chciałoby się wyrzucić z siebie te wszystkie emocje, które siedzą w środku, a jednocześnie napisać coś mądrego...
Według aplikacji to 5 tydzień (4+2) to baaaardzo młodziutka ciąża.. Ale wierze, mam dobre przeczucia, że wszystko będdzie dobrze, że los w końcu się do nas uśmiechnął a po naszej burzy w końcu wyszło słońce. ostatnia beta którą robiłam w 13dpt wynosiła 975,8. Następną zrobię 16 maja to będzie 19dpt. Wierze, że to nasze maleństwo rośnie i przywita nas zdrowe w styczniu. Mimo, że strach jest cały czas to wierze dotrwamy do końca szczęśliwe. Chwiloo trwaj!! A ty maleństwo rośnij, widzimy się 21 maja na pierwszym usg. Rośnijj !!! 🙏🙏🙏 🤞🤞✊✊
W tym miesiącu w ogóle nie miałam owulacji, ale jakoś się nie przejmuję, muszę odpuścić miesiąc dwa bo mnie to męczy.
Lekarz nie zareagował na wyniki powiedział ze tarczyca ok a z kim nie rozmawiam kto stara się o dziecko mowi ze lekko za wysoka, postanowiłam powtórzyć dla siebie badania i zrobić dodatkowo anty TG i anty TPO, oraz sprawdzić jeszcze glukozę,zrobilam krzywą cukrzycowa i insulinową, ostatnio zamiast chudnąć tyję wiec chcialam sprawdzic czy nie mam insulinooporności.
Moje wyniki - badania wykonane w 23dniu
TSH 2,607 µIU/ml ( 0,350 - 4,940)
anty-TPO 3,09 IU/ml ( 0,00 - 5,61)
anty-TG 1,40 IU/ml ( 0,00 - 4,11)
Estradiol 66,00 pg/ml (faza folikularna 21 - 251 pg/ml, środek cyklu 38 - 649 pg/ml, faza lutealna 21 - 312 pg/ml)
Progesteron 0,10 ng/ml (faza folikularna poniżej 0,1 - 0,3 ng/ml, faza lutealna 1,2 - 15,9 ng/ml)
Progesteron wykonany w 23 dniu wiec raczej owulacji nie było, temp tez mi nie wzrosła.
Insulina przed obciążeniem 11,90 µIU/ml (norma 2,6 - 24,9)
Insulina po obciążeniu (pkt 1) 63,40 µIU/ml
Insulina po obciążeniu (pkt 2) 50,80 µIU/ml
Glukoza na czczo 5,20 mmol/l (norma 3,40 - 5,50)
Glukoza po 1 godz. 6,51 mmol/l ( max 11,10)
Glukoza po 2 godz. 5,38 mmol/l ( max 7,80)
Znalazłam na internecie jak sie liczy insulinooprnosc i wyszła mi 2,74 czyli prawoodobnie mam, musze to skonsultować z lekarze, moze to być tez problem z zajściem w ciąże. TSH mi wzrosło ....nie wiem dlaczego, juz sama nie wiem, szukam sama jakiejś przyczyny bo na lekarzy nie mogę liczyc. W czerwcu mam mieć laparoskopie i chce też umówić sie do kliniki, chyba wybiorę Lublin, zastanawiam sie jeszcze nad Krakowem ale wszedzie mam koło 160 km.
Co myślicie?
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 maja 2019, 07:23
@ zaskoczył i mnie i mojego męża. Co zrobić..
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem a wziąć się w garść.
Wysyłam dzisiaj Mojego na badanie nasienia - żebyśmy w razie czego mogli w pełni skupić się na mnie i znaleźć problem 
Dodatkowo odbieram dzisiaj biopsję tarczycy i też sprawdzę czy tutaj jest ok. Jako że wyszedł mi wcześniej na USG mały guzek planuję także pójść do ginekologa-endokrynologa aby zrobił może jeszcze jakieś dodatkowe badania (przemyślę czy to ma sens).
Nie mniej, jak będziemy mieć wszystkie wyniki - będę spokojniejsza
np będę świadoma że wszystko jest OK i że trzeba popracować nad podejściem 
spodziewana @: (jestem w trakcie)
czwarte: 14.06.2019
8dc
Pęcherzyki ładnie podrosly i jest ich około 15
Punkcja w poniedziałek 15.03
Emilka kończy dzisiaj 6 tygodni. Trudno mi ocenić, czy ma już za sobą pierwszy skok rozwojowy. Na pewno jest już bardziej świadoma otoczenia, mniej śpi, więcej chce na rączkach. Ogólnie przylepa z niej i często nie daje się odłożyć, nawet jak już słodko śpi po karmieniu. Najchętniej drzemie na rogalu przy mamie
. Jeśli chodzi o karmienie, to aktualnie jesteśmy tylko KP. Odstawiłam butlę i będziemy obserwować, jak przybiera. Trochę mi to karmienie jednak spędza sen z powiek. Wędzidełko już się prawie zagoiło, za dwa dni kończymy masaże, ale od jakiegoś tygodnia mała gorzej przystawia się do piersi. Podczas karmienia słychać coś ala klaskanie językiem, jakby się rozszczelniała. Dodatkowo w jednej piersi po karmieniu brodawka jest delikatnie spłaszczona. Coś jest nie tak, ale trudno mi stwierdzić co. Tym bardziej że jest to tylko prawa pierś i wcześniej takich objawów, nawet przed podcięciem, nie było. W internetach piszą, że to są wynik krótkiego wędzidełka, które u niej zostało podcięte, więc nie mam już pomysłu. W czwartek mamy wizytę u neurologopedy. Może coś poradzi. Przez to wszystko praktycznie każde karmienie jest dla mnie stresem. Czy się dobrze przystawi, czy się naje. Myślę, czy z KPI nie byłoby mi jednak łatwiej...
Głupia, głupia, głupia, Boże, jaka ja jestem naiwna i głupia.
To jest 2, albo 3 cykl, kiedy biorę 2x Duphaston. Biorę też Cyclodynon. Przeczytałam gdzieś, że jest niewskazany w ciąży, więc biorę go tylko do owulacji, chociaż doktorek nie kazał mi go odstawiać, a wręcz przeciwnie kazał brać jeśli mnie piersi będą boleć. No ale ja jestem mądrzejsza, więc piersi zaczęły boleć gdzieś 4-5 dpo i bolą w sobie do dzisiaj jak je trochę pogniotę (ha, ciekawe, czy nie bolą właśnie od tego mojego automacania).
Ale co tam piersi, to się mi zdarzało, czy z Cyclodynem czy bez. Zresztą wolę jak bolą, to znaczy, że coś się dzieje.
Za to, nigdy, ale to nigdy, a przejrzałam cykle od 2016 r. (!) nie miałam tak wysokiej temperatury w drugiej fazie. Z reguły oscyluje między 36,48 - 36,60, i to raczej skokowo, a tu piękny wykres 36,6-36,8 przez kilka dni.
No więc nakręciłam się jak głupia, że to ten właśnie cykl. W weekend nie mogłam spać z nerwów, żeby już nadszedł ten poranek dzisiejszy, żeby zrobić test, potem betę, potem w środę znowu betę i oświadczyć mężowi, że nie lecę do niego na Maltę za tydzień, bo jestem w ciąży... tak się rozmarzyłam w weekend, że aż w to uwierzyłam. Chyba przez ostatni rok, czy dwa nawet sobie nie pozwalałam na luksus takich marzeń, bo nienawidzę rozczarowań.
Ad rem.
Oczywiście dzisiaj - 12 dpo - rano biel wizira na rossmanowym teście
No i po tempce już widać tendencję do spadku. Normalnie chce mi się płakać.
po co ja się tak wkręciłam. Mężowi na szczęście nic nie powiedziałam, bo po co jemu dokładać. Przynajmniej tu jeszcze zachowałam samokontrolę.
Pewnie ta wyższa temperatura i piersi to od Duphastona, chociaż na ulotce jest, że nie podnosi temperatury, ale kto tam wie. Może ta wyższa tremp. to wynik tego, że w czasie owulacji brałam Augmentin (antybiotyk), chociaż skończyłam go już w zeszły poniedziałek. W każdym razie mój organizm zrobił mi niefajne kuku.
Chociaż na Maltę sobie polecę na parę dni... ale szczerze, to to żadne pocieszenie, 100 razy bardziej wolałabym musieć siedzieć w domu.
@ planowana na środę.
Dzisiaj mam doła głębokości czarnej dziury. 
EDIT:
14 maja wybrałam się do mojej kosmetyczki na drugi zabieg kwasami (dyniowy), bo skoro dzień wcześniej test wyszedł bieluteńki, to co stoi na przeszkodzie. Jakoś trzeba brać byka za rogi i szukać pozytywów. Przynajmniej buźka będzie gładsza 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2019, 14:38
13 dc
Dzisiaj popołudniu inseminacja.
Test LH negatywny
Temp niska
Pecherzyk na prawym jajniku 1,84
Endometrium 0,87
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2019, 08:43
6dc.
Dawno nic tu nie pisałam... ale też nie było o czym
ciąży jak nie było, tak nie ma. Przestaję wierzyć, że w najbliższym czasie się uda. Ten cykl jest trzecim stymulowanym clo i dupkiem, jeżeli teraz też się nie uda - to odpuszczamy.
Wczoraj kolejna wizyta w klinice. Jest już lepiej, ale pęcherzyki nadal małe bo głównie do 1cm ale ruszyło się coś. Endometrium ładne 9mm. Doktor stwierdził że jestem trudnym przypadkiem. Wysokie AMH dużo drobnych pęcherzyków a przy tym oporność na gonadotropiny. Jak to powiedział "tykająca bomba zegarowa". Pęcherzyki słabo reagują na leki, ale jak w końcu zadziała to bardzo duże ryzyko hiperki... Od dzisiaj zmiana leków, zamiast puregonu przyjmuję teraz menopur 225j. Jutro kolejne USG, mam nadzieje że będzie jeszcze lepiej niż wczoraj i okaże się ile faktycznie pęcherzyków wystartowało.
Szczęśliwego Nowego Roku Kochane moje! 
Życzę Wam spełnienia wszystkich marzeń, mnóstwo radości, miłości i samych pozytywnych doświadczeń w 2019. Strasznie się cieszę na ten Nowy Rok, nie mogę się już doczekać, aby dowiedzieć się co przyniesie. Rok 2018 żegnam z ogromnym sentymentem, bo bez wątpienia był to najlepszy rok w moim życiu. Dostałam dużo więcej niż kiedykolwiek mogłabym sobie wymarzyć!!
Nasz sylwester? No cóż... Było ciężko
skok rozwojowy + fajerwerki za oknem przez cały Boży dzień = ciągły płacz. Emi jednak zlitowała się nad nami i po 22:00 w końcu padła i obudziła się dopiero po 5:00 na cyca. My wnieśliśmy toast Piccolo, była łezka wzruszenia i o 24:30 padliśmy obok Niuni ze zmęczenia
mimo wszystko był to najlepszy sylwester w moim życiu. W piżamach, wykończeni, ale razem
Udało się. Nie wierzę!
Wieść nadeszła 11.05.2019r. Test pokazał II piękne krechy. Od razu poleciałam do męża 
Całe dwa dni radochy i ustalania co i jak. Tak się cieszyliśmy.
Ale jak to ja, dalej chciałam w pewnym sensie 'kontrolować' to co się ze mną dzieje więc dalej mierzyłam temperaturę. I tu zaczęły się schody:
- 12.05 spadła do 37,00
- 13.05 spadla do 36,87
przeraziłam się! bo spadająca temperatura oznacza zazwyczaj spadek progesteronu wiodący do poronienia. A ja już kocham mojego kropeczka mimo że go jeszcze nie widziałam! ani nie czuje objawów że tam jest
Poszłam od rana na betę i progesteron. Wyniki po 15:00.
UFF są całkiem dobre!
- Beta-hCG 1178,0
- Progesteron 22,22
Ale i tak poszłam do lekarza, może coś będzie widać a i skonsultuje swoje wątpliwości i obawy.Ale poszłam do innego niz ten który mnie prowadził i to był błąd!
Najpierw mnie przestraszył komentując "nic nie widzę" - gdy sprawdzał szyjkę macicy. Dopytałam o szczegóły to powiedział że powinna być zasiniona, przekrwiona i rozpulchniona. A u mnie nie jest.
Padł na mnie blady strach. Może jednak to nie ciąża
Potem juz było tylko gorzej. Brzydko mówiąc 'myrdał' mi tam głowicą do usg i ciskał i szukał. Doszukał się niby pęcherzyka w jamie macicy (pierwsze uff bo zawsze możliwa jest ciąża pozamaciczna). Pęcherzyk miał 4mm. Co odpowiada coś pomiedzy 4tc a początkiem 5tc (co by się zgadzało biorąc pod uwagę iż owulacja nie była 14dc tylko 18dc - czyli dzisiaj byłby 4tc i 3dc). OK
Ale pocmokał i mówi że tu endometrium nie jest ciążowe bo jakieś takie cienkie, w jajniku nie widzi za bardzo ciałka żółtego tylko jakieś jakby resztki po nim.
Przeraziło mnie to doszczętnie. Jak to kobieta już sobie wyboraziłam poronienie i wogóle że tej ciąży za chwilkę nie będzie.
A tak bardzo ją chcę! 
Jutro idę zbadać drugi raz betę.
Proszę proszę proszę aby przyrost był prawidłowy! 
Pierwszy monitoring za mną. Od piątku brałam puregon 150j... Nie wiem czego się spodziewałam po wczorajszym USG, ale czegoś na pewno. Może że będzie kilka pęcherzyków, albo chociaż jeden... A tu nic... Same maluchy. Doktor zwiększył mi dawkę do 225j i jutro znowu sprawdzimy. Gdzieś głęboko w sercu tli się nadzieja że jeszcze będzie wszystko dobrze... Ale ogarnia mnie powoli smutek, że znowu to samo... Ładujemy ogromne dla nas pieniądze w coś co nie daje nam pewności, że kiedykolwiek zostaniemy rodzicami. Dlaczego mój organizm jest tak oporny na leczenie, dlaczego takie dawki leków nie przynoszą rezultatu.
Tak bardzo bym chciała, żeby jutrzejsze USG pokazało coś... cokolwiek...
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 maja 2019, 09:38
Dawno mnie tu nie było. Emilka ma już 5,5 miesiąca i jest cudowna ❤️ u nas sporo zmian, po długiej walce całkowicie przeszliśmy na mm, ale to już dłuższa historia. Po konsultacji z pediatrą zaczęliśmy już rozszerzać dietę, Niunia je tak pięknie, że aż miło. Emi zaczyna pełzać, obraca się z plecków na brzuszek, gaworzy. Waży 6500g
no co Wam będę wiele pisać, jest super ❤️ nie wyobrażam już sobie życia bez tego słodziaka
po cichu zaczynamy marzyć o rodzeństwie dla Miśki, ale na razie jeszcze ciiii...
No i znalazłam wyjście z sytuacji: szukanie wymarzonej pracy i ewentualny wyjazd czy ivf. Amh przecież spada. Umowie się do kliniki, terminy z tego co wiem sa za pół roku. Jeśli w miedzyczasie moje życie zawodowe ułoży sie tak jak o tym marzę to przecież stymulacje można zrobić, komórkę zamrozić - brr strasznie to brzmi. A jak sie z pracą nie uda to będziemy dzidziusia transferowac. Ot i jest wyjście! Tylko klinika na razie nie odbiera. A jutro wizyta na która czekam od dawna, u endo-gin, może ona znajdzie sposób.
To dziś. Ostatnia beta - 19dpt. Boje się... Od rana czuje, sie fatalnie, zawroty glowy, mdli mnie, a na zapachy jestem tak wyczulona, ze tylko coś poczuje i od razu wszystko stoi mi w gardle..
33 CS 1 dc
yes yes yes cykl się skrócił (tylko 26 dni)
@ przyszła wcześniej 
jak nigdy cieszę się, ze nadeszła
możemy startować z procedurą
jestem podekscytowana, że zwariuję
oczywiście mogę na koniec tego cyklu się rozczarować, ale co tam co ma być to będzie
RUSZAMY!
tylko czy się uda?
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/cfc0478a6ff7.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 czerwca 2015, 10:31
Mało piszę, bo chyba nie ma o czym. Dzień za dniem taki sam haha. Budzi się w nocy w okolicach 3:10 jakby miał nastawiony budzik. Mleko, zmiana pampersa i po tej pobudce od jakiegoś czasu nie zasypia już niestety tak od razu a trochę schodzi zanim zaśnie. Bierzemy go wtedy do łóżka, czasami usypiamy (ale nie widzę żeby to jakoś przyspieszało proces) a najczęściej to po prostu go kładziemy po środku i czekamy aż zaśnie. Zaczyna się przebudzać w okolicach 6-7 i zaczyna się tryb czuwania. Czyli dostaje smoka i dopóki go ma to przysypia (ja też) a jak wypada to się przebudza, wkładam smoka z powrotem i tak w kółko (w nocy śpi bez smoczka). Z reguły udaje nam się w takim trybie sen-przebudzenie-sen-przebudzenie doleżeć do 8. Później jedzenie, zmiana pieluchy, jakieś zabawy w łóżku, "rozmowy" i wpada kolejna drzemka. Ja wtedy najczęściej siedzę z kawą, oglądam dzień dobry tvn, jem śniadanie, ewentualnie maluje się itp. Jego drzemki nie są turbo długie, bo z reguły około pół h tylko. Chyba, że na spacerze, wtedy potrafi spać długo. Później Ernest wstaje, ubieram go w strój "dzienny", kładę na mate, ubieram się i powoli wychodzimy na pierwszy spacer w chuście w okolicach 11. Po powrocie to już różnie, trochę się bawimy, trochę zamulamy, trochę śpi. Później z reguły drugi spacer w wózku w okolicach 16-17. Kąpiel o 19 i powolne szykowanie się do snu. Do 22 z reguły przysypia-budzi się znowu przysypia i zasypia na noc dopiero około 21-22. Częściej o 22. Fascynujące życie na urlopie macierzyńskim
W poniedziałki wychodzę na ponad 4h na warsztaty z pozytywnej dyscypliny i to dla mnie ważny czas. Muszę mieć czas tylko dla siebie a mały musi mieć czas tylko z ojcem. W tyg wychodzę też w innej miejsca sama, ale już na krócej. Kocham moje dziecko nad życie, ale taki czas jest dla mnie mega ważny.
Na początku lipca wylatujemy do mojej siostry do Norwegii. Bilety już kupione. Wczoraj byłam z Ernestem robić foty do dowodu, wniosek już wypełniony. Powoli wszystko organizuje w głowie. Na pewno do tej pory musimy kupić spacerówkę. Podstawą jest to żeby składała się do stosunkowo małych rozmiarów, żeby koła nie były plastikowe i żeby nie była zbyt droga hahahaha. No i żeby było od 0+. Bo do lipca to on na pewno jeszcze nie siądzie. Jak macie coś godnego polecenia to z chęcią się dowiem.
Nadal nie wypróżnia się zbyt regularnie i od 1 tygodnia życia non stop ma katar. Nie ogarniam tego. Minimum raz dziennie odciąganie gili musi być. Nie wiem czy to alergia, czy to ten refluks, czy o co chodzi. Ale na alergiczny katar to raczej nie wygląda. Jak mówiłam o tym pediatrze przy okazji szczepienia to nic nie powiedziała. A może to normalne, że te gile po prostu trzeba czasami odciągać. Taką teorie też słyszałam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 maja 2019, 14:29
To takie zabawne jak to jest gdy robisz rachunek sumienia po otrzymaniu wyników glukozy i insuliny i nie masz sobie nic do zarzucenia. No chyba, że w ciągu 3 miesięcy ten jeden dzień gdzie zjadłam porcję sałatki z ziemniakami, kotleta i 3 kawałki ciasta aż tak zaważyły, że pomimo schudnięcia glukoza się pogorszyła.
Człowiek się stara, setki wyrzeczeń i nic 
1 dc 13 cs
Malo mam ostatnio czasu na Ovu a to z tego względu, że wciągnęłam się z mężem w działkę, i Netflixa. W zależności od pogody albo dotleniamy się na dworze lub zamulamy na kanapie. Wstyd się przyznać ale oglądamy także BB. Jakoś trzeba zabić czas.
To już 3 miesiąc suplementacji. Już za około 31 dni dowiem się czy tym razem los był dla nas łaskawy.
Zdecydowalismy, że poczekamy jeszcze tydzień z wizytą u fizjoter.
Sadzamy Hankę do zabawy na troszkę- opanowała już powroty do leżenia na brzuchu. Coraz sprawniej się szykuje do skośnego, podnosi już rękę do góry i jakby odwracała całe ciałko.
Widać już drugą, górną jedynkę.
Nadal łożeczkowstręt. Ale- tfu tfu tfu- śpi w nocy nieźle. Nie pisałam o tym, ale próbowałam podawać jej kaszkę na kolację. Przy czym z miseczki i łyżeczką (hippa). Nie miała to najmniejszego wpływu na sen, ani na ilośc karmień wieczornych.
Zastanawiam się tylko co z tym łóżeczkiem- wygląda to jakby się bala tam spać.
Rano dosypia mi nawet do 8.30
Tzn śpi tak 1,5-2h 
Sama nie wiem, ale nie umiem się ogarnąć czasowo. I nie żebym robiła coś mega innego niż wcześniej, ale czas mnie robi w balona chyba.
Hania już od jakiegoś czasu naśladuje miny i "gesty". Moja mama gdy się śmieje tak wiecie na całego, przechyla głowę w prawo- Hanka od wczoraj też.
Mruga już od dawna
I teraz zaczyna naśladować śmiech.
Ja daję jej takie głośne buziaczki, ona teraz cmoka.
Kicha
Od wczoraj udaje,że kaszle (mama była chora i kaszlała)
Dzisiaj pierwszy raz z ogromną determinacją próbowała wydostać kształty (z sortera), które wsunęły się pod łózko. Do tej pory, gdy nie mogła czegoś dosięgnąć, po prostu zaczynała się bawić czymś innym, albo jojczała żeby jej podać. Było to cudowne.
Od tygodnia mamy termomixa - bosz jak ja zyłam do tej pory bez niego.
Szukam zajęć dla Hanki. Ludzie w tym moim miasteczku są jacyś aspołeczni. Sporo kręci się mam z dziećmi w wieku zbliżonym do Hani, kiedyś probowalam zagadać, ale chemia się nie pojawia. Kiedyś zagadałam jedną mamę, bo jechała cybexem i chciałam zapytać o opinię- minę miała jakbym chciała jej dziecko uprowadzić. Cięzko socjalizować dziecko bez innych dzieci. Bateria w kompie pada.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.