Ostatnio zauważyłam że strasznie zwracam uwagę na ciężarne kobiety które spotykam na swojej drodze czy to w autobusie czy w sklepie. Mogłabym na ich brzuch patrzeć godzinami i wtedy dopada mnie myśl czy i mnie kiedyś spotka ten dar macierzyństwa?
13dc
hej
wydaje mi sie ze owu była 11dc lub 12 dc ,ale ovu nie zaznaczył jeszcze owulacji ...
co śmieszne to ...
mam juz objawy hehehhe
wiedziałąm ze tak bedzie
czas wkrecen nadszedł !!!
jakież to jest denerwujące ... ciągła myśl w kółko o jednym - uda sie czy sie nie uda ...
echhh ...
bolą mnie cyce
jest mi nie dobrze
boli mnie brzuch jak na @
i sporadycznie zakłują jajniki ...
ale to przeciez za wczesnie !!! na jakiekolwiek objawy ...
aaaaa zwariuje ...
Byłam na usg. Torbieli nie ma. Wydaje się, że owulacja była. Endometrium ładne, ale nie do końca widać po jajnikach, żeby na którymś była owulka.
Dla mnie najważniejsze, że jajniki czyste.
29 dzień cyklu.
Odkąd zaczęliśmy starania o maluszka, moje cykle wynoszą od 24 do 28 dni. Narazie miesiączki nie widać. Od kilku dni brzuch czasami pobolewał jak na @ a dzisiaj nic ... Temperatura dalej niska. Może gdyby bardziej dzisiaj skoczyła to miałabym nadzieje. Narazie czekam.
22 DC
Dziś miałam dzień pełen wrażeń. Nie dośc że nie mogłam zasnąć, bo myślałam co robić. To jak wstałam źle się czułam z niewyspania.
Mój rano zadzwonił ( a był po nocce) że ma problem z dostaniem się do lekarza.
Okazalo się że brakło numerków i kazali mu czekac do końca.
Wkurzył się poszedł spać i po 12 dzwonił że poszedł do innego lekarza.
Ale ten mu leków nie dał na pęcherz. Lecz skierował go na badania posiewowe moczowe, morfologia oB, potas. i jeszcze kilka innych.
No to byłam zadowolona a on nie bo leków nie dostał, więc poszedł do kolejnego lekarza a ten mu dał Monural 2 saszetki.
Więc mojego dziś nie ma został u mamy i jutro idzie na badania. jedne wyniki będą jutro a na posiew się poczeka z kilka dni.
Z tego powodu jestem mega zadowolona 1 krok do przodu.
Teraz czekać na sobotę i na kolejne badania a potem w ciągu 2 tyg na wyniki.
Wiecie co może jestem szalona albo nie wiem co. Ale zapisałam mojego na konsultacje do androloga i urologa do Poznania bo cholera nie ma lekarzy dobrych blisko mnie ponad 220 km w 1 stronę, czyste szaleństwo. A potem kto wie czy nie bede musiała jechać na wizytę kontrolną do swojego gina.
Ale co tam. Wszystko można. Zobaczymy to jest plan B- awaryjny. Jak wyniki będą ok, to może cos innego wymyślę, ale jak złe to wycieczka do Poznania.
I wiecie co co śmieszne znów 13. Chyba liczba 13 mnie prześladuje ;P
Cholera boje się jak nie wiem co, boję się ujrzec złe wyniki, boje się że wszystko się pogorszyło. A miało być tak pięknie.
Obawiam się że moja starania staną w miejscu na kilka cykli.
Naprawdę ten 13 cykl jest jakiś koszmarny.
Dobrze że niedługo koniec tej 13.
37t5d
Do terminu pozostalo 16 dni.
Dzis mialam spotkanie z polozna. Mlody wciaz glowa do gory. Uswiadomilam sobie, ze cesarke moge miec juz w przyszlym tygodniu. A wiec to nie 16 dni, a o wiele, wiele mniej. I troche zaczynam sie cykac. Poki co samego ciecia. A najlepsze, ze i maz sie przyznal, ze sie lekko cyka;-) A ja myslalam, ze tego od niego nie uslysze;-)
Na plusie 16 kilo.
Pojutrze scan w szpitalu i decyzja co dalej.
25 dc
Małe podsumowanie:
wizyta z cytologią: 250 zł.
przepisanych leków się trzymam: koszt zakupu oscylował w zakresie 150 zł;
zrobiłam badania u mojego ginekologa: DHEAS04, AMH, antykoagulant toczniowy, i jeszcze parę innych, koszt: 546 zł;
badania CD4 i CD8 w cytometrii przepływowej: 88zł;
badania genetyczne, panel Trombofilia (zależało mi na mutacji MTHFR, ale bardziej się opłacało zrobić całość): 540 zł
Łącznie dotychczas wydałam 1424 zł. Co będzie dalej to nie wiem, ale moje dziecko na 18-stkę to dostanie taki rachunek do zapłaty, że mu się odechce dorosłości
dżołk oczywiście- każde pieniądze są warte tego marzenia 
Tam tararaaaam! Śpicie?
Dziennik pokładowy:
199 dc, 28+3 - PODSUMOWANIE DRUGIEGO TRYMESTRU!
Podsumowanie dość naciągane, gdyż obecnie trwa 29 tc. No ale dziś przypadła nam kontrola u ginekologa, więc o ile mnie nie myli wzrok, gdy patrzę na kalendarz - mamy jakieś półtora tygodnia obsuwy. Musicie mi wybaczyć. 
Pomiary wszelkiej maści:
- Mamusiowe sadełko - wkraczając w drugi trymestr odnotowałam wręcz spadek o 2kg względem pomiaru sprzed testu ciążowego. Będąc już półtora tygodnia w trzecim, względem pomiaru sprzed testu, jesteśmy 6kg do przodu!
- Miśkowe sadełko - cóż, mam trochę mało danych… W badaniu 14 tygodnia miśka mierzyła 7cm. W 21 tygodniu ważyła 304 gramy. Dziś, to jest w 28+3, waży 1250 gramów!
- Mamusiowe zmiany w ciele - duże, mleczne cyce; żyłki; brązowe, ogromne suciwa; brzuch, którego nie da się wciągnąć. Jednym słowem - seeexy!
Nie mam żadnych nowych zdjęć Małej, bo skubana wsadziła głowę w dół, obróciła się dupką i zasłoniła się dłońmi. Jedyne zdjęcia, z jakimi wróciłam, to… zdjęcia narządów rodnych. Tak. Tego nie będziemy oglądać.
A to ja, w 28+3:

Zdjęcie sponsorują: bluzka z Lidla (taaak, napadłam na niego, jak była ta gazetka z ciuszkami dla ciężarnych), aparat, od którego gorsze zdjęcia robi już tylko kalkulator, i lustro, do którego Durczok wysłałby Rurka.
Badania typowe dla drugiego trymestru:
- USG drugiego trymestru w 21 tygodniu - wszystko ok!
- Krzywa cukrowa - moje wyniki: na czczo 81,5; po 1h: 145; po 2h: 133,5. Te wyniki zostały zinterpretowane przez moją Panią doktor jako "w normie".
Pozytywy drugiego trymestru:
- Znamy płeć! Pierwsza pewna informacja przypadła na 20 tydzień. Córa!
- Córa mieć na imię będzie Michalina, w ramach zmałpowania od taty (Michała) i wkupienia się w łaski m&m-sowej rodziny (bo ja Maria jestem, jak byście nie wiedzieli).
- Unormowana niedoczynność tarczycy - wyniki TSH poniżej 2
- Mam ciążowy brzuch wystający poza piersi i nie zawaham się go… nie wciągać. Whoop whoop!
- Przelewanie w żołądku w końcu stało się wyraźnymi ruchami - stało się to na przełomie 21 i 22 tygodnia.
- Wrócił mi apetyt. Nawet za bardzo. Alleluja!
- Zdarzały się takie piękne dni, że wstałam o szóstej lub siódmej i nie musiałam tego później odsypiać. Brawo ja!
Lista, listaaa… lista przebojów, czyli największe zmartwienia matki-schizującej:
- Strach o opryszczkę narządów płciowych, która okazała się… włosem wrośniętym po goleniu.
- Zawód płcią - czyli jak, pomimo wszelkiego asekurowania się w temacie nienastawiania na cokolwiek, przeżyć "żałobę" w związku z informacją, że Miśka nie jest projektowanym od miesięcy Miłoszem, a potem nie móc sobie wyobrazić, żeby to faktycznie nie była córeczka (tak, na takim etapie jesteśmy dziś!)
- Infekcja dróg moczowych, która okazała się być wyimaginowaną, po tym, jak odkryłam, że… źle sikam do kubka.
- Drugie przeziębienie tej ciąży… udało się wyleczyć domowymi sposobami i serią Prenalen.
- Huragan obaw o wszystko. Czy dam radę, czy nie dam, czy skompletuję wyprawkę na czas i czy zrobię to dobrze, czy będą problemy czy nie będą… Do tego kwestia mieszkania u rodziców, remontu przyszłego domu… To za dużo, nawet na dwie głowy w jednym ciele.
- Ból pleców… uh. No nie mogę za długo siedzieć.
- Okazało się, że nie mogę już zniknąć na cały dzień z domu i uniknąć katastrofalnego zmęczenia. Trochę wpędziło mnie to w depresję.
- Stałam się nieporadna, dały o sobie znać problemy z pamięcią, koncentracją, mówieniem na głos i zapominaniem słów. A może zawsze taka byłam?...
- BONUS, czyli zmartwienie mojego męża. Moje. Libido. Sięgnęło. Dna. I. Dwóch. Kilometrów. Mułu. No cóż. Któż by pomyślał, że taka jurna dziewoja jak ja któregoś dnia poczuje się, jakby ktoś jej totalnie wcisnął guzik trybu: "seks nie istnieje i nie musi". Really?!
Stan wyprawki jak dotąd (jak uznam, że mam wszystko, to zrobię pełną listę ze szczegółami):
Używane łóżeczko po siostrzeńcu, materacyk, fotelik samochodowy, wózek, 4 staniki do karmienia (thanks God, że je mam, bo już ich używam…), laktator, chusta, rogal do karmienia, chemia do prania dziecio-ciuszków, płyn do dezynfekcji, 2 opakowania chusteczek nawilżanych (dary losu!), 2 opakowania pampków, cała masa nowych i używanych ciuszków oraz… zdobyczny Szczeniaczek Uczniaczek, dla którego o mało nie dostałam hemoroidów podczas plaszczenia tyłka na warsztatach.
No. I tyle.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia 2017, 22:46
Jestem dzisiaj damą w czerwieni. Skrytą w bezpieczne ramiona swojego mężczyzny, opatuloną kocem, z tabliczką czekolady w ręce, oglądającą bardzo "ambitne" programy paradokumentalne i nafaszerowaną tabletkami przeciwbólowymi. Nie czuję się w ogóle, ale wiedziałam, że tak właśnie będzie, bo czerwona fala zalewa mnie zawsze punktualnie - co 28 dni, co do minuty. Dlatego już wczoraj poświęciłam niedzielny czas na zrobienie tego, co złowieszczo czaiło się do zrobienia na dziś.
Kwiecień plecień co powinien przeplatać trochę zimy, trochę lata, tego roku na wybrzeżu przeplata tylko jesienne symptomy. Jest chłodno, wietrznie i deszczowo... Z utęsknieniem więc czekam na maj, kiedy już na dobre cały świat powinien rozbudzić się do życia, kiedy za oknem się zazieleni, a ciepłe promienie słońca rozgonią ciemne chmury. Mamy kilka planów na długi weekend, Prawiemąż ma wtedy krótki urlop... Może uda nam się wtedy sprawić, że ja też zakwitnę... nowym życiem. 
28 dc
Zrobiłam znowu test ujemny nie ma cienia, już czekam na @, wiem że za kilka dni przyjdzie, odstawilam dupka.
Jutro mam wizytę zobaczę co dalej.
Dzisiaj trochę narzekania.
Wczoraj dzwoniła do mnie moja teściowa, ogólnie nie palamy do siebie miłością, na szczęście mieszka daleko, całe szczęście że mój mąż jest po mojej stronie, jesteśmy prawie 14 lat po ślubie a ona dalej się nie może pogodzić z tym że jej syna zabrałam, no cóż, pamiętam jak przed ślubem chciała wyskakują z samochodu podczas jazdy jak jechała z mężem, że jak się że mną ożeni to ona wyskoczy, więc mój mąż po hamulcach i wysiadaj i wysiadla, szła na piechotę ponad 5 km do domu, stare dzieje.
Ale wracając ja na każde jej słowo reaguje podejrzeniami, ona umie wyczuć mój humor chyba, wypytywala mnie wczoraj jak po chrzcinach czy mały solenizant jest zdrowy cjak było i czy zdrowy, a ja ze tak i w duchu myślę po co mnie o to pytasz zapytaj jego matki i chwilę porozmawialam i się zakończylam rozmowę.
Wszystko do mnie wróciło, jak zadzwoniła do mnie w lutym zeszłego roku. Mój mąż nie dopilnował sprawy i nie powiadomił rodziców że nasz syn umarł, rodzeństwo wiedziało, ja prosiłam żeby nie dzwonili i było ok,
Więc jak teściowej powiedziałam że nie jestem już w ciąży to ona z taką satysfakcja w głosie zapytała co aborcja byla, ja powiedziałam że ono umarło i że mi je wyjeli a ona dalej o aborcji, taka radość w jej głosie była, mówiła żebym się nie przejmowała bo u ojca w rodzinie i wszędzie dzieci umierają, jej też dziecko umarło i takie tam,
Wiem że się zadreczam ale nie umiem tego zapomnieć, później mój mąż zadzwonił do niej i ją opierd...ł, nie rozmawialiśmy ponad pół roku nie mogłam dopiero gdzieś w wakacje. Boli mnie to.
Ale dobrze ze mogę się tutaj wypisać już mi.lzej.
Dzisiaj humor mam lepszy jadę po pracy ustalić menu na komunie syna, bo już mało czasu zostało.
Dzisiaj świeci słońce i jest dobrze 
Nie było mnie tu dwa tygodnie. Aż mi dziwnie się zrobiło jak to zobaczyłam...
To były trudne 2 tygodnie... Długi czas walki ze swoją psychiką, ze swoimi obawami, strachami przeszłości...
To niestety dopiero początek walki, ale wiem, że nie dam się tej wrednej szmacie - podświadomości.
Wyjdę z tego silniejsza, mądrzejsza, z większym poczuciem swojej wartości.
Kiedy zbliża się ten przełomowy rek starań jest ciężko... Trudno zrozumieć, dlaczego nam się nie udaje... Jeszcze trudniejsze jest to wtedy, gdy dowiadujesz się, że z takimi wynikami hormonów to już dawno powinnam być w ciąży...
Owulacja jest, torbieli nie ma.
Posiew z pochwy i cytologia jak u dziewicy...
BTW, jak byłam dziewicą to miałam gorszą cytologię niż teraz 
I miałam nadżerkę, która zniknęła 
Zaczynamy nowy etap w naszym życiu. Dbamy o siebie, a dziecko wybierze sobie termin najodpowiedniejszy 
Za 5 dni rocznica naszego ślubu. Cieszę się, że między nami jest coraz piękniej.
Oczywiście pojawiają się też chmury, ale to normalne 
Kocham mojego Męża 
WITAJCIE W NOWYM ROKU 
52% ciazy za nami.
od okolo tygodnia czuje CHYBA ruchy dzidzi.
zupelnie inaczej niz niektorzy opisuja. wszyscy mowili mi, ze to jakby takie "bziutanie" w jelitach. ze niby niestrawnosc, ze niby gazy. moze i tak jest na tych wczesniejszy etapach.
ja w 20/21 tyg zaczelam czuc zupelnie cos innego. opisalabym to tak: kojarzycie uczucie, kiedy w ciagu doby serce ma chwilowe zatrzymanie i miesien odpoczywa? czasem dzieje sie to w nocy. ale jesli za dnia to jest to takie zatykajace, puste uczucie. no to takie cos tylko w brzuchu czuje. w zeszlym tyg tylko wieczorem. od tygodnia czuje tez czasem rano. a dzis nawet w srodku dnia, gdy 2h siedzialam z psem u weta. mialam chyba za bardzo zgiety brzuch i przy wyprostowaniach culam chyba kopniaki corci, ktora chyba mi sygnalizowala "matka, wez sie wyprostuj, bo mi tu ciasno" 
czuje takie "kopniaki" w roznych miejscach. najczesciej po lewej stronie w okolicach jajnikow, ale zdarzylo sie tez pod pepkiem. i to byl pierwszy kopniak. pod pepkiem wlasnie, ktorego odnotowalam.
a moze to nie to
powiem lekarzowi. zeby wykluczyc wszystko inne, ale jak nie to, to co! ? 
no i wlasnie te kopniaki (jak ja to nazywam) daly mi moc do rozpoczecia pisania mojego pamietnika, ktory zmaierzam wreczyc corci na minimum 18 urodziny (wspomnienia, najwazniejsze daty, fakty dotyczace jej zycia itp.) takze jak juz sie zaczelo, to skoncze. ale nie jest to latwe. musze sporo cofnac sie w czasie. na poczatku opisalam jej historie jak sie poznalismy z moim P. .... a to bylo w podstawowce... para jestesmy od 17 roku zycia... a mamy 33 lata obecnie. naprawde staralam sie streszczac
ale i tak wyslzo z 5 stron
hahahahaha
ale podtrzymuje. jakby mi moja mam taki prezent wreczyla, to bylabym zachwycona. a tak, nawet nie wiem czy mnie rodzila naturalnie.
ale dzis nie chce smecic.
dzis bylam na badaniach morfologia, przeciwciala itp. czekam na wyniki przeciwcial. morfologia ma lekkie odchylenia. ale podobno w ciazy te wskazniki troszke roznia sie od normy. zaczekam do piatku. mam wtedy wizyte i skonsultuje wyniki.
Chyba udalo mi sie przekonac Macho do IUI, tak na 95%.
Argument, ze jednak seks bez prezerwatywy przez 8 lat, w tym 4 lata celowania w dni plodne, moga swiadczyc o nieplodnosci.
Bo jego glownym argumentem bylo, ze on woli naturalnie, no ale to chyba nie ze mna to "naturalnie".
Na ostateczna decyzje ma czas do czwartku, bo w piatek zaczynamy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 kwietnia 2017, 09:30
20dc
4 dpo
Byłam dziś na wyczekanej wizycie u gin.Pozytywnie ją odebrałam. Oczywiście musiałam wszystko opowiedzieć - to jest minus pierwszych wizyt, i łzy poleciały.Obok leżała pani z ślicznym brzuszkiem podłączonym do KTG. Serduszko pięknie biło:) Życzę jej zdrowego maluszka:)
A wiec na usg mam piękne grube endo, płyn w zatoce i fikuśny prawy jajnik który pracował w tym cyklu. Jest znacznie większy od lewego i ma dziwny kształt taki rozlany.Gin powiedziała że owulacją był max do 2 dni wstecz.Wszystko pięknie brać folik i do dzieła.Za 2 miesiące wizyta najlepiej w pierwszej fazie cyklu, żeby zobaczyć prawy jajnik. Bo dziś przez ten jego wygląd po owulacyjny nie mogła stwierdzić czy jest zdrowiutki:)
Sprawy chatki są już bardziej zaawansowane, dziś mężulek działa z teściem, malowanko:) Ciekawe jak im pójdzie, czuje nosem komplikację
dzisiejszy dzień jest takim moim dniem, wolny dzień od pracy, chatka robi się bez mojego monitoringu. Eh dzień odpoczynku nastał
zajmę się obiadem, dopieszczę królika i wyszukam w necie oświetlenie do domku, to mój plan na dziś do 18:) Po tej magicznej godzinie mamy spotkanie z panem od kuchni pod zabudowę
To już powoli finisz naszej drogi, wybór mebli będzie dla mnie komfortowy.Tak więc do dzieła:) Miłego dzionka dla was wszystkie Kochane:)
12 dzień cyklu.
Wczoraj odebraliśmy wyniki badania nasienia. Jeśli chodzi o żywotność i inne parametry nasienia - wszystko ok (tak jak 1,5 roku temu). Jednynie na dwie rzeczy nalży zwrócić uwage:
- morfologia 4% - czyli dolna granica normy;
- obecność leukocytów w nasieniu - czyli konieczny posiew, aby sprawdzić czy nie ma w nasieniu bakterii.
Podsumowując, co dotychczas wykluczyliśmy:
- hormony w normie;
- TSH zbite do poziomu 1,08 i cały czas biorę Euthyrox;
- jajowody drożne, brak nieprawidłowości w budowie macicy;
- pęcherzyki dojrzewają i pękają;
- cykle regularne, owulacja występuje, mam podwyższone temperatury w 2 fazie, faza lutealna trwa powyżej 10 dni;
- badanie nasienia ok, do zrobienia posiew;
Plan rozpoczęty od wczoraj:
Mąż:
- suplementacja Macą i Bodymax Plus (pełny zestaw witamin w tym cynk i selen);
- posiew do wykonania w przyszłym tygodniu;
Ja:
- suplementacja Macą i Falvit Mama + wit. D;
- zdrowsze odżywianie + ruch
- po posiewie wykonam badanie na przciwciała plemnikowe
- w przyszłym cyklu wrócę do termometru i testów owu, żeby jeszcze raz po roku przyjrzeć się wszystkiemu;
- dodatkowo modlitwa... już chyba jestem u kresu...
- po głowie chodzi mi też wizyta u ginekologa i prośba o receptę na CLO...
Czy coś jeszcze mogę zbadać na własną rękę? Co myślicie?
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 kwietnia 2017, 10:54
23 dc
Dziś jakoś humoru nie mam. W pracy mi się siedzieć nie chce.
Obudził mnie w nocy kot (gdzieś o 3 i nie mogłam zasnąć) Ostatnio za dużo myślę, za dużo się dzieje i nie mogę wszystkiego ogarnąć. Za dużo na głowę biorę, a przez to jestem spięta.
Mam ułożony plan i tego się powinnam trzymać. A ja jestem taka że wszystko na raz bym chciała robić.
Tak jestem niecierpliwa i to bardzo. Ale próbuję sobie przetłumaczyć że muszę być cierpliwa bo pośpiech nie jest dobry.
Do tego wstałam rano z bolącym zębem jakaś mała ropa. Wycisłam i przypaliłam to coś. Ale już lepiej.
Do tego strasznie mi zimno. Organizm szaleje.
PMS w tym cyklu nie mam jak fajnie, ale za to czuję się już jak przed @@@.
W sumie w sobotę mnie odwiedzi, bo już tak dawno się nie widzieliśmy.
Jak ja nie lubię jak ludzie piszą jakiś śliczny wykres piękna tempka, jak się czuje że i tak wielka dupcia wyjdzie.
Nie robię sobie planów, mam dość wmawiania sobie że tak mam super wykres jestem w ciąży. A za 1-2 dni spadek tempki widoczny. I mega rozczarowanie.
Ja jestem pewna jednego za rogiem ciocia i nic i nikt tego nie zmieni
Nie wierzę, w cuda, bo ich tak naprawdę mało jest.
Cud się stał w moim życiu jednie z moim kotem, ale to kiedyś napiszę.
Muszę przestać się nad sobą użalać, bo to nic nie da. Jak ja mam dość wszystkiego, tych problemów. Jak wyjdę z jednego to zaraz kolejny. Rozpoczynając 2017 rok miałam nadzieję że będzie lepiej, a tu jednak nie. Wiele rzeczy dzieje się bez mojego udziału, i nie mam na to wpływu. Jedynie pozostaje usiąść i płakać.
Cześć wszystkim,
Rozpoczynam swoją terapię. Muszę skanalizować emocje. Moje życie to czekanie i niepokój. Nadzieja i rozczarowanie. Ból, gdy patrzę na zawiedzioną twarz mojego M. Wiem, że znajdę tu osoby, które czują dokładnie tak jak ja. Walczą, upadają, otrzepują kolana i powstają. Który to już raz?
Dziś 6 dc. Miałam podchodzić do crio, ale z dwóch powodów to się odwlecze. Po pierwsze majówka. Mój cykl idealnie zsynchronizował się z dniami wolnymi. Poza tym jeszcze te wyniki badań, które lekarz zlecił, abym uspokoiła głowę. No i wyszła mi mutacja w genie MTHFR (129 BA-C, układ heterozygotyczny). Zobaczymy co na to powie.
Szczerze, to cieszę się, że ten emocjonalny rollercoaster związany z crio trochę się przesunie. Znacie to - równie mocno czegoś pragnąć co bać się efektów? Gdy odebrałam betę po pierwszym crio pomyślałam - o Boże, czy dam radę wrócić po wszystkie zarodki skoro pierwszy raz się powiódł? Los znów pokazał mi środkowy palec. Teraz boję się, że wśród tych dwóch pozostałym blastocyst nie ma mojego malucha. Co będzie potem? Czy znajdziemy siłę i kasę na kolejne podejście?
Jelitówka, mam dosyć tego dnia. Wizyta u ginekologa 13.06.2017 o 17:45
A jednak przyszła miesiączka... 
Zaczynamy kolejny cykl - tym razem bez stresu, planowania, mierzenia temperatury.
Co ma być to będzie..
No i tak jak się spodziewałam... przyszła... wredna @...
Czuje się źle, bardzo boli mnie brzuch, podbrzusze i kręci mi się w głowie... Dobrze przynajmniej, że dzięki temu nie mam siły myśleć o tym że ZNOWU się nie udało. Nie będzie niespodzianki na urodziny. Nie będzie Bożego Narodzenia z dzieciątkiem...
smutno mi, bardzo mi smutno... nie chce się łamać, ale się łamię. Muszę trzymać się dla męża. On jest całym moim światem. Nie chce go martwić. Nie chce by znowu się obwiniał. To nie jest niczyja wina... czasem tak właśnie jest...
Czas zacząć 16 miesiąc starań... ehh
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.