Jestem w 23 dc, ból brzucha niemal nie opuszcza mnie od owulacji - zasypiam z nim i się budzę, leżąc w łóżku czuję go bardziej.
Nie jest jakiś wyjątkowo silny ale dość upierdliwy. Na tyle że mi samej ciężko zebrać się do kupy tylko chodzę taka rozmemłana, nieogarnięta i marudna.
Dziś rano zawzięłam się w końcu za mycie garów które straszyły ze zlewu już od dłuższego czasu (nie powiem jakiego bo wstyd)...boszzzz... Jak ja marzę o zmywarce!!!
Potrafimy wydać krocie na jakąś zupełnie nie potrzebną pierdołę, na fatałaszki czy zabawki dla dorosłych (czyt. gry wszelkiej maści na ps4 i planszowe) a zmywarki ciągle u nas brak. Mój mąż wzbrania się tym że niby nasza kuchnia jest totalnie nieustawna co w połączeniu z kiepskim rozstawem dojścia wody robi problem. Ale ja wiem swoje i na pewno dałoby radę jakoś to ogarnąć!
Innych domniemanych objawów u siebie nie widzę, może to i dobrze - z jednej strony się nie nakręcam ale z drugiej strony nabieram pewności (co o niczym nie świadczy bo wcześniej byłam "pewna" co cykl)
Co zrobisz, nic nie zrobisz! Tylko Wy to rozumiecie 
A więc cesarka...
Do szpitala mieliśmy stawić się o 7, ale byliśmy wcześniej żeby wspólnie ogarnąć rejestrację. Potem na porodówkę i tam od razu dostałam salę, sexy koszulę i nakaz przebrania się. Zaliczyłam szybkie wc i wskoczyłam w ten kawałek szmatki w który nie weszłaby xska z brzuchem
Ale ok, jakoś to przeżyłam. Podłączyli mnie pod ktg i wbili wenflon i podłączyli kroplówkę Po ktg kazali mi przejść na salę operacyjną. Tam przez 40 minut babka próbowała wbić mi się w plecy. Mąż dostał cudny kostium w który miał się przebrać i czekać aż go zawołają. Tutaj w de cc przeprowadza się na samolocie, nie na łóżku. W końcu się udało i się położyłam- miałam zzo, nie tak jak w pl podpajęczynówkowe. Ale dało radę. Męża zawołali- bał się już biedny że o nim zapomnieli, tyle to trwało. Przyszedł, usiadł koło mojej głowy i głaskał mnie po policzku. Ja- lecząca się na nadciśnienie- które było wskazaniem do cc, po lekach mająca powyżej 140 podczas cc- więc w dość stresującej chwili miałam ciśnienie 105/55
Nie wiem jak to się stało
No w każdym razie, nie minęły 3 minuty i rozległ się krzyk- nasz Michał był już na świecie! Taki cudowny, cieplutki i czorny!
(w sensie włosy i oczy- nie skóra
)
Mąż poszedł z dzieckiem na ważenie i mierzenie a mnie ogarniali. Mógł nawet odciąć pępowinę. Po pomierzeniu przyszła do mnie pani doktor neonatolog i powiedziała że z małym wszystko ok, 10/10 i że mąż zaraz z nim przyjdzie. Po chwili wszedł mąż z już ubranym Misiem i siedzieli ze mną, jak lekarze skończyli ze mną to mąż przeszedł spowrotem do sali a mnie przenieśli na łóżko i do sali obok. Tam dostałam wodę i zapytali mnie jak wysoko chce siedzieć- podnieśli mi łóżko zaraz po cc! Po godzinie przyłożyłam Misia do piersi bo obudził się i płakał. Po 4h przewieźli nas na normalną salę z pooperacyjnej. Tam całą dobę Miś już był ze mną. Paweł został do 22, o 19 przyszła pielęgniarka pomogła mi wstać, bolało, poza tym byłam taka zdenerwowana że mały ma zostać w nocy ze mną w sali że się popłakałam z tego wszystkiego, z nerwów. Ona myślała, że z bólu ale nie chciałam tego wyjaśniać. W każdym razie kazała wzywać na przycisk jak tylko maluszek się obudzi to zmieni mu pampersa lub poda go do piersi. Mieliśmy niestety inny problem. Po tym jak chwilkę possał na pooperacyjnej potem już nic nie jadł. Budził się, próbowaliśmy, ale nie chciał. Za to zaczął wymiotować. Okazało się, że przy porodzie nalykał się b. dużo wód i musiał to wszystko zwrócić. Całą noc- trzecią z rzędu nie spałam, bo wzywałam położną co pół godziny gdy wymiotował. Ona nosiła go, przebierała mu kilka razy ubranka, uspokajała. Byłam załamana że sama nie mogę się nim zająć ale zabroniły mi wstawać gdy będę sama na sali. Dopiero rano, po 7 przyszły dwie położne i pomogły mi przejść do wc, wyjęły cewnik, pomogły sie ubrać. W końcu było mi lepiej. Co prawda w nocy już siedziałam z nogami na ziemi ale nie wstawałam. Potem było coraz lepiej choć Misiowi nadal zdarzało się ulewać. Zrobił się żółty ale nie naświetlali go mimo wysokiego wyniku. Jadł moje mleko plus dojadał mm, choć u mnie nie chciał łapać sutka bo mam problem z jedną piersią, jest bardzo mały zanim synek go zassie. Odciągamy mleko laktatorem i dostaje z butelki. Jest na moim mleku choć ma też 2x na dzień mm ponieważ nadal jest żółty. Raz bardziej raz mniej ale ciągle. Położna wczoraj była u nas ostatni raz. Przy wypisie Misio ważył 3520g dwa dni temu u lekarza ważył 4040g. (Byliśmy pobrać krew z główki żeby zbadać bilirubinę bo położna sama nie wiedziała dlaczego raz jest bardziej żółty a raz mniej- ale wyniki w normie). Jej na wadze tego samego dnia wyszło 4100g. Ogólnie minęliśmy już 4kg. Mamy problemy z wymiotami i ulewaniem, dlatego nie miałam nawet kiedy się odezwać. Od dwóch dni jest lepiej- zobaczymy czy już tak zostanie. Misio pięknie je- za dużo i chyba stąd ulewanie i/lub wymioty. Staramy się go ogarniczyć troszeczkę choć wiadomo- nie zawsze się da. Zjada i zasypia na 3-4h. Okres czuwania pojawia się coraz częściej i na coraz dłużej- leży wtedy i się przygląda. Jest bardzo grzeczny i wcale nie płacze. Śpi w swoim łóżeczku od samego początku. W nocy karmimy się około 00-1 i potem 3-4; 6-7. Kąpiel bardzo lubi. Pępek odpadł nam w 11 dobie.
Jego starszy brat jest cudowny i bardzo mi pomaga choć jest mega zazdrosny. Jeśli Misio jest w swoim łóżeczku i śpi wtedy nie ma najmniejszego problemu a Kacper zajmuje się sam sobą. Jeśli natomiast karmimy się, przebieramy lub po prostu Michał leży koło nas wtedy zwykle jest krzyk, imitowanie dźwięków różnych pojazdów i innych hałasów, śpiewanie, rzucanie zabawkami itd. Musimy go angażować. Jeśli poprosimy go o podanie pampersa lub smoczek, pieluchę wtedy uspokaja się i chce pomagać. Szykuje z tatusiem kąpiel zawsze bratu. Jest odpowiedzialny za spr. temperatury wody
Wszystko tłumaczy i o wszystko się pyta- a dlaczego, a czemu, a po co!
Świat wywrócił mu się troszkę do góry nogami jako jedynakowi ale dzielnie daje radę- stara się. Od wtorku wrócił do przedszkola więc jest troszkę lepiej. Dajemy jakoś powoli radę. 
Co do mnie rana zagojona, bardzo szybko, dwa dni po cc miałam odkleić plaster i już wtedy rana wyglądała jak poprzednia- zagojona. Starej nie mam wcale- została wycięta. Miałam troszkę problem z krwawieniem, po powrocie do domu się zatrzymało i nie leciało przez kilka dni- ale to był wynik bardzo mocnego "czyszczenia" podczas cc. Po 4 dniach wyszliśmy na spacer i od tego momentu leci- muszę tylko pilnować żeby troszkę się poruszać. Dokucza mi trochę ból pleców nadal, poza tym walczę znów z ciśnieniem ale reszta całkiem ok.
Misio skończył dziś 18 dni. Jest ciężko- uczymy się funkcjonować razem- zostało nam kilka dni- mąż w środę wraca do pracy- na nocki. Mam nadzieję, że poradzę sobie z tą dwójką rozbójników. Jedno jest pewne- kocham ich nad życie! Udało mi się... Jestem szczęśliwa, choć zmęczona jak koń po Westernie.

Pozdrawiam Was Dziewczyny i pięknie dziękuje za wszystkie gratulacje! Będę pisać częściej 
23 tydzień (22t1d)
Dzis bylismy na.badaniu polowkowym, mialo byc we wtorek, ale zwolnilo sie miejsce na dziś wiec z radoscia pojechalismy.
-wszystkie zbadane narządy sa ok
-troche za wysokie tętno 163, przy drugim pomiarze bylo w.normie 158. Dr powedzial, ze byc moze.to od mojego przeziebienia, ale zalecił zbadac tarczyce
-mlody wazy 440g miesci sie w normie, ale moglby wazyc wiecej wg dr-a. Mam nadzieje, ze mlody przytyje, czy powinnam wiecej jesc? moze zmienic cos w zywieniu? Troche mnie to martwi
-mamy zdjecie twarzy malego, i filmik 4D, dziwne uczucie, tam naprawde rosnie czlowiek
Badanie cukru mam do powtorki, bo zwymiotowalam. Samo wypicie jest spoko, wdusilam.cytryne i siedzialam, ale.po 30 minutach moj zoladek sie zbuntowal. Ide ponownie w poniedzialek, pewnie znowu zwymiotuje, bo nie potrafie wytrzymac rano bez jedzenia 
Pozostało 100 dni do spotkania z Kubusiem.
Hm. Ovu zaznaczył mi, że plamienie to objaw ciąży. Raczej okresu, wcześniej przyszedł? Zazwyczaj w drugą stronę działało. To stres.
Cały dzień mam wrażenie, że dziś jest niedziela. Masakra. Muszę przyznać, że ten dzień dziś był mega pozytywny. Uśmiałam się za wszystkie czasy. Odwiedziła nas rodzinka, która jest dość zwariowana. Chyba potrzebowałam tej odskoczni. Od razu lepiej się czuję i jakoś tak weselej.
Wczoraj fatalnie czułam się fizycznie. Od 1 stycznia miewam mdłości. Wczoraj strasznie ciągnął mnie prawy jajnik na 3 dni ( już 2 dni)przed okresem dziwne, zazwyczaj bolała mnie cała macica a nie jajnik. Ten ból był tak jak na owulacje. Zawroty głowy też wczoraj nieźle dawały mi w kość. Nie nakręcam się i dziwnie jestem jakoś spokojna co ma być to będzie. Już robię sobie listę badań, które chce zrobić w nowym cyklu bo tłumaczenie mojego gina, że nie trzeba robić badań zaczyna mnie wkurzać. Mówi człowiek, że sam sobie zapłaci tylko niech powie co kiedy mam zrobić to powie Ci a po co. Także jestem w trakcie szukania nowego gina.
Zobaczymy czy 9 stycznia małpa przyjdzie czy też nie. Ciekawe czy zdarzył się Bożonarodzeniowy cud.
Miłego wieczoru
.
Każdego dnia pragnę coraz bardziej, w taki dzień jak dziś mam natłok myśli. Zrobiłam dziś test i znów, jak przez ostatnie trzy lata ujrzałam jedną kreskę. Boję się, że mi się nigdy nie uda, znów jest źle - przeszło mi przez myśl aby usunąć konto tutaj, ale powiedzmy sobie szczerze, nic mi to nie da. Dziewczyny - to One dodają mi siły i wiary 
Moment około testowy, to chyba najgorszy czas podczas starań, tyle się czeka na moment testu, a jak już jest ten czas to znów jest ten strach przed ujrzeniem jednej kreski.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2018, 23:56
Ale miałam wczoraj przygodę wieczorem. Czytając i rozmawiając z pewnymi dziewczynami na forum stwierdziłam, że zrobię sobie test owu bo podobno jak się jest w ciąży to wychodzi pozytywnie. Pomyślałam a co mi szkodzi zrobię przecież i tak będzie jedna kreska. Byłam zdziwiona jak zobaczyłam, że na teście pojawiła się druga kreska szok. I wiecie co wcale nie było radości obleciał mnie strach a co jak jestem?? Nagle zaczęły napływać do mojej głowy pytania kurcze czy ta ciąża będzie zdrowa, czy się utrzyma, dosłownie strach na każdym polu. Z synem jak zrobiłam test to skakałam do samego sufitu gdy zobaczyłam dwie kreski. Po jakiś 20 minutach powtórzyłam test owu była kreska ale ledwo widoczna. Dobra stwierdziłam zrobię z porannego moczu zobaczymy. Zrobiłam i już nic nie było widać. Myślałam, że w jakiś sposób się podłamię ale wiecie co wcale nie jest mi smutno. Widocznie na razie jeszcze nie naszedł mój czas ale mogę już spokojnie powiedzieć co będę czuła jak zobaczę dwie kreski STRACH czy aby na pewno będzie dobrze i tak chyba będzie przez cały czas ciąży.
Kończę mojej wywody na dziś ;p. Musiałam się z Wami tym podzielić
Miłej niedzieli.
Jestem spokojna w tym roku, póki co. Zajęłam się urządzaniem mieszkania, mam nowy serial, od którego się uzależniłam i mnóstwo planów podróżniczych.
Tymczasem mąż będzie zwalczał bakterię i brał Clostilbegyt na podniesienie hormonów, a ja testuję testami ClearBlue i już jestem mega zadowolona. Wczoraj, w 11dc pokazała się uśmiechnięta buźka, jest owulacja! Serducha już były dwa razy:)
39tc (38t0d)
14 dni do porodu
Już tylko dwa tygodnie dzielą nas od wyznaczonej daty porodu. Niby może się zacząć w każdej chwili, ale nic się nie dzieje. Nawet mam wrażenie, że po zdjęciu pessara skurcze się nie pojawiają, no chyba że takie pojedyncze.
Kontroluję czy Ala się rusza, dziś rano była wyjątkowo ospała i w ogóle dała mi przespać prawie całą noc, obudziłam się tylko raz ok. 4.00 i musiałam wstać i rozchodzić nogi.
Tatuś się przeziębił znowu i tak sobie leżymy i leniuchujemy. Ale od jutra chyba zacznę spacery, sprzątanie tego, czego jeszcze nie posprzątałam i masaż brodawek hehe 
Dzisiejszy dzień był baaardzo miły 
Właśnie wróciliśmy z randki, wybraliśmy się na spacer i na pizzę. Często gdzieś razem jeździmy ale od czasu do czasu mam potrzebę wzięcia tego w ramy "Randki". Czuję się wtedy wyjątkowo 
Do tego obżarliśmy się jak małe świnki..
Boże! Jak mi się chciało pizzy!!! 
Co do objawów i ciążowych podejrzeń to wczoraj zaliczyłam totalny zjazd energetyczny i złe samopoczucie - musiałam się położyć i padłam tak na dwie godziny. Miałam też powiększony biust i taki jakby napięty, bardzo, bardzo jędrny ale dziś już nie widzę tego efektu także w ogóle się tym nie sugeruję.
Brzuch nie przestaje, dalej boli i jest wydęty - ok, ok - jak ktoś je jak mały prosiaczek to nie ma się co dziwić że ma taki brzuszek czyli objaw też raczej o kant d... pobić.
Jako jedyny, najmocniejszy i najbardziej przekonujący zdecydowanie jest ten nieustanny ból brzucha i podbrzusza bo trzeba zaznaczyć że jest on wędrujący od jajników, podbrzusza aż do żołądka (nie różne bóle tylko ten jeden przemieszczający się)
mily weekend za nami.
wczoraj kino (bardzo polecam film "Najlepszy". - daje mega kopa motywacyjnego. swietna ekranizacja faktow, doskonaly montaz i nawet dzwiek nienajgorszy - uwazam, ze polskie fimly maja z tym ogromny problem). Potem moja ulubiona meksykanska restauracja w Wawie (moze troche zmienione i unowoczesnione dania, ale nie dokrylam poki co lepszej, a znam smak Meksyku). a potem leniwy wieczor z Netflixem 
dzis jakies zakupy, wyjatkowo zero gotowania jak zawsze (jedzenie na wynos tym razem) i nic-nie-robienie z mezusiem i psiakiem.
jakos tak nam blogo w ten weekend bylo 
no i Oleńka daje o sobie coraz czesciej znac. dzis naliczylam po zjedzeniu 14 kopniakow. ciekawe czy jej smakowalo, czy wrecz przeciwnie - cos jej nie podeszlo 
w planach rozgladanie sie powoli za mebelkami dzieciecymi. niestety duzo jest kiczu na rynku, a chcialabym kupic takie meble, ktore posluza chociazby do 5 roku zycia. no zobaczymy czy sie uda. (nie mam na mysli lozeczka, ale jakies komody, szafki itp.).
zakupilam tez paczke ubranek dla dziewczynki uzywanych. takich do korzystania na codzien. deal swietny bo za 100 zyla mam chyba ok 60 ubranek. niektore na wieksze rozmiary, ale przyda sie. teraz bede mogla dokupic tylko "wyjsciowe" ciuszki (i tu juz nie pojde w uzywki raczej) i git. pozostaje CAŁA reszta. myśle, ze pojde w niektore rzeczy uzywane, bo maluchy szybko rosna (wanienka, przewijak, pojemnik na brudne pieluchy itp), oczywicie nie wszytko. nie chce tez zaczac juz szukac, bo jak znajde okazej, to oczywiscie bede chciala kupic, a jednak nadal uwazam, ze jest za wczesnie.
czy czuje sie matka ardziej niz przed ciaza? nie
jest tak smao. ogolnie i tak jestem troskliwa o dom, psiaka, meza. wiec pewnie dla corki wyjdzie to tak smao naturalnie. gdyby nie bolacy krzyz czasem i sporadyczne kopniaki, to pewnie bym nie wiedziala, ze jestem w ciazy.
za mna juz polowa ciazy. ciesze sie, ze waga nadal raczej stoi w miejscu.
obecnie waze 77.5 kg. gdy zaczynalam ciaze bylo podobnie (77 kg), potem ok 1 kg w dol no i teraz odnotowuje wzrost. ale sumarycznie mysle, ze nie jest najgprzej. moim marzeniem byloby nie przebic wago koncowej ciazy 85 kg. wtedy do zrzucenia po pordzie bedzie "zaledwie" (buhahahahaahahahah) 20 kg do mojej wagi idealnej. (60 kg marzenie, ale nie bede sobie mydlic oczu, ze to takie latwe do osiagniecia). wiem, ze jest to relane bo z 70 kg zeszlam do 60 kg w 3 miesiace pod okiem dietetyka. niestety zle zakonczona dieta (przerwalam wspolprace z dietetyczka i zle wprowadzalam niektore produkty do diety) skutkowala efektem jojo.... ale przynajmniej wiem, ze mozna, ze sie uda jesli tylko bede konsekwentna. sporo tez kobiet zrzuca duzo kg w pierwszych miesiacach przy opiece nad dzieckiem, wiec pewnie konkretne kroki i tak podejme nie wczesniej niz 2-3 miesiac po porodzie. zobaczymy jak to wszystko wyjdzie.
wyszlo moze malo ciazowo dzis, ale ten temat mi wlasnie chodzi po glowie. ile ostatecznie przytyje, jaki wyznacze sobie cel i jaka droge wybiore, aby go osiagnac.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2018, 21:02
mily weekend za nami.
wczoraj kino (bardzo polecam film "Najlepszy". - daje mega kopa motywacyjnego. swietna ekranizacja faktow, doskonaly montaz i nawet dzwiek nienajgorszy - uwazam, ze polskie fimly maja z tym ogromny problem). Potem moja ulubiona meksykanska restauracja w Wawie (moze troche zmienione i unowoczesnione dania, ale nie dokrylam poki co lepszej, a znam smak Meksyku). a potem leniwy wieczor z Netflixem 
dzis jakies zakupy, wyjatkowo zero gotowania jak zawsze (jedzenie na wynos tym razem) i nic nie robienie z mezusiem i psiakiem.
jakos tak nam blogo w ten weekend bylo 
no i Oleńka daje o sobie coraz czesciej znac. dzis naliczylam po zjedzeniu 14 kopniakow. ciekawe czy jej smakowalo, czy wrecz przeciwnie - cos jej nie podeszlo 
w planach rozgladanie sie powoli za mebelkami dzieciecymi. niestety duzo jest kiczu na rynku, a chcialabym kupic takie meble, ktore posluza chociazby do 5 roku zycia. no zobaczymy czy sie uda. (nie mam na mysli lozeczka, ale jakies komody, szafki itp.).
zakupilam tez paczke ubranek dla dziewczynki uzywanych. takich do korzystania na codzien. deal swietny bo za 100 zyla mam chyba ok 60 ubranek. niektore na wieksze rozmiary, ale przyda sie. teraz bede mogla dokupic tylko "wyjsciowe" ciuszki (i tu juz nie pojde w uzywki raczej) i git. pozostaje CAŁA reszta. myśle, ze pojde w niektore rzeczy uzywane, bo maluchy szybko rosna (wanienka, przewijak, pojemnik na brudne pieluchy itp), oczywicie nie wszytko. nie chce tez zaczac juz szukac, bo jak znajde okazej, to oczywiscie bede chciala kupic, a jednak nadal uwazam, ze jest za wczesnie.
czy czuje sie matka ardziej niz przed ciaza? nie
jest tak smao. ogolnie i tak jestem troskliwa o dom, psiaka, meza. wiec pewnie dla corki wyjdzie to tak smao naturalnie. gdyby nie bolacy krzyz czasem i sporadyczne kopniaki, to pewnie bym nie wiedziala, ze jestem w ciazy.
za mna juz polowa ciazy. ciesze sie, ze waga nadal raczej stoi w miejscu.
obecnie waze 77.5 kg. gdy zaczynalam ciaze bylo podobnie (77 kg), potem ok 1 kg w dol no i teraz odnotowuje wzrost. ale sumarycznie mysle, ze nie jest najgprzej. moim marzeniem byloby nie przebic wago koncowej ciazy 85 kg. wtedy do zrzucenia po pordzie bedzie "zaledwie" (buhahahahaahahahah) 20 kg do mojej wagi idealnej. (60 kg marzenie, ale nie bede sobie mydlic oczu, ze to takie latwe do osiagniecia). wiem, ze jest to relane bo z 70 kg zeszlam do 60 kg w 3 miesiace pod okiem dietetyka. niestety zle zakonczona dieta (przerwalam wspolprace z dietetyczka i zle wprowadzalam niektore produkty do diety) skutkowala efektem jojo.... ale przynajmniej wiem, ze mozna, ze sie uda jesli tylko bede konsekwentna. sporo tez kobiet zrzuca duzo kg w pierwszych miesiacach przy opiece nad dzieckiem, wiec pewnie konkretne kroki i tak podejme nie wczesniej niz 2-3 miesiac po porodzie. zobaczymy jak to wszystko wyjdzie.
wyszlo moze malo ciazowo dzis, ale ten temat mi wlasnie chodzi po glowie. ile ostatecznie przytyje, jaki wyznacze sobie cel i jaka droge wybiore, aby go osiagnac.
5 cykl czas rozpocząć. Wiedziałam że ta cholerna małpa przyjdzie. Czasami już tracę nadzieję że to się kiedykolwiek uda. Chyba mam za duża presję że to musi być już ale jak tu się wyluzować, no jak
?????
Zaczął się już 4miesiac od zabiegu. W dalszym ciągu ciężko mi się z tym pogodzić chociaż mam wsparcie narzeczonego i rodziców. Musiałam pójść do lekarza dostałam tabletki na depresję ponieważ musiał wrócić do pracy. Starania chcemy zacząć znowu od kwietnia wydaje mi się że to będzie odpowiedni czas. Mam problem z nadwagą walczę z nią całe życie i puki co to ona wygrywa. Do tego ciśnienie i insulino opornośc . Jest ciężko ale muszę się pozbierać i czekać aż znowu się uda i fasolka przyjdzie na świat.
Skończył się rok 2017 oby był lepszy dla nas wszystkich i żeby przyniósł wiele radości. Żeby więcej było tych dobrych rzeczy dużo miłości szczęścia a przede wszystkim dużo zdrowia bo jak ono jest to reszta też w końcu musi przyjść.
Dla pewności powtórzyłam test - wynik bez zmian ;(
Okropne, brak sił i nadziei, że kiedyś się uda.
Dlaczego to musi tak "boleć "? Wciąż tyle pytań, a odpowiedzi brak.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2018, 08:36
11 cs, 15 dc
Jakoś rzadko tu zaglądam ostatnio. Moje popołudnia to przygotowywanie domu do przeprowadzki. Możliwe, że już jutro się przeniesiemy, jeszcze pełno pracy przed nami. Może to i dobrze, moje myśli trochę odciągnęły się od starań, pilnuje tylko leków i monitoringu. Chociaż w tamtym cyklu już 2 dc byłam umówiona, a w tym cyklu zadzwoniłam dopiero 9 dc z myślą w głowie "ooo, już 9dc".
więc:
10 dc: prawy jajnik 14,5mm
12 dc: prawy jajnik 19,8mm
Endo ok, śluz był w kanale szyjki.
Wyjątkowo prawy jajnik wziął się do pracy. Ostatnio wyprodukował marny pęcherzyk 5 cykli temu, a po drodze albo torbiel, albo jakieś mini pęcherzyki. Modle się o to, żeby się okazało, że lewy jajowód jest zatkany i dlatego się nie udało, a teraz się uda jak prawy wziął się do roboty.
Jutro ostatni monitoring, mam nadzieję, że pękło i nie zrobiła się torbiel. Przedwczoraj miałam 3 rodzaje śluzu jednego dnia i bolał mnie brzuch, tak dziwnie jakoś. Na razie zaznaczyłam ból owulacyjny na wykresie, jutro się dowiem czy to to. Ciągle próbujemy z żelem Conceive, dużo pomaga przy moich resztkach śluzu jakie produkuje mój organizm.
Na razie chyba tyle, trzeba się wziąć do pracy... 
I kolejny weekend za nami. Sobotę spędziliśmy bardzo pracowicie, a mianowicie najpierw zakupy jedzeniowe na cały tydzień, potem sprzątanie i gotowanie. Natchnieni wizytą w tajskiej knajpce uznaliśmy, że czas aby trochę Azji wprowadzić i do naszej kuchni. Zagnało nas w związku z tym aż na Marywilską do sklepu z produktami wietnamskimi. Składniki "przyprawowe" i makaron na zupę pho zakupione. Jeszcze tylko dobra wołowinka i pewnie w przyszłym tygodniu zaszalejemy
.
W niedzielę byliśmy u Teściów na obiedzie. Oprócz nas był brat mojego K z żoną w ciąży i córeczką. Zobaczyłam jak mój K bardzo, ale to bardzo chce być TATĄ. Był na każde zawołanie małej Zuzanny.
Mimo tego, że rozmawiamy o tym, że nasze problemy z posiadaniem dziecka są WSPÓLNE to mimo wszystko mam wrażenie, że on siebie obwinia. Zapytał wczoraj czy zdecydowałabym się na dawcę nasienia. Zaskoczyło mnie to pytanie bo jeszcze ani razu nie próbowaliśmy inseminacji, jeszcze nie zrobiliśmy badań nasienia po kuracji antybiotykowej i tamoksifemem, żaden z lekarzy nie powiedział, że sytuacja jest beznadziejna. Martwię się o niego, widzę, że się stresuje a przecież stres wpływa negatywnie na wszystko. I kółeczko się zamyka.
Mam nadzieję na odstresowanie w przyszły weekend. Jedziemy w okolice Nałęczowa do "domków na drzewie". Pooddychamy trochę czystym powietrzem. Będziemy mieli też czas tylko dla siebie z dala od pracy, zasmogowanej Warszawy...
Dziewczyny, czytałam trochę Waszych pamiętników i przeraziłam się z jaką niekompetencją wśród lekarzy się spotkałyście. Zastanawiamy się jaką klinikę wybrać aby kontynuować nasze leczenie i zgłupiałam już kompletnie. Tyle problemów, które Was spotkała przez ludzi, którzy mają nam pomagać. Mam wrażenie, że to wszystko jeden wielki biznes i tylko $$$ się liczą.
Podpytam mojego lekarza. On należy do tych, którzy jeszcze mają ideały i poczucie misji
To w końcu on na jednej z wizyt powiedział, żebyśmy nie dali się namówić na inseminację bez badania drożności jajowodów, a podobno zdarzają się skierowania bez wcześniejszej diagnostyki. Chodzę do niego prywatnie i kiedy planowaliśmy monitoring cyklu sam zaproponował przeniesienie mnie na te badania na jego oddział w szpitalu. Może w przypadku kliniki też pokieruje nas na dobrego specjalistę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2018, 10:39
Jutro rozpoczynam 24 (23) tydzień
. Byłam w piątek u lekarza. Robił mi badanie polowkowe. Lekarz tak długo oglądał serce że już czułam że bd coś nie tak. Mój malutki cud ma jakieś dziurki w sercu. Lekarz powiedział żeby się narazie tym nie martwić bo mają 1 milimetr gorzej by było jakby miały 2..
. Przerazilam się ale staram się nie stresować tym i nie myśleć o tym. Ogólnie dziecko wygląda na zdrowe, ma już 490 gram
. Brzuszek rośnie coraz bardziej, a kopniaki sa coraz mocniejsze i częstsze. Od początku ciąży przytyłam 3 kg. Anemia z wizyty na wizyte coraz większa, do tego napinanie brzucha i czasami ból. W nocy się często budzę albo wgl nie mogę zasnąć. Mam jakiś syrop na bezsenność a oprócz niego biorę 13 tabletek dziennie. Wykancza mnie to już trochę ale daje rade, muszę. Lekarz cały czas prywatnie wizyty co 3 tyg średnio 120/150 zł do tego wszystkie badania prywatnie tak samo około 100 zł raz w miesiącu. A ile tracę na tabletki to aż się boję pomyśleć bo jest ich coraz więcej. Mniej wiecej pewnie ok 200/300 zł. Ale czego się nie zrobi żeby nasze małe szczęście było zdrowe i silne :*.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.