Dziś o 5.00 pobudka, mogłam sobie wstać na chwilę. Umyłam zęby i zrobiło mi się słabo i niedobrze,więc się położyłam. O 6.00 dostałam tramal, później jakieś dwie inne kroplówki no i wreszcie pielęgniarka wyciągnęła mi cewnik
Kolejny raz wstałam, już było lepiej niż za pierwszym razem. Umyłam buzię, pomalowałam się. Później był obchód.
Moja gin wspominała mi o żelu przeciw zrostom, powiedziała że kupuje się go w aptece i że kosztuje 600zł. W środę lekarz pyta się mnie czy słyszałam o tym żelu , więc odpowiedziałam,że tak, ale mnie na niego nie stać . Więc temat zamknięty. Dzisiaj okazuje się, że tego żelu nie kupuje się w aptece i samemu się nie stosuje, tylko przed końcem operacji lekarz go wprowadza do środka przez brzuch , a na zapłatę ma się dwa tygodnie i wpłaca się na konto szpitala. Lipa w tym wyszła, że i moja mama i jego rodzice i nawet babcia gotowi byli kupić ten żel..tylko po operacji... także moja ginegolog była zajebista,bo nawet sama nie wiedziała co i jak..
Szkoda no ..ale trudno
mam nadzieję,że nic się nie stanie...
Brzuch mam jeszcze troche twardy, jakby taki zagazowany i spuchnięty.
Dzisiaj też nic nie jem, tylko woda.
Już od 11.00 jest u mnie mój ukochany,który spisuje się znakomicie 
Ah! Kocham go jeszcze bardziej, za to jaki dla mnie jest 
Pies śpi na moim miejscu w łóżku, chyba już tęskni 
Jednak współżycie dopiero za 2 tygodnie, lekarz zalecił starania od następnego cyklu.
Ale to nic, akurat będzie czas na regenerację sił i dojścia do siebie.
Teraz tylko pozytywne myślenie ! 
Zdjęcia 1 dzień po :
http://pokazywarka.pl/fiw0kb/
http://pokazywarka.pl/uqlt5o/
http://pokazywarka.pl/8rsda4/
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia 2014, 21:23
Baaaaaardzo dziękuję za słowa wsparcia, jak zawsze to bardzo dużo dla mnie znaczy!!!
PJUR - ależ ja nie wymagam każdorazowo komentarza
spokojnie
sama mam często tak, że nie wiem, co napisać. Jak podnieść kogoś na duchu? Może ktoś chce tylko się wygadać i koło nosa lata mu moje podnoszenie na duchu?
W długi weekend wypiłam łącznie półtora piwa!!! Szok w życiu staraczki, co nie? Ostatnio w czerwcu wypiliśmy sobie po pół piwa (może po całym) jak świętowaliśmy super wyniki nasienia. A teraz było to piwko przyjemnościowe. Raz po jeździe na rowerze, a drugi raz - ot tak - do kolacji!!! 
Brak transferu przeżyłam tak bardzo, bo hm, wątku o in vitro nie czytam i nie wiedziałam, że transfer, poza hiperstymulacją, może być odroczony. Nie zdążyłam ułożyć planu B. Mam plan B na wypadek, gdyby ten zarodek nie chciał z nami zostać i nie doszłoby do implantacji (4 zamrożone oocyty odmrażamy i zapładniamy - dalej czekamy na rozwój wypadków, w międzyczasie dzwonimy do ośrodka adopcyjnego, żeby zobaczyć, jak to jest, a potem przerwa, bo psychicznie, obydwoje jesteśmy wrakami ludzi). Ale planu B na sam brak transferu nie było
wiem, że jestem już bliżej niż dalej, bo ten Zarodeczek tam na nas spokojnie czeka, tylko... Hm. Nie wiem, czy słyszałyście takie coś o budowie domu. Na początku człowiek wie wszystko o tym domu, jakie będą kafelki, jakie klamki, gdzie będą stały poszczególne meble, jak będzie usadzał gości do stołu na imieninach. A potem jest taaaaak bardzo wykończony papierkologią, kolejnymi ekipami, czasem oczekiwania, że wisi mu totalnie, jakie będą klamki w drzwiach i bierze pierwsze lepsze. Mi ten poziom wykończenia jest bardzo bliski i znany. I też dlatego, że nie wyjechaliśmy nigdzie na dłużej i marzę o wakacjach. Pomysł z wyjazdem jest super i prawdopodobnie (z uwagi na pracę Mężusia) zrobimy tak, że pojadę ze znajomymi na 3-4 dni, żeby pobyć na powietrzu i złapać dystans. On niestety posiedzi w pracy. A potem jest transfer więc wyjazdy raczej nie wchodzą w grę.
Staraniowo - w poniedziałek będę mieć pierwsze szczepienie limfocytami. Tyle czekaliśmy na pierwszy termin. Dlatego do transferu nie będę podchodzić na encortonie. Drugie szczepienie jest 16 września. W międzyczasie owulka i transfer i zobaczymy co będzie. Na razie skupiamy się na pierwszym szczepieniu. Od niego, a w zasadzie od skutków ubocznych zależeć będzie czy w ogóle gdzieś wyjadę. Na pewno w kolejnym cyklu chciałabym robić badania krwi codziennie, żeby wyhaczyć moment owulki znacznie dokładniej niż teraz. Aaaaa. Coś, co mnie też trzyma. No w sumie - mogło się udać naturalnie
mi akurat takie myślenie pomaga.
W czwartek pojeździłam na rowerze. Wstyd się przyznać - pierwszy raz w tym sezonie. Zawsze coś było i rower odpadał. Piątek zszedł na codziennym ogarnianiu rzeczywistości, sobota na pieczeniu ciasta, a w niedzielę byliśmy w skałach. Skoro nie jestem w ciąży, to mogę sobie "spuścić srogi łomot"
i to też fajnie działa na niemyślenie o staraniach. Wrzuciłam kilka fotek z tego, jak w niedzielę wyglądała moja perspektywa widzenia świata
Uwielbiam oglądać widoczki u innych Dziewczyn, bo to mnie tak napędza - gdzie tu by jechać (w przyszłości), co można zobaczyć i jaki mamy piękny świat (i kraj również).
https://pokazywarka.pl/ew7gbd/
A na ostatnim zdjęciu Krąsi we własnej osobie, z przekrzywionym kaskiem (błąd zauważony dopiero teraz), w okularach przeciwsłonecznych i nawet uśmiechnięta (niekoniecznie specjalnie do zdjęcia, ale z uwagi na delikatne szczęście?). Mój bicek normalnie tak nie wygląda, z tej perspektywy wyglądam jak jakiś babochłop (z bickiem kurka szerszym niż moje udo), ale to tylko perspektywa.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2019, 17:42
6 tabletka za mną... myślałam że z każdą kolejną będzie lepiej a jest niestety gorzej... to chyba nie są bóle żołądka związane z napadem głodu bo przez ostatnie 2 dni mnie złapało w trakcie jedzenia... ból żołądka jest okropny i przychodzi już niezależnie od posiłku, początkowo przychodził 1-2 godz po posiłku i ustępował ok 40 minut po zjedzeniu a teraz ataki są zupełnie nieprzewidywalne jest ich w prawdzie niej ale trwają dłużej
zobaczymy co w piątek powie lekarz, wizytę mamy w 11 dniu brania regulonu więc zostanie jeszcze 10 dni i jakby mi powzolił odstawić to g.... to byłoby idealnie
badania moje i M już zrobione, prawie wszystkie wyniki już mamy, reszta ma być w poniedziałek, w czwartek mam usg piersi i będzie komplet
Na mnie niestety wiesiolek nie działa. Kupowałam z różnych firm (6 lub 4 tabletki na dobę), brałam do ok. 16dc i nic. Suplementacja 3 miesiące nie przyniosła żadnego efektu więc odpuściłam.
Zioła jak na razie wchodzą jak złoto, jedyny minus że po ich wypiciu mi się odbija przez około 20-30 minut.
W dalszym ciągu humor do bani. Motywacja też na poziomie 0. Dodatkowo się nie wysypiam co tez negatywnie wpływa na moje samopoczucie.
1 DC 
@ przyszła jak w zegarku. Mimo że czuje się fatalnie czuje się również bardzo dobrze. Zaczynamy nowy cykl od nowa.
Moje motto chyba będzie , że nie trzeba się załamywać okresem, bo skoro i tak się nie udało to lepiej jest dostać @ i rozpocząć nowe staranie , mieć nowa szanse niz mieć cykle 56 dni.
Nie wiesz na czym stoisz milion testow, milion niewiadomych. Brak owulacji.
Już wolę ten okres.
Zaczynamy od nowa.
Dzisiaj zaczęłam brać olej z wiesiołka, czekam również na zioła ojca sroki nr 3. Zobaczymy.
☺️😏
Dzięki dziewczyny, ale ja naprawdę próbuje z nim rozmawiać, na spokojnie, bez krzyku. Problem z alkoholem pojawił się niedawno, gdy wróciłam do rozmów o dziecku. Wcześniej nie było z tym problemu. Teraz każdy weekend musi być dla niego z pompą.
Prosiłam go byśmy poszli do psychologa, ale on nie chce. On chce za to iść do kogoś kto nauczy nas kiedy są dni płodne. Dla mnie to trochę bez sensu.
Wiem że dziecko tylko dołoży nam roboty, ale on nigdy nie mógł zrozumieć ze przez pierwsze dwa dni @ jestem zombie. Na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy przez te 6 lat okazał empatie.
Wracając do wyników to wciąż mu powtarzam, ze te wyniki nie są złe, może na tamten moment coś nie grało, że dużo par ma dzieci pomimo takiej morfologii. Ale to jak grochem o sciane. A ja nie chcę cały czas polegać na "wujku Google", potrzebuję opinii lekarza. Bo może to by w końcu do niego trafiło, najwidoczniej w moje słowa nie wierzy.
Jesli chodzi o dietę i ruch, to u niego pod tym względem jest dobrze. Regularnie chodzi na siłownię, je dużo warzyw, bo je po prostu lubi.
Chciałabym go w końcu namówić na te wyniki.
Ufff... Dawno mnie nie było ale czas skrobnąć. Wizytę z 29 października musiałam przełożyć na 8 listopada z racji terminu wrednej @ tak czy siak czekania ciąg dalszy. Co zaczęło mnie martwić to że @ robią się coraz bardziej obfite i ze skrzepami. Dziwne bo gdy miałam mięśniaka @ były raczej skąpe i krótkie, więc może coś jednak tam blokował tylko trochę dziwi mnie to bo jest jakby na odwrót u mnie.
Coraz bardziej myślę o iui i chyba pora na przygotowanie kasy na pierwsze. Zobaczymy po wizycie co gin powie.
Tymczasem Piękna złota jesień i słonko
Zostań na dłużej jest cudnie...
Kolejny dzien i kolejna walka, ostatnio wariuja mi hormony i popadam w bezpodstawne depresje, robie sie wrazliwa i placzliwa bez konkretnych powodow. Staram sie obserwowac swoje cialo ale juz nie rozumiem jego sygnalow, niby wszystko jest pieknie, temperatura, owulacja ale jakos dwoch kresek wypatrzyc nie moge, zaczynam tracic nadzieje i przeraza mnie to potwornie. Najgorsze jest to ze dla mojego faceta to takie " jak sie uda to ok jak nie to trudno", on zyje praca, nadgodzinami i w swoich planach przyszlosciowych nie mysli o dziecku tak jak ja, ciagle powtarza - kiedys tam, chociaz ma juz 38 lat. Serduszkujemy normalnie i czuje sie winna, chora, cos jest ze mna nie tak..
24t4d
http://www.iv.pl/images/23195034106030057569.jpg
Witaj kochamy maluszku
Co siedzisz w mamy brzuszku
Słyszysz co się tu dzieje
Ten świat się do ciebie tu śmieje
Słyszysz jak mamy serduszko bije
Ono dla ciebie kochanie żyje
Co dziennie słyszysz jego dźwięki
Jest jakby muzyka do piosenki
Która co dziennie wesoło gra
A dziecina w brzuszku jej słucha
A gdy będzie ci smutno i źle
Przytul się mocno do mnie
I posłuchaj jak me serduszko puka
Jak ono dla ciebie stuka
I szepcze ci czule do ucha
Że kocha swojego malucha
Czy słowa me do ciebie dochodzą
Czy przyjemnie się po brzuszku rozchodzą
Czy do snu cię delikatnie utulają
Czy po przebudzenie radośnie witają
Jakie to są dźwięki dla ciebie
Czy czujesz się jak w niebie
Czy poznajesz już głos taty i mamy
Czy wiesz że my mocno cię kochamy
Czytać ci będziemy różne bajeczki
Wesołe, zabawne i kolorowe książeczki
Byś przy głosie naszym zasypiał
I zawsze kolorowe sny miał
Czy czujesz dotyk mój
Ja czuje ruch każdy twój
Gdy wiercisz się w mym brzuszku
Gdy kopiesz mnie mój maluszku
Przez to cię lepiej poznaję
Bo gdy wiercenia takiego doznaję
To odczuwam magiczne chwile
I dodam jeszcze tyle
Że chyba lubisz jak cię głaskam
Jak nasz brzuszek z tatą przytulam
I jak wspólnie zasypiamy
Ciesząc się że ciebie kochanie mamy
Choć jesteś w brzuszku to świat poznajesz
Nowych wrażeń każdego dnia doznajesz
Nowe dźwięku cię otaczają
Oczka wyobraźni na świat spoglądają
Uczysz się rączek i nóżek przeciągania
Takiego małego odprężenia i przepychania
Zasypiasz przy dźwiękach mamy serduszka
Gdy jej słowa dochodzą do uszka
Witaj mój kochany maluszku
Co siedzisz w mamy brzuszku
Bardzo bardzo cię kochamy
Z niecierpliwością na ciebie czekamy
Czy słyszysz jak szumią drzewa
Jak ptaszek w ich gałązkach śpiewa
Delikatnie wiatr z nimi rozmawia
Do przywitania się je namawia
Z rzeczka małą co obok płynie
Po tej naszej pięknej krainie
Ich rozmowa przypomina mi
Jak szczęśliwe są nasze dni
Gdy ciebie w brzuszku mam
Dla ciebie kołysanki śpiewam
I będę ci co dziennie śpiewała
Gdy będziesz wieczorem zasypiał... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 czerwca 2014, 11:04
Ciąża zakończona 20 grudnia 2017
W 41 tygodniu i 2 dniu ciąży przyszła na świat siłami natury nasza córeczka z wagą 3930g i długości 59cm
Poród miałam "wywoływany" za pomocą cewnika Foleya po założeniu którego nastąpiło rozwinięcie naturalnej akcji porodowej. Lekarze utrzymują, że to on zadziałał, aż sami byli w szoku bo z tego co słyszałam to rzadko działa, ale mi się wydaje że po prostu poród sam się zaczął a "balonik" tylko go przyspieszył. Po założeniu cewnika podpięto mnie pod ktg i tak się złożyło, że po 5 minutach odeszły mi wody. Od tego momentu wszystko postępowało migusiem i po niecałych 6 godzinach malutka była już z nami. Poród naturalny to okropny wysiłek, 4 razy traciłam chwilowo przytomność, ale to raczej ze zmęczenia i z faktu, że tego dnia zjadłam jedynie śniadanie a urodziłam o 19:50
W dniu porodu zarzekałam się, że nie będę chciała już więcej dzieci, ale na ten moment nic już nie pamiętam poza tą piękną chwilą kiedy położono mi córę na brzuchu i uczuciem, że DAŁAM RADĘ!
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2018, 13:48
Z takim gronem wsparcia, zupełnie spokojnie będę sobie na jutrzejszą betę oczekiwać...
:D
Dziękuję Wam dziewczęta za to, że jesteście... 
I czekam niecierpliwie aż się rodzeństwo bliźniacze mojej Fasoli z innych rodziców jutro ujawni (tak Madzik - o Tobie...
Oraz na wyczekiwanego Grocha Matyldy (imienniczki mojej drugiej córki
i Dżejn - z Twoim nastawieniem do tematu prokreacji ostatnio, czuję, że Groch wyskoczy kiedy się go nawet spodziewać nie będziesz 
A tym czasem niech już będzie jutro... Jak się okaże, że jednak nic z tego, to przynajmniej w czwartek zjem najlepsze sushi w mieście... Małż mnie z okazji rocznicy ślubu zaprosił. Jak się okaże, że jednak ciąża, to mi na sushi nie pozwoli... Zawsze to jakaś nagroda pocieszenia
Ale wierzę, że będzie dobrze...
EDIT: Na takie się dzisiaj natknęłam:
http://iv.pl/images/38146731579141298600.jpg
Wydaje się jakieś takie adekwatne do sytuacji 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2015, 12:10
Poniedziałek
18dc
Jestem zmęczona, niewyspana i zła. I jeszcze trochę smutna, po dzisiejszej wizycie u ginekologa.
Owulacji nie było
Oficjalnie potwierdzone. Nie pofatygowała się w tym cyklu. Pan doktor zapytał, czy życzę sobie stymulację. Nie życzyłam sobie. Jeszcze nie. Dam jej szansę za miesiąc. Tej owulacji rzecz jasna. Nie stymulacji. Nie chcę jeszcze niczego tutaj farmakologicznie napędzać. Przed tą ostatnią ciążą wszystko było w doskonałym porządku. Liczę, że się organizm zreflektuje i ten porządek przywróci.
Na razie dostałam skierowanie na hormony w następnym cyklu. I zobaczymy. Pan doktor mówi "najlepiej, żeby pani w ciąży wróciła". No taki plan jest
Choć bez owulacji będzie ciężko...
Ale za to spędziłam baaardzo udany weekend pod żaglami na Solinie. Wywieźliśmy potomka do babci i zaszyliśmy się w bieszczadzkiej dziczy
Dużo słońca, sporo dobrego wiatru, ekipa fantastyczna... Cumowaliśmy w zatoce na uboczu, gdzie nas nie sięgła cywilizacja swym mackiem. Paliliśmy ognisko, popijaliśmy wyśmienitą Soplicę śliwkową... i było jak za starych, dobrych czasów. Odpoczęłam psychicznie, za to fizycznie czuję się zmęczona (jak to zwykle po urlopie). Jednak brak snu, nadmiar alkoholu i słońca dają dzisiaj jeszcze o sobie znać... Ale było pięknie (dowód poniżej).
http://www.iv.pl/images/05905464992739274546.jpg
Poniedziałek
13dc
http://www.iv.pl/images/91392554902617045039.jpg
Oczywiście zacznę tradycyjnie od tego, że jestem zmęczona. Wesele było udane, ale energochłonne 
Spotkanie po latach z przyjaciółmi, z którymi praktycznie dorastałam i którzy niewątpliwie mieli ogromny wpływ na to, kim jestem, było niezwykle miłym doświadczeniem...
Testy owulacyjne wciąż przeraźliwie straszą bielą 
Czuję, że z owulacji w tym cyklu nici
I smutno mi trochę. Idę do lekarza w czwartek. Zerknie na te wyniki i na te moje śpiące jajniki... Może coś mądrego wymyśli.
Czwartek
23dc, 7dpo
Miałam iść zrobić progesteron, ale nieco zaspałam rano... Wczoraj z Elżbietą po raz kolejny spotykawszy się przy winie, użalałyśmy się wespół nad naszym niecnym losem (obie zachodzimy w ciążę, ona od prawie roku, ja od ponad pół). Efektem jest dzisiejszy ból głowy, zarówno u mnie jak i u Eli (coś z tym winem było nie tak, bo akurat u mnie to norma, że mam kaca jeśli nawet tylko powącham alkohol, ale Ela to baba z gór i takie śmieszne ilości jakie spożyłyśmy wczorajszego wieczoru nie powinny zrobić jej krzywdy).
Jestem pewna na 99,9% że się w tym cyklu nie udało. Skąd wiem? Bo mi moja intuicja niezawodna podpowiada, a ona się niestety nie myli... Ever... A tak naprawdę, to podpowiadają mi moje miękkie, niewrażliwe, kompletnie obojętne imitacje cycków, które posiadam (najmocniej was grochy przepraszam, ale w tym śmiesznym rozmiarze, który pozostał po poprzedniej ciąży (a nawet dwóch), to ciężko was dumnie biustem nazywać).
Nie martwi mnie nawet specjalnie to niepowodzenie, bo, jak to mawia moja babcia "Nie od razu Kraków zbudowano". Martwi mnie natomiast mroczne podejrzenie Dziadziusia, że mój lewy jajnik nie działa w ogóle (wszystkie do tej pory potwierdzone owulacje były z prawego jajnika). A to onacza, że w następnym cyklu nie ma o co walczyć i kolejna szansa dopiero we wrześniu... We wrześniu to ja miałam III trymestr rozpoczynać, a nie łaskawie jajeczkować... !!
A teraz coś, co dzisiaj na mej twarzy uśmiech wywołało: (żeby nie było, że tylko zrzędzę):
U mnie dupa nieco odrestaurowana po zimie, ale szału też nie ma...
http://iv.pl/images/73867521961841812242.png
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2015, 14:37
Tym razem nie czułam zupełnie bólu brzucha. Piersi były obolałe od transferu. Dostałam zwolnienie na tydzień więc oszczędzałam się i czekałam cierpliwie do bety. Nie robiłam testu płytkowego nie widziałam sensu wolałam zrobić test 11 dpt. Przeczuwałam że się nie udało bo 6 dpt raptem piersi zrobiły się miękkie doszedł ból brzucha taki okresowy ból jajników. Dla pewności zrobiłam test z krwi w sobotę 12.10 i niestety <2😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱
Poniedziałek
4t5d
Jest gorąco, ja jestem śpiąca i rozdrażniona (jedno z drugim być może powiązane), zupełnie nie potrafię myśli pozbierać, więc w pracy mówiąc delikatnie mały koszmarek, zwłaszcza, że koleżanka na urlopie i mnie w zaszczycie przypadło ją zastąpić. W sobotę (a najlepiej jeszcze w piątek) wywożę potomka nr 1 do babci na wakacje a wczorajszym wieczorem zepsuła się pralka. W najgorszym wypadku zawiozę do domu brudy i je tam razem z tym dzieckiem moim jedynym zostawię. Bardziej jednak optymalnym rozwiązaniem jest zakup nowej pralki. Najssss...
Umówiłam się do Dziadziusie na 3.08 i nie wiem, czy nie za wcześnie... Ale chyba nie wytrzymam dłużej.
A propos mojego nieustającego ostatnio poddenerwowania (czytaj wk&^&rwienia permanentnego):
http://iv.pl/images/88309376338203872564.png
PS: P wykazuje troskę. Znaaaaacznie większą niż w poprzedniej ciąży, a z tą pierwszą Majkową to w ogóle bez porównania: "Nie chodź na boska po tych kafelkach, bo się rozchorujesz" ; "Nie sprzątaj czasem chaty jakimiś chemikaliami" ; "Nie dźwigaj tego dziecka do cholery!". Eeee... W ciąży z Majką dzwigałam codziennie zakupy, malowałam ściany wdychając opary, sprzątałam całe mieszkanie po remoncie kuchni i było OK. Wniosek: do mojego szanownego małożonka dotarło, że ciąża nie przemienia kobiety cudownie w niezniszczalnego cyborga. Wręcz bym powiedziała przeciwnie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2015, 16:19
15+0 = 16 tydzień
podsumowanie
- Jest 3 kg do przodu ale mam wrażenie że jedynie brzuszek się powiększył
- Żadnych mdłości, zawrotów głowy itp. 
- więcej energii w dalszym ciągu do godz. 15 od 15 muszę się położyć chociaż na godzinkę
- mniej ataków histerii niż wcześniej:) z czego mój mąż chyba jest najszczęśliwyszy 
- coraz mniej ubrań przedciążowych jestem w stanie na siebie wcisnąć (spodnie, spódnice)
dziś zrobiłam zlecone badania (morfologia, mocz, AFP, Hbs wyniki odbiorę po południu, następna wizyta z usg za tydzień we wtorek to mi powie co i jak bo najbardziej boję się tych wyników AFP zwłaszcza, ze często wynik jest pełen wątpliwości.
Szykuję do mojej gin listę niezbędnych pytań. Może nawet będzie wiadomo jaka płeć. Jak ja chciałabym się już dowiedzieć...
Dziś kupiłam dla maluszka spodenki i 2 x body
na razie uniwersalne ale jak już dowiemy się jaka płeć to będzie szaleństwo 
Później jadę do teściów na grilla mmm uwielbiam:)
no i oczywiście moje skarby:) na razie tylko tyle mamy 
http://wrzucaj.net/images/2014/07/01/DSC0032.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2014, 14:07
Środa
5t0d
Zaczynamy 6ty tydzień. Mój najnowszy potomek jest wielkości ziarna sezamu.
Poza tym, że lekko nabrzmiał mi biust i że 20:00, no 21:00 max to dla mnie koniec dnia (powieki uparcie poddają się grawitacji i zaczynam przeciągle intensywnie ziewać), Fasol zupełnie nie daje o sobie znać. Daleka jestem od wpadania w panikę z powodu braku objawów ciążowych. To moja trzecia ciąża. Czuję się na tyle doświadczoną ciężarówką, by wiedzieć, że słowa: KAŻDA ciąża jest inna to nie jest jakiś tam pusty frazes. O tej porze:
- w ciąży nr 1 - zasypiałam o 18:00, biust miałam wielki, bolesny, nie byłam w stanie przełknąć kawy
- w ciąży nr 2 - posiadałam nieograniczone pokłady energii (biegałam na fikołki nieomal codziennie), biust miałam wielki, bolesny, pojawiały się mdłości
- w ciąży nr 3 - zasypiam o 21:00, biust delikatnie się powiększył, lekko uwrażliwił się na dotyk
Spakowałam dzisiaj moją pierworodną córkę na wyjazd do babci. Jedziemy w sobotę. Młoda zostaje do połowy sierpnia. Cieszy mnie niezmiernie, że mam to z głowy, gdyż szczerze nienawidzę się pakować. Od zawsze. A że naturę mam włóczęgi, więc miałam nieszczęście się w swym życiu pakować setki razy. Kolonie/obozy/zimowiska/piesze rajdy/biwaki/wypady w góry/namioty/rejsy morskie/weekendowe żeglowanie po jeziorach/zagraniczne wakacje allinclusive/delegacje służbowe... Kilkanaście razy pakowałam cały swój dobytek i przeprowadzałam się z miejsca na miejsce, z kraju do kraju... I zawsze pakowanie było dla mnie udręką. A teraz pakuję nas dwie. A niedługo nas troje/trzy.
Poza tym nic nowego. Gorąco... Czekam...
http://iv.pl/images/88680966282337501190.jpg
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.