Zaliczyłam alergologa. W końcu !!! Od rana zastanawiałam się jak przekabacić babę na testy pokarmowe z krwi a ona mi bez zbędnych komentarzy i próśb - to może testy ?

11tc (10+5)
Dzisiaj kolejna wizyta. Ledwo doczekałam ale widok rekompensuje wszystko ♥️


Dzidziuś ma 3,76 cm i serduszko bije 169 bpm. Wiek wg usg wyrównał się i jest identyczny jak om. 26 października badania genetyczne. Jeśli na USG będzie dobrze to na pappe nie decyduje się bo się boję że wyjdą bzdury.
Muszę zacząć brać żelazo. Mocz ok. Leukocyty trochę podwyższone a hematokryt niższy. Ale w ciąży tak jest. Glukoza 93. Biorę cały czas metę. We wtorek idę do diabetologa- będziemy robić pewnie krzywą.
Jestem szczęśliwa ♥️
Czuję się dobrze tylko czasami mam kołatania serca i słabo mi w tłumie. To przez TSH - strasznie spadło, jest 0,09 (norma od 0,27). W sobotę endokrynolog ale już zwiekszam dawkę. Wagowo nadal troszkę mniej niż przed ciążą ale powoli odbijam.
W poniedziałek idę do ginekologa na NFZ 
Modlę się do Najświętszej Maryi Panny i dziękuję jej za ten cud. Wierzę że to cud Nowenny Pompejańskiej odmówionej maj/czerwiec ♥️
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2019, 20:20
Dziś moja koleżanka (jedna z tych 8 co chodziłyśmy razem w ciąży) pojechała do szpitala na wywołanie porodu bo jest pare dni po terminie....w tym samym szpitalu co ja i u tego samego lekarza..mimo moich dobrych chęci nie umie się cieszyć no kurcze nie umie....jestem zazdrosna wiem że to jest złe ale myślę że mnie zrozumiecie.....ona dziś utuli swoją córeczkę może już ją tuli a ja co ????właśnie wróciłam z cmentarza ....to takie trudne!!!!
SOBOTA
My już po
ale jajca, znalazł się jeszcze trzeci pęcherzyk, ma 15mm 
Generalnie dzisiaj oczywiście z przygodami od rana. Bo jakże mogło być inaczej.
Umówiliśmy się z mężem na 7:45, że on wyjdzie wcześniej z pracy, miał nockę. Załatwił sobie zmianę wcześniej (tzn. kumpla poprosił żeby ten przyszedł godzinę pietnaście wcześniej do pracy). Ja miałam czekać na męża pod jego pracą. Oczywiście się spóźniłam, bo jeszcze kanapki, jeszcze to, jeszcze tamto. Więc byłam pod robotą 7:55. No ale myślę, że zanim on zmiane przekaże to i tak mu zejdzie. I o 8, max 8:10 wyjedziemy. Warto dodać, że do kliniki mamy ok 100km i to się trochę jedzie. A wizyta na 9:40, google maps pokazuje czas przejazdu 1h 20. Więc czekam. 8:00 męża nie ma, 8:05, 8:10, 8:15 zaczynam się denerwować, dzwonie - już wychodzi, już wychodzi, 8:20 dalej stoje na tym parkingu i nic, 8:25 dzwonie znowu już wkurwiona, no on już idzie przeciez. 8:30 zaczełam ryczeć. Dzwonie kolejny raz i tym razem już dre się ze daje mu 2 minuty i jak nie przyjdzie to wracam do domu i chuj z tym wszystkim i wystawie mu walizki za drzwi, ale w tym momencie widze ze idzie! WRESZCIE!!!! Myślałam, że go zabije. Jedyne 45minut po czasie. W TAKIM DNIU I W TAKIM MOMENCIE. Kolega nie spóźnił się ani minuty, przyszedł punktualnie wcześniej tak jak się umawiali. NIe wiem co go zatrzymało, ale kurwa nic pilnego! Jechalam potem 160km/h, zeby zdazyć. Zdążyliśmy NA STYK i do tylko dlatego, ze taka prędkość. Kurwa, a jakby były jakieś światła, korek, wypadek, roboty drogowe, objazd no cokolwiek to cale dwa tygodnie moich zastrzyków, stymulacji, jezdzenia w te i z powrotem, mojego zwalniania się z pracy, złego samopoczucia psu w dupę!!!! (bo okazuje sie ze trzeba przyjechac 2h wcześniej przed wizytą, zeby przygotować nasienie, a umówiona na inseminacje bylam jako ostatnia, jeszcze doktor sie spieszyło dzisiaj, no wszystko jak na złość). Całą drogę sie nie odzywałam, potem wyrzuciłam mu jakim jest nieodpowiedzialnym dupkiem i że ma w dupie rodzine i że robota dla niego najważniejsze, i ze jeszcze raz tak zrobi w takim momencie to składam papiery rozwodowe a walizki wyrzuce mu na korytarz. Jeszcze teraz mam wnerw jak o tym pomyślę.
Potem się jakoś pogodziliśmy. Załagodził sprawę, nie chciał, żebym się denerwowała, bo owulacja, hormony, wszystko sie przesunie przez ten stres i bedzie lipa z tego zabiegu.
Sam zabieg, niezbyt przyjemny, troche bolało, ale do przeżycia, był problem ze znalezieniem ujścia szyjki (łudzę się, że może plemniki też miały problem jak sie staraliśmy całkiem naturalnie?). Ponoć gdyby nie było problemu z szyjką to nic bym nie czuła, zdarza się
Ale za to plemniki ładne, dużo ich, ruchliwe - przynajmniej na tym polu sukces 
od poniedziałku mam włączyć progesteron, 28.10 mam zrobić betę. I jeśli się nie uda to Pani Doktor by się skłaniała raczej ku in vitro, ale to sami się musimy zastanowić. Na tę chwilę chyba nie widzę większego sensu robienia drugiego IUI, więc w razie czego od listopada zaczynam długi protokół. Oby nie trzeba było.
Póki co muszę sobie znaleźć jakieś konkretne zajęcie, żeby odciągnąć myśli od tego wszystkiego!
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2019, 20:13
Baby blues cześć 2
Jak juz pisałam wczesniej nie wierze w istnienie baby bluesa, tak jak nie wierze w istnienie depresji poporodowej. Wierzę natomiast w istnienie depresji samej w sobie, wywołanej maciezynstwem bądź samym dzieckiem, ktore jest różne od naszych oczekiwań. Czy w takim przypadku 80% kobiet dotkniętych "baby bluesem" o których mowa w większości artykułów, tak naprawde jest rozczarowana byciem świeżo upieczoną mamą? Mysle,ze odpowiedź będzie pozytywna.
Napotkałam na świetny artykuł dotyczący tego tematu:
Masz długie dziewięć miesięcy na wyobrażanie sobie, jak będzie wyglądało twoje życie, gdy narodzi się malec. Jednak czasem rzeczywistość znacząco rozmija się z marzeniami i oczekiwaniami odnośnie do macierzyństwa. Co robić, gdy inaczej wyobrażałaś sobie bycie mamą?
W czasie ciąży twoja wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach. Nie wiesz jeszcze, jak to jest mieć dziecko, więc obserwując inne matki, czytając o macierzyństwie na forach, blogach i w poradnikach, budujesz swoje oczekiwania co do tego, jaki ma być malec, jaką ty będziesz mamą, jak ułoży się wasze życie. Gładząc się po wypukłym brzuchu, wyobrażasz sobie siebie w roli mamy i punkt po punkcie układasz swój wielki plan. Chciałabyś, żeby było pięknie. Ale jak będzie naprawdę, dowiesz się dopiero po porodzie. I wtedy zbyt sztywne trzymanie się oczekiwań z czasu ciąży może skutecznie… utrudnić ci życie. Co więc z nimi zrobić?
Macierzyństwo: moje idealne dziecko
W ciąży nie sposób uniknąć myślenia o tym, jakie będzie maleństwo. Oczami wyobraźni widzisz słodkiego malucha, który zasypia, gdy tylko położysz go do łóżeczka, a kiedy się obudzi, rozkosznie gaworzy. Z entuzjazmem ssie twoją pierś, a gdy zaczynasz już podawać mu tarte jabłko czy kaszkę, nie protestuje. Świetnie się rozwija, jest ciekawy świata, od pierwszych chwil życia nigdy się nie nudzi. Idealny malec, prawda?
Uwaga, niespodzianka! Bywają dzieci spokojne jak anioły, które śpią po kilkanaście godzin, są wyciszone i pogodne. Ale może urodzić ci się smyk, który będzie miał mnóstwo energii, a zasypiać będzie na kwadrans, by obudzić się z płaczem. Twoje maleństwo może mieć problem z prawidłowym ssaniem piersi, może potrzebować wiele twojej uwagi. Co wtedy? Zamiast nastawiać się na to, że dobry los ześle ci malca jak z reklamy, zrób założenie, że spotkasz kogoś całkiem nowego, kogo dopiero poznasz. Postaraj się przyjąć, że twoim najważniejszym zadaniem po porodzie będzie przekonanie się, jakie jest twoje dziecko. Obserwuj malca, ucz się go i próbuj się do niego dostroić. Jeśli uświadomisz sobie, że malec jest odrębną osobą, która ma własne upodobania i przyzwyczajenia, i otworzysz się na dziecko, opieka nad nim będzie znacznie łatwiejsza.
Narodziny supermatki
Oczami wyobraźni widzisz siebie, jak uśmiechnięta, pogodna, przepełniona czułością przewijasz, tulisz, karmisz malucha i bawisz się z nim. Masz mnóstwo energii i zapału do wszystkich codziennych obowiązków. Z entuzjazmem zabierasz się do prasowania dziecięcych ubranek, przebierasz malca kolejny raz, gdy się pobrudzi, i ani na chwilę nie tracisz dobrego samopoczucia. Jesteś przecież świetną mamą.
Uwaga, niespodzianka! Matki są zazwyczaj zakochane w swoich dzieciach. Ale bywają również dni, kiedy mają poczucie, że jeśli jeszcze raz będą musiały przewinąć dziecko, kolejny raz będą przecierały marchewkę na obiad dla smyka, a przedpołudnie znowu spędzą na placu zabaw wśród innych mamuś, to zaczną gryźć albo uciekną na koniec świata. Zamiast oczekiwać, że macierzyństwo to pasmo szczęścia, przyjmij, że opieka nad malcem to co prawda wielka radość, lecz także ciężka praca. Będziesz miała prawo do tego, by czuć się znudzona, zmęczona, zniechęcona powtarzalnością codziennych czynności. Będą ci się również zdarzały dni, kiedy będziesz zdenerwowana, drażliwa i wcale nie będziesz pasowała do roli supermamy. Nie oczekuj więc od siebie czegoś, co jest nierealne. Twojemu maleństwu wystarczy, gdy będziesz wystarczająco dobrą mamą – uwierz, ono wcale nie potrzebuje ideału.
Życie codzienne z malcem
Do tej pory żyłaś w pędzie, łącząc pracę zawodową, dbanie o związek, rozwijanie swoich pasji, kontakty z przyjaciółmi i ogarnianie codziennych domowych obowiązków. Teraz zostaniesz w domu, zajmując się tylko dzieckiem, i wyobrażasz sobie, że będą to wielkie wakacje z mnóstwem wolnego czasu dla ciebie. Ponieważ jesteś świetnie zorganizowana (przecież do tej pory udawało ci się wszystko pogodzić), po narodzinach malca tak zaplanujesz dzień, że znajdziesz czas i na spacer ze smykiem, i na ugotowanie obiadu, i na przeczytanie najnowszego bestsellera, i na powtórzenie słówek z hiszpańskiego czy pomalowanie paznokci.
Uwaga, niespodzianka! Z pewnością zaskoczy cię, że w niektóre dni po raz pierwszy usiądziesz około południa, po 14 przypomni ci się, że jeszcze nie myłaś zębów, a gdy mąż zapyta, czy masz ochotę na makaron z pomidorami, poczujesz bolesny skurcz w żołądku. Z dzieckiem zdarzają się dni, gdy wszystko układa się jak po maśle i takie, kiedy marzysz, by doczołgać się do wieczora. Nie ma więc sensu oczekiwać, że codziennie znajdziesz czas na naukę języków obcych, nadążanie z nowościami na rynku wydawniczym i dbałość o nienaganny wygląd. Czasem trzeba będzie związać włosy w kitkę, uznać, że dres jest całkiem wygodnym „strojem bojowym” i wykorzystać czas, gdy maleństwo wreszcie zaśnie, na zapadnięcie się w sofę i złapanie chwili snu. Będąc mamą, musisz być elastyczna jak joginka i zamiast oczekiwać, że świat dopasuje się do ciebie, dostrajać się do świata.
Miłość we troje
Dotychczas byliście parą, ostatnio parą z brzuszkiem. Mieliście masę czasu dla siebie, mogliście spontanicznie wyjeżdżać, kochać się w środku dnia i urządzać romantyczne kolacje. Masz nadzieję, że po narodzinach pierwszego dziecka wasz związek jeszcze się wzmocni. Tata dziecka będzie cię wspierał, pomagał, zaraz po przyjściu do domu zabierze z twoich ramion maluszka, żebyś ty mogła odpocząć. Będzie czuły, kochający, cierpliwy. A gdy tylko malec zaśnie, będziecie kochali się szaleńczo, ogarnięci rozpierającym was szczęściem.
Uwaga, niespodzianka! Narodziny malucha to prawdziwa rewolucja dla związku. Od dnia porodu już nigdy nie będziecie tylko parą, na zawsze będziecie także rodzicami swojego dziecka. I nie ma sensu oszukiwać się, że to nie wpłynie na waszą relację. Pojawienie się dziecka to zmiana, która potrzebuje czasu i waszej dobrej woli, by mogła przebiec możliwie bezboleśnie. Nie oczekuj więc, że mąż będzie odgadywał twoje pragnienia i zamieni się w anioła usuwającego ci przeszkody spod nóg. On też będzie niewyspany, zmęczony i zestresowany nową sytuacją. Czasem będziecie tak wyczerpani, że łóżko będzie nęciło jedynie wizją szybkiego zapadnięcia w drzemkę. Bądź wyrozumiała dla siebie i dla partnera. Przytulajcie się tak często, jak możecie, rozmawiajcie o swoich oczekiwaniach i o tym, co się u was dzieje, dzielcie się wątpliwościami i nadziejami. Po kilku tygodniach nauczycie się życia we troje i znajdziecie energię na szalone noce i romantyczne spacery.
(miesięcznik "M jak mama")
Artykuł swietnie tłumaczy skąd wynika nasze rozczarowanie maciezynstwem i jak ewentualnie temu zapobiec (chociażby tylko po części). Nie jest rownież nowością fakt, ze wszystko tak naprawde zależy od naszego podejścia.
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg1_zpshe16cdxb.jpg
Większość z nas skupia sie jedynie na negatywnych aspektach macierzyństwa co jest nieco zaskakujące w przypadkach dlugowyczekiwanych ciąż. Zrozumiałe jest jednak, ze zmęczenie pomieszane z bezradnością i rutyną moze prowadzić do gorszych samopoczuć, ale w większości przypadków nie wymaga interwencji medycznej, a co za tym idzie nie rozni sie niczym od zwykłego przemęczenia. Nie nazywajmy każdego gorszego dnia baby bluesem bo za jakis czas sie okaże, ze do baby bluesa wcale nie potrzebny nam będzie noworodek...
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2015, 16:00
Mloda mama - wyobrażenia kontra rzeczywistość
Jak juz pisałam w poprzednim poście, rzeczywistość czasami różni sie od naszych wyobrażeń i niestety nie zawsze nasze życie wyglada tak, jakbyśmy tego chcialy. Wiele poradników na temat radzenia sobie z niemowlakiem podpowiada by nie idealizować tego etapu naszego życia i postarać sie pozostać realistkami. Chciałabym podzielić sie z wami krótkim (lecz jakże prawdziwym) dziennikiem z życia młodej mamy:
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/a8b13cfc-08ea-470e-a6b5-b839133c5e57_zps8spvlf5q.jpg
Po czym poznać początkującą mamę:
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg2_zpshupzvwxk.jpg
Romantyczna randka rodziców nie jest już taka romantyczna...
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg3_zpsxjewdl41.jpg
... a podróż taka bezstresowa...
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg5_zps6dpiq2nh.jpg
To czas kiedy małe problemy stają sie wielkimi...
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg4_zpsb69nl0ok.jpg
... a wielkie sukcesy są tak naprawdę malutkie.
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg10_zpsxpgre6qj.jpg
Chcesz poznać prawdziwy ból? Spróbuj zabrać mu to co najbardziej lubi!
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg9_zpsotgnovou.jpg
Słodka kupka juz nie jest taka słodka...
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg8_zpsqmdo3wb2.jpg
A każde wyjście z domu to prawdziwa wyprawa!
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg6_zpss9cestjw.jpg
To tez pewnie stanie sie codziennością...
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg7_zpsxawb5qnv.jpg
Chcesz poznać moją płeć? Oj poczekasz sobie troszeczkę...
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg11_zpsqcxdg7is.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2015, 00:10
Przyjemność rodzenia
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg1_zps7ziy4pa7.jpg
Większości kobiet poród kojarzy sie z niewyobrażalnym bólem, porównywalnym do niczego co przeżyły do tej pory w swoim zyciu. Istnieje jednak 0,3% kobiet ktore maja zupełnie odmienne zdanie na ten temat. Są to kobiety ktore doświadczyły - uwaga-najprawdziwszego orgazmu! Jedna z tych szczęśliwych kobiet - Elena Skoko- ktora urodziła swoją pierwszą córkę trzy lata temu podkreśla,ze owszem czuła ból, lecz prócz bólu czuła takze cos jeszcze: fale przyjemności tak intensywne,ze bez problemu nazwała je "orgazmem":
"I had this wave sensation od blissful waves going trough me."
Poród podczas ktorego występuje tak intensywne uczucie przyjemności, nazywamy porodem orgazmicznym (orgasmic or ecstatic births).
Kolejna kobieta która doświadczyła przyjemności orgazmicznego porodu i której porod ten został udokumentowany w filmie "orgasmic birth" twierdzi,ze zjawisko to nie jest czymś nad czym możemy miec kontrole, czyli nie da sie tego "wyuczyć" na przykład w szkole rodzenia:
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/image.jpg1_zpscg9j78qc.jpg
Hartnell twierdzi jednak,ze nie odczuwała przyjemności od samego poczatku porodu. Cały porod trwał 12 godzin, a orgazmiczne fale zaczęły sie pojawiać dopiero mniej wiecej po 8 godzinach.
"Byla to najbardziej obezwładniająca przyjemność jakiej doświadczyłam w zyciu."
Aby doświadczyć orgazmicznego porodu musisz czuć sie bezpiecznie, musi być tak jak wtedy gdy sie z kimś kochasz. Najlepiej zdecydować sie na porod w domu, wsród bliskich osob i ich wsparcia.
Barry Komisaruk - profesor psychologii badający zagadnienia dotyczące orgazmu wyjaśnia,że z anatomicznego punktu widzenia zjawisko te nie powinno dziwić: intensywna stymulacja ściankek pochwy oraz rozciąganie sie tkanek podczas obniżania sie główki dziecka powoduje występowanie przyjemnych skurczy i cofanie sie bolu.
Istnieje wiele publikacji na temat orgazmicznego porodu, ktory znajduje swoich zwolenników jak i rownież osoby, ktore bardzo sceptycznie podchodzą do tego zagadnienia. Poniżej znajdziecie trailer z filmu pod tytułem: "Orgasmic Birth- the best kept secret", ktory być moze pozwoli Wam zrozumieć, ze porod wcale nie musi być traumatyczny:
http://youtu.be/6_P9KZrLYII
Dla głębiej zainteresowanych - natknęłam sie na stronę internetową w całości poświęconej temu zagadnieniu:
http://www.orgasmicbirth.com/
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2015, 05:01
Z drugiej strony mysle sobie, po co mi to cale przeprowadzkowe zamieszanie. Niedlugo powinno sie wyjasnic ze spadkiem. Wezme pieniadze po tacie i wynajme porzadnego adwokata. Powiem co i jak, niech zglebi temat tej sadowej eksmisji rownolegle z rozwodem. Przeciez to jest do zrobienia. Krew mnie zalewa, jak pomysle, ze dawno byloby po sprawie, gdyby ten adwokat, u ktorego mieszkam, byl niezawodny. Nie chce mi sie do niego chodzic i przypominac, tym bardziej w sytuacji, gdy zalegam z czynszem. Zaleglosci znowu z winy starego, bo to przez jego wypadek ubezpieczenie podnioslo skladke za samochod, po czym na moim koncie nie zostalo na czynsz.
Lista pytan i wymagan do adwokata:
- Prozesskostenhilfe. Podobno jak sie nie ma pieniedzy, panstwo placi koszta sadowe. Zlozyc wniosek.
- Eksmisja starego. Udokumentowac zgloszenia na policje, wyjazdy do szpitala i alkoholizm. Wspomniec, ze dwa razy takie cos bylo zaczynane, ale przez zaniedbanie innego adwokata nie doszlo do skutku.
- Scheidungsjahr. Tutaj przez rok separacji bogatsza strona lozy na biedniejsza. Uniknac tego ze wzgledu na wlasna sytuacje, a takze na splacane dlugi starego.
- Ogolnie opisac cala sytuacje, ze chleje, zyje na moj koszt, generuje dlugi i problemy typu wycieczki po szpitalach jak wczoraj, ze agresywny po alkoholu, ze ma w domu bron, ze pozycia nie ma no i ze chora jestem. Cala wina po jego stronie i chce to miec wpisane do sprawy.
- Podzial "majatku", czyli niech on sie wreszcie wyniesie. Jestem chora, mam duzego psa i maly dochod. Ponadto zupelnie sama, wiec z przeprowadzka sobie nie poradze. Ludzie, u ktorych mieszkam, sami mnie przyjeli z wlasnej inicjatywy. Samochod co prawda stoi zarejestrowany na starego, ale to ja nim jezdze, on tylko go rozbija. Zreszta ma od lekarza zakaz prowadzenia.
Jak mi sie cos przypomni , dopisze tu. Chce isc przygotowana do tego adwokata. Chce to ruszyc na powaznie i jak najszybciej skonczyc.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2019, 09:22
Ciąża zakończona 26 listopada 2019
2 tygodnie Olusia 
Malutkie serduszko mamy budziło się dzisiaj o 23,24,1 i 2 . O 2:30 dałam butle,cyca i spało do rana
ja wyspana bo pardłam wczoraj o 20 ;p
Dzisiaj rano pojechaliśmy na wyniki. Misio całą całą drogę przespał. Zdążyłam się pokluc,pójść na bazar,apteki, biedronki a na końcu obuwnicze. Polą na zimę butki ma,ja sobie zamówię z neta. Misio wstał w domku na cyca a później go dałam troszkę na brzuszek. Popołudniu T.zrobil obiad,ja się bawiłam z Polą a T.z misiem który był aktywny aż do 15:30
później kąpiel i odleciał przy mleczku, za to Pola padła po przebojach o 20:30.
Ja już leżę i się zbieram spać,wieczorem znowu miałam gorszy moment..na domiar złego brakło mi czasu na to co zaplanowałam i wiele nie trzeba;p hormony eh.
Wyniki cholestaze dobre,tsh niskie więc pewnie leki do odstawienia.
No i po planach i marzeniach. 7 nieudany transfer 
Zastanawiamy się z mężem czy to ma w ogóle jakiś sens. Jedyny efekt ostatniej terapii, to wyniki które jeżą włos na głowie i co za tym idzie pogorszenie zdrowia (jak odstawie leki to powinno wszystko do normy wrócić), oraz ponowne załamanie. A tak obiecująco było za tym razem...
W klinice, mamy w ramach pakietu opłaconą jeszcze jedną procedurę + jedną dodatkową gratis, jak się nie uda. Ale nie wiem czy chcę podchodzić po raz kolejny. Nie wiem co jeszcze mogłabym zrobić...
Wczoraj razem z mężem, płakaliśmy nad wynikiem. Nie wiem, po prostu nie wiem. Potrzebuje teraz kilku dni na odpoczynek i przemyślenie sprawy.
To już 6 lat... Ile jeszcze można czekać?
Samopoczucie na dziś - ujemne i ciągle spada...
Byłam właśnie w klinice na pobraniu krwi. Mam taką zasadę, że przed odstawieniem luteiny zawsze robię. Życie pokazało mi już, że wszystko może się zdarzyć. Wchodziłam tam z uśmiechem na ustach. Przy drzwiach stała kobieta, a raczej wrak kobiety. Wyglądała na mega zdenerwowaną, jakby miała wybuchnąć zaraz płaczem. Uśmiech zszedł mi z twarzy momentalnie, stwierdziłam, że jest tam nie na miejscu. Że ja jestem tam nie na miejscu. Szybciutko poszłam na krew i wyszłam. Właśnie stoi koło mnie na przystanku kobieta w ciąży z dzieckiem w wózku, max 6 mcy. Dzisiejszy dzień pokazał mi wyraźnie, że życie nie jest sprawiedliwe. Ale nie wywołał we mnie flustracji. Dzisiejszy dzień pokazał mi jak bardzo zobojętniałam. Na cierpienie tamtej kobiety, na radość ciężarnej matki. Nie robi to już na mnie żadnego wrażenia. Coś się we mnie zmieniło. Chyba dojrzałam do życia takiego, jakie je mam. Jestem dalej szczęśliwa. Bez żadnej spiny. To wspaniałe. Jestem gotowa na akt drugi starań. Ciekawe jakie będzie jego zakończenie...
Nie wiem kiedy do tego doszlo ale szanowne Ovu Wielkie Bractwo zdecydowalo sie ocenzurowac nasze wypowiedzi.
I tak wszystkie:
- hoojowe wykresy,
- temperatury z doopy czy
- zyeahbane cykle
swego brzmienia, wagi czy powagi wypowiedzi juz nie nabiora tak... jak za starych, dobrych czasów...

No dziewczyny... Czas zachodzić w ciąże, bo wymówki się kończą.
Albo conajmniej zostają wypauzowane, kurwa jego mać! http://i272.photobucket.com/albums/jj184/befje/smileys/bf-help.gif
Zbieram wene na kolejny post - promise!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2014, 08:56
We wtorek ma być histeroskopia i miałam już spokój absolutny. Badania porobione. Omg jaki to był stres kiedy odbieralam wymaz z pochwy i wypatrywalam ecoli, która jest naszą stałą towarzyszka od lat. Nie ma, nie ma! Co nie znaczy, że w macicy jej dalej nie ma, no ale to że nie ma na szyjce umozliwia histeroskopie i to sie liczy. Kiedy powiedzialam mężowi że odbierając te wyniki czulam się jakbym odbierala betę po IUI, mąż na to:" O Boże, wiem co czulas, to straszne uczucie". No i kto mnie zrozumie lepiej niż On? Nie mama, nie siostra, nawet nie najlepsza przyjaciółka. Zrozumie mnie tylko mąż. No i jeszcze jedna przyjaciółka po ivf.
Tak więc blogo czekałam a tu dzisiaj, po powrocie z przerwy obiadowej widze 2 polaczenia ze szpitala. Oddzwonilam 15 razy, ale dodzwonienie się tam graniczy z cudem. Fakt faktem, że przed ostatnia histero, która musialam odwolac, babeczka dzwonila potwierdzic zabieg. Może teraz też dzwonila potwierdzić. Choć ja przecież 2 tyg temu sama dzwonilam i pytalam czy na pewno jestem na liscie. No ok, moze nie odnotowala w kajecie i dzwonila jeszcze raz. Ale co jeśli histero przeloza bo np lekarza nie bedzie czy coś? Nie zniose tego, czekam od lutego. Chill, chill, musisz wierzyć, że się uda. Myśl to materia, tworzysz nia rzeczywistość.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2019, 11:07
Hej, czemu nie mam ramki "ciąża rozpoczęta" na OF??
Rozczarówka!
EDIT:
Jest ramka 🥰🥰🥰
Nie sądziłam, że ją kiedykolwiek zobaczę! 😄😜
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2019, 17:54
Dopiero 22dc a ja wiem że nic z tego nie będzie. Brzuch boli jak przed okresem.
siedzę sobie i myślę
popatrzę przez okno, zajrzę do szuflady, wejdę na fejsa..
nuda nic się nie dzieje
i jak na początku moich "starań" czekałam na owu, a potem modliłam się o nie pojawienie się @
tak teraz nie mogę doczekać się kiedy ona przyjdzie, bo wystartujemy z IVF
mam mieszane uczucia, niby chcę, a jednak się boję
skończy się epoka robię co chcę i kiedy chcę
teraz kiedy znam termin rozpoczęcia procedury IVF i stało się to jakieś takie realne zaczynam panikować 
a co jeśli się uda? haha a co jeśli zajdę w ciążę?
i tak popatrzę sobie przez okno, podejdę do lodówki, otworzę ją i tak stoję i patrzę..co by tu jeszcze..usiądę, wstanę i jak tu się skupić na robocie?
nie mogę się doczekać
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 czerwca 2015, 13:18
"..to maleństwo, które pojawia się w naszym ciele (daj dobry Boże, żeby się pojawiło...) i mieszka pod naszym sercem przez dziewięc miesięcy jest aniołem, który schodzi na ziemię przez nasze ciało.
..trzeba się przygotować na przyjście maleńkiego anioła. Przez piękno, sztukę, dobre uczynki, spokojne zjedzenie kolacji, uśmiech.."
D. Weinkiper-Halsing "Dziecko ze szkła"
hm... czyli, że trzeba żyć, cieszyć się życiem, stale nie myśleć o ciąży i wszystkim co się z tym wiąże
w sumie da się przez pierwszych siedem dni cyklu
, bo potem zaczyna się jazda czy owu będzie, a potem czy była i czy coś się dzieje
ale jestem cierpliwa, spokojna..czekam
tylko, że do czerwca, lipca tak daleko
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2015, 22:51
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/13d849c8f42c.jpg
zakończyliśmy leczenie piesława
na usg nic nowego nie wyszło
na śledzionie zmiana nie urosła, ani nie zmalała (9,4 mm)
wyniki krwi dobre
zakończyliśmy leczenie (chemii 6 nie dostał!!!!)
Kontrola za 3 msce 
pani Onkolog powiedziała, że możemy działać
jestem pijana ze szczęścia
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.