ovu/belly zrobił mi dziś przyjemność. dostałam możliwość wypróbowania kalendarza ciąży na belly przez cały miesiąc gratis.
dziękuję.
Jak go "wylawiam" z jego łóżeczka i klade do swojego to:
1) odkladam swoja duza poduche i zostawiam sobie tylko jaska, wtedy klade jego głowke na wysokosci mojej, tylko moja na jasku a jego nie
2) okrywam go "po szyję" moja koldra
3) obowiązkowo klade go na pieluszce podwójnie złożonej, bo zawsze po przebudzeniu się porannym idzie kupka obowiazkowo z przeciekiem (co robię źle?!) i wtedy pieluszka do prania a nie cale moje lozko:oP
23 dzień cyklu
Nic się nie dzieje. Co prawda w 5/6 dniu po owulacji pojawił się ból jajnika, nawet dość intensywny, ale to nic nie znaczy. Wcześniej też bywały bóle brzucha, mdłości, a nawet bóle pleców, nawet kłucia w klatce piersiowej, które miałam w pierwszej ciąży. Być może ten ból spowodowany był małą torbielką, którą gin wypatrzył na usg. Wczoraj przez moment miałam delikatny ból brzucha jak na okres, ale na szczęście jeszcze się nie pojawił. Zresztą jeszcze trochę wcześnie. Dziś konsultowałam moje wyniki progesteronu (17,93 ng/ml w fazie lutealnej). Wynik prawidłowy. Zapytałam też o amh. Napisał mi, ze płodność mocno ograniczona, ale progesteron oznacza, że owulacje okresowo są. Nie ciągnęłam dalej tematu, bo co to za rozmowa przez smsy. Nie wiem co dalej, czy czekać jeszcze, czy umawiać się na kolejną wizytę, choć nie wiem czy mój gin jest w stanie jakoś pomóc. On w ogóle zdziwiony był ,że tak wcześnie przyszłam, że rok można by poczekać. Tylko, że nie mam 20 lat i w moim wieku każdy rok drastycznie oddala mnie od macierzyństwa.
Głupota, ale jaram się jak pochodnia - zrobiłam wczoraj test owulacyjny z podejściem "e, i tak znowu nic nie wyjdzie" i po raz pierwszy w życiu wyszedł pozytywnie! gruba krecha, taka nie pozostawiająca wątpliwości. taka pierdoła, a nie mogłam się przestać na niego patrzeć z 5 minut, w takim byłam szoku.
..a potem wieczorem przed samym pójściem spać pokłóciłam się z mężem i odechciało mi się seksu.
Jak nie urok, to sraczka.
16 DC
Hej. Maz juz pojechal do pracy dzis. Mjlo spedzilismy czas. U mnie pewnie jutro juz bedzie skok i po owu.
Mialam dzis cwiczyc ale nie mam sily. Prawie godz usypialam malego co mi zasnal na rekach to po odlozeniu sie bidzil smial i fikal i tak z 10 raz az w koncu sie udalo. A rece mi malo nie odpadnal bo on juz pod 8 kg podchodzi.
Bylismy w nd u znajomych bo sie tez dzidzius urodzil 2 mc temu. I gdybym nie byla matka pewnie bym nie zwrocila uwagi ze np dawala jej zimne mleko bo karmi mm i mleko zrobila ale mala nie chciala stalo pol godz a ta jej daje znowu bez podgrzania... I po pol godz znowu troche to samo zimne. I dziwi sie ze ona nie chce jesc ze brzuszek boli. Ja sie nie odezwalam ale swoje wiem ze tak sie nie robi!
W pon ide do gin na cytologie i moze mi zrobi usg blizny zeby sprawdzic czy wszystko jest ok zeby sie znowu starac.
Chyba robimy kolejny "skok". Wczoraj byliśmy na urodzinach u bratanic od D. Wróciliśmy koło 17,30 Wieczorem nie mogłam uśpić Haneczki. Padła o 22. Dzisiaj od rana marudna, tuli się tak jakby chciała się cała schować we mnie. Kąpiel spokojnie, z radością, próba usypnia o 19.00 awantura. Odłożylam ja na chwilę do kosza bo musiałam zerknąć na kolację, a ona w tym koszu "gada", zadowolona, śmieszki -.- Pozwoliłam jej poleżeć, aż zjemy kolację. Zrobiła się marudna, wzielam ją na ręce i już źle. W końcu jak zasneła, odniosłam ją do łóżeczka, 5 min i płacz...i tak z 3 razy. Teraz dopiero udało się D.ją położyć.
Dostała od Babci matę edukacyjna i karuzelkę z tiny love. TZn zamówione, czekamy na przesyłę
Fajnie, bo żadna mata nie podobała mi się. Nie cierpię "przesytu" kolorystycznego, a mam wrażenie, że producenci mat próbują się prześcignąć, kto więcej kolorów wpakuje na matę.
Zaczelam kąpać Małą co drugi dzień bo mam wrażenie, że ma przesuszoną skórę, choć masujemy się masłem kakaowym.
Muszę jej kupić porządny kombinezon zimowy, może polecicie gdzie można kupić jakieś fajne? Mamy w planie w zimie również dużo spacerować i chciałabym taki na prawdę porządny, nie a la pepco.
Mała czasami jakby chrapała, albo furczała na nosie- jak śpi, głównie w nocy- chwile po czym oddycha normalnie. Mama mowi, że pewnie jestem przewrażliwiona.
Dwa tygodnie temu pojechałam do chrześniaka z Hanką. Wczesniej dzwoniłam do Bratowej czy młody zdrowy bo odpornością to on nie szasta. Zapewniła mnie, że tak. Po czym przyjechałyśmy, a on chrypa i kaszel jak u gruźlika... we wtorek okazało się, że ma zapalenie płuc. Ale się wkurzyłam na bratową. Tym bardziej, że mówiłam jej, że jesteśmy świeżo po szczepieniu.
Yhm… Hanka obudzona ...
Rozwiedziona.
Odnajduję równowagę.
Mam (zaraz) 32l.
Plan - przeleczyć endomendę u dr Karmowskiego. Jak kogoś poznam będzie jak znalazł. jak nie to podchodzę do AZ na Ukrainie jako samotna kobieta.
Trzeba walczyć do końca.
32dc,10dpo
No i jestem. Po wyczerpującym weekendzie, test negatywny. Jeśli jutro, a w sumie już dziś spadnie temp., to będzie to oznaczać tylko jedno.
Wiedziałam że marne szanse na wynik pozytywny, nawet jeśli to ten cykl. Ale wyrzuty sumienia nie dałyby mi wypić ani kropelki.
Nie chce rezygnować z tych małych przyjemności, by nie sfiksowac. Starania mogą potrwać jeszcze długo, nigdy nie wiadomo, a życie trwa
i mam zamiar czerpać z niego pełnymi garściami!
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2018, 02:31
Dziś we śnie zobaczyłam na tescie 2 kreski.Oststnio moje życie tak bardzo podporządkowane jest staraniom, że nawet w snach się to odzwierciedla.
Postanowiłam, że w tym miesiącu nie będę robić testu, dopóki nie będzie ku temu konkretnego powodu.
Dziewczynki szybkie pytanie: paskudna pogoda, wieje, pada. W co zapakowac dzieciora do gondoli? Macie specjalne spiworki/kombinezony? Wczoraj z nim poszlam tak: pajac bawelniany, na to pajac polarowy i kocyk podwójnie zlozony (+czapeczka i niedrapki). Nie wiem czy kupic spiworek czy przykrywac gondola ta nakladka, ktora byla w komplecie z wozkiem...
W przyszłym tygodniu otrzymamy wyniki chromatyny plemnikowej, chyba nie chce wiedzieć, ostatnio im więcej wiem, tym jest gorzej. W głowie pustka, w sercu pustka. Wcześniej choć mieliśmy plan co dalej działać, a teraz już brak jakichkolwiek planów na kolejne kroki w stronę naszego cudu.
27 tc
Wczoraj pierwszy raz poczułam, że On tam jest. Nie chodzi o ruchy, bo one są już regularnie z mniejszym lub większym natężeniem.
Mialam miękki brzuch po bokach i załapałam go z dwóch stron. Tak mocniej. I wyczułam główkę i dupkę.
no ma ze 20 pare cm długości
Tak, to się dzieje na prawdę. 
Dzisiaj opowiadałam mężowi, w drodze do pracy, o artykule który czytałam o jeżach. Tak o jeżach! że biedaczki chowają się przed zimnem z usypanych kupkach liści w ogrodach, a ludzie nie będąc tego świadomymi, palą te liście lub wkładają do jakiś rozdrabniarek i jeżyki ponoszą ciężkie obrażenia lub giną... normalnie prawie łzy mi popłynęły - normalnie los zwierząt nie jest mi obojętny natomiast nie byłam nigdy tak bliska płaczu! o co chodzi???!
I do tego ta odczuwana mdłość - nie na zapach czy widok czegoś - tak po prostu, ogólnie. Jak utkwiona w gardle gula.
Szyjka wysoko, lekko stwardniała względem okresu okołoowulacyjnego i co dziwne (nigdy tego nie zaobserwowałam) odgięta mocno do tyłu że aż nie mogłam sprawdzić otwartości
Weszłam dzisiaj rano do pokoju synka mojego męża (który bywa u nas na całe weekendy) żeby wywietrzyć... jak zobaczyłam puste łóżko też jakoś mnie taka nostalgia ogarnęła...
Nigdy tak nie miałam... kocham w jakiś sposób tego dzieciaka, zależy mi na jego losie, ale nie jest to taka miłość prawdziwa jak matki do dziecka - mam mniejszą cierpliwość do niego i mniej jestem w stanie mu przepuścić :p
coś się ze mną dzieje... ale nic nie wmawiam sobie... niczego nie oczekuje po tym cyklu... na jakiekolwiek objawy za wcześnie, dużo za wcześnie
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2018, 11:12
WTOREK
Cześć dziewczyny! 
Sytuacja z kuchnią ogarnięta - łatwo nie było, ale jednak kable na całe szczęście naprawione. Uff uff... mamy prąd w kuchni
dziewczyny... nie mam wyobraźni kompletnie! Wybrałam okropny blat do kuchni, wydawało mi się na wzorniku, że będzie inaczej wyglądał, a wygląda jak to mój mąż okreslił "jak stara zardzewiała rura". Dramat jakiś. Nie mogłam spać w nocy przez ten blat. No ale doszłam do wniosku, że w sumie blatu jest niewiele, a na stól (który jest taki sam! AUĆ!) założę jakąś matę, obrus, cokolwiek żeby go przykryć
małż mówi, że dobry ten blat, przynajmniej brudu nie będzie widać (cudowne pocieszenie!) i jeszcze zadowolony jest, że to nie on wybierał ten blat, bo tak to miałabym do niego pretensje przez całe życie, a tak to zła mogę być tylko na siebie
kochany...
nie wiem jak ja mogłam coś takiego wybrać
ale to chyba wina tego, że wszystko człowiek robi w pośpiechu i potem wychodzi jak wychodzi
jakbym chciała wymienić blat to koszt blatu około tysiaka, bo blat jest najdroższy z tego wszystkiego
załamać sie idzie
teraz czekamy na gazownika, który dopiero w przyszłym tygodniu moze PODEJŚĆ I OBEJRZEĆ!
ech
z drugiej strony dobrze, że nie trzeba rozkuwać całej kuchni!
tutaj obojgu nam ulżyło...
Dziś 17dc a ja mam dalej śluz płodny. Bardzo to dziwne zważywszy, że owulację miewałam w dniach 12-14 dc. Jajniki trochę dają o sobie znać. Chyba, że torbiel i stąd przesunięcie? oby nie. Wczoraj wyszedł dodatni test owu i małż się bardzo wczuł, że trzeba w takim razie przedłużyć nasze serduszkowanie. Czuję się zajechana w tym względzie... bez kitu... Temperatury nie mierzę bo i tak nie mam skoków, więc jaki jest sens. Mąż wczoraj ledwo dał radę serduszkować, musieliśmy robić dwa podejścia
nie jest łatwo, naprawdę nie jest łatwo
oboje wymiękamy...
Kiedyś spotkaliśmy takiego słodkiego dwulatka i pół latka, miał na imię Józio i uciekł mamie i chciał spaść z 1 pietra przez barierki i mama zaczęła krzyczeć do nas żeby go złapać i go złapałam
uroczy był ten chłopczyk
i wczoraj nam się przypomniała ta sytuacja i śmiejemy się, że gnieciemy takiego Józia
małż mówi, że Józio strasznie leniwy po matce i nie spieszy się wcale na ten świat 
W ogóle ostatnio poruszaliśmy trudne tematy. Że tak rozpaczam, a to, że nie mamy dzieci to jeszcze nie jest taka tragedia, że niektórzy mają dzieci z zespółem downa, chore, niepełnosprawne i to jest dopiero tragedia. Mąż powiedział, że on wolałby nie mieć dzieci wcale niż mieć chore... W sumie na pewno jest dużo racji w tym co mówi, ale z drugiej strony decydując się na dziecko nigdy nie wiadomo czy ono będzie zdrowe, czy będzie chore. Tego sie nie przewidziec i są to rzeczy niezależne od człowieka... no bo jaki możemy mieć na to wpływ? Tak o tym myślałam, że jednak starając sie o dziecko trzeba sobie zdawać sprawę z tego że może być różnie. I czy ja jestem gotowa w razie czego wychowywać takie niepełnosprawne dzieciątko? Czy mozna byc na to przygotowanym? BO ja zdecydowanie nie jestem, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Chociaż podejrzewam, że życie gdyby mnie do tego zmusiło to bym się musiała podjąć... i wiem, że jakoś udźwignęłabym ten ciężar. To są takie trudne tematy
no bo co lepsze? mieć niepełnosprawne dziecko czy nie mieć wcale? obie sytuacje są dramatyczne i rozdzierające serce
Hmm dzięki za rady. Kurde, mąż mowi bym kupila spiworek do gondoli. Poszukam uzywki, bo to na krotko w sumie.
Pogoda dzis pod psem i nie wychodzimy z domu, nawet po bulki nie idziemy. Leje i wiatr łeb urywa. Lipa tak byc uwiezionym w mieszkaniu. Emilka co chwila lulam na mini drzemki, bo inaczej marudzi, tez chcialby wyjsc. Na szczescie kolezanka przyjdzie. Ugotowalam obiad. Emil dobre pol h lezal na macie i machal konczynami jak szalony i obserwowal majtajace sie zabawki. Kochaniutki. Ale rano dal popis. Mialam go w lozku i troszke zignorowalam niespokojne krecenie sie sugerujace głód. I o 7 jak mi sie rozdarl... Balam sie, ze sąsiedzi przyleca. Na szczescie cycus szybko go ukoil:o)
21 dc, 17 cs
Zastrzyki robię już jak zawodowiec. Zajmuje mi to dosłownie minutę, zaciskam zęby i po bólu. Przedwczoraj odstawiłam tabletki antykoncepcyjne (18 szt. była ostatnią), dziwnie, że nie do końca, ale tak kazał lekarz. Teraz czekam na krwawienie, zaczynam mieć lekkie bóle, więc @ pewnie tuż za rogiem. W piątek mam konsultację u anestezjologa, w sobotę zaś wizytę, którą rozpoczniemy stymulację. Mam nadzieję, że nie wydarzy się nic, co miałoby to wszystko odwlec.
To naprawdę już. Bicie serca, trema!

Odebrałam wynik hist.-pat.
W zasadzie to się spodziewałam tego, ze nic tam nie będzie, wiec to jedno zdanie po łacinie nie jest dla mnie zaskoczeniem.
Residua Ovi partim necroticans.
Z tego krótkiego zdania, bez zaglądania w neta zdążyłam wydedukować, co to znaczy - resztki jaja płodowego częściowo martwicze. Potem tylko sprawdziłam tylko dla potwierdzenia.
Chyba nie ma sensu nawet tego doktorowi wysyłać. Wynik nic nie mówi, to jak stwierdzenie, że byłam w ciąży.
Biję się z myślami, czy nie zrobić tylko badania na trombofilię. Gdyby tam, coś wyszło to miałabym podstawy do tego, żeby iść do genetyka czy immunologa i walczyć os kierowania na nfz. Ale nie wiem, czy mi się chce. Z drugiej strony to jest 400 zł, jestem w stanie tyle wydać. Juz kariotypów nie chce robić na wlasna reke na tym etapie, bo to nic nie zmieni. Ale gdyby się okazało, ze mam jakies mutacje. Ciagle w glowie mam ten zespol antyfosfolipidowy. Mąż mnie namawia, żebym poszla zrobic te badania... Kurde z jednej strony dla świętego spokoju mogłabym zrobić, a z drugiej ... juz tez sobie wkrecalam wcześniej ze mam niedrożne jajowody albo inne problemy z płodnością i kasy na głupie badania, które nic nie wniosły sporo poszło, a było wszystko ok, tylko trzeba było czasu...statystyki mówią, ze do roku zachodzi w ciążę 90% par, nam sie udało po 9. W zasadzie pierwszy miesiąc starań to jak nie starania, bo nawet nie wiedziałam, kiedy mam owulacje, a jeden raz w dni płodne to nie starania:P nie trafiamy tez po prostu zawsze, mąż pracuje.
Tylko nie chcę, żeby się sytuacja powtórzyła 
Potrzebny reset głowy... pozytywne myślenie, dużo afirmacji i rezygnacja z grupy: po poronieniu i tego portalu:P 
Łatwo mówić, trudniej zrobić
Ale już lepiej idzie:P Uczę się robić na drutach, zadziej tu zaglądam, bo zajmuje mi głowę coś innego przynajmniej:D
Kurde własnie sobie zdałam sprawę, że wywieram sama na sobie ogromną presję...bo musi być dziecko!
Najlepiej teraz, zaraz, bo młodsze siostry mają... bo znajomy oznajmił, ze jego żona spodziewa się czwartego dziecka, bo wszystkie kuzynki w rodzinie młodsze i starsze maja już dzieci... a na koniec bo kiedy po poronieniu leczyłam rany ta głupia Megan Markle oznajmiła, ze będzie Royal baby na wiosnę
serio... a potem ten mój znajomy wyskoczył ze zdjęciem na Facebooku wstawiając kolejne co tygodniowe zdjęcie z weekendowej wyprawy z cala rodzinka, tym razem do Grecji z podpisem, ze 4 dziecko w drodze. W tym samym czasie koleżanka ze studiów też oznajmiła radosne nowiny.
No świetnie pomyślałam, cieszę się w chu... 
I własnie dlatego się spinam... i jeszcze mnóstwo innych spraw na głowie przyziemnych, które nie pozwalają nam na urlop i wyjazd w ciepłe kraje, czy gdziekolwiek... żeby się opić trzema łykami wina (
) pod palmami. Więcej mi nie trzeba tego alko
jestem bardzo ekonomiczna:D
Nie no serio, nie ma sensu się spinać wiem. Cel - popracować nad tym
!
A teraz myśl na pocieszenie... a rodźcie sobie te dzieci:D ja przynajmniej mogę się wyspać 
a jak nie wyjdzie do pól roku, to przynajmniej w tym roku też zaliczę ulubiony koncert:D
A na koniec skończę z kotem na kolanach i mając 60 lat będę zrzędzić na sąsiadów 
Hura:D
Już po punkcji - pobrano 8 oocytów. Nie wiem nic więcej i do soboty się nie dowiem. Zadzwonią tylko wtedy, gdy coś złego będzie się dziać (a w życiu!). Taką politykę ma moja klinika. Na początku byłam wzburzona ale po namyśle stwierdzam że bardzo dobrze. Nie będę się stresować czy moje jajka dojrzały (na pewno każda), czy coś się zaplodnilo (oczywiście że się zaplodni), czy się podzielilo (no pewnie że się podzieli) i czy będzie co podać (no jasne że tak!). Do soboty praktyka mindfulness. 
W ogole to był super dzień. Okazało się, ze stres był związany z pierwszą w zyciu narkozą, a było i śmiesznie, i szybko, i bez bólu. Personel wspaniale się mną zajął. Dół brzucha podobny do tego owulacyjnego a więc obyło się bez przeciwbóli. Potem była pizza z mężem i dużo śmiechu.
A gdzieś tam robią się nasze dzieci ...
Jejku koniec pierwszego trymestru. Aż ciężko mi uwierzyć, że to już 1/3 za nami.
Kochane maleństwo
już tęsknimy za Tobą i chcemy Ciebie przytulić

Bardzo mocno Ciebie kochamy :*
Ważą się losy mojego cyklu: już spisałam go na straty (ovu nie zaznaczyło owulacji w wyznaczonym czasie - choć objawy były!), kiedy to radośnie, po 8 dniach owulacja została wykryta. I tak sobie śledzę, wgapiam się w ten wykres, jakbym miała siłą woli przesunąć serduszko w stronę owulacji.
Nie wiem czym spowodowana jest opóźniona owulacja: czy faktem, że zaczęłam leczyć niedoczynność czy to bardziej głowa - miałam lekkie załamanie kiedy okazało się, że wszystkie wysiłki na marne..
Pracuję nad sobą i udało mi się pozbyć nerwobóli w żołądku, na jajnikach, pod żebrami, etc. ciekawe kiedy się całkowicie uwolnię. Sytuacja robi się stabilniejsza.
Tarczyca: 4,067, po miesięcznej kuracji spadła do 0,9. Lekarka mówiła, żebym nie przerywała kuracji. Nie ufam im.. Zrobię na własną rękę badania (progesteron, prolaktyna, FSH) - jak będzie coś nie tak to się zgłoszę do gina.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2018, 14:22
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.