Zosia rok i 6 miesięcy
Bliźniaki - zaczynamy 19 tydzień

Zośka katar ma, gile do pasa, lekko jest przeziębiona, ale nadal wesolutka. na Mikołaja dostała konika na biegunach i jest nim zachwycona:) gadać nie chce ale to już nie jest tylko mama tata tak i nie. do różnych muu na krowę, sss na węża, miał hau itp doszło bam! na każde upadnięcie kogoś lub czegoś, oraz baba na prośbę o powtórzenie. Wiem, bardzo mało nadal, ale powoli do przodu. Włoski jej niesamowicie rosną i ma już wspaniałe dwie kitki, a czasem nawet uda się zapleść dwa dobierane:) jest śliczna<3

Pisałam wcześniej o bólu brzucha jak się sforsuję, który to ból przechodzi po odpoczynku i/lub śnie. Tym razem jednak brzuch mocniej o sobie dawał znać i jak w końcu trzeci dzień z rzędu wciąż bolał przy każdym kroku zmartwiłam się. Jak leżałam i się nie ruszałam było ok, ale nie da się cały czas leżeć. Jest Zosia, Mąż, obowiązki...
Napisałam do ginekolożki i zgodziła się mnie przyjąć na ekspresową wizytkę.
Prawdę mówiąc trochę też się nakręciłam, tym jak to w ciąży bliźniaczej szyjka się skraca, że wcześniaki, że leżenie, że szpital...:(

już sobie zinterpretowałam że te bóle to na pewno szyjka albo coś.

Tymczasem szyjka piękna, długa i zamknięta, łożyska w porządku, ilość wód płodowych w normie, dzieciakom serducha biją jak dzwon! uff! ale radość!

Ale przyznać się muszę że jeszcze większą radość przeżyliśmy jak Pani spytała czy wiemy kto tam się chowa, a my przyznaliśmy że doktorek miał jakieś typy ale czekaliśmy aż ona potwierdzi, i Pani powiedziała że zobaczmy! Nie sądziłam że znajdzie w tej ekspresowej wizycie czas na to, myślałam że będę musiała czekać do umówionej wizyty na badania połówkowe.

A tu proszę, rachu-ciachu, i nie ma już żadnych wątpliwości! Sami widzieliśmy!

MAMY DZIEWCZYNKĘ I CHŁOPAKA!!!!

jestem taka szczęśliwa! to w moim przekonaniu najwspanialsza opcja z możliwych:) jesteśmy z Mężem i z całą zresztą rodziną zachwyceni:)

także prawdopodobnie w brzuszku mieszkają nam Łucja i Staś:) lub Szymon:) rozmowy trwają:)

Co za wspaniały dzień!

Brzuch dalej boli jak bolał, ale to nic niepokojącego, ot, rośniemy. Dzieciaki już duże, no i dwójka! więc się rozpychają. Czuję już delikatne ruchy, zwłaszcza na wieczór, zwłaszcza po czekoladzie:D:D:D:D:D:D

Ach ach! Synek i córeczka! :D

Tulipanka Przytulić Marzenie 10 grudnia 2016, 09:38

Okazuje sie, ze dzis nie będzie wyniku z bety, wiec mam czekanie do poniedziałku. Ech ech

12 dc

Rano wprost zalało mnie wodnistym śluzem. Szyjka otwarta, wysoko. Działamy!

Na wczorajszej wizycie widzieliśmy bijące serduszko <3
Wszystko jak na ten etap jest w jak najlepszym porządku :) Dzidziuś ma prawie 5 mm :*
Rodzice już wiedzą, a rodzeństwo dowie się w święta.
Czuję się szczęśliwa :)

An1 Mama dwòch aniołkòw 28 kwietnia 2017, 19:31

Dzisiaj się piwstrzymałam przed pójściem do apteki po test tak żeby już leżał i czekał. Dobrze że nie kupiłam bo znając mnie to nie wytrzymałabym do 4.maja( o ile okres nie przyjdzie wcześniej) i zrobiła wcześniej.

GotowaDorota Moje Starania 10 grudnia 2016, 11:42

20dc. temp 37.

ovufriend podejrzewa u mnie owulacje. Ale czy to możliwe bym miała tylko 2 dni plodne?! śluz nieplodny kremowy... temperatura podwyższona. tylko niepokoi mnie mikroskop owulacyjny gdyż w slinie nie ma żadnych zmian. :( spróbuję próbkę śluzu może...

ogólnie ovufriend daje znak że to owulacja, dzień nieplodny, mikroskop że śluzu również wygląda na nieplodny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2016, 12:25

pati87 kolejne starania, czy warto? 10 grudnia 2016, 13:03

Wreszcie odetchnelam z ulga.

USG wyszlo idealnie :) Wszystko ok.
Bedzie coreczka.

20 dzień cyklu.
Brzuch mnie boli @ zbliża się wielkimi krokami. Mam nadzieję że przyjdzie za tydzień w sobotę. Nie chcę krótkich cykli.
Pogoda do bani moje samopoczucie tak samo. Nie mam ochoty na nic. Najchętniej bym spała cały dzień. Nie czuję się abym była w ciąży. Kolejny cykl spisany na straty. Zaczynam się przyzwyczajać do takich sytuacji.

Nie zrobiłam bety. Stchórzyłam. Kolejne rozczarowanie i ostateczne potwierdzenie, że znowu nie wyszło... nie, dziękuje. Nie mam siły. Ale @ nie ma nadal, więc zamiast tego zrobiłam estradiol, prolaktynę i TSH. Nie bardzo wiem co mi to da, ale może wyjaśni się brak @. Po prostu musiałam coś zrobić, by nie mieć poczucia upływu czasu i tej bezradności. Męża też zagoniłam do badań krwi - miał zalecone przez swojego androloga (gdyby nam nie wychodziło) i dorzuciłam to co zasugerowała moja gin plus grupa krwi. Uważam, że warto wiedzieć jaką się ma grupę krwi, a mój mężczyzna ciągle się migał od igły, więc w końcu go zmotywowałam. Zapłaciliśmy sporo za ten upust krwi, ale mam nadzieję, że było warto.
Skąd mi się linea negra wczoraj pojawiła??? No przecież to nie oznaka ciąży - zresztą pojawia się chyba dużo później, ale to podobno też objaw hormonów. Ktoś, coś wie o tym? Kojarzy mi się, że widywałam coś takiego już u siebie kiedyś, ale chyba bardzo dawno, bo mąż się śmiał, że coś dziwnego się ze mną dzieje, bo nigdy wcześniej nie zauważył takiej linii, a jak się wyraził - ogląda mnie dokładnie od dawna :)

Brzuch mnie pobolewa na @ więc pewnie się nie udało :( ale puki namacalnie tego nie zobaczę, doputy czekam, chociaż temperatura też nie pozwala na złudzenia :/


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2016, 18:28

19dc...
Dlaczego ten weekend tak szybko minął? Było naprawdę super. Odpoczęliśmy, poimprezowaliśmy, pozwiedzaliśmy i niestety już jutro do pracy :(
Mam też mega dobrą wiadomość :)
Zadzwonili z poradni genetycznej, że mają dla nas termin na badanie kariotypów już na 10.01 g. 8:30. Mamy się zgłosić po posiłku, nie na czczo, nie wolno stosować antybiotyków na 3 tyg. przed badaniem. Zastanawiam się tylko jak to się ma do leków stymulujących owulację, bo zapomniałam zapytać... No nic, zapytam mojej gin bo przecież w czwartek mamy wizytę w sprawie IUI. Badania mamy już skompletowane, teraz odliczamy do @ i wciąż modlimy się by mężusiowe żołnierze w następnym cyklu dały radę :)

Anusiak Czekamy na Ciebie Maleńki... 10 grudnia 2016, 16:17

Ciąża rozpoczęta 2 listopada 2016

I uj na kaczych łapach...
Dzisiaj był pick-up 2 pęcherzyki i 0 komórek!
Co dalej...nie wiem...
22.12 konsultacja po niepowodzeniu

Ciężko jest walczyć gdy cały czas życie rzuca kłody pod nogi...
Ale nigdy nie ma tego złego...po za tym musi być równowaga w przyrodzie
Silniejsze osobniki bronią słabszych...może nam staraczkom życie dało więcej bo jesteśmy w stanie to udźwignąć a inny upadając już by nie powstały!?

Na ten rok koniec, mam nadzieję że następny przyniesie dobre nowiny...

Tulipanka Przytulić Marzenie 12 grudnia 2016, 20:26

Ciąża rozpoczęta 13 listopada 2016
14.12.2016
Zastanawiam się ile czasu potrzeba, aby w końcu przestać się obawiać i zacząć się cieszyć z ciąży? Bo ja trochę przestałam myśleć o tym, ale ciągle drżę i obawiam się, aby dzidziuś został z nami...
I wcale nie mam ochoty iść na fioletową stronę mocy. A na pewno nie mam ku temu odwagi...

16.12.2016
5-ty tydzień ciąży. W poniedziałek pójdę na sprawdzenie bety i progesteronu. Z jednej strony naprawdę nigdzie mi się już nie spieszy, a z drugiej strony - jak zrobić, aby było już bliżej 12-go tygodnia? Albo przynajmniej 8-go? Odwołałam dziś laparoskopie, którą miałam wyznaczoną na 04.01.

19.12.2016
Ale miałam dzisiaj dzień. Wczoraj pojawiły się u mnie brązowe plamienia, a dzisiaj rano leciały już czarne upławy. Wstałam z głową pełną czarnych myśli. Na szczęście byłam dziś u lekarza, dostałam zastrzyk z progesteronu + inne specyfiki, ale widzę, że brudzenie ustaje. I widziałam na usg pęcherzyk, a w nim taka mała biała kreseczki. To był właśnie dzidziuś. Beta przyrosła, więc trochę jestem spokojniejsza. Ale czekanie mnie ciągle czeka...I chyba nie dziwne, że nadal nie mam odwagi iść na fioletową stronę mocy...

23.12.2016
Dzisiaj na USG zobaczyłam bicie serduszka...
Jutro Wigilia. Mam najcudowniejszy prezent pod choinkę jaki mogłam sobie wymarzyć. Nasz dzidziuś ma 4 mm. Niebo nam go zesłało...

03.01.2017
Byliśmy wczoraj na kolejnej wizycie - dało się już posłuchać bijące serduszko (ostatnio tylko było go widać, ale dzwięku nie dało się uchwycić). No to mamy poczatek 8-go tygodnia. Powoli myślimy, żeby wtajemniczyć naszych Rodziców :)

14.01.2017
Dzisiaj poinformowalismy moich Rodzicow:) Przyjechaliśmy ni w zab ni w oko i Rodzice chyba trochę zdziwieni. Ale jak powiedzialam, ze zdjęcie chcielismy pokazać, to moja mama juz zaczela sie domyślać. No i dalam jej kopertę ze zdjęciem USG. Oczywiscie sie ucieszyli, mamie i mnie lezki stanely w oczach..:) Jutro Teściowie :)

15.01.2017
Dzisiaj powiedzieliśmy Tesciom, tzn.pokazalismy zdjęcie USG. Miny mieli niepowtarzaalne :) Ale wiadomo - ucieszyli sie bardzo :)
A ja sie zastanawiam, czy wszystko w porządku. Nie czytam, nie sprawdzam i nie straszę sie na zapas. Ech do lekarza jeszcze 3 tyg. Od jutra 10 tydzień..

19.01.2017
No i zaczęłam czytać. Zaraz po tym zaczęłam myśleć, a potem bylo już tylko gorzej. Że skończyły się objawy ciążowe, że pewnie to zły znak, że pewnie czekają mnie złe wieści i ogólnie - panika. Lekarzowi nie chcialam nic mówić, żeby mnie nie wziął za panikare. Ale potrzebowałam dzisiaj receptę, wiec miałam podskoczyć do szpitala na jego dyżur. No i z dusza na ramieniu trochę sie przyznalam do obaw, a lekarz zabral mnie na usg. Serce mi waliło tak, ze chyba je słyszeli na ostatnim piętrze. Ale okazali sie, ze dzidziuś rusza sie, bije mu serducho i macha rączkami jakby mówil: "mamuś, co ty wymyślilas, przecież tu jestem i mam sie dobrze". Wróciłam do domu jak na skrzydłach. Dzidziuś macha rączkami. Wielkie dzieki dla lekarza, ze zrozumial i pomógł. Tak sie cieszę...

08.02.2017
Dzidziuś rośnie, mnie coś przestaje być nieprzyjemnie na żołądku, a pierwsze badania prenatalne wyszły pomyślnie :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2017, 13:53

Chandra dalej trzyma. Czuję się beznadziejnie. Nie widzę żadnego światełka w tunelu... choć iskierki nadziei. Mam nadzieję, że w końcu sięgnęłam już dna żeby móc się od niego odbić.

Paś październik 2017:) 10 grudnia 2016, 16:34

No dobra to bierzemy się za obserwacje. Odbebniłam wizytę u ginekologa pytałam się o te pozytywne testy i powiedział żeby się tym nie martwić. Biorąc pod uwagę że nie było "pełnych" stosunków, biorę to za dobry znak:-D

Oczywiście dostałam skierowanie na usg piersi bo ostatnim czasem dawały mi się znaki. Dwa miesiące jedyne co mówiłam to :nie dotykaj! ;-)

Usg dróg rodnych też w planie:) i tak sobie myślę że fajnie było powiedzieć że będziemy się starać ;-)

Łysy też coraz częściej mówi o dzieciach więc jest progres.

Po nowym roku będziemy biegać żeby wyhaczyć jakieś mieszkanko. Więc na nowy rok zaplanowaliśmy kuuuupe zmian.

Ciekawa jestem jak będzie z owulacją w tym miesiącu.

A i do tego zostawiłam jeden z pozytywnych testów, znalazłam go w samochodzie. Druga kreska cały czas tam jest. Ale nie można mieć wszystkiego i trzeba się z tym pogodzić.

W sumie to sobie myślę że chyba już nic mnie nie zaskoczy. Dalej uważamy chociaż nie wiem ci przyniesie ten miesiąc


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2016, 16:37

Wyniki męża:
nye33d.jpg

Wszystko w normie, oprócz prolaktyny. Wychodzi na to, że to hyperprolaktynemia czynnościowa, bo po MCP wzrosła więcej niż 6-krotnie. Trzeba będzie znów iść do endokrynologa.
W poniedziałek ja robię badania.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2017, 08:49

Z drżącym sercem zdecydowałam zaufać i wziąć Clo. Nie było to dla mnie łatwe i nadal nie jest, bo trauma, jaką przeżyłam jest duża. Najtrudniej było wziąć pierwszą tabletkę, potem jakoś poszło.

Gdy tak sobie siedziałam ściskając pudełko z Clostilbegytem w garści i zastanawiałam się co robić, dokładnie w tej chwili zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka. Chyba telepatycznie wyczuła, że potrzebuję pomocy. Wygadałam się jej, wypowiedziałam cały mój strach i niepewność, a ona jakoś tak mnie uspokoiła, napełniła pozytywną energią. Oni też starają się o drugiego maluszka, więc przyjaciółka wymyśliła plan, że razem zachodzimy teraz w ciążę. A, że ona tak wymyśliła, to tak ma być ;) Podchodzę do tego wszystkiego z dużym dystansem, bo wiem, że robienie sobie zbyt dużych nadziei nie jest dla mnie dobre. Nie zdziwiłabym się jakby im się udało, a ja dalej będę się bujać z tą swoją niepłodnością.

No, ale będzie, co ma być, nie mam na to żadnego wpływu i czy chcę, czy nie muszę przyjąć na klatę cokolwiek się stanie.

Zła jestem jak nie wiem, bo od środy przypałętała się do mnie jakaś infekcja i to akurat teraz jak mam stymulację i garść leków, jak były cykle naturalne, to nic mi nie było. Nie mam ani kaszlu, ani kataru, tylko czuję się cały czas tak, jakby coś mnie brało, boli głowa, trochę gardło, węzły chłonne na szyi i wieczorami mam stan podgorączkowy. Dziś rano jak zmierzyłam temperaturę, aby zanotować na wykresie to miałam aż 37 stopni. Wysoko jak na pierwszą fazę cyklu, ale to przez tą infekcję, mam nadzieję, że nie zaburzy ona owulacji. Ehh, zawsze pod górkę, powinnam się do tego przyzwyczaić.

Tymczasem zbliżają się święta, które wcale, a wcale mnie nie cieszą. Jedyne co mnie cieszy, to parę dni wolnego, żeby trochę odsapnąć od pracy. Po świętach termin @ więc sobie już wyobrażam jaki będę miała nastrój, bo to będzie zapewne ten moment, w którym zacznę sobie uświadamiać, że znowu nic z tego. Nawet nie marzę, że mogłoby się udać na święta. Tyle już było tych marzeń, tych nadziei, rozczarowań.

Będzie, co mam być. Wola Twoja Panie - jak mówi, moja ukochana mama.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2016, 20:18

Dziennik pokładowy:
64dc, trwa tydzień 9



Na opakowaniach routerów powinni pisać jak na papierosach normalnie... "Korzystanie z Internetu szkodzi Tobie i ludziom w Twoim otoczeniu". Zaglądam sobie w różne fora, pamiętniki i grupy na facebooku, a tam plaga problemów, szczegółowych opisów tych problemów i morze łez. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem za tuszowaniem rzeczywistości, ale przykra prawda jest taka, że napędza mi to mnóstwa stresu, a ja sama nie wiem, czemu to czytam. Za dużo empatii, kurczę no. Dalej asekuracyjnie nie cieszę się ciążą, w zasadzie każdy dzień to mały dramat smakujący metaliczną treścią tych wszystkich piguł, które łykam, ale co zrobię progres jakiś, to czytam o ciąży ronionej albo wadach i niedonoszeniu i robię dwa kroki w tył. Jest mi przykro, bo wygląda na to że nie wesprę dobrym słowem kogokolwiek innego niż moje kochane, stale komentujące dziewczyny (:*!), ale zwyczajnie w świecie dla własnego dobra muszę zakazać sobie tak namiętnego studiowania belly i wchodzenia w losowe pamiętniki. Bo zwariuję.

Dzisiaj nie wzięłam luteiny i chyba się wstrzymam, póki biorę duphaston. O czwartej rano tak zapiekło mnie na dole, że walczyłam z tym do piątej abym mogła zasnąć. W końcu pomógł dodatkowy ciepły prysznic i położenie się bez miliona warstw typu wkładka, bielizna i spodnie od pidżamy. Nie mówię już o tym, że tabletka dalej wypływa z podbarwionym dziwnie śluzem, ni to kawa z mlekiem, ni to szary. Mam wrażenie że to cholerstwo podrażnia mi tylko wnętrze pochwy. Odstawię na dwa dni, bo inaczej się nie przekonam. Mam nadzieję, że nie zaszkodzę Bakłażanowi.

Jutro w końcu opuszczam barłóg, jakim jest moje lóżko. Jadę do mamy na wypiek pierników. Trochę się tego obawiam, ale przecież nie mogę wiecznie leżeć. Choć nie ukrywam, że tutaj czuję się bezpiecznie... W końcu ciężko zemdleć na leżąco.

Z sukcesów na dziś - potraktowałam się metodą "na pięciolatka" i zjadłam mięso chyba pierwszy raz od dwóch tygodni. Wystarczyło podać je w formie kotlecika, no bo przeciez w panierce nie widać.

Ok! Posprawdzam jeszcze jutro i dziś komenty i robię sobie wolne od belly do następnej wizyty u ginekologa, a tą mam w czwartek. Następnego dnia endokrynolog i w końcu usłyszę, czy euthyrox w ogóle pomaga i czy to diabelne tsh na poziomie 6 spadło przez miesiąc...

Także do piątku :) Piszczcie proszę jak to u Was z tą luteiną.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2016, 20:33

Tulipanka Przytulić Marzenie 12 grudnia 2016, 18:20

Wychodzi na to, że do 36 razy sztuka. Wyniki miały być o 12:00, były po 17:00. 3 lata czekania nie wlokły się tak, jak dziś między 12:00 a 17:00!!!

- 08.12 47,6 mIU/ml (progesteron 37,74 ng/ml)
- 10.12 191,0 mIU/ml
- 12.12 423,0 mIU/ml (TSH 3,030 µIU/ml ; FT3 3,54 pg/ml; FT4 1,53
ng/dl).

Czy ja się cieszę????
Nie wiem co powiedzieć - ogólnie jak zobaczyłam TSH to mnie zmroziło i zaczęłam się zamartwiać. Gdybym miała być szczera to bardziej się boję niż cieszę...

Hej kochane .... Dzisiaj na usg.... W końcu lekarz znalazł 2mm punkcik....Ale nic poza Tym....19.12 znów usg gdzie powinno być widać już zarodek....i chyba serduszko....kocham tą naszą kropeczke....:))
Panie Boże dziękuję Ci za ten cud!!!
Dziewczynki podpowiedzcie mi jeśli 9.12 przyrost bety był 1733 to jaki mniej więcej wynik powinien pojawić się 12.12 czyli po 4 dniach a właściwie w poniedziałek wieczorem mam zamiar iść na badanie....


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2016, 21:16

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)