No i koniec przygody z drugim dzieckiem
Beta z drugiego podejścia invitro 0,429.
Żegnam się wszystkimi i trzymam kciuki za zielone kropeczki u Was
Nie wiem jak będę teraz żyć przez 4 lata żyłam od @do @ z nadzieją że może to już
Poświęciłam swoje życie zawodowe( 4 oferty fajnej pracy odpuściłam bo może dziecko będzie)
Poświęciłam swoje zdrowie zrezygnowałam z leczenia do którego teraz powracam
nawet nie wiem czy potrafię powrócić do życia bez myślenia o ciazy

dagmara Mój wyścig z czasem. 21 października 2020, 17:09

No i niestety. Nie ma się już co łudzić.
Beta wzrosła tylko o 2 tys., z 46tys do 48tys.
Odechciewa mi się żyć...

1 dc
No to rozpoczynam nowy cykl, ciąży brak. Niestety znam swój organizm zbyt dobrze. Mieliśmy zrobić przerwę, ale w związku z wyjazdem dawcy rozważam czy nie pogadać z mężem o tym aby ten cykl jeszcze wykorzystać. Muszę najpierw sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dam radę psychiczne to udźwignąć.

followka Nic nowego, nic odkrywczego 2 czerwca 2019, 09:01

18t3d
Urlop, urlop i po urlopie. Od środy jestem w pracy i już jestem na wykończeniu psychicznym. Na mojego zastępcę dali mi 61- letniego emeryta wojskowego, lubującego się w kosmicznych teoriach spiskowych (serio naczytał się np., że Rosja zajęła Krym, bo tam znajdują się piramidy w których schowane są tajne dokumenty zostawione przez poprzednie cywilizacje dzięki którym Putin będzie rządził całym światem), który co 5 minut z utęsknieniem spoglądał w kierunku kanapy (na poprzednim stanowisku 50% czasu spędzał śpiąc na kanapie, 40% czytając nowe teorie spiskowe w internecie a resztę na realną pracę). Na wszelkie moje wyjaśnienia, tłumaczenia czym będzie się zajmował nie reagował w żaden sposób. Gadał niby do mnie ale bardziej sam do siebie. Bardziej jest zainteresowany przerobieniem "mojego" biura na swoje potrzeby niż tym za co będzie odpowiedzialny. Zastanawiam się czy będę miała do czego wrócić, bo wiem że zrobi mi taki rozpierdol w papierach, że obawiam się iż po powrocie będę musiała tworzyć wszystko od nowa. Niestety prezes nie chce nic z tym zrobić mówi tylko, że jak nie będzie sobie radził to będzie podstawa do jego zwolnienia. Tylko, że za nim to się stanie cała moja praca z ostatnich 3 lat pójdzie w pizdu a on tak skręci kota ogonem, że wszystko to będzie moja wina- bo ja mu nie powiedziałam, nie wyjaśniłam, nie zrobiłam. Tragedia. Nie wiem jak to wytrzymam. Spróbuję zarzucić go papierami może uda mi się go wystraszyć. To nie jest facet do pracy biurowej, sam zresztą przyznał w piątek że to jest jakaś pomyłka, że on woli prace typu tam przykręcić, tam klamkę naprawić itp. Jedyne co go jeszcze trzyma to wypłata. Opowiadał mi, że emerytury wojskowej ma 3 tys, na lotnisku kolejne 3 tys., jego żona 1200 jako sprzątaczka na 3/4 etatu. I opowiadał, że jak powiedział żonie, że bez pracy na lotnisku będzie te 3 tysie mniej ta wyskoczyła do niego z mordą "to za co JA będę żyć". Ja pierdolę ładnie sobie żonę wychował. Facet po zawale po operacji ma zapierdalać bo królowa nie będzie miała za co żyć. I przez to będzie mi zatruwał życie w pracy. Chyba wezmę to zwolnienie wcześniej bo psychicznie z tym człowiekiem nie dam rady.
Byłam w piątek u lekarza. Mały ma się dobrze waży już 300 gram. Brzuch już mam widoczny. I przyznam, że zawsze miałam kompleksy z powodu brzucha tak teraz jestem z niego dumna. No i od około tygodnia już czuję ruchy małego :).
Zmartwiłam się jedynie, że lekarz nie chciał mi przepisać duphastonu. Nie zdążyłam mu wyjaśnić, że przed ciążą miałam bardzo niski progesteron, w pierwszej ciąży był poniżej normy i wolałabym jeszcze brać tego dupka. Mam nadzieję, że to nie wpłynie na ciążę.
Oby było dobrze.

Nie wierzę jutro rano miałam mieć rezonans magnetyczny z kontrastem, a dzisiaj 2 testy ciążowe wyszły pozytywne. Przecież z moim poziomem prolaktyny nie miałam szans na ciążę, tak mówiła endokrynolog, mój ostatni okres był w lutym, później test z krwi wyszedł negatywny. Dzisiaj wieczorem idę prywatnie na USG, miałam od kilku tygodni silne bóle brzucha w nocy, zgagę, szybko się męczyłam, ale myślałam że to przez prolaktynę, a tutaj taka niespodzianka.

Magic Niemożliwe 2 czerwca 2019, 08:27

Nasza rocznica spędzona super! w kóncu zjadłam coś przepysznego :) dzieci były z babcią, bo napisać że byli z dziadkami to zbyt wiele :D dziadek miał okazję na regeneracje w ciagu dnia,ponieważ nas nie było. ale nie, napiżał w te swoje durne gry a jak przyjechaliśmy to wielce zmęczony i leżał już w łóżku. I on wielce rozpacza,że się wyprowadzamy.... szkoda słów. Najbardziej to szkoda mi mojej mamy. Bo ona dwoi sie i troi,żeby nam pomagać.
Ja się ostro wzięłam za siebie. Mam już 6stkę z przodu:) waga nagle ruszyła. Pracuję dalej. Nie jest to jakaś mega ciężka i pełna wyrzeczeń droga. Warunki są dwa- zmiana swojego sposobu odżywiania i pilates.Na pilates chodzę 2x w tyg rano, plus wiadomo latanie za dziećmi :) a dieta- choc wolę mówić, że to mój sposób odżywiania niz dieta,bo dieta sie kiedyś zakończy a ja nie zamierzam schudnąć i wpieprzać znowu. Jedno dało mi do myślenia.Był dzień, który spędziałam prawie cały z moją przyjaciółką. Zawsze powtarzałam-nie jem dużo a nie chudnę przy takim trybie życia jaki prowadzę. do dnia właśnie owego,kiedy to moją Ania przyznała na koniec"Madzia ale Ty non stop cos jadłaś " i nastąpił przełom. Ale jak to? wydawało mi się,że wcale nie jem dużo a tu taki zonk. I coś się zmieniło. Od dnia następnego przestałam wpier@#$@ć :) pilnuję godzin swoich posiłków i ich wielkość, wiadomo czasami sobie odpuszczam,ale nawet małe grzeszki nie mają wpływu na wagę,a wręcz dalej leci w dół. Nie jest to jakiś mega spadek,ale 5 czy 6kg to dla mnie dużo a to dopiero początek. mam do zrzucenia jeszcze z 10kg i aby mi sie to udało :) trzymajcie kciuki!
A teraz słowo o dzieciach :) rosną,dokazują i zastanawiam się kiedy zaczną być bardziej samodzielni :D Lilka chodzi do przedszkola, Oliś idzie od września a Kornel do żłobka. Kornelcio ma 11 miesięcy i uczy sie chodzić i raczkować :) trochę zaczyna robić sie lżej. Lilka ma bilans ale kurde dopiero w lipcu bo takie mają terminy :/
Narazie sezon chorobowy zażegnany :) Kornelcio niestety póki my wychodzą zęby-a ma ich już 8- bedzie miał gila to jest pewne. Ale tego nie traktuję jak choroby.

Ciąża zakończona 2 czerwca 2019

Jedna z moich koleżanek z pracy poinformowała na fb, że jest w ciąży. Zabolało mnie to, wiem, że też długo się starała, co prawda nie tak długo jak my, ale też mieli problemy. Była nawet operowana w tej samej klinice... Powiedziałam o tym mężowi, że zrobiło mi się smutno jak to przeczytałam. Skrytykował mnie, że nie potrafię cieszyć się jej szczęściem... Czasem mam wrażenie, że wszystkim dookoła się udaje a ja będę jedną z nielicznych, która pozostanie bez dziecka. Dlaczego niektórzy muszą toczyć taką walkę o to żeby mieć dziecko...

22+1

Jestem szczęśliwa!
Jestem szczęściarą !
Za oknem jest piękna pogoda, jemy pyszne śniadanko , obok mam kochaną córcie a w brzuszku kopie moje drugie szczęście 😍 tak,to jest definicja szczęścia😊

Magic Niemożliwe 20 sierpnia 2014, 12:21

Ostoja spokoju... motylki w brzuchu?? Uśmiecham się na myśl o ciąży...czyżbym zwariowała? Czasami wyobrażam sobie ten dzień, po terminie spodziewanej @,że budzę się i myślę:"kurcze, przecież małpa nie przyszła. O co kaman?". Nie wiem kiedy przyjdzie małpa, bo biorę Bromergon na prolaktynę i owu mogła być wcześniej albo później. Ale pociesza mnie fakt, że pracują moje jajniczki pełną parą i nie ma siły aby nic z tego nie było :) będą piękne dzieci <3 <3 nawet mój mąż wczoraj mówi, że od paru dni mam zgagę co u mnie to na prawdę wyczyn mieć zgagę - jestem niezniszczalna,mogę tort ze smietaną zagryzać ogórkami konserwowymi i bigosem :) i nawet sraczki nie mam - przepraszam za wyrażenie :) pamiętam, że rok temu też miałam wcześnie zgagę i mdłości...ale wtedy to nie było nic dobrego, ale tym razem będzie szczęśliwi i do końca! :) nawet jak będę żygać przez pierwsze 5 mscy! mogę i nawet złego słowa nie powiem! matko...cofa mi się jogurt i banan :( fuuu...chyba cos mi zaszkodziło. Oby był to mini-graphics-baby-602256.gif oddam wszystko - urodę, figurę i włosy...abyś tylko u mnie zamieszkał i został :) zwariowałam do końca! :D

28tc + 2 (29tc)

Wróciliśmy z Lublina <3, niecałe 3 godziny jazdy, a frajdy co niemiara :). Myślałam, że przez kołysanie w samochodzie Synuś <3 w brzuchu będzie spał, ale gdzie tam :D. Czułam Go cały czas, chyba skakał z radości, że jedzie z rodzicami na weekend :). Zauważyłam też, że gdy w radiu leci piosenka której słucham w domu to też bardziej intensywnie podskakuje :).
Generalnie pobyt był całkiem przyjemny :), mieliśmy hotel jakieś 10 minut pieszo od Starego Miasta, więc spacerowaliśmy kilka razy dziennie :), nie przemęczałam się, wiadomo :), Mąż pilnował żebym się nie zmęczyła i często siadała.
Mąż się zregenerował, wiem, że brakuje mu dłuższego urlopu, ale w tym roku raczej sobie na to nie pozwolimy... Mąż niecały miesiąc temu zaczął nową pracę więc nie dostanie tyle wolnego, a później już musimy być w domu, bo zwyczajnie będę bała się, że Synuś będzie chciał spotkać się z nami wcześniej niż w dniu terminu ;). Zastanawiam się, czy w październiku nie ruszyć nad morze, Synuś będzie miał wtedy 2 miesiące, ale zobaczymy jak ogarniemy się z Małym i jaki będzie miał temperament :).

W ogóle to w piątek wkurzyłam się na księgowego, bo nie wysyła na bieżąco druków do ZUS. Dobrze, że mamy oszczędności, bo przy takim wysyłaniu druków to moglibyśmy paść z głodu :/. Bo on nie ma czasu, nosz ręce mi opadły... Mam nauczkę na przyszłość, żeby nie zgadzać się na zwolnienie.

gosiulla Nie takie to proste jak mówili 3 czerwca 2019, 09:39

cały weekend cycki mnie strasznie bolały.
chyba pamiętam ten objaw z pierwszej ciąży i próbuję po każdej owulacji przypisać sobie ponownie ten objaw w myśl zasady: a może jestem w ciązy.

to głupie i naiwne, wiecie..lekarz mówi że przy przebiciu ciałko żółte mogło być za stare już na cokolwiek - a ja się dalej łudzę "a może się uda". głupia.

Jadę teraz na tygodniowy wyjazd z pracy. Przynajmniej na tydzień odlecę myślami i nie będę skupiona na tym: czy to już czy nie.

Kolejna wizyta u Pani Dr : 21.06 - zaraz po powrocie z tygodniowego wyjazdu z pracy. Mam nadzieję że nie będzie za późno na ewentualne przebicie pęcherzyka...

Nie chce już odliczać dni do @.

22tc + 3 (23tc)

Jestem przeszczęśliwa <3 :). Dzisiejsze badania połówkowe wypadły bardzo dobrze :), Synuś wszystkie parametry ma w normach. Waży 520 gram <3. Serduszko ma jak dzwon <3 143 uderzenia na minutę <3. Nerki, pęcherz, żołądek, parametry mózgu, kręgosłup, kończyny w normach :), mogłam nawet policzyć paluszki na rączkach i stopach :).
I co dziwne, jest już ułożony główkowo :). Ciekawe czy już mu tak zostanie :).

Łożysko mam wysoko na ścianie tylnej, dlatego tak wyraźnie czuję kopniaczki :), szyjka jest zamknięta i długa na 3,8cm. Ilość wód płodowych w normie.
Pytałam doktora o twardnienie brzucha, powiedział, że jeżeli nic mnie nie boli i brzuch stawia się po jednej stronie to najprawdopodobniej Synuś się wypycha <3. Powiedział też, że macica będzie się rozciągać, bo Synuś będzie teraz intensywnie rósł więc mogę odczuwać rozpieranie od środka.

Martwiłam się też czy nie uciekają mi wody płodowe, bo w ostatnim czasie mam większą ilość śluzu, muszę nosić wkładkę. Ale powiedział, że to normalne w drugim trymestrze i jeżeli nie będzie ich bardzo dużo to mam się nie stresować. Poza tym szyjkę mam szczelnie zamkniętą więc te wody nie miałyby którędy uciekać ;).

Ach... Ten nasz Syn będzie łamał dziewczynom serca ;) <3 . Nasz mały przytulasek <3, na USG było widać jak się przytula do jednej strony brzucha, zazwyczaj widzę go po lewej stronie :)

34pnif9.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia 2019, 20:20

Bardzo mi miło, że tu zagladacie 🤗
Dziękuje. Zawsze chciałam pisać pamietnik, ale uważałam że tak słabo piszę, że nie warto. Takie mam odchylenia, dużo czytam i dlatego moje wypociny zawsze wydają się marne. Nie do zrozumienia dla czytającego. 😆

Wczoraj miałam spięcie z moim mężem. Oglądamy coś w tv, a ja oczywiście z nosem w telefonie ( byłam pewna, że znajdę jakiś magiczny lek, który sprawi że będę w ciąży)
No i zaczęłam czytać o żelach intymnych np o FertilSafe. Oczywiście już się nakręciłam bo opinie w internecie fantastyczne. Pokazuje mężowi, mówię weź zamów to spróbujemy. Nooo i on do mnie tak warknął, żebym już w końcu przestała, bo tylko o tym mówię i on ma dość tego!
Więc się podniosłam z kanapy i poszłam do sypialni... Nie odzywałam się. Nie przyszedł do mie, zasnęłam. Rano wstałam on jeszcze spał i wyszłam do pracy. Pierwszy raz się tak zdarzyło, że poszliśmy spać pokłóceni i pierwszy raz wyszłam z domu nie całując Go na dzień dobry...
Źle się czuję. To nie tak miało wyglądać. Zaczynam się zastanawiać czy cała ta walka ma sens. Jak się zgubimy gdzieś i już się nie znajdziemy!?
(Ralph Kamiński - Zawsze. Taka piosenka dziś rano towarzyszła mi do pracy)

Jutro wizyta... Tak strasznie sie boję... Ale musi byc dobrze 🤞🤞✊✊ wierze ze rozwijasz sie maleństwo prawidłowo a serducho bije jak dzwon 🤞🤞✊✊

Kochane Staraczki i Zafasolkowane i Dzieciate!

Dziękuję serdecznie Wszystkim za gratulacje, w imieniu swoim i Mężusia :) to naprawdę olbrzymi sukces :)

Mężuś po przyjeździe ze stolicy stwierdził, że te wyniki są zaznaczone w trzech miejscach jako nieprawidłowe (ilość ogólna, koncentracja, ruch postępowy), ale są turbo lepsze niż pierwsze i gdyby takie wyniki dostał w listopadzie, to przeżywałby równie mocno, jak te z 1,5 milionem plemników i zerowym ruchem, a życie tak sobie popłynęło, że wyniki, które dla innych są koszmarem - dla nas są sukcesem i okazją do świętowania :) Przyznał się, że nie wierzył w poprawę, myślał, że utrzymają się na poziomie około 5 milionów w próbce. Cóż, ja zakładałam poprawę (między badaniami upłynęło 40 dni) do 10 milionów w próbce i ruchliwość na 20%, w tym ruch postępowy szybki około 10% (w 3. badaniu był ruch postępowy - ale wolny, szybki 0%). Także, też jestem super zaskoczona.

W piątek wypiliśmy sobie piwko, wyszliśmy na lody, na długi spacer prawie w podskokach. W sobotę byliśmy w skałach, trochę się powspinać, była piękna pogoda. Niedziela - totalny luzik, ale z taką piękną radością i szczęściem :)

Nie podjęliśmy jeszcze wielu decyzji, które te wyniki przed nami otworzyły. Na razie pewnych jest kilka rzeczy: ja już przepracowałam ivf w głowie; dalsze próby (jakiekolwiek) będą w obstawie encortonu i heparyny (ale w międzyczasie zapisujemy się też na szczepienia, bo i tak czeka się min.miesiąc czasu); Mężuś chce złożyć depozyt na przyszłość, bo nie wiemy, czy w przyszłości nie będzie potrzebny (lekarz mu powiedział, że warto to zrobić nawet jak jest ich 5 milionów w próbce, sami wyczytaliśmy, że dopiero przy 10 milionach - po rozmrożeniu coś z nich przetrwa); jutro idę do hematologa zdobyć zaświadczenie na refundację heparyny (bo jedna szuja mi odmówiła wydania, gdyż "mutacje nie są podstawą do wydania zaświadczenia", choć on to "jeszcze skonsultuje z profesorem ginekologii" i da mi odpowiedź za tydzień - dobra, spadaj, szkoda mi tylko wydanej na Ciebie kasy); w czwartek jedziemy na wizytę do Wawy - bo tam lekarka nas ujęła za serce i chcemy rozważyć wszystkie możliwości; gdybyśmy się zdecydowali na szczepienia - w trakcie szczepień można zrobić laparo-/histeroskopię - więc nie traciłabym dwukrotnie czasu (i tak czekam teraz na przyjęcie drugiej dawki szczepionki wzw b); musimy zweryfikować istnienie p/ciał przeciwplemnikowych w naszych organizmach, więc powtórzymy badania, no i zostaje problem mojej immunologii.

Nasza radość trwa :)

Jeden mały drobiazg nie daje mi spokoju - robię testy owulacyjne clear blue dual - żaden mi w tym miesiącu nie wyszedł pozytywny, nawet nie było migającej buźki. Pracował lewy jajnik, odpuściłam sobie monitoring - bo już szczerze byłam zmęczona, tylko jak byłam na wizycie u nowej doktorki - to ona sprawdziła w 7dc. Był skok, był śluz. Nie poszaleliśmy z serduszkami, gdyż Mężuś się uparł z robieniem badania nasienia w moje dni płodne (mi nie musicie tłumaczyć, że to głupota i zmarnowana szansa, na pytanie - "Dlaczego musiałeś to zrobić?" - "Bo jak sobie coś zaplanuję, to lubię mieć to zrobione" - "Ale wiesz, że to nie była wizyta u onkologa, na którą czekałeś pół roku i mogłeś to o tydzień przesunąć?!" - "Czy powiedziałaś mi >>nie rób badania<<?" - "Tak, powiedziałam, że moim zdaniem to głupota robić teraz badanie i uważam, że nie powinieneś go robić" - "Ale tam wprost nie było zakazu" - "Nie przerzucaj odpowiedzialności na mnie za swoje niemyślenie", wielokrotnie mu mówiłam, że gdyby swój upór przekształcił w motywację do działania, to dawno osiągnąłby ogólnoświatowy sukces, a tak to osiąga sukces w wielokrotnym udowadnianiu, że się w tym uporze myli i upór ma nad nim władzę, a nie on nad uporem - małżeńskie pogaduszki, które przyprawiają o za wysokie ciśnienie i ogólny wkurzenie, a ja tłumaczę i nie jestem w stanie dotrzeć do tego, co ma pod kopułą), stwierdził, że nie ma się co starać, bo i tak się nie uda (potem więc była także kłótnia o to, że ja po prostu lubię z nim się kochać, niekoniecznie tylko po to, żeby spłodzić potomstwo) - więc ogólnie ubiegły tydzień był koszmarny. Poza piątkiem, kiedy odebraliśmy wyniki nasienia :)

W sobotę popołudniu, o 18:15 oficjalnie zostałam Ciocią :) Urodził się mój pierwszy Bratanek - Wojtuś: 3600 g, 54 cm, 10 punktów. Zaczęło się o 15:00. I to był poród siłami natury, także ten, ja sobie też taki szybki poród zamawiam :) zarówno Mały, jak i Bratowa czują się dobrze, planowane wyjście ze szpitala - jutro. Rodzili w państwowej placówce, nic dodatkowo nie płacili położnym ani lekarzom i są super zadowoleni. Mój Brat był przy porodzie, choć całą ciążę się zarzekał, że nie będzie asystował.
Wiadomość o ciąży przyjęłam całym przepłakanym tygodniem, ale już tą o narodzinach z dużo większą dawką spokoju i radości. Jasne, odrobina smutku też się pojawiła, bo Brat młodszy i w ogóle, ale cóż - tu jestem tylko od rozpieszczania :D kolejna jasna strona tematu - ktoś przede mną popełni jakieś błędy, będę mogła się na nich uczyć ;)

A miało być tak pięknie, OF krzyczał, że wszystko fajnie i jeśli zaskoczyło, to termin porodu na 14.02. Miał być walentynkowy cud, a przyszła @. Od rana lekkie krwawienie i silny ból brzucha, więc nie ma co się łudzić.
Odebrałam swoje wyniki krwi, morfologia piękna... nawet hemoglobina podskoczyła na ponad 13. Wow.
Reszta też ładnie w normach, cukier 101 ale identycznie miałam rok temu i krzywa wyszła dobrze. Widocznie tak już mam...
Cholesterol 130, trójglicerydy 90. O, i TSH wyszło 0,3883. Jak na moją spasioną d... to chyba nie jest najgorzej.
Ale niepokoi mnie podwyższone OB (50) i CRP (11). coś się dzieje niedobrego...

3dpt ( 19dc)

Od sobotniego popołudnia podbrzusze nadal ćmi i tak do tej pory, tak okresowo, nie wiem czy to dobrze czy źle. Czytałam że nie które kobiety mają taki ból to możliwe, że udany transfer. Sama nie wiem , choć chce myśleć , że to prawda, zwłaszcza ze przy poprzedniej ciąży nie miałam takich objawów. Jedynie implantacje podajze w 8 lub 9 dpt, gdzie myślałam, że już po wszystkim :(… no ale to był początek przykrego etapu.
Od czasu do czasu kłucie jajników, ciężkie podbrzusze -troszkę obolałe, a tak to dziwne sny i bezsenność.
Nie ma co się nakrecac, choć bardzo chciałabym aby ta 2 bąbelków wpuszczonych do mnie zagnieździła się głęboko i mnie już nie opuszczała. :)
Mąż na razie mi dokucza, podbrzusze mi boli a on jeszcze drazni się prawie codziennie i mnie łaskocze, lub chce tulic w nocy a mnie sutki od leków bolą ;/
Codziennie po 1 lub 2 nospy biore, aby nie było skurczy macicy przy tym bólu @, no i czasami krzyż boli, nawet kiedy leżę, oby tym razem to był dobry znak niżeli jak ostatnio ;/.
Jutro wracam do pracy dzień wcześniej :( tak mi się nie chce... ale sobie odpocznę przynajmniej przez 2 dni bo pisałam koleżance ze biore leki dowcipne, ze nie mogę dźwigać bo będzie leciało ze mnie... ;p czasami trzeba troszkę podkoloryzować, ale wole chronić siebie i mój brzuch :)
Cierpliwość nie jest moją dobrą stroną i nie wiem jak wytrzymam, jakby nie to ze zamówiłam testy przez neta, to bym chyba już za 2 dni zaczęła robić ;p. A tak mam kilka dni spokoju ;p


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2019, 14:56

2dc,
No cóż @ przyszła nawet chwilę przed czasem. Wychodziłoby na to że moja faza lutealna trwa tylko 11dni...hmm czy to oby nie za krótko?? 😕 Nie wiem.
Nowy cykl, nowa nadzieja. Mój mąż powiedział mi wczoraj, że popadam w obsesję, trochę zrobiło mi się przykro bo wcale tak nie uważam. Bez obserwacji cyklu i przy <3 2razy w miesiącu to my do końca życia nie zajdziemy w tę ciążę...

Anuśla Musisz dać życiu szansę 3 czerwca 2019, 16:28

1dc. Niby nie chcę na razie dziecka bo odkrylam swoją pasje i chcę sie rozwijać, ale wczoraj kiedy chwalilam męża, że jest idealnym zieciem, a on odpowiedział że byłby idealny gdyby dał teściowej wnuka, to popłynely łzy. Przecież ja czuje, że to we mnie jest ta bariera. Próbowałam już tylu rzeczy, właściwie co miesiąc czegoś nowego, a to badania, a to suple, a to zabiegi. Nic nie pomaga. Pozostaje próbować dalej i czekać na ivf. W szpitalu nie odbierali kolejny dzień więc nadal nie wiem co z moja histero. W środę idę do dermatologa i właściwie to jest moje być albo nie być. Brakuje mi sił już na to wszystko...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)