Zmartwiły mnie ostatnie badania. Intuicja mnie zawiodła, bo immunologia jest w porządku. Ana1, kardiolipiny, przeciwciała przeciwplemnikowe - wszystko ujemny. Natomiast 2dc Lh 3.55, fsh 10.33. Stosunek: 0.34.
To świadczy o wyczerpującej się rezerwie jajnikowej. Ale jak? Skoro w zeszłym roku moja rezerwa to było 2.83. Miałam 4 stymulacje, ale bez przesady.
Co się jednak okazało, amh bada się na początku cyklu, a ja nie pamiętam kiedy badałam. Zrobię to jeszcze raz. Drżę na samą myśl o wyniku.
Pocieszające jest to, że hormony badałam po południu. Kobieta zbadała je niechętnie, nalegała, żebym przyjechała rano, ale się uparłam. A zatem istnieje jakieś prawdopodobieństwo nieadekwatnego wyniku.
Plan:
- 7 dpo badam proga, androstendion i antykoagulat tocznia (jeszcze to jedno z immunologii)
- w czasie @ zbadam CA 125. Wprawdzie badałam to 2 razy i jest ok, ale jedna dziewczyna z forum twierdzi, że miarodajny wynik jest tylko w czasie @
- 3dc - lh, fsh, estradiol i AMH.
Funny fact: sikam w kolorze fluorescencyjnie żółtym. Ta się ponoć sika po wit. z grupy B. Biorę teraz metylowane: Homocystex Pus. Czuję, że homocysteina spadnie.
Pijemy też z mężem pyłek pszczeli. I czekam na zapylenie:) W tym cyklu jeszcze odpuszczamy, bo 30.01 mam rtg ręki. Ale w lutym, walentynkowym miesiącu ruszamy!
Mała miała kolki, ale przeszły po delicolu. To jej charakter... nie da sie jej nienosić pionowo bo ona tylko tak lubi - obserwuje wszystko. Nic ją nie boli... po prostu to dziecko nie śpi a jak śpi to tylko kołysane na rekach. Nie ma wcale lepszego dnia. Jest marudą i tyle... Niesamowite jak czytam wpisy ciążowe - te szczescie , jeszcze wtedy miałam nadzieje, że moje wyczekane dziecko będzie radosne, normalne, mniej marudne. To nie moja bajka. Czuję, że ja i ona - obie jesteśmy bardzo nieszczęśliwe. Chcę usiąć do szafy, zamknąć oczy i obudzić sie za 15 lat ... tak żeby ten koszmar minąl.
Umysł matki nie pozwala mi odpocząć kiedy zostawiam ją z kimś innym na chwile - ciągle myśle, jestem spięta. Kocham ją, ale jestem przez to wszystko tak sfrustrowana, że nie jest mi dane cieszyć się całą sytuacją z macierzyństwem.
Nie nadaje się do tego. Bardzo jej współczuję takiej mamy...
Idę popłakać razem z Jagodą.
Mała miała kolki, ale przeszły po delicolu. To jej charakter... nie da sie jej nienosić pionowo bo ona tylko tak lubi - obserwuje wszystko. Nic ją nie boli... po prostu to dziecko nie śpi a jak śpi to tylko kołysane na rekach. Nie ma wcale lepszego dnia. Jest marudą i tyle... Niesamowite jak czytam wpisy ciążowe - te szczescie , jeszcze wtedy miałam nadzieje, że moje wyczekane dziecko będzie radosne, normalne, mniej marudne. To nie moja bajka. Czuję, że ja i ona - obie jesteśmy bardzo nieszczęśliwe. Chcę usiąć do szafy, zamknąć oczy i obudzić sie za 15 lat ... tak żeby ten koszmar minąl.
Umysł matki nie pozwala mi odpocząć kiedy zostawiam ją z kimś innym na chwile - ciągle myśle, jestem spięta. Kocham ją, ale jestem przez to wszystko tak sfrustrowana, że nie jest mi dane cieszyć się całą sytuacją z macierzyństwem.
Nie nadaje się do tego. Bardzo jej współczuję takiej mamy...
Idę popłakać razem z Jagodą.
Juz wiem skąd jest tyle antyszczepionkocow... Ich dzieci musiały zareagować na bexero jak moje... Od środy jestem przeciwnikiem szczepien (do 7.02).
no i stało się, wizyta w nowj klinice niepłodności 15 stycznia.. pomału przygotowujemy się do in vitro.. Póki co nie myślę, nie analizuje, czekam. czekam na wizytę. Od Gastroenterologa dostałam zielone światło, stwierdziłą że to najlepszy czas póki choroba w remisji.. ;)a tym czasem ze spokojną głową wyczekuję 15 stycznia.
Śniło mi się że jestem we wczesnej ciąży wśród rodziny za którą nie przepadam. Ktoś zauważył że jestem w ciąży. Widziałam też w tym pomieszczeniu taplające się w wiadrze dziecko kuzynki.
Wg sennika to dobry znak, zapowiedź zmian... a może myślenie życzeniowe... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2019, 07:00
Wczoraj BLW dzień 5. Dostał kaszkę kukurydziana z tapioką. Chyba smakowala. Troszke zlizywał z lyzeczki, która moczyłam w kaszce i sam pchal ja sobie do buzi, a troszkę… zsyssal z moich palcow… Chcialam mu pokazac, ze może moczyc paluszki i oblizywać, ale wolal oblizywać z moich. Ah, a po południu siedział mi na kolanach kiedy jedliśmy z mezem domowa pizze i strasznie chciał! Dalam mu wiec kawalek suchego ciasta, brzeg pizzy. Zadowolony sobie memlal. Wiedzialam, ze i tak tego nie zje hehe. No ale uczestniczyl w posiłku. Musze zawsze mieć cos dla niego jak siadamy do stolu, żeby nie czul się pominięty.
APrzybylska, dziekuje za największy w moim zyciu komplement. Serio! Po prostu go przyjmuje! Made my day, musze przyznać.
Co do cery jeszcze… Nigdy nie miałam idealnej. Tlusta, swiecaca się, ze skłonnościami do wypryskow. Wypiekniala w ciąży i tym się cieszyłam. W pologu pojawily się wypryski i pomyslalam ‘oho, koniec sielanki’. Ale o dziwo, pogorszenie było chwilowe, a teraz cera nadal jest w bardzo dobrym stanie. Jak w ciąży. Mimo, ze nie mam totalnie czasu na żadne zabiegi. Ew peeling raz w tygodniu (lub rzadziej…). O diete tez niezbyt dbam (za dużo cukru i weglowodanow… za mało warzyw). Wiec ciesze się tym cudem poki trwa. Tylko… zmarszczek przybylo, niestety. Z niewyspania i stresu zapewne. Widac zwłaszcza wokół oczu. Mojemu mezowi tak samo. Starzejemy się!
[4 dzień cyklu] Wczoraj mąż zabrał mnie na randkę. W takich chwilach zazwyczaj odpuszczam dietę bynajmniej w pewnym sensie. Pozwalam sobie na lampkę wina lub dwie, na kawałek prawdziwej włoskiej pizzy na cienkim cieście z parmezanem i szynką parmeńską. Tak było też wczoraj.
A dzisiaj znowu zrobiło mi się niedobrze, słabo, ciemno przed oczami. Podejrzewam że to insulina szaleje, zawsze jak coś zaburzy moją dietę albo regularność to potem nie jest dobrze. Myślałam że Metformina pomoże na moje spadki cukru ... a może to poranne mdłości?
Bo mój okres w tym miesiącu to jakieś nieporozumienie, 2 dni lekkiego krwawienia ... to nawet ciężko nazwać miesiączką ... ale temperatura jest niska i nie ma innych objawów.
Dla pewności zrobię test bo zawsze w takich sytuacjach się łudzę ...
Przegląd tygodnia
Ciężkiego tygodnia. Dobrze, że już się kończy.
Młoda skończyła już 5 miesięcy. Ale ten czas zapitala. Na początku pieczołowicie odliczałam dni i tygodnie, a teraz to sprawdzam w aplikacjach, że już 23 tydzień leci.
4 dni męczył mnie katar. Chodziłam w masce wypchanej papierem toaletowym, bo kapało niemiłosiernie.
3 dni temu dostałam w nocy gorączki. Najpierw myślałam, że jest zimno i zaczęłam przykrywać dziecko, ale patrzę: mąż rozkopany, temperatura na nawilżaczu powietrza wynosi 23 stopnie. I tu mnie tknęło. Trzęsłam się cała karmiąc dziecię, obudziłam męża, 4 razy wytłumaczyłam gdzie leży termometr i zmierzyłam temperaturę. Dochodziło już do 37,7. Wzięłam dwa apapy, poubierałam się, przykryłam kołdrą i próbowałam ogrzać. Jak na złość dziecko wstawało co godzinę na jedzenie (te pierońskie zęby...)
Generalnie o poranku byłam nieżywa i ogarnęłam się resztkami siły woli, ale wyskok z temperaturą się nie powtórzył. Bo już się martwiłam powoli co z moim kp... i czy nie zarażę dziecka tym pieroństwem.
Leczyłam się: lipą (piła napar 2-3 razy dziennie), herbata z dzikiej róży, prenalenem (saszetki, nie jestem pewna czy to coś daje, może placebo), w ogóle dużo piłam i porzuciłam obowiązki domowe - spałam, kiedy młoda spała w dzień. Bo noce były do kitu. Generalnie jesteśmy w trakcie rozgryzania snu naszego dziecka, gdyż wychodziły różne kwiatki: imprezki o 3 nad ranem, pobudka 30 minut po zaśnięciu (po kąpieli), albo budziła się wyspana około 23 kiedy my szliśmy spać.
Wczoraj nie dałam jej spać popołudniu, zasnęła mi na spacerze i nie obudziła się po powrocie, spała w wózku w pralni (wchodziłyśmy tyłem domu, zwlaszcza jak wózek zafajdany jest od śniegu) i spała tak łąznie 2,5 h. Popołudniu mąż ją wybawił, a ja wyrwałam się do Lidla, przy okazji popatrzyłam jaka jest teraz sezonowość warzyw i zapopatrzyłam nas w białą rzodkiew, brukselkę, buraki etc bo jednak warzyw jemy dużo. Bardzo dużo.
Młodej wzięłam jabłka bio. Uparowałam kawałek i wsadziłam do gryzaka z dziurkami. SSała sobie, kiedy my jedliśmy śniadanie. Smakowało jej
Wydawała takie dźwięki, jakby przeżywała jakąś mega przyjemność.
Co do jedzenia, to moja teściowa nie wytrzymała i wtrąciła swoje 3 grosze, że źle karmimy dziecko. Że dziwnie, chciała mężowi wyrwać łyżeczkę i pokazać mu jak sie karmi bo my to robimy dziwnie (na szczęście mąż przytomnie jej nie dał). Dziwnie, bo wkładam na płasko do buzi i dziecko samo zlizuje. A ona kazała wkładać głębiej i przechylać w dół, żeby jej spadało.
Wkurwiłam się.
Nie będę karmić dziecka przy nich. W ogóle to jak zacznie sama siedzieć, to pozwolę na samowolkę. Niech robi bajzel. Moim obowiązkiem jest nauczyć jej samodzielności. A nie tuczenia jak gęsi byle dziecko szybko zjadło i z głowy.
Tak w ogóle co do butli 2 wpisy wcześniej.
Myślałam o tym, zęby dawać na śpiocha bo tak często je pierś (kiedy świruje). Ale jest jeden problem. Ona czasem robi sobie drzemki 2,5-3 h w ciągu dnia i budzi się głodna. Wtedy na śpiocha nie zje.
Ale nic. Pocieszam się, że za miesiąc , góra dwa repertuar spożywczy jej się poszerzy.
Decyzja z odroczeniem drugiego dziecka wydaje mi się słuszna, bo po jej podjęciu poczułam wewnętrzny spokój. Mąż trochę niepocieczony, ale jego podejście "jakoś to będzie" to jednak za mało. Ostatnio było wiele sytuacji, kiedy na prawdę chciał mi więcej pomóc ale w pracy miał tyle nagłych zdarzeń, że ciągle mu się przeciągało. I w efekcie często byłam z dzieckiem sama. I jak dla mnie nie ma w tym nic złego, dopóki nie dopada mnie niemoc - choroba i/lub skrajne niewyspanie.
Teście chyba trochę zaskoczeni, że wracam do pracy. Coś tam przebąkiwlai,czy mi się to będzie opłacać, czy będę mieć klientów sratata. A co jeśli będę mieć startę - no właśnie dopóki jestem na macierzyńskim to nie będę i mam pół roku żeby się ogarnąć.
Mąż też coś w złości powiedział, że kariera jest dla mnie ważniejsza niż rodzina.
Jaka kariera? Praca 1 dzień w tyg żeby nie wylecieć z obiegu? Nawet na konferencje póki co nie planuję jeździć tylko dokształcać się zaocznie. Bardzo ciekawe, że jak facet pracuje całymi dniami, to dla dobra rodziny przecież a jak kobieta ma jakiekolwiek aspiracje to jej się przewraca...
Jakbym została w domu to byłoby gadanie, że się zorbiłam wygodnicka i pracować mi się nie chce. To tak jak z KP. Nie karmisz - źle, bo to i tamto, a jak karmisz to też coś pewnie źle, mleko za chude, woda sama i dziecko jak płacze to przez ciebie.
W każdym razie postanowiłam słuchać swojej intuicji. Jak wyjdzie w praktyce tego jeszcze nie wiem, ale trzeba się przekonać. Najważniejsze jest dla mnie to, aby jednak dziecko więcej czasu spędzało ze mną. Nie mogę doczekać się wiosny 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2019, 12:10
Tak jak Marti pisze. Sól szkodzi ogolnie, a najlepsze, ze dzieci wcale jej nie potrzebuja 'do smaku'. To my, dorosli, jestesmy juz spaczeni smakowo po latach dosalania, docukrzania i dodawania (o zgrozo) glutaminianu sodu. A dla dziecka 'czysty' smak ziemniaka, kurczaka, czy czegokolwiek jest nowy, jest ciekawy, jest ok. Za to niedlugo ziolka bede wprowadzac. Zaczne od koperku i pietruszki.
25 DC już zaczynam czuć ta @ ale nie poddaje się i jestem pełna nadziei - nowy cykl,nowe leki,nowe szanse 
Oby przyszła dopiero w czwartek bo w środę mam już umówiona wizytę u pani profesor. Ale trudno co ma być to będzie jak nie teraz to następnym razem.
Często łapie doła ale później dostaje konkretnego kopa na nowy cykl
No więc moje kochane - dziękuję za wsparcie - jest dla mnie bardzo ważne.
Postanowione - dzwonie do doradczyni chustonoszenia w poniedziałek i szybciutko się umawiam. Przynajmniej może ogarne w domu. Jakieś światełko w tunelu.
Dzisiaj to samo oczywiście. Chociaż wczoraj uspałam dziecko o 21 ( wprowadzam rytuały) i spała z przerwami na papu do 8.30. Nie spała cały dzień z tym ze ma lepsze okresy rano i wieczorem. W środku dnia koszmar. Może faktycznie bolą ją te bączki? Może dalej trwa skok? Nie wiem, a może po prostu to high need baby ( oby nie) . Jestem wykończona... serio wykończona... dzisiaj przynajmniej mąż mi pomagał i lepiej psychicznie mi. Teraz usypia mała - słysze tylko płacz z sypialni no ale chyba uśnie skoro nie spała od 8.30 rano?
Dzisaj troche odpuściłam i jakoś tak złapałam z nią lepszy kontakt i wzrokowy i pogadałyśmy sobie - ona się dzisiaj dużo do mnie uśmiechała. Znowu poczułam się dzięki temu lepiej. Jutro też zaplanowaliśmy ze oddajemy ją babci ( nie wiem jak to zniosę - ciągle będę myślała o mojej kruszynce) i sami jedziemy na narty. Muszę trochę odpocząć chociaż nie wiem czy umiem bo zastanawiam się czy aby jutro mnie coś w jej rozwoju nie ominie
Smęcenie ciąg dalszy...
Jagoda - 2 miesiące - może z 10 godzin snu na dobę, 8 godzin noszenia i poad 6 godzin płaczu.
Nie mam ochoty żyć - jestem wykończona, ciągle w głowie słysze płacz... nawet jak już uda jej się spać.
Kupy są, bączki są... to taki charakter- mówie Wam.
Chodzę na rzęsach żeby bylo dobrze, ale po pewnym czasie człowiek już nie ma siły ... za jakie grzechy?
7t4d
Czekam na usg, na czwartek zapisze się, choć maz chciałby być ze mna na wizycie... Ale wolalabym jak najszybciej oraz przynajmniej będę w razie czego wiedziała co w pracy powiedzieć zanim grafik na następny tydzień będzie... Myślę, ze jak tylko odstawie Lutinusa będzie @, wyczyści mnie całą. Chociaz mam nadzieje to czuje ze będzie to nieuniknione. Dzis w nocy znowu swieza krew, oczywiście mniej niż w sylwestra.
Znalazlam odpowiedz dziewczyny na brak zarodka w 25dpt. Lekarz z kliniki NOVUM tak odpisal:
"Znalazłam z novum taka odpowiedź do kobiety która po in vitro
Pierwsze USG potwierdzające obecność w macicy pęcherzyka ciążowego standardowo wykonuje się po upływie 25. dni od chwili transferu, zaś badanie pozwalające zarejestrować akcję serca zarodka – 10 dni później."
Chcialabym, aby to mnie dotyczyło ale czuje inaczej. Na dodatek przeziebilam się, trochę gardlo mnie bolało ale poradziłam sobie z nim. Przez Astme, leki na noc które biore, i wszystkie uboczne skutki tej astmy, mam slaba odporność i co chwile przeziębienie lapie
.
W czwartek w dzień wolny po lekarzu sobie zajde do apteki wezme tran w tabletkach i czytałam ze koenzym Q10 pomaga na lepsze jakościowo komórki jajowe... wiec będę szykowala się do następnej procedury. A na pewno nie zaszkodzi.
Coraz bardziej/ częściej czuje bol brzucha, ale lagodny. Jajnikow, czasami pdbrzusza… w czwartek będzie wyrok i to będzie kwestia dni zapewne skoro mój organizm już od pewnego czasu plata mi figle. ALbo może to nie ten czas... Mam nadzieje ze jak nie teraz to następnym razem uda się 
Jeśli to wszystko naturalnie pojdzie to może w ciągu 2 miesięcy znowu szykowanie się do stymulacji zacznie się. Chcialabym jak najszybciej, ale wiadomo organizm musi wrócić do normy.
Ogólnie za dużo czytam wszystkiego , z jednej strony mam nadzieje, z drugiej wiem co mnie czeka. Serce co innego, rozum co innego.
Ale mąż zapowiedział się już po sylwestrze jak wpadłam panike, ze w razie czego będziemy probowac i choć nie widać po nim tego, to przyznal się ze czytal na internecie co nie co, o moim stanie , o pęcherzyku jajowym.
Choc czasami mam mdlosci, zgage, zawroty glowy, bole brzucha ale lagodne, cycki trochę powiększone brodawki troszke większe, zylki na nich, i bol przy nacisku jakby guzek był pod sutkiem to wiem ze to wina hormonow, które miną po jakimś czasie...
Pewnie odezwe się w czwartek po USG. Trzymajcie się wszyscy cieplo
pogoda nas nie rozpieszcza. Najpierw mroz - 13 stopni - snieg, a teraz deszcz .
Edit:
W pracy masakra niezbyt dobrze się czuje plecy mi dokuczaja zwłaszcza prawy bok z tyłu. Nos zatkany normalnie przysiadlam bo stać nie mogę... Jak wrócę o 22 do domu to prysznic i łóżko. Nie mam siły chętnie już teraz bym się położyła.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2019, 19:48
12 STYCZEŃ - 10 dzień po odnalezieniu SYNKA
Marcin wczoraj dzwonił do placówki i rozmawiał z pielęgniarką. Usłyszał że przecież oni codziennie nie dzwonią do szpitala i przecież dzień wcześniej rozmawiała ze mną. Marcin się wkurzył powiedział jej że ma do niego zadzwonić w poniedziałek z informacjami ze szpitala. Jakie leki Adaś dostaje, jak długo będzie je dostawał, do kiedy będzie leżał. Chcemy też dostać numer telefonu do dziewczyny, która jest jego opiekunem prawnym. Może ona nam pomoże dostać się do szpitala. Niestety jest do 17 stycznia na urlopie. Czekamy więc do poniedziałku. Wczoraj byliśmy na zakupach, kupiliśmy wózek i inne pierdoły, materac do łóżeczka, butelki i inne takie. Dzisiaj zajęliśmy się mieszkaniem. Zrobiliśmy rewolucje w sypialni, łóżeczko już stoi. Uzupełniłam apteczkę dla Adasia, musimy jeszcze kupić dobry inhalator. Pralka chodzi dziś non stop, piorę dziś wszystko co dostaliśmy, układam , przekładam. Zamówiliśmy w końcu dziś mebelki, będą na środę. Liczę na to że przez to że Adaś jest w szpitalu to ośrodek się ruszy i przyśpieszy sprawę w sądzie. Mam nadzieje że w nadchodzącym tygodniu dostaniemy powiadomienie o sprawie pre adopcyjnej.
Tylko świadomość, że w szpitalu ktoś się nim zajmuje i dba o jego zdrowie pozwala mi to wszystko przetrwać. Adaś to imię, które my mu nadaliśmy 
Rozpoczynamy 10 cykl starań. Ciągle łapie się na tym jak bardzo pragnienie zajścia w ciąże zawładnęło moim, życiem. Z każdym cyklem staram się nie żyć myślą "nie, tego nie powinnam robić" bo przecież mogę być w ciąży, ale nie potrafię. Spędzam dużo czasu analizując wykresy temperatur, czytając inne historie, książki o bezpłodności. Nie chce tak żyć. W każdy cykl pokładam nadzieje, doszukując się objawów świadczących, że tym razem się udało...
To był krótki cykl, trwał tylko 25 dni pozostałe 32-33 dni. W tym miesiącu miałam przerwę od clo. Lekarz kazał przyjść na kolejny monitoring ok 12 dnia cyklu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2019, 22:27
32 dc @ nie ma, test ciazowy negatywny,oczywiscie rozczarowanie bylo bo wydawalo mi sie, ze mam juz wszystkie symptomy ciazy, brzuch mnie boli...cudownie.
Plany do realizacji na Nowy Rok:
1.Zajsc w ciaze I urodzic zdrowe dziecko.
2. Pojechac na wakacje za granice poza UK.i nie do Polski(chyba, ze bede w ciazy to samolotem nie lecimy, wiec jeszcze nie rezerwujemy bo czekamy).
3. Wykupic druga czesc domu.
4. Odpieluchowac corke I przezyc jej pojscie do przedszkola.
5. Postarac sie naprawic relacje w rodzinie.
6. Zrobic dziecia albumy od urodzenia do teraz.
7. Cwiczyc conajmniej 3 razy w tygodniu na bole kregoslupa I minimum 2 razy w miesiacu basen.
8. Nie denerwowac sie o pierdoly I nie krzyczec!
9. Kupic I przeczytac minimum 12 wartosiowych ksiazek.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2019, 15:32
"Wdzięczność rodzi się z trudu"
17dc/13cs
Wydawało mi się że we wtorek miałam owulacje ale dziś niedziela a ja dalej mam śluz płodny. Nieważne. Cały tydzień nie ma M i jutro też to nie będzie. A że jego nie ma musiałam jakoś sobie organizować czas sama. Kurczę nigdy jeszcze na tak slugo się nie rozstawalismy. No może za czasów studenckich Ale odkad jesteśmy małżeństwem to aż tak długo chyba jeszcze nie trwała nasza rozłąka. Nie to żebym strasznie za nim płakała i nie mogła sobie poradzić. Bo nie. Dość szybko mi leci czas. Bo poumawialam się z koleżankami. Dużo mi dały te spotkania. Jedna z nich dość dokładnie zna moja sytuacje. Ale wcześniej nie miałam okazji jej powiedzieć o ostatniej ciąży biochemicznej. Dużo wsparcia od niej otrzymałam bez głupich rad. Doceniam to bardzo. Chociaż jeden dzień był ciężki. Na pewno to spotęgowało to to że byłam sama w domu. Zadzwonił do mnie brat mojego M. Że chce mi coś powiedzieć w tajemnicy żebym nikomu nie mówiła że będą mieć drugie dziecko. I muszę się przyznać pierwsze uczucie to nie była radość. Tylko takie ciężkie uczucie na sercu jakby nie mogła przez sekundę oddychać. Wstyd mi. Czuje się beznadziejnie. Powinnam od razu wyskoczyć z gratulacjami A mnie zacielo. Chociaż od jakiegoś czas przygadywali o drugim dziecku Ale ostatnio mieli różne problemy im nie sądziłam że się zdecydują. Jednak w rozmowie wyszło że są trochę zaskoczeni. Ehh. Taka kolej rzeczy. Ale już to przerobiłam. Wczoraj trochę źle się czułam i cały dzień prawie przeleżalam. Przeczytałam książkę która chce Wam strasznie polecić. "Wszystkie nasze obietnice" płakałam i czytałam. Ale teraz kiedy już ja skończyłam przemyślam sobie parę rzeczy. I swoje życie i podejście do starań. I czasem moje podejście do M. Do rodziny. Nie chce za dużo zdradzać Ale książka jest o małżeństwie które przeżywa kryzys. Od kilku lat starają się bezskutecznie o dziecko. Wiele scen to po prostu wyjęte z mojego życia. Więcej nic nie mówię tylko polecam do przeczytania.
Któreś dziewczyny polecamy też "światło między oceanami" też ja kiedyś czytałam i również polecam.
Postanowiłam, że zacznę pisać pamiętnik, gryzmoły czy jak to jeszcze nazwać.
Chcę to potraktować w formię wyżalenia się, wygadania, dać upust emocjom, oczyścić umysł i emocje.
Nigdy nie sądziłam, że będę miała męża, że będzie ktoś mnie kochał i że ja będę kochać kogoś. Zawsze byłam lubiana i faktycznie - większe grono znajomych było płci męskiej.
Ale to jednak tak działa, że swój trafi na swego.
Swoje trzeba czasem odczekać, przecierpieć, przejść jakiś test zaplanowany przez Tego Z Góry ...
Ale na całe szczęście w 2014
po pierwszym majowym olaniu mojego przyszłego męża dałam się namówić na październikowy spacer...
Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni, po roku zaręczyny, po niespełna 4 latach ślub. I tak właśnie na dzień dzisiejszy jesteśmy 7 miesięcy po ślubie.
Ale jak zwykle coś za coś.. Szwagierka zanim poznałam Mojego Męża była moją najlepszą przyjaciółką, ale gdy tylko się zaręczyliśmy to wszystko zniknęło.. Nasze relacje zmalały do minimum a od dnia ślubu do nicości, zero kontaktu, czegokolwiek.
Co ja takiego zrobiłam? Nigdy jej nie odsunęłam od siebie a ona sama zaczęła unikać mnie..
Na święta zero życzeń, do mnie nie zadzwoniła tylko do Mojego Męża - jak nigdy! zawsze koty darli a teraz udaje kochaną siostrzyczkę. Może Ty wiesz o co chodzi?
Może ja jestem za głupia na to wszystko?
Ma żal?
O co?
O to, że mam męża a to ona zawsze uważała się za tą ładniejszą, mądrzejszą?
Że nie potrzebowałam jej pomocy przy wyborze sukni ślubnej i organizacji wesela?
Że poszliśmy z Mężem na własne mieszkanko?
Ale zazdrościć czegoś komuś? po co? na co? cieszmy się z tego co mamy, że mamy ręce, że mamy nogi, że możemy oddychać, że możemy po prostu żyć..
Czas powiększyć naszą dwuserduszkową rodzinę, tak baardzo chcę, może aż za bardzo?
Dlatego postanowiłam coś tutaj pisać, żeby nie zwariować, bo Mąż oczywiście jak to Mąż mówi, żebym o tym tyle nie myślała, że będzie co ma być.
Owszem, ale jak to mam nie myśleć? Jak się czegoś baardzo pragnie to się kurczę o tym myśli, no niestety ...
Tym bardziej, że jak na złość wszędzie widzi się maleństwa czy kobitki z brzuszkami.. No ale niestety od patrzenia się nie zachodzi w ciążę 
Niestety dla chcącego jest to tylko ten jeden dzień, w którym może się udać ...
Czas pokaże czy będzie mi dane być Mamą... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2019, 10:00
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.