Czwarty zabieg refleksologii. Odzywa sie miednica i macica. Miednica bardziej niż macica. Obie jednak dużo mniej niż za pierwszym, drugim czy nawet trzecim razem. W tym na pewno widać poprawę.
Ola spi juz 2ga drzemke dzis. Niby norma. Tylko zamiast 20 min spi juz godzine. Zrobilam tyle co w 3 jej drzemki... i teraz nie wiem. Czy warowac przy niej bo wstanie, czy moze bedzie cudownym dIeckiem i jeszcze godzinke zaliczy..... jeju jak zazdroszcze tym mamom, ktorych dzieci potrafia drzemac dluzej niz 15-20 min
ale przynajmniej noc spokojna u nas.
Nie wiem co zrobic z karmieniem. Ola je male porcje, a czesto. W sensie pije ok 100-120 ml max. Tylko to sie riwna z karmieniem nocnym 2 lub 3 razy. Niby na spicha, ale ponoc powinna spac ciagiem bez karmienia z 7h.... i ze niby pozniej na zeby niezdrowo.... a jak ja napoje wiecej, to i tak uleje nadmiar po 30 min. Musze chyba z lekarzem pogadac. Dziewczyny, a.moze.mialyscie podobne problemy z karmieniem nocnym? Wcoraj widzialam sie z kolezanka. Syn 2.5 miesiaca, na kp, spi bite 8h nieprzerwane.... a to mm jest przecieskazaniem do nocnych karmien. Kp niby ok nawet jak sa zeby.... jestem zagubiona w natloku informacj wyczytanych w roznych miejscach
Drugi dzien spadku temperatury. Nie wiem o co chodzi. Nie obchodzi mnie to.
Wczoraj policzylam. W ostatnim badaniu wyszlo nam 28 tysiecy zywych plemnikow, tych w ruchu postepowym. Zakładając zło, ze morfologia z tego bylaby 1 procent to w sumie 280 plemnikow ma szanse polaczyc sie z komorka jajowa... z przeciez wystarczyjeszcze tylko jeden... hłe. Jestem mistrzem w optymistycznych wersjach i pocieszaniu...się. nieby liczę sie z tym , ze trzeba zbierac na in vitro, a z drugiej strony przeciez cuda sie zdarzają.
Ja pitole jakie to wszystko jest niesprawiedliwe.
co dalej?
za tydzień zdjęcie szwów. są tylko 4 na 3 rankach. nic strasznego.
za dwa tygodnie koniec zwolnienia.
za trzy tygodnie odbiór wyników hist-pat. borze szumiący, niech tam nie będzie słowa na "z"! niech będą "nieokreślone strzępki", bezpłciowe i bezpiecznie pozwalające nie myśleć o tym, do czego zwykle prowadzi ciąża.
za pół roku początek starań.
chyba.
Jestem w ciąży... Jeszcze to do mnie jakoś nie może dotrzeć. Mój M ponoć popłakał się ze szczęscia. Bardzo mi go brakuje. Tęsknię...
Kurcze, może te pier...one stymulacje coś rozregulowuja? Mąż dziś mówi do mnie żebyśmy zrobili 4 IUI w grudniu. Zdziwko, bo on bardziej niż ja chciał zrobić przerwe, ale chyba widzi, że u mnie ta przerwa na gorsze wychodzi, bo ja muszę miec plan. Ale IUI nie wchodzi teraz w gre, bo złożyłam wypowiedzenie i musze sie skupic na szukaniu pracy, zreszta jeszcze immunologia do zbadania.
No nie wiem dziewczyny jak to mozliwe. Przexiez to mm jest bardziej syte z zalozenia... ale nie sadze zeby mnie sciemniala
zabieg, laparoskopia, operacja.
przed przyjęciem.
przyszłam z badaniem usg (rozpoznanie: ciąża o nieustalonej lokalizacji), wynikiem beta hCG sprzed tygodnia i skierowaniem (nie było konieczne) do szpitala na ginekologiczno-położniczą izbę przyjęć. podeszłam spokojnie, dzwonię dzwonkiem przy drzwiach i mówię, że podejrzenie ciąży pozamacicznej. Pani lustruje mnie od stóp do głów i prosi, żebym usiadła i poczekała. czekam więc.
niedługo przychodzi lekarz, badanie, pęcherzyk 3mm w macicy, płyn w zatoce douglasa. papierologia i pobranie krwi na betę, i znów na korytarz czekać. minimum godzina.
w międzyczasie zmienia się lekarz dyżurujący. "nowa" lekarka dokładnie po godzinie zaprasza znów za drzwi chronione dzwonkiem. beta ponad 9 tysięcy. coś musi być gdzieś. zapraszamy na fotel na trzecie oglądanie przez trzeciego lekarza.
pani przykłada głowicę i pierwsze, co widzi, to pęcherzyk ciążowy w jajowodzie.
przyjęcie na oddział.
zapraszają mnie na więcej papierologii. przy tych wynikach nie mam wyboru - brak zgody na operację to zagrożenie życia. beta rośnie, więc rośnie pęcherzyk, który i tak ma już 3 cm średnicy. zarodka na szczęście nie ma.
jazda na piętro, na oddział. tam kolejna papierologia i założenie wenflonu (za trzecim razem. moja wina: byłam odwodniona i zestresowana, a to baaardzo utrudnia nawet najlepszemu specjaliście. pamiętajcie o wypiciu wody przed pobieraniem krwi!)
przejście do sali, informacje praktyczno-techniczne: nie jeść, pić do 23 jak najwięcej, później nie wolno nic, o 6 rano wstać, umyć się starannie, ubrać w szpitalną koszulkę ROZCIĘCIEM DO PRZODU - to powtarzano mnóstwo razy, o 6:30 przyjść do dyżurki pielęgniarek to podłączą nawodnienie i powiedzą, co dalej.
później wizyta anestezjologa, kolejna papierologia i już można się umyć i wypełniać wcześniejsze zalecenia.
przed operacją.
przed 6 rano pobranie krwi, taka miła pobudka
ostatni prysznic w pozycji wyprostowanej (radzę koniecznie umyć włosy), koszulka szpitalna (WIĄZANIEM DO PRZODU! :DD ), kroplówka i... czekanie. o 9 rano zaproszenie na wózek, przejazd na blok, przejście z wózka na łóżko, przejazd parę metrów na salę operacyjną, przełożenie się na stół operacyjny, podłączenie kroplówki do wenflonu, pytanie "wygodnie jest?" (nie było), podanie czegoś do wenflonu, pytanie lekarza o uczulenia, odpowiedź że nic mi o tym nie wiadomo, pytanie tego samego lekarza "a na męża też nie?" (w tym momencie go polubiłam. poza tym miał piękny, kolorowy czepek, nie taki brzydki szpitalny
), moja odpowiedź "na męża nie, tylko na teściową", założenie maseczki, ogólnie przyjazna atmosfera, więcej nie pamiętam.
po operacji.
otwieram oczy, przecież ja tylko mrugnęłam przed operacją, gdzie jest sala operacyjna, aha, już po. dotykam brzucha, sprawdzam, czy była laparoskopia, czy coś poszło nie tak i musieli ciąć, ale opatrunki są trzy i nic nie boli, tylko rurka z jednego z opatrunków wystaje.
fajnie jest, myślę. pytam przechodzącą panią, która godzina, ale mnie nie słychać - efekt intubacji. chwilę później wywożą mnie z sali pooperacyjnej, przekładam się na swoje łóżko (tu orientuję się, że mam jeszcze jedną rurkę - cewnik w pęcherzu) i jadę do sali. biały sufit, lampa, biały sufit, lampa... jak na filmach 
pierwsza doba po.
kroplówki. jedna za drugą. chciałoby się ruszyć, ale nie da się, bo rurka tu, rurka tam, kroplówka.
po 6 godzinach pozwalają pić. pyszna ta woda.
wieczorem przychodzi pani, pomaga się umyć. wszystko mi jedno, że stoję (w zasadzie pół-stoję, bo co prawda na nogach, ale zgięta jak staruszka) przed obcą kobietą zupełnie naga, z cewnikiem i cieknącym drenem. ważne, że mogę zmyć z siebie pot (z trudem i nie wszędzie, bo nie można moczyć ran). czuję się doskonale, gdy już we własnej koszuli kładę się do łóżka.
noc. długa. niewygodna.
o poranku pobranie krwi, śniadanie (nareszcie! umierałam z głodu. to były prawie dwie doby bez jedzenia...).
obchód. salka mała, szczelnie wypełniona ludźmi. lekarze i starzyści, na kimś trzeba ćwiczyć. ktoś instruowany przez kogoś innego wyjmuje dren, ktoś jeszcze inny wyjmuje cewnik. jaka ulga, nie ma rurek.
wypis.
od operacji minęła doba i 3 godziny. wychodzę ze szpitala tylko trochę zgięta.
dobrze jest wrócić do domu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 października 2018, 16:03
19.10.2018
Nie było mnie, bo w sumie nie wiedziałam co mogę tu napisać. Dojrzałam już do momentu, kiedy mogę to tu napisać...
12.10 byłam u swojej starej ginekolog. Stwierdziłam, że mimo wszystko nie będę kombinowała z nowym lekarzem, a po dwa...plamiłam. Przestraszyłam się, tym bardziej, ze do tej pory nie miałam takich sytuacji. Zrobiła mi USG, wiadomo jeszcze za wcześnie, ale póki co widać pęcherzyk, jajnik powiększony, także jak na ten etap wszystko w porządku. Plamienie lekkie było, więc dostałam leki na podtrzymanie i zalecenia, żeby więcej odpoczywać. No i przede wszystkim zwolnienie lekarskie.
Z objawów? męczy mnie strasznie mój wyczulony węch, poza tym w przeciągu tygodnia meeega powiększyły mi się piersi no i ogólnie mdłości.. ale jakoś radości mi brakuje. Dopóki nie skończy się pierwszy trymestr ja chyba będę cały czas w nerwach. Do najbliższej wizyty strasznie mi się dłuży, ale mam ogromną nadzieje, że będzie wtedy wszystko ok. Co nie zmienia faktu, że boję się jak cholera. Chyba m.in. dlatego nie prowadze pamiętnika ciążowego...boję się rozczarowania 
Nowe wieści!
Dzisiaj byłam na monitoringu u ginekologa bo stymulacji owulacji lekiem Clostilbegyt.
Dzisiaj jest 10 dzień cyklu.
Dzisiaj, chwilę przed wizytą była owulacja! Było widać płyn, miejsce po pęcherzyku
a koło południa poczułam takie kłócie jakby kłócie szpilką w prawym jajniki. I z tego była właśnie owulacja!
Bardzo się cieszę że stymulacji podziałała.
Było przytulanki 3dni temu i dwa dni temu więc mam nadzieję że chłopaki przetrwały i czekały na jajeczko. Dzisiaj, zgodnie z przykazaniem Pana doktora, kolejne przytulanki 
Teraz tylko życzyć sobie aby był porządny efekt *_*
Hanka skończyła dzisiaj 8 tyg.
Dzisiaj w nocy zrezygnowała z kolejnego karmienia... i tak zjadła o 19.00, 2.00 i 6.00 Zobaczymy czy to przypadek czy tak zostanie. Moje piersi były temu mocno zdziwione i musiałam się trochę "wydoić" do zlewu.
I tak chciałam się "wyrzygac" o laktacji i karmieniu.
Jak zaszliśmy w ciążę, stała się pewna, zaczęliśmy snuć plany i wyobrażać sobie jak będzie. Ja mocno byłam nastawiona na karmienie piersią. Po prostu chciałam. Polubiłam kilka portali na FB, kilka blogów. W szkole rodzenia dowiedziałam się, że osoby z Hashimoto mogą mieć problemy z laktacją i po cc też się zdarzają.
No i urodziłam, pokarm miałam od razu, Haneczka przyssała się idealnie. W domu podgoniłam trochę laktacje fermaktikelem. Samo karmienie nie było/jest łatwe. Laktacja, która się aktualizuje jest bolesna, piersi bywają tak przepełnione, że nie mogę spać na boku bo byle dotyk boli i podowuje upuszczenie mleka. Hanka nadal lubi pociumciać pierś, choć już mniej, czasami strzela z sutków co przy obolałaych piersiach nie jest przyjemne. Gdy chce ciumciac, a ja zabieram pierś to rozdziawia buźkę i próbuje złapać co popadnie.
Ale do brzegu.
Jakżesz doprowadza mnie do szewskiej pasji robienie z KP jakiegoś cudu czy kij wie czego. Dla mnie karmienie jest naturalne, udało mi się. Ale nie czuję się z tego powodu lepsza od matek MM. Nie czuję też nie wiadomo jakiej fali bliskości zalewającej nas przy karmieniu. Owszem, jest słodko jak Haneczka patrzy na mnie, uśmiecha się przy piersi a nawet charczy do sutka. Ale gdybym ją karmiła butelką pewnie tak samo bym się czuła.
Odlubiłam większość portali. Nie chce mi się czytać jakie to zajebiste są matki KP. ALe oprócz tego, że są zajebiste to generalnie mogą wszystko, np.karmienie piersią wszędzie z piersią wywaloną bo ona nie będzie zakrywać. I argumenty "a ty się zakrywasz jak jesz". No nie, nie zakrywam się, ale ja nie mówię żeby dziecku glowe nakryć, tylko okryć pierś. Można też usiąść z boku, a nie na głownej ulicy/środku centrum handlowego itd. My już też mamy zaliczone karmienie np. w NFZ, US, lekarza, parku. ALe wychodząc, staram się być ubrana tak żeby było mi łatwo się rozpakować, żeby Hanka miała dostęp, ale i ja żebym miała komfort.
A już szewskiej pasji dostaję przy dyskusjach, jakie to te KP są fajne, a MM beznadziejne. I te od MM sa takie beznadziejne bo na pewno nie chcą i z premedytacją nie karmią.
Moja przyjaciółka przy pierwszym dziecku (ciężki poród, porozrywana, popękana szyjka, źle poszyta, miesiąc nie była w stanie zająć się dzieckiem) miała taki uraz do KP ( oprócz ciężkiego porodu, gdzie sama długo dochodziła do siebie, pojawiło się pełno ciotek, które doradzały i krytykowały jaka to jest zla bo nie ma wystarczająco pokarmu), że przy kolejne corce powiedziała, że nie będzie karmić. I nie karmiła.
Okropnością jest jak mogą kobiety tak mówić o drugich, nie znając sytuacji. Myślę, że większość kobiet, które karmi MM wolałaby piersią, ale pewnie nie mogą- z różnych przyczyn.
Ja karmię HAnkę. Cieszę się z tego, ale nie sprawia to, że czuję się lepsza od koleżanki z MM. ( no może ze względu na lenistwo cieszę się ze nie musze w nocy wstawac i szykować butelki tylko cyca wywalam
).
I zszokowana jestem,że te KP, robią z siebie takie cudowne matki, a za 2 min bluzgają drugą matkę tylko dlatego ze podaje butle.
Można dostać na głowę.
Aaa, ja mam w planach karmić rok ( o ile się uda), po 6 msc rozszerzać dietę. A karmienie dziecka do 3-4 roku zycia uważam za patologiczne.
Porzygane.
Jestem po kontroli ginekologicznej. Wszystko ok. Bliznę zbadał (ale bez USG bo on coś chba się go boi
) powiedział,że te zgrubienia znikną. Ale ja już zaczęłam ją masować i jest lepiej, jakby te zgrubienie dało się rozmasowywać. Zdecydowałam się też na pigułki. Rok mam nie zachodzić w ciążę 
Brzuch nadal pozostawia wiele do życzenia. Kg jeszcze do zgubienia, choć trudno jak się żre tyle słodyczy co ja. Nie trzymam już diety lekkostrawnej. Wczoraj zaliczyłam... flaki 
nigdzie nie pasuję.
nie poroniłam, bo (wg mnie) poronienie jest wtedy, kiedy ciąża miała jakieś szanse. a nie wtedy, kiedy wybrała złe miejsce i choćby był to najzdrowszy, najbardziej żywotny zarodek - nie ma szans. co więcej: trzeba się go pozbyć, mówiąc brutalnie.
nie staram się. mamy pół roku przerwy. ja nie wiem, czy chcę się jeszcze starać...
mam już dzieci. a na forach dla staraczek są głównie kobiety jeszcze bez dzieci. nie chcę wtrącać się im w ich ból z moją historią. zupełnie inaczej jest starać się o pierwsze i o trzecie.
nie straciłam jedynego maleństwa, jedynej udanej ciąży. jw.
nie miałam wielu problemów z zajściem w poprzednie ciąże.
nie miałam kilku, kilkunastu poronień, cp, cb. wszystkie dwie moje wcześniejsze ciąże zakończyły się urodzeniem zdrowego malucha.
czuję się źle włażąc z tą moją szczęśliwą historią na fora takie, jak to. przecież to nic przy 7 latach starań, 5 protokołach in vitro, kilkudziesięciu pobranych komórkach, kilkunastu zapłodnionych i żadnej ciąży.
tak, to prawda. to nic.
młoda jeszcze jestem. tylko 34 lata.
nie znam życia, nie znam PRAWDZIWYCH tragedii.
to fakt, nie znam. nie pasuję.
moja tragedia nawet nie była poronieniem.
19 DC /3PO???
Hej, znaki zapytania bo nie wiem czy to już po owu, tzn wiem że na pewno po bo śluz już ewidentnie nie płodny ale ta tempka jakaś dziwna, jednego dnia skok, potem spadek, znowu skok. Może być że jeszcze hormony mi się nie ustabilizowały po ciąży??
W pon wizyta u ginekologa to pogadam z nią, niech zrobi usg, będzie widać czy była owu itp.
Synek śpi, ja piję kawkę. Mam chwilę oddechu.
Siedzę i zastanawiam się gdzie uciekają pieniądze mi z konta. Wszystko takie drogie. Mamy oszczędzać bo na budowę zbieramy jak najwięcej, ale byle gdzie się człowiek ruszy co kolwiek kupi i 100 zł nie ma, a lodówka pusta jak wcześniej... ehh nie wiem już co począć. I to wszystko idzie na podstawowe produkty, ja sobie z ubrań nic nie kupuje, od porodu praktycznie kupiłam może 3-4 szt ubrań. Kosmetyki też mam jeszcze z czasów pracy (cienie) podkłady kupiłam na promce w rossku i mam jeszcze dwa opakowania całe. W sumie to po za jedzeniem i produktami dla dziecka i rachunkami nie kupuje nic a i tak kasa ucieka w zastraszającym tempie 
Listopad jeszcze ok a grudzień znowu święta prezenty, i jedzenie trzeba inne kupić i ciasta ehh. Dobrze że ja z zus dostaje kasę jeszcze bo to zawsze coś. A jak się skończy? Nie wiem jak będę się czuła z faktem że żyję za męża pensję, że nie mam ani 1 zł własnych wpływów...
Oby udało się z drugą dzidzią do końca marca 2019 r a będzie super. Nie myślcie że chcę mieć dziecko żeby mieć pieniądze, bo wiadomo drugie dziecko też wiąże się z wydatkami. Chcę mieć drugie dziecko bo nie chcę jednego, chcę żeby synek miał rodzeństwo. Ale jeżeli mogę mieć wpływ na to żeby żyło nam się lepiej to chcę tą ciążę możliwe zaplanować w najbliższych miesiącach.
Tak po za tym to u nas dobrze. Mały zdrowy. Ładnie je, ładnie śpi, ząbki idą póki co te dwie jedynki na dole widać, na górze jeszcze nie ma. Mały pełza, fika w każdą stronę, ale nie siedzi jeszcze sam. Ale to chyba nie jest problem jeszcze? Ma 6 mc i 11 dni.
3 miesiąc leczenia Gravesa Basedowa. Aktualnie leki: 2x5mg Metizol.
Nowe wyniki, dzieje się 
TSH 0,20 [norma 0,38-5,33]
Ft3 3,04 [norma 2,5-4,3]
Ft4 0,53 [norma 0,65-1,48]
A wiec tsh w końcu oznaczalne!!
jest moc!!
Ft3 pięknie w środku normy, nareszcie!
Ft4 coś za bardzo się zagalopowalo i spadło za dużo.
Zawsze coś... jak ostatnio ft4 było w normie to teraz spadło aż za bardzo. Lekarz za tydzień wiec zobaczymy co powie. Wydawało mi się, że mam za mała dawkę leku gdyż czuje się nerwowa i pobudzona, z rąk mi wszystko leci, obijam się o meble. W ciągu tygodnia przybyło mi chyba z 10 siniaków
A może to wszystko to stres przed powrotem do pracy? Decyzje niech podejmuje lekarz, w końcu za coś mu płace
20 dc
Dzisiaj lewy jajnik wręcz aż mnie boli. Temperatura poleciała w dół. Napięcie tam na dole masakryczne, jakbym za chwilę miała dostać miesiączkę. Co chwilę się ze mnie ulewa, bo przy okazji śluz mnie zaatakował taki, że co chwilę mam wrażenie, że okres dostałam.
Przy okazji obserwuję zachowanie ovufriend w stosunku do tego co wpisuję... Już "jestem w ciąży na 26 punkty na 100 możliwych" ;P Wow!
Bawi mnie to troszeczkę. Podchodzić staram się z przymrużeniem oka do tego, aby się nie nakręcać jak to w przeszłości było.
Dzisiaj grzecznie i zgodnie z prawdą wpisuję "ból miesiączkowy" - dostałam 2 punkty za to.
Za chwilę głowa zaczyna mnie napierdzielać - wpisałam "ból głowy" - dostałam kolejne dwa. Efekt ciąży, czy tej szarugi za oknem i przegryzionych jedynie kilku chlebków "chrupaczków"?
Druga kawa od rana w pracy, po drugiej poczułam jak chrupaczki i kawa złączone w jedność podeszły mi pod korek... Chwila zastanowienia czy to mdłości czy nie? W sumie to nie mogę powiedzieć, że "nie" i nie mogę powiedzieć, że "z pewnością", bo z głową w toalecie nie wylądowałam... Czy mdłości mają być z finiszem czy tylko wrażeniem "guli w gardle"? A wpiszę... W sumie tak mam od 2 dni... Co tam... "Mdłości"... Pach! Dodatkowe +2 punkty.
Uzbierałam dzisiaj już +6 punktów... W takim tempie w ciąży będę już przy środzie... ;P
źle.
leci ze mnie. nie wiem, jak to nazwać - chyba okres. boli. po raz pierwszy boli, czuję skurcze i jest naprawdę źle.
przekładam się z łóżka na kanapę, chociaż już 3 doby minęły od zabiegu. nie mogę. nie chcę.
boję się bliskości. nie chcę ludzi, nie chcę telefonów. ktoś pyta "jak się czujesz?", odpowiadam "świetnie" i uśmiecham się. "prawie nie boli, za tydzień wracam na zajęcia. tak, jest ok, nie martw się. masz rację, dobrze, że mam już dzieci. masz rację, dobrze, że wykryto szybko. masz rację, jestem młoda i mogę mieć dzieci. masz rację, mam już dwóch synów, trzecie to bardzo duże obciążenie. trzecie to patologia. szybko zajdę w kolejną ciążę. nie mam warunków do wychowania jeszcze jednego dziecka. tak, cieszę się, że życia nie straciłam. trzymam się i dbam o siebie, bo mąż musi wracać do pracy. i jeszcze dlatego, że gdyby mnie zabrakło to mąż by sobie sam z dzieciakami nie poradził." - kompilacja odpowiedzi na pytania różnych osób.
a ja chciałam tylko cieszyć się ostatnią ciążą, maleńkim dzieckiem. głupia ja.
"takie rzeczy po prostu się zdarzają".
nie mam siły, nie mogę znów zacząć starań. nie opłakuję "dziecka" z tej "ciąży". opłakuję tylko moje plany i marzenia.
boję się. "ciąża" była w jajowodzie po przeciwnej stronie niż owulacja. dlaczego jajowód bliżej tego jajnika nie przejął tego jajeczka? może jest niedrożny? a teraz drugi jest nacięty, prawdopodobieństwo zagnieżdżenia w takim jajowodzie jest 10x wyższe. myślę, że źle zrobiłam, podjęłam złą decyzję. lekarka tuż przed operacją pytała, czy chcemy mieć jeszcze dzieci. wtedy twierdziłam, że tak. mówiła, że obecnie raczej w takiej sytuacji usuwa się jajowód, żeby uniknąć kolejnej ciąży pozamacicznej. powinnam była się na to zgodzić, później zbadać drożność drugiego jajowodu i nie martwić o zagnieżdżenie znów w tym uszkodzonym.
źle zrobiłam, a teraz już za późno na zmianę decyzji. strach będzie już zawsze, co miesiąc. nadzieja na okres, bo wtedy wiadomo, że nic nie ma w jajowodzie.
za miesiąc wizyta u lekarza, poproszę o skierowanie na badanie drożności. spodziewam się problemów. spodziewam się antyków do menopauzy.
nie cieszyłam się moimi ciążami wystarczająco. powinnam była dać sobie wtedy więcej czasu, więcej luzu. więcej uwagi tylko dla siebie i rosnącego we mnie dziecka.
chciałam to zrobić dopiero teraz. chciałam. nie zdążyłam.
każdy pewnie przeżył podobne uczucie. śpieszmy się chwytać chwile, tak szybko odchodzą.
od początku, od dwóch kreseczek nie wierzyłam w tę ciążę. coś zawsze nie pasowało. wyliczenia, odczucia, wyniki.
chodziła mi po głowie ta piosenka https://youtu.be/ft-toBGhXkc
"wiem, pójdziesz dalej, różne nasze drogi. [...]
to, co ulotne, zostaje najdłużej,
to, co raz tylko, zapamięta serce"
przeczucie?
Wczoraj znowu miałam to plamienie , tym razem dłuższe bo poprzednio tylko przez chwilę a teraz pół dnia.Nie wiem cóż to. Albo miałam jednak dwa jajeczka i drugiego doktor nie zauważył, bo drugi jajnik mam nieco przesunięty do tyły i przez to mniej widoczny albo już nie wiem co. Przykleiłam czerwony znaczek, potem następnego dnia znaczek z dzidziusiem i wczoraj znowu czerwony, Nie wiem czy to dobrze, może trzeba było wszędzie dać dzidziusie i tylko w opisie zaznaczyć? A dopiero co p. Mirka mówiła,ze dobrze,że nie mam żadnych dodatkowych krwawień.No to już mam.
Przeznaczam ten cykl na straty, może następny będzie lepszy.
Jesteśmy w 16 tygodniu (15t2 d). Strasznie wolno mi te czas leci, w sumie od wizyty do wizyty. Najbliższa w środę. Oczywiście nudno być nie może. Ostatnio dopadł mnie grzyb - stąd jednak chyba te kłucia. Teraz znowu wyszły bakterie w moczu.
Najbardziej jednak martwią mnie wahania hemoglobiny. Już sama nie wiem, z czego to wynika. Pierwsze wyniki 10,8. Zrobiłam wszystkie badania (transferyna, ferrytyna, b12, kwas foliowy) i wszystko w normie. Koleje wyniki 11,1, więc w sumie norma. Potem kolejne 10,4, następne 11,4, więc znowu trochę się uspokoiłam, a teraz po 3 tygodniach 10,1. Załamka. Internety oczywiście nie pomagają. Może któraś z Was miała podobne doświadczenia i może coś poradzić?
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2018, 17:04
Magic dziękuję za życzenia :-*
Maks skończył 34 miesiące
<19.10.2018r>
Waga - 14,700 kg
Wzrost -99 cm
Rozm. ubranek - 98/104
Rozm. buta - 23/24
Ilość zębów - 16 NADAL !!!!
Ilość mc w nowym przedszkolu - 2
Poziom odporności -Rośnie, rośnie 
Syn jest już poważnym małym mężczyzną
Ma bardzo silny charakter, potrafi stanowczo wyrażać swoje zdanie, okazuje uczucia, jest troskliwy w stosunku do młodszych " bobasków" i uwielbia towarzystwo starszych dzieci, najlepiej się z nimi komunikuje. Maks ma bardzo rozwiniętą mowę czynną i bierną a jego wysoki poziom rozwoju poznawczego, intelektualnego wciąż nas zaskakuje. Sprawność manualna również jest na wysokim poziomie, chociaż odkąd poszedł do fajnego nowego przedszkola stracił już takie duże zainteresowanie pracy " przy stoliczku" w domu. - w przedszkolu non stop ćwiczą rączki malując, rysując, lepiąc i wyklejając 
W ogóle przedszkole bardzo Nam wszystkim się podoba
Ostatnio mieliśmy w nim takie Nasze pierwsze wspólne święto - Święto Pieczonego Ziemniaka i zorganizowany z tej okazji festyn rodzinny. Były ziemniaczane zawody, ziemniaczana foto-budka, ziemniaczany slalom, poczęstunek, loteryjka fantowa a największą furorę zrobiły wozy służb porządkowych - policji, straży miejskiej i straży pożarnej. Dzieciaki mogły pobawić się w nich, porozmawiać z osobami, przymierzyć część munduru a nawet włączyć syreny
Radości nie było końca

W ten wtorek z kolei mamy pasowanie na przedszkolaka. Maks nauczył się pięknie mówić wierszyka o trzylatkach. Robi to tak słodko, że aż serce się raduje.
Ubierzemy się odświętnie, na pewno będzie wiele emocji tego dnia 
Jeszcze co do Maksa to uwielbia bawić się autami, nadal i wciąż. Organizuje im wyścigi, warsztaty, akcje ratunkowe z dźwigiem w roli głównej. Opowiada o zabawie, prowadzi" dialogi" z zabawkami
Ostatnio na topie są też układanki magnetyczne, klocki duplo i puzzle. W ogóle wszystko co " da się poukładać ". Kocha : spacery do pobliskiego parku i wymianę zabawek z dziećmi
uwielbia : chodzić do przedszkola, bajkę psi patrol i swojego ukochanego misia przytulaczka. Pięknie sika na kibelek, pooli uczy się siadać na niego samodzielnie, bez naszej pomocy. Butla nadal jest rano i wieczorem
i jest the best.
Odporność coś jakby mu się wzmocniła. Nie wiem, może to zasługa długiego,ciepłego lata i słonecznego września i października, może zmieniona kuracja alergiczna / odkrycie trzeciego migdała i kropelki na to albo Entitis, który stosujemy od jakiegoś miesiąca teraz. Może wszystko na raz . Drugą dawkę szczepienia na ospę wietrzną zniósł dobrze, pojawił się po tym lekki katarek, temperatury brak. Zmieniliśmy alergologa ( znów) a tej kolejny podejrzewa dziecięcą astmę oskrzelową.....Póki co jakoś nie panikuje bo trzeba wykonać dodatkowe badania z krwi, potem znów na wizytę i ewentualnie wprowadzamy sterydy....Czeka nas jeszcze wycinanie tego trzeciego migdała, niedawno odkrytego. Mamy już skierowanie na zabieg, który można wykonać dopiero po 3 r.ż. póki co nie mogę dodzwonić się na izbę przyjęć do szpitala...
I to chyba było by na tyle co słychać u mojej latorośli....
A co u Nas jako rodziny... Ostatnie piękne dni i weekendy spędzaliśmy całe na świeżym powietrzu i zwiedzaliśmy wieżę widokową, farmę strusi i mini zoo, gdzie wszystkie zwierzątka można pokarmić, pogłaskać, leśną ścieżkę dydaktyczną, skansen, park linowy dla maluchów. Sama radość. Planujemy jeszcze odwiedzić pole dyniowe przed Halloween i wybrać jakąś piękną dyńkę do dekoracji. Od wczoraj już zimno... więc zrobiliśmy posiadówę u Nas w domu z rodzeństwem mojego M, partnerami i kuzynem Maksa. Dzieciaki szalały do 22:00, było bardzo zabawnie
Za tydzień spotkanie u Nich i zabawa halloweenowa. Za dwa tygodnie wyjazdy na groby.
Ja zaczęłam oprócz dwóch prac jeszcze kurs języka angielskiego, bo brak płynnej znajomości tego język,a jakiegokolwiek języka zawsze było moją pięta achillesową i trzeba wreszcie coś z tym zrobić. To już coś zupełnie innego niż nauka w szkole czy na studiach. Zajęcia są super, native spiker taki zabawny z jajem, no i chodzę na nie z moją przyjaciółką z poprzedniej pracy, wiec jest super 
Powoli planujemy Maksa urodziny, chcemy znów zorganizować ja na sali zabaw i zaprosić najbliższe dzieciaki z rodzicami, i moje urodziny, tez bym chciała mieć w końcu swoją imperzę ( Kiedy urodziłaś swoje dziecko w swoje urodziny, ciężko to wszystko\garnąć
) no i Święta Bożego Narodzenia.
To chyba tyle co u Nas.... Buziaki dla Was wszystkich dziewczynki :-*
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2018, 15:11
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.