Kolejny dzień... Wczoraj estradiol 1500, dzisiaj już 3300! Jajeczka rosną choć nie ma większych niż 19... Dwie - 19mm, 18, 17,16,15 i tak po kilka dzisiaj ostatni zastrzyk... Jutro wizyta... Znowu estradiol i zakończenie leczenia...

Trochę jestem jednak wstrzasnieta przez wiadomość, że transferu nie będzie ze wzg na progestreron wczoraj był 0.47 a dzisiaj już 1.3 także w następnym cyklu w styczniu będę musiała poczekać

32tc+2

Jesteśmy po wizycie, sszystko u nas dobrze! :) Tosia zdrowo rośnie, ma już jakieś 1800g i włoski na głowie :) Jedyne co, to niestety wciąż uparcie leży pupą w dół - z rękami i nogami na głowie. I coś się zupełnie nie zanosi na tego fikołka w dół, wizja cc staje się coraz bardziej realna, a tak bardzo bym nie chciała :(

Teoretycznie jeszcze wszystko jest możliwe, a w praktyce to ona już od dobrych 3 miesięcy jest w tej jednej pozycji, a miejsca już malutko. Lekarz mówił też o tym, że przez nogi na głowie tym bardziej będzie jej ciężko się nimi odepchnąć.

No, ale to i tak nie jest najważniejsze, wiadomo. Najważniejsze żebyśmy doczekali się naszej zdrowej córeczki <3

Rene Szczęśliwy wakacyjny cykl:-) 1 października 2018, 18:34

tydzień 26
Patryk ma 5 miesięcy i 3 tyg
ile nas tu nie było....Długo przez ten czas sporo się działo...
Dzień po ostatnim wpisie mój synek zachorował byliśmy u lekarza osłuchowo było już coś słychać,chory też był Damian oba dostali antybiotyki plus inhalację.W środę poszliśmy na kontrolę do przychodni,Patrykowi na oczach lekarza zaczęło się pogarszać,była już nawet mowa o szpitalu ale daliśmy synkowi jeszcze szanse i zmieniliśmy antybiotyk kolejna wizyta w piątek i tu niestety jeszcze gorzej w nocy synek dostał gorączki po badaniach decyzja szpital a więc 21.09.pojechaliśmy do szpitala zrobili badania prześwietlenie wyszło obustronne zapalenie płuc i wysokie crp dostał antybiotyki,na drugi dzień dołożyli mu kolejną dawkę:-(Po 3 dniach wreszcie była poprawa zmniejszyli dawkę leku:-).W środę powtórzono badanie krwi crp ładnie spadło osłuchowo ok więc zostaliśmy wypisani do domu:-)
27.09 synek po raz pierwszy zjadł coś innego niż mleko,dostał marchewkę zjadł bardzo ładnie i jeszcze chciał ale nie dałam mu więcej bo to było by za dużo jak na pierwszy raz.Na drugi dzień też była marchewka trochę więcej i tak z kazdym dniem,dziś dostał brokuły a w sobotę wprowadziłam mu kleik kukurydziany,już niedługo zaczynamy przygodę z glutenem.Trochę bałam się tego rozszerzania diety i w sumie to niepotrzebnie:-)
A Damian wczoraj po raz pierwszy zrobił siku i kupę do nocniczka:-)

Krycha Potrzeba pisania 4 września 2019, 13:40

Dzien zwolnienia. Leze i cierpie. Zastanawiam sie, czy jutro nie isc jeszcze raz do rodzinnego i nie przedluzyc zwolnienia. Nie chce mi sie nic robic, zreszta bol nie pozwala. Najgorzej jest przy wyproznianiu. Siedze i placze z bolu, ucisk na jelita az powoduje mdlosci. Jak to nie jest endometrioza, to moj pies nie jest rottweiler. Nawet nie mam sily z nim isc na spacer i musze sie starego prosic. Moze to bez sensu, ale co ja zrobie, jak on sie naprawde wyprowadzi? W sensie, co z psem w przypadku mojego spadku mocy. Do hoteliku go bede musiala oddawac. Niestety kazde takie oddanie spowoduje naderwanie wiezi i wymusi prace za kazdym razem od poczatku. Wiem, to tylko pies i takie tam, ale dla mnie on naprawde bardzo wiele znaczy, moze nawet zbyt wiele. Poza nim nie mam nikogo. Mama i brat mieszkaja daleko. Odkad jest pies, praktycznie moje zycie ustawiam pod niego. Tak bylo z mieszkaniem, tak jest z urlopem, nawet z praca. Stary tez jest potrzebny wlasnie do wychodzenia awaryjnego z psem, znosze jego obecnosc wlasnie z tego powodu. Pewnie to sie kwalifikuje na porzadna terapie u psychologa, bo mam zaburzone priorytety. Z drugiej strony przejawem czlowieczenstwa jest to, jak sie traktuje zwierzeta i czy jest sie odpowiedzialnym za to, co sie oswoilo. Czy mozna byc za bardzo odpowiedzialnym?

Anuśla Musisz dać życiu szansę 1 października 2018, 20:17

Ciężko dochodzę do siebie po tej 3 nieudanej IUI. Wcześniej było łatwiej bo był plan dalszego leczenia. Teraz dr radzi zrobic test NK, umówić się do immunologa i ewentualnie 4 IUI. Jakoś już w to nie wierzę. Złożyłam wypowiedzenie w pracy po 5 latach. Chciałam zmiany, ale to też mnie przygniotlo. Czuje taka pustkę w sobie, chodze rozkojarzona. Dzisiaj na stołówce w pracy zapomniałam zapłacić za obiad. Nie wracałam się już, zreszta może zapłaciłam a nie pamiętam? Nie myślę kompletnie. M. chce wziąć psa. Ech przecież to nie jest zabawka, nie ma nas w domu 10 godz.

Ciąża zakończona 1 października 2018



Godz. 7.30 zjawilam się w Szpitalu Klinicznym na Ligocie. Po zebraniu wywiadu,kazano mi się przebrać i zaprowadzili na oddział. Tam kolejny wywiad, badania krwi i oczekiwanie na czczo. Gdzieś ok. 11 zrobiono mi usg,które potwierdziło diagnozę. Brak akcji serca. Wg tych dzisiejszych pomiarów fasolka miała tylko niewiele ponad 5mm, odpowiadająca 6,2hbd. Jednak te wymiary to trzeba traktować trochę z granica błędu ludzkiego. Ale na pewno 6 tydzień... wychodzi na to, że aniołek bardzo szybko zatrzymał się w czasie, tuż po wizycie... :( pozwolił mi popatrzeć na swoje serduszko tylko. Ale chyba lepiej że je widziałam, bo tak to byłoby mi ciężko zaakceptować fakt, że nie zacznie bić.
Koło 14.15 zabrano mnie do sali zabiegowej, położyli na fotel, dali znieczulenie i odplynelam. Obudzili mnie 15 min później jak już było po wszystkim. Jeszcze spałam na łóżku. 2 h nie mogłam się ruszać. Przecudowne położne dbaly o mnie i muszę przyznać, że personel jest rewelacyjny. Niezwykle empatyczny, taktowany, wspolczujacy. Rozmawiano ze mną, tak jak przystało do sytuacji. Pocieszano, tłumaczono wszystko. Naprawdę każdy lekarz jak i polozna, złoci ludzie.
Nie zdecydowałam się na badanie genetyczne, ani na rejestrację martwego urodzenia. Przysługuje mi prawo do macierzynskiego, gdybym dopelnila tych wszystkich formalności, ale dla mnie to za dużo. Badanie genetyczne wykonalabym,gdyby poronienia się powtarzały.
Za 14 dni mam odebrać wynik hist-pat. Dr spytał ile chce L4 ... Nie wiedziałam w sumie ile powinnam wziąć, poprosiłam o tydz. Jak już dostałam L4 to zauważyłam kod B. I zaczęłam żałować, że nie wzięłam więcej. Niestety nie dało się już zmienić,bo elektroniczne poszło już do ZUS. Ale myślę, że chyba będę przedłużać. Lepiej odpocząć psychicznie. Poinformowałam pracodawcę co się stalo i okazal pełne zrozumienie więc mówił, że mam odpoczywać tyle ile będę chciała.

Po zabiegu, czułam ból dość silny miesiaczkowy, poplakalam się będąc jeszcze pod narkoza trochę,ale nie z bolu brzucha. Z bolu serca... O tyle ile położna wszystko rozumiała, to pacjentki z sali, nie wiedziały co się stało i dopytywaly, a co za zabieg miałam...itd mąż zignorował pytanie, ja udawalam że nie słyszę i śpię. Nie chciałam się wdawać z nimi w dyskusję, jedna była wscibska, niektórzy jednak nie potrafią się zachować. Gdybym chciała o tym mówić to bym mówiła, nie trzeba pytać...
W domu byłam o 18. I dopiero coś zjadłam po całym dniu. I tyle... krwawie ciągle, ale nie tak obficie jak na forach pisano, przygotowałam się jak na krwawienie po porodzie, ale nie... Nie jest takie. Ból po też jest do zniesienia. Paracetamol w kroplowce pomógł.
A teraz... pustka. Smutno. I coś ulecialo.
Mąż jest przy mnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2018, 21:24

Isia1986 moje zycie 1 października 2018, 21:04

Ja byłam wręcz pewna ze jak zawsze wszystko zaplanuje ! Przez 5 lat mówiłam ze moje drugie dziecko urodzi się w okolicach 6 urodzin synka ! A tu klops ...
jest zrost ... i oby tylko on był przyczyna niepowodzeń ! 11.10 wyznaczony termin na hsg niech usunie to dziadostwo ! I obym już nie musiała się martwić ! Oby już spełniło się moje marzenie !

trójeczka trójeczka? nie tym razem... 1 października 2018, 21:04

jutro wizyta u gina, usg prawdę ci powie ;) chociaż możliwości są trzy:
1. ciąża biochemiczna (czyli że się po prostu nie zagnieździło prawidłowo i tyle). najlepsza możliwość, bo będę sobie czekać na samoistne oczyszczenie macicy.
2. ciąża pozamaciczna. raczej nie, ale sprawdzić trzeba każdą możliwość.
3. poronienie zatrzymane. to się skończy łyżeczkowaniem, a taka możliwość mnie nie cieszy...

z powyższej trójki poproszę bramkę nr 1 :)


ja od początku czułam, że ta ciąża jest dziwna, bo pamiętam, jak czułam się w poprzednich ciążach. teraz czułam się zupełnie nieciążowo. wciąż blade testy nie pomagały w myśleniu pozytywnym. niska sobotnia beta (spodziewałam się co najmniej trzycyfrowej, bo to było 17 dpo (możliwe, że pomyliłam się o 2 dni - max 2. więc 15 dpo, ale to za mało nawet na to). brak nasilania sie jakichkolwiek objawów. kreska na teście tak samo blada. druga beta dziś. przyjęłam do wiadomości, nocą sobie popłakałam, co prawda dzisiejszy wynik dał mi obuchem w głowę, ale już się pozbierałam i myślę pozytywnie.

trójeczka trójeczka? nie tym razem... 1 października 2018, 21:05

zakończona, nie zakończona... kto to wie...


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października 2018, 18:21

[3 dni pozostało...] dacie wiarę? :)
PONIEDZIAŁEK
Miałam nie pisać, ale przeżyłam dzisiaj prawie załamanie nerwowe. Otóż siedzę sobie kulturalnie w pracy. Pracowałam bardzo efektywnie dzisiaj zresztą. Jednak te większe dawki Letroxu od razu spowodowały u mnie nadmiar energii plus zasuplementowałam sobie metylowane witaminy (a co!). Więc samopoczucie super, pomimo pind w robocie. Nawet one były dzisiaj wyjątkowo miłe, szefowa dobry humor 3 tygodnie z rzędu (nie chcę być złośliwa, ale czyżby ktoś ją wreszcie porządnie dobolcował? :P). No ale zdaję sobie sprawę, że dobra passa nie będzie trwała wiecznie. Tak czy siak w pracy może być nawet miło :) co uważam za ogromny sukces! :)

tak więc wracając do historii... kończę pracę, przebieram się. W międzyczasie tysiące różnych myśli: że ciekawy weekend; że fajny dzień; że umówiona jestem z koleżanką na dniach; że zamówię taki pyszny torcik bezowy w naszej cukierni; że remont już skończony (idziemy na swoje wrrrrreszczie <3), zostały tylko meble i agd do kuchni; że jutro muszę tam podjechać i posprzątac po robotnikach; że mama obiecała pomóc i jednak zmieniła zdanie; że rodzice zaoferowali się, że kupią nam szafę (nie będzie trzeba na kartonach!); że męża nie będzie i już tęsknię; że w sumie niedługo go zobaczę, bo w czwartek klinika; że mam nadzieję, że z moim szczęściem nie odwołają wizyty, bo teraz sezon grypowy i może dr poszła na L4 albo ma jakieś szkolenie; że nie dałabym rady czekać kolejne pół roku na wizytę itp. itd.

Wychodzę. Ciemno już bo to 20ta. Wyciągam kluczyki od auta i patrzę na telefon a tam miga zielona diodka sygnalizująca nieodczytaną wiadomość/nieodebrane połączenie. Patrzę: 3 nieodebrane połączenia od jakiegoś numeru stacjonarnego. No nic, kilka godzin temu było dzwonione, pewnie już za późno żeby oddzwonić, bo jak stacjonarny to z jakiegoś biura/sklepu czegoś takiego pewnie (tak sobie pomyślałam). Teraz czas na wiadomości. 3 smsy. Pierwszy: in post, drugi: CCC, trzeci... spojrzałam i brakło mi tchu... Trzeci sms od "Angelius" o treści: "Centrum Medyczne Angelius prosimy o pilny kontakt w sprawie wizyty u dr Paligi na nr tel -i tutaj podany ten nr który do mnie dzwonił 3x".

Przecież to niemożliwe, żeby mi odwołali tą wizytę! Wykrakałam!!! To tylko mnie spotyka ostatnio takie cudowne szczęście! Jak zawsze pod górkę! Niewiele się zastanawiając wykręcam podany numer, zajęte. Znowu próbuję, znowu zajęte. Po 5tym razie dałam sobie spokój :P spróbuję za pół godziny. Wsiadam do auta i myślę jak tu rozegrać sprawę, żeby mnie nie przesunęli na jakiś znowu odległy termin. Przecież to ich wina, ja czekałam PÓŁ ROKU na tą wizytę!!! Nie mogą mi jej tak po prostu przełożyć. Muszą mnie wcisnąć pomiędzy innych pacjentów. Jak nie beda chcieli to kij z nimi -zrezygnuję. Mam dość czekania. Jak nie dbaja o klientow to ich strata. Ale z drugiej strony, gdzie ja pójdę? Kto mnie bedzie leczył? W końcu to nie tej Pani Dr wina tylko w klinice w kulki lecą. Pójdę gdzieś indziej, zapłace podobnie a nic z tego nie wyniknie- nie, jednak nie warto się obrażać. To moze do szefa na skargę w razie czego? Wystrasza sie, znajda szybszy termin. A może chcieli tylko potwierdzić wizyte? ale kto potwierdza wizyte na tydzień wcześniej, potwierdza sie wizyte na dzień przed. Dzisiaj poniedziałek, na pewno doktor przyniosła L4 dzisiaj i do końca tygodnia będzie na chorobowym. To mają pacjentów z całego tygodnia a nie tylko z jednego dnia do upchania pomiędzy innych. Nie da rady, ktoś bedzie musiał dłużej poczekać, wszyscy się nie zmieścimy. Dlaczego mnie to spotyka? wiedziałam, że tak to sie skończy. Zawsze tak jest. A ja urlop wzięłam już miesiąc temu. W dodatku bezpłatny, kto mi za to zapłaci albo kasę zwróci? Mąż ma specjalnie przyjechać i co teraz? A może to znak, że jednak dzieci nie dane nam jest i nie ma co kasy wydawać bo i tak się nie uda?... :(

Dobrze, że dojechałam cała do domu i nikogo nie potrąciłam przy okazji bo moje myśli wcale na drodze skupione nie były. Już miałam dzwonić z paniką do męża, ale pomyślałam - jak się dodzwonię to wtedy będę mu histerię odwalać, zresztą na odległość jesteśmy - będzie się tylko martwił, że źle ze mną a on nie może mnie przytulić. Dobra trzeba sie ogarnąć. Dzwonię kolejny raz. Pani odebrała w 2 sekundy. Drżącym głosem mówię, że dzwonię w sprawie czwartkowej wizyty. Taktyka: najpierw spróbuję grzecznie, a jak nie to z mordą (jak to w Polsce trzeba robić, żeby coś ugrać niestety :/). No i gotowa na wszystko słucham co pani ma mi do powiedzenia, zastanawiam się jaką historyjkę mi sprzeda i ile będą trwały nasze negocjacje co do nowego terminu... A pani pyta mnie o nazwisko, wstukuje cos na komputerku i za chwilę do mnie, że... chciała potwierdzić wizytę i zebym podała maila to ona mi wyśle takie ankiety i mam sobie je wydrukować i przynieść wypełnione na wizytę... Szok i niedowierzanie, właściwie jak zaczynała mówić to ja już słyszałam "doktor chora, wizyty nie będzie". Dziewczyny dawno się tak stresu nie najadłam. Ogłupieć tutaj idzie. Bez kitu.

1dc
Dzis w końcu okres przyszedł. Takie uderzenia gorąca mam że masakra. Mężus od dziś L4 bo ma zapalenie ucha więc w końcu trochę czasu spędzimy razem.

Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 1 października 2018, 21:38

Kurczę, jeden dzień nie wzięłam Luteiny i dziś pojawiło się najpierw plamienie, a potem lekkie krwawienie. Teraz wszystko ustało, ale nie wiem co będzie jutro. Nie wiem, czy to wina PCO i nieregularnych cykli, czy pominięcia dawki Luteiny. Ale jak czytałam na forum, dziewczyny po odstawieniu dostawały okres po ok. 3 dniach, a nie po dniu. Biorę tego tyle, że nie wiem, co może być przyczyną... Masakra jakaś. Zazwyczaj udawało mi się dojść przyczyny, teraz nie mam pojęcia. Gdybym normalnie rozpoczęła się @ pomyślałabym, że skrócił mi się cykl przez clo, co jest możliwe, bo w 11 dc. nie miałam pęcherzyka, a płyn w zatoce Douglasa był, tak jakby pęcherzyk pękł. I teraz @ w 19 dc. Ale krwawienie ustało, wzięłam dziś standardową dawkę Luteiny, żeby dociągnąć ją do końca i nowy cykl zacząć od zera. Zobaczymy, czy jak skończę @ pojawi się jak miesiąc temu 27 dnia.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 1 października 2018, 23:16

Badalam kwas, homocysteina 11. Biore duphavit od pol roku. Ponoc problemy immunologiczne ma 1% par zmagajacych sie z bezplodnoscia, wiec szansa mala. Nie wiem czy podejde w ogole do 4 IUI, nie mam juz sily na to czekanie na bete.

Marti... Goniąc czas 2 stycznia 2019, 23:16

Goziku. Do żołądka trafia moze 1/4 porcji:) wiec nie jest tak, ze stale zastepuje mleko. Nadal ta sama ilosc karmien. Czasem mniej wypije mleka. Ale nie zamierzam na razie redukować na sile. Chce zeby sama zwiekszala sobie porcje. Z czasem mleka tez mniej bedzie potrzebne. Poki co odkrywamy smaki. I widze, ze ryba srednio jej pasuje:)

Pinka. Piąty transfer 2 października 2018, 10:09

13dc

Jestem w drodze do kliniki. Bedziemy sprawdzac o ile zwiekszyl sie pecherzyk/czy w ogole sie powiekszyl. Mam nadzieje ze ladnie urosl i wstrzykniemy ovitrelle.

Odezwe sie pozniej ;)

Edit po wizycie. Dobre wiesci ;). Pecherzyk urosl do 21mm :), endometrium grubiutkie 9mm takze dzis moj maz wstrzyknie mi ovitrelle i do dziela. Doktorek kazal "probowac" codziennie do niedzieli wlacznie. Malż pewnie bedzie zadowolony.
Czuje sie tak jakbysmy zaczynali wszystko od nowa :). Takze startujemy!!

Dzieki dziewczyny ze jestescie :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2018, 12:46

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 2 października 2018, 12:53

32, 33 tydzień
Nie planuj kobieto bo nie wyjdzie :-( przypałętała się anemia, do tego rozłożyło mnie przeziębienie i prawie 2 tygodnie przespałałam z przerwami na herbatę z miodem, cytryną lub malinami, ewentualnie kanapkę z serkiem i czosnkiem.. Ale chyba najbardziej pomogły mi inhalacje i płukanie gardła szałwia :-D jak dla mnie smak i zapach obrzydliwe ale skuteczne także polecam :-D pod koniec tygodnia zaczęłam pranie ciuszków :-D

34 tydzień
Zauważam że mam ochotę robić wiele rzeczy, ale męczę się coraz szybciej.. Piorę, pracuje i układam ciuszki.. Dostałam ich tyle że czworaczki bym ubrała;-)

Miałam też pierwsze ktg.. Tętno Malutkiej w najwyższej granicy normy, ale jak ma być inaczej jak ona szaleje na widok głowic, pelot itp Wszystko co naciska na jej przestrzeń należy intensywnie skopać :-D

Nadrobilam też kilka spotkań towarzyskich, koleżanki zrobiły mi niespodziankę i mini baby shover także naprawdę intensywnie :-D

35 tydzień
Kolejne ktg.. Tym razem Malutka trochę spokojniejsza.. Wszystko w normie.. Żadnych oznak porodu, wszystko pozamykane, długie.. Malutka ma już 2500 :-D

Torbę do szpitala mam już spakowaną.. Muszę tylko dorzucić kosmetyki które używam na codzień i dokumenty, ale ich lista leży na torbie i myślę, że nawet G. dałby radę w razie czego ;-)

Rzeczy na wyjście mam częściowo uszkowane bo sama nie wiem jakie rzeczy uszkowac dla Malutkiej.. W jakim rozmiarze itd.. Uszykuje chyba kilka wersji, opiszę i potem G. włoży do torby to co trzeba..

Z rzeczy niezbędnych już wszystko mamy.. Chcę kupić jeszcze jakieś drobne gadżety :-D


Cykl 21
18 d.c - nadal przed owulacją

W tym cyklu: Etruzil (4-9 d.c.), od 9 d.c zastrzyki Menopur, planowane aż do 19.d.c

Wyniki badań krwi z 15 d.c.(01.10)
LH: 4,3
Estradol: 74,6
FSH: 6,8
Progesteron: 0,18

Koszty dotychczas: 8750 PLN
+ Menopur: 800 PLN
+ 2 wizyty w klinice: 200 PLN
= 9750 PLN

Mam taką ogromną nadzieję, że się tym razem uda, że teraz będzie ten szczęśliwy cykl. Z drugiej strony wiem, że te pęcherzyki w 20 d.c. mogą być już po prostu za stare. Estradiol jak na 15 d.c tez mega niski...


Słoneczko12 Trzeba walczyć do skutku! 2 października 2018, 13:37

5 dc

Od niedzieli walczę z infekcją, od wczoraj jestem na antybiotyku. Gorączka prawie 39° mocno mnie wymęczyła. Dziś czuję się trochę lepiej, ale z kataru przeszło na męczący kaszel. W tym cyklu pewnie nic z tego nie będzie, co nie znaczy, że odpuszczam :-)

Kilka dni temu miałam straszny sen. Śniło mi się, że byłam u lekarza i miałam robione jakieś badanie, wyglądało jak tomografia. I z tej maszyny wyszedł wynik - nowotwór jajnika. Załamałam się tam, zaczęłam pytać czy kiedykolwiek będę mogła mieć dzieci. Kiedy lekarka odpowiedziała "przykro mi", obudziłam się przestraszona i zdezorientowana.

Znaczenie snu:
Choroba nowotworowa we śnie oznacza niszczący wzrost i może wskazywać, że któraś część Ciebie wymknęła się spod kontroli. Strach przed rakiem jest bardzo powszechny, ponieważ jest to ciężka i coraz częściej zdarzająca się choroba.

We śnie oznaczać może, że Twoje ciało nie jest już harmonijne. Może to wskazywać na rzeczywiste choroby, które nie dają jeszcze objawów.

Choroby nowotworowe we śnie wskazują też na strach przed chorobami lub oznaczać, że jesteś „zjadany” przez coś, co niszczy Cię od środka. Poza tym ciężkie choroby we śnie pozwalają na duchowe przełomy, które w innych okolicznościach i na inny sposób nigdy nie zostałyby osiągnięte.

Kiedy we śnie masz zdiagnozowany nowotwór, oznacza to, że powinieneś jak najszybciej porzucić wyniszczające Cię nałogi, zanim doprowadzą Twe ciało i ducha do ruiny.


Chyba niszczy mnie od środka ogromne pragnienie dziecka..

Marti... Goniąc czas 3 października 2018, 21:06

Odpowiem i poczytam wszystko jutro.mamy sajgon. Obstawiam regres snu. Już zakwasy od bujania i noszenia sa. A szczęście nie ryczy. Ona na zmianę się smieje caly czas, ulewa jak nigdy, narzeka na leżenie na brzuszku, zbyt długie noszenie, zbyt długie leżenie .... o tak w kółko. Nie wiem o co kaman


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2018, 21:07

Kat_ Moja droga do Szczęścia 2 października 2018, 13:43

"Jeden dzień na raz – to wystarczy. Nie oglądaj się za siebie i nie martw się przeszłością, ponieważ jej już nie ma. I nie niepokój się o przyszłość, bo ta jeszcze nie nadeszła. Żyj teraźniejszością i rób to tak pięknie, by była warta wspominania."
Ida Scott Taylor


Staram się czerpać z każdego dnia jak najwięcej. Na ten tydzień mam zaplanowane każde popołudnie. Fajnie jest cieszyć się z tego co jest, nie wracać do smutnej przeszłości :) Nie wiem jak mi się udało osiągnąć ten stan, ale na razie złe myśli są w mojej głowie zablokowane.

W sobotę wyprawiam imprezę z okazji moich 30 urodzin :D I gdyby nie to, w ogóle nie myślałabym o testowaniu. Jednak muszę wiedzieć czy mogę się napić za swoje zdrowie ;) @ powinien się najwcześniej pojawić w piątek. Wątpię bardzo w ten cykl. Do tego nie wierzę, że mógłby mi się przytrafić taki cudowny prezent urodzinowy. No ale sprawdzić muszę, żeby nie robić głupstw. Jutro pewnie spróbuję zatestować, a w ostateczności w piątek pójdę na betę dla 100% pewności.
Ogólnie dalej luz, nie doszukuję się na siłę żadnych objawów, nie nakręcam się. Oddycham więc swobodnie i powoli ustalam menu urodzinowe. Dziś po pracy muszę skoczyć po kieliszki do wina, bo został mi tylko jeden, ostatni :P Reszta wytłuczona... oby na szczęście ;)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)