46dc, 3 procedura IVF, 11dpt

Od wczoraj czuję znowu niepokojące bóle, ale zaliczyliśmy jak zwykle gonitwę i za dużo w ostatnich dniach chodziłam, zginałam się itd. Mam trochę wyrzuty sumienia...

Dziś popołudniu zauważyłam plamienie. Wyć mi się chce. To zawsze źle się kończyło:((( Nie mówię jeszcze m. Jest taki kochany. Serce mi się kraje na myśl, że usłyszy te złe wieści i przestanie się cieszyć. Dlaczego nie może zadziałać magia świąt??? Dlaczego nie mogłoby nam się udać?? Dlaczego???:(((


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2018, 06:44

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 25 grudnia 2018, 17:31

Święta... Cóż... Mam dość. Ja już podziękuję.

Magic Niemożliwe 25 grudnia 2018, 19:53

Jest po świętach :)
My jesteśmy już wykonczeni :) jak tak analizuję całe ten rok to aż mi para idzie uszami. Tyyyyyle się działo...operacja,1 obejrzany dom,ciąża dająca się we znaki,powikłania męża po operacji,choroby dzieci,moja praca,rekrutacja do przedszkola,oczeiwkania kiedy mąż wstanie. ... potem kolejne obejrzane domy i rezerwacja naszego obecnego....walka z kredytem ,dokumentami.... niespodziewanie wywolywant poród,zmiana przedszkola i żłobka,Olisio zaliczył dwie adaptacje. Nadzieja... zawsze towarzyszy mi nadzieja, na lepsze jutro. Ze wstanę i ten dzień będzie inny,lżejszy. Wydaję mi się,że po trosze to sprawka opaczności by dać mi nauczkę za złe podejście do ciazy z Konrelciem...hihihi :) no nic. Mamy pewne postanowienia. Juz noworoczne. Rezygnujemy z tego segmentu. Kupimy działkę i jak odlożymy kase to się podbudujemy :) taka powstała myśl. Z męzem tak że poprawiają nam sie relacje. Strasznie sie ukladało. Ale wiem,że to sprawka dzieci. Za dużo ich mamy :) czasami jak zostajemy tylko z dwójką,najczęściej Lilką i Nelciem, to namy wrażenie jakbyśmy dzieci nie mieli :) Ale i tak kocham jak mamy ich wszystkich w domu. Czuję że jest wtedy....pełny :) Kornelcioma już pół roku :) jest kochany. Usmiechs sie i śmieje jak sie obudzi :D i jak tu sie wkurzac? nawet jak pobudka jest o 6 :)
Czuję,że zbliża sie lepszy czas. Bo i ja już lepiej śpię. Mam zamiar zmienić kolor włosów :) wiem,ze nadchodzący rok będzie dla nas cudownym czasem :)

Pinka. Piąty transfer 25 grudnia 2018, 20:17

23dc

Wigilia -nie przypuszczalam ze bedzie to tak trudny dzien. Od rana mialam ciezki humor, przed kolacja u rodzicow pojechalismy na cmentarz do naszego Aniolka* i cos we mnie peklo. Plakalam ukratkiem w aucie. Wyobrazalam sobie za nasza coreczka powinna byla siedziec w foteliku z tylu, wystrojona w cudowna sukieneczke. A tymczasem jedziemy tylko we dwoje na swiateczną kolacje.

Na szczescie Wigilia za nami. Oby kolejna byla weselsza.

Temperatura dzis rano 36.71

Liversiak Pamiętnik nadzieją pisany 1 listopada 2020, 06:55

Drogi pamiętniczku!
Los przewrotny jak zawsze. Mimo clostilbegyt w 17 DC był pęcherzyk "obiecujący" na kolejne dni o wielkości gdzieś 11mm. 19DC miałam jakiś intensywny śluz. Ale nie było sposobności na przytulanki . Dziś 21DC a ja siedzę w łóżku i się zamartwiam czy czasem już nie zaprzepascilismy szansy. 24DC mam iść kolejny raz na USG . Zobaczymy co wtedy... Wkurzyłam się bo kurde małż znów chory. Zawsze jak sobie już obiecuje że tak przytulanki co drugi dzień to coś staje na przeszkodzie... No nic spróbujemy dziś i we wtorek a najwyżej w środę będzie chwila prawdy. Ale powiem szczerze w sercu brak nadziei .
Gdzie jesteś owulacjo?


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 listopada 2020, 06:56

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 25 grudnia 2018, 21:05

25 dc.
Temp nadal taka sama 36,48.
Jestem objedzona, śpiąca i bez życia.
Mam kaszel i ból brzucha i krzyża - chyba za dużo na szpilkach chodzę.
Brzuch boli okresowo.
@ ok 28 dc.


Wigilia minęła bez pytań kiedy będzie dzidzia. Całe szczęście.
Dziś i jutro nygusujemy u teściów. Jest dobrze. Tylko czasem myśli wracają do tego ze byłoby lepiej z brzusiem i dzieciatkiem.

10.01. - obym dowiedziała się jakiś konkretów. Bardzo czekam na te wizytę w klinice i wiele oczekuje. Zobaczymy.

Zmiana świątecznych planów-bo przecież u nas nie może być za spokojnie.
Dzień Wigilii- rano wstaliśmy, wspólne zabawy i wygłupy. Pola cieszy się bo Mikołaj,śniegu ciut spadło. Pościelili łóźeczka ja zrobilam śniadanko i nagle bum. Pola się połoźyła i myslelismy;że wstrzymuje kupke ale nie..przytula się do mnie,chce kocyk bo zimno. Mierze temp.37.2 czyli spokojnie. Za chwilę sprawdzam 38.4! Rosła mega szybko,o 11 ibum forte a po 20 min.dziecko ożyło. Zjadła jabłuszko,tubkę i kanapke. Od 13 znowu leży,boli ją glówka robi się coraz cieplejsza-39 st! Odpływala nam,my przestraszeni, drzenka 20 min. Zdecydowaliśy jechac na ip. Przyjęla nas fajna lekarka,stwierdziła wirusa ale że nie byla pediatrą to skierowala nas na pediatrie. Pojechaliśmy i się zaczęlo-zbadał lekarz,przeprowadza wywiad, pobrałyśmy mocz,krew,cukier. Pola dostala kroplówkę na wzmocnienie (chwała za yt),byla bardzo zmeczona. Po kroplówce okazalo sie,że mamy czekac jeszcze spokojnie godzine..na szczescie było łóżeczko i Pola usnęla sobie. Ale trzeba było badanie powtórzyc..na szczęście jakoś poszło mimo placzu (moje serce peka!) A Pola usnęła sobie aź do wyników..wyniki po 21! Czyli 4 h po przyjeździe! Na szczęście dobre. Wracamy. Lekarka z innej zmiany jeszcze obejrzała Polę,dała wytyczne i wróciliśmy. W autku sie Pola uśmiechała <3 Ale w domu polozyla sie to tylko ja przebrałam w pizamke i podjadla kanapke(caly dzien wszyscy bez jedzenia). My na szybko mycie,salatka i spac o 23. Nie bylo prezentów,kolacji..nikt nie mial na to siły.

Dzisiaj noc z pobudkami. Zbijaliśmy gorączke o 3 i spaliśmy do 9. Pola cały dzień leźała,słaba,jedynie jak otwierała prezenty to się oźywiła. Zjadła pieroga,trochę rosołku i kanapke z szynka a rano z serkiem. Tak mi jej szkoda :( o 15 się zdrzemnęła..wieczorem po kapieli miala 39.9..robiłam oklady,podalam ibum i zeszla. Poczytałyśmy bajki i usnęla <3 wstawała juz siusiu i poplakiwala ale goraczki nie ma i mam nadzieję,źe ta noc będzie łaskawa i da jej odespac chorobę.
Zdrowiej córeńko,prezenty czekają na zabawę <3


I w skrócie jak w cyklu: obecnie 10dpo, wczoraj w szpitalu mokro i zarwał lewy jajnik jak wstalam z krzesla(dzisiaj to samo rano przy kichaniu). Od rana słaba,zadyszki dostalam,jelita pracuja, czuje jajnik i brzuch. Na domiar zlego boli mnie coś w plecach po lewej stronie a przy lezeniu miednica..temperatura dość wysoka.
Ide poczytac i spać by zbierac sily .


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 grudnia 2018, 21:48

No i kolejny negatywny test...

Przepełnia mnie pustka, złość, bezradność...
Po co ja robiłam ten test przecież od początku wiedziałam że i tak nic z tego nie będzie...
Muszę się ogarnąć i wziąść się w garść...

Od wczoraj jest już całkiem czysto. Ale nadal pobolewa mnie w dole brzucha. Oby nie działo się nic złego....


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia 2019, 15:52

Zbieram się i zbieram by coś napisać... Górka dołek, górka dołek. Opieka nad dwójką to może nie pikuś, ale daję radę. Jaś, jeśli to możliwe, jest jeszcze mniej problemowy niż Witek. A Witek bardzo dobrze przyjął brata.
- Kocham Cię Jasiu
- Myślę, Witku, że Jaś też Cię kocha.
- Ale ja bardziej!

I tak to chyba jest, że równowaga musi być - dzieciaki mam cudowne. I zdrowe. A reszta to wielka niewiadoma.

9t3d

Dzisiaj mega stres. Tego dnia w drugiej ciąży zatrzymało się serduszko mojego dziecka. Dziś jestem nieco spokojniejsza niż w ciąży z Wojtusiem na tym samym etapie, bo od około tygodnia wyszukuję tętno dziecka detektorem. Bardzo wcześnie mi się udało. Dziecko jest też dużo wyżej niż był Wojtuś. Słuchanie tętna mnie uspokaja. Mam nadzieję, że bez paniki doczekam do poniedziałkowej wizyty. jak przetrwamy ten etap to już będę dużo spokojniejsza bo tylko raz byłam dalej i ten jedyny raz jest dziś rezolutnym dwulatkiem :)

Na szczęście Wigilia i pierwszy dzień świąt wypadły ostatecznie lepiej niż myślałam :) Już popołudniu w wigilię Adaś czuł się lepiej, ale żeby nie ryzykować pojechałam do rodziców sama przełamać się ze wszystkimi opłatkiem i wymienić prezenty. Mama zapakowała mi po trochu z każdego wigilijnego dania :) Więc potem w domu we trójkę mieliśmy naszą własną małą kolację, a potem wspólne opakowanie prezentów pod naszą własną choinką, tak jak planowane - w piżamach ;) Adaś był taki podekscytowany prezentami, które dostał, że ledwo go przekonaliśmy do pójścia spać i ostatecznie spał ze swoim całkiem sporym pociągiem :D A w pierwszy dzień świąt czuł się już na tyle dobrze, że wpadliśmy na obiad do moich rodziców i spotkaliśmy się z kolejną porcją kuzynów :) Dzisiaj kończymy śniadanie i ruszamy w podróż do teściów. Mam nadzieję, że dobrze zniosę jazdę, choć trochę się obawiam, bo to jednak 8h w samochodzie w 27tc - tego jeszcze nie próbowałam :D

Anuśla Musisz dać życiu szansę 26 grudnia 2018, 13:30

Swięta, swięta i po świętach. Cale szczęście. Byliśmy u teściów, przyjechała siostra męża z dzieciakami 5-letnim i 10-miesiecznym, każde z pierwszego cyklu. Cudowne szkraby, ale czuję smutek kiedy na nie patrzę. Szliśmy ze starszym do kościoła i taka mnie duma rozpierała, że to niby nasze dziecko.

Miałam dziwną rozmowę z teściem. Jak zwykle tekst, że będziecie mieć dzieci nim się obejrzycie. Powiedziałam, że niekoniecznie. On na to, że przecież jest in vitro. No to ja na to że ni będę się pakowała w in vitro nie znając przyczyny i że on nie wie z jakimi cierpieniami to się wiąże dla kobiety. Mówi, że to nieprawda, bo sąsiadka miała. Ja na to, że prawda, tylko ona mu nie powie o takich rzeczach. No to on mówi, że przebadamy się w Londynie. Aaaa czyli wyszło, że siostra męża mu powiedziała, że zaproponowali, że zapłacą za klinikę w Londynie. Powiedziałam, że nie, że tu są tacy sami specjaliści. Teść mówi, że ciocia się starała 7 lat o dziecko, a my dopiero 2. No ok, mówię, ja się 7 lat nie zamierzam starać, prędzej adoptujemy. No to on mówi, że nie wiem na co się piszę, że to są dzieci z problemami. Ja mu na to, że w ich rodzinie też są dzieci z problemami, a wszystkie rodzone. Przyznał mi rację i powiedział że jeżeli tak się stanie, to oni to dziecko też będą lubić.
No dziękuję za łaskę, nie tego się spodziewałam! Wsparcie po byku.

I jak my mamy nie czuć się gorsi?


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2018, 13:31

Olga_89 Ponoć wiara czyni cuda... 28 grudnia 2018, 12:04

7dc

Ok, dzisiaj test negatywny, temp spadła, więc mogę ze spokojną głową rozpocząć nowy cykl.. W tym miesiącu przyjmuję 2 razy po 0,5tabl clostylbegyt od 5 do 9dc. Na 16dc udało mi się umówić do polskiej ginekolog i nareszcze ktoś mi tam zajrzy :D zobaczymy czy pęcherzyki urosną, mam przy sobie Ovitrelle, więc w razie potrzeby sobie zrobię zastrzyk.. zawsze ładnie reagowałam na taką dawkę clo i zastrzyk mi wypadał w 15-16dc. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie.. a i jeszcze wczoraj kurier przyniósł mi zamówiony żel Conceive plus.. dużo pozytywnych opinii o nim czytałam, a co mi szkodzi spróbować :)

ŚRODA
Dopiero co wyszli goście od nas, za moment lecimy jeszcze do rodziców na obiad.
Testowałam, nawet spać przez to nie mogłam.
Test - cóż... znana, uwielbiana przez nas wszystkie BIEL VIZIRA. Plamienia nie ma. Troche brzuch coś tam daje o sobie znać ale bardzo delikatnie (możliwe, że to z przejedzenia). Pomyślmy. Dziś 29dc, a powinien być 1dc. Ale...! Owulacja była gdzieś w okolicach soboty (15gru = 18dc), FL ok 14 dni u mnie zwykle trwa, więc okres powinien wypaść w najbliższą sobotę. Cykl się przesunie, będzie trwał 32 dni wg moich nowych obliczeń. Jeden jedyny raz cykl mnie oszukał i trwał 30 dni, a tak to od czasu starań nigdy nie miałam dłuższego niż 28 dni. Ech. Głupia ja :( nakręciłam się :( jak zresztą zwykle :( i tym "pozytywnym" akcentem kończę stary 2018 rok. Żegnaj i nie wracaj!

Młoda "umeczona" swietami to i od razu lepiej spi. Chyba ma ekstrawertyczny charakter męża. Przedwczoraj caly dzień w rozjazdach, 2 wigilie w tym jedna na 80 osob (tzw sluzbowa w pracy meza) oraz w domu na 20 osob. A Mloda zadowolona, w super humorze, zero marudzenia nawet przy ubieraniu.
Bylismy tez w kosciele. Nieduzym. bylo glosno a stalismy pod samym chórem. Potrzymałam ją na rękach przez 25 minut, pooglądała ksiedza, wystrój etc i zasnęła.
ja pierwszy raz nie przeżarłam sie w swieta bo nie bylo czas: a to karmienie, przewijanie, usypianie.
Mloda dostala tez troche fajnych prezentow. od nas miś chicco - z projektorem, pieknie gra a ona soboe maca go i zasypia. w ogóke ma etap skrobania i macania powierzchni.
Z mężem złoty czas. Dogadujemybsie i rozumiemy w koncu. Doceniam k
jego wyrozumialosc wobec moich wybuchów. Doceniam, że Mała jest z nami cała i zdrowa bo dokładnie rok temu tak bardzo sie o nia bałam,jednocześnie wierząc że urodze ją w sierpniu bo nie dopuszczalam innych myśli.
Powiedzialamężowi, ze teraz mamy najlepszy czas w życiu bo jesteśmy w miare młodzi, sprawni, mamy dpm, dziecko i nic nam nie brakuje. Przyszło mi to przez głowe gdy ostatnio obserwowwałam grube starszych osob, z demencją, niepełnosprawnością... oni już nie są sobą, ich życia się kończą a stare nie wróci

i żeby nie bylo lukrowo wczoraj zaliczyłam spiecie w rodzinnym domu, który podporządkowany jest pod moja siostre i jej dzieci. mialam ochote wyjść, serio moje pokłady cierpliwości sie wyczerpały ale już mi się nie chce o tym pisac.

Akcja "uwaga rtęć atakuje" trwała w zasadzie cały tydzień. Siedziałam w wiecznie wietrzącym się mieszkaniu, a mąż jeszcze odkrył gdzieś w połowie tygodnia, że pod listwą pod panelami COŚ się świeci, no to zaczęły się poszukiwania siarki ogrodniczej, która neutralizuje rtęć. Siarka podobno dostępna w każdym sklepie ogrodniczym... podobno, bo wszędzie gdzie m. dzwonił, to mówili, że nie mają. No to w akcie desperacji zadzwoniłam na 112, a tam mnie skierowali do straży pożarnej - podobno standardowa procedura przy rozbiciu rtęci... podobno, bo pan ze straży mnie wyśmiał, że straż nie ma siarki, że przecież nie wylałam tony tego specyfiku, że najlepiej wziąć odkurzacz (!!! pisałam już, że to najgorszy pomysł?) i będzie po kłopocie, poza tym, skoro termometr się rozbił 5 dnie wcześniej to już pewnie tej rtęci nie ma.... pffff
Ostatecznie ja poszłam w sobotę rano na krzywą cukrową, a m. jeszcze raz rozwalił listwę przy panelach, uznał, że to co się świeciło to NIE była rtęć, wszystko odkurzył (z odkurzaczem na balkonie) i ostatecznie uznaliśmy, że problem ostatecznie rozwiązany, ufff :D

Z życia ciężarówki:

- drugi poniedziałek na L4, ale generalnie pierwszy taki w miarę ustabilizowany - śniadanko, serialik, godzinka odpoczynku z muzyką dla brzuszka i książką, drugie śniadanko, no i w końcu uruchomiłam laptopa by się wreszcie zająć organizacją wyprawki

- zapisałam nas do szkoły rodzenia. Niestety nie będzie nas/mnie na 1 zajęciach bo akurat planuję być u rodziców (jakieś 300 km stąd), a mąż w tym czasie będzie organizował malowanie naszego gniazdka (zresztą może przyszły tatuś sam pójdzie na to pierwsze spotkanie, bo on będzie na posterunku :P ), ale pocieszam się, że na tych zajęciach nie będzie jeszcze nic o obsłudze małego człowieka, a głównie to nas interesuje, bo co do przebiegu porodu to...

- będziemy mieć na 100% (nie)stety cesarkę - nawet nie zdążyłam się zastanowić co wolę SN czy CC a tu samo się rozwiązało :| Głównie to zmartwiło mnie to, że nie miałam na tą kwestię żadnego wpływu, po drugie przeraża mnie rekonwalescencja po cięciu :|

- nadal nie mamy nic z wyprawki :| Nie podobają mi się żadne wózki - pani w sklepie stwierdziła, że teraz taka moda - czarne, szare, same ponure odcienie. Bleeee. A przede wszystkim nie mam jeszcze pojęcia jaki wózek wybrać. W tym tygodniu planujemy zakup łóżeczka. Chyba stawiamy na KLUPŚ.

- dzisiaj m. odbiera oczyszczacz powietrza, bo o ile w centrum Wawy powietrze jest ok, jako-takie, lub ewentualnie pogorszone, to mieszkając max pół km od granicy stolicy, u nas jest już powietrze bardzo złe, tragiczne. Masakra, durni ludzie kopcą czym popadnie w domkach jednorodzinnych. Niby moja ulica to już same niskie bloki ogrzewane gazowo, a poza tym po sąsiedzku mamy las, ale mimo to nie pozwolimy, by nasza Malutka miała złe powietrze :)

- zastanawiam się też na jaki kolor pomalować naszą sypialnię i przyszły pokoik Malutkiej, muszę poszukać inspiracji w Necie.

Ech, ostatnie 5 lat pisałam głównie na klawiaturze komputerowej w pracy i w ogóle nie mogę sobie poradzić z tym pisaniem na klawiaturze laptopa, ale coś czuję, że to kwestia przyzwyczajenia, bo to pewnie teraz będzie moje główne okno na świat :D







Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 26 grudnia 2018, 19:30

Cóż, ten pamietnik jest moim malym miejscem w sieci. Jeśli sie komus nie podoba, niech nie czyta. Ani razu nie ukrywalam, ze mam problem ze sobą. Ze mam wahania nastroju, stany lękowe że jestem osobą (czesto skrajnie) nadwrażliwa, co w dużej mierze odpowiada za moje wycienczenie. Nie każdy ma twardą d***... Teraz znów próbuje z tym walczyc. Nie jest to moje pierwsze podejscie. Leczyłam się i farmakologicznie i terapia. Ale na lekach nie mozna jechac caly czas, a co do terapii, to chyba do tej pory nie trafilam na odpowiadajacego mi terapeute. Może tym razem sie uda?
Jeszcze slowo o azs Emila. Nie nazwałbym tego TYLKO problemami ze skora. To schorzenie, ktore mocno daje i jemu i mi popalic. Nikomu nie zycze. Jasne, że mogłoby byc gorzej. Ale tego tez nikomu nie zycze.
Pozytywy tez widzę, ale tez juz kiedyś wdpominalam, ze w tym miejscu lubie z siebie wyrzucić żółć.
A swiat nie lubie i tyle. Mam prawo i do takiej opinii. Moze polubilabym, gdybym mogła je spędzić po swojemu. Bede sie starala namówić męża na wielkanocny wyjazd gdzieś tylko we 3.

To prawda, że wcale nie muszę być taką samą matką. Moze być wprost przeciwnie. Ale tyle się naczytałam o tym nieświadomym powielaniu schematów rodzinnych. Nie uważam, żeby moja rodzina była zła bo każda ma jakieś mankamenty. Podejrzewam, że zabrakło im refleksji nad wychowaniem, powielali to co znali lub było im wygodne. Niemniej traktowanie mojej siostry jako tej malutkiej pozostało bez zmian, do dziś moja mama mówi do niej zdrobniale, wiszą na telefonie po 5 razy dziennie (smsy nawet przed snem) relacjonowanie każdego szczegółu dnia i pretensje, że ja tak nie robię.
Ale do brzegu. Mogę pogadać ze Starym i ustalić, jakiego traktowania dzieci chcemy uniknąć. Poza tym warunki mamy inne, dzieci miałyby swoje pokoje.

Druga sprawa, dlaczego o tym myśle. Gdyz mam dylemat.
Do 8 stycznia muszę się zdeklarować czy chce płacić preferencyjny zus dla małych przedsiębiorców. Mogę z tego korzytać przez 3 lata. I to byłoby super bo póki mała nie pójdzie do przedszkola mogłabym sobie pozwolić na pracę 1-2 dni w tygodniu.Bez dużych kosztów. Ale...
...ta zniżka dotyczy składek społecznych czyli jakbym zaszła w drugą ciążę to dostałabym jakieś marne grosze, może z 200 zł na czysto. miesięcznie.
Z drugiej strony może być tak, ze bede bulic od sierpnia duży zus pracujac 1-2 dni w tyg, a w ciążę nie zajdę lub bede sie starać długo. Pesymistycznie, wiem ale to jest ruletka. Znając moje szczęście to zaszłabym szybko po przejsciu na niski zus :)
Nie wiem.

Kupilismy tez wózek Babetto Nico. Fajna spacerówka, siedzisko ma wyżej, a pidnóżek podbity ekoskóra. Młoda zadowolona bo wreszcie wszystko widzi. A wózek super sie prowadzi, amortyzuje wstrząsy w lesie.

Wczoraj wyrwałam sie z domu na 2 h. Szał. Byłam w 6 miejscach- bank, urzędy, apteka, biblioteka, etc. Wykupiłam arsenał na ząbkowanie - dentosept A - fajny bo do psikania miejscowo, anaftin baby - z aplikatorem- szczoteczka do masowania oraz czopki viburcol na wyciszenie bo nie chce już co wieczór dawac ibuprofenu. bez niego są ryki i nie chce spać. Będę testować po kolei. Mamy tez smoczek gryzaczek.
Posilki ze sloiczkow wcina chetnie, nawet brokul z groszkiem który w smaku nie ma szału. Za to z cyckiem problem, muszę karmic na spiocha bo swiruje.
Sorki za błedy, pisze z tel.


24 dc

I po świętach, dużo obzarstwa, 2 dni lenistwa a jutro wizyta u genetyka.

Usiłuje się umówić do endokrynologa...ale coś brak terminów:/ no i muszę zrobić badania tarczycy wcześniej. Może się zmobilizuje w pt. i zrobię rano póki mam wolne.
Z ciekawostek... To nie wyczekuje ciąży, bo przecież musiałby to być jakiś cud, że zaskoczyłoby za jednym razem od tak, daleko od owulacji. Ale... mam obrzydzenie do wina :D znowu... I teraz nie wiem... czy to przypadek, świąteczne przejedzenie, czy to mój wczesny objaw :D bo ostatnio mialam to samo... ale nie nakrecam sie. W Sylwestra sie dowiem:) przy przyjdzie okres czy nie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2018, 16:49

Właśnie jutro...
Jutro jest dzień w którym pyknie mi 27 lat :D
Tak wiem niby nie dużo, ale zostaną mi równe 3 lata na które daje sobie czas...
Czas na dziecko...

W moim myślach jest ostatnio tylko jedno zdanie " że nie dam mężowi dziecka " ...
Niech sobie wisi to hehe... Gdzieś mam nozyczki to utne ten sznureczek hehe...

Narazie plan mam taki żeby na chwile zniknąć, odetchnąć od tego forum...
Czasami za bardzo denerwujecie człowieka :D
Życzę Wam jak najlepiej, ale nie panikujcie tyle bo idzie zwariować :D

W tym nadchodzacym Nowym Roku
życzę upragnionych 2 kresek a szczegolnie tym które długo, a nawet bardzo dlugo sie staraja... I oczywiscie lepszych wynikow ❤❤❤
Buziaki ❤❤❤

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)