Jest mi zle...jest po swietach...mimo ze byly to naprawde wyjatkowe swieta...Moj sie rozchorowal i juz mielismy zostac na wigilie sami w domu bez kolacji bo nie gotowalam nic skoro mielismy isc do tesciow...a tescie przeniesli wszytko do nas...przyniesli jedzenie zastawe i nawet jemiole:D bylo wzruszajaco...pokazalo mi to ze mam wspaniala rodzine i nie boje sie tego napisac ze mam wspaniala tesciowa ale mimo to jets mi teraz smutno...
Nie udalo mi sie zostac mama...zadne postanowienie z zeszlego roku nie zostalo zrealizowane...a te swieta sa takie rodzinne...kolejne osoby w moim otoczeniu zostaja rodzicami lub dowiaduja sie ze nim beda...a u nas ciage nic...
w tym roku nie bede miala postanowien...
duzo przemyslen i podsumowan bo nowty rok za pasem...b yl o bardzo ciezki rok...chyba pod kazdym wzgledem...
9 dpo poniedziałek 2 dzień świąt
Stwierdziłam, że coś skrobnę, bo dawno nie pisałam.
5 dni po owu dopadła mnie grypa żołądkowa. Chorowaliśmy z męzem 2 dni, synek się uchował. Martwie się, że w kiepskim czasie to choróbsko mnie dopadło, akurat na czas zagnieżdżenia... ja na miejscu groszka w takiej bakteriozie bym sie nie zadomowiła...
Jesli chodzi o objawy ciążowe to nie mam żadnych oprócz: mdłości, zgagi, gazów, wzdęcia i wszelakich żołądkowych rewelacji. Niestety wszytkie te przypadłosci łączę z przebytą chorobą, bo pewnie jeszcze nie doszłam do siebie
poza tym ani w ciązy z Jaśkiem ani w ciązy biochemicznej nie miałam takich objawów. Choć zarówno wczoraj jak i dziś mdłości i zgaga pieściły mnie tylko do obiadu. Za to wzdęcie i gazy szaleją popołudniu 
Pojutrze betuje, jutro pewnie zrobię sikańca.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2016, 21:07
Posluchalam Was kochane i postanowiłam ze wstrzymam się z testem do piątku...Mam nadzieję ze wytrwam bo już dziś mnie kusilo. Także jeszcze trochę się pomecze i powalcze z ta platanina nadzieji i myśli ze na pewno znowu się nie udało...
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2016, 21:14
31 TYDZIEŃ 
Zaczynamy 30 tydzień ciąży!
Jeszcze pewnie nie całe 10 tygodni!
aaaaaaa! 


nasza mała Pysia wygląda mniej więcej tak 

Mój Tomi 

Świąteczny Reniferek 






Mój śpioszek w końcu śpi w swoim DUŻYM łóżku 


8 dc
Święta zleciały, nastrój miałam dość zmienny, ale nie chciałam się dołować. Czasem mam napady smutku.
Były to nasze pierwsze "podwójne święta", tzn pierwsze małżeńskie 
Nikt mi nie dogryzł, ale w niemal wszystkich życzeniach usłyszałam wzmiankę na temat rozmnażania.
Odpoczęłam od pracy na tyle, że z miłą chęcią do niej wracam. Bo świątecznego czasu nie mogę nazwać jednoznacznie chwilkę wytchnienia.
Oprócz miłych spotkań trzeba odbębnić też te dla zasady, wyczekując godziny wyjścia. Niestety. Do tego czasu trzeba posłuchać fachowych wypowiedzi na temat polityki, medycyny (lek na raka jest, ale koncerny to ukrywają, a kij z tym ile jest rodzajów nowotworów o różnych mechanizmach działania), żywienia (jaka ta żywność chemiczna jest), zdrowia (po co się badać, człowiek jest zdrowy dopóki wyników nie zobaczy) itd. itp.
Ze zadziwieniem nieraz obserwuję beztroskę innych ludzi, ich luźne podejście do życia, wychowywania dzieci i w ogóle. Czasem im tego zazdroszczę.
I dlatego moje postanowienie na przyszły rok, to bardziej się oszczędzać, więcej dbać o siebie i nie przemęczać się. Nie wiem jeszcze czy tak umiem. Nie wiem, czy to zaskutkuje ciążą, ale przynajmniej będzie mi lżej w życiu. I jest tańsze od tych wszystkich badań.
Dziennik pokładowy:
81dc, finiszujemy tydzień 11
Och, ale ze mnie beznadziejna koleżanka! Przyszłam Wam tylko pomarudzić ostatnio, ale już życzeń świątecznych ode mnie nie dostałyście! A i już na "zdrowych, wesołych..." za późno... Mam jednak mimo wszystko nadzieję, że święta były i wesołe i zdrowe przede wszystkim, że nie musiałyście tułać się z Kropuszkami po szpitalach ani martwić o objawy czy ich brak.
Muszę Wam przyznać, że ugięta trochę pod prozą życia codzienniego totalnie odcięłam się od katastroficznego myślenia o ciąży. Jak nie świąteczny film, to serniczek, to jedni goście, drudzy goście, obiad, kolacja, sałatka, góra czekolady, znowu jakieś leżakowanie na kanapie, drzemka, posłuchać czyjegoś marudzenia... i tak dalej. Ach, no i kupa bibelotów do przestawiania po naszej przeprowadzce. Tak mi minęły święta. Śmieję się w duchu, ale muszę to przyznać, że tak, odpoczęłam - przestałam się wreszcie martwić abstrakcją. Owszem, rodzice nie są łatwymi współlokatorami, zwłaszcza moja mama, która żyje czasami 20 lat wstecz i wyznaje "kult mężczyzny" - "Zrób mężowi obiad / kanapki do pracy / podaj mu talerz / zrób mu herbatę / niech on siedzi, a Ty ponoś jakieś szpargały" itp. Mój M. ma niezłą zagadkę, jak tu jej kulturalnie powiedzieć, żeby zluzowała gacie, ja z kolei wiem, że i tak mnie nie posłucha. Niezły impas.
Ważne jest to, że całe święta dane było mi przeżyć w spokoju - nie krwawiłam ani nawet nie plamiłam, pomimo wzmożonego chodzenia po schodach, chodzenia w ogóle i raz prowadzenia auta przez 10 minut. Niektóre potrawy dalej śmierdzą, ale cóż - w święta żarłam jak prosiaczek, mąż w głębokim szoku. Coś więc czuję, że całe 4kg, które zgubiłam jak dotąd, spokojnie nadrobiłam w dwa dni. Ach, i nie powiedziałam Wam jeszcze - zaokrągliłam się już. Brzuszek mam nawet dość pokażny jak na koniec trzeciego miesiąca, ale ja osobiście nie uważam, żeby istniały tu jakieś standardy, każda z nas ma inne ciało. W zasadzie to nawet z dumą go podkreślam. A jak podkreśli go jeszcze mix sałatki, pierogów i barszczu to jeszcze lepiej.
Za dwa dni podglądamy Bakłażana na USG - nie mogę się doczekać! Do zobaczenia w następnym wpisie.
PS. - życzeń noworocznych nie odpuszczę!
Pod choinkę dostałam prezent
przyszła @, w samą Wigilię.
Zatem dziś: 4dc, 17 cs, pierwszy z clo i encortonem.
Nie robię sobie żadnych nadziei. Po prostu nie wierzę, że dzięki tym lekom się uda, trzy długie cykle będę je brać i czekać na cud.
Mam dość tych pigułek, proszków, saszetek. To po jedzeniu, to przed jedzeniem, tamto przed snem, to po obudzeniu..... Zbiera mi się na wymioty jak widzę torbę tych lekarstw. Łykam grzecznie, ale bez przekonania.
Muszę jechać odebrać wyniki wymazów i pobrać jeszcze jeden, czekam aż @ skończy się na dobre.
Trochę nie mam odwagi, bo boję się co tam wyhodowali, a w skrytości serca liczę, że jednak nic.
Martwi mnie też moja @. Tylko jeden dzień solidnego krwawienia, jeden lekkiego, a w trzecim dniu prawie nic.... Dobrze wiem, co to może oznaczać, to już drugi taki okres.... To dla mnie już na prawdę ostatni dzwonek na dziecko. Nie zrobię AMH, nie chcę.... póki coś tam rośnie i zdarzają się owulacje, to będę się starała zrobić wszystko co w mej mocy, by zajść w ciążę.
EDIT: zebrałam się w sobie, pojechałam po wyniki: ureaplasma, mykoplazma, chlamydia: nie wyhodowano. Zachciało mi się żyć

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2016, 10:45
Świeta Swięta i po świętach
bardzo szybko przeleciały święta..nawet nie zdaążyło sie tak za bardzo nabrać dystansu do tego wszystkiego..nawet nie zdążyłam sobie odpocząć a tu do pracy trzeba isc..dobrze, że nie mam jakoś bardzo męczącej pracy, no chyba ze ludzie zaczną chodzić ale wątpię w to dzisiaj
w końcu odpoczywają po świętach..
w tym tygodniu jadziemy do nowej kliniki..nie wiem czy ja chce jechać..nie jestem przekonana czy chce podejść jeszcze raz..no ale maż chce..kurde no, dlaczego to tak musi być? Że jak ja chce to on nie bardzo..a jak ja nie za bardzo chce to on bardzo chce..ehh..jakie to wszystko jest skomplikowane..no ale raczej spróbujemy i będę tego chciała tak samo mocno jak on!! I tak samo mocno się do tego przyłożę!! Bede sie kłuć..bede przyjmować wszystko co mi kaza brać
no i musismy zaczac pisac podanie i zyciorys..jak ja nie lubie pisac..masakra..
ps. ludzie chodzą jak szaleni 
stresuje sie tym wszytskim ehh
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2016, 12:55
10 dpo
beta 9,34
bardzo się cieszę ale odetchnę jak beta ładnie przyrośnie.
kropeczko zostań z mamą!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2016, 10:09
Ciąża rozpoczęta 4 grudnia 2016
10 dpo beta 9,34
12 dpo beta 42,24
przyrost 366%
NA BANK JESTEM W CIĄŻY
!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 grudnia 2016, 10:41
29 dzień cyklu. W czwartek odstawiłam luteinę. @ zawsze pojawiała się maksymalnie do trzech dni.
Dzisiaj 6 dzień, a @ nie ma.
Teraz, gdy już to napisałam powinna się pojawić.
Suplenent żelaza, cynku i wapnia przyjmować osobno, bo jedno drugiemu utrudnia wchłanianie.
11 DC
W piątek byłam u nowej pani ginekolog.
Dałam jej komplet badań. Przyjżała się nim uważnie. Stwierdziła że hormony są książkowe.
Jedynie po badaniach cukru i insuliny stwierdziła insuloodporność.
Dała mi leki na to. Na razie zapisała 2 paczki bo nie wiadomo jak organizm zaakceptuje lek.
Zbadała mnie wzdłuż i wszerz. Nie mam torbiele ani mięśniaków. Pęcherzyki rosną.
Wykluczyła PCOS.
Jedynie myśli, że może mam problem z endometrium dlatego nie zachodzę w ciążę. Bo na 7 DC miałam dobre. Dodałam że po odstawieniu hormonów mam skąpe miesiączki, więc stwierdziła że może faktycznie to jest ta przyczyna.
Zapisała mi więc duphaston na 2 fazę cyklu.
w kolejnym cyklu mam do niej iść w 2 fazie cyklu aby stwierdzić czy do owulki doszło i jakie endometrium jest.
Stwierdziła że jeśli to ni będzie endometrium to już jej zakres się kończy i jedynie wyśle mnie do klinki niepłodności.
Jestem dobrej myśli. Zmiana lekarza dobrze mi zrobiła.
Znalazłam przyczynę insuloodporność - dzięki temu teraz jestem spokojna.
10t2d
Rośniemy rośniemy 
Po świętach na wadzę niewiele się zmieniło, pomimo iż apetyt mi dopisuje. Na szczęście nie na słodkie, raczej wędliny i sałatki były na topie 
Niestety mnie dopadło przeziębienie. Kaszel męczy mnie już od kilku dni, i to do tego stopnia, że nie mogę spać. Jedynie na pół-siedząco. Nieciekawie. Inhaluję się i wcinam cebulę i czosnek. Dobrze, że Kropek na to pozwala
Kaszel mnie trochę niepokoi, bo jednak cały brzuch się napina i kilka razy mocno zakuło mnie podbrzusze, jednak pocieszam się, że to od przemieszczającej i rosnącej macicy. Wolę w to wierzyć niż się niepotrzebnie nakręcać na czarne scenariusze.
Z dobrych zmian, to trochę więcej mam energii. Już nie męczy mnie tak senność, mdłości też się powoli wyciszają. 1/4 ciąży za nami, więc jest się z czego cieszyć
Do lipca przecież już niedaleko 

Ciekawe jest to, że pierwszy raz testy ovu wyszły pozytywne tylko jednego dnia. Dobrze, że to był dzień wolny i mogłam zrobić kilka testów w ciągu 16dc.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2016, 13:22
11+2
Byłam dzisiaj na wizycie na NFZ z powodu tego bolącego brzucha.
Wolałam się upewnić, że wszystko ok niż zamartwiać się do przyszłego tygodnia.
A więc, ostatni raz byłam u tego dziada!
Następnym razem poproszę o duuuużego kopniaka.
Nie chciał mnie wogóle przyjąć, a badanie i USG z wielką łaską zrobił 
wrrr...
No i tak:
Krwiaka już ponoć nie ma, maluch ma niby 3,3cm ( co odpowiada niby 10tc) ale on mierzył małego na odczepnego więc na pewno mój kochany maluszek ma więcej. A co do bólu brzucha to niby przez zaparcia...
Ani zdjęcia nie dostałam ale gdy siedziałam przy biurku po USG to widziałam obraz maluszka i widziałam malutkie rączki i nóżki

Zakochałam się w nim 
A za tydzień w czwartek mam prenatalne u mojej kochanej lekarki, więc dokładnie pomierzy maluszka i powie co i jak 
28% ciąży za mną i coraz bliżej spotkania z moim serduszkiem 
Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła w końcu Cię wsiąść na ręce skarbie 
Kocham Cię całym moim serduchem! 
28t5d
No i po świętach.
W Wigilię byliśmy u moich rodziców. Odwiedziłam przy okazji babcie i ciocie i mój brzuch został wytarmoszony i wycałowany.
Dostałam mnóstwo prezentów. Mikser, nowy telefon, suszarkę do włosów, kosmetyki... A nie byłam aż tak grzeczna w tym roku. Mama mówi, żebym się cieszyła, bo to ostatnie takie święta - za rok najważniejsza będzie Michasia. I w ogóle mi to nie przeszkadza.
Drugi dzień świąt zaczął się koszmarem. Zaraz po wstaniu z łóżka poczułam okropne kłucie w podbrzuszu. Nic nie pomagało, a w perspektywie była długa jazda do teściów. Szybka wizyta na Izbie Przyjęć w pobliskim miasteczku, a tam kolejka na 10h czekania. Uznałam, że nie jest tak źle i ruszyliśmy w drogę. W połowie drogi uznałam, że chcę zajrzeć na pogotowe ginekologiczne w Częstochowie i jak tam też będzie długa kolejka to sobie odpuszczę. Ale przed nami były dwie osoby w kolejce. Z czego jedna pani była na podobnym poziomie ciąży, ale sączyły jej się wody i została skierowana do szpitala (razem z 10 osobową świtą, która jej towarzyszyła). Przede mną była jakaś pani z SORu. Położna przyszła i mówi, że jak nie chcę żeby mnie położono do szpitala to mam poczekać aż przyjdzie nowy ginekolog. Poczekałam z 5 minut. W gabinecie nie było ani USG ani nic. Badanie wykonano mi dłonią. Ale wyrok: szyjka zamknięte. Odetchnęłam z ulgą. Położna puściła mi jeszcze bicie serca malutkiej. Przepisał mi nospę i acard (w ulotce pisze, że nie powinnam brać to nie biorę). Nospy tez już nie biorę, bo sama odkryłam co mi dolega. Pomyślałam, że to kłucie jak na zapalenie pęcherza. Wysłałam męża z teściem po nocy, w pierwszy dzień świąt do apteki po Urofuraginum. Cierpiałam całą noc, ale obudziłam się rano bez bólu. Biorę nadal tabletki profilaktycznie.
Niestety ostatni trymestr ciąży, w przeciwieństwie do dwóch poprzednich, które niemal w ogóle nie dawały mi w kość, zapowiada się jako najgorszy. Boli mnie kręgosłup, przytrafiło się zapalenie pęcherza i niestety doszedł mi hemoroid. Jeden, nie utrudnia życia, ale nie lubię go. Leczę się czopkami, drogie jak diabli i jak to z czopkami bywa: bardzo nieprzyjemne.
Wczoraj cały dzień spędziliśmy na zakupach. Najpierw Ikea, kupiliśmy łóżeczko, szafę, przewijak, komodę, dużo pierdół i misia nosorożca. Potem pojechaliśmy do OBI gdzie kupiliśmy primer do farby do szafki, którą malowałam do łazienki i gwoździe. A później centrum handlowe. Kupiliśmy kotom karmę, mnóstwo pieluszek i chusteczek mokrych, smoczki, zakupy spożywcze. Odwiedziliśmy aptekę i inne punkty. Cały dzień minął nie wiadomo kiedy.
A teraz pokój małej ma już łóżeczko. Czekamy aż dojedzie reszta mebli i będziemy skręcać 
Dzisiaj Maciek utknął ze mną w domu, bo auto odmówiło posłuszeństwa.

tak jak się spodziewałam największym zainteresowaniem (w te święta) cieszył się brzuszek. a jak jeszcze dodatkowo zaczynał "falować", to już w ogóle zbiorowa histeria. a było się czym zachwycać bo Synek wyjątkowo często i intensywnie dokazywał. u mojej Mamy (gdzie jednak czuję się swobodniej) to nawet podwinęłam bluzkę, co by było lepiej widać te wszystkie akrobacje.
z przygotowaniami do świąt, to trochę się jednak przeliczyłam jeśli chodzi o siły. dlatego to moje całe pichcenie rozciągnęło się na cały dzień (piątek), bo im dalej w las tym dłuższe przerwy sobie robiłam. oczywiście Mąż pomagał, ale pewne rzeczy po prostu chciałam zrobić sama, a potem ledwo starczyło mi sił na kąpiel i to dopiero po dwugodzinnym leżakowaniu.
całe święta nocowaliśmy u Teściów, i powiem, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej (nawet jak to tylko wynajmowana kawalerka). co prawda wszyscy o mnie dbali, a wręcz byli nadopiekuńczy, ale co swoje kąty to swoje kąty. poza tym zorientowałam się, że mamy jednak wygodniejsze łóżko, a łóżeczko zaraz obok łóżka stanowi świetną podpórkę przy wstawaniu. u Teściów miałam już problem żeby się w nocy "podźwignąć" (a muszę często na wycieczki do łazienki) i w końcu postawiliśmy obok krzesło, które jako tako mi ułatwiało.
do Warszawy wróciliśmy dopiero wczoraj wieczorem i co zrobiliśmy po świątecznym obżarstwie? poszliśmy na pizzę, a potem "poprawiliśmy" słodyczami, które m.in. dostaliśmy od Mikołaja (bo wiadomo byliśmy grzeczni). na koniec padliśmy jak kawki i co chwila tylko jedno, albo drugie mówiło: "niedobrze mi". to oczywiście nie przeszkodziło mojemu Mężowi podjadać (jak się kąpałam) cukierków. a jak mu mówię/krzyczę z łazienki, że wszystko słyszę, to on (z pełną buzią), że nieprawda! uhm.
p.s. przez święta przeczytałam m.in. "Co z ciebie za matka?" / Pauli Daly i chociaż jako thriller była średnia, to jednak bardzo polecam ze względu na drugie dno (związane z "idealnym" macierzyństwem).
Święta, święta i po świętach.. 17 dc czyli teraz nadszedł czas oczekiwania. Stres i niepewność, czy przyjdzie @ czy nie. Święta miło spędzone z rodziną, odciągnęły mnie od zamartwiania się nad sobą. Teraz sylwester i wchodzimy w nowy rok. Oby wiele rzeczy się zmieniło.. na lepsze! 
Święta, Święta i po Świętach 
Poświąteczne upuszczanie krwi przed jutrzejszą wizytą u gina i endo.
TSH 1,7
FT3 4,34 (3,10-6,80)
FT4 17,53 (12,00-22,00)
Prolaktyna 13,8 (4,8-23,3)
ASPAT 21 (5-40)
ALAT 14 (5-40)
Glukoza 97 (70-100) zaszalałam po Świętach 
Żelazo 58 (60-160)
Morfo w miarę do akceptacji.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.