29 tydzień
Czuje się świetnie, naprawdę świetnie, życzę każdej kobiecie przechodzenie ciąży jaką Ja przechodzę. Mogłabym być w ciąży całe życie...naprawdę
Nie mam zgagi ( jak na razie, mam nadzieję że tak zostanie;p), nie puchną mi nogi, nic mnie nie boli, nie ciągnie, nie uciska..
A Marysia? Marysia cały czas się rusza, Ja nie wiem kiedy ona śpi! Czuje ją praktycznie cały czas, rzadko kiedy się nie rusza;p Lekarz kazał od tego tygodnia liczyć ruchy...heh ja mam jedną wielką impreze w brzuchu więc łatwiej by było liczyć momenty w których się nie rusza:) Jednak ja się ciesze, nie sprawia mi to bólu a przynajmniej wiem, że tam jest:) Niech ćwiczy mięśnie:)
Przytyłam 7-8kg, zależy kiedy się zważę;p Zupełnie tego nie czuje, brzuch mam niewielki jak na 7 miesiąc...naprawdę myślałam, że w tym miesiącu będę miała już spory. No ale może jeszcze wyskoczyć
W piątek wizyta...usg 3 trymestru, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze:)
11 tc (10t6d)
Według Belly dziś mija granica zagrożenia utraty ciąży

To by było na tyle dobrych wiadomości na ten tydzień pewnie... Mam w domu ciche dni z Mężem po weekendzie... Jak zaczęło się w piątek, tak skończyło się w niedzielę wielką kłótnią. Mój Mąż zawiódł mnie bardzo w sobotę, nie będę wnikać o co dokładnie chodzi, ale moje zaufanie zostało mocno nadwyrężone i czekam na radykalną zmianę z jego strony. A póki co żyjemy obok siebie, nie mam ochoty z nim rozmawiać. On chyba wie, że popełnił błąd, więc skulił ogon i nie wchodzi mi w drogę...
Ta atmosfera jest dla mnie bardzo nieprzyjemna, ale staram się nie denerwować ze względu na Fasolkę.
No i na dodatek pojawiła mi się na powiece gradówka - już raz taką miałam i skończyło się zabiegiem w znieczuleniu, więc nie wiem co teraz robić...
10 dc 6 cs (pełną parą)
Witajcie kochane :*
Niedawno wstalismy, M nadal lrży w łóżku i ma ciężko się podnieść 
Wczorajszy test na owulacje nadal negatywny a dzisiaj dodatkowo większy spadek temperatury, no nic trzeba czekać na wizytę dzisiaj 
Po wczorajszych uczuciach nie zostało juz nic i czuje się lepiej, również dzięki waszym radom i dobrych słowach jest mi o wiele lepiej
dziękuję za tak ogromne wsparcie w tej sprawie jesteście cudowne :*
Miłego dnia kochane :*
Dostałam masę witamin do łykania... łykam zobaczymy co to da
... Nadzieja znów się tli...
19dc
Planować to sobie można...taaaa planowałam,że lipiec/sierpień będzie bez lekarzy/badań/sprawdzania,ale póki co to,te plany mogę sobie wsadzić...
Za chwilę jadę do gin na usg,sprawdzić ile pęcherzyków pękło...ale teraz już wiem,że to sprawdzanie nie wystarczy,to nie tylko w tym rzecz.
Teraz to domyślam się,że trzeba będzie zabrać się za grubszą robotę.I poddam się temu,co zaproponuje mi moja gin i nie chcę czekać/odczekiwać,że niby miałabym odpocząć przez wakacje.Gówno prawda z tym odpoczynkiem,czekanie nie wiem na co,byłoby tylko stratą czasu,którego jeśli chodzi o starania i tak nie mam za dużo.Więc zobaczę co na moje wyniki powie mi dziś gin,co mi zaproponuje,czy da nadzieję,czy będzie dla mnie jeszcze jakaś szansa.
Jak ta niepłodność boli,jak dowala emocjonalnie,jakie to pragnienie jest porażające,jak wali po sercu i głowie,a do tego te zszarpane emocje,raz mam chwilowy wzrost emocji -myślę "nie poddam się,będzie dobrze",a za chwilę łzy same leją mi się z oczu i w sercu ściska.
Ale znalazłam piękny i bardzo adekwatny do mojej sytuacji cytat "Idąc przez piekło,nie zatrzymuj się,choć bardzo ten ogień cię pali idź dalej,aż przejdziesz tę drogę".
I teraz tego się trzymam.A co będzie na wizycie,jakie zdanie będzie miała moja gin,okaże się już za chwilę.
No i jak się pewnie domyślacie, znów się nie udało. Dostałam skierowanie na badania hormonów (TSH, prolaktyna, estradiol, progesteron) do tego morfologia ogólna, badanie moczu.
Wszystkie wyniki wyszły książkowo !
No i z wynikami znowu do lekarza, który tym razem dał skierowanie na badanie drożności jajowodów, tak zwane HSG. Bardzo bałam się tego badania. Może nie tyle bólu (dużo naczytałam się najpierw w internecie), co tego, że badanie wykaże jakieś nieprawidłowości.
Ale jak się okazało, co najważniejsze oba jajowody drożne, a boleć to praktycznie też nic nie bolało.
No i lekarz dał jeszcze 3 miesiące na próby, jak nadal nic, zleci kolejne badania.
Minęły już 2 z tych 3 miesięcy i coraz bardziej tracę nadzieję...
Jak się zapewne domyślacie, w mojej sprawie nic się nie zmieniło.
Kolejne miesiące starań (w sumie już 1,5 roku) i nadal nic.
W maju znów wizyta u lekarza.
8 dzień cyklu, brak pęcherzyka dominującego. Przepisane leki clostilbegyt (na wywołanie owulacji), ovarin (suplement diety wspomagający prawidłowy poziom hormonów itd.) no i w późniejszym czasie luteina podjęzykowa.
Wykonaliśmy monitoring cyklu. No i książkowo pęcherzyk dominujący pojawił się, następnie pękł...
no i w sumie to na tyle, bo do zapłodnienia nadal nie doszło...
Teraz mamy lipiec. Mam urlop i siedzę i myślę co dalej.
W dalszym ciągu biorę ovarin (ma dobre opinie, wierzę, że coś pomoże) no i teraz zaczęłam też stosować żel wspomagający zapłodnienie- conceive plus (konsystencją przypomina śluz płodny i takie też ma zadanie, ma wspomagać ruchliwość plemników, stwarzać im dobre środowisko). Szczerze z żelem wiążę nadzieję, gdyż lekarz stwierdził, że mam zbyt małą ilośc śluzu płodnego co również może utrudniać zapłodnienie.
Wiem, że dziwnie to wygląda, próbuję wszystkiego co tyle znajdę, ale jak to mówią: TONĄCY BRZYTWY SIĘ CHWYTA. Zwłaszcza, gdy jak w moim przypadku szanse wydają się coraz mniejsze....
Zaczynam zastanawiać się nad kliniką leczenia niepłodności. Ale sama przecież tam nie pójdę, a mąż...
Hmm odnośnie męża to sytuacja wygląda następująco:
Mąż ma 28 lat, pracuje jako spawacz, niby ma świadomość tego, że coś może być nie tak z jego strony, ale jak tylko zacznę temat dotyczący jego badań (badania nasienia, bo hormony sprawdzaliśmy i są w normie) to temat się urywa. Twierdzi, że chce zrobić te badania ale jednocześnie boi się, że wyjdą nie tak...
No i tak w kółko. I w związku z tym nadal jesteśmy w jednym i tym samym miejscu..
11 dc, 24cs, po laparoskopii, przedostatni cykl staraniowy EVER.
Wyskoczyłam z pracy do Lidla po naleśniki, bo strasznie miałam ochotę na naleśniki z serem i jak wracałam, to przypomniały mi się rady ojca Sroki, dotyczące poczęcia dziecka 
Mamy lipiec, miesiąc moich urodzin - czyli potencjalnie kobieta w takim miesiącu jest najbardziej płodna.
Zbliżają się dni płodne, wczorajszy test owulacyjny z ciemniejącą krechą, podejrzewam owulację dziś lub jutro. Zatem staramy się na rosnącym księżycu
he he, jak przykazuje ojciec Grzechu.
Ja nie wierzę, że nam się uda, że byłabym w tych 6% szczęśliwych kobiet, którym jajowody kurczą się w momencie dmuchania w nie lub wpuszczania rozmaitych środków. Za to mój mąż - on cały czas ma nadzieję, nie dociera do niego prawda.... Dobrze, niech przynajmniej on wierzy.
Ja wiem, ze damy z siebie wszystko, póki tli się najmniejsze chociaż światełko, to będziemy próbować, nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa.
Półsłówkami szepczę mężowi strzępy informacji o in vitro, kieruję na temat.... niech się oswoi. Ja też czytam i zastanawiam się, czy sama oswoję temat.
Zobaczymy.
Jestem przeszczęśliwa, że mam mojego kochanego chłopca, który nie pozwala mi myśleć, rozpaczać, rozkminiać. Tak szczętnie wypełnia mi czas, że wieczorem padam razem z nim.
Najgorszy jest moment, kiedy jestem sama w łazience, kiedy mam tą odrobinkę czasu dla siebie wieczorem, podczas kąpieli. Wtedy lecą łzy.
Ale trwa to chwilę, ocieram łzy, uśmiecham się i wracam do mojego syneczka 
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lipca 2017, 13:18
27 dc, 18 cs.
Cóż rzec... smutek 
IUI nie jest dla mnie. Do trzech razy sztuka. Jeszcze tydzień do urlopu i na ten czas musimy przestać myśleć o lekarzach, badaniach, monitoringach. Później zastanowimy się co dalej.
Dzisiaj krzywa cukrowa. Balam sie że zwrócę ta glukoze bo ja raczej nie lubię słodyczy ale z cytryna nie bylo najgorsze. Gorsze bylo siedzenie tam 2h.wyniki jutro. Chciałabym juz iść do lekarza zacząć coś brac i miec jakaś nadzieję. Poki co internet przeczesany wiem juz z czym to sie je. Chcę miec nadzieję wiem że będzie ciezko ale wiem tez że możliwe.tyle wykresow ciazowych dziewczyn z PCOS przeanalizowalam im sie udalo wiec mi tez może sie udać
Ale mam rollercoaster.
Od zeszłego czwartku czuję się źle. Grączka, potem biegunki, potem mdłości i zawroty głowy, aż w końcu okazało się, że mam mało elektrolitów i stąd te objawy. A ja się tak męczyłam cały weekend na weselu. Nie sądziłam, że tak koszmarnie można się czuć.
Obecnie piję elektrolity, sok pomidorowy i jem banany. Dziś wróciłam już do pracy, bo w domu ciężko mi usiedzieć i jakoś to leci.
Zamówiłam Mężowi PROfertil, na przypieszenie chłopaków. Dobrze, że są apetki internetowe bo w stacjonarnej chcieli za miesięczną kurację 200 złota. Będziemy potrzebować 3 opakowania. Minimum. Czego się nie zrobi dla przyszłych dzieci.
Śniła mi się dzisiaj wizyta u ginekologa - że miałam 2 czy 3 bakterie w wymazach i musiałam je leczyć antybiotykami, potem powtarzać wymazy.
Czekam na @. Ten cykl był najprawdopodobniej bezowulacyjny, więc nie wiadomo kiedy przyjdzie łaskawa pani.
Czekam na 13 cykl.
I jak wymazy będą oki, to w 14 cyklu będę miała badanie drożności jajowodów a na jesień - stymulację.
Dziennik pokładowy:
271 dc, 38+5 (39tc)
Pewnie przebieracie nogami na samą myśl o tym, jak się zakończyła historia mojego powrotu do spania... Ano guzik wyszło. Pomimo katastrofalnego zmęczenia udałam się w krainę po drugiej stronie powiek oczywiście po trzeciej w nocy, po komisyjnym trzecim siku. Ech. Szkoda gadać. Nadrobiłam za to kimając do 12.00 i doszłam do wniosku, że pora słuchać ciała i nie próbować się naginać ani zmuszać do spania, tylko walić łbem o poduszkę kiedy mnie sieknie. Nigdy nie wiadomo, kiedy tego naładowania bateryjki będę potrzebować.
Dzisiejszy dzień to... Katastrofa. Miałam nie jojczyć. Ale dziewczyny... Nie da się. Bardzo chcę być optymistką, próbuję. Oglądam Szustaka na YT, codziennie, choć do kościoła nie chodzę, ale tego człowieka akurat uwielbiam. I niedawno wypuścił fajny odcinek, który zakręcił wokół cytatu, że wkurzanie się na innych to jak picie trucizny i myślenie, że od tego umrze osoba, na którą się złościsz. Nosz kurna - prawda to. A i tak...
Rano, taki dialog. Same wiecie z kim. A ja znowu to robię i robię transkrypt, głupia buła. Być może robię to "na pamiątkę", by w chwili zwątpienia wiedzieć, komu naprawdę nigdy nie zostawiać dziecka:
- Jadę z Twoją siostrą na pielgrzymkę w październiku.
- To super, cieszę się.
- Może byś z nami poszła. A nie, czekaj... Hahaha, zapomniałam! Przecież NIE BĘDZIESZ MOGŁA! Rozumiesz?
- yyy...
- Mała Ci będzie wisiała na cycku. Aaach... Już do końca życia przejebane.
- Przeraża mnie, z jak wielką sadystyczną radością to mówisz.
- No tak, w końcu zobaczysz, jak to jest. Martwienie się i brak wolności. Już do końca życia.
- ... Po co mi to mówisz? Po co?
- Bo tak jest!
- To ja mam propozycję... Przejdź tą pielgrzymkę na kolanach i poproś Jezuska o więcej współczucia i empatii dla najbliższej rodziny.
- Jeśli już mam o coś prosić, to żeby moja wnuczka dała piękną lekcję życia. Za to, co przeżywała jej babcia.
- Ty naprawdę myślisz, że takim wrednym gadaniem ktoś Ci wróci te "zmarnowane" lata życia?
- Tak. Hahahaha.
... Wsparcie lvl dno dna i kilometr mułu.
O mało się nie poryczałam. O mało.
Potem dosłownie dopadł mnie wpis z bloga "Wyrwane z kontekstu", który czytam, i w ktorym autorka opisała swój poród. Kto chce, ten znajdzie, choć nie zachęcam. Clue wypowiedzi - są tacy ludzie w personelach szpitali, że prędzej podejrzewałabym o spotkanie w piekle niż na porodówce. Do tego głupie komentarze ludzi na fejsie pod wpisem - tak durne i krzywdzące, że szkoda słów. Hitem był facet, który twierdzi, że medykalizacja porodu doprowadza do ewolucyjnego kurczenia się miednic i niedługo żadna kobieta nie urodzi naturalnie, "brawo, autorko" itp. Brak słów.
Zestresowałam się. Powiecie może, że jestem głupia, ale nie boję się komplikacji tak bardzo, jak okropnego personelu, który z nieuzasadnionych przyczyn będzie przedłużał moje cierpienie, nabijał z mojego bólu, twierdził za mnie, że mam przeć kiedy niw będę w stanie. Możliwe, że przez takie dialogi jak wyżej jestem na chamstwo po prostu wyczulona, bo odkąd znowu mieszkam u rodziców, to czuję się, jakby mnie ktoś nieustannie dźgał kijkiem. Potem odzywa się do mnie ktoś, nawet z dobrymi intencjami, ale nie po mojej myśli, i wybucham jak rozjuszony szerszeń. Anyway... Znowu zaczęłam się bać porodu. A może nawet nie znowu, a w ogóle. Ostatnie tygodnie raczej upłynęły mi na afirmacjach, że w sumie czemu mam nie urodzić naturalnie i w miarę bezproblemowo. Dodawało mi to sił. A teraz... Jestem spanikowana. Gdyby teraz odeszły mi wody, to chyba zaparlabym się wszystkimi kończynami w futrynie i nie wyszła. Po co ja to przeczytałam?! Pora na detoks od fejsa.
No i jeszcze co... Poszłam na pocztę nadać paczkę, standardowo zapłaciłam dwa razy więcej niż się spodziewałam. Fak ju, poczta polska.
Ech... Jest jedna dobra rzecz.
Jest szaro, wieje i można nosić bezproblemowo warstwę ubrań. Co znaczy tyle, że upał mnie nie wykańcza.
fak fak fak,kląć mogę we wszystkich językach świata i co to da???kuźwa jestem już totalnie w dole!!!łzy już poleciały nie raz,pewnie polecą jeszcze wiele razy,co zrobić jeszcze nie wiem...potrzebuję chwilę na podjęcie decyzji i Waszej pomocy/podpowiedzi bo na razie sama nie daję rady.
Jest tak:owulacja była super mega,w lewym jajniku są dwa ciałka żółte,w prawym jedno...i co z tego,jak szans na ciążę NIE MA!!!!!!
Poszerzone jajowody mogą oznaczać,że gdzieś są zrosty/mimo,że napisali,że prawy drożny/ale oba są poszerzone,wyglądać to może jakby taki balonik,gdzieś nie przechodzi to co powinno,podobno kiepsko pracują,ten prawy jeszcze zipie,ale lewy raczej przez te zrosty do bani,
Są zrosty na macicy
W moim przypadku może dochodzić do zapłodnienia,ale nie do zagnieżdżenia - właśnie przez te zrosty na macicy.
No i właśnie,te dwa ciałka żółte z lewego jajnika - gdyby cokolwiek się z nich zadziało,to dupa,z tym z prawego też - bo się nie wcisną przez zrosty do macicy.
Można próbować coś robić/sprawdzić/zadziałać
dostałam skierowanie do szpitala we Wrocławiu na HSC - na usuwanie zrostów na macicy/czy się da je usunąć,okazałoby się podczas zabiegu,zrosty mogą być po cc lub w przypadku endometriozy,nawet takiej bezobjowowej
samo usunięcie zrostów na macicy nie wiadomo czy by zadziałało,nooo chyba żeby się zadziało coś z prawego jajnika,ale niby najlepiej wg mojej gin żebym też od razu zapisała się na laparoskopię.
Dostałam nazwisko lekarza z Poznania i z Pyskowic koło Gliwic.Mam poszukać namiaru na necie,na jednego lub drugiego,umówić się na konsultację i dopiero się dowiem czy nadawałabym się na laparo. Jeśli tak,to dopiero podczas laparo,okazałoby się czy cokolwiek można zrobić z tymi zrostami.
I teraz nie wiem co zrobić/jaką decyzję podjąć???
Czy spróbować tylko Hsc?czy spróbować też laparo?
czy poddać się już całkiem i nie robić niczego?
trudna ta decyzja,różne myśli łażą mi po głowie,może jeszcze warto się zdiagnozować?może dopiero po diagnozach przyjdzie czas na powiedzenie sobie Stop/trudno/koniec starań i nadziei na powodzenie,a może już trzeba by dać sobie spokój z racji wieku i tylu przeciwności???
Wiem,że decyzję muszę podjąć sama,ale proszę Was,podpowiedzcie mi cokolwiek?
11cs, 21dc, 5 dni po owu
Mam przedmiesiaczkowy rollercoaster...dzis mi sie chce wyc. Po prostu wyć. Wiem, ze ten cykl sie nie uda...niczym nie rozni sie od poprzednich. Jestem na skraju wytrzymalosci. Ile jeszcze? Pytam, no ile? Dla mnie 11 cs to w pizdu duzo. A pewnie czeka mnie jeszcze wiecej. Nie wiem czy to wszystko przetrwam.
15 dc, 6cspp.
Aktualnie czytana książka: "Kolekcjoner" Alex Kava.
Co u mnie? Nadal spokój. Dzisiaj jestem bardzo z siebie dumna, bo sama zrobiłam sobie 2 ZASTRZYKI Gonapeptylu!! Jeszcze 2 lata temu na samo słowo "zastrzyk" dostawałam histerii, a tu sama, samiuteńka!! Dałam radę!!
Owulka ma przyjść w przeciągu 36 h. Zobaczymy jak to będzie...
Tym czasem idę poćwiczyć (jeszcze mi się nie znudziło), a później zamierzam wykorzystać mojego przystojnego męża
Muszę przyznać, że odkąd nasze ciśnienie na dziecko spadło, nasze pożycie jest o wiele lepsze
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lipca 2017, 18:41
W Poniedziałek dowiedziałam się że moja 3,5 miesięczna bratanica Alicja jest chora na bardzo rzadką chorobę genetyczną Canavan. W ciagu kilku lat nasza księżniczka umrze
co gorsza okazuje się że ten wadliwy gen jest dziedziczny i równie dobrze mogę i ja być nosicielem. Choć aby choroba zaistniała oboje rodziców musi go posiadać. Dziś byliśmy wszyscy i robiliśmy badania genetyczne. Brat ma jeszcze jedno dziecko, 3 letniego synka - on z nami też był na badaniach. Teraz 2-3 tygodnie czekania na wyniki. Jestem przerażona. Cała moja nadzieja przerodziła się w strach o Adasia i o to jak to wpłynie na posiadanie mojego potomstwa ;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lipca 2017, 23:29
23 dc
Wczoraj dostaliśmy wyniki badania nasienia i jest masakra. Liczba plemników drastycznie mała, zła koncentracja i morfologia 1%. Miałam taką nadzieję, że po wyleczeniu bakterii już pójdzie z górki a tu kicha wielka bo nasienie jeszcze gorsze. W czwartek tj. 13 lipca jedziemy do lekarza ale nie wiem co on może jeszcze na to poradzić. Chyba że to przez żylaki powrózka nasiennego... Już sama nie wiem.
Badałam TSH i wynosi teraz 1,386 także bardzo ładnie spadło.
31 DC, 14 DPO
Hej kochane 
Mam chwilę więc piszę. U mnie dobrze
Wczoraj malowaliśmy kuchnię, padłam. Od 3 dni śpię na siedząco, nie daję rady, ciągle ziewam. i to kłucie z lewej strony w okolicach jajnika. Ehh.
Od dwóch dni mam lekkie plamienie, zostaje na wkładce i na papierze. Dziś termin @. Nie podejrzewam że to ciąża bo miałam dupka i plamień nie powinno być więc pewnie @ się spóźni franca jedna opóźniając kolejne płodne i wypadną jak już mąż pojedzie w trasę 
chociaż po za plamieniami nic nie wskazuje aby przyszła bo tempka w górę, szyjka wysoko że nie sięgam, cycki lekko bolą, mam zaparcia. No ale zobaczymy.
na nic nie liczę.
Pozdrawiam :*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.