KONIEC oto nasza decyzja.
Podsumowanie: 7 lat starań, 4 inseminacje, 4 pełne próby ivf, 0 śnieżynek, mnóstwo badań, niezliczona ilość wizyt, drożność jajowodów, histeroskopia, lek Atosiban, ocean wylanych łez, strata maleństwa w 9 tc
.....chyba wystarczy. Na pewno wystarczy. Zrobiliśmy wszystko co mogliśmy a nawet ciut więce. Wszystko co było w naszym zasięgu. Czy można robić próby w nieskończoność, badania, konsultować z lekarzami, wyszukiwać kolejnych możliwości??? Oczywiście że można. Każdy ma jednak swoje granice, swoją ścianę do której się dochodzi, kres sił i wytrzymałości. My przekroczyliśmy naszą granicę. Nie damy rady więcej, psychicznie, fizycznie... Oprócz poczęcia dziecka trzeba mieć też siły i zdrowie je wychować. Znam parę której udało się za 15 razem, podziwiam ale to nie dla nas. Proponowano nam dawce komórki lub nasienia. My ustaliliśmy na samym początku, że albo dziecko będzie "całe" nasze albo " całe" nasze nie będzie. Znam też pary którym się udało a dziecko wychowuje się bez taty. Ciężko powiedzieć koniec, jest to jednak mądra i odpowiedzialna decyzja. Podjeliśmy ją RAZEM, jest to dla mnie duża wartość. Razem przetrwaliśmy próbę ciężką na którą ktoś postanowił nas wystawić. Wyszliśmy z tej próby silni, pewni siebie, utwierdzeni w przekonaniu że damy radę bo jak nie my to kto 
Dziękuję wam Dziewczyny za wszystkie ciepłe słowa, kciuki. Szkoda że nie mogłam sprawić wam radości i napisać "udało się". Nie jest to koniec naszej historii, zakończył się pewien etap, mamy nowy plan 
Ciąża rozpoczęta 3 grudnia 2015
Ciąża rozpoczęta 16 stycznia 2018
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2018, 20:43
16dc
I co? I wodniak. Już mam dość o tyle o ile wydaje mi się, że już jest dobrze znowu musi coś mnie w pysk walnąć. Nie mam siły. Mimo wszystko nie wiem co myśleć niby ostatnio pękł pęcherzyk, a dzisiaj urosły i znowu dostałam zastrzyk. Nie mam siły nie wiem co się dzieje. I tak leżę i rycze.
27t2d (do tp pozostało...89!dni)
No i hyc. Niczym zajączek wskoczyliśmy do magicznego 3 trymestru. Hahahaha. No może tak nie dosłownie
No i w sumie to już w piątek wskoczyliśmy, ale mega ciężki tydzień za mną i nie było kiedy wcześniej napisać. W zeszłym tygodniu zaliczyliśmy małe tornado życiowe. Sprzedaliśmy auto, będziemy szukać czegoś nowszego. A poza tym... Kapselek miał operację, dodatkowe wizyty zajęły nam cały tydzień, ja miałam endokrynologa, szukamy łóżeczka i komody i ogólnie ciągle coś. Ale pokolei. Kacper dzielnie zniósł operację i kilku godzinny pobyt w szpitalu choć ja myślałam, że napiszę skargę na szpital i to taką nie szczędzącą w słowach. Obiecałam mojemu synkowi, że będziemy na niego czekać gdy go zabierali i że będziemy w sali gdy się obudzi. Normalne, poprzednim razem było dokładnie tak samo. Gdy wjechali z nim do sali przejściowej my zostaliśmy pod drzwiami i się zaczęło. Jakaś baba kazała nam stąd iść bo to jest oddział operacyjny i mamy iść do poczekalni, a za drzwiami są krzesła. I owszem są, bo poprzednim razem też tam siedzieliśmy. Dosłownie 10 metrów dalej. Operacja miała trwać ok 5 minut choć nie wiedzieliśmy dokładnie kiedy się zacznie. I tak od 8:05 siedzieliśmy sobie, w coraz większych nerwach, ja co chwilę mówiąca do P. że chcę iść do mojego dziecka, dlaczego to tyle trwa i co się do jasnej cholery dzieje! z coraz większymi bólami brzucha i wściekłością, że nikt nic nam nie mówi do 9:40. Kilka razy zaglądałam przez drzwi za którymi oczywiście żywego ducha! Słyszałam Kacpra, byłam tego pewna, że to on płacze i serce mi pękało bo nie wiedziałam gdzie jest. Po czym o rzeczonej 9:prawie 40 dwie pielęgniarki z oddziału dziecięcego wyjechały z nim na łóżku i beztrosko jadą sobie na oddział dziecięcy. I nagle tak obróciły głowy i o mama i tata! No myślałam, że je zabije. One do nas, że nas nigdzie nie było i nas szukały tam w korytarzu tylko. A mąż się tak wkurzył i tłumaczy, że jakaś baba nas wyrzuciła i że byliśmy dosłownie za drzwiami wystarczyło wychylić głowę. Naraziły nam dziecko na niepotrzebne nerwy i stres bo nie czuły potrzeby zajrzeć. A ja w 7 miesiącu też raczej nie powinnam się na darmo denerwować. No cóż. Skończyło się tak, że nie usłyszeliśmy złamanego przepraszam a synek nie chciał nas wypuścić nawet siku tak się bał, że znów straci nas z oczu. Koszmar. Na szczęście wyszliśmy po 14 do domku i tylko w piątek miał zdjęcie opatrunków. Teraz do 9 października musi ponosić szwy pod zwykłymi plastrami i wtedy je zdejmą. Dzięki Bogu! Mam naprawdę nadzieję, że to będzie już koniec tej historii i młody nigdy więcej nic tak nie złamie...
Co do endo całkiem ok, wyniki w porządku, wytrzeszcz w końcu od lat popuścił i nie mam takich problemów wielkich a rozmiary tarczycy na usg są stabilne jak to określił lekarz. Następna wizyta miała być na koniec października ale w związku z brakiem wolnych terminów mamy 3 listopada. Lekarz uśmiechnął się, poklepał nas po ramionach i zacisnął kciuki w związku, że ciąża już tak daleko i powiedział, że trzyma za nas kciuki. Ciekawe doświadczenie nie powiem
Przepowiada mi jakiś szybszy poród?
Hahaha.
Co do gina to po tej glukozie wyniki okej i nie musiałam robić tej dokładnej, na czczo w związku z tym. Zdecydowanie do przeżycia tym razem. I tylko jedno pobranie choć siniaka mam do dzisiaj. A raczej wielkiego sińca. Następna wizyta 6 października i tym razem mąż wybiera się w końcu ze mną. A szwagierka ma odebrać Kapsla z przedszkola. Zobaczymy. Mąż się śmieje, że już prawie 30 tydzień, zdążę urodzić a on dalej małego na usg nie widział.
Więc nie ma siły, trzeba iść razem. No zobaczymy jak mu się spodoba kilkugodzinne czekanie w poczekalni. Niby wie na co się pisze a jednak uśmieje się jak zacznie marudzić albo zarobi kopa 
W kwestiach wyprawkowych rodzice chrzestni mega nam pomagają i mimo iż nie prosiliśmy chrzestna prezentuje wózek a chrzestny łóżeczko z materacem i całą wyprawką łóżeczkową. No wariaci no! Ale nie ukrywam, jak chyba żadna przyszła mama, że to wielkie odciążenie dla nas. W tym miesiącu została nam komoda i wanienka a w przyszłym chcemy kupić fotelik, z tego co się zorientowałam to maxi cosi, tylko muszę zamówić adaptery do wózka w pl bo tutaj ich nie ma. Poza tym brakujące rzeczy podzieliłam na dwie części i część w tym miesiącu a część w przyszłym. Musimy kupić butelki, smoczki, pieluszki, i całą chemię. Dostałam kupony z rossmana więc mogę trochę poszaleć, bo inaczej portfel byłby lżejszy spokojnie o 150 euro. A tak liczę, że zamkniemy się w 100. Przynajmniej w tych podstawowych rzeczach. 
Miał być krótki post a wyszedł mi jak zwykle esej. No cóż. Pewnie i tak nikt tego nie czyta, ewentualnie pobieżnie rzuca okiem
Hahaha. Inaczej zmarnował właśnie jakieś 5 minut życia
hahaha. 
A i na koniec choć wcale nie najmniej ważne. Młody szaleje niemiłosiernie, czasami wyprawia takie dzikie harce w brzuchu, że zastanawiam się jak mu może być tak wygodnie. Mam nadzieję, że mu tam dobrze. Jeszcze tylko troszkę i się spotkamy! Nie mogę się doczekać. 
Panie Boże miej nas w Swojej opiece 
Misiu rośnij zdrowo Kochanie, czekamy na Ciebie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2017, 11:07
37 dc 7 cykl
10 dpo
Witajcie kochane :*
Dopiero wstalismy z M
Wczoraj mieliśmy wieczór z winem i filmami
byli jeszcze z nami brat od M i jego dziewczyna 
Było super
ta kobieta jest wspaniała w końcu mam bratnia duszę która myśli to samo co ja o teściowej
haha
Wiecie co wczoraj tak siedziałam i myślałam o tym całym plamieniu i jak dobrze pamiętam dotąd takie coś mi się nie przydarzyło
rozmawiałam z koleżanką mamy która jest ginekologiem i są dwie opcje, albo przez ta stymulację od marca organizm po odstawieniu szaleje, albo faktycznie to ciąża
ta wiadomość nie wprawila mnie w żaden zachwyt bo nie uwierzę póki nie zobaczę dwóch kresek na teście
Pani doktor radziła zrobić test dopiero w dniu spodziewanej @ o ile temperatura nie spadnie
i tak też zrobię 
M na razie nic nie wiem nie chce go stresować 
Dzisiaj jedziemy na obiad do taty M
uwielbiam faceta jest tak pozytywnym człowiekiem 
I to na tyle moje kochane 
Miłego i słonecznego dnia Wam życzę :*
5 tygodni Jasia 

Jutro chyba zaczne nowy cykl staran... bo dziś zauwazylam lekko rozowy sluz... także dziś zacznie się plamienie popołudniu
. Zacznie się nowy cykl, nowe starania, nowa nadzieja i wiara ze może się uda. Mam nadzieje ze się uda... Teraz wiem, jak mój maz się czul zalamujac ze nie może mieć dzieci... po badaniu dwa lata spermy, a w tym roku po biopsji jader... Ale mam nadzieje, że stworzymy wreszcie swoją własną rodzinę ! :)Albo psychika mi siada hehehehe i już wypisuje głupoty !
Nowy miesiąc, nowe starania ! i oby się spelnilo MOJE / NASZE marzenie !
Miłego dnia , a ja szykuje się, aby pojechać na obiad do moich rodziców 
25 dc.
Moje małżeństwo praktycznie nie istnieje. Małż od początku roku nie robi nic innego, tylko gra w CS. Moje prośby, żeby przestał można rozbić o kant d*py. Miewa niekontrolowane napady gniewu i wrzeszczy na mnie z byle powodu. Obiecywał, że pójdzie do lekarza, że się zmieni...w ciagu kilku tygodni nie zrobił w tym kierunku absolutnie nic. Nie chcę mieć z nim dziecka, chcę rozwodu. Jednostronna walka o to, żeby było dobrze nie ma racji bytu.
Cześć!
Piszę na filetowej stronie mimo, że chciałam na nią przejść dopiero po potwierdzeniu ciąży u gina, ale niestety okazuje się, że jak zaznaczy się na wykresie pozytywny test ciążowy to automatycznie zamyka się pamiętnik na ovu i nie można dodawać postów... mam nadzieje, że nie kuszę losu...
Dzisiaj rano, drugi test pozytywny, kreska wyraźniejsza niż wczorajsza, okresu nadal bark, więc chyba jest coś na rzeczy
czuje się jak bym miała okres- lekki ból brzucha i mocno wrażliwe piersi. Poza tym ok. No może lekko mi niedobrze, ale nie wiem nawet czy to nie wkręt.
Ogólnie mam super humor, jestem przeszczęśliwa i jakaś taka spokojna, ale też niedowierzam, ze to dzieje się na prawdę
Razem z mężem hamujemy się nawzajem, bo przecież różnie może się to potoczyć. Ja ostatnio naczytałam się (oczywiście na ovu) o wczesnych poronieniach, więc staram się nie nakręcać, ale jestem dobrej myśli.
Moja pierwszą reakcją na drugą kreskę była radość pomieszana ze strachem, ale na szczęście po kilku godzinach pozostała tylko radość
Bardzo się zdziwiłam druga kreską, bo byłam nastawiona, że się nie udało w tym miesiącu (nawet zapisałam się w tyg na bieg niepodległości na 10 km !) i robiąc test gadałam w myślach na mojego gina, ze co on mi za suplementy pozapisywał, jak mi się teraz okres przeszło 3 dni spóźnia i nie mogę nawet lampki wina na weekend wypić.
Mam nadzieje, że będzie ok. Zastanawiam się tylko czy robić bthcg czy tego nie olać. Jutro chyba pogadam z ginem i się podpytam..
Juz wszystko dobrze ale doszlo do tego ze trzasnlam drzwiami i lazilam po miescie...w nocy...oczywiscie psal i dzwonil...wrocilam kolo 1 ...bo pisal przepraszal itd...jak wrocilam do domu pogadalismy...spalam moze z 3 godz a potem poszlam do pracy..juz jest lepiej ale nie idealnie...
chyba zwalilo mi sie za duzo na glowe...
okazuje sie ze 3 lekarz jest jednak za amputacja nogi u meza...wiec zas czeka nas ciezki okres...
z pozytywow to t ze juz 9 kg mniej
coraz blizej celu...mialam schudnac 10kg przed nastepnym IVF ale dalam sobie czas doonca roku...tyle ze po nowym roku maz moze miec te amputacje i wtedy zas lipa...ajjjj ciagle klody pod nogi...
Czasami zastanawiam sie za jakie grzechy...
Juz wszystko dobrze ale doszlo do tego ze trzasnlam drzwiami i lazilam po miescie...w nocy...oczywiscie psal i dzwonil...wrocilam kolo 1 ...bo pisal przepraszal itd...jak wrocilam do domu pogadalismy...spalam moze z 3 godz a potem poszlam do pracy..juz jest lepiej ale nie idealnie...
chyba zwalilo mi sie za duzo na glowe...
okazuje sie ze 3 lekarz jest jednak za amputacja nogi u meza...wiec zas czeka nas ciezki okres...
z pozytywow to t ze juz 9 kg mniej
coraz blizej celu...mialam schudnac 10kg przed nastepnym IVF ale dalam sobie czas doonca roku...tyle ze po nowym roku maz moze miec te amputacje i wtedy zas lipa...ajjjj ciagle klody pod nogi...
Czasami zastanawiam sie za jakie grzechy...
13 dc, 9cspp.
Aktualnie czytana książka: "Awaria małżeńska" M. Witkiewicz
Cześć dziewczyny!! Co tam u Was? Od czasu do czasu podglądam co się dzieje na OF i widzę co raz więcej zielonych plusików
Gratuluję każdej z Was i cieszę się razem z Wami 
U mnie właściwie bez większych zmian. Jestem w trakcie 9 cs i co raz bardziej oswajam się z comiesięcznymi porażkami. Chyba już nawet przestaję traktować to jako porażki, tylko jako coś pewnego w moim życiu
Mimo to nadal nie składam broni, nadal walczę. Ten cykl mam ostatni stymulowany clo+lametta. Dorzucamy też Conceive Plus, a w następnym cyklu szykuję się na SonoHSG. Trochę się boję, ale co zrobić...
Z ciekawostek wrzucam fotkę do porównania dwóch testów owulacyjnych - taniego z Allegro i droższego z Rossmanna. Oba zrobione jednocześnie,zobaczcie jaka różnica!! Oczywiście test ovu dzisiaj jeszcze negatywny, ale ciemnieje
a na teście z Allegro zupełnie nic.

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2017, 20:57
Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy
18dc
Owulacja przyszła dziś rano,ból jajnika obudził mnie przed 6 i trwał mniej więcej do południa. Serduszkowaliśmy wczoraj,ostatni raz kilka godzin przed bólami przepowiadającymi,więc mam nadzieję że czas wstrzelenia się jest ok.
Na potwierdzenie niedawno zrobiłam test owulacyjny i wyszedł negatywny,czyli faktycznie jestem już po.
Jutro mam wizytę u ginekologa,strasznie się martwię,żeby wszystko było ok.Ostatni raz na kontroli byłam tydzień po zabiegu i wtedy było dobrze.
Przy okazji sprawdzimy jak wygląda sytuacja owulacyjna na monitoringu.
A tymczasem czeka mnie 14 długich dni i wtedy wszystko się wyjaśni. Obiecałam sobie, że test ciążowy zrobię dopiero w terminie spodziewanej miesiączki,ewentualnie dzień wcześniej. Wcześniejsze testowanie wywoływało u mnie totalną fiksację, dopatrywanie się cienia kreski na siłę i rozmyślanie. Zamówiłam testy na allegro, mogą przyjść w każdej chwili, więc czeka mnie egzamin na cierpliwość. Chyba każda z nas zrozumie jak to jest, wytrzymać ze sprawdzaniem kiedy ma się w szafie zapasy testów.
Weekend był super, wczoraj cały dzień spędziliśmy z rodziną mojego męża,a dzisiaj po mszy przeszliśmy się razem z K. i moją mamą na cmentarz zapalić znicz i położyć kwiatka naszemu Aniołkowi, pod krzyżem poświęconym pamięci dzieciom nienarodzonym.Pogoda sprzyjała.
To co dobre szybko się kończy i od jutra czekają mnie pobudki przed 5,ale będzie łatwiej,bo żyję teraz nadzieją,no i wiem że czuwa nad nami nasze Dzieciątko.
Miłego wieczoru,Kochane.
Boże - Stwórco i Dawco wszelkiego życia - błagamy o Twoje hojne błogosławieństwo dla małżeństw, które proszą o upragnione potomstwo. Uświęć ich oczekiwanie, błogosław cichą nadzieję, przemień cierpienie w radość i spraw, by owoc ich ludzkiej miłości objawił się w łasce i darze nowego życia. Przez Chrystusa, Twego Boskiego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.
Święty Dominiku Savio. Módl się za nami.
Hej!
Dzisiaj kolejny test pozytywny. Okresu nadal brak. A w piątek wizyta u gina- tydzień po terminie okresu
oby wszystko było dobrze
Hej!
Dzisiaj kolejny test pozytywny. Okresu nadal brak. A w piątek wizyta u gina- tydzień po terminie okresu
oby wszystko było dobrze
16 cs
9 dc
Mąż dopytuje kiedy będzie owulacja. On nadal ma nadzieję, nawet bez stymulacji.
A moja nadzieja? Gdzieś się tli, ale nie chcę spędzić życia na czekaniu.
Wcześniej ryzykowałam i przyjmowałam dodatkowe zlecenia (musiałam dać znać z wyprzedzeniem kilkumiesięcznym). Przychodziły myśli - a co jeśli będę wtedy w ciąży? jak się będę czuła? a jak będę plamić lub nie podołam obowiązkom? i tak dalej... Bo kto mnie zastąpi, kiedy jestem samozatrudniona? Minusy własnej, małej działalności.
Oczywiście nie poddałam się tym myślom i ryzykowałam. I słusznie. Bo nie miałabym ani dodatkowych pieniędzy, ani ciąży. I dziś pojawiła się kolejna okazja. Z tym, że dłuższe zlecenie, z dojazdami (80 km w jedną stronę). I opłacalne. Miałam powyższe myśli pt. "a co jeśli". ALE przecież wciąż nie jestem w ciąży. Zlecenie skończy się w marcu.
Będziemy już mieszkać w nowym domu. Wtedy moja sytuacja się zmieni. Zniknie wiele sytuacji stresogennych z mojego życia. Może wtedy zacząć się starać na poważnie?
Może moja głowa się odblokuje? Kiedy będzie cisza, spokój, w końcu będę czuć się jak u siebie.
Życie jest ciągłym dylematem.
Dlatego zgodziłam się. Bo podobno najbardziej żałuje się rzeczy, których się nie zrobiło.
Poza tym miałam bardzo fajny weekend z mężem. Miło spędziliśmy sobotę, chociaż film (Botoks) był delikatnie mówiąc średni. I nie spodziewałam się tam drastycznych scen z porodu, aborcji i umierających dzieci (na skutek przerwanej ciąży). Miód na me serce normalnie. Bardzo niesmaczny film, wg mnie mocno przerysowany. Nie uważam, aby nasza służba zdrowia była anielska, ale też nie chce mi się wierzyć że to, co pokazali w filmie to prawdziwy obraz. Straszna skrajność. No ale co się zobaczyło to się nie odzobaczy.
Za to wczoraj byliśmy na rowerach i było superrr
Przerwaliśmy trochę rutynę
(jeśli wiecie o co chodzi...) Pogoda świetna jak na październik.
A teraz kolejny pracowity tydzień, który pewnie zleci szybko.
20 tydzień + 5 dzień
Na liczniku 51 %, 147 dni ciąży!
58 kg (+5kg)
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/f7106317f2c0.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2015, 14:52
17 dc
Owulacja definitywnie się skończyła, szyjka macicy zamknięta.Pozostało mi teraz czekać do terminu 0. Mam nadzieję, że małpica nie przyjdzie. Liczę, że ten cykl będzie udany. Z mężem przytulaliśmy się od poniedziałku do soboty oprócz środy
. Duże siły czerpię z modlitwy, ona mnie uspokaja, daje mi nadzieję, że jeszcze wyjdzie dla mnie słońce. Szczególnie modlę się do św. Dominika i noszę też pasek. Wierzę, że nasza Dominika czuwa nad nami i modli się za swoją rodziną
.
Wczoraj mąż mnie zaskoczył bukietem róż bez okazji zrobił mi tym ogromną radość
. Jak tu go nie kochać
. Wczoraj byliśmy też odwiedzić jego siostrę, która poroniła 3 razy. Pierwszy raz zdobyłam się na odwagę i zapytałam ją jak sobie daje radę. Powiem wam, że już dawno z nikim tak dobrze mi się nie rozmawiało z rodziny po tym co się wydarzyło. Pierwszy raz czułam, że nikt mnie nie ocenia, czułam zrozumienie i wsparcie
. Dziś po kościele wybraliśmy się na cmentarz a później mąż zabrał mnie na kolacje było bardzo miło
. A wieczór dopiero się zaczyna ;p. Miłego wieczoru, Kochani ;*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.