poza płynem ustrojowym, w którym mogą znajdować się wspomniane przeciwciała. Wynik graniczny oznacza poziom na granicy normy. Bardzo trudno jest ustalić czy przeciwciała te mogą być przyczyną niepłodności."

Tak wiec chuj bombki strzelił... nie robię sobie juz żadnych nadziei związanych z 2IUI, za tydzień dostanę na bank okres. I pytanie co dalej. Ponieważ nie ma mnie chwilowo w Poznaniu - znowu jestem u rodziców w Warszawie, wysłałam maila do koordynatora medycznego w invimedzie z prośba o jakakolwiek interpretacje wyniku i z zapytaniem, czy jest sens w ogóle podchodzić jeszcze do IUI, czy mamy nastawiać sie juz na IVF...
z tego co zdążyłam wyczytać to problem moze byc zarówno na etapie połączenia sie komórki z plemnikiem jak i na etapie zagnieżdżenia, o ile ten pierwszy problem można obejść za pomocą IVF, tak z drugim juz nie bedzie tak "łatwo" ... obawiam sie ze czeka mnie leczenie ogromna ilością leków, sterydami i innymi świństwami, którymi leczy sie właśnie problemy autoimmunologiczne.

Pociesza mnie chwilowo to ze z tego co wyczytałam to w parze z tym problem powinny iść tez zaburzenia w gospodarce hormonalnej, których u mnie nie ma oraz to ze wynik jednak nie jest pozytywny a "tylko" graniczny (cokolwiek to kuzwa znaczy)
Cykle mam regularne, owulacja zawsze jest, wyniki hormonów w normie. Jedyny wynik który rownież świadczy o tym ze cos sie w tych jajnikach dzieje niedobrego to podwyższone AMH - 6,2... także nie pozostaje nic innego tylko czekać na odpowiedz na maila z kliniki i umówić sie na nieplanowana do tej pory wizytę jeszcze w tym cyklu w klinice.

A i jeszcze jedno... mój przygłupi mąż na wiadomość o moim nienajlepszym wyniku , mimo ze próbował udawać ze go to martwi tak na prawdę sie ucieszył gamoń! :P Kamień spadł mu z serca, ze to nie tylko z nim jest problem, nie jestem za to zła, rozumiem ze dla niego to ulga, ale wkurzył mnie stwierdzeniem ze moze gdyby nie "to" to jednak mielibyśmy juz dziecko... czyli generalnie chuj ze on ma nadal słabe nasienie , w jego oczach problem leży teraz chyba tylko po mojej stronie... Eh nie będę sie z nim juz o to kłóciła, ale niech lepiej uważa bo jeszcze raz cos takiego powie a bedzie awantura.

LISTA OWOCÓW, WARZYW I ZIÓŁ UZNAWANYCH ZA NIEBEZPIECZNE DLA KOBIET W CIĄŻY:

ANANAS - chyba jeden z najszkodliwszych owoców, znajduje się w ścisłej czołówce. Zawiera bardzo toksyczny enzym zwany bromelainą, powoduje ona skurcze macicy.
PAPAJA - papaina oraz lateks, są to bardzo szkodliwe substancje, które mogą prowadzić do poronienia samoistnego.
GRANAT - ma działanie antykoncepcyjne, stymuluje skurcze macicy, w dawnych czasach nasiona granatu były stosowane jako środki poronne.
WINOGRONA - mają wysokie stężenie pestycydów, ryzyko toksoplazmozy.
DZIKIE JABŁKA - mimo, że ich smak łagodzi nudności i dolegliwości żołądkowe, substancje w nich zawarte pobudzają macicę.
BRZOSKWINIE - mogą powodować krwawienia, jeśli chcemy je jednak zjeść, powinny być obrane ze skórki, która ma włoski.
LYCHEE - nie znalazłam żadnej wzmianki o wpływie na macicę i krwawienia, natomiast owoc ten ma bardzo wysokie stężenie cukru, jego nadmierna ilość może doprowadzić do cukrzycy ciążowej.
ZIARNA SEZAMU - we wczesnych tygodniach duże zagrożenie poronienia samoistnego, nie wolno ich mieszać z miodem, wówczas szkodliwe substancje się potęgują. Sezam ogólnie jest dobroczynny w ostatnich miesiącach ciąży.
ALOES - ryzyko krwotoku.
ZIEMNIAKI Z KIEŁKAMI - zawierają solaninę, która jest szkodliwa dla rozwoju płodu.
PIETRUSZKA - natka oraz korzeń, w jej skład wchodzi apiol oraz mirystycyna, które pobudzają skurcze macicy, ponoć skracają one cykl.
WĄKROTA AZJATYCKA (Centella asiatica) oraz MORINGA OLEJODAJNA (Drumstick tree) - nie wiem gdzie można znaleźć te ziółka, zapewne w jakichś sklepach eko, natomiast znalazłam info, że mają one szerokie działanie antykoncepcyjne, więc zmniejszają szansę na zajście w ciążę, jednocześnie zwiększając ryzyko poronienia.
RUMIANEK - należy stosować z umiarem, w internecie jest wiele informacji o dobroczynnych działaniach na zaparcia, ale są i takie, które ostrzegają przed jego spożywaniem.
ZIELONA HERBATA - uznawana za jedną z najzdrowszych herbat, jednak tak jak wszystkie zawiera kofeinę.
HERBATA Z LIŚCI MALIN - informacje o jej działaniu dostępne są w Polsce, nie powinno się jej pić starając się o dzidziusia oraz we wczesnych tygodniach i miesiącach ciąży, ponieważ powoduje skurcze macicy. Zalecana jest natomiast po 36tc. ciąży, ponieważ pita regularnie pomaga wywołać poród. Herbata z owoców malin jest bezpieczna na każdym etapie ciąży.

AVOCADO i POMIDOR - nie mam pojęcia, dlaczego są zakazane w Meksyku i Azji, natomiast wszelkie europejskie strony wręcz zalecają ich stosowanie i zachwalają pozytywny wpływ na kobiety w ciąży. Nie znalazłam żadnych informacji o ich szkodliwości, ale niejednokrotnie byłam przed nimi ostrzegana przez przyjaciół z Indii i Sri Lanki. Na wszelki wypadek chyba jednak z nich zrezygnuję.

PS. Jeśli znajdę coś jeszcze to na pewno dopiszę.




Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2017, 16:41

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)