Źle, bardzo mi źle. Czekam na okres i zaczynamy ostatni cykl starań.
Znów mam załamanie, wystarczyło że odebrałam negatywną betę... W kuzynów dzieci rodzą się na potęgę,a że to typowa patola to boli bardziej. On pije, aktualnie w więzieniu. Bez stałej i legalnej pracy i mieszkania. Ona rozgarnięta życiowo jak kupka liści. Nie umie nawet zająć się dziećmi, mają kuratora. Dzieci co rok, ostatnio nawet bliźniaki. A ja proszę Boga na kolanach chociaż o jedno i taki huj. Nie widzę żeby Ktoś tu się przejmował moimi czy męża uczuciami. Pierdole, jak nam gin naprotechnolog powie że już nie ma pomysłu na nasze leczenie i koniec, to mamy w dupie Kościół razem z jego zakazami i zbieramy kasę na in vitro. Będzie to skomplikowana akcja, tak mi się wydaje bo mamy problem immunologiczny ale wiemy że w Łodzi jest spoko dr P. od takich akcji. Nie będę nigdy szczęśliwa bez dziecka. Mój mąż ma to samo. Nie wyobrażam sobie świętować we dwoje pięćdziesiątej rocznicy ślubu. Podpierać się tylko o siebie na starość. Czy kościół mi wtedy pomoże ?
DZIEWCZYNY coś na spora dawkę śmiechu
mega pozytywne:)
http://wrzucaj.net/images/2014/06/27/13923151292hm8yq600aa.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 czerwca 2014, 20:26
8cs
15dc
prawdopodobnie 1dpo
środa
Pierwszy cykl stosujemy żel Conceive Plus. Kupiłam w aplikatorach, ale po użyciu 2x stwierdzam, że aplikatory są źle skonstruowane. Zasysają jak odkurzacz, albo "gruszka" kiedy naciska się drugi czy trzeci raz. Następnym razem (oby go nie było) zamówię żel bez aplikatorów i kupię sobie strzykawkę. Chyba to będzie lepszy patent.
Jakaś iskierka nadziei się pojawiła, że może z żelem nam się uda. Wśród przyczyn, które mogą powodować nasze porażki w staraniach znajduje się również podejrzany: śluz. No więc pojawiła się jakaś nadzieja, na to, że może uda się z nim. 2 tygodnie czekania teraz.
Dziś TRZECI dzień diety i ćwiczeń. O ile dieta idzie mi super (trzymam się sztywno ustalonego jadłospisu) o tyle ćwiczenia są moją piętą achillesową. Po prostu mi się nie chce. Co mam zrobić?
Myślałam już, żeby odstawić samochód i chodzić do pociągu piechotą w drodze do i z pracy. W jedną stronę pieszo idzie się ok 25 minut (dość szybkim tempem). Wyszło by mi 50 minut ruchu dziennie... no może nie ćwiczeń, ale ruchu jakiegoś tam. Może to na początek dobry sposób na "uruchomienie"?
Ćwiczyć mi się w domu (np. z Chodakowską lub na orbitreku) po prostu nie chce. Czy któraś z was też była w takim miejscu i udało jej się przejść do stanu: "nie mogę się doczekać kolejnego dnia, kiedy będę w końcu ćwiczyć"?
Najsmutniejsza część wpisu. Ważę 95,2 kg.
Czyli generalnie mój wakacyjny "zryw" nic nie dał. Znów mam 95 kg na karku.
Najweselsza część wpisu: jeszcze tylko 2 dni do pracy i 4-dniowy weekend WOLNY. 
http://i44.photobucket.com/albums/f4/rutelka/o_matko_jaki_ciezki_recznik_middle_zpsf686ade4.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 listopada 2014, 21:17
Jak działam ja? Otóż działam w bardzo prosty sposób: cokolwiek sie komplikuje, pakuje torbę i uciekam. Dzieki temu zaliczyłam juz trzy razy Holandię, dwa razy wyspy brytyjskie, raz Niemcy, niemal cała Polskę i trzy razy Stany Zjednoczone. Teraz ucieczka nie jest takia prosta, bo zostałam zwiazana silnymi wiazami małżeństwa... Nie powiem,zeby odbyło sie to wbrew mojej woli ale czasem bywam zbyt impulsywna, działam bez większego zastanowienia. Tak wiec nie mogę uciec z małżeństwa ani z mojego dotychczasowego życia, ale mogę sie starać je zmienić (tak jak ciagle zmieniam profil tego notatnika). Tak wiec pracuje zbyt cieżko, mysle zbyt wiele i denerwuje sie zbyt czesto. Nadal bywają miesiące gdy wypatruje krwi na majtkach w 30 dniu cyklu i mysle sobie,ze moje ciało nie daje mi nawet jednego dnia,zeby sie połudzić, bo okres pojawia sie zawsze na czas... Jak w zegarku. W tym miesiącu jednak jest inaczej. W tym miesiacu nie mam juz nadzieji. W tym miesiacu nie mierze nawet temperatury. W tym miesiacu nasze auto w koncu odeszło do lepszego swiata (i chyba juz na dobre) , maz stracił prace, odmówiono nam kredytu a ja zamiast silniejsza robię sie coraz słabsza... Wczoraj niemal wybuchnelabym płaczem na oczach szefowej, zamknęłam sie w łazience i płakałam, płakałam i płakałam nawet wiecej. W pewnym momencie złapały mnie jakby spazmy, nie mogłam oddychać, prawie straciłam przytomność... Próbowałam złapać oddech a z mojego gardła wydobywał sie jedynie jęk... Myślałam,ze jestem silniejsza... Znam jednak życie. Wiem jak ono działa i wiem,ze ZAWSZE po burzy wychodzi słońce, chodźby ta burza trwała latami. Wiem,że w koncu wszystko sie uda. Wiem,ze w koncu uda mi sie stworzyć prawdziwa rodzine i nabrać siły by zmagać sie z kolejnymi przeciwnościami losu. Musze tylko złapać iskrę by rozpalić sie na nowo...
http://i1300.photobucket.com/albums/ag85/kgoska2/ea83dc08-b09e-414d-9722-456936d057ab_zpsdomu3u3j.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia 2015, 21:05
12dc. Nadchodzisz owulacjo czy masz mnie w poważaniu ?
Wszystkie subiektywne odczucia wykluwającego się jaja są, więc możliwe że to dziś. W końcu !! Nie przywykłam do tak oddalonych owulacji, na ogół brało mnie zaraz po @. Co nie zmienia faktu że jestem uradowana, może jajko potrzebowało czasu na ładne dojrzenie, wzrost i w ogóle.
Chyba że to kwestia garści suplementów, inozytole, koenzymy, mace i inne witaminy B(e).
Bądź co bądź mamy teraz około 14 dni względnego spokoju. A potem .. może małe kopniaczki? ;>

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 czerwca 2015, 08:12
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2015, 07:10
Jestem już w Polsce, pogoda piękna ...ale jakoś mój nastrój kiepski, martwię się jutrzejszą sono hsg, boję się ,że ukarze tylko nową przeszkodę na naszej trudnej drodze. Mam jakieś takie przeczucie ,że nie będzie ok, a moja intuicja rzadko się myli. K oczywiście karze mi się uspokoić i nie panikować... dobrze się mówi gorzej z wykonaniem w sumie cieszę się ,że przylecialam sama... przynajmniej unikniemy kłótni o moje emocje.
Chciałabym mieć już to za sobą...
27+2
Brzuch mi twardnieje, co jakiś czas dosłownie na moment (góra minuta) trochę mnie to martwi... Jutro chyba pojadę do szpitala żeby to sprawdzić bo trochę mnie to martwi. Niby czytam że jest to normalne ale jakoś mnie to nie pociesza... Chciałabym usłyszeć od lekarza, żeby być spokojniejszą.
Malutka dzisiaj fikałą, skopała mnie z każdej strony, aż miło 
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
z ważniejszych spraw - mieliśmy dziś wizytę. Schudłam 2kg! co uważam za szczyt szczytów moich bo dawno nie potrafiłam nic zrzucić a waga wyjściowa dość wysoka. Także jeden plus. Drugi plus to taki że małe/a ma się dobrze, serce bije, rusza się i nie chce współpracować
ale może wstydniś po mamusi.26t6d
od tygodnia zabieram się za wrzucenie zdjęć i jakoś mi nie wychodzi ale już się poprawiam 
najpierw sprawy techniczne
na wizycie wszystko ok szyjka twarda i przy badaniu palpacyjnym "wygląda" na długą, w przyszłym tyg usg to się dowiem dokładnie
u kardiologa wszystko ok, ukg w normie także tutaj wszystko pozałatwiane i jeśli nie będzie się nic dziać nowego to o kardiologu mogę zapomnieć 
a teraz od początku
mój szczęśliwy pamiątkowy test 
http://i821.photobucket.com/albums/zz140/roletka/dsc_0001_1_zpswhnvz0qg.jpg
tutaj brzusio z powitania 27tc
jutro robimy nowe zdjęcie na przywitanie III trymestru 
http://i821.photobucket.com/albums/zz140/roletka/dsc_0316_zpsubqnfq8j.jpg
mamy za sobą też pierwsze zakupy dla maluszków
kupiliśmy już grzebyk i szczoteczkę, gruchę i aspirator, smoczusie i pieluchy 
http://i821.photobucket.com/albums/zz140/roletka/dsc_0055_zpsvtktfflb.jpg
http://i821.photobucket.com/albums/zz140/roletka/dsc_0056_zpsr7bjv8ei.jpg
http://i821.photobucket.com/albums/zz140/roletka/dsc_0062_zpsphtfjc7k.jpg
http://i821.photobucket.com/albums/zz140/roletka/dsc_0063_zpstxlr3gsq.jpg
http://i821.photobucket.com/albums/zz140/roletka/dsc_0069_zpso8rcok0r.jpg
http://i821.photobucket.com/albums/zz140/roletka/dsc_0070_zpshwqao8kv.jpg
no i mama zaszalała, kupiła dzieciaczkom gryzaki i strażników smoczków 
tutaj zestaw dla Zuzi
http://i821.photobucket.com/albums/zz140/roletka/dsc_0073_zpshplktduu.jpg
a tutaj dla Tomka
http://i821.photobucket.com/albums/zz140/roletka/dsc_0088_zpsswxnzdmv.jpg
Chyba jeszcze nie do końca do mnie dociera, że to prawda
dziś po raz pierwszy usłyszałam, jak bije serce naszego malucha, i wzięło mnie tak z zaskoczenia, że nawet nie domyśliłam się, że to właśnie to 
Młode kopie i wierzga, a ja nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. To ADHD to chyba raczej nie po mnie 
Jedno nie ulega wątpliwości: to absolutnie najpiękniejsze maleństwo na świecie 
http://i127.photobucket.com/albums/p158/elrosa/22_1.jpg
6 dc, pierwszy dzień stymulacji.
1 zastrzyk za mną. Nadal nie dowierzam.
10 tydzień już prawie za nami - brakuje jednego dnia do pełnych 11 tygodni 
Przed poniedziałkową wizytą denerwowałam się - i nie wiem, po co. Maleństwo rośnie jak na drożdżach i leniwie sobie pływa. Jeszcze tylko niecałe 30 tygodni i w końcu się zobaczymy na żywo 
http://i127.photobucket.com/albums/p158/elrosa/img_20151229_104027-01_1.jpeg
Postanowiłam dziś co tydzień robić fotografię brzucha - choć przy mojej wadze jeszcze długo nie będzie typowo ciążowy, to ja już widzę, że urósł - zawsze to biust wystawał mi bardziej 
http://i127.photobucket.com/albums/p158/elrosa/img_20160102_105004-01.jpeg
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2016, 19:26
17w3d
Poza rosnącym brzuchem i cyckami to nic, nic a nic mi nie jest. Ruchów też jeszcze nie czuję więc się tak bujam w próżni aż się czegoś znów sensownego dowiem ..

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2016, 17:30
Już jutro kończymy dokładnie 13 tygodni 
Jesteśmy po badaniach prenatalnych - wszystko w idealnym porządku. Dwie rączki, dwie nóżki, po pięć paluszków w każdej, serduszko bije ekspresowo - całe 167 uderzeń na minutę (czyżby dziewczynka?). Uff.
Chyba jednak nie lubi tego badania - już na początku wizyty zrobiło pozycję "na focha" i trochę nie chciało współpracować z doktorem
też nie przepadam za badaniami, ale to wszystko dla Twojego dobra, Maluchu 
http://i127.photobucket.com/albums/p158/elrosa/1.jpeg
A brzuch, zupełnie nie wiadomo kiedy, też przez te dwa tygodnie urósł jak szalony 
http://i127.photobucket.com/albums/p158/elrosa/img_20160116_131411-01.jpeg
I skończyliśmy 14 tygodni! Ktoś tu ewidentnie urósł 
http://i127.photobucket.com/albums/p158/elrosa/14tydz.jpg
Dziewczyny (czekamynadzidzie, Wiki, Esperanza Mia & Marronek) dziekuje bardzo za komentarze i wskazowki. Gdyby nie ten pamietnik, to mysle, ze moja kondycja psychiczna bylaby o wiele gorsza.
Mimo, ze zrobilam test w niedziele i wyszedl negatywny to jeszcze gdzies sie tlil promyk nadziei. No to juz po promyku @ przyszedl bolesny ....z usmiechem na twarzy.....patrzac na mnie znowu wygralam.
Nie czuje nic....poza tym, ze doszlam do momentu, ze kolejnym krokiem jest in-vitro, nie myslalam, ze tego doswiadcze. I tu nie chodzi o to ze to nie jest naturalne i tym podobne pierdoly, bo dla mnie wazny jest efekt koncowy. Bardziej myslalam, ze w tym momencie bylabym albo w ciazy, albo mielibysmy juz dziecko. A tak w styczniu wybija 2 lata od kiedy zaczelismy a my bedziemy startowac z invitro i modlic sie zeby sie udalo. Los jest przewrotny a ze jestem osoba, ktora lubi miec wszystko pod kontrola i decydowac o wszystkim ciezko mi z tym. Najgorsze jest jednak to, ze my probujemy tego wszystkiego, ale tez nikt nie moze przewidziec efektu koncowego. ...widac, ze hormony przeze mnie przemawiaja.
W niedziele lece do Polski i byc moze podskocze to ginekologa na takie rutynowe badania, zeby sprawdzic wszystko po inseminacji czy przypadkiem nie ma torbiela i tym podobnych. A potem koniec....nie chce myslec o niczym do 4 grudnia kiedy jestem umowiona na pierwsza konsultacje z lekarzem od invitro.
Ten czas przeznaczam dla siebie....mam pare rzeczy ktore trzeba ogarnac, zmienic diete na zdrowsza, schudnac 8kg , wiecej sie ruszac . A w pracy postanowilam sie zapisac na jakis kurs, zeby ruszyc te moje komorki, moze cos z marketingu by mi sie teraz przydalo....
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2019, 13:55
12+6
Nie ma dnia, żeby nie dziękowała Bogu za to, że jesteś 🙏 jesteś największym cudem, jaki mi się przytrafił, mimo to każdego dnia boje się, że możesz odejść.
Tydzień temu wracając z kliniki, tuż po kroplówce z intralipidu zasłabłam na dworcu. W pewnym momencie zrobiło mi się tak słabo, moje serce waliło tak mocno, oddychałam coraz szybciej, że poprosiłam kobietę, która stała obok mnie o pomoc. Kazała mi usiąść, w tym momencie zrobiło mi się biało przed oczami, gdyby nie ona to bym upadała. Leżałam tak jakiś czas na peronie z nogami do góry, aż ktoś w końcu zadzwonił po karetkę. Od tego momentu boję się jeździć zatłoczonymi pociągami.
Hemoglobina spadła do 9,3, żelazo mam już tak wysokie, że lekarz kazał odłożyć. Co a idiotyczny pomysł lekarza przepisując mi, żelazo gdy jest w normie. Mam iść do hematologa, mam nadzieję, że szybko dostane termin. Martwi mnie to, oby anemia nie zaszkodziła maluszkowi🙏.
Codziennie się czegoś boje, już pewnie świruje, martwię się każdym ukłuciem, każdym ciągnięciem w brzuchu, za dużo mam do stracenia, za bardzo o to walczyłam...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2022, 17:00
A więc jutro spotkanie z naszym cudem
dziś po dwóch ktg ordynator stwierdził że jutro rano cc
powiem szczerze że już mi obojętne jak urodze aby tylko Zosia już byla na świecie i żeby była bezpieczna te moje kochane serce najdrozsze
aż mam łzy w oczach z tego wszystkiego że dzielą mnie godzinki od ujrzenia tej małej istotki
a dziś jeszcze było usg i nasz klocuszek waży ok 3550 g
a więc wielkie odliczanie
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2015, 13:37
Dziękuję ciocie forumowe za kciuczki przydadzą się
jak tylko będę w stanie to zdam relacje z cc
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.