22+4
23 tydzień

Wczorajsza wizyta u gina na plus :) Domiś spokojnie leżał i męczyła go czkawka :) jak to jest, że tego nie czuję??
Nasz chłopak waży pół kilo i mierzy 30 cm. Jest już tak duży, że pikające ślicznie serduszko widzieliśmy bardzo dokładnie. Od razu rzuca się w oczy przy przyłożeniu głowicy. Piękny profil, piękna szczęka po tatusiu :D udało mi się nawet nagrać minutę z usg reszcie rodziny! Oczywiście nikt nie wiedział co i gdzie :D Jak oni mogą nie widzieć tam tych cudnych kształtów?? Teściowa pogubila się gdy myślała, że właśnie ogląda główkę, a tam wyrósł siusiak. :D no nic, zgodnie wszyscy stwierdziliśmy, że i tak najpiękniejsze z tego wszystkiego jest bicie serca :)

Dziś w nocy było dziwnie. Śpię w koszuli. Obudziłam się, bo zawinęła mi się prawie pod pachy i poczułam, że coś mam w kroku. Jadę tam z ręką i czuję mokro! Majtek brak, tak że nie miało gdzie wsiąknąć i tak od dziurki, aż po pośladki... rzadkie jak woda. Nie było tego dużo, ale i tak zaniepokoiłam się. Rano hop majtki, wkładka i po 2 h cała mokra. Nosz kuźwa, przed samym urlopem takie rzeczy.
Wlazłam w internet i znalazłam taką rzecz jak paski PH! :) szybko do apteki, 100 szt za 5 euro. Dawno takiego stresu nie miałam. Przyłożyłam na próbę i nie zmieniło koloru! Podobno wody są zasadowe i byłoby zielono-niebiesko. Odetchnęłam... super sprawa, biorę ze sobą i bedą ze mną te paseczki do końca ciąży.
No ale czy takie potoki ze środka to normalna sprawa w ciąży? Ja ogólnie z natury jestem mokra tam w dole, ale żeby aż tak?

Wtorek, kierunek Zakopane :)
@Atena, ślę pozdrowienia :) tak blisko Ciebie, to szybko dolecą :D

Foto brzuszka, teraz już nie da się ukryć, że siedzi tam mały ludź ♡

nn1ifq.jpg

Witajcie Kochane, spróbuję coś napisać, chociaż chyba coś się dzieje z moim Belly i OvuFriend. Cokolwiek ostatnio piszę, nie ważne, czy w pamiętniku, czy pod wykresem, czy w wiadomości prywatnej, wszystko mi urywa. Zapisuje się jedno zdanie, a reszta ginie :(
Mam nadzieję, że teraz będzie inaczej.

Co u nas? Po półtoratygodniowym pobycie w szpitalu wypuścili nas do domu. Aby zabezpieczyć skracającą się szyjkę założono mi pessar na szyjkę, czyli taki sylikonowy krążek na podtrzymanie. Dostawałam kroplówki z magnezem 3x dziennie, Nospę i Luteinę, żeby wyeliminować napinanie i twardnienie brzucha. Dostałam też zastrzyki na rozwój płuc u dzidziusia tak zapobiegawczo. 3 razy dziennie miałam też robione ktg i na szczęście jakieś poważne skurcze się nie pisały, więc postanowili mnie wypisać z zaleceniami oszczędzania się i głównie leżenia. No więc od dwóch tygodni leżymy sobie w domu. Niestety twardnienia brzucha nie ustały, może trochę się zmniejszyła ich częstotliwość. Trochę ciężko było mi się przestawić z dość aktywnego trybu życia, jakie do tej pory prowadziłam na taką bezczynność, ale czego się nie robi dla wymarzonego maleństwa. Leżę więc grzecznie i nic nie robię. Wychodzę tylko do toalety, chwilę przejdę się po domu i znów się kładę. Wszystko robi mąż. Generalnie sobie radzi. Ogarnia najważniejsze rzeczy, ale mistrzem porządków to on nie jest i po kątach widzę bałagan, ale już nic nie mówię, staram się doceniać to, co robi zamiast ciągle marudzić, czego nie robi. Oj jak ja bym się wzięła za takie solidne porządki, ale na to też przyjdzie czas później. Licząc czas razem z pobytem w szpitalu to już prawie miesiąc leżenia i muszę powiedzieć, że mimo wszystko szybko minął. Jutro zaczynamy 33 tydzień. Oby wytrzymać jeszcze miesiąc, to już będzie dobrze. Rozmawiałam z paroma osobami, które mówiły, że też miały takie twardnienia brzucha, a mimo wszystko urodziły w terminie, więc jestem dobrej myśli. Chociaż stres jest, jak coś mnie zakuje, zaboli to zaraz się denerwuję. Ostatnio przeraziłam się śluzem, którego zaczęłam mieć bardzo dużo i w takiej gęstej, ciągnącej konsystencji. Nigdy takiego nie miałam i bałam się, że to czop śluzowy. Lekarz mnie uspokoił, że to efekt uboczny pessaru, który sprzyja infekcjom i generalnie po jego założeniu zwiększa się ilość wydzieliny. Przepisał Clotrimazolum dopochwowo, a na następnej wizycie zrobi mi znów posiewy. W szpitalu miałam robione i wszystko wyszło dobrze.

Wczoraj byłam na wizycie kontrolnej i na razie jest ok, szyjka już się nie skróciła odkąd trafiłam do szpitala. Nie byłam u swojego profesora, tylko przeniosłam się do ordynatora mojego najbliższego szpitala, w którym leżałam. W tamtym roku to właśnie on operował moją ciążę pozamaciczną i wszytko było ok. dobrze się mną zajął. W moim stanie podróże do Warszawy raczej niewskazane. Szpital, w którym pracuje profesor jest nieczynny do końca sierpnia z powodu remontu, więc i tak pewnie nie dałabym rady tam rodzić. Do najbliższego szpitala mam 18 km. Ordynator bardzo miły, rzeczowy i podobało mi się to, że w szpitalu wszystkie pacjentki traktował tak samo, nie ważne czy swoją, czy obcą. Do tej pory chciałam rodzić w Warszawie, bo mam jakieś takie wrażenie, że jest tam lepsza opieka, ale w sumie na opiekę w moim szpitalu nie mogłam narzekać. Teraz sobie myślę, że jak ma być dobrze, to będzie nieważne gdzie będę rodzić. Zawierzam się Bogu i Matce Bożej. Zaczynam się trochę bać porodu, pewnie dlatego, że jest czymś nowym, strach przed nieznanym. Boję się bólu, ale chyba najbardziej komplikacji, ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Sama nie wiem co bym wolała czy poród naturalny, czy cesarkę, ile osób tyle opinii. No nic zobaczymy. Tak czy siak będzie dobrze :) Mój synek szczęśliwie przyjdzie na ten świat w terminie ;)

W tamtym tygodniu była u mnie mama, pomogła mi uporządkować te moje szpargały i zrobić miejsca w szafie dla maluszka. Trochę nam będzie ciasno w tym małym mieszkanku z maluszkiem, ale musimy jeszcze wytrzymać przez tą zimę, remont góry i przeprowadzkę do domu rodzinnego męża postanowiliśmy na razie odłożyć do przyszłej wiosny. Bo ja nie jestem teraz w stanie denerwować się remontem, szukać materiałów, mebli, a chciałabym mieć w tym wszystkim wkład i urządzić nasz dom trochę po swojemu. Więc na razie zostaje tak, jak jest i na razie przygotowujemy się do przyjścia maleństwa na świat. To priorytet, a wszystkie inne sprawy odkładamy na potem.

Powoli gromadzę wyprawkę przez internet. Większość rzeczy do szpitala już mam, jeszcze ostatnie drobiazgi zostały i torbę też już mam częściowo spakowaną. Z tą wyprawką to mam niezły problem tyle tego jest, co wybierać, co będzie potrzebne, a co zbędne??? Wiele pytań i dylematów niedoświadczonej, przyszłej mamy. Najgorszy dylemat to chyba wózek, to taki ważny zakup, chciałabym żeby był funkcjonalny, lekki, żeby się dobrze prowadził i przede wszystkim żeby dziecku było wygodnie. Ciężko tak coś wybrać przez internet jak nie można wypróbować w praktyce. No, ale coś trzeba będzie wybrać w końcu.

Nadal intensywnie zastanawiamy się nad imieniem i nie możemy się zdecydować, strasznie to trudne, bo przecież imię ma się na całe życie, więc to ważny wybór. Zanim zaszłam w ciążę miałam tysiące pomysłów, a teraz jakoś tak nie wiem. Myślę, że to imię pewnego dnia przyjdzie samo ;) W końcu mamy jeszcze czas :)

No chyba tyle u nas w skrócie. Tradycyjnie bardzo dziękuję każdej dobrej duszyczce, która o mnie pamięta i wspiera <3
Miłego weekendu Kochane <3





Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2017, 12:08

Dziennik pokładowy:
281 dc, 41 tydzień.
TERMIN PORODU!



Nastał dzień, który wydawał mi się tak cholernie odległy, kiedy "przechodziłam na fiolet".
Termin porodu! To DZIŚ!
Czy czuję się, jakby to dziś był ten dzień, który wywróci moje życie do góry nogami? Hehe, nie. I nic na to nie zapowiada. Prawdę mówiąc czuję się… oszukana? Ale to chyba jak każda ciężarówka, która kiedykolwiek wyczyta z mądrych książek, że rodzić można po skończonym 37 tygodniu. Wiecie - tego dnia nie miało być! Czuję się, jakbym już była przeterminowana dwa tygodnie, kiedy przeterminować to ja się dopiero mogę. Tfu!

No ale nieważne. Z mężem zaliczyliśmy dziś małą rundkę po mieście. Obczailiśmy kilka sklepów z podłogami, zjedliśmy obiad na mieście (no bez kitu mamy miesiąc miodowy - co weekend jemy w restauracji, nawet za "singla" tak dobrze nie miałam!), potem błoga cisza na mieszkaniu i pycha lodziki. Objawy? Ciągnący w dół brzuch i kłucie w grażynie. Tylko. Nic więcej. W porównaniu do bolechy sprzed paru dni to jest normalnie cisza przed burzą.

Może podsumujmy sobie ten trzeci trymestr, skoro już go w zasadzie przeszłam, co? :D

TRZECI TRYMESTR - podsumowanie

Pomiary wszelkiej maści:
- Mamusiowe sadełko: +15kg (względem pomiaru sprzed testu ciążowego)
- Miśkowe sadełko: szacowane 3800g… spuśćmy zasłonę milczenia.
- Zmiany na ciele: duże brzucho, rozstępy tylko na piersiach, które w porównaniu do "przed" wyglądają, jakby wykarmiły już drużynę piłkarską, opuchnięte dłonie. Z plusów - tak zdrowe włosy i cerę ostatni raz miałam chyba w podstawówce!

Badania i inne takie:
- Pewnego razu w morfologii wyszła bardzo niska hemoglobina, a równolegle z tym odkryciem ja zaczęłam mieć "niespokojne nogi" w nocy. Po paru dniach zaleconej suplementacji żelazem problem zniknął, a ja w końcu przestałam wierzgać jak koń na westernie.
- Miśka pozostała anonimowa cały trzeci trymestr, tuląc twarz do mojej wadżejdżej, nie chcąc się pokazać na USG - życie!
- Pierwszy raz podpięto mnie pod KTG. Mamy za sobą już cztery takie badania. Wszystko gut.

Pozytywy:
- Dopięłam elegancko wyprawkę i stwierdzam, że na palcach jednej ręki mogę policzyć rzeczy, które nie wiem, czy się przydadzą. A tak - jest ok! Misja zakończona powodzeniem! Mój stan szafy i szpitalnej torby jest na poprzedniej stronie.
- Przekonałam się, jak to jest być w zaawansowanej ciąży na weselu. Co tu dużo mówić… jedno ze śmieszniejszych doznań w życiu. :D
- Odwiedziliśmy interesujące nas szpitale i wyrobiliśmy sobie wstępną opinię.
- Zaliczyłam przecudowne darmowe warsztaty w formie pięciu spotkań w każdą sobotę, dzięki którym poczułam, że dam radę i nie jestem sama z moim "problemem". :) Ogrom wiedzy, jaki przyswoiłam, był niesamowity. Obejrzałam filmy, których pewnie nigdy nie obejrzałabym sama. Brałam udział w dyskusjach, zarobiłam nawet jedno ciążowe zdjęcie. To były zdecydowanie jedne z najlepszych dni całej ciąży.
- Zaliczyłam pierwszy dzień matki! :)
- Podpięłam się pod spoko grupę na fejsie i już mam obcykanych większość pediatrów w mieście oraz "co podać dziecku, gdy ząbkowanie/gorączka/kaszel itp.". Przeglądanie postów pozwoliło mi się nieco oswoić z tym, co jeszcze jest póki co nieznane.
- Pomimo grrrubej końcówki to i tak większość trymestru kwitłam. Czułam się względnie dobrze, pogodziłam się ze ślamazarnością, wychodziłam do ludzi, ćwiczyłam z innymi ciężarnymi. Po czym spadła zasłona 38 tygodnia...


Negatywy:
- Witaj, Hemoroidzie Stefanie! Mam nadzieję, że skończymy nasz romans po połogu…
- Kryzysem tego trymestru był absolutny brak wsparcia i zrozumienia wśród najbliższych mi osób, którego nie mogłam zrozumieć ani przetrawić. Do teraz w sumie mi ciężko.
- Temat szczepień zorał mi konkretnie mózg i o ile zapadła decyzja, że szczepimy, tak czuję podskórnie, że wizyty u lekarza będą jednymi z bardziej stresujących momentów mojego wczesnego macierzyństwa.
- Trzeci raz tej ciąży zaliczyłam przeziębienie z gilem i bolącym gardłem! Mam nadzieję, że uda się nie zachorować czwarty raz, chociaż teoretycznie… zaczęłam czwarty trymestr. ;/
- Problem z położną środowiskową… uroki życia na wsi, gdzie jest tylko jeden egzemplarz. x_x
- Po donoszeniu ciąży doświadczyłam całego pakieciku, który kryje się pod hasłem "ciężkość trzeciego trymestru", a mianowicie - ciężkość, ospałość, dyskomfort w napiętym brzuchu, problemy ze spaniem, rozkręcony częstomocz, trudności ze wstawaniem i przewracaniem się w łóżku, ciągnące podbrzusze po pokonaniu paru metrów na nogach itp.. Choć tak zupełnie szczerze - gorsze jest tylko oczekiwanie na poród i problemy z psychą. SERIO.



A to ja wczoraj, dzień przed terminem. Pamiątka ciekawego momentu w życiu, którą zatytułowałabym "ona jeszcze nie wie…". :D Czyli jeszcze bez dziecka i jeszcze bez wykończonego mieszkania. Za mną oczywiście totalny rozpierdziel - w tle przedsionek i kuchnia z dużą witryną, która niedawno była garażem. Ja łapię się schowka, który będzie pod schodami (które również KIEDYŚ będą :D). Sufit podziurawiony jak ser szwajcarski, co by elektryk mógł przerzucić gdzie trzeba większość instalacji. Plus - moje brzucho na zbliżeniu!

2zrm9kz.jpg

Całuski!


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2017, 20:11

Zrobiłam teraz też test owulacyjny i wyszedł prawie pozytywny gdzie z Allegro w testach owu koło @zawsze wychodziła jedna kreska (z braku ciążowych sprawdzałam tak w poprzednich cyklach)
Nie wiem sama czy po cichu się już cieszyć czy się jeszcze wstrzymac

laira już wiemy, że chcemy ;-) 15 lipca 2017, 21:02

17 dni po ovu, której zapewne nie było. Gin wyjasnił mi że pęcherzyk mógł wcale nie pęknąć. W nastepnym cyklu bede monitorowac. Dostałam leki, na wywołanie okresu i potem na stymulacje owulacji. Mam nadzieje ze juz za miesiac cos sie zmieni;-) do urlopu 9 dni, ale nie ma sie czym cieszyc.

40+0

TP z OM: dzisiaj
TP z USG: 21 lipca


Nadal dwupak! ;)

Ale pocieszam się faktem, że może lada godzina, lada dzień się rozsypie :P bo tak to nazwał mój tata :D


Niby kłucia, ostre kłucia miałam wczoraj w szyjce i w pochwie ale nie zwracałam na nie uwagi bo po co się nakręcać, że to to?

Jedynie co mnie podbudowało to czop :)
Zwiększone ilości podchodzącego pod brąz i beż czopu śluzowego :D

Ja wiem, że niby może odejść a do porodu ma sie to nijak. No ale jakieś pozytywy trzeba z tego łapać, co nie? ;)

Pewnie skończy się na wywolaniu Małej ale jeszcze mam cień nadzieji, że sama lada dzien wyjdzie i ne trzeba będzie jej zapraszać na ten świat :)


Tak więc noooo....

Trzymajcie za Nas kciuki ;)

26 dc. Wczoraj leżałam rano w łóżku i zastanawiałam się czy nie zrobić testu. I ... bałam się. Z jednej strony bałam się, że znów zobaczę jedną kreskę z drugiej nie byłam gotowa zobaczyć dwie kreseczki...Dlaczego? Wszystko mi się ostatnio sypie... Remont trwa w nieskończoność i coraz nowe problemy wychodzą, kasa się kończy... Dziś wszystkie te argumenty jednak uciekają. Do pierwszej ciąży nie byłam gotowa wcale. Byłam zdecydowanie za młoda, ale jak tylko zobaczyłam malutką kropeczkę na usg wiedziałam, że zrobię dla niej wszystko. Po zobaczeniu dwóch kresek wszystkie lęki uciekły... A teraz brzuch mnie boli .. wiem, że @ jest blisko. Kolejne starania zapewne nie przyniosły efektu. I to boli. Przed nami miesiąc który niestety jest stracony. M wyjeżdża i przyjedzie po mojej owulacji... I jak to wszystko wytrzymać? Kasy na koncie brak, remont w rozsypce i zapewne jedna kreska na teście...

Od 4:00 nie śpię.
Tak się cieszyłam bezproblemową ciążą po poronieniu. Zaszalałam z odkurzaczem i mopem, za szybko, za agresywnie... spieszyłam się na tramwaj. Zaczęły się bóle podbrzusza, ale nie zmartwiły mnie, bo to nie pierwszy raz. Tyle, że zawsze miałam możliwość położenia się. A tu łyknęłam tylko magnez i poleciałam.
W tramwaju oczywiście na początku stanie, potem na siedząco ból był już nieciekawy, taki jak na okres. Od przystanku 15 min spaceru do miejsca docelowego. No i się załatwiłam.
Od wczoraj zjadłam już 3 nospy i tyle samo magnezu, miałam już ograniczyć progesteron, ale teraz jak? Nospa tylko wycisza ból, promieniuje czasami na plecy. Nie są to skurcze, to ciągły ból, jak przy @. Pytanie, co robić?
Czuję małego, serduszko mu bije jak zawsze, kopniaki nie są na dole, ale czuję ciężar. Czasami ciężko mi się wyprostować.
Iść na IP, czy poczekać do jutra i wbić się na chama do mojego gina? Pojutrze urlop, muszę być pewna, że mogę jechać.
Naczytałam się o skracaniu szyjki, czy takie coś może być tego objawem? Może ta wczorajsza mokrość to jednak coś poważnego a ja kupiłam felerne testy PH? Ehh, chyba jednak lepszs IP.
Zjadłam śniadanie, wzięłam znów nospę i magnez, chyba zmrużę oko jeszcze na chwilę i ocenimy sytuację jak wstaniemy.
Mały szaleje.

Ciąża rozpoczęta 19 czerwca 2017


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2017, 11:37

Dziś 16dpo wieczorna kreska nie znikła temperatura dziś dalej wysoko 37.15 nie zaznaczam jeszcze na wykresie plusa do środy w środę robię ponownie test pink będzie to mój 19dpo tak daleko nigdy jeszcze nie dotarłam.

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 16 lipca 2017, 10:27

13 tc (12t3d)

Zapowiada się miła, słoneczna niedziela. Ja od 8.00 nie śpię i o dziwo nie obudziłam się w nocy jak zwykle. Czuję się też coraz lepiej, mam większy apetyt, mdłości to już raczej epizod wieczorny. W piątek spotkałam się z moimi starymi kumpelami - dawno się nie widziałyśmy a chciałam przekazać im radosną nowinę :) Myślałam, że posiedzę ze 2 godzinki i dopadnie mnie sen, a tu proszę - północ nas zastała :)

Brzuszek już jak widać zaczyna się kształtować, chyba zbliża się ten piękny i spokojny drugi trymestr ;)

Póki co mam 3 rzeczy na głowie, o których ciągle myślę:
1) Zbliżający się wyjazd - muszę zrobić wszystkie ważne badania przed, po po powrocie od razu mam wizytę u ginekologa. Muszę zrobić ostatnie zakupy - m.in. nadal nie mam stroju jednoczęściowego! Muszę zostawić przed urlopem jak najmniej zaległości w pracy, aby koledzy mnie nie przeklinali gdy ja będę wdychać jod nad morzem ;)

2) Kwestia zwolnienia - kiedy iść? Jak to będzie wyglądało finansowo też? Plan jest na razie taki, że w sierpniu poproszę o stałą pracę z domu, a we wrześniu już chciałabym iść na zwolnienie. Koleżanka uświadomiła mi, że przecież zasiłek chorobowy jaki będzie wypłacał mi ZUS będzie średnią z 12 m-cy, a ja dostałam podwyżkę dopiero w kwietniu. Na szczęście premie i nadgodziny też wchodzą w podstawę chorobowego, więc o ile dobrze liczę, moje wynagrodzenia w tym roku rekompensują mniejszą pensję z końcówki roku 2016. Nawet wyszło mi jakieś 100 zł więcej niż aktualna pensja, ale nie jestem pewna czy wszystko dobrze liczę. Poza finansami, wrzesień może być naprawdę ciężki i niekoniecznie chcę już w tym uczestniczyć.

3) Szpital. Jaki szpital mam wybrać do porodu? Co człowiek to opinia, każdy ma jakieś złote rady, jakieś doświadczenia. Póki co rozważałam Karową i Orłowskiego, Inflancką chyba z góry skreśliłam (mówi się, że tak jest jak na taśmie a opieka śrenia). O Karowej mam jakieś swoje zdanie, bo byłam tam na HSG, ale poza tym słyszałam też różne opinie. Póki co na czołówkę wychodzi Orłowskiego - dominuje opinia o bardzo dobrej opiece. Cóż, temat na szczęście nie na już, ale do głębokiego przemyślenia.

No to już nie przynudzam, powinnam dziś skorzystać z pogody :) Wam życzę tego samego :)

gabi544 moja historia 16 lipca 2017, 10:40

Ciąża zakończona 16 lipca 2017

Kinia16 Chciałabym cudu 8 sierpnia 2017, 14:24

Temperatura mi coś skacze tak dziwnie xD. Z M starania pełna para z radością i z przyjemności. Tylko jest jeden problem. Nie mogę spać w nocy, w dzień bym spała ale nie kładę się nawet bo już wgl w nocy bym nie zasnęła. Jestem zmęczona jakas, byle do pon i urlop :). Mamy wielka nadzieje na ten cykl.

2dpt
Objawy - brak
Test owu - negatywny

3dpt

Objawy: rano wymioty, jasno kremowa luteina.
Cały dzień była bladoróżowa.

4dpt

Objawy: nadal jasnoróżowy lutinus. W nocy po zastrzyku potworny piekący ból po fraxiparinie. Zerwał mnie ok 2 nad ranem :(
Test owu - POZYTYWNY

5dpt
Objawy: wieczorem ból miednicy, pobolewanie brzucha. Płacz od rana :/

6dpt
Objawy: ból miednicy.
Test ciążowy: NEGATYWNY :(

Mąż zrobił mi niespodzianke i kupił mi balona napomnpowanego helem ❤
Od razu humor lepszy :)

Okruszku walcz mój maluszku!!! ❤


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2017, 11:10

Kinia16 Chciałabym cudu 19 lipca 2017, 22:10

Wszystko wróciło do normy na szczęście między Nami :). Wczoraj były staranka więc może się coś zagniezdzi w końcu. Sama już nie wiem czy w to wierzę. Niby tak ale wewnątrz myślę że może dziecko nie jest mi pisane?


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2017, 22:00

bertha Drzewo nadzei... 18 lipca 2017, 11:51

Wracam napisac krótki update..
W miedzyczasie los dobił mnie jeszcze bardziej, bo jak sie okazało, moglam źle sobie założyć ile to jest ta "chwila przerwy" przed biopsją.

Pieknie wszystko sobie załatwiłam - od mojego gina szybko recepta, odebrana kurierem, dostarczona nastepnego dnia nad morze, bo przeciez bylismy na wakacjach. antybiotyk od razu rozpoczety, wyliczone, ze po zakonczeniu antybiotyku, po 4 dniach zrobie biopsje, bede akurat w 12dc, od razu załatwie wizyte u endokrynologa w Wawie..
wszystko cudnie... uff..
..ale oczywiscie.. @ jak na złość przyszła wczesniej - czyli 12dc juz staje sie 13dc, a biopsja ma byc w pierwszej fazie cyklu! U mnie owu jest w 12-13dc. Co oznacza pierwsza faza cyklu dla lekarza?
No to dzwonimy. Na rejestracji dopytuje czy 13dc bedzie ok. Pani szybko sie skonsultowala z lekarka i powiedziala, ze lepiej wczesniej, ale jesli mam owu w 13dc najwczensiej to bedzie ok.
A poza tym, musi byc przerwa po antybiotyku, wg niej conajmniej tydzien albo i dwa!!

no to załamka. Z takimi założeniami, jestem w plecy dwa miesiace a nie jeden.. Ale powiem szczerze, ze juz powoli przestaje sie takimi rzeczami przejmowac.. ja robie co moge, ale rzeki kijem nie zawróce.. trudno.
Nie ufajac do konca recepcjonistce umowilam sie na konsultacje telefoniczna z lekarzem w poniedzialek - wczoraj. Dr Wojewódzki. po raz kolejny potwierdzam, ze bardzo fajny człowiek! (to on do mnie dzownil z informacja o wyniku histochemicznym i zapytał mnie nawet o pogode nad morzem! Jaka róznica pomiedzy nim a Lewandowskim..)
Nie przedłużając - Wojewodzki kazał skrócic o jeden dzien antybiotyk, zeby bylo 5 dni przerwy przed biopsja i bedzie dobrze jak zrobie ją w 13dc! Super hiper! nie trace dwóch miesiecy tylko jeden! :)

Kazał jeszcze brac cos na grzyby, bo po antybiotyku moze sie pojawic grzybica. takze dzisiaj szybka akcja, wizyta u gina w Medicover i mam juz recepte.
Za tydzien biopsja!! :)

PS. boje sie że to boli...

Mega problem... Wlew z intralipidu. Mam opcje wykonania na 5 dni przed transferem lub 4. Z tym że 4 przed to już ryzykuje, że gdzieś nie zdążę jak np będzie trwało 3 godziny.

Nie wiem co zrobić... Czy te 5 albo 4 dni to nie za długo przed transferem, coś to da??

Jutro mam dzwonić do immunologa i dać Mu odpowiedź co zdecydowałam. Nie wiem. Cały dzień tłukę się z myślami.

Dziś 5 dzień cyklu. Prawie połowa urlopu już za mną. Oh odpoczynek w domu to nie odpoczynek.. na razie czekam na wolne mojego D. ale i tak zostajemy w domu. Może we wrześniu pojedziemy na 3 dni do Kołobrzegu. Cudownie było by już w trójkę <3 Teraz tylko czekam z niecierpliwością na te dni.
Powoli chcę zacząć kupować jakieś kocyki, bodziaki itd bo to zawsze może leżeć a jednak też troszkę pieniążków na to idzie. Później więcej zostanie na wózek, łóżeczko, mebelki ;)
Jeden wózek bardzo mi się spodobał , świetnie wygląda w rzeczywistości ;)

gf58qy27fwbt_t.jpg

Wróciłam z IP, ogólnie jest wszystko ok, z łożyskiem, z szyjką macicy (4,2 cm).
Jedynym powodem bólu może być jedynie główka małego na dole, sama widziałam, że dziubie mnie tam mocno i położna kręcąc głowicą na wszystkie strony znalazła w końcu tak jakby nacisk na 1 cm. Nie wiem jak to nazwać po polsku... Mały naciska na szyjkę od góry i tam jest jakby 1 cm obniżenia/rozwarcia? Nie uważała tego za coś tak poważnego by mnie trzymać dobę, ale nakazała odpoczywać, jeść magnez i jutro iść do mojego gina na sprawdzenie.
Co do podróży trochę kręciła głową...
Cieszę się że to nic poważnego. Oby nie przerodziło się w nic więcej.
Tylko biodra i plecy już mnie bolą od leżenia :)

Od pt (14.07) poszłam na L4 chociaż chciałam pracować jeszcze przez te 2 tyg zanim pojadę do mojego lekarza no ale mój maż nalegał żebym poszła na L4 i odpoczywała. No w końcu ma racje, bo tak długo się staraliśmy o nasza fasolkę ;) Także przez te 2 tyg odpoczywam he :) a 28 wizyta u mojego gina, już nie mogę się doczekać :) Ogólnie czuje się dobrze czasami w podbrzuszu mnie zakłuje ale jest ok. Wczoraj mnie trochę krzyż bolał ale dziś jest już dobrze :) No i ten trądzik codziennie coś nowego wyskakuje he :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)