3.11 mamy to - są 2 kreseczki.
Jest inaczej.. czekałam z testem do 14 dpo, czułam że się udało, że jestem znów w ciąży. Zrobiłam test o 4.30 rano i z osikanym patykiem poszłam obudzić męża - taaak wyglądał ten cudowny moment poinformowania go, że będzie tatą.. hmmm właśnie... mam nadzieję, że tym razem juz na prawdę nim będzie..
14 dpo beta 154,5; 16 dpo 371,4, przyrost o 140% więc Ok.
Choć niepotrzebnie to porównuje i czytam, że inne dziewczyny na tym etapie mialy już więcej.
Biorę wyproszone u lekarza zastrzyki z heparyny, Acard oraz witaminy. Nic na podtrzymanie, progesteron jest ok, nie plamię.
Tak bardzo proszę Cię Boże, żeby tym razem było dobrze, żeby to ukochane, wyczekane maleństwo urodziło się w lipcu i byśmy mogli tulić miesięczne dzieciątko w Naszą 5 rocznicę ślubu.
Czekamy na Ciebie kochanie, jesteś silny, rośnij zdrowo, a mama zrobi wszystko żeby było Ci jak najlepiej 🥰
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2020, 09:06
Normalnie wyjdę z siebie! Dziś o 6:30 przyjechał fachowiec zaczynać remont jednego z pokoi. Wypuściłam psa na ogródek co by załatwił swoje potrzeby i poprosiłam gościa, żeby zawołał mnie jak przywiozą materiały budowlane. Wyjaśniłam, że pies ucieka i nie można przy nim otwierać bramy. Rozwinęła się jakaś tam rozmowa w trakcie której jeszcze kilkukrotnie napomknęłam o ucieczkach psa i tym, że dopiero się uczymy nowych komend i pies na "wolności" staje się głuchy i trzeba go gonić, szukać, modląc się żeby nie poleciał do drogę szybkiego ruchu. Dosłownie 2 minuty, zdążyłam wstawić wodę na kawę i widzę przez okno, że brama otwarta, noszą worki z gipsem. Lecę na złamanie karku, a facet mi jakby nigdy nic mówi "No pies chyba wybiegł". Nosz kurwa. Pytam w którą stronę pobiegł? To mi pokazuje, że w stronę dwupasmówki...i drę się po idiocie, czego w zdaniu "pies ucieka-nie otwierać bramy" nie zrozumiał, czy pokryje mi koszty jeśli coś się psu stanie albo narobi szkód?! I ten wzrok chujka jak na durną rozhisteryzowaną babę "CO SIĘ PANI TAK DENERWUJE?" Zakładając buty mówię mu nerwy to Pan zobaczy jeśli psa nie znajdę i powiem mężowi coś Pan odjebał. A małżonek cóż, wrażliwy na punkcie psa
Jakiś czas temu własnemu ojcu prawie przyłożył jak ten po głupiemu bramę otworzył 
Psa w końcu capłam, jeżdżąc za nim samochodem. Wystraszył się pociągu i sam się wpakował do auta. Reakcja faceta? Wrócił, to po co było się unosić? Zawsze wracają. Tylko tak się nauczy, że nie warto uciekać... To co chujek po prostu był "mądrzejszy" ode mnie i postanowił mi psa wychowywać po swojemu?! Ja wszystko rozumiem, ale no nasz misio po prostu jest trochę oporny w nauce i nadal nie opanował posłuszeństwa przy rozpraszaczach (wolność, tyleeee zapaszków, co z tego, że Pańcia woła i ma smaczki
)
7DC
Dziś idę na usg tarczycy, potem zarejestruję się do lekarza i zobaczymy co mi Pan doktor powie.
delikatne plamienie wczoraj wystąpiło. ale postanowiłam dokonczyć luteine. teraz czekam na rozwój wypadków. okresie nadchodz! 1/3 krwawnika wypita. waga skoczyła. czuje sie jak mały beczkowóz. dzis zdecydowanie twister i rowerek stacjonarny.
8t2d
To mój pierwszy wpis. Wcześniej nie odważyłam się zacząć pamiętnika, mimo że o ciąży dowiedziałam się 15 kwietnia, robiąc test ciążowy. Nie odważyłam się wcześniej, ponieważ na pierwszej wizycie u ginekologa (5t1d) widoczny był tylko pęcherzyk.Lekarz oczywiście uspokajał,że jeszcze za wcześnie żeby widoczny był zarodek,ale ja i tak wciąż się martwiłam,po naczytaniu się z "internetów" o pustym jaju płodowym... Tak czy siak, kolejną wizytę miałam wyznaczoną na 15 maja i do wczoraj żyłam w niepewności. Nie zapomnę tej chwili,kiedy cała rozdygotana położyłam się na tej kozetce i ujrzałam na ekranie pęcherzyk,a w nim małego człowieczka. Główka,rączki, nóżki i bijące serduszko.A gdy usłyszałam to bicie,łzy same popłynęły.Ryczałam jak głupia,nie mogłam tego powstrzymać.Ten moment zapamiętam na zawsze. Później,kiedy dzwoniłam do mamy(jako jedna z nielicznych wie o mojej ciąży)nie mogłam wydusić z siebie słowa, tak bardzo ryczałam.Mój K. śmiał się ze mnie,ale widziałam, że sam jest wzruszony.Mimo,że On należy do tych mniej wylewnych,to do końca dnia uśmiech nie znikał Mu z twarzy.
Tak oto wyglądał ten dzień, w którym pierwszy raz zobaczyłam moje Dzieciątko, 15 maja 2017.
W kolejnym wpisie cofnę się do początków,czyli jak to się stało,że po 7 miesiącach w końcu się udało.
Miłego dnia
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2017, 10:27
19t+5d
Wczoraj maluch od 17 dał mamie popalić
ale to dobrze,cieszę się jak się rusza:) zazwyczaj kopie jak coś zjem,chyba też będzie małym obżarciuchem w mamę 
Mamy super pogode ,takie slonko,a ja jeszcze z lozka nie wstalam. Nie mam dzis planow na siebie,nie wiem co robic ..
23 CS !!!
3dc
Maj to mój miesiąc!
Wiosna w pełni pokazuje na co ją stać, a słońce zaczyna nieśmiało raz mocniej, raz lżej otulać ciepłymi promieniami.
KOCHAM SŁOŃCE!
Po sobie od razu widzę zmiane - zupełnie jak w przyrodzie- na lepsze 
Rano wstaje I wiem, że to będzie dobry dzień!
Myśle... ale jakos inaczej. Boli, ale nie przeszywa z bólu.
Wiem że jest Maj, piękny Maj - miesiąc moich urodzin.
Równy rok temu powiedzieliśmy Rodzica o cudownej nowinie. Jejku jakie to są piękne uczucia. Oczywiście płacz, ulga I ogromna radość I MIŁOŚĆ. Niestety nie trwało to długo...
Maj bądź dla mnie - dla Nas hojny !
Mam resztę wyników i to jakaś masakra - TSH mi skoczyło do 2,850 !!! A jeszcze miesiąc temu miałam 1,5.Nie mam pojęcia co się mogło stać.Biorę Castagnusa ale na prolaktynę mi nie pomaga bo już mam 21,95 a to dopiero 9 dc.
Zbadałam ft 3 i ft4 , wychodzi
ft3 3,03 pg/ml ( 2,00 -4,40)
ft4 1,43 ng/dl (0,90 -1,80)
policzyło mi procenty Ft4 58,89 %
ft3 50,49%
ale ciemna jestem w tym temacie i nie wiem co z tego wynika.
Jedynie co widzę to ,że ciąży w tym cyklu nie będzie z takim tsh i prolaktyną.
Normalnie jak nie urok to przemarsz wojsk.
Jutro jadę do nowego endo, ciekawe co powie.
30t4d
Wiecie jak to jest z planami - chcesz rozśmieszyć Pana Boga to mu o nich opowiedz.
Jestem właśnie po wizycie, i to podwójnej, bo zarówno usg prenatalne trzeciego trymestru zaliczyłam w sobotę, jak i wczoraj przychodnie musiałam odwiedzić. Zacznę od dobrych wieści. Wszystkie wyniki badań dobre, wręcz książkowe. Szyjka zamknięta na chyba 100 spustów, długa na 42 mm. Łożysko mocne i dobrze ukrwione. Lekarka zasugerowała ktg, więc poleżałam sobie (pół godzinki dla słoninki
) na kozetce i skurczy nie mam, na słowo mi nie chciała wierzyć. Waga na plusie od samego początku ciąży ok 7 kg, samopoczucie mam bardzo dobre, energii dużo i staram się patrzeć na świat z pozytywnym akcentem. A to nie jest łatwe, bo jedyne czego nie chciałam w tej ciąży to cesarki a wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują na to że nas nie ominie. W zasadzie nikt nie daje szans na poród siłami natury. Bo po pierwsze dziecko zapowiada się duże, już teraz ma 1800 g, czyli wyprzedza swój rozwój o ponad dwa tygodnie. A nikt nie podejmie się ryzyka jeśli waga zbliży się do 4 kg, co jest bardzo prawdopodobne. Po drugie jeśli w pierwszej ciąży szyjka nie chciała się otworzyć to prawdopodobieństwo powtórki jest bardzo duże. Lekarka kazała zacząć się nastawiać na cc, oczywiście ćwiczyć oddech i myśleć pozytywnie bo jeszcze wszystko się może zdarzyć, ale powiem szczerze że podcięło mi to skrzydła.
W związku z tym wszystkim od przyszłego tygodnia zaczynam przygotowywać kącik dla Michała, muszę odświeżyć łóżeczko i nie wiem co z materacykiem, mam nadzieję że zabezpieczyłam go dobrze i nic się do niego w piwnicy nie dobrało. Zaraz po tym pranie i prasowanie, początkiem czerwca kosmetyki i pieluchy tetrowe jeszcze, może jakiś laktator używany i będę w 35 tygodniu gotowa. Koszule do szpitala już mam, pieluchy i chusteczki też, podpaski trzeba kupić i wkładki laktacyjne. Powiem szczerze, nie ma tego aż tak wiele. Jak ogarnę ubranka to zdecyduję czy coś dokupić, ale może nie będzie takiej potrzeby. A no i kocyk cieniutki, może jakiś bambusowy i poduszka do karmienia. To są moje jedyne fanaberie
Wózek już mam, fotelik też, dwa tygodnie temu kupiłam bo się nadarzyła dobra okazja.
Maj jak to maj, zawsze komunijny. Jedna komunia już za nami, chrześniaka akurat. Pojadłam, popiłam coli
Za dwa tygodnie kolejna, obie oblecę w tej samej sukience. Nie będę się szarpać na kolejną, zresztą znaleźć coś, w czym nie wygląda się jak w worku to istny cud. Na zdjęciach modelki z brzuszkami wyglądają cudnie, a jak się mierzy to ręce opadają. A może to tylko ja taka wybredna... Nigdy zakupów nie lubiłam i już chyba nie polubię, no chyba że dla dzieci 
Starszego syna przygotowuję na pojawienie się młodszego brata. Dużo rozmawiamy, tłumaczę jak to będzie. Mówię mu o płaczu, o karmieniu, o pieluszkach i spacerach. Jest zainteresowany, mam nadzieję że dzięki temu łatwiej będzie nam przebrnąć przez ten okres gdy pojawi się już Michał na świecie. Nie wiem czy są jakieś metody książkowe, ja robię to co mi podpowiada intuicja.
Zresztą jak czytam niekiedy te różne modne teraz blogi to sama nie wiem, czy śmiać się czy płakać nad punktem widzenia i siedzenia tych osób. Bo oczywistą oczywistość ktoś próbuje ubrać w barwne piórka i wmówić naiwnej czytelniczce że się amerykę odkryło. I to w każdej dziedzinie, od żywienia, pielęgnacji, ubioru, dodatków, zabawek po sex i wczasy za granicą. Za prosta na to jestem i tyle
A jak to mówi moja położna, im mniej przedmiotów i gadżetów zgromadzimy tym lepiej. Bo dziecko potrzebuje naszej bliskości i miłości, a nie misiów-szumisiów i szamponów od pierwszego dnia życia.
<u> Podsumowanie: </u>
Pierwszy cykl po HSG
<b>ONA:</b>
Femara 5 dni (5dc - 9dc), żeby było wiecej pęcherzyków
Gonal 6 dni (11dc - 16dc), żeby dojrzewały pęcherzyki
kwas foliowy
Wychodowane 4 dominujące pęcherzyki
Owulacja: 16/17dc
wszystkie 4 pęcherzyki pękniete
płyn i krew z owulacji widoczne na USG
stosunek z Conceive Plus: 13dc i 17dc
Crinone Gel 14dni (19dc - 33dc), na zagnieżdżenie
<b>ON:</b>
Fertilman
<i>komentarz</i>
no i teraz najdłuższe 14 dni czekania
Gin powiedziala, że mam się dużo ruszać, bo tylko wtedy ten żel (Crinone) się aktywuje.
Czyli żadnego leżenia: praca + sport
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 maja 2017, 19:18
4dc
Dziś mój dzielny mąż wstał rano i pojechał oddać nasienie do badania, nic mi o tym nie mówiąc. Niestety na miejscu okazało się, że próbki przyjmują od godziny 12. Co to za idiotyzm? Człowiek musi brać wolne w pracy, żeby wykonać to badanie? Mojego M. dużo to musiało kosztować, bardzo się stresował na samą myśl, że musi tam pojechać... Teraz musimy czekać kolejne kilka dni. Pojadę do kliniki za niego, żeby nie musiał już przez to przechodzić. Bardzo stresuje się wynikami, ze względu na to, że zdiagnozowali u niego żylaki powrózka nasiennego. W kwietniu miał mieć operację, ale już w szpitalu zbadali go raz jeszcze i okazało się, że (jak to lekarz powiedział) "żylaki nie są aż takie duże i nie tacy jak on mają teraz dzieci".
Dziewczyny, czy któryś z Waszych lubych miał taki problem, a mimo to wyniki były w normie? 
zaczęłam w tym cyklu brać PREGNA PLUS.
Informacje o produkcie
Pregna PLUS to nowoczesny suplement diety dla kobiet w ciąży i mam karmiących piersią w formie nutraceutyka, opracowany według standardów Evidence Based Medicine.
Zawiera rekomendowane przez Polskie Towarzystwo Ginekologiczne ilości kwasu foliowego, żelaza, jodu i witaminy D według najnowszych zaleceń ekspertów. Są to składniki, których pozytywny wpływ jednoznacznie udowodniono. [1] Skład produktu jest wzbogacony o ważne w tym okresie kwasy omega-3, w tym DHA, oraz o biologicznie dostępną formę folianu - MetaPregnaFolic™ (L-metylofolian wapnia), która jest łatwiej i szybciej przyswajana niż kwas foliowy.
Zobaczymy jaki będzie efekt.
Powinnam odstawić kwas foliowy czy tego nie za wiele?
To jest moja pierwsza ciąża jestem w 15 tygodniu ciąży 4 miesiąc. Dokuczają Mi od samego początku ciąży aż do teraz codziennie nudności mam je cały dzień. Całe szczęście nie mam wymiotów, chciałabym bardzo żeby Mi się one skończyły w tym miesiącu bo to nic przyjemnego.
32dc
Endomenda nie przestaje mną pomiatac..
Laparo zaplanowane na sierpień..
Ponoszą mnie nerwy. O wszystko i o nic. O kwiatki, co nie kwitną, o Męża, który w d... rzeczy, którymi ja się zajmuję(!), o to, że muszę przygotować się do pracy, że dzieci na osiedlu znowu rozwaliły bramę i cała wspólnota się musi zrzucić na naprawę, o to, że koleżanki się czepiają, że mało pracuję, albo, że przestały się odzywać, chociaż wcale nie chcę żeby się odzywały... Czasami myślę, że powinni mnie zamknąć w jakimś zakładzie dla obłąkanych, założyć kaftanik i kaganiec na twarz, bo kąsam i krzyczę i do tego rzucam czym popadnie. Niestety nie pomaga mi to rzucanie na długo i przez te nerwy znowu wróciły kołatania serca i arytmie. Ciężko mi się przez nie oddycha, nie mogę spać ani w żaden sposób odpocząć 
Dziennik pokładowy:
221 dc, 32 tydzień
Muszę znowu gdzieś parę spuścić, bo normalnie od paru dni nie śpię, tylko wbijam wzrok w telefon i wertuję internety.
Zaczęło się od tego, że obejrzałam sobie na YT rozmowę Włodka Markowicza z Dawidem Myśliwcem z kanału "Uwaga! Naukowy bełkot" - swoją drogą baaardzo polecam. Poraz pierwszy wtedy w sposób bezpośredni dotknął mnie temat szczepień. Nie powiem, trochę zaczęłam go już podglądać będąc na mamowej grupie na fejsie i poraz pierwszy zetknęłam się z niektórymi nazwami - MMR, Priorix, szczepionki "kilka w jednym" itp. Zawsze gdzieś tam z tyłu głowy wiedziałam, że istnieje coś takiego, jak grupa antyszczepionkowców, ale dopiero po tej rozmowie, którą obejrzałam, zaczęłam rzeczywiście temat badać w necie i powiem Wam... mam tak zabitego w głowie gwoździa, że o niczym innym nie myślę od kilku dni. Serio. Mój mąż średnio ma ochotę o tym rozmawiać, no bo wiecie... dziecko tylko tęcza i popierniczające jednorożce. Kiedyś jednak do tematu i tak trzeba będzie podejść - już w pierwszej dobie życia dziecko dostaje szczepionki, a potem będzie trzeba pójść do żłobka i wejść w siedlisko zarazy. Aż mi skutecznie zbrzydł pomysł "socjalizowania" Miśki na spotkaniach chustowych, bo uświadomiłam sobie, że nigdy nie wiesz, kto nie szczepi, a kto zaszczepił sobie wczoraj i olał zalecany okres "kwarantanny" i obserwacji. Ale do rzeczy.
Szczerze - nie jestem na tyle naiwna, by twierdzić, że przemysł farmaceutyczny działa bezinteresownie, aczkolwiek wcale nie widzę, żeby antyszczepionkowcy również działali non-profit. Dla przykładu, taki nasz Jerzy Zięba, który "przejrzał wszystko i wszystkich", na swojej stronie również ma sklep, w którym są jego książki, magiczne suple leczące raka iiii... uwaga... strukturyzator wody, który przywraca jej "utraconą pamięć magnetyczną"! Za bagatela 2500zł! I wiecie co - ja już kuźwa nic nie wiem. Nie wiem serio. Kto tu kogo kupuje i kto jest naiwny. Wczoraj na przykład odbyło się wielkie święto antyszczepionkowców - na TVN7 wyemitowano film Andrew Wakefielda, który nazwano "dokumentem" a przedstawiał on tezę, jakoby szczepienia powodowały autyzm. Kij, że podobno badania te zorganizował na dobranych pod siebie 12 dzieciach (dość słaba ilość, by ją nazwać grupą kontrolną), badania sponsorowane były przez prawników, które wytaczały procesy firmom produkującym szczepionki, sąd wykazał fałszerstwo a i niektórzy rodzice w ogóle wycofali swoje dzieci z badań. O tym już nikt nie mówi. Szczerze byłam zaskoczona, że w samej Polsce ten ruch jest tak ogromny. Spędziłam trochę czasu na różnych stronach na fejsie poświęconych "STOP NOP" i byłam pod wrażeniem ruchu - ilości komentarzy i atmosfery dyskusji (najczęściej podszytej strachem). Grupy idą już w tysiące użytkowników.
Hm... chciałam napisać to wyżej absolutnie niestronniczo, no ale raczej mi się nie udało. Rozsądek podpowiada mi, by szczepić, i może stąd to emocjonalne nacechowanie. Gwoździa w sumie nie tyle zabijają mi struktury antyszczepionkowe (bo tak, jak już wspomniałam - trącą mi swoją interesownością równie mocno, co sugerowana przez nich Big Pharma), tak nie umiem przejść obojętnie obok zgłoszeń NOP-ów, czyli "niepożądanych odczynów poszczepiennych". O ile daleka jestem od stwierdzenia, że szczepionka powoduje autyzm, tak cała reszta... Cholera, nie wiem! Można się kłócić o badania, kto kogo sponsoruje, ale nie umiem osobiście kłócić się z rodzicem, który obserwuje swoje dziecko i ewidentnie widzi, że źle zareagowało na szczepienie. I ja już w takim wypadku mam totalnie w dupie Ziębę, Wakefielda czy nawet Dawida Myśliwca (mówię Wam - obczajcie tą rozmowę, jak macie wolne ponad dwie godziny). Myślę cały czas o Miśce. Czy nie zrobię jej krzywdy pochopnym działaniem. Bo każda ze stron podaje logicznie brzmiące argumenty. Poza tym mamy takie stężenie "fake newsów" w internecie, że już nie wiesz, co jest prawdą, a co nie. Wszystko sprowadza się do tego, że trzeba po prostu coś przetestować i życie pokaże. Ale ja tak nie chcę! Chcę dla swojego dziecka 100% bezpieczeństwa! Ach... naiwna jestem, skoro mam takie życzenie.
Z takimi przemyśleniami biję się od paru dni i nie mogę zastopować tego galopu. Wraca do mnie niczym bumerang temat gotowości na dziecko. I są takie momenty, kiedy leżę z mężem w łóżku, wtulam się w jego ramiona, wiem, że jesteśmy zdrowi, mamy dach nad głową, stałe dochody, kochamy się i ja wtedy myślę "jestem gotowa!". A potem czytam takie rzeczy i stwierdzam, że absolutnie nie. Że nie jestem gotowa, żeby wziąć odpowiedzialność za tak wątłą istotkę i decydować, co wolę - ewentualny NOP czy ewentualną odrę. Błagam, niech ktoś to zatrzyma!
Ech... narażam się na lincz w komentarzach? Mam nadzieję, że będziecie wyrozumiałe dla mnie. Jestem młodą mamą, mam dużo wątpliwości. Jeżeli znacie jakieś przypadki stwierdzonych NOPów w swoim otoczeniu - ale błagam, żadnych "znajomych znajomych znajomych..."- to dajcie mi znać.
Z innych spraw...
Wczoraj zaliczyłam 5 minutową dosłownie wizytę u dermatologa. Stwierdził, że kurzaj, że Miśka jest bezpieczna i że mam smarować dwa razy dziennie kolano Brodacidem, który również ciąży nie zaszkodzi. Poza tym, że miał głupkowaty sposób bycia i bardziej się ze mnie nabijał niż ze mną rozmawiał, to dowiedziałam się, że wirus kurzajki owszem jest, ale rozprzestrzenia się w naskórku, a nie, tak jak myślałam, w krwioobiegu. Trochę mnie to uspokoiło, bo to znaczy, że moje dziecię jest chronione. Oby to gówno odpadło do porodu.
Hemoroid Stefan ma wylane na moje maści i czopki. Co za gnój.
Temat położnej środowiskowej dalej leży i kwiczy. Niestety - żadna położna z miasta nie chce mnie przejąć z racji mieszkania na wsi. Jest mi strasznie z tego powodu smutno. Wyniknęła za to jedna zabawna sytuacja. Kiedy powiedziałam mamie, że to nie daje mi spokoju, to usłyszałam, autentyk: "Haha, rodzisz za dwa miesiące, to jeszcze tyle czasu, a Ty się taaak przejmujesz, reety, przecież to TYLKO PORÓD". No i wyobraźcie sobie, że sytuacja się obróciła o 180 stopni, kiedy dowiedziałam, że jedną z położnych na mojej wsi jest... nasza sąsiadka. Której moja mama nie znosi. "Ja jej do domu nie wpuszczę, nie ma mowy - nie mów mi, że to Twoja sprawa, bo to mój dom i moje zasady!". Kij, że chyba będę mogła wybrać jeszcze kogoś innego, ale z rozkoszą jej tego nie powiem. Jestem okropna.
W sobotę mamy koncert z chórem w Farze i wezmę w nim udział, chociaż się strasznie obawiam, czy mnie nie dorwie jakaś hiperwentylacja. Wczoraj na próbie zaśpiewałam jeden utwór i spociłam się jak szczur. Gdzie tu reszta repertuaru. No nic... mąż będzie siedział z przodu i mnie łapał.
No nic... idę sobie zrobić sorbet i chyba wyciągnę kopyta na majowe słońce. Bez kitu, muszę odpocząć, bo mam łeb jak sklep.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2017, 15:15
4 dzień cyklu!
No właśnie - 4dc, a u mnie tylko plamienie. Zazwyczaj jeszcze 4 i 5 dnia miałam średnie krwawienie, a teraz taki chillout. Zauważyłam, że od jakiegoś czasu krwawię zdecydowanie mniej i krócej. Może po łyżeczkowaniu tak mi się porobiło...? Nie wiem czy to może mieć jakiś związek.
A propos zabiegu łyżeczkowania... Samego zabiegu nie wspominam jakoś tragicznie. Oczywiście sytuacja w jakiej się znalazłam już sama w sobie była bardzo trudna dla mnie, ale zabieg dało się znieść. Na sali zabiegowej byłam z dwiema pielęgniarkami, były bardzo miłe i taktowne. Miałam (na pewno mylne) wrażenie, że przeżywają wszystko razem ze mną. Dość długo czekałyśmy za doktorem, nie spieszył się chłopina. Gdy przyszedł podano mi zastrzyk z usypiaczem i tyle wiem. Nie czułam żadnego bólu fizycznego. Pamiętam tylko, że po przebudzeniu było mi strasznie zimno i nie kojarzyłam za bardzo kto jest kim (ale to tylko przez chwilę). Tego samego dnia wypisano mnie ze szpitala. Czasem trudno mi uwierzyć, że to w ogóle się wydarzyło 
"Niestety, nie mogę się wytłumaczyć, ponieważ nie jestem teraz sobą". - Alicja w Krainie Czarów 
29 dzien cyklu
Dziewczyny zatestowalam Pink Testem.
Negatywny ale po 10 minutach ledwo widoczny cien cienia.Nie wiem czy mi sie wydaje czy co????
Bede jeszcze testowac.Moze jutro albo w piatek poczekam.Co wy na to???
Tak rozkminiam cały czas kiedy ta owulacja mogła mieć miejsce i ja stawiam na poniedziałek rano lub niedziela noc. Dlatego że:
W poniedziałek od samego rana miałam mocny ból podbrzusza (chyba jajników). Wzdęcie brzucha i tak jakby parcie na toaletę, tylko że na dwójkę 
Tak jakby ból owulacyjny. Z obu stron, bo pecherzyki miałam w prawym i lewym jajniku.
Ból minął w poniedziałek wieczorem.
No i dziś doczytałam że ten ból jest spowodowany płynem i krwią z pękania, która podrażnia ścianki.
U gin byłam w poniedziałek po południu, i już pecherzyki były pęknięte, wiec moja teoria może być prawdziwa.
Dla pocieszenia sobie wymyśliłam, że skoro "zdrowa" para ma statystycznie 25% szanse zajścia w ciąże, to ja mam w tym cyklu 100%, bo 4 jajeczka 
Hehe
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.