Dżoana89 Rodzina w budowie 13 marca 2017, 09:16

Przyszła @. Tak jak czułam i przypuszczałam.
Niektóre dziewczyny wraz z @ czują przygnębienie, smutek, płaczą. Ja czuję pustkę, nicość. Swoje już wypłakałam tydzień temu. Tak, już tydzień przed okresem wiem, że się pojawi. A więc zawsze mam tydzień na to by pogodzić się z porażką. Co miesiąc boli bardziej, do tego bólu nie można się przyzwyczaić, jest to jak rozdrapywanie starych ran, które przez 3 tygodnie ledwo zdążyły się zawiązać. Nie potrafię wyluzować, co więcej, z każdym dniem jestem bardziej przerażona, że nie zostanę matką. Wiem, że Bóg nie daje nikomu ciężaru większego nad ten, który da się radę dźwignąć. I mówię sobie, że będzie dobrze, że aki jest Boski plan, a na końcu jego będzie wielkie szczęśćie, ale strach jest tak ogromny, że nie raz nade mną wygrywa.
Jeżelinie ma być mi dane zostanie matką, to Boże proszę o siłę, bym mogła pogodzić się z Twoją wolą.

Emily89 W oczekiwaniu na Kropka 13 marca 2017, 09:57

26 dc.

Temperatura spadła, jest tak niska jak depresja na Żuławach...
Dziwnie, bo trochę za wcześnie.... Dziś dopiero 9dpo... Powinna się pojawić najszybciej w czwartek...

Wkurza mnie, jeśli już chce przychodzić to niech przyjdzie o czasie, bo rozwala mi mój idealny plan badań.
Jak przyjdzie wcześniej to 3 razy będę musiała się grubo spóźnić do pracy, a nie tylko raz :(

Nie ma żadnych objawów, ale na wszelki wypadek zestaw ratunkowy już przygotowany...
Został jeden cykl tylko by na pierwszą rocznicę ślubu być w ciąży... :(

Dziwnie, smutno jakoś... :(

15 DC
Sluz rozciagliwy... nic nie rozumiem dodatkowo odczuwam lekkie bóle w podbrzuszu i jajników. Wczoraj nie zauwazylam zadnego sluzu a dzis jest i to ten wlasciwy :-) Ze wspolzyciem dzis bedzie problem bo pracuje do 24 :-(
Dodatkowo OVU nie wyznaczyl mi jeszcze ovulacji a przeciez ginekolog powiedziala (bylam w 11 DC na wizycie) ze dzien - dwa i bedzie owulacja, nie wiem czy dobrze mierzy ten termometr...
Glupia juz jestem!!!
Chcialabym juz wiedziec czy sie uda w tym cyklu... szkoda ze trzeba tyle czekac.

Pani ginekolog powiedziala ze ma na nas pomysl ale zanim to najpierw badania. Wiec czekam.

55 dzień cyklu.

jestem już dłużej w ciąży niż zawsze.

ciekawe czy dzidzior rośnie. czy dalej bije mu serduszko.

w piątek mamy genetyka.

jutro do wizyty zostaną 3 tygodnie.
w środę wracam do pracy.

muszę iść zrobić TSH.

Ciąża zakończona 7 kwietnia 2017
Ciąża obumarła w 6t4d rozpoznana w 7t6d. Łyżeczkowanie w 10t0d.
Robimy badania genetyczne.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2017, 19:31

An1 Mama dwòch aniołkòw 13 marca 2017, 10:57

21 dc owufriend wyznaczyło mi owulacj€ na 18 dc, troche się chyba przesunęło przez chorobę, dla mnie najważniejsze że skok tempku jest widoczny

An1 Mama dwòch aniołkòw 13 marca 2017, 11:00

Mam cichą nadzieję że się udało bo akurat w dzień owulacji wyznaczonej przez of poprzytulałam się z mężem

Koralinka Wiara i zaufanie. 13 marca 2017, 11:46

24 dc.

Ostatni piątek był jednym z gorszych dni w moim zyciu. Pod koniec tygodnia ogolnie "ulało mi się".. znowu wrocily zle mysli,wymyslanie chorob, pytania "czemu sie nie udaje?" Był wielki płacz i opuchnięte oczy. W piatek rano napisala do mnie przyjaciolka ze studiow,w pazdzierniku brala slub. Domyslacie sie juz pewnie,co napisala... tak. Jest w ciazy. I ogolnie,jest zdziwiona,ze to tak latwo sie robi.. przez chwilę mój swiat zadrżał. Już wiem,co czuły te z Was,ktore już to przezyly. Oczywiscie,wstyd mi za siebie. Wstyd mi za to ukłucie zazdrosci i rozpacz,ktora przyszla potem. I pytałam Boga,co jeszcze...
...nie trwało długo,jak odpowiedział. Fatalny dzień w pracy. Wracałam wieczorem do domu wypompowana,ale juz spokojna. To tak,jakby ktos w histerii dal mi w twarz. I zaraz pojawily sie pytania: czy dobrze wybralam zawod? Czy ja w ogole nadaje sie do zycia..?
Mąż przyszedł z pomocą. Spędzilismy cudowny weekend. Zabrał mnie do Sokółki. Już dawno to planowalismy,ale jakos ciagle sie nie skladalo... nie spieszylismy sie. Wyspalismy sie,zjedlismy sniadanie.. wszystko na spokojnie. Dojechalismy idealnie na 15. Na Godzinę Miłosierdzia..
Modliłam się,a lzy same lecialy. Zostawilismy tam naszą intencję. Ale przede wszystkim... dziękowalam. Dziekowalam,ze nam pozwolił na siebie trafić. Ze polaczyl nasze losy. Ze dwa samotne serca,ktore szukaly sie od dawna,wreszcie na siebie trafily.
On slucha. Ale moze naszym cierpienie chce nas uświecic. Nas,albo kogos.
Powolutku wychodzę z dołka. Nie rozesmiana,wyluzowana i pelna nadzieji.. ale wyciszona,pokorna..i chyba pogodzona.
Wspieram Was calym sercem.

ma_pi Demotywator 13 marca 2017, 11:52

Jestem strasznie, strasznie zła. No przecież mogłam się innych rzeczy spodziewać, ale reaktywacji cytomegalii to się nie spodziewałam. Tzn. jeszcze nic nie jest przesądzone. Dziś rano zrobiłam powtórzyłam CMV igm oraz dodatkowo zrobiłam klasę igg i awidność. Wyników jeszcze nie ma.
Ogólnie klasę igg odkąd pierwszy raz zbadałam, czyli w 2013 r., mam dodatnią, czyli kiedyś chorowałam. Jeszcze raz badałam w 2016 r. i była mniejsza, niż 2013 r., ale to nic dziwnego, ponieważ im dalej od choroby, tym igg jest mniej, ale pozostaną dodatnie już zawsze. CMV IgM miałam zawsze ujemne (badane od 2013 r już cztery razy), a tu nagle w piątkowym badaniu REAKTYWNY. Nie robiłam w piątek igg, więc nie wiem, czy podskoczyło. Dowiem się po dzisiejszym badaniu, jak to wygląda.

Jeśli choroba się potwierdzi, to albo jest to reaktywacja wirusa, którego mam, albo zaraziłam się nowym szczepem CMV. Jedno i drugie jest możliwe. Reaktywacja, ponieważ byłam poddawana immunosupresji encortonem, a ponowne zarażenie, to chociażby od mojej bratanicy, która chodzi to przedszkola albo gdziekolwiek.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2017, 11:48

Dziennik pokładowy:
157dc, 23 tyyydzień!



Ostatni raz tak, jak wczoraj, czułam się chyba, kiedy miałam siedem lat i po całym dniu biegania po podwórku zasypiałam z poczuciem spełnienia - niby zmęczona, ale z jakąś dziwną nadzieją i pełnią pomysłów na następny dzień.

Z soboty na niedzielę nie spałam do drugiej w nocy. Haha, nie - nikt mnie nie zdenerwował, nic mnie nie martwiło, żadnego bólu. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie mogłam zasnąć z podekscytowania, bo poczułam się, jakby ktoś strzelił mi liścia w twarz przy pomocy… refleksji (trzeba przyznać, że bardzo wyszukany rodzaj agresji). Otóż zdałam sobie sprawę, że choć nie zawsze było kolorowo, nadwyrężyłam parę znajomości, swoich nerwów, a do tego myślałam, że nie osiągnęłam absolutnie nic i stoję w miejscu jak ten kołek (pamięta ktoś moje podsumowanie roku 2016?), to jednak, jakby nie patrzeć, razem z mężem w ciągu trzech lat zrealizowaliśmy coś, co jeszcze niedawno było po prostu odległym planem i mglistym marzeniem. Pamiętam, jak dziś, kiedy latem 2014 byłam świeżo po inżynierce i zamieszkaliśmy w mrówkowcu, w wynajmowanym mieszkaniu (w którym notabene wytrzymaliśmy trzy miesiące, bo okazało się mieć karaluchy). Siedziałam na kanapie, mój, jeszcze wtedy narzeczony, przy świeżo zakupionym biurku z Bodzia i zagajałam go: "No dobra... to ile musimy odkładać miesięcznie, by uzbierać na ślub?". A potem snuliśmy plany, padła pierwsza potencjalna data zawarcia związku małżeńskiego, gdzieś tam padało hasło "może mieszkanie, może dziecko...". I tak wczoraj sobie to wspominałam, jak na ciężarną przystało - w środku nocy z oczami jak pięciozłotówki. Co się okazało? Że to już! Że już się wypełniło! Jesteśmy małżeństwem, odbieramy klucze do mieszkania, a mnie od środka okopuje nasz najukochańszy Skarb, nasza maleńka, kochana córeczka! Kiedy ja wylewałam te wszystkie łzy, że jestem gruba, do niczego, moja kariera zawodowa to dno dna i dwa kilometry mułu - "niepostrzeżenie" spełniliśmy swoje największe marzenie i potrzebę życia, czyli stworzyć rodzinę i znaleźć dla siebie bezpieczny azyl. Wow! Przecież TO JEST COŚ!

I tak sobie leżałam, nie mogąc spać. Wyobrażałam sobie nasze mieszkanie - jak ustawiam w kuchennych szafkach nowiutkie kubeczki i talerzyki, jak wyciągam z piekarnika chleb, jak otwieram w łazience szafkę, w której są wszystkie moje kosmetyki, jak rozkładam nogi na kanapie i piję kawę, a obok mnie śpi w wózeczku nasze małe cudo (dobra, wiem - tu pojechałam, znam te opowieści o kawie z mikrofali po trzech podgrzaniach…). Aż się zdziwiłam, bo moje myśli musiały być aż tak gęste, że chyba przeszły na męża i nagle, niepostrzeżenie, w środku nocy ścisnął mi pośladek mówiąc, że rozumie. Ogarniacie to?

Następnego dnia rano o mało nie zaspałam na nasz wyjazd po klucze, co trochę pokrzyżowało mi plany odwalenia sobie spektakularnego makijażu na pierwszy raz w naszym M. Odebraliśmy je i… cóż - poczułam ogromne wyzwanie w związku z aranżacją całego parteru, bo trochę chyba będzie wyburzania ścianek. Ale wizja zmieniania tej przestrzeni to moje nowe, "mgliste" marzenie. I za trzy lata od teraz powiem: "Było źle, był remont, było ząbkowanie, były głupie komentarze… ale zamieniłam mieszkanie w dom!". Tak będzie! Rany, wiosna!

Z wieści ciążowo-wyprawkowych - zupełnie przypadkiem, po najeździe na mieszkanie, wylądowaliśmy na dziecięcych targach organizowanych przez Akpol Baby i całkiem na spontanie wywaliliśmy prawie 600 zł na naszą córkę (chciałabym umieć na siebie tak spontanicznie wydawać…). Rabaty były naprawdę korzystne i w sumie dotarło do nas, że i tak kiedyś te zakupy musielibyśmy zrobić. Także przyjechaliśmy z niczym, a wróciliśmy z fotelikiem Maxi Cosi City za 349zł, materacem lateksowym z wkładką kokosową za 165zł iii… Cebuszką Mini za jakieś 60zł. Teraz tak myślę, że to ostatnie to był chyba trochę impulsywny zakup, bo czytam opinie w necie i są bardzo podzielone, zwłaszcza, jeśli chodzi o wypełnienie, no ale trudno - przekonam się. Możliwe, że za chwilę bóle kręgosłupa dadzą mi się we znaki, więc odpalę ją w trakcie snu.

Mamy też upatrzony wymarzony wózek - padło na Bebetto Holland 2w1, i o ile Pani z OLX nie wystawi mnie do wiatru, to w sobotę już wyląduje u nas. :) O tak wygląda:

08b7458c3eef07d8e56b0dc46c51e472.jpg



Także tego… aaah! Spadam łykać wiosenne powietrze. :) Całusy!


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2017, 12:54

Zeszliśmy na 3 z przodu !!! :)
Za +/- 38 dni się widzimy :)
A za 4 dni wkraczamy w 9 miesiąc.
Skarbie mój najdroższy jestem taka szczęśliwa że całe i zdrowe dotrwałyśmy do 9 miesiąca ciąży :) Nie wierzyłam w to, że dotrwamy razem do 36 tygodnia :)

ma_pi Demotywator 13 marca 2017, 13:24

Coraz gorzej. Są już wyniki CMV w klasach IgG i IgM.
W IgM nada reaktywny, a IgG podskoczyło. W 2015 było 127, a dziś jest 142. Nie powinno podskoczyć, gdy nie ma choroby. Jutro rozmawiam z lekarzem prowadzącym i zapewne nie zgodzi się na start. W przyszłym tygodniu idę do lekarza chorób zakaźnych po jakieś leki, żeby się szybciej tego pozbyć.
Dół.

Agi Radość.. 13 marca 2017, 13:26

Ciąża zakończona 13 marca 2017

Dziś mnie wszystko wkurwia :)

no dziewczyny niestety, @ przyszła wczoraj.
także kolejny cykl, muszę iść wykupić clo łeee :(
no ale podobno kobieta jest najbardziej płodna w miesiącu swoich urodzin, także marzec liczę na Ciebie :P

2dc

Aktualnie czytana książka: "Idealna" M.Stachula

Dzisiaj miałam dość ostrą wymianę zdań ze znajomą na temat in vitro. Jak można być tak głupim i krótkowzrocznym?! Jak można powiedzieć o dziecku, że "jest wadliwe bo urodzone z probówki"?! Jak można mówić, że nie zgadza się, aby jego podatki szły na "fanaberie jakiś bab"?! No jak tak można?!?! Aż mnie trzęsie na myśl, że w naszym kraju żyją jeszcze tacy ludzie. I to matka 2 dzieci!! Niech mnie ktoś trzyma...


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2017, 08:23

Margo84 Moje marzenie - duża rodzina 13 marca 2017, 13:51

21t3d

Nie mogę narzekać! Nie mogę się poddawać! Sama tego chciałam! Co nie??!!

Remont ruszył z kopyta, mam zerwane podłogi i rozbebeszone ściany. Kurz jest wszędzie, a raczej pył. Na jakiś czas przenieśliśmy się do teścia, bo mieszkanie w takich warunkach to by było czyste wariactwo. Młody rano poszedł do przedszkola, a mamuśka wzięła się za ogarnianie pobojowiska. Wylewki schną, a ja wyrywam kołki i myję ściany przed położeniem tapet. Jest dobrze. Za kilka dni będzie jeszcze lepiej :)

Młody kopie porządnie, daje mamusi znać o sobie, żeby miała jeden kłopot z głowy i się nie zamartwiała :) Zaczęłam spotkania z położną, grupowe, coś jak szkoła rodzenia ale darmowe i dla mamusiek tylko. Jest okazja aby wyrwać się od codzienności. Jak będę po kilku spotkaniach to napiszę czy warto coś takiego sobie zorganizować. A do wizyty tylko 3 dni, dzisiaj oddałam materiał do badań i dotarło do mnie że to jakoś zaraz trzeba będzie pić glukoze... Oł je!!

Cóż napisać....
Zastanawiam się ostatnio, czy jak tak rzeczywiście tego chcę. Po osiągnięciu trzeciego stopnia wtajemniczenia staraniowego(pierwsze-ekscytacja, drugie-walka, trzecie-wyciszenie i pogodzenie) przyszedł czas na zastanowienie się ile jeszcze będę musiała zrobić, żeby cel osiągnąć. Dwa lata zmagania się z chorobami, stresem, tony leków.... jak mój organizm ogarnie ciążę? Czy to dobre dla maleńkiego życia rozwijającego się we mnie? Tyle zjadłam leków: antybiotyków, leków przeciwgrzybiczych, przeciwbakteryjnych.... Dbam o siebie, zdrowo się odżywiam, staram się nie stresować, oddycham, spędzam czas na świeżym powietrzu, ale to za mało. Cały czas czuję, że mój organizm jest bardzo słaby.... Pójdę na laparoskopię, tam mnie potną, dostanę kolejne leki i przykazanie do zachodzenia w ciążę....tak zniszczona od środka? Może organizm sam się broni przed ciążą, może próbuje pokazać, że to nie będzie dla niego dobra opcja? Sama już nie wiem.
Pójdę do ginekologa i powiem mu o wszystkich moich obawach, zapytam o wszystko i zażądam kategorycznej, szczerej opinii. Ja nie obchodzę się ze sobą jak z jajkiem, nie o to i nie o mnie tu chodzi. Chcę się dowiedzieć, co jest i będzie najlepsze dla potencjalnego dzieciaczka.

u.tsukino WIELKIE maleńkie marzenie 13 marca 2017, 14:30

13dc. 3c.s.
Tak się faszeruję tymi wszystkimi wspomagaczami, robię testy i czekam, czekam, czekam.... Czekam na ovu.
Na razie wszystkie testy negatywne - brak jakiejkolwiek kreski czy to bladej czy ciemniejszej. Kompletnie nic się nie pojawia.
Dziś niby dopiero 13 dzień więc przy cyklach 32 dniowych (tak mniej więcej) jeszcze zostało kilka dni.
Nie wiem ile wcześniej powinny wychodzić już jakieś blade kreski?
Jutro idę na wizytę do gin to może coś podpatrzy. Muszę wypytać o tsh bo 2,36 to trochę dużo (w tamtym roku w kwietniu było 1,09) -podobno powinno być poniżej dwóch przy staraniach.
Jejku jak mi się ten czas wlecze, chciałabym już działać ale tak produktywnie z szansą na maleństwo :D

idka Być szczęśliwą 4 kwietnia 2017, 22:27

5 dc
Nowy lekarz. Całkiem w porządku, ma swój styl prowadzenia rozmowy z pacjentką, do którego muszę przywyknąć i dostroić się trochę do niego. Konkretny facet, zlecił mi całkiem sporo badań, będę lżejsza o kilkaset złotych :( ale w końcu trafiłam na doktorka co się zna na rzeczy! Teraz będzie już tylko lepiej.

Z zaleceń:
Euthyrox 25 i Jodid 100,Folik, Vit. D3 i na deserek antybiotyk dla mnie i dla męża bo możliwe, że mąż ma bakterie w nasieniu...

Nastrój: neutralny w kierunku pozytywnego, choć trochę nerwowy jeszcze

Robi się coraz poważniej, jeśli chodzi o starania i przygotowanie do nich. Pozytywne fluidy od wszystkich mile widziane, a dokładniej to czytane :D

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)