11 DC

No i niedługo 1 monitoring z CLO.

A tak mi się nie chce jechać, dobrze że mąż wziął urlop bo pogoda tragiczna.

Zobaczymy co powie, jutro ovu nie będę miała test ovu negatyw. Pewnie między 13-15DC będzie. Pewnie Clo wiele nie zdziała, ale co tam, będzie co ma być. Nie nastawiam się na ten cykl, bo to nie jest ten.

Mąż się ostatnio śmiał że kiedy jeździmy na badania to zawsze pada.
1 jego badanie nasienia deszcz, 2 badanie deszcz, 1 wizyta u nowego gina deszcz 2 wizyta też deszcz.
3 dzisiejsza deszcz ;DD

To są wskazówki że to nie ten cykl.

13 pechowa. Mój kolega z pracy w piątek złamał rękę dziś pojechał na sprawdzenie okazało się że musi mieć operację. I jak tu nie wierzyć w moc 13.

Trzymajcie kciuki za mnie. Pewnie jutro dam znać, bo zanim wrócę o domku to będzie już późno. Szkoda że gin tak daleko ;/

No to dzień dobry :)
Mamy 37tc dziś.
Zabiegana byłam, że hoho. W sobotę zakupy i dwa torty do zrobienia, w niedzielę dwie imprezy, Zosia dostała tyle prezentów, że strach się bać! Gości wypuścić nie chciała, dzieciaki się super bawiły, cały dzień w sumie co chwilę przychodził ktoś, więc wieczorem też padłam. Ale nie żałuję, solenizantka była zachwycona, a to najważniejsze <3
Poniedziałek i wizyta. Zosia wysłana z babcią na rytmikę.
Tu już mniej optymistycznie. Wkurzyłam się, bo lekarz mi małej nie pomierzył wcale, bo "sprzęt nie taki", to ja nie wiem za co ja 140zł zapłaciłam... Na szczęście to już ostatnia w tej ciąży... Szyjka 6mm, rozwarta na 5mm, a on do mnie mówi, że ściągniemy szew w 38tc! No i takie też dostałam skierowanie. Do szpitala dzwonić i się umawiać. Na ip babka mnie odsyła do poradni, nr który dała nie odpowiada, cały dzień próbuję się dowiedzieć czegokolwiek i za cholerę się nie da! Czyli mam skierowanie na 38tc, informacji zero, nie wiem czy dziecko dobrze przybiera, bo ostatni pomiar małej to 28tc!!! Tyle co rzucił okiem, że wdg niego wody są ok i łożysko w dobrym stanie.
Wtorek.
Mąż ma wolne, bo byliśmy pewni, że idę ściągać szew, a tu psikus. Jedzie pomagać mojemu ojcu w ogródku.
Dodzwaniam się do sekretariatu, babka idzie pytać na ip. Tym razem dostaję informację, że mam się zgłosić z tym skierowaniem na ip i z innymi dokumentami, i że tam po badaniu lekarz zadecyduje, czy ściąga już, czy ustali termin. No dobra, przynajmniej na czymś już stoję. Cały dzień biję się z myślami, czy jechać już czy dopiero po świętach... Robimy coś pożytecznego: zakupy i podpisanie umowy kredytowej z salonem, żebyśmy mogli odebrać auto.
Środa.
Ojciec wiezie mnie na ip, Zosię zabiera ze sobą. Zosia w drodze do dziadków obrzyguje pół samochodu... To chyba najbardziej traumatyczne, zwłaszcza, że mnie tam nie było już, ale fotelik i tak musiałam potem czyścić sama :P Na ip babka patrzy na mnie jak na kosmitę i mówi, że to jednak nie tak (wersja rzeczywistości nr 3?), ale maszyna rusza, zostaję zabrana na ktg, spod którego Iza systematycznie ucieka, owsik jeden. Oni już tam sobie ustalają między sobą co i jak i nagle po 20 minutach ktg dostaję info, że idziemy do gabinetu. No bomba, to idziemy. A tam znów nikt mnie nie bada, o małej już nie wspomnę, ale za to... zostaje mi od ręki ściągnięty szew! Bolało. Ale w sumie tylko ogromny metalowy wziernik, który został użyty do uzyskania optymalnego wglądu. Samo ściąganie już mnie nie ruszyło ;) Potem znów ktg, tym razem przez godzinę, skurcz może z jeden i to taki bez przekonania (tzn według mnie, bo na ktg się tam malowały góry i doliny). Za to po południu jak mi się skurcze zaczęły, to brechtałam, że zaraz wrócę skąd przyszłam ;)
Zaliczyliśmy basen (według mojej matki jesteśmy nienormalni, bo dziecko się z rana porzygało, a my je wieczorem na basen wzięliśmy :P ).
Dziś.
Nie rodzę jednak :)
Za to byłyśmy z Zosią na indywidualnych zajęciach na basenie. Pierwszy raz miała być sama z instruktorem. I co? I matka roku odciągnęła ją od basenowych zabawek tak żwawo, że dziecko wywaliło twarzą w podłogę i rozwaliło obie wargi na 5 minut przed wejściem do wody! Krew leciała strumieniem, babki nas ratowały, Zosia płakała tak, że nie szło jej uspokoić. Na szczęście zęby całe... No sama bym sobie wpierdoliła jakbym nie była w ciąży... W końcu ją przebrałam i pan Marcin ją dostał taką biedną, poszkodowaną i szlochającą. I co? Po 5 minutach dziecko zapomniało o sprawie, ładnie z nim ćwiczyła, bawiła się, nurkowała, no cud miód <3 Super gościu, ma na prawdę rękę do dzieci, a Zosia za nim przepada. Oczywiście nie chciała wracać do domu, cały czas mówiła, że wraca pływać. A wygląda jak po rundzie na ringu, spuchnięte wargi, zadrapany nosek, biedna moja :(
Potem poszłyśmy wyciągnąć kasę z banku, bo jutro jedziemy po nasze auto. Poprałam trochę ręcznie Izki rzeczy, Zosia poszła na drzemkę zmęczona pływaniem i zapewne niezapomnianymi wrażeniami zaserwowanymi przeze mnie... A na dworze maskara. Leje, grad jakiś, zimno, zaraz ciepło bo słońce.
Plan?
Chciałam podjechać do przyjaciółki bo wyjeżdża na święta. Trzeba zrobić jakieś zakupy. Moi starzy kupili nam suszarkę, która przybędzie jutro :D Ale w związku z tym muszę jechać do nich po fakturę, nie wiem czy zabierać ze sobą małego boksera... Nie wiem kiedy wyjdzie mała, miałyście rację, że nie od razu :) Znaczy nie przeszkadza mi ona w brzuchu, jak już mówiłam, tak długo jestem w ciąży że mi się zdaje, że już tak zostanie ;) Ale nie będzie potem z kim zostawić Zosi za bardzo...
To co, Izolda? Lany poniedziałek aktualny????

Ren Bog Najlepszym Lekarzem. 13 kwietnia 2017, 15:21

Aby Zmartwychwstały Chrystus obudził w nas to,
co jeszcze uśpione, ożywił to, co już martwe;
niech światło Jego słowa prowadzi nas
przez życie do wieczności.

Radosnych Świąt w gronie rodzinnym życzy Ren z meżem

19t2d

Fuck, fuck, fuck.

Jakoś nie dotarło do mnie, że tym razem wszystko dzieje się dużo wcześniej niż poprzednio i nie zdjęłam pierścionków kiedy jeszcze swobodnie dawały się zsunąć z palców. Ten z lewej ręki jakoś zszedł, ale ten drugi z prawej i obrączka... Mydło nie pomogło. Jutro rano wypróbuję płyn do mycia szyb ;-)

Wszystkim Wam życzę, by głos rezurekcyjnych dzwonów napełnił Was radością i spokojem, a nadzieja, która płynie z pustego grobu była obecna w każdym dniu.

pati87 kolejne starania, czy warto? 13 kwietnia 2017, 16:20

39t0dz
7dni do tp

Dzis po telefonie od męża się popłakałam. Chyba hormony ciazowe tak działają. Bo mąż jak zwykle się spytal czy rodze. A mi się tak jakos smutno i przykro zrobilo jakbym miala nigdy nie urodzic :(
Biedny mąż tyle czeka na naszą córeczkę. Tak marzylam o tym zeby na Wielkanoc lub Lany Poniedziałek chociaz corcia była juz razem z nami.

Wczoraj przez kilka godzin brzuch mnie bolal jak na okres ale taki sam mocny ból mialam juz tydzien temu i zadnego porodu nie przepowiedzial ten bol.

Ja juz nie wiem co mam robic. Coraz bardziej zastanawiam się nad cc bo boję się ze nie dam rady urodzić sn. Do niedzieli mam trochę czasu na zastanowienie się i wtedy o moich wątpliwościach porozmawiam z moim ginem.

Kazdy dzień ostatnio trwa dla mnie jak tydzien. Strasznie tez rozkojarzona jestem. Nawet ostatnio we wtorek w gabinecie u gina nerwowo szukałam kart ciąży w teczce a okazalo sie ze minutę wcześniej dalam ją ginowi, az mi się glupio zrobilo. Takie sytuacje mam ostatnio często niestety.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 20 lipca 2017, 19:31

Boli mnie podbrzusze. Czuje skurcz/scisk. Ale nic jelitowego:) Nie wiem czy to bol w jakikolwiek sposob zwiazany z owulka czy bol stresowy (pare drobiazgow wyprowadzilo mnie dziś z równowagi). W planie ciepla kapiel.

Malinowaa Czasem słońce, czasem deszcz. 13 kwietnia 2017, 16:23

Sama sobie lekarzem. Gdy podczas USG usłyszałam diagnozę wodniaka aż mi łzy zaczęły lecieć. Myślę sobie, super nie dość, że mam endometriozę to jeszcze coś zapycha mi jajowód, kolejne schody. By się nie rozkleić do końca przestałam zadawać pytania. Pan doktor nie wiedzieć czemu nawet mi nie powiedział o ewentualnych metodach leczenia, wyszłam w wielkim szoku i wielkim smutkiem. Nie zastanawiając się dłużej gdy wróciłam do domu od razu łapię za tablet i pytania do wujka google o wodniaka. Jak przeczytałam, że istnieje szansa, że mi usuną jajowód zaczęłam ryczeć. Lekarz oczywiście chciał byśmy przyszli na początku nowego cyklu do niego z badaniami. Niestety same badania kosztują ok. 800zł plus jeszcze napomknął coś o HSG więc kolejne 500zł. Myślę sobie litości... Z jednej strony bardzo chcę zacząć już jakiś etap leczenia ze względu na te lgnące do mnie paskudztwa, a z drugiej chciałabym mieć co do garnka włożyć :D Mój M chce żebyśmy poszli z kompletem badań za 2 miesiące, a ja sobie myślę, że kolejny miesiąc tak jakby w plecy. Najlepsze jest to, że mój szanowny lewy jajnik produkuje w tym miesiącu piękny pęcherzyk, ale niestety żołnierzyki nie dostaną się do niego przez jakiegoś balonika w jajowodzie. Bądź tu mądry i pisz wiersze, te wszystkie ludzkie mechanizmy są nie pojęte.
Także moja endometrioza, mój nowy przyjaciel wodniak i lewy jajnik, który zachowuje się tak jak nasze zęby "mądrości", chcą mi uniemożliwić szansę na dziecko. Na szczęście prawy jajnik ma również coś do powiedzenia, zobaczymy co dalej :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2017, 16:16

Dziś, równo na 15 miesięcy przespała pierwszą noc (!)
Obudziłam się rano zdziwiona i sprawdziłam czy wszystko ok... uf, spała jak gdyby nigdy nic w swoim łóżeczku.

Ezia90 Akcja bobas! 13 kwietnia 2017, 17:35

Witam się w 33tc (32+3)
Mam już za sobą szpital...w piątek 30 marca rozbolała mnie trochę pachwina. Nie pomogła No spa, magnez, paracetamol ani ciepła kąpiel. Zgłosiłam się do szpitala bk lekki ból rozchodził mi się na podbrzusze i krzyże. Z racji że poszłam na oddział to tam od razu przyjmują bez badań. Byłam załamana, smutna bo akurat mąż wracał a ja w szpitalu. Potem przeszło i się wypisalam na własne życzenie. W niedzielę rano o 5 złapał mnie ostry ból- kolka nerkowa. Pomimo zastrzyku na pogotowiu No spy musiałam jechać znowu do szpitala. Tam krzywo patrzyli że jestem nieodpowiedzialna bo takie są skutki. Sęk w tym że złapało mnie co innego niż wtedy. Wcale się nie uważam za nieodpowiedzialna tylko właśnie za panikare która od razu poleciała na szpital w trosce o dzidziusia.
Podleczyli mnie 3 dni i jest ok. Najgorsze jest to że może się powtarzać bo to od ucisku bobasa na cokolwiek tam jest i mocz nie odpływal jak miał odpływac.

etola Runął mi świat... 13 kwietnia 2017, 18:25

I po kolejnej wizycie:)
Nie powiem trochę stresu było Gdy lekarz przyłożył stetoskop do brzucha i było słychać szmery, ale takie niemiarowe, przez dłuższą chwilę myślałam, że coś będzie nie tak. Po chwili jednak przesunął urządzenie i zabiło serduszko jak dzwon:)
Mam nadzieję, że zdrowy i silny będzie ten nasz synek:)
Kopie na całego. Tzn ma czasami chwile odpoczynku, nawet dzień lub dwa kiedy bardzo rzadko i słabo czuję ruchy, ale ostatnio szaleje:) Potrafi tak kopać i wiercić się niemal całą noc i cały dzień
Pewnie wpływa na to też stres i nerwy, a mam ich ostatnio bardzo dużo. I nie chodzi mi wyłącznie o niepokój związany z dzieckiem, ciążą, zdrowiem i porodem. Doszły problemy rodzinne, mam uraz do pewnej osoby i nie wiem jak sobie z nim poradzić. Najchętniej to unikałabym kontaktu z nią, ale nie da się go całkowicie wyeliminować. Każdy ma swoje problemy, mniejsze lub większe, a tu jeszcze mam dokładane problemy innej osoby, czy tego chcę, czy nie chcę. I nie pomaga wytłumaczenie, że nie można mi się denerwować, bo to działa na nią jeszcze pobudzająco:/ I co tu zrobić?


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2017, 18:18

etola Runął mi świat... 13 kwietnia 2017, 18:26

Na nadchodzące święta Wielkiej Nocy życzę Wam spokoju ducha
Doznajcie w te święta wyjątkowego szczęścia
Poczujcie miłość Boga i opiekę aniołów
Zrozumcie sens życia i potęgę rodziny

Wesołych Świąt!:)

etola Runął mi świat... 13 kwietnia 2017, 18:26

Na nadchodzące święta Wielkiej Nocy życzę Wam spokoju ducha
Doznajcie w te święta wyjątkowego szczęścia
Poczujcie miłość Boga i opiekę aniołów
Zrozumcie sens życia i potęgę rodziny

Wesołych Świąt!:)

Dziennik pokładowy:
188 dc - to już jest koniec, nie ma już nic... czyli baj baj, drugi trymestrze!


No i jestem znów. Czy jest lepiej? Może trochę. Będę z Wami szczera - nie uporałam się ze swoimi myślami tak do końca. Ostatnie dni niestety były dla mnie dość mroczne a emocje hulały jak w kalejdoskopie. Zaliczałam coraz to głębsze doły. Nie chciałam już być w ciąży. Nie chciałam być matką w ogóle. Przytłoczyła mnie ilość zmian, jakie dokonują się ostatnio w moim życiu i fakt, że nie mam absolutnie żadnego azylu, w którym mogłabym się ukryć przed resztą świata. Ta świadomość, że jestem w ciąży i jednocześnie się wiecznie się tułam, nigdzie nie mając swojego kąta, który mogłabym przygotować na przyjście na świat Bakłażanowej Miśki, zaczęła doprowadzać mnie do szału. Jakby tego było mało - problemy, które potęgowały u mnie spadek nastroju, wcale nie zdecydowały się wygasać, zaczęły się dodatkowo nawarstwiać.

Brak inicjatywy w temacie remontu mieszkania? Nagle dotknęła nas świadomość, że w sumie chcemy przerobić garaż na pokój, co w polskim prawie nazywa się ładnie zmianą sposobu użytkowania lokalu mieszkalnego lub jego części. Plus potrzebna zgoda konserwatora zabytków na wstawienie nowego okna, które spełniałoby estetyczne widzimisię urzędników. Czyli trzeba złożyć papierki, poczekać, wyłożyć kasę... Biurokracja, biurokracja, biurokracja. Wszystko zajmuje czas. A myśmy o tym nie pomyśleli odpowiednio wcześniej. Jak jakieś kołki. Kolejne kłody pod nogi. Ja - w ryk.

Wkurzająca rodzinka? Jakież było moje zdziwienie, kiedy któregoś dnia wróciliśmy z mężem właśnie z załatwiania tych formalności, w progu przywitała nas moja mama, która akurat miała zły dzień, i w histerii, ze łzami w oczach, zaczęła na nas krzyczeć, że ma nas wszystkich dość, że jest na naszych usługach, i dlaczego nikt nie pomyślał, żeby umyć okna i zetrzeć kurze, skoro wyszło słońce i wszystko widać? Zostaliśmy zrugani jak nastolatkowie, skończyła się era "Ten mój zięć taki dobry", więc Michał bez słowa uciekł. Ja nie miałam siły ani alternatywy na miejsce ochłonięcia. Zbunkrowałam się na podwórku a potem w pokoju siostrzeńca no i co… w ryk.

Strach przed jazdą autem i moim ciążowym nieogarnięciem? Wyobraźcie sobie taką sytuację - jedziecie na fitness dla ciężarnych, jesteście w połowie drogi, za Wami dwanaście kilometrów, stajecie na światłach i nagle spod maski wydobywa się dym a kontrolki migają jak na dyskotece. Za kółkiem tylko wy i nikt więcej w samochodzie. Panika. Zjeżdżacie na pobocze. W samochodzie unosi się smród. Inne auta Was mijają, znikąd pomocy. Dzwonicie do męża i zanosicie się płaczem, że się boicie, że macie już dość, że wszystko się pierdzieli. Mąż urywa się z pracy, całe szczęście, że był niedaleko. Szybko orientujecie się, że nie dacie rady dojechać do mechanika, bo temperatura silnika gwałtownie rośnie, smród się wzmaga, dym kłębi się jak na koncercie - ktoś Was musi odholować. Jako jedyny znajduje się kolega-świr. Siadacie do jego auta, tuż za jego dziewczyną (na oko wygląda na sweet seventeen, żuje gumę i chichra się w irytujący sposób) i szybko żałujecie. Na Waszym siedzeniu nie ma pasów bezpieczeństwa, a kolega-świr holuje Was z prędkością 70km/h, wyprzedzając auta lewym pasem i lawirując. Na waszą prośbę, by zwolnił, nie reaguje, a wy oblewacie się zimnym potem. Wjeżdżacie na most. Obok mijają Was tiry. Sweet seventeen chichra się: "Hihihi, weź tak nie pędź, zobacz, jak go znosi na lewo i prawo, zaraz w coś walnie. Ojej, ale on się musi na tym holu stresować, hihi". Wy robicie się blade, brzuch Wam twardnieje. Jakimś cudem dojeżdżacie do mechanika. Okazuje się, że pękł wężyk od chłodnicy, naprawa będzie kosztowała 300zł. Wracacie do domu, gdzie dzień wcześniej pokłóciłyście się z rodziną. Tak, ja to przeżyłam. Co zrobiłam? W ryk!

Nie pomagały informacje z kraju i ze świata. Każda informacja o wypadku, zamachu terrorystycznym albo nawet i nie, wystarczyło jakieś moje drobne niepowodzenie - to wszystko rodziło we mnie myśl, że w sumie o co w ogóle chodzi z tym przedłużaniem gatunku?! Mogłam przecież do końca życia być sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem, nigdy o nikogo nie musieć się troszczyć i umierać ze strachu o niego, zwłaszcza, że z telewizora docierają informacje o atakach chemicznych i w sumie cholera wie, jaki świat zastanie moje dziecko, gdy zdecyduje się urodzić. Może lepiej było być wolnym strzelcem, hedonistycznie żyć i olać dług wobec ludzkości, jakim było spłodzenie potomka? Tak, takie filozoficzne myśli mnie atakowały. Doszło do tego, że chwilami denerwowały mnie nawet Bakłażanowe kopniaki.

Czy to durne? Matko jedyno - oczywiście, że tak. I ja o tym wiem. Ale staram się robić to, co zawsze pomaga mi w takiej chwili, czyli oswoić strach, zamiast się samobiczować. Jestem człowiekiem. W mojej głowie pojawiają się emocje, o które nie proszę. Ale moje człowieczeństwo nie polega na tym, że udam, że tych emocji nie widzę, ale żeby pomimo ich dostrzegać także inne, te pozytywne, które budują, i to nich się skupić. A kluczowym uczuciem w tym wypadku jest to, że pomimo tego mroku, który spowijał moją głowę przez ostatnie tygodnie, ja strasznie kocham Miśkę. Czasami wydaje mi się, że ślepnę przyglądając się tej miłości, bo wiem, że mam w sobie osobę na tyle doskonałą, że mogę nie dać rady być dla niej równie doskonałą mamą. Chciałabym przychylić jej nieba. Stworzyć dom, w którym nie panują negatywne emocje. W którym legalnie mieszkamy. W którym nie martwią nas nagłe wydatki, bo sytuacja finansowa się stabilizuje. W którym mogą się pojawić grymasy, foszki i kłótnie przed wyjściem nad spacer, ale to nic, bo ja będę w stanie poświęcić Małej 100% uwagi, nie rozdrabniając się na wszystko, co atakuje mnie z każdej strony. Ale to raczej niemożliwe.

Czy wydarzyło się coś dobrego ostatnio? Ależ owszem. Mamy za sobą badania krzywej cukrowej. Okazało się nie być tak źle. Nie zemdliło mnie, wysiedziałam i nawet mi się nie dłużyło, zaopiekowały się mną cudowne Panie laborantki. Smak roztworu glukozy byłby nawet do przyjęcia, gdyby nie to, ile trzeba go wypić - a po którymś z kolei łyku robi się bardzo nieznośny i nie wiem, jak co niektórzy są w stanie ogarnąć go duszkiem. Moje wyniki:

Glukoza na czczo: 81,5 (widełki vitalabo: 70-99, norma dla ciężarnych: do 92)
Po 1h: 145 (norma dla ciężarnych - do 180)
Po 2h: 133,5 (widełki vitalabo: 70-140, norma dla ciężarnych: do 153)

Wygląda na to, że jesteśmy we wszelkich normach. Czy wymagam zmiany diety - tego dowiem się w sumie za jakieś 10 dni u ginekolog, ale nie przewiduję takiego zalecenia. Szczerze - kamień spadł mi z serca. Tarczyca też pięknie pracuje i TSH spadło do 1.3. Morfologia, mocz - bez zarzutu. Miśka fika i czasem kopie symultanicznie z dwóch stron naraz. Jej ulubione pory to rano po przebudzeniu oraz wieczorem po prysznicu. Czasem odezwie się w ciągu dnia po posiłku. Szczerze - nie spodziewam się złych wieści. Nie może tak być!

W końcu mam pewny plan wyprawkowy na najbliższe, ostatnie już, miesiące. Dzisiaj poszło zamówienie na płyn do dezynfekcji (do przygotowania spadkowego łóżeczka), środki do prania, zapas moich witamin i inna tego typu chemia. Za miesiąc kompletujemy pościel, więc będzie można hurtem prać i prasować wszystko, łącznie z ubrankami. Za kolejny miesiąc - duperelki, czyli majtki do porodu, koszule do karmienia, wkłady poporodowe, maść z lanoliną, jakiś awaryjny smoczek, z jedną butelkę, wkładki laktacyjne itp., czyli tzw. "nic takiego", którego lista wraz z cenami potrafi zawrócić w głowie. No i wtedy będziemy gotowi na wszelką ewentualność. Uff. Szczerze -jeżeli do porodu zostało Wam tyle, co mnie, czyli… cały jeden trymestr, to warto, abyście zainteresowały się wyprawką, bo skala wydatków na "dzień dobry" może zszokować. Oczywiście mądrzejsi ode mnie ludzie (czyli na ogół ci, którzy rodzili, gdy ja się rodziłam, bądź ci, którzy nie rodzili nigdy), twierdzą, że się za bardzo spieszę, a w ogóle to kiedyś to tego wszystkiego nie było i ludzie sobie jakoś radzili. Na obie te sugestie mam dwie odpowiedzi. Pierwsza - ja naprawdę rodzę lada moment, a jak ktoś nie wierzy, to sugeruję spojrzeć w kalendarz, bo mija nam CZWARTY MIESIĄC W TYM ROKU, co dla mnie jest niewiarygodne, że to już. A po drugie - ludzie podobno kiedyś robili do dołka w ziemi i podcierali się liściem. Dało radę? No dało. Ale wcale nie chcę do tego wracać.

… w ogóle to Wam powiem, że zdarzy mi się czasem przeczytać wszystko, co Wam piszę, tak hurtem. I dochodzę do wniosku, że albo ironizuję, albo dramatyzuję, albo w kółko te piniendze i piniendze. Aż się dziwię, że nie mam dolarów w oczach, jak Sknerus Mckwacz. Rany boskie - czego wy tu szukacie, dziewczyny? :)

Wyjątkowy mamy dzień. Wigilia ostatniego dnia drugiego trymestru. Skrobnę jeszcze jakieś podsumowanie.

Ach, i w sumie, co mnie skłoniło do pisania… znów jestem z mężem w Poznaniu na jego delegacji. Siedzę w głuchym mieszkaniu służbowym i bawię się w dom. Nikt mi nie mówi, jak mam żyć. Trochę przywraca to równy, miarowy oddech. Jutro wracamy. To chyba dlatego dzisiaj tak Wam wszystko lekką ręką napisałam. Wrócę do Was na pewno w święta i poodpisuję, gdzie się da. I promise!

Zasrany ten kwiecień!! :(

12DC

Wczoraj stresowałam się bardzo wizytą.
Co mnie cieszyło że jak byłam blisko lekarza deszcz minął i zaświeciło słońce.

Na dzień 11DC Pęcherzyk 20cm endo 7,6mm. Wg gina pęcherzyk piękny, jedynie endo go niepokoi.

Owu uważa że będzie w sobotę.
Clo zadziałało, pytał się mnie co czułam podczas brania leku. Stwierdził że miałam objawy jakie powinny być aby lek działał.

Kolejny monitoring mam w sobotę, jak powiedział albo będę przed ovu albo po nim.
<3 kazał dziś, gdyż lepiej przed ovu niż po niej.

Gin ma już plan na kolejny cykl nowy lek ze składnikiem Latrazol i dawka 1 tabletka. Chce wyhodować więcej niż 1 pęcherzyk. I lek nie zahamuje mi endo nie tak jak CLO.
Więcej szczegółów i jaki lek ma mi udzielić już w sobotę albo jeszcze na następnym monitoringu.

Nie mówił że się uda czy nie. Kazał próbować.

Wiecie co jak usłyszałam słowa dam Pani Latrazol kamień mi spadł z serca.
Poczułam że robię krok do przodu. Wiem że w tym cyklu się nie uda ani też w kolejnym. Ale w czerwcu lipcu jest szansa. Czuję to.
Teraz w 2 fazie endo mi spadnie do 5 więc szans nie będzie.

12 DC

W pracy koledzy zrobili takie małe święta przynieśli, babkę, jajka, nawet Kinder jajko.
I ucztowaliśmy

takie małe rzeczy a jak cieszą :)

Jak się cieszę z okazji świąt o 12.00 zwalniają nas kobiety z pracy :) jupiiii




Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2017, 21:17

Ten cykl gra ze mną w kotka i myszkę dziś 16dpo @ brak wczoraj tak mnie brzuch malpowo bolał że nawet tabletka ciężko sobie radziła a na wkładce jedynie parę brązowych kropel
Dziś jak na razie spokój plamienia i bólu brzucha brak miałabym nadzieję gdyby nie temperatura która dziś znów spadła nie jest co prawda taka niska jak przed owulka ale nie jest tak wysoko żeby można było sądzić że ciąża
Coś mi chyba hormony nawalaja ciekawe czego tak się dzieje że jak się nie staramy to śluz płodny piękny cykl książkowy a jak tylko włączymy myślenie ciążowe to i w dniach płodnych sucho a organizm robi sobie co chce z cyklami
Proszę cię rozumie włącz się na tryb niestarajacy sie

Życzę wszystkim wesołych i mokrych Świat Wielkanocnych i żeby tak jak jajko jest symbolem nowego życia tak i u wszystkich nas te nowe życie zakielkowalo ;)

efta historia jak ich wiele... 14 kwietnia 2017, 11:09

19 tydzień (18t+5d) wielki piątek

Czas na wpis, bo ostatnio jakoś zaniedbałam pamietnik.
Tydzień temu dostałam wynik NIFTY. Ulga niesamowita - wynik prawidłowy, nieprawidłowosci nie stwierdzono, płeć żeńska :D
T21: 1/7945177316
T18: 1/3039907789
T13: 1/1463908872

Od 3 dni twardnieje mi brzuch :/
w środę około południa był seksik, późnym popołudniem zauważyłam, że brzuch robi się twardy :/ w nocy nie przeszło i rano następnego dnia nadal trwało. Około 12 zadzwoniłam do położnej, która powiedziała, że mam wziąć nospę i jak bóle by się nasiliły to mam przyjść na wizytę lub po 18:00 jechać do szpitala. Zapisała mnie na wizytę na następny dzień. Po nospie twardnienie ustało, wróciło wieczorem. Wzięlam dodatkowy magnez.
Dziś rano skurcze nadal były ale jakby słabsze.
Na wizycie wszytko ok. szyjka "na macaka" wydała się lekarzowi ok, usg potwierdziło, że się nie skaraca. jest długa 36mm i zamknięta. Lakarz kazał brac magnez 2 razy dziennie i życzył wesołych świąt.

28 tydzień 1 dzień
83 dni do porodu
62 dni do ciąży donoszonej
11 dni do wizyty
Dzisiaj jest już ok. Dziękuję dziewczyny <3
Oby tak dalej :)

U nas nadal bez zmian. Tak po prostu.

Czy tylko ja tak mam, że żyję zgodnie z naturą tzn. z własnym cyklem:
- @ 1dc - znowu się nie udało. Depresja mija, bo to już jeden dzień z górki do kolejnej owulacji
- niecierpliwie czekam na oznaki owulacji
- owulacja - tempka rośnie - włącza się światełko nadziei, a nuż tym razem się uda
- tempka spada - włącza się depresja
- depresja - czekam na @
- @ 1dc znowu się nie udało. Depresja mija, bo kolejny dzień zbliża mnie do kolejnej owulacji
... ... ... i tak od @ do owulacji od owulacji do @ :(

Za dwie godziny pociąg do domu. W niedzielę tradycyjne rodzinnie spotkanie. Jedna kuzynka dwa lata po ślubie. Młodsza parę lat, ale to bez znaczenia. Boję się tylko jednego, że jest w ciąży, że mnie to załamie. Nic na ten temat nie wiem, bo nie mamy bliskiego kontaktu na co dzień, a moja mama nawet jeśli wie, to i tak mi nie powie, żebym miała (przykrą) niespodziankę :| Nie wiem, ale cholernie się boję. Zaopatrzyłam się w tabletki uspokajające. Mam nadzieję, że razem będziemy pić wino, w niedzielę, bo inaczej nie dam rady :( Oczywiście ja młodym źle nie życzę, ale czuję presje, jako najstarsza z całego pokolenia młodzieży rodzinnej. Ciągle życzenia, żeby było nas więcej. A ile można się wykręcać, że jeszcze umowa nie na stałe, że mieszkanie nie wykończone, że jeszcze mamy czas... już nie mamy :(

Jutro koszyczek. Mdli mnie na samą myśl, że mam iść do swojej parafii z koszyczkiem i zobaczyć te wszystkie moje koleżanki, kolegów, których dzieci będą niosły koszyczek ze święconką :( Nienawidzę Świąt jakichkolwiek od jakiegoś czasu, bo w każde święta wyobrażam sobie, że kolejne będą te radosne, a kolejne, i kolejne są do d... :(

Dobra, wyżaliłam się, mam nadzieję, że przeżyję a na razie zawijam się z pracy. Zdążę jeszcze wpaść do kościoła na koronkę o 15:00, może mi ulży, uspokoję się i via domum.

Wszystkim życzę nadziei na Święta i nie tylko!


EDIT - dużo :( :( :( :( w tym poście, ale i Wielki Piątek, i pogoda beznadziejna...


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2017, 14:32

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)