"Porada dnia
Załóż, że staranie się o dziecko to proces, a nie zdarzenie. Spośród wszystkich par aktywnie starających się o dziecko, tylko 30% par zachodzi w nią w pierwszym cyklu. Po 3 cyklach w ciąży będzie około 59% wszystkich starających się par, po 6 cyklach 80%, po 12 cyklach 85%, a w przeciągu 4 lat zajdzie w ciążę około 95% wszystkich starających się par. Około 5% par będzie starało się o dziecko dłużej niż 4 lata."

Chyba żadnej ciąży nie będzie mi dane przejść spokojnie.

Pojawiła się krew, czerwona :( zauważyłam na papierze, było trochę w środku, wkładka czysta. Juz zanikło, szybko minęło. To dobrze ale czy ja nie mogę spokojnie, bez takich niespodzianek?

Za tydzień wizyta, będzie juz serduszko.

Chciałabym przespać ten czas do września, żeby niczym maluszkoei nie zaszkodzić i żeby się tak nie adresować. Obudzić się i urodzić zdrowego szkraba.

Kto to wymyślił ze ciąża to piękny czas?

15 dc.

Brak weny na pisanie czegokolwiek :D

Puste kółeczko na clearblue.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2017, 17:30

chcebardzobycmama Nie poddam się. 27 lipca 2017, 09:59

Witamy sie w 30tygodniu :)
Dzis szkola rodzenia i od dzis zaczynamy liczyc ruchy malenstwa. W srode Usg ;) po wtorkowej wizycie - powrocila anemia.

Balladyna Małe szczęście!! 6 stycznia 2017, 12:23

30t0d

Witam się w 31 tygodniu! Kiedy to minęło?!
Byliśmy wczoraj u prywatnego doktora. Robił nam USG. Mała waży 1680g, ale rozmiarowo jest większa i termin porodu przesunął się na 8 marca. Mała kruszynka chce wyjść w Dzień Kobiet :)
W każdym razie: rośniemy sobie, nie za szybko, nie za wolno, idealnie, więc zdrowo. Z jednej strony chcę by ważyła jak najwięcej, bo wtedy gdyby chciała się wcześniej urodzić, dała by sobie radę, ale z drugiej strony wolałabym nie rodzić 6kg człowieka :)

Mamy dowód na papierze, że Michalinka jest dziewczynką. Będę to pokazywać potencjalnym zięciom :D

Kocham ją ogromnie. Każdy kopniak od niej jest nieprzyjemny i boli, ale nie mogę się doczekać aż będę mogła całować te małe nóżki i rączki. Ilość wód mam dobrą, doktor badał serduszko i przepływy. Twarzyczki nie pokazała znowu, ale doktor mówi, że już raczej nie pokaże, bo ma coraz mniej miejsca i coraz mniej wiadomo gdzie co jest. Jest już ułożona główkowo, więc będziemy próbować rodzić naturalnie!

Muszę przytyć... ale nie wiem juz jak. Nic nie pomaga...

bertha Drzewo nadzei... 10 lutego 2017, 12:59

3dc. @ przyszła sobie spóźniona, robiąc nadzieje. Być moze drugi pecherzyk pekl ciut pozniej i stąd to opoznienie.
Dzisiaj mialam wizyte u gina. I zaskoczenie, bo w prawym jajniku pecherzyk 16mm, czyli prawdopodobnie za 3 dni owulacja!! czyli w 6dc!!!

Jesli tak bedzie, to cykl bedzie trwal 20 dni. Wiec nie ma sie co martwic krotszymi cyklami. Chociaz ja sadze, ze bede miala po prostu dwie - teraz jedna, ale druga przyjdzie w normalnym terminie w 14dc. zobaczymy..

No a teraz ciekawostka kolejna - podczas usg gin pokazuje mi ze w macicy mam plyn (krew, bo mam jeszcze @). I to źle że ona tam sie zatrzymuje. To jest spowodowane tyłozgięciem. Bo przez to tylozgiecie, krew grawitacyjnie nie wylatuje, bo macica jest odgięta, i krew wydostaje sie tylko podczas jakiś skurczy - np podczas chodzenia do toalety na jedynke czy dwójkę. i to prawda, tak wlasnie mam.
A jak ta krew tam zalega, to robi sie żółty nalot - hem z hemoglobiny i on moze utrudniac w zagniezdzaniu....
No i teraz co na to - otóż mam pić podczas miesiączki codziennie 0,5-1 litra toniku, moze być z ginem :) Tonik zawiera chininę, która powoduje mikroskurcze, co pomoze wydostawac sie tej krwi z macicy.
(w ciąży nie pijcie toniku!)

Za 2 dni - w niedziele! - mam dzwonic do gina rano i on przyjedzie specjalnie dla mnie do gabinetu zrobic mi monitoring i podac pregnyl, jesli pecherzyk urosnie do 20mm. :)

Ale co ważniejsze! Jesteśmy umówieni do kliniki na pierwsza wizyte kwalifikującą do IVF! 18.02.2017 jedziemy do Krakowa do kliniki Parens. już sie nie moge doczekać! :)

Biotech Spełnić największe marzenie :D 6 stycznia 2017, 12:25

I zaczynam nowy cykl… Wczoraj cały dzień w pracy chodziłam na granicy płaczu. Dziś już jestem nastawiona pozytywnie i zaczynam planować:
- kupno suplementów (co miesiąc koszt około 100 zł, ale skoro ma nam to pomóc… wczoraj mąż musiał mi przetłumaczyć, że witaminki są też po prostu dla nas dobre, bez względu na starania. Ale te pieniążki tak się rozchodzą, że masakra…)
- jutro badanie krwi w vitalabo pakiet „niepłodność kobiety” w 2 dc (koszt 238 zł). Tu z kolei zastanawiam się, czy nie za szybko w cyklu, zwłaszcza, że okres strasznie powoli mi się rozkręce i na razie wypływają prawie tylko brązowe skrzepy i troszkę krwi. Niestety w tygodniu nie będę miała możliwości pójść zrobić badań, więc to jedyna szansa. Czytałam na stronie Invicty, żeby takie badania wykonywać 2-3 dc. Kto jak kto, ale klinika leczenia niepłodności chyba wie co pisze ;)
- I oczywiście po @ wizyta u ginka w celu ogólnego obejrzenia czy wszystko ok., przedstawienia problemu zajścia (byłam u niego rok temu kazał się wyluzować- nie pomogło ;)), zrobienia cytologii i stwierdzania przyczyny plamienia po owulacji w tym cyklu. Może skusimy się też na monitoring, żeby upewnić się, że do owu dochodzi. Choć z tym może być ciężko, bo w okolicy owulacji będę miała popołudniówki, a lekarz przyjmuje tylko wieczorem. Trudno, najwyżej nadrobimy w kolejnych cyklach :P

Także tego… Planowanie zawsze pomaga mi na dół związany z kolejnym rozczarowaniem.
Aaaa i zrobiłam test (oczywiście negatywny). Wykonałam go tylko dlatego, bo naoglądałam się „ Ciąży z zaskoczenia”, a nie chciałabym stać się bohaterką takiego programu i rozpoznać ciąży po bólach porodowych… Wiem głupie ;)

Jastin76 Moj ANIOŁEK [*] 6 stycznia 2017, 16:06

Wszystko się posypało ... bede tu wylewac moj bol ....z moim A nie mogę dojść do porozumienia, nie wiem co się dzieje nie możemy tego ogarnąć ...ciągle kłótnie i pretensje mamy do siebie .... czuje ze i jego tracę ...:-(


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2017, 17:01

Upomniana przez Domiszkę, że dawno nic nie było piszę co słychać :)

Staramy się z mężem zażegnywać kryzys, który ostatnio nam dokuczał. Może kryzys to za duże słowo ale nie było między nami dobrze i oboje to czuliśmy. Trochę było między nami napięć, niedomówień, każdy chciał rozwiązywać problemy na swój sposób i zrobił się kwas. Teraz jestem z nas dumna, że potrafimy porozmawiać o trudnych sprawach bez obrażania się na siebie, nawet jak mówimy trudne rzeczy i czasem płyną łzy to wszystko kończy się przytulaskiem i buziaczkiem :) Myślę, że to jeden z efektów mojej terapii, teraz łatwiej mi mówić o tym co mnie boli i jakie są moje oczekiwania w stosunku do męża, nas, różnych spraw. Wcześniej chciałam żeby on się wszystkiego domyślał i spełniał moje niewypowiedziane oczekiwania i czułam się sfrustrowana, że jest tak źle. To dopiero kropla w morzu potrzeb ale idę do przodu :)

Co do starań to w tym cyklu owulki nie było, zwlekałam z dupkiem ile mogłam żeby dać organizmowi czas na ruszenie ale też nie chciałam wydłużać tego cyklu w nieskończoność (mąż bierze leki, które nam się powoli kończą więc musimy sprawdzić czy coś po nich się zmieniło). Jak skończę progesteron czekam na @ i zaczynam stymulację (zestaw taki jak ostatnio), wizytę mam niestety ustaloną na 13 dc, chciałam 16 ale niestety wtedy lekarz jest na tygodniowym urlopie. Zastanawialiśmy się co zrobić. Pierwszy pomysł był taki, żeby sprawdzić u mnie w mieście 16 dc jak się mają jajniki, czy coś rośnie czy nie, a jak doktor wróci to jechać do niego z wynikami jednak wtedy nie wiedziałabym czy mam brać pregnyl czy nie (nigdy go nie stosowałam) więc zdecydowaliśmy, że jednak pojedziemy w tym 13 dc i jak nic nie będzie widać to powtórzę usg w 16 dc u nas ale wcześniej poproszę lekarza na wszelki wypadek o receptę i instrukcję co do pregnylu i nie będę się spinać czy jak urosną pęcherzyki to czy pękną itd. Taki jest plan, mam nadzieję, że nic się nie "pokiepści" po drodze:) No i będzie to wizyta decydująca co dalej, czy kończy się na razie nasza przygoda ze staraniami (w sensie zbieramy na IV) czy może jakimś cudem nasienie poprawi się tak, że będzie można zrobić inseminację. Wszystko przed nami.

16 dc.

Dzień jak co dzień, praca.. dom.. trochę pospałam po południu i teraz mam tego efekt - nie mam pojęcia jak jutro rano wstanę o 4:30, do tego mąż chrapie jak szalony.

Dzisiaj znowu puste kółeczko, ale za to testy paskowe ruszyły do przodu, druga kreska jest już dość wyraźna. Zmienia się też powoli konsystencja śluzu na lepko-wodnisty. Chyba dobry znak, ale mam dziwne przeczucie, że to nie będzie ten cykl. Obym się myliła.
Na początku roku trochę poszaleliśmy z meżem w sypialni, ale teraz wiedząc, że owu jest daleko, postanowiłam zrobić ze 3 dni przerwy, żeby nasze małe żołnierzyki były silniejsze w weekend:))


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2017, 00:02

Teściowa dziś do mnie mówi: "Wy się czasami nie starajcie teraz jeszcze o drugie dziecko, najpierw odchowajcie jedno. Bo to za mała różnica wieku, będzie ciężko z dwójką małych dzieci." Nie wie nic o staraniach, ale ma intuicję.
2 lata temu mówiła do mojego P.: "Ale Marta to chyba nie jest w ciąży, co? Na razie się nie starajcie, bo dziecko bardzo drogo kosztuje, chociażby sam pakiet szczepień to 3 000 zł, a ona nie ma jeszcze umowy na stałe w pracy." Byłam już wtedy jakoś w 6 tygodniu ciąży, o czym nie wiedziała ;) I jest Arturek, jest pięknie :) Szczepienia miał darmowe na pneumokoki, bo urodzony w 37t6d ciąży został uznany za wcześniaka ;)
Nie ona będzie wychowywać nasze dzieci, więc niech się nie martwi, co nie? ;)

No to dzisiaj poczułam pierwsze bóle "przedmałpowe", a temperatura zaliczyła spadek o 0.2°C... Czekam więc z niepokojem na @. Wg naszej pani dr przychodzi ona ok. 5-7 dni po zabiegu, ale ja raczej cienki Bolek jestem ostatnimi czasy i obawiam się, że mogę nie dotrwać. Niepokoję się wraz m. głównie dlatego, iż w 1 dc mam rozpocząć zastrzyki i bardzo ważne jest, abym miała 100% pewność, że to właściwy 1 dc, czyli progesteron <1. A jak sprawdzić progesteron gdy się ma przed sobą święto kościelne wolne od pracy, a potem weekend, w który też wszystkie laboratoria w mieście są zamknięte? No właśnie... Jeśli to nastąpi, będziemy zmuszeni jechać do miasta, w którym jest nasza klinika, bo tam ponoć w szpitalach wykonują badania 7 dni w tygodniu oraz co ważne - wyniki dostaje się tego samego dnia. Problem w tym, że to jednak kawałek drogi, a nasz budżet z powodu procedury i całego leczenia został dość mocno nadszarpnięty. Każda dodatkowa wyprawa wpędza nas w większy stres. Kolejna sprawa, że zupełnie nie znamy tych szpitali, nie wiemy czy coś się nie wydarzy i być może nie otrzymamy wyników (tfu tfu tfu!) za późno... Eh! Obym wytrzymała z @ do poniedziałku! Nie sądzę jednak by to było możliwe, biorąc pod uwagę dzisiejsze bóle i znaczny spadek temperatury.

Jeśli chodzi o leki, które wskoczyły u mnie na tapetę to dostałam zalecenia by brać:
- DHEA Eljot 25mg 3x1 (kontynuacja)
- Modulator homocsteiny 2x1 (kontynuacja)
- Medrol 2x 1/2
- Agapurin 2x1

a od 1-2 dc (nowego):
dziabnięcie Gonapeptylem x1

3dc:
dziabnięcie Gonapeptylem x1 + Gonalem w dawce 150j

od 4-6 dc:
dziabnięcie Gonalem w dawce 150j

Potem 7 dc kontrola i ew. dalej Gonal F + Cetride.


Nie wiem jak ja to przeżyję!!! Jeszcze niedawno miało być tak pięknie - tylko jedno dziabnięcie na 5 dni!:( Gdzieś w okolicy 7 dc czeka mnie również kolejna 4h kroplówka z intralipidów oraz kolejny scratching...:(


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2017, 20:39

Ezia90 Akcja bobas! 6 stycznia 2017, 21:16

Wkurza mnie teściowa. Bo marzy jej sie wnuczka. Wszyscy mówią że będzie chłopiec i ja sama tak jej mówię bo tak czuje a ta mądra zaprzecza "nie nie nie będzie dziewczynka, ja się dość nakupowalam spodni, teraz będę sukienki" mój mąż jej mówi że będzie chłopiec to ona na to się wykrzywia pół żartem pół serio mówiąc że będzie dziewczynka, jej niunia. Strasznie mnie to kluje i rani ze wszyscy z radością oczekują chłopca A ona jedyna chłopca nie chce bo urodziła 4 synów. Czuje żal że ktoś może się nie ucieszyć z mojego synka którego kocham całym sercem!!!!

kropka_ myśloodsiewnia 7 stycznia 2017, 12:20

wczoraj nam Synuś trochę napędził stracha i po godz. 22:00 wylądowaliśmy na izbie przyjęć. od 15:00 w ogóle nie czułam żadnych ruchów, co jest totalnie nie podobne do naszego aktywnego Dziecia, więc Mąż w te pędy po samochód i jedziemy. co prawda już po drodze Młody się nieśmiało uaktywnił, ale ponieważ do szpitala było już bliżej niż dalej dla spokojnego sumienia zdecydowaliśmy się jednak zgłosić. na szczęście kolejek żadnych i w sumie od razu skierowano mnie na KTG, a potem na konsultację. pani ginekolog w jednej i tej samej minucie w podtekście jakby wyrzuciła mi, że co ja tu robię, skoro Dzieć podczas KTG tyle razy się ruszał (dostałam taki "klik", którego miałam używać po każdym ruchu i faktycznie trochę tego było), a z drugiej miała pretensje, że przyjechaliśmy dopiero po takim czasie, skoro tych ruchów nie czułam już od 15tej. ale na pytanie to ile powinnam czekać/obserwować tak do końca nie odpowiedziała, stwierdziła tylko, że dziecko jest najbardziej aktywne wieczorami. innymi słowy te jej wypowiedzi jak je tak poskładać do kupy (to one) nie do końca się ze sobą łączyły.

po wczorajszej przygodzie powiem tylko, że bardzo chciałabym teraz/już/natychmiast urodzić, nawet jeśli będzie bolało i to jak cholera, bo już mam po kokardkę tych wszystkich lekarzy, wizyt, badań i roztrząsania się nad sobą i Dzieciem. straszna to odpowiedzialność obserwować siebie i brzuszek i właściwie oceniać, czy serio dzieje się coś poważnego, czy tylko mi się wydaje. to KTG, które mi wczoraj zrobiono wykazało niby minimalną czynność skurczową, ale ja jej ani trochę nie czułam, więc pani doktor powiedziała, że to tylko potwierdza, że na poród trzeba jeszcze "trochę" poczekać. wiadomo trzeba to trzeba, ale Synek koniecznie musi postanowić poprawę i wrócić do swoich zwyczajowych akrobacji, bo inaczej to chyba oszaleję.

no to sobie ponarzekałam i od razu jestem lżejsza. teraz pora ogarnąć jakoś rzeczywistość (w sensie dom), ale naprawdę wiele się po sobie nie spodziewam, bo teraz to ja już jestem zmęczona po zwykłym przejściu się z pokoju do kuchni (a dodam tylko, że nie mam daleko). tym niemniej Mąż wysłany na zakupy, to może chociaż pozmywam, albo coś, żeby się tak do końca nie czuł zostawiony sam ze wszystkim.

Ciąża rozpoczęta 2 grudnia 2016

No to jestem znowu na fiolecie nie wytrzymalabym do kolejnej wizyty więc przeszłam już dziś...boję się jak cholera ale mam nadzieje ze zostanę tu na długo;)

Kolejny dzień, zbliżający nas do rozpoczęcia procedury, za nami... Dzisiaj temperatura prawie nie drgnęła w porównaniu z dniem wczorajszym, bóle "przedmałpowe" ustały, więc chyba @ dzisiaj jeszcze nie będzie. Coraz większa nadzieja we mnie wstępuje, że jednak dotrwam do poniedziałku i na spokojnie zrobię badanie progesteronu w swoim mieście. Przypomniało mi się również, że lekarka z kliniki wspominała coś o tym, iż chętnie zobaczyłaby świeże wyniki TSH (a może FSH?! Fuck! Powinnam robić notatki!) i AMH. Hm. Znowu ok. 250zł w plecy? Nie ma mowy... Naprawdę zbyt wiele mamy ostatnio wydatków, a przecież oba badania wykonywałam w październiku, ma odniesienie do wcześniejszych wyników z kwietnia, więc bez przesady! Zrobię ew. TSH, bo chyba nie kosztowało więcej niż 50zł.

Przeczytałam wczoraj niechcący na jednym z forów internetowych wypowiedź pewnego embriologa, który w chwili zbytniej wylewności powiedział pacjentce (to jej opowieść), że "tak naprawdę to większość zabiegów in vitro się nie udaje, a w szczególności za pierwszym razem, że dopiero wytrwałość i wielokrotne powtarzanie zabiegu może doprowadzić do upragnionego celu"......... Potwornie mnie to przybiło. Nie umiem przestać o tym myśleć. Że niby wszystkie nasze cierpienia na marne?:( Nie dam rady podchodzić 5 razy... Nie wyobrażam sobie nawet 2 razu! Eh... Na uspokojenie ciągle słucham kilku kawałków, które wg naukowców wyjątkowo oddziałują na pewne obszaru mózgu przynosząc ukojenie (wydaje mi się, że coś w tym jest!). Niestety pocieszanie się, że przecież nieskończoność i miriam zaskoczyły po 1 procedurze nie przynosi pożądanego efektu. Może miały niewiarygodne szczęście (przepraszam! ale czarnowidztwo się mnie znowu trzyma!)??

23 tydzień ciąży
Zosia - kawał Pannicy:P

Na badaniu połówkowym wyszło że Synkowi niemiarowo bije serduszko. Słychać było wyraźnie że córci pięknie bije tu-du, tu-du, tu-du... tak Synkowi tuduuu, tu, tu, tuduu, du... :(
dostaliśmy polecenie udania się do kardiologa płodu na specjalistyczne usg. A tymczasem doktórka kazała się nie nakręcać i nie stresować na zapas.
wzbiłam się na szczyty samoopanowania i nie zajrzałam ani razu w internety nie guglałam nic, nie czytałam cudzych historii.
Poszliśmy na badanie i same usg z dokładnymi pomiarami trwało godzinę.
Prawdopodobnie mam za mało magnezu i potasu, szczególnie magnezu, teraz mam zażywać końskie dawki i to może pomóc. Powinno minąć, raczej nie zdąży do porodu, może w pierwszych miesiącach po porodzie. Mam rodzić w szpitalu z oddziałem kardiologii dziecięcej, bo nawet jak urodzę gdzie indziej, to pewnie neonatolodzy i tak mi Synka na kardiologię odeślą a bezsensu żebym każde dziecko miała w innym szpitalu:(
to optymistyczna wersja, gorsza, którą lekarka sprawdza i jak będzie trzeba będziemy potwierdzać to jakaś choroba moja która skutkuje przeciwciałami które zwalczają płód uszkadzają serduszko. Ale powiedziała że to bardzo mało prawdopodobne no ale sprawdzić taką ewentualność trzeba.
ech:( Mam się nie zamartwiać i nie nakręcać. Serio staram się nie zamartwiać i nie nakręcać, czekam na to co lekarka specjalistka powie, ale tak zupełnie łatwe to to nie jest.

Tymczasem dzieciaki kopią aż miło, wiercą się i smyrają. Bardzo dokuczały mi bóle podbrzusza i twardnienia (co potwierdza że pewnie rzeczywiście mam magnezowe braki) i ogólnie ostatnio byłam do niczego. Na weekend udało się "sprzedać" Zosię ciociom i wyjechać z Mężem w górki. Ja zawieziona autem pod same drzwi siedziałam w schronisku Mąż wyskoczył na stok. Jak będzie trójka to szybko jej nie sprzedamy:) Cudnie było nie biegać za żadnym Szkrabem, nie pilnować żeby nic nikt nie strącił, nie stłukł, nie poparzył się o kominek. Tylko samemu grzać się przy tym kominku oglądać śnieg i widoczki za oknem i zajadać serniczek:) 12-osobowa sala i łazienka na innym piętrze (siusiu w nocy!) były mniej cudne ale i tak do przeżycia. Cudnie było się stęsknić i powrócić do ukochanej córeczki:D:D:D:D:D:D <3 <3 <3
I cudnie jest mieć świadomość, że Ona bardzo dobrze daje sobie radę beze mnie, że ma wspaniałą opiekę, że nie ma histerii. Mogę spokojnie zniknąć na parę dni do szpitala rodzić:)
Zosia w ogóle jest wspaniała, super śpi w nocy, super śpi w dzień, usypianie polega na zaprowadzeniu jej do łóżeczka i wyjściu z pokoju - bajka! Apetyt ma że hej, je więcej ode mnie:) chętnie pokazuje na pieluszkę lub na nocnik - jak właśnie zrobi siku:) trzeba będzie ją jakoś nauczyć żeby zrobiła to choć chwilę wcześniej, ale to i tak fajnie że zauważa że to się dzieje. Kupkę robi tylko do nocnika. Umie układać puzzle dwuelementowe i budować wieże z klocków duplo. Dostała też kredki i zapamiętale nimi rysuje. Wstaje o 8.30, chodzi spać po 21, drzemka w ciągu dnia ok 14 na półtorej godziny.
Fajowska z niej dziewczynka, oby Bliźniaki były podobne!

Emma80 Emma80 12 stycznia 2017, 10:25

Witamina C jest doskonałym antyoksydantem, świetnie poprawia morfologię plemników, zapobiega ich „sklejaniu się” oraz chroni DNA plemników przed zniszczeniami przez wolne rodniki. Jednakże w przypadku kobiet, witamina C powinna pozostać pod kontrolą (dzienna dawka nie wyższa niż 1000 mg), ponieważ może ona zbyt mocno zakwaszać śluz szyjkowy i stwarzać niekorzystne warunki dla spermy.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)