Kasiekkul Póki co wciąż jedna kreska... 15 stycznia 2018, 13:23

30 tydzień

wciąż myślę o finansach - głupia jestem... w końcu to nie one są najważniejsze, a dzieci. Tylko by były zdrowe. Aparat starszemu ściągną na 14 urodziny - akurat aby zaczął chodzić na pierwsze randki i iść z równymi ząbkami do liceum :D W końcu to nie żaden dramat - nawet gwiazdy noszą aparaty na zęby (chyba dla szpanu)... Strasznie matkuję synowi... Mój M uważa, że za bardzo. Kiedyś był bardziej samodzielny, a teraz jestem niczym kwoka nad nim. Non stop go usprawiedliwiam, rozczulam się nad nim itd... Trudno jest wychować syna - tak, aby był męski, opiekuńczy, a przy tym samodzielny, dobrze poukładany. A teraz do niego dołączy brat. Ciekawe jak to będzie. Zaczynam o tym myśleć - czy nowy członek rodziny to będzie wyzwanie? Czy będzie tak spokojny jak starszy syn? A może będzie cierpiał na kolki? Czy czekają nas bezsenne noce? Czy uda mi się karmić piersią (to moje marzenie)? Czy będzie rozwijał się prawidłowo? Czy będzie wysoki (mój syn obecnie mierzy już ok. 158 cm a nie skończył jeszcze 12 lat (buty nosi rozm. 40)? Czy urodzi się z włoskami? Czy pies zaakceptuje dziecko? Czy będzie o niego zazdrosny? I jak wyglądać będzie relacja między braćmi? Czy się pokochają? Czy będą podobni? Za dużo pytań, a odpowiedzi wciąż brak....

W sobotę teść wyznał mi, że nie dopytuje się i nic nie mówi, bo sami mieli problemy i wie jak to jest. Powiedział, że trzeba mieć dużo cierpliwości, miłości, kochać się, nie zrażać się, nie poddawać i po prostu działać.
Co mogła szatynka na to odpowiedzieć? "działać i to dosłownie" - uśmialiśmy się z tego jak nie wiem. Oczywiście ja najpierw powiem, a potem pomyślę.

Dodał, że nawet jak się nie uda to najważniejsze, żebyśmy byli szczęśliwi.

I teraz wiem jak to jest możliwe, że mam tak wspaniałego faceta skoro wychowywał go tak mądry człowiek.

A ja dzięki tej rozmowie czuję się akceptowana, bo zawsze jednak z tyłu głowy siedzi myśl, że jestem jednak jakby trochę wybrakowana przez to, że mogę nie zajść w ciąże...

Teściowa powiedziała, że jestem ich piątym skarbem (mają czwórkę dzieci). I pomyśleć, że oni też to przeżyli, bo teściowa miała niedrożne jajowody. Więc myślę, że kto jak kto, ale oni są z jednych, którzy rozumieją nas najlepiej.

Zostały mi 24 tabletki, czyli 8 dni. Ciekawe jak mój organizm zareaguje jak przestanę brać. Nie omieszkam notować :)

bondzik007 wszystko będzie dobrze 15 stycznia 2018, 14:27

W końcu odebrałam wyniki!

wskaźnik protrombinowy 87% norma 70-120
wspp. protrombiny 1,16 norma 0,80-1,25
fibrynogen 2,56g/l norma 1,80-3,50
czas kaolino-kefalinowy aPTT 28sek norma 25-38
glukoza 96
ANA ujemne
przeciwciała antyfosf. IgG 2,87
IgM 2,81

i morfologia też okej :) trochę niska hemoglobina.
co myślicie o glukozie? jest przy górnej granicy.. ostatnio jeszcze w ciąży miałam podobnie.
zastanawiam się nad krzywą cukrową i insulinową..

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 15 stycznia 2018, 14:46

15tyg+3dni

Endo uspokoil. Ze to normalne i nie-az-tak-grozne. Zwiekszyl dawke euthyroxu.

W weekend blisko bylam zakupu ciążowych legginsow (chciałam isc do HM i może cos wybrać), ale ostatecznie jeszcze się wstrzymałam. Nie pali się hehe.

Poza tym dogadzam sobie jedzeniowo. Do słodyczy mnie nie ciagnie, ale jem dużo owocow, jogurtow, codziennie wcinam awokado (tyle dobrego tłuszczu) a ulubionym lunchem sa tosty/sandwiche – koniecznie z duza ilascia keczupu (ketchup idzie w ilościach hurtowych ostatnio). Wybieram produkty z dobrym skladem, bez zadnych polepszaczy ani konserwantów (przed ciaza tez to robiłam wiec nie jest to żadna drastyczna zmiana). Na tapecie nieustannie sa tez: melon (om nom nom), banany (staly element diety), maslanka (popijam nia obiad). Mysle, ze mimo braku miesa nie jest zle. Od początku przytylam ok 3kg.
Zimno się zrobilo, ciesze się, ze nie musze dużo wychodzić – słodkie lenistwo w domu to jest to!

anemic Wielkie chcenie ... 15 stycznia 2018, 14:56

Weekend był weekendem koszmarnym. Pokłóciłam się z D. w sobotę i "milczenie baranów" trwało - sorry trwa. Planowałam wziąć z nim rozwód, ale zdałam sobie sprawę, że przecież slubu nie wzieliśmy.
W zasadzie to ewidentnie jego wina (kłótnia, nie brak ślubu) bo w sumie tak. A z resztą powinien się bardziej starać żebym się nie wkurwiała. Jest w tym jakaś logika, nie?
Więc chwilowo dyszę złością i furią i nadal będą ciche dni dopóki mnie nie udobrucha.
Miny mi będzie robił.

Nadal mam brak apetytu. Wszystko przyjmowałabym w formie płynnej. Zapach mięsa, gotowanego rosołu przyprawia mnie o mdlości. Mdłości niby są niby nie ma.
Dzisiaj doskwiera mi brzuch, ale to podejrzewam wynik zaparć, które powodują brzuch jak balon i dyskomfort. Nie pomogła nawet zupa ogórkowa, która zazwyczaj działa na nie średnio w ciągu 45 min. A tu cisza.

Koszmary się uspokoiły, zaczełam sypiac powedzmy w miarę normalnie.

Byłam na FB zapisana do grupy in vitro, ale po poronieniu wypisałam się, natomiast kilka znajomości zostało. No i oczywiście tam pisałyśmy o badanach, etapach prcedur lekach itd. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie moment, w którym tobie się "udaje". Okazuje się, że "niby fajnie ale nie mamy o czym gadać". Serio? Niby się cieszą, ale dziwne napięcie jest.
I tak sobie myślę, czemu się nie cieszysz? Jechałyśmy na ty samym wózku, skoro jednej się udaje, to znaczy, że i tobie może się udać. Smutne to, choć wiem, że czasami niełatwo się cieszyć czyimś szczęściem.

Ef, ja już znalazłam sukienki, które będę szyła na "czas upałów" :D I gdyby nie fakt, że nadal nie umiem tu wrzucać zdjęć to bym Wam pokazała :D Jasiek czuje się już lepiej?

A i rzeczywiście moje ciśnienie może wynikać z "syndormu białego kitla" :D Teraz eleganckie, +/- 116/68/80


laira już wiemy, że chcemy ;-) 15 stycznia 2018, 15:34

20 dc temperatura dosłownie jebła w górę :-) jak zobaczyłam termometr to nie wiedziałam czy mam się cieszyć czy płakać (serduszkowania nie było wczoraj bo szanowny M. jajca laptopem wygrzał i mu powiedziałam, ze ja tu sie staram wu-du odprawiam a on taki...)no ale ta tempka to sprawka mojej infekcji, jak nie choruje nigdy tak mnie teraz dopadło. Katar całą noc mnie trzymał, spac nie mogłam. Wystroiłam się któregoś dnia i z niedosuszonym łbem na dwor poszłam. mąż dziś ma mały wyjazd służbowy, wiec moge zrobić normalny wpis. Inaczej muszę przed nim monitor odkręcać, no bo nie wszystko można sobie przecież powiedzieć... Dziś się powstrzymałam przed badaniem progesteronu - a byłam baaardzo blisko lab. Nawet jesli bym wiedziała że owu była to w tej chwili co by to zmieniło. Jakoś oswajam się z myślą, ze moze lepiej że nie jestem w ciązy, że bocian czeka na nasze gniazdko. W domu kiepska atmosfera. Wczoraj tak się wyprowadziłam z równowagi, ze się gotowały emocje we mnie. Strasznie tu dłużej mieszkać. A co dopiero mówić o wychowywaniu dzieci. Co prawda nic by nie pamiętały bo za trzy lata myślimy już być na swoim, ale ile dla nas stresu... W naszym domu marzy mi się prawdziwa rodzinna atmosfera - np. Wigilia z całym klimatem - a nie tylko opłatek(bo trzeba), zjeść i przed TV. Mąż mówi, ze wykończe się tutaj nerwowo- strasznie wszystko przeżywam - a powinnam pomyśleć o sobie.W stresie ciąże łatwo stracić. Krew z nosa znów ruszyła - osłabienie. Na dworze ziąb, więc tyłek grzeje pod kołderką. Popatrzymy jeszcze kilka dni jak się ta temperatura układać będzie.

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 15 stycznia 2018, 17:28

40tc (39t1d)
6 dni do porodu

Dziś króciutko - wizyta u lekarza, ostatnia już chyba. Zgodnie z badaniem szyjka długa, mam chodzić po schodach :P No i przedłużył mi zwolnienie do 21 stycznia, wtedy mam się zgłosić na IP i w sumie nie wiem co dalej... IP mi przedłuży zwolnienie? Czy mam się w poniedziałek zgłosić do ginekologa po nowe zwolnienie? Napiszę do swoich kadr i dowiem się jak to jest z urlopem macierzyńskim.

Waga - tragedia :P Przytyłam przez całą ciążę 21kg :P No nic, teraz i tak już za późno na refleksję, będę musiała zrzucić po porodzie ;)

Jesteś w 32 tygodniu ciąży
(31 tyg. i 4 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3


Tydzień za tygodniem tak szybko leci, to już 32 tc jeszcze troszkę i synuś będzie z Nami. Od tyg twardnieje mi brzuch, wieczorami jest tak strasznie twardy, a mały jak się napina to jeszcze gorzej. No ale trudno trzeba to przetrwać, już dużo nie zostało :) Synek cały czas kopie, zwłaszcza wieczorami i w nocy, mały Łobuziak budzi mamę hehe :) w środę byliśmy na 3D Synuś ogólnie ma już 1.700. Lekarz nagrał Nam jak nasz synuś pięknie się rusza, jak ziewa... Piękny widok <3 <3 <3 Będzie pamiątka ;)

teverde Starania pomimo... Uda się? Uda! 15 stycznia 2018, 20:05

Zaczęły się płodne, ale test owulacyjny dalej na minusie. Za parę dni pewnie znów zacznę sobie roić w głowie głupoty. W każdym cyklu zbieg okoliczności powodował, że myślałam, że się udało. A to plamienie, które zdiagnozowałam jako implantacyjne. To utrzymujące się za długo przeziębienie, przez które było słabo, miałam zawroty głowy, czułam się po prostu dziwnie i myślałam, że organizm zbytnio nie walczy bo odporność osłabła z wiadomych względów - detektor ciąży naliczył mi aż 40 punktów, więc jak się nie nakręcać? Niby nie chcę, a i tak zawsze wyliczam (teraz Ovu robi to za mnie) w jakim miesiącu wypadałby poród, jak powiem rodzinie, komu w jakiej kolejności, jak długo będę to trzymać tylko dla siebie, kiedy pójdę do lekarza, itp., itd. Ciekawe jak bardzo kreatywna będę w styczniu ;)

Sheis 2 niepowodzenia 15 stycznia 2018, 20:45

24 tydzień (23t3d)

Dziś mialam wizyte u mojego gina. Mlody wazy juz 620g. co mnie bardzo ucieszylo, waga w normie. Tetno 159, tez w normie, do 160 moze.byc wiec dr mowi,ze jest ok i nie ma co sie przejmowac. Chociaz zastanawiam sie czy nie zrobic sobie badan.na tarczyce tak jak sugerowal gin podczas polowkowych. A co do glukozy to moj dr stwierdzil, ze jak nie daje rady z ta glukoza to.nic nie zrobimy i juz jej badac nie bedziemy. Kurcze mam nadzieje, ze.nie bede.miec cukrzycy, wolalabym to zbadac ale nie ma jak :(

Rano bolał mnie przez.chwile brzuch, taki jakby mini skurcz i sie zestresowalam, ale po wizycie czuje przyplyw raadosci, szyjka dluga i zamknieta. Oby tak.dalej. BrZuch mi urosl, ale nie jest wielki. Czuje sie w miare spoko, gdyby nie wymioty. I czesto.spac mi sie chce. W ostatnich dniach czulam mniej ruchow malego i mnie to bardzo.martwilo,.ale dzis juz czulam mocne ruchy wiec widocznie zalezy od dnia.

5dc
Cel na ten cykl?
Ciąża?
Nie... nie ciąża ;)
SCHUDNĄĆ COŚ ;)
Gdybym jednak przypadkiem zaciążyła to spoko, ale aby nie zwariować w tym praktycznie, że z góry straconym cyklu trzeba mieć inny cel, no nie?
Nawet Wam powiem, że dobrze by było gdybym jednak coś zdążyła schudnąć zanim zajdę- tak więc jak nie zajdę w tym cyklu nie będę świrować, serio, serio.
Póki co pierwszy dzień odchudzania za mną, hahaha :) Dieta i ćwiczenia na 5!

bondzik007 wszystko będzie dobrze 16 stycznia 2018, 08:58

Dzisiaj jest 16.
Mijają dwa miesiące, gdy dowiedziałam się że Twoje serduszko już nie bije.
Tęsknię Fasolko..

Niedługo zacznę walkę, żebyś znowu mogła się pojawić.. żebyś zmieniła datę przyjścia na świat..

Wszystko będzie dobrze...

15t4d.

Jutro rano mamy wizytę i dodatkowe USG, bo od kilku dni pobolewa mnie podbrzusze z lewej strony. Raz słabiej, a raz mocniej.. natomiast praktycznie bez przerwy. Usg robione w Polsce tydzień temu nie wykazało żadnych nieprawidłowości, aczkolwiek chcę to sprawdzić jeszcze raz w moim szpitalu... tym bardziej, że wczoraj rano po raz pierwszy miałam twardy brzuch - jak wstałam i się ruszyłam zrobił sie z powrotem miękki.


Póki co wzięłam kilka dni wolnego i sobie odpoczywam :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2018, 23:46

Moje Drogie, piąty dzień wstrzykuję sobie Gonapeptyl w długim protokole i jest super. Moja doktor ostrzegała mnie przed obniżonym samopoczuciem, czy wręcz stanami depresyjnymi, a tymczasem ja się czuję tak dobrze, jak już dawno się nie czułam.

A z drugiej strony boję się wpadać w hurra optymizm, żeby później nie było rozczarowania zbyt dużego.

A jak u Was było z Gonapeptylem?

Marta1982 Zwatpienie i nadzieja 16 stycznia 2018, 12:06

Nadszedl chyba moment, zeby podsumowac pierwsze 2 tygodnie stycznia.

30 grudnia zaczelam stymulacje. Myslalam, ze pojdzie gorzej, ale okazalam sie dosc wprawna pielegniarka i nie bylo zle. Poczatkowo zastrzyki byly w zasadzie nieodczuwalne, ale po kilku dniach brzuch zrobil sie bolesny i nie szlo juz tak gladko. Ale szlo:-)
10 stycznia punkcja. Mamrot liczyl na 8-9 jajek, ale okazalo sie, ze wiekszosc byla pusta i wyluskal 3 komorki. 2 dojrzle zaplodnily sie. No i tu zaczely sie schody, bo siadla mi psychika. Oczekiwanie na wiesci z labu to koszmar nad koszmarami. W momencie gdy dzwoni telefon czuje sie, jakby tos zakrecal mi doplyw tlenu i trace kontakt z rzeczywistoscia, rece mi sie trzesa i zaczynam sie pocic jak opetana, majac przy tym lodowate rece i stopy.
Na dzien dzisiejszy mamy 1 blastke - balwanka i czekamy na info o drugim maluchu. Nie mam wiekszej nadzieji - raczej nie jest rokujacy.
Moje endo przed punkcja bylo tragiczne. Do tego kosmiczny estradiol i ryzyko hiperki, ktore sie ziscilo. Przez 3 dni bylam jak z krzyza zdjeta. Brzuch jak balon, mega bol, trudnosci przy oddychaniu. Od soboty jest coraz lepiej, choc jestem jeszcze troche.
Wczoraj dostalam okres i od dzis zaczynam przygotowywac sie do ewentualnego transferu. Bylam rano na kontroli. jajniki jeszcze nie w formie, ale poza tym ok. Zaczynam brac estradiol i zobaczymy, co tam narosnie.
Boje sie jak cholera. Nie wierze, ze sie uda i obawiam sie swojej reakcji na to niepowodzenie. Czy dam rade, czy sie do konca nie zalamie. Nie sadzilam, ze to bedzie takie trudne.

Macy Czekajac na szczescie 16 stycznia 2018, 12:12

Planowalismy urlop na listopad, wyliczylam plodne dni zeby odpowiednio sie wstrzelic. Ale nie moglismy sie zdecydowac do konca na kierunek i konkretny hotel.
Czasu bylo coraz mniej a jeszcze musialam dowiedziec sie informacji odnosnie szczepinek. Nie wiedzialam czy mamy wystarczajaco czasu. Przez przypadek natrafilam na artykul o wirusie Zika, ze te rejony w ktore planowalismy leciec sa niebezpieczne dla kobiet starajacych sie i w ciazy. Musielibysmy sie zabezpieczac tam i przez nastepne 6 miesiecy. A plan byl taki zeby wlasnie tam porzadnie zaczac. Ten artykul to chyba nnie byl przypadek, tak musialo byc.
Byl Listopad wiec Europa odpada, marzylismy o cieplych krajach w zime. Ostatecznie udalo nam sie znalezc wycieczke na grudzien. Wyliczylam dni plodne no i do dziela Nie wiem co sobie myslalm, ze sie od razu uda? Rozczarowanie bylo ogromne, a to dopiero poczatek, a co bedzie potem?
Dwa dni po powrocie juz zaczelam plamic. Jak zwykle przed@. Zawsze gdy pytalam gina mowil ze to ok, ale jak czytam forum trace optymizm.
Po rozpoczeciu nowego cylku postanowilam kupic testy owu i termometr. Moze troche za wczesnie, bo za bardzo sie nakrecam…
Trzeci cykl dobiega konca, powstrzymuje sie od testowania. Mialm nie kupowac testow zeby nie kusilo, ale bylam akurat w sklepie I tak przy okazji. 4 dni do @, zobaczymy ile wytrzymam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2018, 23:08

Mamy termin na USG 1 Lutego <3

Jak ja wytrzymam do tego czasu !

Mdłości mam, dają popalić ale w pracy powiedzieli mi o opasce. I kupiłam, nosze od wczoraj i : mdłości raczej mam słabsze ( dziś w ogóle nie leciałam do toalety i mam tez więcej siły. A to tylko kawałek gumki z plastikowym guziczkiem. Dziwne ale chyba działa!

Joa ma już przepiękny brzuszek a u mnie twardy ale czy rośnie nie widzę większej różnicy. Z waga dalej na -5 kg.
I piersi już tak nie bolą.

Ciekawa jestem jak ma się mój Maluszek <3




Zaproponowałam mężowi rozwód...

Wściekł się i teraz sprząta mieszkanie, a ja siedzę po ciemku w naszej sypialni, gdzie śpi słodko Marysia. Jak jestem rozbita i zła to nie jestem konstruktywna. Co innego mój cudowny mąż... przynajmniej nie będzie kurzu w salonie 😝

Czas na baby blues już dawno minął, ale ja nadal nie ogarniam rzeczywistości. Mam wrażenie, że stoję obok siebie, że nie żyję własnym życiem, które mi ucieka przez palce. Najlepiej bym zasnęła i się nie budziła.

Nie mam siły na życie, na nic. Rano wstaje bo muszę i to dopiero jak już wiem, że MUSZĘ Marysi zrobić kaszkę/owsiankę czy co tam wypada na 1 śniadanie. Kiedyś wstawałam od razu jak nasze Słoneczko się budziło, przebierałam jej pampersa po nocce i robiłam śniadanie. Teraz najczęściej budzę męża i przekazuję mu dziecko, a Młoda dostaje śniadanie czasami nawet godzinę po pobudce 🤭🤨🤦

Sprzątać mi się nie chce. Czasami jak mąż nie ogarnie łazienki to trudno 🤷‍♀️ Gotowanie dla Marysi sprawia mi nawet czasami frajdę jeśli mi wychodzi, ale często my już nie mamy jedzenia bo się z tym kucharzeniem nie wyrabiam. Ogólniee mam stres czy mi wyjdzie nowy przepis z Alaantkowych propozycji, czy Marysia zje... O tak, moje życie kręci się wokół planowania posiłków dla dziecka, jej usypiania (tylko na cycu a ostatnio do tego tylko w łóżku z mamą, bo na rękach cyc to już mało atrakcyjny chyba 🙈).

No więc mąż...
- pracuje zdalnie 5 dni w tygodniu
- robi zakupy prawie codziennie (ja w ogóle nie chodzę do sklepów bo pandemia, bo nie mam czasu, bo😶🤨) Często kupuję nie tylko to co konieczne, ale też jakieś drobnostki świadczące o tym, że myśli o mnie (lody, czekoladę, sery pleśniowe chociaż sam nie przepada za takimi rzeczami)
-codziennie robi mi rano herbatę i kanapki, tak samo wieczorem jak uśpię Marysię to czeka na mnie talerz kanapek i herbatka ❤️
-codziennie tylko on sprząta te 3-4 razy dziennie stanowisko Marysi do jedzenia bo wiadomo że jedzenie zawsze na podłodze, na tacce, i wszędzie wokół🙈
- zmywa na bieżącą naczynia po Marysi i po nas, w tym po moim gotowaniu bo ja ciągle nie mam na to czasu na bieżąco
- codziennie zamiata podłogę i ją myje żeby Marysia miała czysto jak po niej spaceruje
- dba o wózek żeby był czysty i koła zadbane
- przygotowuje Marysi kąpiel i sprząta łazienkę po codziennym armagedonie, bo przecież podczas kąpieli woda musi być wychlapana z wanienki całkiem 🙈
- planuje co mamy na obiad i czy mamy co jeść i o ile ja ogarniam mięso to sałatki robi od roku prawie tylko mąż
- jest na każde moje zawołanie (mąż podaj mi, przynieś mi, mąż szybko, no nie da się tego zrobić szybciej?,co ty tam robisz przecież cię prosiłam, mąż możesz tu podejść? teraz, już to arcyważne, co jest ważniejsze od tego że jesteś nam potrzebny, bo akurat karmię Marysię, przewijam Marysię i nie mogę od niej odejść, a raczej nie chcę móc sobie samej poradzić bo przecież jest mąż to poda, przyniesie, potrzyma, załatwi, zrobi...

Dziś mówię żeby poszli z Marysi na spacer, a ja posprzątam, ale mąż mówi, że taka ładna zima, pójdziemy do lasu i pokażemy Marysi zimę i szkoda żebym siedziała w domu, a po powrocie jakoś razem posprzątamy. Super to idę z nimi....przez godzinę prawie krytykowałam go że wózek skrzypi niemiłosiernie i trzeba go naoliwić, co już dawno powinien zrobić...no także tego, spacer mu zepsułam, humor zepsułam, a że ja go krytykuje codziennie, czasami kilka razy dziennie mówię mu że to źle, tamto źle, to popraw...no to biedny od czasu do czasu nie wytrzymuje tej krytyki i manifestuje że mu przykro....

I ja to wiem, ale już tak mam że jak mi coś nie pasuje, to mówię...za dużo mówię. Niepotrzebnie (chociaż wg mnie potrzebnie i tylko jak to konieczne czyli ciągle).

Mąż: tylko poprosił mnie żebym go tyle nie krytykowała, ograniczyła takie zachowanie i jeżeli niedomył naczyń Marysi niechcący to żebym po nim poprawiła, a nie od razu go krytykowała że nie umie myć naczyń, że o Marysię nyi dba, że zmywa bylejak bo przecież on się stara i każdy może się pomylić. A i że on np. nie mówi mi że po spacerze swoje ubrania rzuciłam zmięte w kołtun do szafy, a że jemu to się nie podoba to po prostu je wziął i poskładał bez krytykowania mnie.

I tak, on ma rację. Ma rację że czasami to na co się wkurzam to są drobiazgi na które nie warto tracić energii i psuć atmosfery, że powinnam ograniczyć tą naturę wiecznej krytyki bo on nigdy nie będzie idealny, że on wie że byłsm całe życie krytykowana przez matkę i on nie chce żebym taka była dla niego i dla Marysi i żebym się chociaż trochę ograniczyła...

Taaaak, kiedy to jest dla mnie cholernie trudne. Inaczej nie potrafię, ale z dwojga złego nie chce żeby Marysi wychowała się w takim domu jak ja, gdzie matka wiecznie gnoiła ojca i deprecjonowała go w naszych oczach, a jak nie jedno to drugie wiecznie groziło że się rozwiedzie. Ba, argumentem mamy było że się nie rozwodzi bo jej nie stać...
Mając w pracy do czynienia z rozwodami doskonale wiem, że to nie takie wielkie pieniądze jeśli chodzi o same opłaty sądowe, więc za te 600 zł, czy przy dobrym układzie 300 zł to czasami mi się wydaje darmową ceną za święty spokój i brak awantur w domu.

W skrócie, mam wrażenie, że mąż jest za dobry, zdecydowanie za dobry dla mnie. Ja nie potrafię się zmienić i zawsze będę go krytykować, krzywdzić, co po prostu się po narodzinach Marysi tylko zaogniło. Po co mu taka żona? Po co mu żona z którą nie można się nawet bzyknąć? Po co Marysi atmosfera wiecznej krytyki i negatywnych emocji?

Nie mam siły walczyć. Moja mam się nie zmieniła. Tata zawsze mówił, że jestem jej doskonalszą (w negatywnym znaczeniu) kopią. Różnimy się tylko tym, że ja jestem chyba bardziej świadoma że nie jest to dobre i że mam jakieś pokłady wyrzutów sumienia post factum. To za mało by tworzyć związek miłości i spokoju. To się nie uda.
Rozwód?🤔🤨 Wtedy przynajmniej jak Marysia dorośnie trochę i uzna że jestem dla niej złą matką to zawsze będzie mogła uciec do tego idealnego ojca. W końcu ona i tak jak chce do taty to woła mama😶

Mąż mówi, że skoro wiem że jest źle to powinnam to zmienić, się zmienić. Kiedy ja nie potrafię i na prawdę nie wydaje mi się że wymyślam te powody do krytyki, tylko że to co dla mnie jest istotne to dla niego nie jest ważne i w zbyt wielu rzeczach się mijamy. Dlatego on nie rozumie dlaczego pewne sprawy są dla mnie istotne. Mąż też jest mało krytyczny wobec siebie i wszystko widzi w różowych okularach, kiedy ja widzę czarno biało, a raczej czarno 🤷‍♀️




teverde Starania pomimo... Uda się? Uda! 16 stycznia 2018, 15:55

Jasne, że zaraz przed owulką znów mnie coś złapało - noc nieprzespana, przehaftowana, dreszcze i oczywiście rano ogromny skok temperatury. Teraz czuję się już trochę lepiej, więc nie wiem czy to była jednodobowa jelitówka? Test w sumie dalej na minusie. Po prostu mój własny organizm mnie sabotuje, żebym nie miała za łatwo z interpretacją!

Z pozytywów - generalnie się nie badam, ale w tamtym roku badałam TSH i wyszło 1,04 więc się cieszę, że to co do tej pory miałam okazję zbadać jest na plus :)

Poza tym właśnie oglądałam odcinek, w którym Khloe Kardashian ogłosiła rodzinie, że jest w ciąży (tak, wiem, nie jestem dumna z tego, że to oglądam). Płakałam jak papeć, bo też długo zajść nie mogła i też jest już po 30-tce. Takie pokrzepiające to było :)

anemic Wielkie chcenie ... 16 stycznia 2018, 22:38

Ból piersi ustał.
Ból brzucha jak na miesiączkę.
Mdłości dzisiaj jeszcze słabsze niż wczoraj.

Więc znowu zaczełam się bać. Ja chyba nigdy nie znormalnieję.
Nie mówię D. o niczym. nikomu nie powiedziałam.

Martwię się, że serduszko przestaje pracować dlatego objawy ustają. Ale przecież nie będę jak głupia biegać do lekarza z podejrzeniami z internetu bo mnie wypierdolą z kliniki w koncu.

Wizytę mam 2.02

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)