Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 13 stycznia 2018, 14:10

15tyg+1dzien

Wyniki wczorajszych badan: mocz OK, krew OK, tsh TRAGEDIA. Podskoczylo w miesiac z ok 0,5 do prawie 6... to w ogole mozliwe? Zdenerwowalam sie. Lecę do endo w pon...

Ineczka Zieloną staraczką być 13 stycznia 2018, 18:04

Po poprzednim monitoringu postanowiłam, ze skoro wszystko jest oki pecherzyki są, rosną i pękają to nie ma sensu chodzić na kolejne monitoringi trzeba szukać przyczyny gdzie indziej. Postanowiłam sprawdzić zanotowana kiedyś w karcie na boku teorie PCO. Poczytałam i już wiedziałam co muszę zrobic,Może już wcześniej to pisałam, ale lepiej dwa razy niż o jeden raz za mało.Poniewwz miałam cukier w górnej granicy normy a przy PCOS często w parze idzie insulinoopornosc poszłam do lekarza rodzinnego z wynikiem po skierowanie na krzywa glikemiczna,krzywa insulinowa i recepte na glukoze (75) bez skierowania nie zrobimy tego badania przynajmniej u mnie w labo by nie zrobili. Kupiłam glukoze w aptece często nie trzeba mieć swojej glukozy można kupić na miejscu.Czytalam wcześniej, ze sporo osób po tym wymiotuje, ze jest to nie do wypicia ble ble wiecie jak to w necie różne rzeczy ludzie piszą.Chcialam się sama przekonać a nie iść zielona ze strachu z myślą na bank puścisz pawia.Rada dla osob, które się boja można kupić cytrynę i wcisnąć ja tego nie zrobiłam bo bałam się jakiegoś innego wyniku, ale Pani w labo mowila, ze na przyszłości lepiej sobie wcisnąć na wynik nie ma to wpływu. Na badanie idziemy na czczo pamiętajcie,ze nawet gumy do żucia nie wolno.ginekolog kazała mi zrobić dwupunktowe pobranie czyli na czczo a potem kolejne pobranie po 2 h czasami zalecają na czczo,po h i po dwóch (trzypunktowa ).Pobrali mi krew potem do plastikowego kubeczka wsypali glukoze zalali woda i musiałam to wypić. Nie ma się co tym delektować jest to ulep, ale do przeżycia opinie niektóre przesadzone.Wypilam poczytałam książkę musiało minąć 2 h i ponownie pobrali mi krew. Mogłam jechać do domu.Czlowiek czuje się ciężko bo na czczo zapodać sobie tyle cukru żołądek przeżył szok, ale potem zjadłam śniadanie herbate wypiłam i było oki. Musiałam poczekać na wyniki doszłam do wniosku, ze jak pojadę je odebrać to zrobie to rano i od razu zrobię kolejny punkt z mojej listy testosteron i androstendion ten drugi powinien być poza górna norma jeżeli faktycznie mam PCOS. Tyle o ile testosteron możemy zrobić w dowolnym dniu tak androstendion lepiej zrobić na początku cyklu albo na końcu nie w środku, ponieważ w środkowej fazie cyklu naturalnie rośnie. Odebrałam wyniki krzywych nie mam insulinooporności uff dobry znak. Można to sobie łatwo policzyć wstawię wam link do kalkulatora Homa-Ir zrobiłam te dwa hormony znowu czekanie na wynik .

Ineczka Zieloną staraczką być 13 stycznia 2018, 18:24

-Testosteron wolny warto zrobić sobie ten mimo, ze jest droższy badanie tego hormonu możemy wykonać w dowolnym dniu cyklu normy 0,04-4,18 pg/ml mój wynik 2,65 wiec w normie robiłam w 25dc
-Androstendion najlepiej wykonać na początku cyklu dwa dni po @ albo na końcu cyklu.W środku lepiej nie robić, ponieważ w tej fazie cyklu ten hormon naturalnie może być podwyższony :) normy 0,3-3,5 ng/ml mój wynik 2,6 czyli norma ten hormon interesował mnie najbardziej ponieważ gdyby był powyżej normy wtedy wcześniejsza diagnoza PCOS mogła być trafna na szczęście nie jest czyli nie mam PCOS uff :)))
-krzywa glikemiczna i insulinowa tak jak napisałam wyżej zawsze na czczo.Moze być z dwóch pobrań albo trzech. Ja robiłam z dwóch na czczo i po 2 h glukoza 75g warto zrobić od razu z 75g, ponieważ jest chyba jeszcze mniejsza gramatura a jak coś wyjdzie nie tak to i tak bedzie trzeba zrobić ta 75g a po co pic dwa razy ulepek :) Teraz tak:
-glukoza na czczo normy 3-89-5,49 ja miałam 5,39 mmol/l górna granica normy, ale norma
- glukoza oo dwóch godzinach 4,03 mmol/l tutaj nie miałam norm
-insulina na czczo normy 2-6-24,9 uU/ml mój wynik 4,47
-insulina po dwóch godzinach nie miałam podanych norm mój wynik 20,65 uU/ml
Uwaga, żeby zobaczyć czy mamy insulinoopornosc bierzemy glukoze na czczo i insuline i liczymy współczynnik Homa najlepiej jak wrzucimy sobie w kalkulator http://www.insulinoopornosc.com/kalkulator-homa-ir/ tam po wpisaniu tych dwóch wartości będziemy mniej więcej widziały co jest na rzeczy instrukcja jaki wynik jest ok macie na stronie :)

Ineczka Zieloną staraczką być 13 stycznia 2018, 18:41

Po tym jak sprawdziłam teorie o PCOS, która okazała się tylko teoria uff postanowiłam udać się do ginekologa po dalsze instrukcje :) A w między czasie w dalszym ciągu robiłam testy owulacyjne po dwóch monitoringach widziałam jak u mnie działają te testy. Kupiłam te z Allegro 50 szt te niebieskie plus dwa ciazowe gratis dostałam heh ;) Na instrukcji było napisane, ze kreska musi być mocniejsza od testowej wtedy istnieje duże prawdopodobieństwo owulacji,ale w moim wypadku było tak, ze nigdy nie miałam mocniejszej drugiej kreski od testowej.Za to jak pojawiała sie już jakakolwiek kreska nawet słaba u mnie oznaczało to zbliżająca sie owulacje i tak było potwierdzone przez gin był tez skok temp i śluz płodny nie dużo, ale jakiś się pojawiał :) Testy wychodziły, wykres zaznaczał owulacje, która potwierdzały moje obserwacje ciąży brak.Kolejnym naszym krokiem było badanie nasienia i hsg czyli drożność jajowodów. Rozmawiałam z gin zazwyczaj najpierw powinno się zrobić rozszerzone badanie nasienia a dopiero później drożność bo co z tego, ze jajowody będą drożne jak plemniki słabe a hsg nie należy do fajnych zabiegów.Oczywiscie wcześniej rozmawiałam z mężem, który na tym etapie na badanie nasienia się nie wybierał, ponieważ staramy się dopiero pół roku i dla niego za bardzo się spinamy i tu pewnie jest problem.Powiedzialam szczerze ginekolog jak wygląda sytuacja, ze mąż na badanie nie chce jeszcze iść a ja nie chce tracic czasu tymbardziej, ze może mi to zrobić na NFZ w szpitalu a ja teraz jestem w domu i mogę to wykorzystać .Sono hsg kosztuje około 800zl nie stać mnie na taki wydatek jak tyle poszło już na badania, leki itp.Zgodzila się, ze najpierw zrobimy drożność a potem mąż zrobi nasienie.Na wizycie pobrała mi wymaz oraz czystość pochwy bez tego nie przyjmą mnie mnie na odział a jak wyjdą jakieś bakterie to mamy czas,żeby podleczyć oraz wypisała skierowanie do szpitala datę miała mi podać SMS .Wymaz i czystość pochwy stopień 2 czyli ok można działać :)

Hej kochane. Niewiem czy któraś z was jeszcze tu zagląda ale postanowiłam, że dla własnej pamiątki coś napiszę :) mój malutki ( już w sumie nie) synek właśnie jest na drzemce. Dzisiaj skończyliśmy 10 miesięcy, mamy na stanie 7 zębów 8 w drodze do tego od trochę ponad tygodnia raczkujemy i wstajemy do chodzenia. Długo długo nic się nie działo, mały nie cierpi leżeć na brzuchu i myślę sobie chyba raczkowanie nas ominie a tu z dnia na dZien poszedł z pozycji siedzącej... Jeeny tak zasuwa po mieszkaniu już , biedny nasz królik mały go ciągle zaczepia 🙈 . Pomału przygotowujemy się do roczku, i do żłobka. Wracam do pracy dopiero w styczniu bo jeszcze zaległy urlop a mały idzie do żłobka. Ogólnie jest cudownym dzieckiem, ciągle się śmieje uśmiecha jest mega pocieszny i co najważniejsze robi się podobny do mnie bo jak się urodził to skóra zdjeta z taty ;) . W styczniu zaczynamy przygotowania do ślubu 🥰 tak długo na to czekalam.. w lutym minie nam 8 lat jak jesteśmy razem .. mamy na razie ustalone że ślub będzie we wrześniu 2021 .. oby szybko zlecialo 😁. Poza tym u nas wszystko dobrze, mały ma raz lepszy raz gorszy dzień w sumie dużo ma teraz lepzzych, przy ząbkowaniu bylo momentami ciężko szczególnie przy górnych dwójkach ale daliśmy radę i jest cudownie. Ja wzięłam się za siebie czas najwyższy w ciąży przytulam tylko 8 kg ale zrzuciłam tylko 6 bo karmiłam tylko miesiąc więc patrząc na siebie w lustrze postanowiłam że czas na zmiany. Co u was? Widzę podczytuje pamiętniki, ciesze się ze i wam się udaje zajść w ciążę. Po ślubie ruszamy ze staraniami o drugiego dziidziusia ale najpierw ślub no i chce wrócić do pracy, wszystko wszystkim ale myślę że odpoczęłam i czas wyjsc do ludzi. Pozdrawiam was !! ♥️

Ineczka Zieloną staraczką być 13 stycznia 2018, 19:41

Obiecałam wpis o HSG czyli drożności jajowod wiec dotrzymuje słowa :) A jeszcze przed badaniem obiecałam sobie, ze napisze tak jak było jak będzie bolało to tak napisze,żeby nie mydlif oczu, ze nie boli jak boli i odwrotnie :) Na hsg umawiamy sie przed owulacja nie po bo mozemy zaszkodzić ewentualnej fasolce.
A wiec tak do szpitala musiał zabrać ze sobą:
- wynik wymazu może mieć maksymalnie pół roku jak nie macie aktualnego trzeba zrobić
-wynik z badania na czystość pochwy pisałam wyżej uwaga ten jest ważny TYLKO MIESIĄC ważne, żeby zrobić to badanie, ponieważ czasami ginekolog tego nie robi u nas w szpitalu by mnie bez tego i tak nie przyjęli, ale nie wszędzie tak jest.Jak tego nie zrobicie a okaże się, ze macie jakas bakterie to razem z kontrastem wtloczycie bakterie do jajowodów nie brzmi fajnie i mogą być tego poważne konsekwencje
- skierowanie na odział dostałam od ginekolog
- dowód osobisty luźne rzeczy ja wzięłam krótki rękawek,bluzę spodnie luźne haremki, klapki gumowe, podpaski może coś lecieć po zabiegu oraz nospe max,książkę termos z herbata :)
Zgłosiłam się na odział była ze mna moja mama,ponieważ nie wiedziałam jak się będę czuła i czy będę wstanie prowadzić samochód. Zgłosiłam się na odział, papierologia, przebralam się w luźne rzeczy i pojechaliśmy na odział przed odziałem siedziałam na korytarzu wiec mama mogła siedzieć ze mna:) Potem zabrali mnie na wywiad, czy na coś chorowałam zmierzyli ciśnienie takie tam podstowowe procedury zgody itp. Po wywiadzie przyszła moja ginekolog zabrała mnie na badanie.Oddalam wynik wymazu i czystości powiedziałam jej, ze chyba cykl zrobił nam psikusa i jak na złość zamiast być przedmioty owu to chyba jestem po owulacji bo był skok i bolał mnie jajnik.Ginekolog zrobiła usg i stwierdziła, ze faktycznie jestem po owulacji, ale nic z tego cyklu i tak nie nedxie bo moje endomentrium wynosi tylko 3mm i nawet gdyby doszło do zapłodnienia nie dojdzie do zagnieżdżenia, ale dla pewności miałam iść do pielęgniarek i zrobić jeszcze badanie krwi beta hcg. Wynik miał być na cito, ale jak to w szpitalu czekałam prawie 1,5h dobrze, ze miałam towarzystwo:) Korytarz na którym siedziałam z mama był zaraz obok sali operacyjnej na której były cesarki w między czasie urodziły się bliźniaki i jedna dziewczynka heh takie maluszki mama musiała zostać na sali wiec noworodki wyjeżdżały do taty i jechały z nim i położna na sale dla noworodków.Mialam wiec okazje siedzieć z tatusiami, którzy oczekiwali swojego cudu super uczucie jak widza pierwszy raz swoje dziecko a jacy przerażeni heh jak to to juz to moje dziecko heh. W końcu doczekałam się wyniku beta 0 ciąży na bank nie ma można robić badanie.Oczywiscie byłam nastawiona pozytywnie tyle kobietobójstwa przeszło ja tez przejdę to może aż tak bolec.Wiedzialam, ze nie dostane żadnego znieczulenia, dlatego miałam nospe max gdyby po zabiegi mnie bolało przed nic nie brałam.W końcu się doczekałam zdziwił mnie wózek inwalidzki, który pchała przed sobą pielęgniarka myśle,sobie przecież wrócę o własnych nogach, ale może taka procedura. Weszłam na sale tam na środku długi stol wyglądał jak operacyjny tylko na końcu miał takie rynny jak fotel ginekologicznym moja ginekolog kazała się rozebrać i ułożyć takmjak do badania w gabinecie.Zalozyla mi wziernik nie jest to miłe uczucie, ale znamy je z wizyt okazało się, ze taki standardowy jest dla mnie za duży wiec wzięła większy.Potem powiedziała, ze mam się polozyc, ze mogę poczuć takie rozpieranie w brzuchu, ale nie mogę się ruszyć i dotykac brzucha obok stała pielęgniarka .Pierwsze wstrzyknięcie kontrastu poczułam rozpieranie, ale nie było zle myślałam, ze to koniec, ale jak wstrzyknęła drugi raz poczułam taki tępy bol brzucha jak na okres tylko mocniejszy, z bolu zdrętwiały mi nogi i ręce momentalnie oblał mnie zimny pot, zrobiło się słabo.Na szczęście nie trwało to długo, ale taki paraliżujący bol miałam po raz pierwszy.Z tego wszystkiego nie wiedziałam nawet czy są drożne czy nie mimo, ze pewnie mowila.Ubralam się dostałam gigant podpasek w razie w pielęgniarka widziała, ze mnie boli wiec zaproponowała zastrzyk w tyłek albo czopek znieczulający.Dostalam kiedyś zastrzyk w tyłek i dupsko bolało mnie jeszcze pół roku wiec powiedziałam, ze poproszę o czopek.Nawet nie wiecie jaka byłam wdzięczna, ze jest ten wózek i nie muszę iść po nogach tylko mnie zawiozą. Na korytarzu czekała mama widziała, ze musiało bolec.Polozyli mnie na godzinę do łóżka dostałam czopek,który pod prześcieradłem musiałam sobie sama zaaplikować i leżałam pod kocem bo było mi mega zimno.Bolal mnie dół brzucha,ale było do wytrzymania tak jak na okres po czopku nic już nie czułam.Po godzinie wyszłam do mamy mogłam nareszcie coś zjeść mama przyniosła mi z bufetu kanapki i soczek wyciskany pycha teraz czekaliśmy na wynik. Jak poprzednio okazało się, ze trochę minęło zanim go dostałam dokładnie 2 h.W sumie do szpitala przyjechałam koło 7 przed 8 byłam już na oddziale a przed 15 wychodziłam wiec trochę to trwało.Dostalam wypis oba jajowody drożne wszystko dobrze, recepte na jakiś lek chyba przeciwbólowy nie wiem miałam go brac dwa dni to tak zrobiłam :) Obstawiam, ze jakiś jajowod miałam może delikatnie przytkany bo skoro były dwa wstrzyknięcia pewnie po jednym do każdego jajowodu jeden mnie nie bolał a drugi tak to któryś musiał być trochę przytkany, ale który nie wiem na wypisie oba drożne.Dostalam opis i płytkę na której pewnie nagrali kontrast jak przepływa nie wiem.Mama zawiozła mnie do domu w szpitalu pytali się czy potrzebuje zwolnienie na drugi dzień z pracy, ale ja miałam urlop w piątek a sb i nd wojnę wiec nie chciałam.Po powrocie do domu wzięłam wykupione tabletki o się położyłam.Brzuch bolał, ale znośnie jeszcze kilka dni czułam się obolała przez tydzień nie można ćwiczyć ani nosić ciężkich rzeczy.Oczywisice zaraz po powrocie napisałam do męża, ze bolało i nawet nie chce słyszeć o tym, ze on badania nasienia nie zrobi bo ja tyle przechodzę a on ma problem ze spustem do pudełka.Chyba wyczuł, ze mnie naprawdę bolało i obiecał,ze jak w następnym cyklu się nie uda to pod koniec listopada pójdzie na badanie :) Podsumowując czy badanie boli?Mnie bolało bardzo mimo,ze szlam naprawdę z dobrym nastawieniem nie pomogło mi w trakcie .Slyszalam, ze czasami dają znieczulenie przed ja nie dostałam dopiero po jak mnie bolało. Na szczęście bol trwa krotko.Ponoc bóle porodowe są podobne albo jeszcze mocniejsze powiem wam, ze po tym badaniu mam mega stresa bo już wiem jaki to rodzaj bolu i nie jestem na niego odporna a prog bolu mam raczej wysoki. Można zdecydować się na sonohsg nie boli, ale tez nie zrobimy go na NFZ a prywatnie kosztuje 800zl dla mnie sporo.Czy bym teraz zapłaciła ? Zaraz bo pomyślałam, ze gdybym miała to przejść jeszcze raz to każde pieniądze bym dałam,żeby nie bolało teraz po czasie myśle bolało mega, ale to trwa 2minuty a 800zl to dużo.Chyba, ze ktoś śpi może sobie na to pozwolić to ok.Ja obiecałam sobie, ze pieniądze, które bym wydała na sono wydam na Krystyna położna do porodu bo przecież niedługo zajdę w ciąże jak mam drożne jajowody :) Tyle tego naskrobalam,nie będę tego czytać jeszcze raz jak wkradły się literówki to przepraszam albo jakieś inne dziwne rzeczy. Mąż wrócił muszę się nim zajac :) Dla fasolki każda kobieta jest w stanie wszystko przejść nie bać się dziewczyny. Nie powiem, ze wszystko zalezy od nastawienia i naszej głowy bo to guzik prawda ja byłam super nastawiona i super bolało, ale to tylko 2 minuty krócej niż zeby myjemy :)

alex0806 Czekając na małe szczęście 13 stycznia 2018, 20:01

Zaniedbałam ten pamiętnik. Zwyczajnie, po badaniach w szpitalu dałam sobie trochę na wstrzymanie, czekając na wyniki. A po ich otrzymaniu nie poczułam nic pozytywnego, oprócz złości. Czekałam na badania w szpitalu od lipca do grudnia. Prawie pół roku. Nie wiedziałam, jakie badania będą wykonane, czego mogę się spodziewać. Ostatecznie, nie zagłębiając się w wyniki konkretnie, zostało mi potwierdzone PCOS. "Stwierdzono nieprawidłowy profil androgenów", "stwierdzono stosunek LH/FSH 4:1". To tylko nieliczne przyczyny, które mi dokopały. W sierpniu miałam nieco lepsze te wyniki, wtedy stosunek wynosił 2,2. Nie wiem, od czego to zależy. Biorę Ovarin, zaczęłam we wrześniu po pierwszych badaniach leczyć tarczycę. I nic specjalnego te badania do mojego życia nie wniosły. Wszystkie te badania miałam już wykonane normalnie w laboratorium, bez leżenia 3 dni w szpitalu - i oczywiście bez oczekiwania pół roku na to. Jestem bardzo zła. Bo pokładałam większe nadzieje, myślałam że coś konkretniej się wyjaśni. Ostatecznie jestem pozostawiona z pewną diagnozą: PCOS, Hashimoto, niedoczynność tarczycy. Brzmi trochę jak wyrok, ale nadal tli się we mnie nadzieja - niedługo się uda. W końcu tak bardzo tego pragniemy...
W głowie mam słowotok. Normalnie chciałoby się opisać wszystko, co leży mi aktualnie na sercu, ale myśli nie nadążają, palce też nie są w stanie tego racjonalnie przelać na "papier". Poprzedni rok wniósł wiele do mojego życia. W końcu wzięliśmy ślub, po 9 latach związku. Starania zaczęliśmy w styczniu, prawie 4 miesiące przed ślubem. W tym miesiącu mija już rok starań, bezowocnych. Mimo wszystko, nie jest to całkiem stracony rok. Było w nim wiele cudownych chwil, a na pierwszym miejscu stoi oczywiście ślub. Rozpoczęłam konkretną diagnostykę, zaczęłam leczyć tarczycę i szukać przyczyny. O PCOS słyszałam już od lekarzy w liceum. Wtedy wyszłam z płaczem z gabinetu pierwszego ginekologa bo stwierdził, że "nie będę mieć dzieci". A jeśli bym jednak chciała, to mam szanse do 25 roku życia. Za niecałe pół roku kończę 26 lat. I co, koniec w ogóle jakichkolwiek nadziei? Dobija mnie takie wyliczanie, myślenie. Mój obecny ginekolog utwierdza się cały czas w przekonaniu, że to tylko kwestia czasu i jak do niego przyjdę z wynikami to coś zaradzimy. Idę w środę. Mam cały pakiet badań, chociaż wcześniej miałam prawie to samo ( z nieco bardziej optymistycznymi danymi). W szpitalu zrobili mi badania na krzywą cukrową i insulinową, co wykluczyło insulinooporność i inne cuda. Ale poza tym, wszystkie badania miałam już wcześniej. Więc pluję sobie w brodę, że jednak nie działaliśmy wcześniej. Teraz liczę na to, że mój ginekolog od razu zaleci stymulację. Że nie będzie czekał na nic więcej... Bo psychicznie chyba nie zniosę kolejnego czekania.
W pracy nie jest najlepiej, ale jakoś muszę sobie radzić. Współpracownica odeszła, przez ten czas nie mogli mi znaleźć zastępstwa, chodziłam styrana. Dopiero w tym tygodniu znaleźli kogoś ogarniętego, po 1,5 miesiąca. Rozważam nadal zmianę pracy, mam opcję "po znajomości" do publicznego żłobka, więc wszystkie benefity w tym są zawarte. Ale to nie będzie "na już", muszę czekać na wolny etat, bo dopiero jedna rekrutacja się zakończyła. A ja mam i tak miesięczne wypowiedzenie w razie czego, więc też byłby problem. Ehh... Wyrzucić z siebie to w jednym miejscu, zakopać, podpalić. Normalnie żeby te wszystkie żale zniknęły. Niestety nie da się. Mam wrażenie, że bełkoczę dzisiaj... Ale jak sobie to wszystko spisałam, wyrzuciłam, czuję się nieco lżej. Może będę spać spokojniej.

teverde Starania pomimo... Uda się? Uda! 14 stycznia 2018, 09:10

Zaczynam zastanawiać się nad badaniami. Im więcej pamiętników czytam, tym bardziej zestresowana jestem. Autorka praktycznie każdego pamiętnika, na który kliknę jest już zbadana, zdiagnozowana i na odpowiednim leczeniu. Co prawda moja ginekolożka mówiła, żeby przyjść po roku starań, więc cały czas planowałam przyjść w marcu. Niestety zapisując się 05 stycznia byłam pewna, że akurat w marzec uda mi się wstrzelić, a tu niespodzianka - najbliższy wolny termin to połowa czerwca! I tak sobie pomyślałam, że każdy każe mi zluzować, to faktycznie pójdę w czerwcu, a nie w marcu. Ale te pamiętniki..
Sama nie wiem, zawsze chodziłam do gina na NFZ, bo lata wstecz trafiłam do dr Piekarz, która jest niesamowitym lekarzem i jako jedyna zainteresowała się moją mamą na tyle, żeby odpowiednio szybko wyłapać pewne rzeczy. Teraz musiałabym szukać kogoś prywatnie, czytać opinie. Poza tym nie wiem jakie są w ogóle koszty tych wszystkich badań. Mam mętlik w głowie. W sumie zawsze lubiłam być na wszystko przygotowana. Zanim na serio pomyślałam o ciąży sprawdziłam czy przechodziłam różyczkę, toxo, na weneryczne też się z mężem przed ślubem przebadaliśmy, bo uznaliśmy, że partnerów już nie zamierzamy zmieniać, więc dobrze wiedzieć czy wszystko ok. Także wydaje mi się, że odpowiedzialnie do tematu podchodzimy, a tu teraz taka blokada przed badaniami. Chyba na prawdę to ze strachu przed wynikiem, a to taki bzdurny powód.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2018, 09:15

Kasiekkul Póki co wciąż jedna kreska... 14 stycznia 2018, 11:26

30 tydzień

Wczoraj ze starszym synem poszliśmy do ortodonty. Okazało się, że z jego zębami nie jest najlepiej. Potrzebuje na "już" aparatu stałego na zęby. Niestety - górę i dół. Jestem załamana. Tak jak syn boję się, że będą się w szkole z niego śmiać, żartować... Musi teraz dokładnie myć zęby, a z tym u niego na bakier. Przepłakałam pół dnia... M próbował mnie uspokajać, ale ... jakoś tak hormony robią chyba swoje. Oczywiście za to "narzędzie tortur" trzeba zapłacić. I to nie mało. Na dobry wózek z fotelikiem by starczyło i jeszcze zostało... Nie wiem jak my to wszystko uciągniemy - wyprawkę, aparaty... Bez aparatu się stresowałam teraz myślę, że z oszczędności zejdziemy do zera! Oby tylko to - bo pewnie trzeba będzie także wziąć kolejny kredyt. I to jest dla mnie przerażająca wiadomość. W końcu moje zarobki spadną o 20 proc. Musimy zaciskać pasa, a ja chyba nie wiem jak. Babcie jakoś naszymi problemami się nie przejęły - zero info, że pomogą, dorzucą się, że mogą coś kupić... No cóż zawsze tak jest. Mają kasę, ale dzielić się nią nie lubią (teściowa prędzej, ale moi to ewentualnie 10 jajek nam dadzą i obiad). Z pozytywów byłam tak roztrojona, że zaczęliśmy z mężem sprzątać. "Ogruzowaliśmy" sypialnię zyskując dwie półki w szafie i trzy szuflady w komodzie. Brawo my! Stare ciuchy wreszcie trafiły do kontenerów... Muszę też napisać o moim M. Wiele kobiet się skarży w pamiętników na swoich mężczyzn. Ja nie mam właściwie na co - jest moją ostoją i spokojem. Teraz też jest dla mnie ogromnym wsparciem. Naprawdę. Do moich lęków podchodzi z uśmiechem i zrozumieniem. Zawsze mnie pociesza, przytula, choćby moje lęki były bardzo najbardziej absurdalne. W pracach domowych jest niezastąpiony - jeśli tylko powiem, że mam ochotę na zupę od razu biegnie i ją gotuje, ani razu chyba w ciąży nie odkurzałam... A wczoraj... oglądał ze mną na necie filmiki o tummy tubs. Wsysło go na amen. :D Teraz chce zapytać o rady położną... Chyba tylko dzięki niemu jeszcze nie zbizikowałam :)

Magic Niemożliwe 14 stycznia 2018, 12:25

Jesteśmy po badaniu 1 trymestru.
Nie wiem od czego zacząć bo sporo się wydarzyło w ciągu ostatnich 24h. Ale zacznę od tego jak obiecałam ZESRA***AM się że szczęścia! :) Maluch ma się dobrze wierci się okrutnie i ledwo dało się cokolwiek pomierzyć. Ale Pani doktor że spokojnie zmierzyła każdy mm dzidzi. A nam się okrutnie spieszyło ale o tym zaraz ;) my wyszło 2 ale wyniki wyszły naee5 chyba lepsze niż przy poprzednich ciążach. ma niecałe 8cm,serduszko idealne bije 154. kość nosowa jest. Ja prze chwile widziałam coś na wzór siusiaka ale okazalo sie ze ro pepowina ;) A więc????? najprawdopodobniej będzie dziewczynka :) I tak oto być może spełni się moje marzenie.
Drugim naszym marzeniem był DOM.Nasz własny może być ciasny ale własny. Dwa dni temu moja siostra trafila na perełkę. Wczoraj mielismy spotkanie z agentem w tej sprawie. Segment około 2km od moich teściów. osiedle zamknięte domek ma 124m trzy sypialnie. Jest spełnieniem mojego odwiecznego marzenia. Ogródek niewielki ale jest :) podjazd na dwa auta jest. Cena....W naszym zasięgu! 379tyś. i jak tu nie poszaleć z radości? Ruszyła machina cała procedura do kredyt i czekamy. Rodzinka już robi zrzutkę bo to stan deweloperski czyli do wykończenia ale sporo jest już rzeczy np schody dębowe. Piękny! ledwo spałam w nocy!
Kolejna sprawa jaka mi spędza sen z powiek to....nagla operacja mojego męża. Może nie było idealnie między nami ale strasznie się denerwuje. Mamy załatwiane po znajomości więc to wiąże się z kosztami-no nie takimi jak prywatna operacja.
Wczorajszy dzień był mega zabiegany i stresujacy. No nic. Grunt że zrobimy to kolano i będę już tylko lepiej.
ahhh uciekam bo dzieci są na mojej głowie ;)
buziaki!


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2018, 12:27

Parsleyek Waiting4 - Pamiętnik Staraczki 14 stycznia 2018, 12:38

Jak ważna podczas starań o dziecko jest nasza głowa i to co się w niej dzieje? Pewnie trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

Jednak nowa historia na blogu pokazuje, że czasem warto po prostu żyć. I z tego życia korzystać. --> Plan zrealizowany

Parsleyek Waiting4 - Pamiętnik Staraczki 14 stycznia 2018, 12:39

Jak ważna podczas starań o dziecko jest nasza głowa i to co się w niej dzieje? Pewnie trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

Jednak nowa historia na blogu pokazuje, że czasem warto po prostu żyć. I z tego życia korzystać. --> Plan zrealizowany

Elcia0211 Kiedyś musi się udać... 14 stycznia 2018, 17:00

Życie pisze nam różne scenariusze. Ostatnio bardzo dobrze się o tym przekonałam. Kiedy miałam dołki związane z tym, że nie potrafię zajść w ciąże biadoliłam, że inni mają chociaż prace a ja nic. Ostatnio zdarzył się cud. Jedna z koleżanek powiedziała mi, że niedaleko mojego miejsca zamieszkania poszukują nauczyciela do przedszkola. Pomyślałam okej zawiozę te CV ale pewnie nic z tego nie wyjdzie a tu niespodzianka dostałam tą pracę. Przez kilka dni pełna euforia, że coś się zmieniło w moim życiu. Kiedy emocje opadły uświadomiłam sobie, że przecież muszę na jakieś 2-3 miesiące zaprzestać starań. Raczej nie wypada mi teraz zajść w ciążę, muszę poczekać na podpisanie umowy o pracę bo na razie jestem na próbnej.

Jak widzę na forum jak dziewczyny się cieszą bo kolejna zaszła w ciąże jest mi smutno bo muszę znów odłożyć starania, wiem 3 miesiące to nie dużo ale nie mam innego wyjścia. Mąż mówi, że odpoczynek od tych testów owu, patrzenia ciągle w gacie jaki śluz dobrze mi zrobi. Nie wiem z jednej strony cieszę się, że dostałam tą pracę, tak niespodziewanie a z drugiej co jeśli ominie mnie szansa na ciąże. Chyba za dużo rozmyślam powinnam to zostawić swojemu biegowi tak mówi mój mąż.

Życzę wam udanej niedzieli ;). Trzymajcie za mnie kciuki jutro mój pierwszy dzień w pracy ;). Pozdrawiam ;*

Badania kontrolne zrobione. Wszystko się w końcu unormowało: TSH spadło do poziomu 1,2 a prolaktyna 18,7, więc jest w normie :).
A ze złych rzeczy: M zrobił badanie nasienia. Żołnierzyków jest bardzo dużo, prawidłowych 14%, więc sporo ponad normę ale niestety okazało się, że nasienie jest zbyt gęste, skoncentrowane i jest go dość mało :(. M zrobił dodatkowe badania, które może wyjaśnią czy jest tego jakaś konkretna przyczyna, czy taki jego urok i po każdym stosunku biodra do góry :D, bo tylko w taki sposób może się udać :D.

I teraz się zastanawiam, czy jest sens robić HSG, bo jednak trochę się tego boję :D.

Za tydzień wyniki i zobaczymy co z tego wyniknie... na razie jestem dobrej myśli :). Może w niedawny urlop coś zaowocowało :D przekonam się za tydzień.

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 14 stycznia 2018, 18:39

40tc (39t0d)
7 dni do porodu

Belly na końcówce mojej ciąży oszalał :P Wersja podstawowa została okrojona i już nie wyświetlają mi się wszystkie informacje. Ale to nic, już i tak finisz :)

Zostało 7 dni do tej magicznej daty, na którą czekałam 9 miesięcy. Za tydzień także nasza 6 rocznica związku z moim Mężem :) Próby przyspieszenia porodu (sprzątanie, rozciąganie, picie naparu z liści malin, masaż brodawek i - o dziwo - seks z Mężem) nie przynoszą skutków :)

Brzuch już się obniżył, jak widać na ostatnich zdjęciach, dziś moja Mama mnie w tym utwierdziła bo byłam u rodziców. Gdy siedzę to widać już dokładniej, że mój brzuszek jest jak półka, mocno wystaje i odcina się od reszty ciała.

Obawiam się, że Ala urodzi się długa tak jak ja - moja Mama powiedziała, że ja ważyłam 3700g i mierzyłam 60cm! A pamięta przede wszystkim moje długie ręce i nogi hehe ;) Także genetycznie tak będzie bardzo prawdopodobnie, tym bardziej, że mój Mąż też jest wysoki. No i pewnie ubranka 56 od razu pójdą w odstawkę hehe ;)

Czekamy zatem dalej, będzie tak jak nasza Córka postanowi ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2018, 18:41

NaszŚwiatWśródWas To dopiero początki. 16 stycznia 2018, 07:38

11 Tydzień
10t + 4d Wg BBF
10t + 2d Wg USG

26%

No i przeskoczyłam połowę połowy. Moja nocna bezsenność nadal mnie nie opuszcza !
Dokładnie 2 lutego przeskakuję na 2 trymestr. Mam nadzieję że przyniesie ze sobą możliwość odpoczynku i snu bo powoli zaczynam odczuwać skutki tylko paru godzin snu. A najbardziej w pracy. Mimo że moja praca polega na tym że powtarzam cały czas te same czynności ( ahh ta praca przy taśmie... ) to potrafię zapomnieć co powinnam robić. Mimo że robię to od prawie roku.
Ale czego to się nie zniesie dla tego słodkiego czasu po pracy kiedy siadasz w końcu na kanapie i możesz chwilę pogawędzić ze swoją Fasolką :)
Teraz mam tydzień słodkiego lenistwa bo odwiedzają nas przyjaciele z Polski . Mamy w planie celebrowanie wspólnego czasu i przede wszystkim dużo gier planszowych bo przy moim poziomie zmęczenia za dużo nie pozwiedzamy :D Ale myślę że nam wybaczą bo przezywają naszą ciążę dokładnie z takimi samymi emocjami jak my :) tacy przyjaciele to skarb. <3

13cs
1dc
W zasadzie to nie wiem, czy to 13 cykl starań, bo dobre kilka miesięcy depresji męża nie powinnam do tego wliczać, ale zawsze miałam nadzieję.
Tak więc w końcu po chyba 49 dniach przyszedł okres. Zastanawiałam się z mężem, czy też by przyszedł o tej porze czy pózniej, gdybym nie wzięła Duphastonu. Mam nadzieję, że ta mała 1,6cm cysta się też dzięki niemu wchłonęła i żadna nowa nie powstała.
Od 5-10 dnia cyklu będę brała jedną tabletkę 50mg Clostilbegyt. Liczę, że będzie ładna owulacja, a jak się nie uda, to może zaproponuję HSG, bo mają w gabinecie, do którego się przeniosłam. 500zł a mam tak naprawdę 1km od pracy.
Mam nadzieję, że się uda. Kiedy jak nie teraz? Przecież raz się udało zupełnie naturalnie. Więc ze wspomagaczami tym bardziej te 20mln plemników męża powinny dać, bo nie wierzę, że gdy się udało te prawie 2 lata temu, to było ich więcej.
Mąż jest aktualnie na L4. Martwi mnie to, wczoraj się popłakałam, bo nawet nie był w stanie wstać rano do kościoła, a mi tak zależało, żeby się pomodlić o dzieciątko. No nic, muszę być JESZCZE bardziej wyrozumiała dla niego. Powiedział, że umówi się w tym tygodniu do urologa, na sprawdzenie czy z prostatą i jądrami jest wszystko ok. Mam nadzieję, że żaden zabieg go nie czeka i to co bierze teraz mu pomoże i za te 3-4 cykle będę już miała drugie serduszko pod swoim.
No i liczę, że wszystkie moje tutaj przyjaciółki, które jeszcze czekają na swoją kolej, też zaciążą i wszystkie urodzimy jeszcze w 2018 roku!!! :)

Kargo31 Brakuje tylko Ciebie... 15 stycznia 2018, 09:24

11 cs, 22dc, 9dpo

Zainstalowałam 3 aplikacje na telefon do śledzenia cyklu. Testujemy, która najlepsza. Za parę dni zmieniam telefon, bo w tym rozsypuje mi się ekran, więc z niecierpliwością czekam, aż zadzwonią, że mogę przyjść podpisać nowa umowę. Będzie mnie czekać ręczne wbijanie danych, bo coś się wiesza na kopii zapasowej :/ Ehh... same problemy.
Ostatnio chodzę ciągle niewyspana. Przeprowadzka daje się we znaki, a jeszcze sporo przed nami. Życie z większością rzeczy w kartonach nie jest wcale takie proste jak myślałam...

Co do mojego cyklu to teraz długie oczekiwanie. I dylematy jak każdego miesiąca: robić test szybciej czy grzecznie czekać? w sumie to nic nie zmienię czy się udało czy nie. Kwestia tego, czy chcę się cieszyć wcześniej czy wcześniej przestać żyć z łudzeniem się czy się udało...

Anuśla Musisz dać życiu szansę 15 stycznia 2018, 13:23

20 dc, zrobiłam test ciążowy, który i tak nie miał szans powodzenia LOL. Oczywiście negatywny, bo jakżeby inaczej. Jak tu wykrzesać z siebie optymizm? Niby psychika jest ważna w trakcie starań, ok, ale jak myśleć pozytywnie po tylu porażkach?

Kasiekkul Póki co wciąż jedna kreska... 15 stycznia 2018, 13:23

30 tydzień

wciąż myślę o finansach - głupia jestem... w końcu to nie one są najważniejsze, a dzieci. Tylko by były zdrowe. Aparat starszemu ściągną na 14 urodziny - akurat aby zaczął chodzić na pierwsze randki i iść z równymi ząbkami do liceum :D W końcu to nie żaden dramat - nawet gwiazdy noszą aparaty na zęby (chyba dla szpanu)... Strasznie matkuję synowi... Mój M uważa, że za bardzo. Kiedyś był bardziej samodzielny, a teraz jestem niczym kwoka nad nim. Non stop go usprawiedliwiam, rozczulam się nad nim itd... Trudno jest wychować syna - tak, aby był męski, opiekuńczy, a przy tym samodzielny, dobrze poukładany. A teraz do niego dołączy brat. Ciekawe jak to będzie. Zaczynam o tym myśleć - czy nowy członek rodziny to będzie wyzwanie? Czy będzie tak spokojny jak starszy syn? A może będzie cierpiał na kolki? Czy czekają nas bezsenne noce? Czy uda mi się karmić piersią (to moje marzenie)? Czy będzie rozwijał się prawidłowo? Czy będzie wysoki (mój syn obecnie mierzy już ok. 158 cm a nie skończył jeszcze 12 lat (buty nosi rozm. 40)? Czy urodzi się z włoskami? Czy pies zaakceptuje dziecko? Czy będzie o niego zazdrosny? I jak wyglądać będzie relacja między braćmi? Czy się pokochają? Czy będą podobni? Za dużo pytań, a odpowiedzi wciąż brak....

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)