Anuśla Musisz dać życiu szansę 25 kwietnia 2019, 18:11

Zaczelam chodzić na akupunkture. Poczatkowo byłam przerażona, gabinet w którym się umowilam jest w starym komunistycznym bloku, w środku old school totalny. Ale Mongol który mnie kluje ma w sobie spokoj, patrzy mu dobrze z oczu. Byłam na 3 seansach, mam mieć 15. Ogólnie wygląda do tak, że doktor zapytal z czym przychodze, powiedziałam że chodzi o stres i niepłodność. Trzymał mnie za przeguby rak i chyba sprawdzał przepływ krwi. Powiedział, że muszę dbać aby mieć ciepłe stopy, bo macica i jajniki potrzebuja ciepła, a ciepło idzie od stóp. Potem w kabinie za zasłoną rozebralam sie do stanika i majtek i mialam wbite 24 igły. W głowę, twarz, brzuch, rece, nogi. Nie boli, tzn kluje tylko w nogi, w twarz i głowę o dziwo nic nie czuć. Potem leżę 20 min pod przykryciem. I naprawdę czuję takie ciepło i rozluznienie jak tak leżę z tymi iglami. Dzisiaj doktor podpytywal mnie o ten stres, pracę itd. Powiedział, że nie można się tak przejmować, bo życie to walka od poczatku do końca. Trzeba walczyć i cieszyć się że nie musimy zbrojnie walczyć, że tu w Polsce nie ma wojny, ze trzeba się z tego cieszyć. Taka dewiza na dzisiejszy dzień:-)

Niby nic mnie nie piekło i nie bolało, ale to permanentne parcie na pęcherz było nie do zniesienia. Ostatecznie doktorek zalecił mi jednosaszetkowy antybiotyk - Monural. Początkowo się zestresowałam - jak to antybiotyk w ciąży? Ale na forum BBF poczytałam, że dużo dziewczyn ten lek bierze w razie problemów z pęcherzem. Poleciałam do rodzinnego i tam też usłyszałam, że jest niegroźny, więc poprosiłam o niego, zdecydowałam wczoraj wieczorem go wziąć i już dzisiaj jest dobrze.
Widocznie jakieś cholerstwo się mi przyplątało - może po tym wyskoku do Bałtyku, albo po eksperymentach <3 <3 z mężem :P (muszę przeanalizować czy nie wrócić do abstynencji, ale trochę żal ;) )

Wczoraj w końcu dorwały mnie kierowniczki z pytaniami o brzuszek :D No to już jestem po coming out, bo się pewnie po wydziale rozniesie ;) Jedna mówiła, że się już dawno domyślała :P Jednak cieszę się, że długo brzuszek był taki trochę top secret :)

U męża w pracy pojawiła się możliwość 5 letniego kontaktu na Malcie od przyszłego roku...
Pensja unijnego specjalisty zamiast polskiego urzędnika... nie muszę nic tłumaczyć, prawda?
Wczoraj mnie zaskoczył tą info, a dzisiaj rano się poryczałam jak głupia :| No bo jak to? Z niemowlęciem wyjeżdżać na drugi koniec Europy? Bez żadnych znajomych, nie mówiąc o rodzinie? Co z moim zastępem lekarzy? Dla męża fantastyczna okazja do rozwoju, ale...co z moją karierą zawodową? Jako historyk i prawnik to za granicą sobie mogę wcisnąć dyplomy wiadomo gdzie. Do tego przyznam się, że z racji braku potrzeb używania, to mój angielski gorzej niż kuleje.
Jestem przerażona, ale postanowiłam, że się będę modlić o zmiany w Polsce, żeby mąż dostał inną, lepszą pracę tu na miejscu i nie musiał się zastanawiać nad wyjazdem i ... żeby nie dostał tego kontraktu, chociaż kazałam mu złożyć papiery (jak go przyjmą, to się okaże co zrobimy) bo życia zawsze może w różny sposób nas zaskoczyć.

Dziś piątunio i w końcu cały dzień w pracy - na prawdę się cieszę :D (aha miałam jechać do centrum onkologii odebrać wyniki biopsji, ale przełożyłam wizytę na za miesiąc - wcześniej się nie dało - bo mam ochotę dziś popracować i mam dość widoku szpitali i lekarzy jakichkolwiek).

Zatem do pracy... ;)

Samosiowa staraczka Samosiowy pamietnik 24 kwietnia 2019, 06:54

W jednym ze swoich wpisow kiedys juz pisalam, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny i tak wlasnie czuje, ze wszystkie moje drogi w cale nie prowadzily do macierzynstwa bowiem to ostatni cykl staraniowy potem robie przerwe nie dlatego, ze jestem , zmeczona ale bede zmieniac prace ciagle sie zastanawiam czy dobrze robie ale po tym jak moja kolezanka z pracy zlozyla wypowiedzenie tez sie starala i nagle zmienia swoje zycie o 360 stopni ale zaczynac od nowa ehh ciezkie to dla mnie i nie wyobrazam sobie sytuacji takiej ze zrezygnuje z pracy a tu nagle zajde w ciaze noz kurde przeciez wszystko robilam zeby zapewnic dziecku stabilizacje, zeby chleba nie brakowalo pieniedzy na lekarza a dziecka nie ma i caly moj plan poszedl do kosza....

26 tc (25+5) i +12kg / od dziś odliczamy ! zostało 100 dni!

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/41b78e0601ea.jpg

Upałów mam już dość. Nawet przytulać człowiek się nie chce, bo za ciepło :/ a jeszcze tyyyle czasu ma grzać :( leże i kwicze, sram już tym gorącem -.-


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 sierpnia 2015, 14:49

followka Nic nowego, nic odkrywczego 24 kwietnia 2019, 09:06

Dzisiaj 12t6d
Czas trochę zleciał, chociaż cały czas mi się wydaje, że się dłuży. W piątek (12t1d) byłam na USG, maluch rośnie, serducho bije wszystko w normie jak należy. Aczkolwiek ciężko było go pomierzyć bo kompletnie nie chciał współpracować. Jakby czuł, że ktoś go podgląda. Nawet zrobił kilka kopniaków :) CRL nie całe 5,3 cm, NT 1,7. Lekarzowi raz się wydawało, że będzie chłopak, ale już nie udało się dojrzeć później żeby potwierdzić. Teraz czekam na wyniki NIFTY, ale to jeszcze kilka dni, dzisiaj patrzałam to na pasku pokazuje dopiero 30%..... A 10 maja kolejna wizyta. To już będzie 15td1. Wczoraj zmiękły mi piersi i pobolewał brzuch jak na okres. Wieczorem trochę mocniej, ale nie na tyle żebym potrzebowała tabletki dlatego uznaję to za fizjologiczny objaw. W końcu tam wszystko rośnie. Nawet zauważyłam już zmiany na brzuchu- jest inny bardziej zaokrąglony. Sadełko sadełkiem, ale to wybrzuszenie to na pewno nie tylko samo sadełko. Czasami przyłożę rękę to wydaje mi się, że coś czuję, ale to pewnie ruchy jelit lub coś innego, bo chyba nie da się wyczuć 5 cm dziecka. Zaszalałam i zakupiłam wczoraj detektor tętna płodu. Nie wiem czy to był dobry pomysł czy będzie mnie uspokajało jak będę codziennie słuchać jego serduszka czy wręcz przeciwnie jeśli nie będę mogła go znaleźć. Słyszałam różne opinie. No ale przez te miękkie cycki i ból brzucha nie do końca myślałam racjonalnie. Niby najgorszy okres za nami, bo wchodzimy w 2 trymestr, ale jednak strach nadal mi towarzyszy. Czekam z niecierpliwością na wyniki NIFTY oraz na wizytę 10 maja, mam nadzieję że już wtedy uwierzę naprawdę że wszystko będzie w porządku.
Oby było dobrze.

inaa Mama,Tata i ...? 24 kwietnia 2019, 10:57

Hejoooo :)

Właśnie trwa pierwsza drzemka wiec postanowiłam coś naskrobać.
Jagódka zakumała jak się je, ale niestety tak ją wysypało i mamy przymusową przerwę.
Jutro usg bioderek... mam nadzieje, że w końcu będzie OK.

Macie jakieś przepisy dla niemowlaków?

10dc
Dzisiaj biorę na noc ostatnia kapsułke dopochwowa... Od jutro wdraża leczenie gynoflorem czy coś takiego a zaraz po majówce, idę powtórzyć cytologie...
Od 23 maja wpisałam że idę na urlop mam jeszcze 9 dni urlopu z tamtego roku. Oby poszło wszystko dobrze i po 20 maja odbyła się punkcja. Przynajmniej byłabym na urlopie i nie musiałabym kombinować z dniem wolnym bądź pod lekarza zmiany mieć w pracy.
W pracy hmmm nuda... A na dodatek od wczoraj jest to placówka pocztowa... Czy jakoś tak gdzie będzie można paczki odbierać i wysyłać... Bo w 1,3,5 maja szef napisał d ok koleżanki smsa że jest sklep otwarty od 8 do 16 😓 pff mam za dużo na głowie a każą do pracy przychodzić... Ja wzięłam 5 maja w Nd... Bo 1 i 3 może grill się trafić.
Wracam do pracy... Miłego dnia.

Rene Szczęśliwy wakacyjny cykl:-) 24 kwietnia 2019, 15:02

Patryk ma rok i 2tygodnie
Dziś chciałam w końcu zanieść mocz i kał na badania i co pan nie zrobił kupy a siku się wylało oj zła byłam ale nie na dziecko tylko na siebie nie wiem kiedy w końcu zaniose do laboratorium.Lekarka będzie pewnie zła ze jeszcze nie zrobiłam tych badań:-(.Porażka nr 2 odpieluchowanie Damiana jestem załamana wczoraj chodził bez pampersa i ani razu nie zawołał tylko się zlał mam dosyć inne dzieci młodsze od niego już wołają i w przedszkolu żadne juz nie chodzi w pampersie tylko on:-(Dam chyba sobie spokój nie ma sensu się szarpać z tym problemem jutro jadę i kupuje kolejne pampersy i niech chodzi nawet i jeszcze rok może w końcu sam zalapie ze ma wołać.Nie będę co chwilę pytać go czy chce siku on i tak nic nie rozumie.
Co czuje żal i złość ze ponosze kolejna porażkę wychowawcza :-(
Z córką i starszym nie było tyle problemów synek siostry tez sam się nauczył poprostu poczuł ze chce siku i kupę i zaczął wołać.
Musze trochę wyluzować tak będzie lepiej a za rok być może pośmieje się z tego żalwpisu

Tak długo mnie tu nie było bo nie było po co.

Dzisiaj miałam usuwana lekka przegrode z macicy histeroskopia która uniemożliwiają mi zajście w ciążę miałam z nią tylko 20% w końcu ktoś mnie zdiagnozowal w Belgii i już wszystko naprawione. Moja macica już jest normalna dzidzia już będzie miała gdzie się zagniezdzic boże tyle starań, 3 Icsi 5 inseminacji wszystko było na marne przez tą macice a żaden lekarz nie zalecił mi tego zabiegu. W końcu los chyba się do mnie uśmiechnął. Mam nowego wspaniałego mężczyznę i będę brać ślub drugi raz mój pierwszy mąż to był wielki niewypał i chyba tak musiało być. Bóg czuwał i w końcu dał znak gdzie leżał problem.

Monika18071 Ciągle w niedoczasie 24 kwietnia 2019, 18:04

Dobra. Udało się umówić na 21 czerwca do invicty. To całe dwa miesiące czekania na wizytę. Weszłam na opinie lekarki na znanymlekarzu.pl, która ma nas przyjąć. Ogólnie jest źle. Podaję linka coby nie zapomnieć:
https://www.znanylekarz.pl/karolina-waleskiewicz-ogorek/ginekolog-lekarz-medycyny-estetycznej/wroclaw#tab=profile-reviews
Napiszę szczerze, że jestem przerażona i jakoś tak.. chyba nie za bardzo chce mi się iść. Dodano mnie też na fejsie do nowej grupy staraniowej i kurcze tam tyle dziewczyn przystępujących do in vitro. Właściwie tak naprawdę z takimi samymi problemami jak ja. Słabe nasienie, IO, PCOS, tarczyca. Jak się człowiek zaczyna kręcić w takim towarzystwie to jakoś tak ogarnia przerażenie, że to do tego samego dąży u nas. Oby nie. Chce się wtedy uciec od tego wszystkiego w stronę szczęśliwości, bo piekna pogoda, dobry nastrój na rolkach, umówiona kosmetyczka, ulubiona sukienka założona.
Co do wagi i diety to po świętach bez znaczących zmian. Zjadłam 3 kawałki ciasta, bo już nie mogłam się powstrzymać, sałatkę z ziemniakami i de volaille'a. A raz się żyje! Chyba w sumie na dobre mi to wyszło, bo wydawać by się mogło że ostatnio za bardzo ograniczałam węglowodany i później przez to mogłam się czuć źle. Wagowo: +0,5 kg ale spokojnie, będzie git majonez. To moje odchudzanie to w ogóle taaaakie wolne, że prawie niezauważalne. Dzisiaj byłam w takim "ekskluzywnym" lumpie i parę sukienek nawet wybrałam no ale ten mój brzuch mógłby zniknąć. Za 2 tygodnie ma być dostawa to pójdę oblukać. A może pojawi się jakaś perełka? :) Byle tylko troszkę ten brzuszek mi się zmniejszył to będzie super.
obiadem się zachwycam swoim, palce lizać!!! Makaron z ciecierzycy + mięso z uda + pół awokado + pół mango + sezam = re-we-la-cja. W ogóle fanpejdż elancyla ma całkiem ciekawe przepisy, muszę czasami zaglądać.

22tc + 4 (23tc)

Jak pomóc Mężowi, który zawiódł się na rodzicu?

Mąż bardzo chce zmienić pracę, w tej męczy się psychicznie, swoje nerwy przynosi do domu. W tej pracy nikt Go nie docenia, nikt o Nim nie myśli.
Gdy przychodzi do pracy to musi wsiąść w samochód i jechać na Warszawę z punktami, wraca przed 14:00 i od razu musi jechać na odbiory na Annopol. A w tym czasie dwóch innych "kolegów" grzeją tyłki na magazynie i ani myślą się ruszyć. Pragnę zaznaczyć, że Mąż ma stanowisko i pensję magazyniera a nie kierowcy.
Jutro rano jedzie na rozmowę do firmy, która jest 5 minut od naszego domu. Też na magazyn, na dzień dobry dają mu takie same pieniądze jak ma tutaj po 5 latach pracy.

Ale mamusia oczywiście jest na nie, nie mógł jej przetłumaczyć, że to już nie są te czasy że w jednej firmie pracuje się 30 lat. Już foch, już płacz że nie da rady i go wywalą.
Nie wiem czemu tak sądzi, mój Mąż jest zaradny, nie da sobie zrobić krzywdy i nie zmieni pracy na gorszą.

Wspieram go jak mogę, ale widzę, że jest podłamany. Wiem, że dobrze robi. Dla mnie nie liczą się pieniądze tylko jego komfort psychiczny i to żeby znów z przyjemnością chodził do pracy.
Teraz jest idealny czas na zmianę, ja jestem w ciąży, dostaję pieniądze z ZUS, później będziemy mieli pieniądze z macierzyńskiego. Poza tym mamy takie oszczędności, że gdyby faktycznie w tej nowej firmie poszło coś nie tak, to na spokojnie mógłby nie pracować nawet rok.

Samosiowa staraczka Samosiowy pamietnik 24 kwietnia 2019, 21:30

Ehh samopoczucie 1/10
Mowilam o zakupach przez intermet kolejnym zlym pomyslem jest zamawianie lustra ale nie wiedzialam ze maz je zamowil bedziemy mieli 7 lat nieszczescia a moze i wiecej...
Bylam na silowni mialam sie wyladowac nie myslec o staraniach a namowilam siostre na trampoliny zaczela rozmawiac na temt moim staran wszystko byloby ok gfyby nie zaczal sie temat in vitro cholera.... . Siostra mi powiedziala a wiesz ze ta nasza kuzynka nie mogla zajsc w ciaze i ostatnio sie dowiedzialam ze oni urodzili dziecko po in vitro powinniscie odlozyc wszelkie wyjazdy remonty itp skupic sie na leczeniu bo czas Wam ucieka im sie udalo Wam tez moze a ja do siostry no ale ja przeciez nie irodzilam sie pod szczesliwa gwiazda zaledwie 10 % spotyka kobiety cp pekniecie jajowodu wstrzas a jeszcze 1 % kobietom zdarza sie ze ciaza umiejscowiona jest w jajowodzie i w macicy jednoczesnie przy czym dochodzi do pekniecia jajowodu i poronienia jednoczesnie.... juz przynajmniej wiem czemu mnie tak dlugo w szpitalu trzymali i ciagle na przeciwbolowych...
Tak jestem tym szczesliwcem jakie szanse sa skoro nie umiem utrzymac ciazy dochodzi do odrzutu ze to in vitro sie uda??? Ze niby wywale 20 tys a potem bede jak zwykle plakac.... Jak zwykle widze wszystko w czarnych barwach siostra mi zrobila metlik w glowie a przeciez mielismy ulozony w glowie plan ze jesli sie nie uda naturalnie to bedziemy zyc bez dziecka i tak zyjemy a teraz metlik burdel i syf mam w glowie znowu.... kiedy sie od tego myslenia uwolnie ... maz mi dzisiaj powiedzial ze gdy widzi pary z dzieckiem szlocha bardzo mi przykro ze jestem taka do dupy mezu moj :( jesli znacie jakies rozwiazanie na ta beznadziejnosc to chetnie przyjme rady oczywiscie w gre nie wchodzi psycholog inne rozwiazania licze podpowiedzi a moze znowuuciecie kolejnego kontaktu tym razem z siostra cholera jak tak dalej pojdzie zostanie maz i pies i kwiatki ....

Kolejny dzień.
27 dzień cyklu.
I znowu czekanie...
@ ma przyjść we wtorek..
Mam nadzieje ze nie przyjdzie.
Taaa.. Nadzieja matką głupich. :(
Od rana źle się czuje.
Artur mnie wyzywa że wymyślam że coś...
Gdyby on wiedział jakie to męczące, dzień w dzień od ponad roku myśleć o dziecku. :(
Tak bardzo chciałabym już mieć dzidzie.. :) :)
Byłabym najszczęśliwszą kobietą na świecie !!!
Czy to aby nie za długo rok starań??!!
Ja już nie mam siły, ja wymiękam.
Czekam do wtorku. Trzymajcie kciuki. :) :D

Dawno mnie nie było bo musiałam odpocząć psychicznie od tego wszystkiego. Od sierpnia zaczęliśmy działać więc liczę na to że tym razem uda się dotrzeć do finału. Pozdrawiam was kochane i pytam co u was?

Samosiowa staraczka Samosiowy pamietnik 25 kwietnia 2019, 09:37

Dziekuje za wszystkie rady wszystkie sa cenne dla mnie :) dzisiaj ciut lepszy humor
Na jutro wypisalam urlop wypada 6 dpo wiec postanowilam powtorzyc badania :
Tarczyca
Prolaktyna
Progesteton
Homocysteina
Wit d3

Zapisalam sie do lekarza na wizyte 20 maja po urlopie idziemy z mezem i z wynikami
i zdecydujemy co dalej wyblagam go o laparoskopie ewentualnie na nfz zobaczymy co powie bede probowala udroznic ten cholerny prawy jajowod z ktorego byla cp on jest jakis sam w sobie nie normalny jajowod i jajnik z tej strony bo vo miesiac z niego byla owulacja az mnie zdziwilo ze sie skubaniec nie zmeczyl... a mowia ze owulka na przemian jest ta jasne

Cukier sobie badalam wyszlo 99 na czczo. Czy mam jeszcze jakies badania zrobic?? 6 dpo?

Nic mi nie przechodzi :( ciągle biegam do toalety, a dziś z rana 4x rzyganko. Tak to jeszcze nie miałam... trzyma mnie tak już ponad 30 godzin...


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2019, 08:37

4t+1d

Dzięki dziewczyny za wsparcie :-) Będę na siebie uważać :-) Mam nadzieję, że będziecie zaglądać do mnie :-D Ja do Was jak najbardziej :-) Już niedługo wszystkie będziemy po tej lepszej stronie :-D
Emocje troszkę opadają, ale nadal nie mogę w to uwierzyć :-)
Wygląda na to, że biegunka w poniedziałek przed okresem nie była wynikiem stresu, ale zagnieżdżenia mojego okruszka :-D Do tej pory mam też delikatną zgagę i piersi bolą mnie po bokach i od dołu... Poza tym nie miałam żadnych objawów. Rano, w sobotę, gdy wstała z łożka ,zanim zrobiłam test pojawiła się ciężkość brzucha. Jak coś zjem to czuję przepełnienie. Staram się jeść często bo mam niedowagę i boję się żeby nie zaszkodzić mojemu maleństwu... Oprócz tego nie dzieje się ze mną nic... Nie wiem czy to dobrze czy źle... Czytałam jak niektóre z Was pisały że bolał Was brzuch jak na okres bo rozciągała się macica... Ja nic takiego nie czuję. Czuję od czasu do czasu takie rozpieranie i ogólnie przez większość czasu "czuję swój brzuch", ale nie boli mnie miesiączkowo...
Wczoraj rano powtórzyłam test i oczywiście wyszły dwie krechy :-D Testem, który robiłam w sobotę był bobotest, a w niedzielę pink test. W sobotę byłam na weselu i poszłam spać o 1:00. Zatestowałam drugi raz w niedzielę o 9:00 test był pozytywny, ale kreska nieco słabsza. Nie ukrywam że trochę mnie to zaniepokoiło, ale może po prostu było to spowodowane tym, że krócej spałam i załatwiałam się przed pójściem spać i stężenie hormonu nie było takie wysokie. Zanim w sobotę zrobiłam test, to w piątek nie sikałam już od 18:00, a zatestowałam też o 9:00. Nie byłabym sobą gdybym się choć trochę nie stresowała... ehhh
Staram się jednak myśleć pozytywnie :-) Co będzie, to będzie :-) Do gina idę w piątek. Niech coś przepisze, zaleci, zobaczy czy ziarenko zasiało się tam gdzie powinno i umówi nas na jakieś konkretniejsze badania :-)

Test z soboty:

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/c81357403f07.png


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2015, 10:30

Czekam na @. Powinna przyjść za 2 dni. Oczywiście, że liczę, że nie przyjdzie. Mężuś ma za 4 dni urodziny.

Święta przeżyłam. W towarzystwie ciężarnej bratowej. Poród na przełomie maja/czerwca. Mężuś stwierdził, że chodziłam tak spięta, że szok. Ogólnie robiłam wszystko byle tylko nie siedzieć przy stole, bo w zasadzie był jeden temat. Drugim było moje popsute auto, ale same rozumiecie - zepsuty samochód to mniej wdzięczny temat do rozmów rodzinnych.

Odebrałam wyniki kariotypów: są w porządku. Przyszły miesiąc przed terminem. I to na NFZ. Przyszły też wyniki mutacji protrombiny i Leiden - są w porządku, nie wykryli żadnych mutacji. Uff.
We wtorek byliśmy porobić pozostałe badania: KIR, HLA C, PAI, LCT i CBA. Poszły kolejne grube pieniądze, ale naprawdę nie chcemy pchać się w in vitro czy inseminację bez tych badań. Przestaliśmy odkładać cokolwiek na konto oszczędnościowe, a zaoszczędzone pieniądze bardzo szybko stopniały. Nie ruszamy nic z remontem naszego strychu (remont generalny łącznie z wylaniem stropu i wzmocnieniem dachu). Może i ktoś inny wybrałby ścieżkę - przecież tyle pieniędzy , to już można byłoby być po in vitro - ok. Ale u nas szanse są marne, przecież z pustego i Salomon nie naleje, więc czas kuracji hormonalnej Mężusia wykorzystujemy w ten sposób. Jeszcze w zakresie finansów: autko odmówiło posłuszeństwa. Znowu tuż przed Świętami. Eh, poszły amortyzatory. Na szczęście mam mechanika - magika. Udało się je zregenerować i mogę śmigać dalej i jeszcze nie bankrutuję. Do tego okazało się, że pracodawca źle potrącał mi zaliczki na podatek i mam super dużą dopłatę do podatku :(

Byliśmy na wizycie w klinice. Tym razem Gameta. Klimat zupełnie inny. Tam się kręciły dzieci. Normalnie, jak w przychodni. Brak opóźnienia, a nawet weszliśmy przed czasem. Lekarz na plus - konkrety - u mnie najpierw drożność jajowodów, u Mężusia kolejne badanie nasienia, tym razem z defragmentacją nasienia, nie pchamy się w niepotrzebna badania, bo one i tak nam nie zmienią toku postępowania. Potem decyzje, co dalej. Lekarz na minus - nie zaprosił mnie na fotel, nie obejrzał wszystkich badań. Szanse w inseminacji 8 - 12%. I dowiedziałam się, że owszem potrzebny jest 1 plemnik, ale potrzeba również wokół tej komórki jajowej 1 miliona plemników, bo bez nich nie rozpuści się osłonka wokół jajeczka!!! Jedna negatywna rzecz, którą powiedział - przy tak małej ilości plemników możemy spodziewać się dużej ilości wad w ich budowie.

Mężuś mi się rozsypał przed wizytą. On nie chce tu być, jemu się nie podoba, on czuje, że to nie tak powinno być, on chce normalnie, poza tym według Mężusia ja mogę mieć dziecko, na to rzucam - owszem, ale raczej nie z tym, z kim chcę, więc stoję ramię w ramię z nim i razem nie możemy mieć dziecka. Ehh, psychika. Stawiam na nogi, tłumaczę, przytulam się. Tłumaczę, żartuję, przedstawiam różne scenariusze, łącznie z życiem bez dzieci: "Krąsi - ja sam z Tobą nie wytrzymam - No wiesz Mężuś, jakby dla mnie to była taka prosta sprawa", stawiam na nogi, głaszczę po ręce, smyram po ramieniu i znowu. A potem odstawiona na pociąg mam całe 2 godziny dla siebie, żeby ochłonąć z emocji, bo zaraz jak wysiądę dzwonię do niego.

Po wizycie w klinice Mężuś był na wizycie kontrolnej u urologa. Urolog stwierdził, że zmniejsza dawki niektórych leków, zwiększa innych, dodaje jeden nowy lek, resztę pozostawia bez zmian. Hormony wyglądają stabilnie, dlatego niektóre leki można jeszcze bardziej zmniejszyć. Na pytanie od czego zależy upłynnienie odpowiedział, że zależy od ilości pewnego enzymu z konkretnym wytrysku, dlatego jest to parametr bardzo mało zależny od długotrwałego leczenia, nawodnienia, czy diety. W tym konkretnym mogło być 45 minut, ale co do zasady będzie szybciej. Zalecił kontrolne badanie hormonów za 3 - 4 tygodnie od wizyty i już raczej nie zalecał kontrolnej wizyty, bo leczenie poskutkowało. Stwierdził, że te wyniki to prawdopodobnie początek działania terapii hormonalnej, że gdyby nie ruszyło, to max. do pół roku byśmy czekali na poprawę, ale ruszyło i on poprawę widział nawet dopiero po upływie 9 miesięcy od rozpoczęcia leczenia. Poza tym powiedział, że jak już są, nawet w tak małej ilości, to warto złożyć depozyt i nie warto czekać z tym na 10 milionów plemników. W jego ocenie nie warto czekać też z in vitro, i polecił nawet klinikę FertiMedica. Mała, ale podobno kilka lat temu zainwestowali w szkolenie personelu i mają dobre wyniki. W związku z tą wizytę odwołaliśmy wizytę u innego specjalisty, baliśmy się, że będzie nas czekała biopsja, ale Mężuś zareagował na leczenie, więc na ten moment obejdzie się bez biopsji.

Prawdopodobnie mamy skopane ostatnie badanie nasienia (robione w pierwszej klinice, bo dostaliśmy zniżkę). W rekomendacjach dotyczących wykonywania badania nasienia stoi czarno na białym: "ruchliwość ocenia się po upływie 30 minut, ale przed upływem 60 minut od ejakulacji, aby uniknąć niekorzystnego wpływu zmiany pH, temperatury oraz odwodnienia próbki". A na naszym wyniku badania: ruchliwość plemników po upływie 1 godziny. No i zbieram się, żeby zadzwonić do kliniki i przedyskutować, o co chodzi.

Rekomendacje:
http://kidl.org.pl/uploads/Rekomendacje_Badanie_nasienia_80.pdf

Próbowałam się zapisać na drożność jajowodów na NFZ. Sprawa wygląda tak: muszę mieć tyle badań do tej drożności, że cena wychodzi niewiele mniejsza niż drożność w klinice. A termin to 20 maja, jak będę w nieodpowiedniej fazie cyklu, to przekładają o kolejny miesiąc. A w klinice mam numer do lekarza prowadzącego, dzwonię do niego, zapisuję się i on mi to wykonuje.

Przyszła książka o immunologii, wczoraj padając ze zmęczenia przeczytałam rozdział o ciąży. W dalszym ciągu jestem zielona w temacie, ale mam szansę się ogarnąć.

Plan jest taki: jedziemy w Alpy. Uff :) odpoczniemy, wyjeżdżamy jutro po pracy, nic nie jest gotowe i nie wiem, kiedy się będziemy pakować, ale odpoczniemy!

Po urlopie: badanie drożności jajowodów w klinice, Mężuś - badanie nasienia z defragmentacją (będzie 3 tygodnie po ostatnim badaniu i 2 tygodnie po zmienionej terapii hormonalnej, Mężuś jak usłyszał, że jest prawdopodobnie skopane badanie chciał je powtarzać tego samego dnia, a potem jak usłyszał, że musi zrobić defragmentację też już chciał od razu robić - po tym widać było jego roztargnienie i rozdrażnienie jednocześnie, bo zazwyczaj działa chłodno i kalkuluje, wytłumaczyłam mu, że lepiej będzie zrobić już na spokojnie po majówce, ja przecież wcześniej drożności nie zrobię, więc nie ma sensu działać chaotycznie), 15 maja wizyta u immonologa, 20 maja gastrolog, 21 maja wizyta u człowieka od laparoskopii. I czekamy na wyniki badań genetycznych i immunologicznych. W odpowiednich dniach cyklu monitoringi, badanie progesteronu i estradiolu, u Mężusia powtórka hormonów.

Nie potrafię z telefonu odpowiadać na wiadomości prywatne.

Jako, że mam osłabiona odporność przez ten steryd złapałam infekcje gardła i nosa, nic nie pomagało, pohawiła się gorączka, więc zmuszona byłam wziąść antybiotyk. W 4 dobie antybiotyku zaraziłam się grypa jelitową od bratanka. Nie daje rady jeść, pić a co dopiero wziąść leki. Teściowa mnie pocieszyła, że z racji, że kolejny bratanek z kolei ma ospe, ja z obecną odpornością mam szanse na półpaśca. Jest 15ta ja mam 38,5 - ciekawe co będzie wieczorem, rano było tylko 37,4. Wszystko mnie boli. Pomyślcie o mnie ciepło. Nie pamietam, żebym tak się męczyła.

12+5
Dzwonili z kliniki lekarz opisał wyniki usg prenatalnego i pappa - wynik prawidłowy ! co za ulga!!!
rośnij maleństwo prawidłowo i zdrowo 🤞🤞✊✊ wierzę, że będzie wszystko dobrze !


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2019, 10:43

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)