Chiang Mai Starania i ciąża w Tajlandii... 28 września 2013, 13:47

Wspaniały dzień... Pierwszy dzień od 2 tygodni, którego nie przespałam!!! Coś się zmienia czy chwilowe polepszenie sytuacji?

Aby nie czuć się jak żywy inkubator zrobiłam sobie dzień kobiecości :)

Rano pomalowałam paznokcie, potem kosmetyczka - jeszcze długa walka czeka mnie z tą ostudą :/ ale są postępy :)

Potem fryzjer - ścięłam włosy (te biedactwa co mi zostały po "masakrze wypadaniowej" z początku ciąży) tak na równo do szyi, żeby szybciej się regenerowały i rosły :)Nawet ładnie :)

Potem zakupy - 3 nowe wielkie staniki :) po kosmicznej cenie bo w Tajlandii dostać ten rozmiar to tylko mega luksusowe sklepy mają :/ tu ogolenie jest raj dla kobiet z małymi piersiami - piękna bielizna jest niesamowicie tania ale tylko A i B czasem małe C :P

Potem lody - pucharek czekoladowy :) mmmm....

No i jeszcze wywołałam kilka zdjęć i kupiłam trochę ślicznych pierdołek do skrapbookingu :)

Wróciłam do domu, a biedny Kuba głodny... wprawdzie zrobił sobie, jedzenie ale je przypalił i było okropne :P



Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2013, 13:49

ewcia2337196 starania o maleństwo 28 września 2013, 14:10

chyba daje sobie luz ze staraniem się w tym cyklu :(

Dawno mnie tu nie było..... A tyle się wydarzyło! Ale od początku.
Zdecydowałam się na in vitro i od 02.09. rozpoczęłam stymulację. Szło to trochę opornie, musiałam brać więcej leków i finał był taki ze udało się pozyskać 3 jajka.
Zapłodniło się tylko jedno. W datach tak to wyglądało:
02.09 - początek stymulacji (Gonal, Menopur, od 07.09 doszło Cetrotide)
11.09 o 20.00 - zastrzyk na pęknięcie Ovitrelle
13.09 o 8.00 - punkcja
16.09 o 8.00 - transfer
Do tej pory wszystko szło zgodnie z planem. Z testowaniem miałam wytrzymać do 12 - 14 dnia po transferze ale oczywiście nie wytrzymałam. I:
24.09 (8dpt) - b-HCG 5,53
26.09 (10dpt) - b-HCG 6,20
I mam za swoje! Przyrost za mały!. Ale pocieszam się że jest. Może jeszcze się rozkręci. W końcu badanie zrobiłam za wcześnie...
W każdym razie nadal łykam zapisane leki a na betę wybieram się 30.09.
Trzymajcie kciuki!

Kurtka na zimę kupiona w H&M Mama za 199zł mam nadzieję że będzie dobra do końca ciąży ;)

Nie mam zamiaru Was zostawiać. To forum stało się dla mnie niezwykle dużym wsparciem w chwilach, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Dzięki Wam zrozumiałam, że nie jestem sama i muszę walczyć o marzenia. Pojęłam też, że wiele dziewczyn zmaga się z większymi problemami i najważniejsza jest wola walki. Nie mniej jednak przeczytane tu tragiczne niekiedy historie różnie na mnie ostatnio wpływały. Sama zmagam się z licznymi obawami, a niektóre smutne wpisy jeszcze bardziej je potęgowały, sprawiając, że miałam różne myśli. Nadal się boję, bo to dopiero początek i muszę odnaleźć w sobie siły, by z ogromną nadzieją patrzeć w przyszłość, bez obaw. Kiedyś myślałam, że jak już zobaczę II kreski, to wszystko będzie łatwiejsze. Nic bardziej mylnego. Dopiero wówczas się zaczęło: czy wszystko dobrze, boli brzuch, nie boli - co to oznacza, czy maluch się rozwija i bije mu serduszko. Najlepiej byłoby mieć w domu USG, ale pewnie i to nie zagwarantuje mi spokoju ;) Takie uroki ciąży…
Właśnie, nie napisałam nic o reakcji teściów. Przepraszam, zaraz to nadrobię ;) Nie ukrywam, że wizja wyjazdu do nich bardzo mnie stresowała, czułam się jakaś dziwnie niespokojna. Wprawdzie mieliśmy jechać dopiero w niedzielę, ale przekonałam męża, by pojechać w dzień jej urodzin, czyli piątek. Nawet nie protestował, więc to był nie lada sukces. Niestety teścia jeszcze nie było w domu, została sama teściowa, która jak nigdy (jest ogrommmnym zmarzluchem) otworzyła drzwi i okna przed naszym przyjazdem, twierdząc, że musi wywietrzyć. Wybaczcie, ale w to nie uwierzę nigdy, bo sama tak się poubierała, że wyglądała jak miś. Proponowała smażone pierogi, więc zgodnie wraz z mężem poprosiliśmy, by tylko nie smażyła (w tym czasie strasznie mnie mdliło na zapach smażenia). Nie mogła jednak tego przyswoić, więc stwierdziliśmy, że powiemy. Wstaliśmy i mówię: gratulacje babciu! A ona wygięła się do tyłu, myślę więc masakra, teraz zemdleje i jeszcze trzeba będzie ją reanimować. Hmm – wątpliwa przyjemność ;) Nie odezwała się, zdjęła okulary i patrzy na mnie jakby ducha zobaczyła. Mąż stał przy ścianie i zaczął zaglądać co się dzieje, że zapadła taka cisza. Mówi: mamo i co? A ona: Tak? To fajnie, a później: aż się „osmarkałam”… Liczyliśmy na większą euforię. Cały czas chodziłam do toalety, bo akurat w tamtych dniach było to okropne, wszystko uciskało bardziej na pęcherz i pewnie dlatego. Ona zaś powiedziała, że nie z tego powodu, pewnie mam zapalenie pęcherza i dlatego tak biegam, z pewnością nie z powodu ciąży. No nie wiem, miałam kilka dni później badania i wyszły ok., a podobno teraz dzidziuś się bardziej umiejscowił – stąd te perypetie. Teraz słów kilka o reakcji teścia. Wspomnę jeszcze jedno: teść ma bardzo zaawansowaną przepuklinę, a teściowa ma to gdzieś. Twierdzi, że i tak go nie przekona, że nie ma sensu z nim rozmawiać. Fakt – to trudny człowiek, ale stwierdziłam, że może wystarczy trochę czułości, troski i będzie inaczej. Kiedyś więc sama zaczęłam rozmowę, prosząc, by udał się do lekarza. Jak zaczął grymasić, powiedziałam: tata jest potrzebny mamie, M., a nie chce tata poznać kiedyś swojego wnuka? On na to: i tak go ze mną nie zostawicie, więc odpowiedziałam: tego tata nie wie… Wtedy powiedział, że jak będzie coś na rzeczy, to pójdzie do lekarza. W dniu, w którym przyjechaliśmy im to oznajmić, teść wrócił z pracy i widziałam, że jest na mnie bardzo wkurzony (pewnie czekała mnie reprymenda za to, że mąż przyznał, iż wiemy o jego kłamstwach). M. powiedział więc już w drzwiach: to jak, kiedy idziesz do tego lekarza? A czego? – odparł teść. Na co mąż: bo powiedziałeś, że jak będzie wnuk, pójdziesz się leczyć. I teść nic nie odpowiedział, nawet nie mrugnął okiem, zapadła niezręczna cisza. Nie było tematu. Mąż jeszcze kilkakrotnie starał się do niego wrócić, ale rodzice go ucinali. Widziałam, że nie na rękę im ta wiadomość. Nie wiem, może po wsi już zdążyli rozpowiedzieć, że jestem bezpłodna? Nie wnikam… Czuję jednak, że nie sprawiło im to radości. Nawet mąż po przyjeździe do domu, powiedział moim rodzicom, że jego rodziców ta wiadomość nie ruszyła. Widzę, że ma żal. Ja też, ale ich już nie zmienię. Myślałam kiedyś, że taka sytuacja zbliży mnie i teściową. W końcu sama przeżyła śmierć córki zaraz po narodzinach (siostra męża byłaby młodsza ode mnie o dwa lata). Może dlatego jest taka. Myślałam, że kiedyś poznam tę historię, zrozumiem. Nawet mąż jej nie zna. Trochę mnie to dziwi, bo przecież miał wówczas 6 lat, więc trzeba było mu jakoś wytłumaczyć dlaczego nie ma tego dziecka. Tymczasem spuścili na to zasłonę milczenia, nie chcąc i nie próbując z nim rozmawiać. Niestety, chyba się pomyliłam, że moja ciąża coś zmieni. Współczuję teściowej i kiedyś chciałam być dla niej córką, której nie miała. Nie da się. Tego dnia, jak wróciliśmy do domu, dostałam atak bólu żołądka, w jajnikach czułam ogień, brzuch bolał mnie bardzo. Leżałam i się modliłam o cud, o to, by Bóg chronił maleństwo. Przez 10 lat miewałam te ataki, ciągle z ich powodu zabierało mnie pogotowie i wtedy zaczynało się: zastrzyki, wlewy przeciwbólowe, podejrzenie wyrostka, w końcu warszawski Instytut Hematologii
i Transfuzjologii i podejrzenie porfirii wątrobowej. Niczego nie zdiagnozowano. Jak szybko przyszło, tak też i poszło. Od 1,5 roku nie miałam ataku – do wtedy. Dlatego tak bardzo się bałam. Przecież pamiętam jeszcze te chwile, kiedy leżałam w łóżku i błagałam Boga o pomoc, by choć na chwilę ulżyło, kiedy z bólu rwałam pościel, w końcu prawie traciłam przytomność. Ten piątek 13 był więc dla mnie okropny. Może dlatego w niedzielę pojawiła się dosłownie maleńka kropka brązowej krwi. Wiecie, co pomyślałam… Zbyt wiele tu takich historii... Okazało się jednak, że niepotrzebnie się martwiłam. Nie wiem skąd ten atak – może stres z powodu tej wizyty, może fakt, że bolał jajnik, a w ostatnim czasie sama zaczęłam myśleć, że przyczyną ataków były właśnie jajniki. Wiem tylko, że tą wizytę przypłaciłam ogromnym strachem i chyba szybko tam nie pojadę. Miałam nadzieję, że bardziej się ucieszą, ale oboje z mężem bardzo się pomyliliśmy. Po tym czasie teściowa zadzwoniła do mnie tylko raz i od razu ostudziła moją radość: „A Natalka dzwonię, bo na dworze pada deszcz, w domu nie mam co robić, więc stwierdziłam, że już zadzwonię”. Kurcze, nie zawsze musi być aż tak szczera… Podejrzewałam jednak, że to nie była jej osobista inicjatywa i oczywiście – mąż jej kazał. To co miała zrobić… Przestaję się już powoli przejmować. Choć wiem, że czeka nas ogromna przeprawa albo z imionami albo z chrzestnymi. Pewnie znowu wybiorą chrzestnych i nas poinformują. Już nigdy na to nie pozwolę, sami zadecydowaliśmy, że mąż ma samych dalekich kuzynów (którzy mają swoje życie i nas gdzieś), zatem chrzestnymi będą moja jedna siostra i mąż drugiej. Oj, tylko jak to oznajmić teściom. Wiem, że będzie wojna, ale teraz pójdziemy na noże. To nasze dziecko, nasze 5 minut i lepiej niech nikt się nie wtrąca, bo zrównam z ziemią. Nie pozwolę już za siebie decydować. Maluch w końcu musi mieć dobry przykład. A teściowa lepiej niech się nie wtrąca, bo jak to mówią: kto sprzeciwia się ciężarnej może liczyć, że myszy pogryzą rzeczy w domu. Tak więc: niech mają się teraz na baczności ;)

"Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się,
czy dobrze jest czy może jest, może jest już źle,
jaka będzie przez najbliższe dni
przygarnie cię czy zatrzaśnie drzwi.
Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się,
czy dobrze jest czy może jest, może jest już źle,
nie będziesz wiedział czy jest tak czy tak
i to jedyny pewny fakt. "


lalalalalalananaojnanana...;)
I tak się mniej więcej sprawy mają...

Aluś komu w drogę...temu, pa!!!!!!!!!!;)
Czekam...


Dziękuję kochane:*


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2013, 19:53

frutka :) 28 września 2013, 19:53

no i po pierwszym spotkaniu z instruktorką modelu creighton.
Kobieta wbrew moim obawom "na żywo" była bardzo sympatyczna i spadł mi kamień z serca :)
Zrobiła wprowadzającą prezentację nt. naprotechnologii, fizjologii cyklu no i zasad obserwacji w tej metodzie. Metoda bazuje TYLKO na obserwacji śluzu szyjkowego według ściśle określonych zasad, nie mierzy się tu temperatury. Obserwacje śluzu mają być bardzo dokładne. Dostaliśmy kartę obserwacji, naklejki do niej, książkę, którą trochę zaczęłam czytać. Umówiliśmy się na spotkanie kolejne, kolejną wizytę do lekarza na koniec października. Trochę się zdołowałam bo wychodzi, że według ich wytycznych to ja śluzu płodnego w ogóle nie mam (przynajmniej do tej pory nie zaobserwowałam, moze jak będę to tak dokładnie obserwować jak oni każą, to nie wiem..). Moja wodnista wydzielina w dniach okołoowulacyjnych jeśli nie am uczucia śliskości, nie jest zaliczana do płodnej...kuźwa kuźwa kuźwa. Dobra, poczytam popatrzę, moze nie będzie tak źle. W końcu nie spotykamy się, żeby się pochwalić jakie się ma super cykle, tylko żeby stwierdzić co w nich nie tak..chociaż mi z powodzeniem "wystarczyłaby" to co mamy już stwierdzone jako problem, a nie nowe, kolejne..kuźwa...już te dotychczasowe dają nam małe szanse (przynajmniej na razie) a nowe..moze dać sobie spokój...nie łudzić się..
głupie, ale przypomina mi się wizyta sprzed paru lat u protetyka, który mi odbudowywał ząb, którego nikt mi nie chciał robić i wszyscy spisywali na straty: jak siedziałam na fotelu, byłam w trakcie "odbudowy", powiedział mi: wie pani, tylko wariat robiłby takiego zęba.. Miałam spytać, czy chodzi mu o mnie, czy o niego, jako że podjął sie naprawy, ale nie mogłam mówić :) ząb jest do dziś, a to już niedługo 10 lat będzie :) głupie porównanie, bo płodność to nie naprawa zębów, ale czasem dobitnie do mnie dociera w czym jest rzecz i myślę sobie: na co Ty liczysz? na co sie porywacie?
Jezu, ufam Tobie

frutka :) 28 września 2013, 19:59

A jednocześnie..koniec cyklu sie zbliża i ja cały czas jak głupia mam taką nadzieję, że może się udało, ze chyba kupię kilka butelek wina żeby "zapić", jak @ przyjdzie, bo tym razem czuję że będzie ciężko to łyknąć..
kuźwa płakać mi się chce..a u mnie "płaczki" na zawołanie to ewidentny znak, że max 2 dni do okresu...w pn kupuję wino..

CassieMK Spełnić ostatnie marzenie 22 grudnia 2013, 12:15

Przez kilka dni miałam irracjonalne wrażenie, że się udało. Intuicja podpowiadała mi, że jest dobrze, że ten cykl będzie nasz. To uczucie nie chciało mnie opuścić, a ja bałam się, że przez to za bardzo się nakręcę. Wczoraj jednak to wszystko odeszło w zapomnienie. Teraz z kolei mam wrażenie, że na pewno się nie udało. Ech, być kobietą... :P Najchętniej wyłączyłabym myślenie na kilka dni. Nie chcę gdybać, zastanawiać się i dopatrywać się w sobie objawów, bądź ich braku. Na szczęście ten przedświąteczny czas wypełniony będzie przygotowaniami, pracą i obowiązkami domowymi, więc na gdybanie zostanie już niewiele czasu. Ten fragment cyklu tuż przed miesiączką jest najgorszy, ale już niedługo wszystko będzie jasne.

Chiang Mai Starania i ciąża w Tajlandii... 29 września 2013, 10:44

Obawiam się o Kubę.

On nie był gotowy na tacierzyństwo, a ja go postawiłam nieomal przed faktem dokonanym.

Teraz On próbuje się maksymalnie dobrze odnaleźć w sytuacji i jest kochany ale zauważyłam, że kosztuje go to mnóstwo stresu i zdrowia.

Wraz z powiększaniem się obwodu mojego brzucha on mniej je, chudnie, pogorszyła mu się cera, nie może pracować, śpi po 14h na dobę, a nawet dostał temperatury i atakują go coraz to nowe problemy zdrowotne. Nie wiem czy to nie jakaś somatyzacja stresu, przez co znaczne obniżenie odporności.

A jeśli tak, to sam nie jest tego świadomy, a nawet jeśli przecież nie powie mi, że nie chce tego dziecka.

I jak widzi moją rozpromienioną buzię to mówi: "Kocham Cię i cieszę się, że jesteś szczęśliwa"...
ale on nie jest i czuję, że go zawiodłam zmuszając do przyjęcia roli której nie chciał, przynajmniej nie teraz....


Nie wiem co z tym zrobić.

Pogadałam z Kubą. Twierdzi, że jest chory bo zmókł ostatnio a było chłodno :P i owszem stresuje się, ale najbardziej pracą - że klientów jest mało i nie chcą płacić :/ no i że owszem to nowa sytuacja wiec jest źródłem niepokoju ale i tak by to tacierzyństwo go kiedyś czekało a tak cieszy się, że ze mną... i mam nie chlipkać bo moje teorie są raczej objawem hormonalnych wahań nastrojów niż realnym faktem.

Ech mam takiego kochanego faceta. Tak bardzo go kocham.

Czyli wychodzi na to, że znów Michaaela ma racje - pogadania z fajnym młodym ojcem mu trzeba :P i nowych sukcesów zawodowych.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2013, 11:32

agusia78 Czekamy na Ciebie Kruszynko 29 września 2013, 10:49

A jednak byly staranka wczoraj rano. Owulacji jeszcze nie bylo bo temperatura nie skoczyla. Misiu pochrapuje na kanapie, mam nadzieje, ze bedzie mial ochote na "male co nieco":-). W tym cyklu staram sie za bardzo nie nakrecac, po owulacji pewnie dadza o sobie znac skutki stosowania Clomidu ale teraz juz wiem czego oczekiwac. Po kazdym nastepnym cyklu jestem madrzejsza I bogatsza o nowe doswiadczenia. Gdyby nie ten uplywajacy czas mogloby to byc calkiem interesujace...
Czesto czylalam rozne fora dla starajacych sie I po cichu zazdroscilam odwagi I otwartosci dziewczynom, ktore tam pisaly o swoich przezyciach. Pomyslalam, ze ja tak nie potrafie. A jednak otworzylam sie tutaj... Kiedy bylam 13-latka zaczelam przenosic swoje uczucia I przezycia na papier, pamietnik zawsze byl moim towarzyszem. To, co zapisywalam w kolejnych zeszytach bylo jednak tylko dla mnie; nikt nie czytal tego I nie komentowal. Tutaj jest inaczej. Dobrze, ze mozemy sie wymieniac naszymi doswiadczeniami I przezyciami a kazdy komentarz jest bardzo cenny.

biedronka1982 W poczekalni 29 września 2013, 10:54

"Załóż, że staranie się o dziecko to proces a nie zdarzenie. Spośród wszystkich par aktywnie starających się o dziecko tylko 30% par zachodzi w nią w pierwszym cyklu. Po 3 cyklach w ciąży będzie około 59% wszystkich starających się par, po 6 cyklach 80%, po 12 cyklach 85%, a w przeciągu 4 lat zajdzie w ciążę około 95% wszystkich starających się par. Około 5% par będzie starało się o dziecko dłużej niż 4 lata."

To mnie kurna pocieszyli! Za 4 lata mam sie dziecka spodziweac, swietna wiadomosc z rana, tuz po naglej i niezapowiedzianej wizycie @ i w momencie ogolnego rozbicia. No rewelacja, teraz to juz tylko siasc na pepku i plakac! :-(

aaana UDA SIĘ! Nie może być inaczej :) 29 września 2013, 10:54

Dziś dzień spodziewanej @.
Zrobiłam test, wyszedł negatywny, jest dzisiaj 15 dzień po owulacji, więc już powinno coś wyjść. Tak więc chyba nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać na nadejście @ :(

Wczoraj kiedy wracaliśmy do domu zatrzymaliśmy się w pięknej Świątyni. Wierzę w Boga czymkolwiek kimkolwiek jest. Nie chodzę jednak do kościoła.
W tej Świątyni, choć nie katolickiej a prawosławnej,.... modliłam się o dzieci. Dzieci dla nas. Miałam łzy w oczach i prosiłam o zaufanie dla mnie jako potencjalnej dobrej mamy. Mój Mężczyzna będzie bardzo dobrym ojcem. Tak bardzo wczoraj o to prosiłam. Boga, Świat..... Proszę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2013, 11:06

mom, when i grow up, i'll have a man?
 if you will be good girl, yes.
 and if I will be bad girl? 
you'll have few.

Wesele odespane. Było przepięknie. Śliczna Panna Młoda i mój brat jakiś taki poważny.
Nawet pogoda sprzyjała Młodym, w trakcie mszy strasznie lało a kiedy wychodzili z Kościoła zaświeciło słońce.
Przypomniał mi się mój ślub sprzed czterech lat. Pamiętam, że byłam spokojna (na co dzień jestem morzem emocji), nawet moja mama się dziwiła, że nie panikuję. Tak sobie pomyślałam, że to cudownie mieć kogoś z kim idzie się przez życie. Kogoś kto wieczorem kładzie się obok, kto przyniesie herbatę i chusteczki jak masz katar, kto pocieszy jak masz gorszy dzień......

biedronka1982 W poczekalni 29 września 2013, 15:50

Rozmawialam z lubym i jestem przerazona jego brakiem wiedzy o poczeciu!
Wg niego staramy sie dopiero 2 miesiace, bo przeciez wczesniej tez cos lykalam. Taak, kwas foliowy! :-/
Poza tym to wszystko przez antykoncepcje, to przeciez kazdy wie! A u niego w rodzinie wszyscy zdrowi i maja dzieci ile chca. Matko i Corko! :O
Gdy spytalam, czy nie przyszlo mu do glowy sie zbadac, uslyszalam, ze przyszlo, ale najpierw moje wyniki.
Ufff...
Jaki to ciezki osobnik! A moze to ja za bardzo wszystko przezywam? W koncu staramy sie dopiero dwa miesiace! :-P

Zaczarowana A miało być tak pięknie… 29 września 2013, 16:04

"Załóż, że staranie się o dziecko to proces a nie zdarzenie. Spośród wszystkich par aktywnie starających się o dziecko tylko 30% par zachodzi w nią w pierwszym cyklu. Po 3 cyklach w ciąży będzie około 59% wszystkich starających się par, po 6 cyklach 80%, po 12 cyklach 85%, a w przeciągu 4 lat zajdzie w ciążę około 95% wszystkich starających się par. Około 5% par będzie starało się o dziecko dłużej niż 4 lata."

Ta porada wcale nie jest pokrzepiająca. Po 6 cyklach 80% par zachodzi w ciążę. 80% to bardzo dużo. Jeśli ja i mój Mąż jesteśmy poza tą 80tką... to chyba nie jest dobrze, co ? Jesteśmy w tej cholernej 20stce, która po 6 miesiącach nadal ma figę z makiem. Ech.

Dzisiejsza porada dnia.. chyba dala mi za duzo do myslenia..

"Załóż, że staranie się o dziecko to proces a nie zdarzenie. Spośród wszystkich par aktywnie starających się o dziecko tylko 30% par zachodzi w nią w pierwszym cyklu. Po 3 cyklach w ciąży będzie około 59% wszystkich starających się par, po 6 cyklach 80%, po 12 cyklach 85%, a w przeciągu 4 lat zajdzie w ciążę około 95% wszystkich starających się par. Około 5% par będzie starało się o dziecko dłużej niż 4 lata."

przeraza mnie ten okres staran... przeraza mnie oczekiwanie.. nie lubie czekac..

9 dni do Jego powrotu.. to juz pewne.. oczekiwanie.. tik tak.. tik tak..

gosia89 udało się po 9 latach 29 września 2013, 19:19

dawno nie pisałam... dziś czuje potrzebę się wygadać, hmm w końcu po to są pamiętniki.
Ostatnio w moim życiu dużo zmian. Nowa praca, męcząca, stresująca. Mam ochotę się zwolnić ale wiem że nie mogę bo nie mam innej pracy. Po drugie przeprowadzka z domu rodzinnego do domu mojego Narzeczonego a co za tym idzie do przyszłych teściów. Mieszkam już jakieś dwa miesiące i ciągle tęsknię za mamą, siostrzenicami. Brakuje mi czasu z nimi spędzanego. Często się rozklejam, czasem nie wiem nawet z jakiego powodu. Jestem nerwowa, zestresowana. Chciałabym uciec od problemów ale nie wiem jak... Nikt mnie nie rozumie, nie wiem z kim mam o tym rozmawiać. Czuje się jak bym była w sytuacji bez wyjścia.

Oczywiście do tego wszystkiego ciągle nie mogę zajść w ciążę. A tak bardzo tego chce. Termin @ mam na jutro i planuje zrobić test. Ale tak się boję, że kolejny raz się rozczaruje ;(

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)