CZWARTEK
1dc! 💪💪💪 Zaczynamy podejście nr dwa! 🤣🤣🤣🙈🙉🙊

ma_pi Demotywator 1 czerwca 2017, 19:22

Czego jeszcze nie miałam? Torbieli. I co? Mam. Żeby się nie rozdrabniać, to od razu dwa. Większy 35mm. Niepęknięty pęcherzyk z poprzedniego cyklu.
Jutro dzwonie do prowadzącego.

Iw-onka Starania po 40-tce 1 czerwca 2017, 20:57

Dziś odbyłam spotkanie z moim dzidziusiem. Waży już 160g. Jak na razie wydaje się zdrowiutki. No i z chłopca w 13 tygodniu zmienił się w 16-tym w dziewczynkę. Ciekawe co zrobi do nastepnego badania?


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2017, 06:39

An1 Mama dwòch aniołkòw 1 czerwca 2017, 21:44

9 dc
Już po wizycie.A więc jest tak:
Usg wykazało pecherzyki wielkości 1cm, brak jeszcze tego dominującego, który może się jeszcze wybić
- zalecone badania(krzywa insulinowa, progesteron,tarczyca i inne które wypisane mam na kartce)
- zażywanie tabletek Ovarin
- testy owu
- temperatura

An1 Mama dwòch aniołkòw 1 czerwca 2017, 21:50

Badania mają wykazać czy to pcos, hashimoto czy też coś z cukrzycą. Jeżeli badania niczego nie wykażą to wtedy badanie nasienia a potem to już tylko klinika niepłodności

An1 Mama dwòch aniołkòw 1 czerwca 2017, 22:00

W pracy ryczeć mi się chciało, nawet koleżanka z pracy pytała czy wszystko ok. Nic jej nie powiedziałam tylko wziełam sie w garść. Za to jak wróciłam do domu to jak meżowi opowiedziałam wszystko i mnie przytulił to się całkowicie rozryczałam i mi ulżyło. Mąż wspomniał jeszcze że to może być też coś z jego strony, cieszy mnie to że jakby co to jest gotowy się przebadać. Spędziliśmy razem wieczór,zjedliśmy razem kolacje, poszliśmy razem po zakupy i jest już mi dobrze. Czas zbierać siły na badania...

Aagonia Poronilam 15 września 2022, 23:49

Dzisiaj wzięłam się za drobne prace w domu. Zmywanie , przesadzanie kwiatów. Doszłam do tego, że znowu mam ochotę na zycie.

chcebardzobycmama Nie poddam się. 2 czerwca 2017, 08:41

22t1d

Przestraszylam sie rano. Dostalam silnych skurczy pod brzuchem,wzielam nospe i magznez i troszke przestalo ale dzidzia sie zaczela krecic.. mam nadzieje ,ze bedzie wszystko dobrze i ze to tylko jednorazowe. Musze chyba wiecej wody pic. A kopniaki mojego dziecka sa co raz silniejsze :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2017, 08:33

Kaśka28 Wszystko sie jakos ulozy 2 czerwca 2017, 09:01

OOOO matko jak ja przetrwam do dnia testowania...zaczynam sie nastawiac na to ze jednak sie uda...nie wiem czy to dla mnie dobrze...

mam l4 z czego sie bardzo ciesze bo ani nie szarpie sie z dzieciaczkami ani z nikim nie musze znosic humorkow tym bardiej ze taka piekna pogoda. Tak cz siak od myslenia nie uciekne a przynajmniej bez streu:D



Rano nie wytrzymałam i zmierzyłam temperaturę. 36,90. Wysoko jak na mnie. Może cosik tam kiełkuje? Albo to przypadek.

Tak czy siak hotel w wawie jest już opłacony.
Jak się nie uda (mam na myśli 2 kreski na teście), to będę pić piwo, zjem kebaba w amricie (o ile jeszcze istnieje) i będę beztrosko cieszyć się weekendem podziwiając półdzikie wiewiórki w Łazienkach.

Najbliższe weekendy spędzę z mężem na budowie, jest co robić. Ale to człowieka cieszy. Wczoraj stojąc w drzwiach z sypialni na taras rozmarzyłam się, patrząc na okoliczny las i łąkę, wsłuchując się w śpiew ptaków a poza tym wszechogarniającą ciszę. Już niedługo, najdalej za rok będziemy to mieć na co dzień. Zazdroszczę sobie. Ten wysiłek, wiele wyrzeczeń, kompromisów będzie nam wynagrodzony. Bo przed nami jest chociaż ten jeden realny cel.

Oparłam się pokusie porównywania się z innymi, którym dom/mieszkanie/dzieci przyszły łatwiej. Po ciuchu im zazdrościłam, ale obserwując dopiero z bliska widziałam cenę jako za to płacą. I stwierdziłam, że trzeba dać sobie spokój z tym całym porównywaniem.

Wypożyczyłam kolejne dwie książki. W nielicznych wolnych chwilach czytam i to mnie odpręża, odciąga od głupich myśli. I trochę przystopowałam z nadmiernymi wymaganiami. Dbam o to, aby się nie przepracowywać.

Poza tym bolą mnie cycki i mam dalej dziwny śluz kremowy, ale rzadszy i trochę rozciągliwy.

Ren Bog Najlepszym Lekarzem. 26 listopada 2017, 12:47

Ciąża zakończona 26 listopada 2017

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 26 listopada 2017, 13:26

8tyg+2dni

Lezenia dzien 12sty... W nocy ciagle snia mi sie nieprzyjemnosci. A to krwotoki, a to wizyta u lekarza, ktora przebiega dziwnie i nic nie wyjasnia...

M. poszedl wczoraj na spotkanie z kolegami; spoko, nalezy mu sie. Ciezko pracuje i jeszcze zajmuje sie mna. Prosilam go tylko, zeby zachowal umiar w 'imprezowaniu', bo musi ogarnac mieszkanie, zrobic zakupy, ugotowac obiad. Prosilam w sumie proforma, bo M. na ogol imprezuje bardzo umiarkowanie. No i... wrocil o 3ciej w nocy, a teraz dogorywa obok mnie na kanapie :-) coz, nie jest mi go żal! Żal mi tylko siebie samej i balaganu wokol :-)

Znużona filmami, ebookami i internetam poprosilam go wczoraj, zeby kupil mi jakas gazete (padlo na Twoj Styl). Poryczalam sie przy wywiadzie z Anią Rusowicz, ktora wczesnie zostala osierocona (jej mama zgninela w wypadku a ojciec wlasciwie ja porzucil), a potem czekala na swoje dziecko 10 lat. Jest jeszcze inny artykul o roznych reakcjach (i okolicznosciach) na 2 kreski na tescie... Do refleksji.

Wiem dziewczyny, ze mam malo wiary w ta ciążę. Widzę przeciez, ze dziewczyny na forach owszem BOJĄ SIĘ, ale tez modlą się o szczesliwe zakonczenie, maja nadzieje do konca (przy sytuacjach czesto niemal beznadziejnych). A ja? Owszem, robie wszystko poprawnie. Kazali lezec? Leze. Kazali brac leki? Biore? Ale brak mi sil do walki, brak mi sil do pozytywnego myslenia. Najlatwiej jest sie poddac i jeszcze zrobic z siebie ofiare. Jestem tchorzem, wiem to nie od dzis i wstydze sie tego. Dlatego bardzo zalezy mi na zakonczeniu ledwo co rozpoczetej terapii. Bo w tym momencie? Jaka matka bym byla? Taka, ktora nie wierzy we wlasne dziecko? Ktora spisze je na straty przy kazdej jedynce w szkole, przy kazdym potknieciu? Matki musza byc silne, zazdroszcze wielu dziewczynom (zwlaszcza z forum i pamietnikow OvuFr), ktore mimo LAT niepowodzen w poczeciu NIE PODDAJA SIE, wiedza czego chca i czepiaja sie skaly zebami i pazurami, aby cel osiagnac. Niesamowite :)

Dziennik pokładowy:
238dc, jutro zaczynamy 35 tc



Kto by pomyślał, że wchłonę dwie książki w jeden dzień. A mowa o "Złe matki są najlepsze" i "Jak pokochać centra handlowe". Jednej doby zafundowałam sobie koktajl podejść do macierzyństwa tak skrajnych, że ojaniemogę. Czuję się skonfundowana. Pierwsza książka jest, i chyba nie będę ukrywała, kwintesencją mojego podejścia do rodzicielstwa na dzień dzisiejszy. Czyli ufać intuicji swojej i dziecka, kazać komentatorom się wypchać i generalnie zbić piątkę z matką naturą. Co mi się wyjątkowo nie podoba - infantylny język, dający się wyczuć na kilometr "monopol na prawdę " (choć niejednokrotnie padło sformułowanie, że każdy podejmuje decyzję jaką chce i nie ma prawda być oceniany - w moim odczuciu chyba tak trochę w ramach poprawności politycznej) i w ogóle kłamstwo, które jest napisane już na okładce: "macierzyństwo jest proste". No nie wydaje mi się. Ale może zmienię front, kiedy urodzi się Miśka i stwierdzę, że w życiu nic prostszego nie robiłam. Druga pozycja, cóż… Dobijający obraz rzeczywistości, której ciągle się obawiam. Czyli poporodowa depresja, uczucie zagubienia wśród tłumu ludzi pędzących w dyskontach, samotność i wieczne ścibolenie na życie w świecie, w którym piękne katalogi pokazują jestestwo jak z żurnala, bez plam po jogurcie dziecięcym na kanapie i okruszkach po biszkoptach. Paradoksalnie trochę czuję ulgi, gdy to czytam, bo my, katastrofiści, już tak mamy - lżej nam, gdy jest nas więcej, choć ponuractwo to nic fajnego. Do tego przepiękny język. Kwiecisty. Chwila z taką lekturą i wyłączają mi się wszelkie "nooo", "jo", "yhy", a w zamian mam ochotę rzucać metaforami tu i ówdzie. Wady… takie, że teraz boję się, czy to wszystko nie będzie prawda.

Generalna konkluzja po dwóch lekturach - ile ludzi, tyle wizji macierzyństwa i to, czy ja będę w stanie to udźwignąć, okaże się dopiero po porodzie. Damn it. Wiecie - bo ja bym chciała wiedzieć już. Ale mimo wszystko - im więcej czytam tego typu książek, wyznań na grupach, blogach parentingowych i Waszych pamiętników, tym lepiej wiem, że jestem bardziej gotowa na ewentualne porażki, niż gdybym nie czytała wcale. Jeżeli przyjdzie kryzys, to już wiem, że powinnam dać sobie zrozumienie i wewnętrzne przytulenie, a nie samobiczowanie się myślami typu "jestem wyrodną matką". Trochę zdejmuje to ciśnienia.

Jutro zaczynamy 35 tydzień. Wow. Cały czas z tyłu głowy mam to, że termin porodu to jakaś data z kosmosu i pewnie urodzę, gdy ciąża zostanie uznana za donoszoną. Życie zweryfikuje. Ale z prostego rachunku wynika, że 38-35 to 3. A 3 to jakaś taka wyjątkowa liczba - "do trzech razy sztuka", są też trzy miejsca na podium, każdy kwartał ma trzy miesiące i w ogóle trzy niesie dla mnie więcej grozy niż cztery. 3 tygodnie to prawie za chwilę!

… matko, o czym ja mówię, co nie?

Hydrauliczne postępy w mieszkaniu idą nawet, nawet. Pomijając fakt, że mój tata to uwielbia, jak ktoś stoi nad nim trzy godziny tylko po to, żeby raz mu podać śrubkę, co pomału zaczyna wytrącać z równowagi męża, to jakimś tam tempem, małym bo małym, ale się kula. Jak pójdzie dobrze to może w lipcu zamkniemy temat instalacji, wyprowadzimy elektrykę tam, gdzie chcemy, zamkniemy ściany i położymy podłogi. Była gadka, że do życia potrzeba będzie przynajmniej jednej łazienki i kuchni, ale mąż serio zastanawia się, czy nie wystarczy nam jeden kibelek i umywalka.

Miśka, moja kochana Misiunia… Czuję się rozkosznie, kiedy rozpycha się swoimi małymi kończynami a ja nie mogę zgadnąć, czy to ręka czy noga. A może łokieć? Może kolanko? Chwilami, kiedy na leżąco lekko uniosę górę tułowia i napina mi się na brzuchu skóra, widzę, jak układa się jej ciałko. Widzę mały, wąski korpusik i napawa mnie rozczulenie, jaka ona musi być krucha i maleńka. A jednocześnie tak idealna w każdym centymetrze kwadratowym swojego jestestwa.

Wracając do książek - wczoraj wystarczyło mi jedno zdanie: "… płakałam, gdy po raz pierwszy zobaczyłam swoje dziecko", i co? Ja też w ryk! Wyłam, wyłam i wyłam. A to dlatego, że ja już teraz wiem, że nasze spotkanie będzie najbardziej magicznym doznaniem, jakie dane będzie mi przeżyć. Cieszę się na nie i jednocześnie drżę, żeby się idealnie do tego przygotować. Bo moja córcia zasługuje na wszystko, co najlepsze. Na samą myśl odpalam potok łez i nie mogę pohamować wzruszenia.

Jutro przedostatnie spotkanie w ramach "Gdy się rodzi Małyssak", tym razem spory iwent. Spotkanie z Hafiją, sesje fotograficzne, masaże, jogi dla ciężarnych, możliwość spotkania z konsultantką do spraw chustowania… będzie się działo!

No nic… po dwunastej już. Wypadałoby się ogarnąć, ha! I przy okazji zaliczyć masaż krocza, o którym dwa dni z rzędu zapomniałam. Ych… no nie umiem w to i już. I zniechęcam się. Knapik na "MamaZone" mówi, że można to robić do pięciu minut i ponad, ja wytrzymuję ledwo cztery. Kto by pomyślał, że to jest aż tak nieprzyjemne - masowanie Grażyny! Moje lekkie uciskanie kciukami jest niczym w porównaniu do aktu poczęcia Miśki (ażeśmy pięć cykli ją poczynali, więc wiem, co mówię!), a i tak nie mogę się doczekać, aż skończę. Najgorsze jest znalezienie dobrej pozycji. Na leżąco, na plecach - nie sięgam. Z zadartą nogą na wannie - ledwo trzymam równowagę. Nie wiem, tylko się wkurwiam. No ale trzeba. Co by na siebie nie narzekać, gdy pęknę. Wiecie, że nic nie zrobiłam.


I tym obrzydliwym akcentem życzę Wam miłego piąteczku!

Jestem po owulacji. Jak zwykle mam mnóstwo podejrzeń o ciąży. Pobolewaja mnie jajniki i czuje bóle menstruacyjne. Wykres książkowy... skok tempki, wczoraj drugi skok - dziś mały spadek. 5 dpo rano czułam się fatalnie - mdłości- brało mnie na wymioty... chyba trochę za wcześnie..

emi2016 Nasze marzenie 2 czerwca 2017, 13:45

5t 4d
Wczoraj byłam na pierwszym USG. Pęcherzyk trafił gdzie miał trafić i ma 6,89 mm. Na razie rozwój ciąży zgadza się z OM. Niestety było za wcześnie by zobaczyć coś więcej, no ale tego się spodziewałam ;/
Kolejna wizyta dopiero za 3 tygodnie :( Nie wiem jak tyle wytrzymam, ale nie mam wyjścia...
Mam nadzieję, że 22.06 zobaczymy już piękny zarodek i serduszko :)

Lapi84 Fasolko chodź tu do nas :) 2 czerwca 2017, 14:35

Ależ ten czas leci!

Maj nie należał do najłatwiejszych, ale pewnie w świetle tego co potrafi zafundować pierwszy trymestr innym, nie był też wielowątkowym horrorem. Obecnie jesteśmy z fasolką na etapie 'raz lepiej, raz gorzej' i 'nie będę jadła i nie, nie będę też piła'. Ot, taka przypadłość. Zero apetytu, a na widok wody do picia, którą zawsze uwielbiałam i spijałam litrami, niemal uciekam jak zwierzę ze wścieklizną. Ale walczymy. Z wagą, która uparcie leci w dół i zabrała nam już 2kg. Aż dziw bierze, że powoli zaczyna widać brzuszek :)
Co jeszcze? Nic nadzwyczajnego, czyli to co jeśli nie każda, to większość z nas zna na pamięć: wszystko mi 'nie pachnie', wieczorem usypiam niemal na stojąco, a ostatnie zabiegi pielęgnacyjne w toalecie odbywały się... na przyciągniętym z sypialni taboreciku, bo nie sposób było ustać chwilę dłużej. I lody! I mój kochany mąż, który jeździ do naszej ukochanej lodziarni za pięć dwudziesta po ratujące sytuację lody :D uwielbiam go i je!

Mam nadzieję, że jednak znajdę się w gronie łaskawie potraktowanych przez los i w tym miesiącu, w związku z wejściem w drugi trymestr stanę się wulkanem energii. Obiecuję jej nie nadużywać, ale spożytkować z rozsądkiem i pożytkiem dla otoczenia :) Zwłaszcza dla mojego włochatego synusia, który jak na swoje niecałe 5 miesięcy jest baaardzo mądry. Wiem, że żadna mamunia nie powie nic innego na temat swojego skarba i chwała za to! Ale mój czworonożny syn żyje ze mną w takiej zgodności duszy i ciała! Ja umieram, on tylko na mnie zerka i grzecznie zajmuje się sobą, ja mam dzień bogatszy w wigor, on jest wesoły i wszędzie go pełno. Maluszek dzielnie znosi moje gorsze dni, a to przecież jeszcze dziecko! Wynagrodzę mu to z nawiązką jak tylko będę mogła :)

Do końca pierwszego trymestru pozostało nam nieco mniej niż 2 tygodnie. Niedługo badania prenatalne... mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Modlę się o to z całego serca. Tyle jeszcze przed nami... Nie złowróżę. Wierzę, że wszystko będzie dobrze, ale chyba za dużą mam świadomość istniejącego miliona niechcianych niespodzianek i niesprawiedliwości losu. Chyba trudno wyzbyć się podświadomego niepokoju/strachu o tą małą kruszynkę pod moim sercem. Chyba ustąpi wraz z pojawieniem się tryliona kolejnych obaw :) po przywitaniu tej pięknej istotki na świecie :)

Taki mam dziś nastrój. Piękny. Piękne jesteśmy MY i piękne są wszystkie SZCZĘŚCIA, które nosimy w sobie. I niech to piękno pięknie trwa :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2017, 14:28

21 DC / 5 DPO

Aktualnie przebywam w jakiejś próżni, tak jakby cykl miesiączkowy mnie nie dotyczył. Po pierwsze - brak śluzu. Od paru dni nie zaznaczam go na wykresie, bo go najzwyczajniej na świecie nie ma. Po drugie - temperatura jak u nieboszczyka. Niby podskoczyła na owulację, bo nawet mam ją wyznaczoną linią ciągłą, ale 36,4 to chyba w tym cyklu maksimum. W poprzednich cyklach miałam różne skoki i spadki, a teraz taka beznadziejna równia. Po trzecie - totalny brak jakichkolwiek odczuć "cielesnych". We wcześniejszych cyklach z tego co pamiętam to miałam różne ciagnięcia, ukłucia, lekkie bóle - teraz tak jakbym nie miała ciała. Nie wiem o co tu biega, ale na serio czuję się jak żywy trup :(

Po raz kolejny przekonuję się, że dzieci są na swój sposób o wiele mądrzejsze niż dorośli. Są naprawdę inteligentne i mimo swoich kilku latek wiedzą co w życiu jest najważniejsze. I tak oto rozmowa z dziś:

Ja: Ubierz sweterek, bo się rozchorujesz i mama będzie płakała.
Dziewczynka (5 lat): Ciocia a masz synka?
Ja: Nie mam.
Dziewczynka: A kogo masz?
Ja: Męża, mamę, tatę, siostrę.
Dziewczynka (zdziwione oczy): Naprawdę?!!

Mała mnie rozbroiła, bo naprawdę dzieciak wie co w życiu jest najważniejsze <3

Ogólnie jestem w dobrym nastroju, bo mężuś mi dziś zląduje do domku, a we dwoje zawsze lepiej <3

"Bo ja uważam, że czas powinien zapomnieć i wybaczyć albo wybaczyć i zapomnieć. Kolejność nieobowiązkowa, a nawet śmiem twierdzić - dowolna." - Alicja w Krainie Czarów <3

lady_evelona Cel - test na dwa ! :) 2 czerwca 2017, 15:09

2 DC
Małpa nie daje w kość, ma szczęście!!! Pogoda dopisuje więc lecimy z młodym połapać troszkę słonka <3 Dziś zaopatrywałam naszą małą apteczkę w nowe witaminy, do czasu wizyty u androloga M odstawił fertilman Plus, bo niestety przy takich schorzeniach nawet najlepsze witaminy nie pomogą. :( Dopóki nie zostanie wykryte i usunięte schorzenie , nie ma sensu się suplementować :( Ale że biedny słaby taki po tym bromergonie , zakupiłam mu Doppel Herz A-Z Retard, mają nawet niezły skład :-) sobie zakupiłam Pregna Plus, pani w aptece powiedziala, że mają niezły skład jeśli chodzi o staraczki i ciężarne no i szybko znika z półek- ostatnie opakowanie czekało na mnie <3 :P
Słyszałam też dobre opinie o Femibion 0 :-) Uwielbiam takie brzuszkowe witaminki :D

Dzis nasza 8 rocznica <3

dnem2a.jpg
2j5x3z8.jpg
dzb8qs.jpg
1z6xysx.jpg
i6zfrt.jpg
jt2v0x.jpg

3 czerwca
5033nr.jpg

4 czerwca
30uws3d.jpg
spoznione zdjecia na dzien matki :P oczywiscie niezastapiony fotograf tatus :P dziekujemy za uciecie nas :D
x0ohaa.jpg
2saks3t.jpg
28tj9e0.jpg

6 czerwca

o6eb1d.jpg


7 czerwca

15vk77.jpg
ml2yjp.jpg

9 czerwca

miyzc8.jpg
24o0vft.jpg
6hud6q.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 czerwca 2017, 15:37

Wczoraj wysłałam maila do kliniki. Rezygnujemy z pakietu clara, detekcji polimorfizmu i prawdopodobnie panelu genetycznego dla mnie. Pakiet clara to wstęp do badania zarodków, polimorfizm to może i bym badała gdybym chociaż raz była w ciąży i ja straciła. A tak nie widzę sensu. Badania genetyczne, hmmm... Na ten moment myślę że nie, nie wiem co miałyby dokładnie wnieść do diagnostyki. Może jeśli będziemy mieć problem z hodowlą lub transferem to wtedy po to sięgniemy. Mam lekkie wyrzuty sumienia że tak oszczędzam na tym wszystkim ale komentarze pod poprzednim postem utwierdziły mnie ze nie do końca jest nam to wszystko potrzebne. W każdym razie badania zlecone dla męża wykonamy wszystkie z uwagi na obniżone parametry nasienia. Odrzucając te kilka badań zyskamy 2840 zł. Uważam że to bardzo dużo pieniędzy które wolę wydać ewentualnie na jakieś dodatkowe procedury.

Wiki pytasz skąd te ilości witamin. Tak mi po prostu rozpisał lekarz, nie oznaczałam nigdy ich poziomu, podejrzewam jednak ze kwas foliowy będę oznaczać bo jest w zaleceniach przy niedokrwistości i anemii. Przynajmniej tak mówi wujek Google.

Pinka naciąganie zdecydowanie na badanie genetyczne zarodków. Nawet lekarz nam mówił że w zeszłym roku w ich klinice badało tylko 10% par a w Polsce bada średnio 50%. Stąd ten nacisk na genetykę.

Syla87 zdecydowanie każda klinika patrzy inaczej. Na szczęście te wirusowki mamy z dofinansowania. Kariotypy może dlatego że ja nigdy nie byłam w żadnej ciąży. I brakuje mi może czegoś żeby ten zarodek utrzymać? Nie mam pojęcia jak to działa.

Krąsi twoja wiedza jest jak zwykle nieoceniona. Dzięki za patent na przyjmowanie Q10, L-karnityna wydawało mi się właśnie jakoś mało, na razie zwiększyłam z 500mg do 1000mg. Mąż jest na diecie Chodakowskiej (ale nie w 100%) i tam jest właśnie dużo przepisów ze składnikami które podałaś. Orzechy podaje mu juz od miesiąca. Zerknę sobie na te tabletki o których pisałaś.

Anuśla my leczymy się w Invicta Wrocław. Ta klinika ma podpisane papiery na dofinansowanie z naszym miastem. Podejrzewam że badania nie są obowiązkowe bo dostałam dziś maila od nich i nie było tam nic o naszej rezygnacji. Obowiązkowe są tylko te infekcyjne/wirusówki. Plus jakieś dodatkowe typu Morfologia, progesteron, badanie biocenozy pochwy, konsultacja anestezjologa. Dodatkowo hodowla do blastocysty 600 zł, ICSI 1300 zł, konsultacja embriologa.

Z mężem mam ostatnio tak zajebiscie ze czekam tylko aż zło pierdolnie znienacka. Jego wsparcie jest nieocenione, mogłabym powiedzieć nawet że zakochaliśmy się w sobie na nowo. 🥰 Walka z niepłodnościa bardzo nas zmieniła, oddaliliśmy się od siebie, a teraz gdy podjęliśmy rękawice do walki z wrogiem jesteśmy jedną drużyną.

31 marca wezmę ostatnia tabletkę anty, później @ i cykl z punkcja. Z tabletkami też nie miałam kolorowo. Pierwsze 5 tabletek nasilało u mnie mdłości, czułam się fatalnie. Na szczęście 2 dzień czuję się dobrze. Poza tym czuję się okej.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)