Zbliża się @. Czuję to w kościach.....ale przede wszystkim w głowie.
Dziś bardzo cieszę się z piątku. Co prawda nie oznacza to dla mnie końca pracy, bo zapewne jutro usiądę do spraw przy komputerze. No ale weekend, to weekend. Będzie jeżdżony, pełen bieganiny? Taki jest plan. Zawsze jednak może nam się odwidzieć. Im więcej zadań i spraw, tym mniej myślenia o ....o dziecku.
Dzisiaj w aptece dokupiłam magnez z witaminą B6 i bakterie bo jestem na antybiotyku. Żeby mi tylko się jakiś grzyb nie przypałętał! Do tego wzięłam następne opakowanie Stymenu. Jutro dowiozą z hurtowni następne 2. Cholera! biorę 5 tabsów Stymenu dziennie, jak starszawy Pan marzący o wzwodzie. Kto by pomyślał, że prasteron może wpływać na płodność? A jednak. Wyliczyłam, że zjadam dziennie Stymenu za 6,66:) Do tego witaminy, FemiFertil i inne cuda:)
Chodząca chemia ze mnie:)
Od 2,5 roku chciałabym móc zapomnieć o całym tym zamieszaniu z "robieniem dzieci". Tylko ciekawe jak? Temperatura, tabsy, lekarze, terminy i rezerwa jajnikowa. Grrrr....
W wakacje mi się udało ciut zapomnieć ale bez rezultatu ciążowego.
Poza tym całkiem miły dzień. Pochłonęłam tuńczyka w dobrej knajpce. Potem rumianek z miodem w wiejskim przyjemnym domu znajomych. Wszystko w towarzystwie Lubego.
No nic. Zaraz lampka wina i Luby do przytulania. Tak spędzę resztę wieczoru. Chcę odpocząć.
Z cyklu 'kolejny kryzysowy wpis'
Nie jestem osoba cierpliwa, moje cykle sa 26 dniowe, wiec nie takie rzadkie, ale i tak ledwo daje rade. Dzis 17 dzien cyklu, jeszcze cale 9 dni musze zyc w niepewnosci! Nigdy nie mialam do niczego cierpliwosci, ale konczylo sie w ten sposob, ze rzucalam czyms o ziemie i na tym konczyla sie akcja 'cierpliwosc'. Teraz nawet nie mam czym rzucic o ziemie, chyba ze soba... Jestem rozdrazniona, wszystko mnie denerwuja od meza, przez mame i na zdjeciach kolezanek w ciazy konczac... Cos mnie ciagle kluje w dole brzucha, ale niestety tak juz bywalo i nie byla to ciaza, choc oczywiscie wkrecam sobie, ze teraz jakos tak inaczej kluje. Taaaa...
Niby w okolicach jajnika, ale tak jakby na okres. Dokladniej okreslilabym to w ten sposob, ze bol delikatny jak przed okresem ale zlokalizowany tylko z jednej strony.
Pewnie moja jeszcze nie potwierdzona endometrioza rosnie w sile, a ja robie sobie nadzieje :[
Chcialabym zasnac i obudzic sie za tydzien...
Juz na dzien dzisiejszy wiem, ze bede w tym miesiacu testowac przed okresem, bo nie wytrzymam. Choc kilka ostatnich miesiecy udawalo sie dotrzymac do okresu, ale w tym mies. wyjatkowo odliczam dni i godziny, wiec czekam do 10 dnia po owulacji. Dzis jest szosty dzien. Testuje we wtorek.
Kochane jak myślicie czy owulacja już u mnie wystąpiła?
Dziś zrobiłam kolejny test owulacyjny po 3 dniach i znów wyszedł pozytywny.
Nie chcę stracić żadnej szansy, ale mój N ostatnio strasznie zmęczony po pracy i nici z
.
Dobija mnie to wszystko po woli...
Dziś miałam jakiś strasznie nerwowy dzień. Rano pojechaliśmy na wizytę do kliniki. I tak spędziliśmy tam 4 godz. A wszystko przez to, że klinika organizacyjnie w żaden sposób nie jest przygotowana do refundacji. Odsyłają ludzi z gabinetu do gabinetu, a przed każdym z nim kolejka ludzi. Kosmos jakiś. U lekarza nie byłam swojego tylko w zastępstwie u innego. A ten jakby nie rozumiał co do niego z mężem mówiliśmy. Aż jak wyszłam od lekarza to męża zapytałam się czy mam jakąś wadę wymowy, albo czy mówię po hebrajsku?
Aczkolwiek po 4 godz. załatwiliśmy wszystko. Dziś mieliśmy pierwszą wizytę na refundację. Dostałam leki na pierwsze 6 dni stymulacji. Jeśli okres dostanę w poniedziałek to w piątek jadę na kontrolę jak rosną moje pęcherzyki.
Jak tylko wróciliśmy do domu od razu pojechałam do pani psycholog. I okazało się, że jest na zwolnieniu. Więc nici z wizyty. Ale jak wchodziłam do przychodni to pokłóciłam się z ochroniarzem. Uważa się dosłownie za lekarza. Chyba następnym razem poproszę by udostępniono mi zakres obowiązków tego pana.
Później w laboratorium nie chcieli mi zrobić posiewu z kanału szyjki macicy. Zawsze mi robili, a dziś stanowczo odmówili. I kolejna awantura. W końcu badanie zrobiono takie, jak ja chciałam.
I już sama nie wiem czy ze mną coś nie tak, czy z tymi ludźmi co miałam dziś z nimi do czynienia.
nie no będę mierzyc tempke troszkę się zagalopowałam
normalnie jestem zla na siebie.. mowia ze nie sztuka zrobić sobie dziecko a sztuka jest je wychować... tssa jasne.. bardzo ciężko jest zajść w ciaze jak się chce... daje se leb uciac ze jakbym nie chciała to bym zaszla.. z Tusia tak miałam.. najpierw chciałam i dupa nic!kiedy odpuscilam zaczelam się uczyc od razu się udało dlatego odpuszczam pod każdym możliwym sposobem:D mam nadzieje ze castagnus pomoze
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 września 2013, 22:49
Dzisiaj mój Mąż ma urodziny. Po pracy pobiegłam po mały prezent. Drobnostka - żel pod prysznic + coś słodkiego. U mnie w rodzinie od wielu lat panuje zwyczaj, ze na prezenty kupuje się jakieś drobiazgi. W domku oczywiście toast, tylko, że z racji tego, że od kilku dni jesteśmy przeziębieni, wpadłam na pomysł, żeby w literatkach rozpuścić saszetki Theraflu
Szkoda, że nie widziałyście miny mojego Męża, gdy spróbował owego "szampana"
Dopadła nas jakaś głupawka i śmialiśmy się z tego do łez 
Dziś 3 dc. Okres oczywiście przyjęłam na spokojnie, bo nie mogło go nie być.. Następne też przecież przyjdą.. Ale z @ przyszło też pozytywne nastawienie do życia 
Odkąd powiedziałam mojej mamie jak się mają nasze sprawy w kwestii dziecka jest mi dużo lepiej. Prawie codziennie rano do siebie dzwonimy i rozmawiamy. Po wielu latach zaczęłam szczerze z nią rozmawiać i nasze relacje bardzo się poprawiły. Dobrze tak komuś się wygadać! Nawet nie wiem, dlaczego wcześniej nic jej nie mówiłam, skoro wiedziałam, ze będę mogła na nią liczyć. Mama powiedziała mi coś ważnego, że dla nich to też nie ma znaczenia, czy urodzę dziecko, czy je adoptujemy, bo to i tak będzie ich wnuk! Tylko, że ja wiedziałam, że dla moich rodziców to nie będzie problemem, a pomimo to, nie miałam odwagi o niczym mówić. Dziwna jednak jestem.. A moja mama już od długiego czasu modli się o dziecko dla nas, choć nie wiedziała, dlaczego do tej pory go nie mamy.
Tak sobie dzisiaj pomyślałam, że ostatnie miesiące to było tylko w kółko myślenie o potomku.. Zaniedbałam swoje pasje. Wcześniej potrafiłam godzinami siedzieć nad mapami i wytyczać nowe trasy w górach. Tak, mam hopla na punkcie kupowania map, analizowania ich i układania tras
. Mam całą stertę atlasów, książek o górach i map. Wolę to niż kupowanie ubrań
.
Za tydzień mamy urlop. Wyskoczymy gdzieś na kilka dni. Miały być nasze ukochane Bieszczady, ale to drugi koniec Polski i spory wydatek, a niestety nasze oszczędności powoli topnieją w związku z leczeniem Męża. Ustaliliśmy, że zwiedzimy Masyw Śnieżnika, który miałam w planach od zeszłego roku.
Czekamy teraz do środy na wyniki Męża i w czwartek jedziemy znowu do urologa. Mąż "oswoił" się z tym, że prawdopodobnie czeka go zabieg i mówi, że zrobi wszystko, co jest możliwe, żebyśmy mogli mieć własne dziecko. Nauczka na przyszłość dla mnie - nie panikować i nie naciskać, tylko modlić się i spokojnie czekać - M musi mieć czas, żeby wszystko sobie poukładać..
Zaczynam widzieć efekty modlitwy do św. Rity. Wierzę, że to przez jej wstawiennictwo do Boga, znaleźliśmy przyczynę tego, że to tej pory nie zaszłam w ciążę, trafiliśmy na dobrego lekarza. Zbliżyliśmy się z mężem jeszcze bardziej do siebie, wróciliśmy do codziennej wieczornej wspólnej modlitwy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 września 2013, 23:55
I oto nienazwanym przeze mnie sposobem Luby od prawie dwóch godzin chrapie na kanapie.
Ja popijam drugą małą lampkę wina nadrabiając ciągłe zaległości w pracy przed mym cudnym oplutym już parę razy komputerem.
Co chwilę sięJegomośc budzi zerkając na mnie maślanym wzrokiem. Ciekawe czy myśli, że to sen a nie ja:)
Dopijam i idę spać. Z pięknego wieczoru nici. Uśmiecham się do siebie....samej.
ta godzina i spac nie mogę.. Maz już dawno chrapie.. biedny ciagle pracuje
chciałabym umiec przewidywać przyszlosc.. ilu tragedia bym zapobiegla ehh... nie nie mogę myslec.. bo zaraz zaczynam się obwiniać ze kiedy Tusia się tak ruszala to się cieszyłam.. a ona biedna probowala się bronic.. to myslenie mnie dobija.. ze smialam się kiedy moje dziecko umieralo.. nie umiem już zyc jak kiedyś.. zmieniłam się bardzo.. czasem sama siebie nie poznaje.. czeka mnie dluuga droga do jakiegokolwiek szczęścia... ovu wyznaczyla owulacje w moje urodziny.. może moja coreczka uprosi Boga by dal mi najpiękniejszy prezent? chciałabym ojj chciała..ale coz pozostaje czekac
Opowiem Wam, jak to sie stalo, ze do tej pory nie poznalam najlepszego przyjaciela mojego M. Otoz jestesmy juz ze soba poltorej roku i wiadomo, przez pierwsze pol roku uprawia sie tzw. Cocooning czyli wszystkie wolne chwile spedza sie razem praktycznie nie opuszczajac domowych pieleszy. Dopiero pozniej dowiedzialam sie, ze moj ma bardzo dobrego przyjaciela, ktory niedlugo sie zeni i chcialby, zebysmy razem przyjechali na wesele. Niestety los sprawil ( a raczej moj szef) ze nie mialam okazji towarzyszyc mojemu kochanemu i udal sie samotnie na slub swojego przyjaciela. Potem powtarzal co jakis czas, ze dobrze by bylo gdybym ich poznala bo sa bardzo mili i w porzadku. Mowil tez, ze na pewno zaprzyjaznilabym sie z zona tego przyjaciela, poniewaz bardzo przypomina mnie podejsciem do zycia itp. Ja przez ten czas pracowalam do upadlego, wieczorem wracalam do domu i ze zmeczenia nie moglam ruszyc ani reka ani noga. W miedzyczasie przeprowadzka, wiec napiety planning nie pozwalal nam na znalezienie odpowiedniej daty by zorganizowac spotkanie. I tak minelo kilka miesiecy. Zwolnilam tempa dopiero jak dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy. A tu raz wchodzi moj M do domu z telefonem przy uchu i jak zobaczylam jego mine, wiedzialam ze cos sie stalo. Gdy juz skonczyl rozmowe, zapytalam o co chodzi. Byl bardzo zaklopotany czy mi to powiedziec. Wreszcie przyznal sie, ze zadzwonil do swojego przyjaciela, zeby mu oznajmic, ze bedziemy rodzinka i ze beda blizniaki. Przyjaciel mu pogratulowal i powiedzial, ze bardzo sie cieszy. Po czym moj zapytal co u nich slychac, bo wiedzial, ze jego zona zaszla w ciaze kilka miesiecy wczesniej ( ja nie wiedzialam). I tu szok! Okazalo sie, ze kilka dni wczesniej byli na usg i okazalo sie, ze serce dziecka przestalo bic. W piatym miesiacu ciazy! Bardzo mnie wtedy wystraszyla ta wiadomosc ale ze wzgledu na to, ze bylam w trzecim miesiacu ciazy - nie ma co sie dziwic. Pamietam jak obydwoje wtedy milczelismy, w pewnym momencie powiedzialam mojemu M ze nie ma co liczyc na spotkanie w takiej sytuacji, ze na pewno oboje sa w szoku i zona przyjaciela nie znioslaby mojego widoku - co doskonale rozumialam. Wiedzialam, ze minie jeszcze bardzo duzo czasu zanim sie poznamy. W szostym miesiacu, gdy lezalam na szpitalnym lozku i tracilam dzieci, myslalam o niej. Dlaczego to nas spotkalo? Ze dwie osoby, ktore sie nie znaja a maja sie poznac, powiazala wspolna tragedia. Teraz ja i moj M bylismy w szoku i nadal jestesmy chociaz czas robi swoje i troche sie uspokoilismy.
Kilka dni temu M zaproponowal, zebysmy urzadzili obiad albo kolacje i zaprosili wreszcie jego przyjaciol. Wiec przychodza w niedziele. Dwa smutne watki polacza sie w calosc. Ciesze sie, ze ich wreszcie poznam. Jestem dobrej mysli..
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2013, 13:26
Wczorajsza beta 230,90! Super! Więc na prawdę jestem w ciąży. Moja radość przeplata się ze strachem, czasem nawet zdarza mi sie płakać. Płacze i modlę się błagając żeby wszystko było dobrze. Idę dziś do lekarza bo nie wytrzymam do przyszłego tygodnia, musze wiedzieć że wszystko jest w porządku.
Objawy:
- mdłości
- cały czas mi się odbija
- ból brzucha
- totalne, calkowite zmęczenie...
A jednocześnie..koniec cyklu sie zbliża i ja cały czas jak głupia mam taką nadzieję, że może się udało, ze chyba kupię kilka butelek wina żeby "zapić", jak @ przyjdzie, bo tym razem czuję że będzie ciężko to łyknąć..
kuźwa płakać mi się chce..a u mnie "płaczki" na zawołanie to ewidentny znak, że max 2 dni do okresu...w pn kupuję wino..
wyszło mi dużo za wysokie żelazo...kiedyś długo anemia a teraz co? hmm myślałam, że to może nawet lepiej, ale czytam, że wręcz przeciwnie..no i jeszcze wyczytałam, ze przed tym badankiem kilka dni trzeba odstawić preparaty zawierające żelazo, jeśli się je przyjmuje, a ja przecież moje witaminki łykam hmmm - chyba jeszcze raz wyłożę kaskę na badanie. Popatrzyłam jeszcze raz na skład witaminek a tam 200% dawka żelaza no cóż - jak się nie pomyśli, to tak jest..Z drugiej strony dlaczego w laboratorium nie spytają, nie powiedzą, jak sie przygotować do badania. Jak byłam to juz po pobraniu krwi kobieta sie pyta - ale Pani na czczo jest, tak? no TAAAK...ale rychło w czas... 
No a co do witaminy D3 to trochę tragicznie..duży niedobór - trzeba się będzie zaopatrzyć, bo jak tak czytam to ona ma duże znaczenie dla owulacji. Poza tym jak na razie ok, ale jeszcze nawet za połową tych badań nie jestem, więc zobaczymy co dalej.
czytałam trochę o tej prolaktynie z obciążeniem i spotkałam się ze zdaniem, że już się takiego badania nie robi..nie wiecie dlaczego?
Moze czas iść spać..hmm..kiedy mi sie najlepiej o tej porze pisze hehheehe..moze jeszcze z godzinkę...
śpijcie dobrze śpiochy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2013, 02:00
OvuFriend zmieniło mi chyba gust estetyczny (za wyjątkiem tego różu nieszczęsnego).
Wpatruję się w te kreski mocno czerwone (a więc była owulacja!!!), a potem w zielone kropki (wreszcie ciąża!!!) całkiem jak zahipnotyzowana. 
Ale to cudze wykresy. Dobre choć i to! 
Dziś mimo zapowiedzi dalej nie mogę się zabrać za temat "nawiedzonych mamusiek", bo znów Ovu samo dostarcza mi ciekawych tematów do rozmyślań, więc na szybko inna notka.
Tak więc, będzie trochę o zazdrości.
Nigdy nikomu niczego zazdrościłam - żadnych tam materialnych rzeczy typu: ciuchy, kasa, wille, egzotyczne wycieczki (bla bla bla). W sprawach naukowo-mentalnych osiągnięć też jestem z siebie zadowolona, więc nie zaglądam nigdy na cudze "podwórko". W mężu najnormalniej w świecie zakochałam się, a on we mnie (pomimo facetów plączących się gdzieś tam na rubieżach mojej orbity), więc kompleksy na tym polu również są mi obce.
Ale... Gdy nadszedł czas prokreacji, zaczęłam zazdrościć zupełnie obcym kobietom, czegoś na co ja sama wpływu nie mam i mieć nie będę (no, może tylko pośredni wpływ w sensie działań medycznych i leczenia). Nagle poczułam, że jest coś co chciałabym mieć (miewać?), a przypuszczalnie jest poza moim zasięgiem. Obiektem marzeń stały się: owulacja, śluz płodny, ładny skok temperatury, przewidywalna @, odpowiednia długość fazy lutealnej, idealne wyniki badań hormonalnych i... wypukłe brodawki sutkowe!!!
Otóż, dla mnie największą (do tej pory) lekcją opanowywania zazdrości okazał się pobyt w szpitalu tuż po urodzeniu syna. Patrzyłam zdumiona na kształtne, sterczące i (tak!) tryskające mlekiem brodawki innych kobiet w połogu. Moje własne brodawki nagle okazały się być płaskie, choć przed ciążą wyglądały na całkiem normalne, a i w chwilach podniecenia przyjmowały jakiś tam wypukły kształt.
No cóż, trzeba było przemęczyć się rok karmiąc z płaskimi brodawkami... I choć dziś do wyglądu własnych piersi nie mam żadnego ale, to i tak po cichu myślę sobie, że nie znamy pełni swojego szczęścia, dopóki nam czegoś nie braknie. Choćby "głupiej", sterczącej pary guziczków pod bluzką...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2013, 06:05
Ten cykl chyba nigdy się nie skończy... 56 dzień i nadal bez okresu. Wiem, że przyjdzie, testy negatywne, a ja czuję się coraz gorzej - piersi ciężkie i obolałe, dziś doszedł ból pleców, jem jak nastolatek, dwa razy tyle co mój mąż. Wszystkie ciuchy kupione po ślubie są już przymałe, a ja czekam na okres żeby przestań wcinać. W pracy prawie same ciężarówki - ja pierdziule, jak one to robią?! Wiatropylne czy co? Przez ten poślizg cała kasa poszła na naprawę auta, a ja nawet nie mam kasy żeby porobić sobie badania ;/
Błysk_kotka. Już Ci odpowiadam na pytanie o Stymen.
Stymen zawiera prasteron lub pod inną nazwą dehydroepiandrosteron -DHEA.
Lek korzystnie wpływa na nastrój, popęd płciowy, zapobiega utracie masy kostnej.
Ale!
niedawno zrobiono małe badanie, które świadczą o tym, że DHEA może korzystnie wpływać na płodność u kobiet - w dawce 50mg na dobę. Mój prowadzący lekarz zalecił mi taką kurację. Przy czym ten lekarz stara się być na bieżąco z tematami ze świata.... i ja też. to się dogadujemy. Niestety nie jest to rozwiązanie dla wszystkich i ze względu na cenę a właściwie konieczność zjadania tego w sporych ilościach i ze względu na przeciwwskazania. Jestem więc trochę królik doświadczalny:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2013, 10:00
zasnelam ok 4 nad ranem.. mam troszkę zly humor do tego internet mi swiruje co chwile się wylacza;/ mam nadzieje ze @ szybko sobie pojdzie i będę mogla zaczynać na nowo starania.. ciekawe ile teraz mi zejdzie.. boje się ze będzie to dluugo trwalo.. a jeśli nie uda się już wgl? Ciezko jest zajść i to bardzo chce nie mylsec o ciąży ale jak tu nie myslec?
40 dzien cyklu,zrobiłam test,jedna kreska. Znowu porazka.
Obudziłam się w środku nocy i mierzyłam temperaturę, nie wiem czy we śnie czy myślałam że już pora wstać... chyba zaczyna mi już odbijać
nowy cykl nowe nadzieje
ale dlaczego nie mam okresu????????
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2013, 12:32
Ufff... Ale sie narobilam! Wysprzatalam na blysk mieszkanie, z plytkami w lazience wlacznie! Dobre 2 godziny roboty, ale jaki efekt! Czysto, pachnaco i w ogole miod i malina. Zostaje mi jeszcze ewentualnie ziemniaki do obiadu obrac, reszte przygotowal wczoraj moj luby. Sam z siebie jeszcze mnie do tego dwa razy bzyknal! A z rana poszedl pieniadze zarabiac. No i jak go tu nie kochac? 

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.