Lady_E , 1 sierpnia 2018, 10:14

13tc (12t+1)
USG 13tc (12t+4d)

PRENATALNE

Mamy zdrowego maluszka <3

Więc tak. Wszystko jest ok. Maluszek miał wczoraj 5,8cm. Termin porodu przesunął się z 12.02 na 09.02.
Kość nosowa jest. Przezierność 1,8 :)
Rączki, nóżki i paluszki są. Pęcherz, mózg, żołądek, serduszko, przepływy ok.
Łożysko na tylnej ścianie.
Z pappy wyszło ryzyko skorygowane znikome.
Trisomia 21 - 1:2648
Trisomia 18 - <1:20000
Trisomia 13 - <1:20000

Ale cośmy sie tam nagimnastykowali żeby maluszek się dobrze ułożył i pokazał kark...
Po 20 minutach na leżance i przekręcaniu się musiałam wyjść przejść się zjeść słodkie. Wróciłam po pół godz i jeszcze pół godz lekarz nas oglądał. Poskakałam po gabinecie troche tez :)
W końcu ładnie się ułożył że wszystko było widać. Uparte po tatusiu :)

Niestety co ma między nóżkami nie pokazał. Następna wizyta za 2 tyg. Więc może wtedy sie pokaże :)

Jak zobaczyłam jak tam bryka i skacze kamień z serca <3 I że ja jeszcze tego czorta nie czuje aż dziwne :)

Jesteśmy przeszczęśliwi <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2018, 10:14

Wczoraj byliśmy na usg III trymestru. Wszystkie pomiary: główka,brzuszek, kość udowa zgadzają się idealnie z 34 tc. Wszystko jest dobrze, przepływy,pępowinę Zosia ma na karku i sobie nią wywijała ;) Oczywiście zakryła buźkę rączką i częściowo pępowiną i nie chciała się pokazać ;) Lekarz zrobił jedno zdjęcie,na którym wygląda na obrażoną :) Przewidywana waga do porodu 3200-3400, dokładnie jak braciszek :) Akcji skurczowej kompletnie brak dzięki magnezowi,mamy szansę donosić ciążę.
O ile wcześniej nie oszaleję od tych upałów. Ileż można....ufff


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2018, 11:29

Dziś pierwsza wizyta i... uff, jest serduszko! Tak jak wynikało z mojego wykresu, ciąża o tydzień młodsza niż wynikałoby to z daty miesiączki. Termin wstępnie na 26 marca, do potwierdzenia na USG genetycznym. Jestem taka szczęśliwa :)

Wciąż wydaje mi się trudne do pojęcia, że coś tak maleńkiego (3,2mm!) może mieć już bijące serce :)

To, co mnie zadziwia w porównaniu z poprzednią ciążą, to z jakim spokojem do tego wszystkiego podchodzę. Miewam momenty, kiedy się niepokoję i myślę o czarnych scenariuszach, ale ogólnie jestem bardzo spokojna i dobrej myśli. Zobaczymy, jak będzie dalej, ale teraz jest dobrze :)

Elelinka Staraniowy misz masz 17 sierpnia 2018, 18:25

Nie wiem czy ktoś to przeczyta, ale czuje że muszę gdzieś napisać, wyrzucić z siebie wszystko bo wybuchnę.

Niepłodność to taki okropny stan, który ciężko opisać, ale spróbuje to zrobić, może jest ktoś kto czuje się jak ja.

Budzę się idę do łazienki i pierwszą czynnością jaką robię jest obserwowanie swojego ciała czy coś się oby przez noc nie zmieniło. Czasami aż do tego stopnia, że próbuje przypomnieć sobie czy żyły na moim ciele były tak samo widoczne wczoraj jak i dzisiaj, czy przypadkiem nie jest to objaw ciąży.
Póki szykuje się do pracy i mam co robić jest całkiem przyzwoicie, ale kiedy nadejdzie chwila kiedy nie mam na czym skupić swojej uwagi zaczyna się mój osobisty dramat.
Kiedyś nie wierzyłam, że serce z rozpaczy może pęknąć, a teraz?
Czuje to średnio 10 razy dziennie, wewnętrzny ból, uczucie bezsilności do tego stopnia, że ciężko złapać głęboki oddech. Na tą chwilę bardzo rzadko zdarza mi się płakać z powodu niepłodności, chyba nie mam już łez.
Praca z ludźmi jest fantastyczna lubię to, różne osoby spotykam na mojej drodze, są pary z dziećmi mniejsze, większe, pyskate, uśmiechnięte, zapłakane. Dostrzegam każde dziecko, czasami powiem do rodziców, że jeśli narzekają mogą mi oddać chętnie przyjmę, oczywiście z uśmiechem na twarzy i myślą, że żartuje, a ja myślę całkiem serio. Późnym wieczorem wrócę do domu, w którym czeka ukochany M.ale dom wydaje się pusty, smutny mimo tych wszystkich dekoracji brakuje w nim szczęścia

Pisząc to na przeciwko mnie siedzi para z dzieckiem, na moje oko około miesiąca ma to maleństwo. Oczywiście uśmiecham się, ale w głębi serca tak strasznie zazdroszczę. Chce krzyczeć, chce głośno zapytać dlaczego ja nie mogę tego doświadczyć. Ale moje pytania dlaczego są bez sensu.... nikt mi na nie nigdy nie odpowie. Jedyna sensowna odpowiedź jaka mi przychodzi do głowy to kolejne pytanie... "a dlaczego niby nie ja". Szczerze myślę, że niepłodność to najgorsze co mnie spotkało, otarłam się o patologię, przemoc wszystko potrafiłam sobie wyjaśnić, zawsze uważałam, że ze wszystkiego można wybrnąć, a z niepłodności nie potrafię.
Dla mnie teraz jest ten gorszy czas, oczywiście bywają lepsze dni tygodnie czy miesiące, kiedy czuje się wolna, szczęśliwa i spełniona, ale na tą chwile muszę pokonać moje koszmary.

Ciąża zakończona 3 września 2017


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2019, 16:51

Trochę dzisiaj smutków, trochę łez. Idą Święta, które miały być taakie piękne.. Trochę się ich boję, ale staram nastawiać się pozytywnie. Moja postawa izolacji trochę będzie musiała być naruszona, no ale spróbuje dać radę. Ba! No dam radę.

A dzisiaj Mikołajki, noo to w cały świat rzucam masę życzeń swoich i każdego z osobna!
Czekam na sobotę i na mój Mikołajkowy prezent od Małża <3

ho ho ho !

sanki-i-sanie-ruchomy-obrazek-0045.gif

6 Dni.
6 DNI !
O matko 6 Dni !

Ok. Zostało nam 6 dni do wyznaczonego terminu :) Nie wiem sama czy bardziej się cieszę czy boję.
Dni mijają różnie. Raz lepiej raz gorzej.
Wczoraj już myślałam że coś się zaczyna. Ból brzucha, ból pleców, twardnienie brzucha plus ciągłe latanie do kibelka na numer dwa . Z czego nasza kruszyna nie pomagała bo tak się odpychała od żeber że myślałam że na prawdę zaraz po prostu wypadnie.
Za to dziś całkiem inny dzień, dom sprzątnięty, dywan wyprany ( na kolanach ) i czekam z obiadem na ukochanego :)
Torby gotowe, pokoik gotowy, wszytko mamy więc już tylko czekane na Naszą Misię zostało <3

Wróciłam od lekarza. Czarna magia. Wyniki są złe, bardzo złe co do tego nie ma wątpliwości. Przy takich wynikach powinnam mieć milion objawów i bardzo źle się czuć. Oczywiście ja zmian nie odczuwam. Wynik usg tez jest Ok. Podsumowanie z wizyty: obraz kliniczny czyli ja nie zgadza się z obrazem wyników badań...
Lekarz zgłupiał, kazał powtórzyć wyniki, sam w nie nie wierzy bo przy takich wynikach powinnam nie mieć siły wstać z łóżka lub mieć raka, a stan zapalny jest ale mały, leków nie jest w stanie mi żadnych na ta chwile dać bo on nie wierzy ze mogę mieć takie zle badania. Kazal powtórzyć w piątek. Znowu nic nie wiem. Jestem medyczna zagadka :-)

Sobota w pełni, a ja od wczoraj sama w domku :(

mój pomaga swoim rodzicom, a ja mega nie wiem co ze sobą zrobić :-p
kręcę się wszędzie jak mucha w smole xD
Ja mam mega ochotę, a ten w terenie :-P

Jeju dawno nie czekałam tak na wizytę u lekarza :-D
Nosi mnie :-D Energia oczywiście :-D
Pożyczyć komuś???
Chętnie oddam ciut tak za totalnego darmola :-D Ewentualnie za megaśny uśmiech xD

Nie można mi przestawić daty na 10 sierpnia ?? :-D


Dzień 4 Nowej przygody.

Upały upały. Ja plecy spalone a co :p
Pola moja zodiakalna rybka szaleje w morzu z tatą w największych falach i niczego się nie boi taka odważna :D ogólnie dużo atrakcji, zupełnie inny rozkład dnia,klimat,jedzenie i grafik niż w domu. Pola wyczerpana już w środku dnia,w poniedziałek nam usnęła a wręcz padła w aucie gdy byliśmy na zakupach w południe- cud! Wieczorem padła znowu. Dzisiaj też usnęła po 20 po atrakcjach. Prócz morza atrakcje tj.lody,place zabaw,spacery,rowery,shopingi,frytki, ciasteczka i zupełna rozpusta :D
Jutro planujemy znowu jakąś wycieczkę,zakup pamiątek i gdzie nas tam jeszcze poniesie :D

Ja śmiało mogę powiedzieć,że odpoczywam. Właśnie leżę i nie spieszę się do obowiazków,mam czas nawet wpis zrobić. Ćwiczę tak jak w domu,obżerać się nie obżeram więc jest git :D
Pola czasem wspomina,ze juz chce do swoich zabawek bo tęskni,mam nadzieję, że jeszcze jutro wytrzyma hihi ale jak coś to plac zabaw i lody i na pewno :D

Gazeta,książki czekają, lecę na relaks :) :)

Bergo Bergo - nowa ja 1 sierpnia 2018, 21:34

Dziś Lammas- sabat wdzięczności. Tak, jestem czarownicą. Magia i głębsze spojrzenie, otworzenie czakry 3 oka dało mi mnóstwo dobrego w ostatnich dwóch latach. Celebruję więc dziś wdzęczność. Pali się biała świeca, a obok niej moja wizytówka z pracy (bo dostałam podwyżkę i dobrze mi się pracuje), pozytywny test ciążowy i zdjęcia naszje rodziny. Jestem wdzięczna:
- za mojego cudownego synka, który jest cudem sam w sobie
- za akt jego narodzin, który jest w moim sercu zapisany na zawsze jako najbardziej nieziemska chwila szczęścia i miłości
- za mojego męża, za jego dobroć i miłość, za jego zrozumienie, wybaczenie, za jego obecność, za jego dobre serce, które ja tak brutalnie zdeptałam...
- za lekcję wyniesioną z tego bolesnego doświadczenia, za to że ugruntowała ona moją miłość do męża, poczucie przynależności do rodziny, moje przekoanie o tym co dla mnie najważniejsze
- za zdrowie, za wyleczenie endometriozy
- za ciążę, której teraz doświadczam
- za weekendy na działce
- za rok wolnego, kiedy rozwinęłam swoją duchowość
- za odcięcie się od toksycznych rodziców
- za życie...

Tyję na potęgę. 71 kg było dwa tygodnie temu. Nie panuję nad jedzeniem. Jest mi ciągle źle, niedobrze, a jedzenie zagłusza na chwilę mdłości. Czuję się ociężała i chcę coś z tym zrobić. Zaczęłam prowadzić tabelkę. Jutro zważę się. I już się boję co zobaczę...

Chyba czas stad odejść ..wszystkie dziewczyny , które były tu ze mną są mamami .. ja nie widzę perspektyw . Na nic . NIC

Pierwsza beta za mną - 164,1 .

Jak na razie czuję się dobre, tylko lekko pobolewa brzuch, piersi są napęczniałe i sutki dość wrażliwe. Nie mam mdłości, za to mały spadek apetytu i senność. Nie chce mi się rano wstawać do pracy ;) a na wieczornych filmach przysypiam...

Mój facet w łóżku wczoraj ciągle dopytywał czy to już na 100%, czy już może wszystkim mówić. Widać,że jest mega szczęśliwy. Ale jeszcze nikomu nie mówimy, poczekamy na wizytę, a potem się zobaczy...

To się dzieje na prawdę! <3

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 2 sierpnia 2018, 10:16

Szpital Wojewódzki na Nowych Ogrodach. Ja sie "znieczulicy" personelu nie dziwie, takich pacjentek oni maja X dziennie. I uwierzcie, ze ten "podwojny" porod serio nie byl najgorszy. Najgorsze dopiero nadeszlo...

Anovi Szewc bez butów chodzi 2 sierpnia 2018, 12:19

Heh, miałam robić przerwę od of, ale nie wiem co sie dzieje dziewczyny... od kilku dni zbierało sie na @, plamienje, stop, wczoraj wieksze plamienie brązowe i kropelki rozwodnionej jasnej krwi, wieczorem na dyżurze ból brzucha, nieduży ale typowo na @, wzięłam od razu leki i nospe bo wiem ze jak sie rozkreci to mi nic nie pomoże. Zawsze,ale to zawsze jak już poczuje ból to ide do łazienki i zawsze jest okres z porządną krwią. Tym razem nic, na wszelki wypadek zalozylam tanpon. Rano na tampnie ciutke brązowego, brzuch czasaaami pobolewa ale nie biore juz leków. A @ zamiast się rozkręcić, to plamienie ustalo na razie całkowicie...pierwszy raz sie z tym spotylam...test byl negatywny wczoraj rano.... wkurzona jestem bo mialam już zaplanowana inseminacje pokrywajaca siemęża z urlopem, ale mial byc okres, mial byc dobry dzien cyklu..ehh, czy ja kolejny raz musze miec wiatr w oczyoczy...nawet okres stroi sobie ze mnie żarty i nie chce nadejść normalnie, zebymale juz mogła brać leki!

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 2 sierpnia 2018, 07:55

Część 2 – poród
Zapomniałam dodać, że w sobotę wieczorem dostałam od położnej czopek na wypróżnienie. Nie było to gwałtowna ‘biegunka’ tylko takie zwykle wypróżnienie i bałam się, że nie wystarczy… Ale jakoś lewatywy tam nie robili… Na porodówce na ‘dzień dobry’ dostałam doodbytniczo jakieś czopki na szybsze rozwieranie szyjki. Dziwiłam się, że tą drogą, ale położna mówi, że przecież lek na ból głowy się połyka, a nie ładuje w głowę :o). Zemdliło mnie chwilowo i chciałam wymiotować, pielęgniarki pow, że to normalna reakcja na rozwieranie szyjki. Leżenie na fotelu porodowym pod ktg… Nie można się wtedy ruszać… Niemiłe to. Potem kazali iść pod prysznic na pół h. Mąż ze mną. Pod prysznicem wzięło mnie parcie na dwójkę. Siadłam na klopa i ‘wydaliłam’ resztki tych czopków. DZIEWCZYNY, sorry za tak szczegółowy opis, ale piszę wszystko, może się komuś przyda, a moja pamięć tych chwil i tak jest wybiórcza… Wszystko wraca dziwnymi falami, jak z jakiegoś snu. Po prysznicu znów ktg. Potem kazali skakać na piłce. Kołysać się a jak skurcz to skakać góra-dół. To było nudne, ale pomagało. Mąż przysypiał w fotelu. Ja przysypiałam na tej piłce. Nie rozmawialiśmy, bo i o czym :o). Co chwila karmił mnie kawałkami arbuza lub winogronem. I tak to szło. Ktg i piłka. Ktg i piłka. Na piłce było znośnie. Pomagało bardzo na skurcze. Ktg na leżąco – ciężko wytrzymać, ale przysypiałam między skurczami. I tak się to toczyło. W którymś momencie przyszła lekarka na badanie i podczas badania odeszły wody. Nie były zielone. Tak więc wszystko szło w dobrym kierunku, ale niestety po pęknięciu pęcherza skurcze osłabły. Wtedy podano mi oksy. Myślę, że to mogło być ok godz 9 rano… Ogólnie co jakiś czas pytałam męża która godzina (jakby to miało jakieś znaczenie…). Ahhh zapomniałam o najważniejszym: od początku mówiłam, że chcę zzo. Położna, powiedziała ‘ok, niech się akcja trochę rozwinie i będziemy załatwiać’. To mnie uspokoiło; myśl, że dostanę znieczulenie (chociaż gdy o nie prosiłam to wszystko było jeszcze do zniesienia). Tak więc z czasem jak postęp porodu był już OK na znieczulenie poprosiłam ponownie. I wtedy położna powiedziała, że dobrze mi idzie, że po znieczuleniu owszem będę mogła się przespać godzinę (marzyłam o tym!), ale potem i tak będę musiała się napracować żeby zepchnąć główkę w dół i czy nie lepiej odpocząć sobie PO porodzie. Na to ja mówię, że boję się super bolesnych skurczów, a ona na to, że skurcze nie będą BARDZIEJ bolesne, tylko po prostu CZĘSTSZE. No i zdecydowałam, że wytrzymam bez znieczulenia… Skurcze chyba faktycznie przybierały na częstotliwości. Było mi mega gorąco, mąż wachlował mnie teczką z dokumentami. Krzyczałam, jęczałam, sapałam… Ale jakoś tam szło. W końcu położna stwierdziła pełne rozwarcie i mówi, że zaczynamy drugą fazę. Dopytywałam „czyli już niedługo?” bo byłam bardzo zmęczona… Bóle parte… Strasznie niemiłe, ale niekoniecznie BOLESNE. Raczej baaaardzo nieprzyjemne. Mimo szkoły rodzenia oddychanie okazało się trudne. Powietrze nabierałam w policzki. Położna pouczała. Czasem kazała lekko ‘popierać’, czasem mówiła ‘nie przyj, ciało samo będzie parło’. Krzyczałam, bo wysiłek był ogromny. Krzyczałam też, że zaraz zrobię kupę :o) a położna na to (grzebiąc na luzie w swoim smartfonie), że ‘ok, bardzo dobrze, rób rób’. I tak to trwało ok 20min. Wtedy przyszła lekarka na badanie. Widziałam jak mi tam gmera i gmera z mega spokojną miną. Po chwili zawołała innego lekarza. On też gmerał i słyszałam tylko jak mówią coś o ciemiączku i ułożeniu. Zaczęłam ich błagać, żeby to się już skończyło, żeby coś zrobili. I ten lekarz w końcu mówi „ok, pomożemy pani”. Ja na to „czyli co?”. A on „bierzemy panią na cięcie, dziecko źle wstawione”. Wtedy akcja błyskawiczna. Jakieś praktykantki zaczęły mi obwiązywać nowi bandażami. Ja (ledwo już kontaktowałam) zaczęłam się drzeć, żeby mnie nie przywiązywały do fotela (nie wiedziałam co one robią). I jeszcze lekarka opieprzyła je, że niechlujnie bandażują (potem się dowiedziałam, że to na zakrzepy). Kazali mi się dźwignąć na wózek. Ledwo żyłam w tych partych… Na Sali operacyjnej było mnóstwo osób. Lekarze gadali o urlopach i dowcipkowali. Ja się darłam ale nikt nie zwracał na mnie uwagi. Kiedy kazali mi się położyć na płasko na plecach krzyczałam, że w ten sposób uduszę dziecko. U mnie mega panika, a oni wszyscy luzik w ramionach. W końcu kazali mi usiąść z wyprostowanymi nogami i pochylić się do przody, aby mogli się wbić z kręgosłup. Nie wiem jakim cudem to zrobiłam z tymi bólami. Starałam się nie ruszać, aby dobrze się wbili, ale bałam się, bo zdawało mi się, że nie czuję ruchów dziecka. Wbili się (próbowali kilkukrotnie zanim wcelowali) i kazali się położyć. Osłonili mnie płachtami i zaczęli coś gmerać przy brzuchu. A ja wtedy w ryk, że ‘na żywca mnie tniecie, ja to wszystko czuję!’. Straszne! Zaczęli mnie pytać czy czuję ciepło w nogach i pośladkach itp. Kazali ruszać nogami. I wtedy stwierdzili, że znieczulenie nie zadziałało. I padło hasło ‘robimy znieczulenie ogólne’. I odpłynęłam… Kolejna część będzie o tym, co działo się PO.

anemic Wielkie chcenie ... 2 sierpnia 2018, 13:59

Haneczka ma 3 kg. Wód płodowych dużo. Serduszko super, tak samo jak przepływy. 23.08 mam jeszcze wizytę, jeżeli szyjka będzie krótka to cc będzie 24.08 jeżeli ok to 27.08
Jak tak pójdzie to zdąże jeszcze sn urodzić :D Chyba zaczną ćwiczyć jednak masaż krocza.
Waga rośnie, mam już 78 kg
Zaczyna mnie denerwować, że w nic się nie mieszczę. Chciałabym już kupić sobie coś ładnego.
Najchętniej jadłabym kanapki z serkiem topionym i papryką, a na obiad frytki z papryką.
Upały niemiłosierne, żyć nie dają.
Mój lekarz jest jakiś dziwny, na fotelu nie badał mnie dzisiaj w ogóle, nawet jak mu powiedziałam, że chyba dalej mam grzybicę - wypisał mi receptę tylko. I mam wrażenie, że nawet usg nie miał w planie zrobić, ale nalegałam. Kurwa i za co tyle złotówek. Ale nieważne.
W domu nie robię już prawie nic, gdzie tam do 23.08 Mało gdzie wychodzę.
GBS nie wyhodowano.

AHA- zrobiły mi się na całym ciele takie jakby mini brodawki, w ilości dość sporo. Któraś z Was się spotkała z tym?

A- i pokłóciłam się z Mamą. "W ostatnim msc ciąży nie wolno prowadzić samochodu", to fajnie, ale jak się nie ma prywatnego kierowcy i pracującego partnera to trochę ciężko samemu nie prowadzić. Oczywiście argument Mamy "martwię się" i foch. Dzięki Mamo - dobij mnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 sierpnia 2018, 14:15

[63 dni pozostało do wizyty w klinice]
Roztapiam się dziś :) 33 stopnie w cieniu, w pracy nie da sie wytrzymać - nie mamy klimy :/
na przeprosiny dostałam od męża masaż wczoraj <3 postanowiłam, że zrezygnuję z nadgodzin w pracy - jestem przemęczona i może to prawda, że właśnie dlatego nam się ciągle nie udaje? nie da się pracować 12h/dobę przez cały tydzień :( chcę iść na siłownię, podejście nr sto któryś :P ale jak to mówią nie wolno się poddawać :) albo może zacznę biegać? taka piękna pogoda jest :D
dzisiaj urodziło się dziecko mojej przyjaciółki... Cudny słodziak :) jak tak patrzyłam na to zdjęcie to... ech... co tu dużo mówić. Też na pewno doskonale znacie te odczucia...

Hej te upaly sa okropne. Maly mniej je. Daje mu pic ale nie chce... Juz nie wiem co robic. Od wczoraj daje mu wode lyzeczka to te trzy cztery lyknie.
Po za tym chyba mam cykl bez ovu... Juz 19 dc tempka sobie skacze od 36,4-36,6 sluz nieokreslony raz sucho raZ mokro raz kremowy a potem rozciagliwy... Mam nadzieje ze do jesieni sie unormuje bo chce drugie dziecko!! Cylke mialam zawsze max 30 dni ovu zawsze kolo 13-16 dc.

Witam się w nowym cuklu, bodajże 28 ale już zaczynam gubić rachubę :-)
Plecy bolą strasznie, czy to boli kręgosłup na okres czy przez okres kamień mi dokucza... nie wiem, boli i tyle. Garść nospy już nie pomaga, idę do sklepu po dexac w saszetkach.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)