- temperatura fazy lutealnej stabilna i na wysokim poziomie około 36,8-36,9
-od paru dni wrażliwość i powiększenie piersi
-szyjka ewidentnie wysoko, trudno mi było dosięgnąć
-test ciążowy w 14 dpo negatywny robiony popołudniu
- jutro lecę rano na betę jeżeli rano nie będzie okresu.
OBY BYŁ JUTRO NASZ SZCZĘŚLIWY DZIEŃ!!!
Czy wy też tak macie ?- pozwolę sobie zapytać
@- jesteście smutne, załamane ale z każdym kolejnym dniem rośnie nowa nadzieja.
Oczekujecie owulacji , bierzecie leki, mierzycie temperaturę, jecie zdrowo- częściej bądź rzadziej,
czekacie, nawet jakbyście nie miały ochoty na przytulasy z mężem to i tak to zrobicie.
Owulacja przychodzi , ja zawsze leże z tym termometrem jak debilka i czekam i czekam i czekam i już podczas mierzenia myślę,że owulacja - no i termometr potwierdza moja myśl, aplikacja też potwierdza - skacze z radości jak małpka , jest tyle we mnie dobrych emocji.
Ale następnie przeglądam FB czy INSTA , co jakieś ciuszki to - LIKE , Mebelki- LIKE
oo kochanie patrz jakie piękne ciuszki [...] Serio ? teraz tak sobie myślę... powinno nam się tego zakazać!!
Bo gdy moja temperatura spada 11 dnień po owulacji - załamka czekam na okres i widzę przez te dni - do owulacji oczywiście -haha- te wszystkie ciuszki zabawki łóżeczka to myślę sobie, że ja to chyba normalna nie jestem, a żal mi to wszystko od lubić bo przecież JAK SIE KIEDYŚ UDA to już tego nie znajdę , a to ma fajne kapelusze a takie mebelki - no debilka!
I tak sobie właśnie pomyślałam czy tylko ja tak mam ?
Dziękuję
kochane Kornelek jeat kochany,taki tyci że boje sie go dotykać,przewijać
ale jwat caly czas ze mną. Nie umiem sie odessać od niego :)mam taka ogromną chęć ochrony go przed całym złem tego swiata
pięknie je, rozhulał mi laktację. Cyciusie mrowieją. Ochy i achy.
Jednak jest nie koniecznie gorsza strona medalu...zostaniemy póki co w szpitalu do seosy3minimum bo Nelcio ma żóltaczke. Dzis zaczynamy naświetlania,które maja trwać 48h... sonrze,bo mamy taką na której leży więc mam łatwy dostęp do niego i jednocześnie się naswietla i go karmie. Zaczyna robic normalne kupki więc kest spora szansa,że wyjdziemy w tym tyg
Mały spadł do 2640g.
Ja czuję sie super
i psychicznie i fizycznie. Kestem nastawiona mega pozytywnie i wiem,ze wiecznie nas nie beda trzymać 
Trzymajcie ciocie kciuki za mojego Okruszka 
Buziaki.
38tyg+3dni (12 dni do terminu)
Lubię weekendy, mimo że przecież nie chodzę do pracy. Lubię kiedy mąż jest w domu. Tak spokojnie spędzamy czas; spacer, lody, wspólne drzemanie. Niby nic, ale po prostu jesteśmy razem. Przez tą ciążę czuję jeszcze większe przywiązanie do niego. Dziwne to i nie do końca wiem, jak to opisać. Wcześniej czułam się jakaś taka bardziej ‘samodzielna’ (?), ‘niezależna’ (?), potrzebowałam przestrzeni tylko dla siebie. A teraz szukam w nim oparcia każdego dnia. I fajnie, że wiem, że mogę na niego liczyć.
Żadnych objawów zbliżającego się porodu. Brzuch od czasu do czasu twardnieje i tyle. Nawet do końca nie wiem o co chodzi z tymi skurczami przepowiadającymi, czym one się różnią od ‘twardnienia’ macicy?
Nadal trzyma mnie jakiś dziwny luz, nie panikuję na myśl o porodzie. Nie zaprzeczam, że to może się zmienić w każdej chwili, ale na chwilę obecną jest spoko. Nieustannie pytam Zwierza, kiedy wyjdzie :o) i mówię mu, że czekam na niego.
Ah, nadal nie kupiłam termometru ani aspiratora do nosa. Wątpię, że będą potrzebne w pierwszych dniach życia, a tak jak już Wam pisałam: jestem zmęczona tym całym ‘wyprawkowaniem’.
20dc, Dzień po odwołanym 3 transferze
Klinika miała dzwonić o 9-10 po podejrzeniu zarodków, czy aby dzisiaj jednak nie zrobimy transferu. Nie zadzwonili. O 11 cała zdenerwowana zadzwoniłam ja. Koordynatorki nie odbierały, więc w ruch poszła infolinia. Przełączyli mnie po dłuższej chwili do oddziału. Jedna z położnych tłumaczyła, że ona pamięta, ale nie dali jej jeszcze znać, więc pewnie jeszcze podglądają i jak się odezwą to zadzwoni... Nosz ku********#$#$#@%#! Jak normalnie nie klnę, miałam ochotę puścić całą wiązankę! Przecież te zarodki muszą być podane w konkretnych godzinach! Prowadząca lekarka sama nam to tłumaczyła, inaczej byłoby już za późno! A Ci sobie czekają niewiadomo ile???! Przecież w razie czego musimy jeszcze dojechać, a to nam zajmuje kilkadziesiąt minut! Nie zdążyłam nawet dokończyć rozmowy i zadzwonił drugi telefon z kliniki. Transferu nie będzie, nie ma materiału do podania. Tyle. Zarodki albo przestały się rozwijać albo (moje domysły) mogły nie przeżyć podglądania/rozmrażania. Żadnej precyzyjnej informacji podać nie mogą bo ochrona danych osobowych! W dupie mam tę ochronę!!!!! To moje dane, moje życie! Chciałam rozmawiać z embriologiem. Ochrona danych osobowych. Nie mogą! "Musi Pani zapisać się na (płatną) wizytę".............. Pytam czy nie mogą w zalakowanej kopercie trzymać u siebie w kartotekach i ja po to przyjadę - nie, nie mogą. Tego już nie wytrzymałam. Koniec rozmów. Totalnie się rozsypałam. Teraz próbuję zebrać się do kupy. Przynajmniej tymczasowo. Idę na spacer z psem, może choć trochę ochłonę. Dobrze, że mam choć jego... Nie wiem co bym zrobiła, gdyby nic/nikt nie zapełniał tej pustki, którą mam w sobie...
19 tc (18tc+0)
Hello 19 tc!
od wczoraj razem z mężem jesteśmy na króciutkim urlopie w Poznaniu u jego rodziny. Podróż minęła nam spokojnie, ale spojenie boli co raz mocniej i dłuższe siedzenie w jednej pozycji sprawia mi ból. Obawiam się, że jeżeli nic się nie poprawi w tej kwestii, to będzie nasz ostatni dłuższy (dalszy) wypad do rozwiązania. Poza tym czuję się całkiem nieźle, ale od rana znowu męczą mnie mdłości, mam nadzieję, że to tylko jednodniowy wybryk:( dzisiaj też poczyniłam pierwszy zakup dla Okruszka. W Lidlu były fajne body i nie mogłam się powstrzymać
❤
Wszyscy dookoła dbają o mnie tak mocno, nie pozwalają mi praktycznie nic robić i we wszystkim wyręczają. Jak tak dalej pójdzie to boję się, że po porodzie nie będę potrafiła się odnaleźć hehe 
Ogólny marazm.
Czekam na komode żeby zacząć prać ciuszki. Miała być w zeszłym tyg, ale nie ma jej, podobno jutro mają ją wysłać. Wanenka też jedzie jakby z Bangladeszu.
Nie ogarniam smoczków, jest tyle rodzajów, że nie wiem czym się kierować.
Powinnam kupić sterylizator do butelek?
Zdecydowałam się tez na kocyk bambusowy, materacyk do wózka.
Zaczynam mieć wątpliwości co do śpiworków (które już mam), po pierwsze czy będzie chciała w nich spać, po drugie jak włożę ją do kokona, to jak jak zamotam jeszcze w tym śpiworze? Mam pościel kupioną, ale nie miałam w planie z niej korzystać na razie, choć w kokonie i tak nie będzie to możliwe, więc zostałby tylko kocyk bambusowy do przykrycia.
Ręczniczki kupuję 100 x 100, ale jak patrzę na nie to wydają mi się takie olbrzymie i nie wiem czy nie kupić jakiegoś mniejszego na początek?
Potrzebuję jeszcze duperelek typu obcinaczki, skarpetki, pacynki niezgody.Kosmetyki. No i wyprawka dla mnie.
I nianię elektryczną, ale taką z kamerką bym chciała.
Cały czas zastanawiam się nad prywatną położną, której koszt w szpitalu, którym chcę rodzić to 600 zl. No więc nie mało, mogłabym tą kase przeznaczyć na coś innego. Nie wiem jaką też gwarancję będę miałą, że na pewno przyjedzie na poród, a jeżeli będzie w tym czasie miała więcej pacjentek? Sama nie wiem co robic.
Ogólnie jakaś taka "zagubiona" jestem.
Meczy mnie już siedzenie w domu i takie zdziadzenie. D. pracuje coraz więcej bo w przyszłym roku chcemy zacząć budowę. I niby wszystko dobrze, ale takbym chciała żeby było lepiej. Z resztą chyba robię się trochę zaborcza 
Diabetolog wprowadził mi jednak insulinę na noc bo cukier na czczo cały czas ponad normę, ma tendencję wzrostową. Nawet teraz mam kłopot ustalić dawkę, bo mam zwiększać o 1, żeby była glukoza poniżej 90, a ja cały czas mam powyżej 100.
weekend minąl też na ciśnieniu granicznym, czyli praktycznie 138/85 Byłam przerażona, mysłałam, że czeka mnie wizyta na pogotowiu.
Od kilku dni w nocy bolą mnie kolana. Ból jest tak ogromny, że wybudzam się i nie mogę zasnąć.
Bol pojawia się w nocy, można zwariować.
Hanka kopie chwilami mocno, ze prad przeszywa, ale niech cwiczy dziewczyna.
Brzuch mam już na tyle duzy ze nie mogę pediciure sama zrobić 
Zdecydowanie bardziej ciagnie mnie już na słodkie. Najchętniej galaretki w cukrze. Czego z wiadomych przyczyn staram się nie jesc.
Szkoła rodzenia pomaga mi opanować stres związany z porodem, im więcej "wiem" tym czuję się lepiej przygotowana, już nie przeraza mnie poród SN. Zaczynam trenować masaż krocza. Z racji nakazu wstrzemięźliwości robię to sama, nie zatrudniając D. żeby nie kusić sytuacji 
Któraś z Was ma przećwiczony masaż i nie była nacinana dzięki temu?
Czara jak rozumiem Ty już "cud narodzin" masz za sobą?
Dziś mija nasza 2 rocznica ślubu i zaczynam umieszczać wpisy. Tak na prawdę nie wiem dlaczego to piszę. Jest we mnie podświadomy strach, że jak wypowiem to gdzieś wszystko głośno i się przyznam to spisze się na straty i już nic z tego nie wyjdzie. Bardzo pragnę być w ciąży. Oczywiście boję się jak każdy, kto jeszcze nie był bo to coś innego, coś czego nie znam.
Rodzinie staram się nie mówić. Wiedzą, że ogólnie coś nie wychodzi. Każdy jak coś niechcący trochę napomknę mówi: ,,jesteście tacy młodzi! Macie jeszcze czas". Myślę o tym z goryczą. Mamy albo nie mamy, kto to może wiedzieć? Dla męża nie było dobrego czasu, a to za mało pieniędzy, a to brak własnego kąta, a to chęć bycia razem. Wiem, że to piękne, że jesteśmy razem i mamy dla siebie cały czas. Ale gdzieś w głębi serca kłuje mnie jak pomyślę, że mogę się nie doczekać, że nigdy nie przytulę do serca mojego dziecka. Teraz i mąż zaczyna chcieć, widzę to w jego oczach, ten strach że się nie uda, chociaż tego nie mówi i mi nigdy nie powie. I robi się przez to, że i on bardzo chce coraz gorzej. Coraz gorzej to znoszę z każdym cyklem - to rozczarowanie.
Moja pierwsza stymulacja Clo się nie powiodła. Zeszły cykl. Teraz czas na Aromek. Już jest po stymulacji i czekam na monitoring. Cały czas tłucze się we mnie pytanie czego wcześniej nie zadziałało, czego nie było pęcherzyka. I kolejne a co jak teraz znowu nie będzie? Nie mamy bardzo dużo pieniędzy na kosztowne zabiegi i badania, już ledwo zapłacę dużo za wizytę to muszę kupić leki. I nie wiem czy mam odwagę na te zabiegi, czy chcę tak bardzo ingerować w moją naturę. Dlaczego nie mogę tak naturalnie poczuć się kobietą, prawdziwą i matką... Bo teraz czuję się jak kompletny niewypał.
Beta hcg 320,9!!!
7 tydzień ciąży (6t+6d)
Dzwoniłam dzisiaj do lekarza bo zapomniałam mu powiedzieć o mutacjach MTHFR i Pai-1. Mówił że dobrze że dzwonie i mam brac acard 150. Później zobaczymy może zacznę clexane ale to pogadamy na wizycie za 3 tygodnie.
Dzisiaj boli mnie krzyż. Ale racze nie przez ciążę tylko chyba źle spałam. Czas wymienic materac w łóżku bo chyba mi już nie służy 
No i oczywiście troszkę posprzątałam i zaczęły się mdłości
Noo to czas poleżeć
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2018, 14:02
Owulacja wyznaczona na 15 dc. Ovu ją przesunęło z pierwotnie wyznaczonego 14 dc, mi 'fizycznie' się wydaje, że była 13 dc. Wariactwo.
Pozostaje czekanie...
Zdradzę Wam pewien sekret... Kiedyś kupiłam małe niebieskie buciki z kokardką, dla córeczki, jak już będzie. Ale jej nie było, i nie było... Chciałam je później wydać, bo serce mnie bolało od patrzenia, ale w rodzinie rodzili się sami chłopcy... Schowałam je do szuflady. Jakiś czas temu znalazłam na ali śliczne małe tenisówki dla chłopca, zakochałam się... No i kupiłam, z myślą, że zanim przyjdą, to na pewno zajdę w ciążę. W końcu przyszły, a brzuszka nadal nie ma...
Teraz stoją za szybą, na książkach... Codziennie je widzę, lecz nie dotykam. Patrzę i czekam... Czekam na dzień, gdy będę mogła je wyjąć...
Update: kupilam w koncu staniki...
O takie: http://www2.hm.com/pl_pl/productpage.0372628016.html
Fajne, bo calkiem mieciutkie, bez zadnych fiszbin i innych gabek (tfu, nie lubie, niewazne ciaza czy nie ciaza). Musze je tylko wyprac i dopakowac do torby szpitalnej. Ale szczerze, to sie nie spodziewam zadnego nawalu ani puchniecia cyckow, ani tego, ze wkladki laktacyjne beda potrzebne. Mam wrazenie, ze wiekszosc dziewczyn (po pamietnikach i forum wnioskuje) ma za malo pokarmu i problemy z wycisnieciem czegokolwiek, a nie z rzeka mleka, ktora tak strasza na szkole rodzenia...
ooesu
od tygodnia młode od rana śle smsy, a czasami maile z załącznikiem 
boję się jeść, bo zaraz idzie mesydz
ale czego się nie robi dla słusznej sprawy
czekam z niecierpliwością na wiyztę ( pojutrze)
może coś lepiej będzie widać
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 czerwca 2018, 17:13
25-06-2018
Dziś ostatnie pary z naszej grupy miały rozmowy decyzyjne. Wszyscy przeszliśmy
Będziemy rodzicami
Cieszę się że wszyscy daliśmy radę, pokonaliśmy tą ciężką drogę. Teraz już przed nami tylko słońce 
Teraz czekamy do 1 lipca by zacząć odliczać czas do TEGO telefonu - najważniejszego w życiu.
W weekend byliśmy na grillu u znajomych z grupy. Spotkaliśmy się w 3 pary. Zamierzamy utrzymywać kontakt, wspierać się w czekaniu a potem wymieniać doświadczeniami i chwalić się swoimi dziećmi. Było bardzo miło, to wspaniali ludzie. Liczę na to że nie zaprzepaścimy szansy na wspaniałą znajomość, może z czasem przyjaźń.
Zaczęłam się uczyć do egzaminu końcowego na studia podyplomowe. Opornie mi idzie, jestem już stara chyba. Nic mi do głowy nie wchodzi. Zostało mi bardzo mało czasu, będzie wstyd w pracy jak nie zdam. Oj niedobrze niedobrze
Już tak dawno szczęśliwa jak teraz nie byłam.
W piątek wybraliśmy się na 3-dniową wycieczkę do Gdańska. Choć podawali brzydką pogodę, mój stwierdził że jedziemy. I pojechaliśmy.
Pogoda nie była upalna, ale na zwiedzanie w sam raz. Wieczorami jeździliśmy nad morze. Już dawno nie czułam takiego spokoju co teraz.
Miałam iść na histeroskopię teraz po @@@, ale odwołałam zabieg, przełożyłam na koniec sierpnia. Nie mam zamiaru psuć swojego urlopu jak w zeszłym roku.
A co mnie zbawią 2 miechy nic. Przecież naturalnie szans na ciążę nie mam.
Spróbuje jeszcze niby powalczyć do końca roku, by mieć czyste sumienie do samego końca. Zapisze się do lekarza Tarnowa Przybicienia cóz pojadę te 350km. 3 cykle pewnie na accofilu i koniec. Bo tego leku dużo brać nie wolno, bo jest bardzo szkodliwy dla organizmu, a tym bardziej ze 18 lat walczyłam z anemią i nie chce aby wróciła, bo ne chciałabym się ponownie z tym męczyć.
Nie wyjdzie to nie. Nie będę płakać. Już się pogodziłam z moją niepłodnością.
Już układam sobie nowe życie, w których będą wycieczki, podróże. Za rok planuję Chorwację 
Ja się cieszę że znalazłam przyczynę niepowodzeń. Żaden lekarz nie wpadł na to. Sama dochodziłam co jest nie tak. Mnóstwo kasy wydałam, ale opłacało się.
Przynajmniej wiem że naturalnie nie mam szans na dziecko. IUI w moim wypadku nie uda się. A IVF może się udać, pod warunkiem ze nasienie byłoby ok, zarodki i organizm nie odrzuciłby leków. Bo niestety nie mam 3 najważniejszych kirów.
Gdybym 1 nie miała, to jakaś szansa może by była, a tak 3, to już wiadome.
Już się nie ukryłam, wszystkim mówię ze matka nie będę, nie staram się, bo jestem genetycznie niezdolna. Niestety jedna w rodzinie.
Mój stwierdził, że może i lepiej, ze tak musi być, ze teraz będzie czas dla nas.
Już tęsknie za urlopem, mogę pić, mogę wszystko robić. Nie mam już złudzeń.
Do tego nie mierzę tempki, zaznaczam jedynie termin @@@. Od razu lepiej żyję.
Mąż zadowolony ze moje uzależnienie staraniami skończone.
Byłam uzależniona od starań i wiem to, ale wyleczyłam się i jak szybko.
Znam bardzo wiele osób z moim problemem, mają mnóstwo niepowodzeń, masę nieudanych IVF. Tylko na palcach policzyć osoby którym się udało.
Najbardziej przykre jest to ze Państwo ma głęboko w dup... takie osoby. Nie chce nic dofinansować. Jak tak dalej będzie to tylko patologia będzie się rozmnażać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 czerwca 2018, 14:22
Biel vizira... Kolejny raz. Niby się spodziewałam, ale do czasu testu miała jeszcze resztkę nadziei. Gdzieś w głębi serca chyba wierzyłam, że zobaczę te dwie kreski, że ta podwyższona temperatura coś znaczy. Nie znaczy nic... Pozostaje mi tylko czekać na @, która najpewniej jutro się pojawi.
Dostałam kontakt do dr. Wojewódzkiego z Novum Warszawa, pomógł kilku znanym mi osobom. Czy któraś z Was miała przyjemność (lub nieprzyjemność) konsultowania się z tym lekarzem?
Mąż nie pozwala mi się poddać, za uszy ciągnie mnie w górę i wyprowadza z dołka psychicznego.
Ale ja już nie wiem czy chcę...
Mój organizm zwariował... Według długości fazy lutealnej jutro powinnam dostać @. Dzisiaj rano mierze temperaturę, a tu 37,2. Przez 2 ostatnie dni była 37,1, dzisiaj spodziewałam się spadku do przynajmniej 37,0. Bo w zeszlym miesiacu wlasnie tak spadała. Więc WTF????
Plamie nadal, wczoraj wieczorem przy podcieraniu znów miałam żywą krew. Bardzo jasną i mało ale jednak krew. Dzisiaj rano znów brązowe plamienie jak zawsze. Nie wiem co się dzieje
.
Niby wszystko wskazuje na @, plamienia, biust przestał tak bardzo boleć i troszkę się zmniejszył, pobolewa mnie brzuch. Tylko ta temperatura taka wysoka...
No nic zobaczę jutro z rana jak będzie z tą temperaturą i czy @ przyjdzie.
6dc. No i była małpa i już nie ma małpy. Wyliczyłam ze kolejna małpę powinnam dostać na urodziny. Ale będę miała śliczny prezent Haha.
19dc.
No to teraz się ciągnie jak flaki z olejem... Ale nic, zostaje czekać.
JEST JEST JEST 
Mój mały pęcherzyk w jajniku 
tyle szczęścia !!!
To mój drugi cykl z clo 3-7 dzień 1x1
Kiedyś już brałam clo ale chodziłam do innej ginekolog - wtedy miałam brac zgodnie z ulotką czyli 5-10 dzien i 2 dziennie i od 16 dnia cyklu miałam brać luteine. Zmieniłam ginekologa wtedy gdy wysłała mnie na badanie insuliny cukry i gdy przyszłam do niej z wynikami powiedziała ze sa w porządku a insulina na czczo 14 ;o cukier na cczo 110 ;o - ale dla niej wszystko w normie , poszłam do dietetyka który mówi - MA PANI INSULINO-OPORNOŚĆ -
WTEDY POSTANOWIŁAM ZMIENIĆ GINEKOLOGA, MIERZYĆ TEMPERATURĘ- teraz już wiem po wykresie ze owulacja przychodzi 18 dnia przy clo- bez clo potrafila być po obserwacji temperatury nawet w 46 dniu cyklu - także już wiem ze wtedy już prawdopodobnie blokowałam tą owulację . - no ale to nie o tym miało być.
Chiałam się wam pochwalić, że wczoraj byłam na moim pierwszym monitoringu i zobaczyłam piękny 1,9x1,28 cm pęcherzyk i pierwszy raz na badaniu usłyszałam że endometrium jest idealne ma 0,92 mm zawsze było 0,15.
Byłam tak zestresowana, usiadłam na tym fotelu- lekarz patrzy prawy - NIE MA- lewy -nie ma, aaa nie nie jednak jest - i to nawet jemu z takiego załamanego głosu zmienił sie na taki zachwycony 
Tak się cieszę- nawet jak sie nie uda to - przynajmniej wiem ze reaguje na leki
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.