Krycha Potrzeba pisania 15 października 2019, 22:15

Czytam sama siebie i troche sie nie rozumiem. Tyle lat ciagnie sie to samo, a ja wciaz sie waham i robie krok do przodu, po czym dwa w tyl. Umowilam adwokata kobiete, czyli adwokatke, na czwartek. Zeby tam isc, potrzebuje jednego papierka z sadu. Niby prosta rzecz, a dla mnie jawi sie niczym osmiotysiecznik zima od polnocnej strony. Wymowka jest taka, ze sad ma godziny otwarcia w czasie mojej pracy. Normalny czlowiek po prostu by sie na godzine czy dwie z tej pracy zwolnil i poszedl po ten smieszny papierek, ale przeciez ja normalna nie jestem. Do tego stary robi zaslone dymna i wlaczyl tryb abstynencji dla niepoznaki. Siostra, do ktorej napisalam i ktora tak malo pomocnie mi odpowiedziala, codziennie do niego wydzwania, ale ze mna rozmawiac nie chce. Stary klamie, ze wszystko w porzadku lub naprawde tak mu sie wydaje. Ja wiem, ze w porzadku nie jest, ale moja wola dzialania znowu ulegla jakiemus magicznemu paralizowi. Zanim wezme sie za ten rozwod, musze wybrac sie do psychologa. Tak dalej byc nie moze, nie moge sama siebie zwodzic i zaglowac decyzjami w zaleznosci od fazy ksiezyca. Musze sie ogarnac, postanowic jedno i sie tego trzymac, jak pijany plota. Chwilowo czuje sie jak zamrozona w kostce lodu, widze wszystko, troche przez ten lod znieksztalcone, ale nie jestem w stanie sie ruszyc. Powoli zaczyna zamrazac sie moj mozg w tej kostce lodu. Nie jest dobrze.

Wczoraj były moje urodziny skończyłam 32 lata stara już jestem ;)
No i powiedzialismy przy okazji rodzince o maleństwie.
Była okazja byli moi rodzice teście brat
Reakcja była niby pozytywna ale szału zbytniego nie było no ale cóż tego się spodziewałam więc nie mam pretensji
O dziecko my się staraliśmy nikt inny o tym nie wiedział
W środę wizyta i USG mam nadzieję że wszystko będzie dobrze
W pracy się sypie koleżanka wylądowała w szpitalu i zostałam z całym burdelem tylko ja a wiem że sama wszystkiego nie ogarnę więc nie będę się stresować i od czwartku pewnie będę na zwolnieniu, nie ma sensu się stresować bo korporacja prędzej czy później kopnie cię w dupę i nie będzie się tobą przejmować

Ostatnio czuje się jak wrak. W piątek zjadłam kapustę kiszoną z rybką. I rozpoczęły się wzdęcia. Wieczorem biegunka. Wczoraj rano ok
Na obiad zjadlam kapustki i znow gazy i biegunka. No ekstra. Dziś jest ok nie latam już ale brzuch wysadzony czuje się masakrycznie. Dobrze że to weekend.
Wszystko to dziwne 2 tyg temu kapustke jadłam i było ok a teraz coś nie tak
A pomyśleć że za tydzień miałabym podchodzić do stymulacji
Dobrze że wszystko zostało przesunięte. Bo to nie ten czas jak stale cos. Grypa, infekcja biegunkowa ciekawe co będzie kolejne...
Mąż się śmieje że wszystko wróciło na swoje miejsce. Że teraz ja choruje a on zdrów.

30+5
Hmm jak się czuję.. to jest dobre pytanie. Raz lepiej raz gorzej.. Dzisiaj jest ten chyba gorszy dzień. Bolą plecy, mega zgaga, a no i walcze z wielką ogromną chęcią na słodkie !! Jest ciężko...
Mała fika w brzuszku <3
Do wizyty zostało 5 dni.

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

Jeheria No kiedy? 16 października 2019, 11:31

12 tc (11+4)
Czas szybko mi teraz mija. Śpię do 8, 8:30. Śniadanko, spacer z psem, sprzątanie, obiad i przychodzi mąż z pracy. Wręcz czasami brakuje mi czasu na większe przedsięwzięcia. Dziś muszę obrać pietruszkę bo już wszystkie warzywa wykopaliśmy z ogródka.
Wczoraj byłam u diabetologa. Nie mam dobrych wieści. Mimo że cukier lekko podwyższony, wynosi 93 (norma do 92), to przecież biorę metformax 2x500 więc powinien być niższy. Cukier będzie tylko rósł w miarę postępu ciąży. Od dziś przez tydzień mam badać cukier na czczo i po godzinie po każdym posiłku. Dziś na czczo było 95, wzięłam metformax, po 1h po posiłku 114. Mam w tym tygodniu zbadać glukozę średnia z 3 miesięcy-hemoglobina glikowana i zwykła glukozę. Doktor mówi że nawet jak jest glukoza 98 to daje mąkę dawki insuliny. Tak bardzo nie chcę kolejnego zastrzyku :( cukrzyca i trombofilia to bardzo niebezpieczne combo :( udar, zator, stan przedrzucawkowy? O nie! Muszę przejść na restrykcyjną dietę...
Dobrze że przynajmniej samopoczucie ok!
Oby donosić!
Dziękuję Oxalis za wyjaśnienie. Jak USG będzie ok nie robię pappy. Ma być dobrze i będzie! Wierzę w to!

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 16 października 2019, 11:47

Jest przepełnienie na oddziałach więc zasady poszły w kąt. Można chodzić wszędzie i na salę zabaw też. Jeśli się nie boisz ostrego rotawirusa......
W praktyce zostaje lozeczko i noszenie na rękach po korytarzu.
Najgorsze były kroplówki. Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego to niech spróbuje zawiązać dziecku sznurek na rece i nie pozwolić go szarpać ani ruszyć się na więcej niż dwa kroki przez 2-5h.
Dobrze że już nie mamy kroplówek.... oczywiście kroplówka przychodzi kilka minut po tym jak dziecko się obudzi. No bo przecież że nie przed pora spania. Za łatwo by było.

Mam dziś mega wkurwa na szpital.jux od kilku dni słyszę że może jutro wyjdzie a potem że nie. Nowa babka na sali to rozdarciuch z rozdartym dzieckiem. Babka 40+ - mam okazję zobaczyć jak wyglądało babciowe wychowanie. Wszystko na siłę - mówię że nasz robić x tomzrobisz x choćbyś byl fiotelowy z darcia. Kasze z butelki, bujanie na kolanach cały dzień nieważne że dziecko wyje ze chce coś robić. Smok w buzi cały czas. Mówi tylko mama. 16 miesięcy. Jedzenie biszkopty, draże, skitellsy , grysik, Kubusie, Danonki, spanie z bujaniem lub włożenie do łóżeczka i w dupie manie krzyki. Skisne z tym krzykiem. I z noszeniem mojego młodego całymi dniami. Ręce mi odpadają. Dupa , biodro, głową bolą od spania na podłodze. Chłop znowu w krzakach siedział. Wszystko mam brudne, głodna jestem bo żadnego żarcia dla mnie nie ma a do baru nie wolno i marzę o kąpieli.
Młody mi się rozbestwił. Muszę go faszerować chriupkami żeby jakoś zrobić inhalacje a i tak się wyrywa. A potem normalnego jedzenia nie chce. Aż żałuję że nie nauczyłam go telefonu i bajek. W łóżeczku krzyczy, zabawki wyrzuca, brakuje mu ruchu wiec nie śpi, muszę go nosić po nawet 10h dziennie. 10tys kroków po korytarzu lekko.

Lalala Muszę uzbroić się w cierpliwoć. 16 października 2019, 13:44

Dzisiaj wizyta u androloga. Tak bardzo chciałabym wierzyć, że dzisiaj już będziemy wiedzieli na czym stoimy, ale raczej nic konkretnego nie usłyszymy. Pewnie czekają nas kolejne badania i musimy uzbroić się w cierpliwość. Najbardziej boję się, że nic z tym upłynnieniem nie da się zrobić. Wiem, za wcześnie na czarne myśli, ale taka już jestem. Martwię się na zapas. Już nie wiem, ile łez w ostatnich tygodniach wylałam. I nie tylko przez tę sytuację. Bardzo emocjonalnie do wszystkiego podchodzę i wszystko biorę do siebie przejmując się i stresując. Ostatnie tygodnie w pracy też dały mi w kość. Gdyby nie sytuacja z wynikami pewnie bym inaczej reagowała, ale czuję, że wszystko powoli zaczyna mnie przerastać :( Jestem zmęczona, a jedyne co chcę robić to siedzieć i płakać. Wiem, wiem użalam się nad sobą...

Krycha Potrzeba pisania 17 października 2019, 07:35

Migrena od rana daje popalic. W sumie to juz mnie w nocy obudzila i mimo 600 ibupromu sie nie poddaje. Zawsze mam migrene przed okresem, zatem czyzby chcial przyjsc szybciej? Jesli sie bardzo pospieszy, to moze juz za tydzien o tej porze bede siedziec w poczekalni. Jak widac zycie uklada swoj plan, na za tydzien bowiem mialam umowiona ta adwokatke. Wyglada na to, ze kolejnosc ma byc jednak taka: zdrowie fizyczne (na ile sie da z endometrioza), zdrowie psychiczne (psycholog na cito!), spadek, rozwod. Jutro pewnie i tak wszystko sie poprzestawia, nic wiecej nie planuje, bo tylko sie Pan Bog ze smiechu zanosi.

Edit: 17:00 pojawilo sie plamienie i delikatne skurcze. Najprawdopodobniej jutro musze zglosic nowy cykl w klinice i ustalic termin laparoskopii. Mozliwe, ze da rade dokladnie za tydzien. W sumie fajnie.

Edit: Nastepnego poranka okres rozkrecil sie na calego. Nie wiem, jak wytrzymam w pracy do 14:30, pewnie sie zerwe wczesniej. Ale jest swiatelko w tunelu: laparoskopia w czwartek, 24.10. o 7:45, wlasnie sie dogadalam telefonicznie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2019, 07:35

4 msce 24 dni (21 tydzień)

Od wczoraj wózek stoi na klatce. Oficjalnie wyjechał z chaty. Uff
Bałam się, że już nigdy sie go nie pozbędę. Do tej pory mały w nim spał, uspokajał się, bawił.
Odłożenie do łóżeczka, na kanapę czy do leżaczka kończyło się mega awanturą.
Tak każdy mnie straszył, że to źle i że będę miała kłopot z przestawieniem go na łóżeczko. I trochę już miałam stracha, bo mały długi jak glizda i powoli przestaje się mieścić w gondoli. Hein86.gif
A tu proszę bardzo pyk i poszło. Po prostu wzięłam sobie do serca radę specjalisty "na wszystko przyjdzie pora, więc pozwólmy dziecku spać gdzie i jak chce. Jak skończy 4 msce i będzie bardziej świadome siebie można zacząć naukę"
U nas wystarczyło, że mały zaczął przewracać się na boki i w gondoli miał ciasno. Przewrócenie się na brzuch dopełniło odstawienie wózka :-)
Teraz śpi w łóżeczku jak panisko. Rozwala się jak żaba na liściu :-)
Ja też śpię lepiej, bo wiem, że ma więcej powietrza.

NIEDZIELA
Schizu ciąg dalszy :D
zrobiłam test, żeby sprawdzić czy Pregnyl jeszcze utrzymuje się... Nic nie wyszło (no może jakiś delikatny zarys cienia pod światło, a może mi się wydaje), ale nie robiłam z porannego moczu :/ na wszelki wypadek powtórzę jutro z rana i będę pewna. Generalnie jestem 9 dni po podaniu Pregnylu, a on się niby utrzymuje do 10. Więc myślę, że jutro też wyjdzie czysto ;) po owulacji jestem dni 7 albo 8 (ciężko powiedzieć, bo kłuł mnie lewy jajnik w sobotę wieczorem bardzo mocno i w niedzielę też), więc na taki docelowy test jeszcze za wcześnie. Generalnie już mam plan, że w środę idę na betę :P nie wytrzymam tyle czasu do piątku, a do przyszłego poniedziałku to już tym bardziej :D no nie ma opcji :D nie ma jakichś pigułek na cierpliwość? :D :D :D

12 dc, około 3 dpo.

Ból owulacyjny obecny od 6 dc, dziś również. Nigdy nie utrzymywał się tak długo. Objawów śluzowych, mimo zwiększenia ilości siemienia lnianego i powrotu do oleju z wiesiołka - brak. Tempka wskazuje, że owulka była w poniedziałek. Zrobiliśmy, co w naszej mocy :) wspomagając się nieco żelem conceive. No, bo przecież wierzyć trzeba do ostatniej chwili. A i wykorzystywanie kolejnych szans przed ewentualnym ivf, to nie tylko obowiązek, ale też mała odskocznia od codzienności :) taka z tych przyjemnych :)

Śniła mi się dziś Nasza Córeczka, taki słodki niemowlak, z olbrzymimi oczami, w których można było utonąć z miłości. Nosiliśmy ją w małym koszyczku, bo była taka drobniutka, w pewnym momencie scena się zmieniła, i wychodziliśmy z nią z restauracji, nie mogła się uspokoić, a ja patrzę na nią - ma włosy do swoich małych ramion w kolorze intensywnie niebieskim, takie gładkie, lśniące i z grzywką :) ładnie ją ułożyliśmy i sobie gaworzyła.

Ostatnio nie miałam czasu na myślenie o niepłodności. Gdzieś tam przy obiedzie pojawiają się myśli, wiadomo. Ale ogólnie miałam intensywny czas, zawody, treningi (czemu nie poszłam na AWF? - miałabym święty spokój) i naprawdę nie miałam czasu myśleć na ten temat. Dlatego ten dzisiejszy sen mnie zaskoczył. Jednocześnie nie spowodował on, że obudziłam się zalana łzami, raczej czułam się objęta wszechogarniającą miłością. Taką dodającą mocy do działania.

W listopadzie na pewno nie startujemy. Chcemy sprawdzić czy parametry nasienia poszły w górę. A wtedy, może spróbujemy inseminacji. Podobno nasienie jest do nich dodatkowo preparowane, dostaje dodatkowej siły i szybkości, więc chcielibyśmy tą opcję obgadać z naszym lekarzem. Może dodać letrozol w niskiej dawce na lepszą owulkę? Aktualnie jestem już miesiąc na minimalnej dawce metforminy, Mężuś prawie miesiąc. Poza tym Mężuś jest już 1,5 miesiąca na większych dawkach hormonów. Do grudniowej owulki (trzymam kciuki, żeby jednak teraz się udało i grudzień stał pod innym hasłem) ja byłabym ponad 1,5 miesiąca na mecie, Mężuś 1,5 miesiąca na mecie i prawie 2,5 miesiąca na większych dawkach hormonów. Przy naturalnych staraniach Jerzakowa zaleca minimum miesiąc na lekach od niej, a najlepiej 2 miesiące. U nas kazała się stymulować od razu. Natomiast kwestia braku stymulacji to kwestia mojego Mężusia, który chciałby jak najbardziej poprawić nasienia. Skoro raz się udało (i niestety nie utrzymało się na odpowiednim poziomie), to mamy nadzieję, że uda się drugi raz.

Nie piszę za wiele bo nie ma co :P W nawiązaniu do pytań koleżanek z forum odpowiadam :) ps. wybaczcie , że odpisuje w poście....
Tak w wielkim skrócie...po raz sety zmieniłam lekarza tzn. Może to śmiesznie brzmi ...ale mąż mi znalazł lekarza i chodzi ze mną na wizyty.... sama nie mam już sił ... na to wszystko :) a tak mam wsparcie i jeszcze motywację żeby powalczyć :)
U mnie ciągle w kółko to samo - leki, leczenie, badania i w najgorszym wypadku czeka mnie kolejna laparoskopia gdyż poprzednie zostały spartaczone - tak określił obecnie moją sytuację lekarz prowadzący .
Oprócz zawirowań z lekarzami i staraniami to dzień za dniem mija bardzo szybko (praca całkowicie mnie pochłania) + wizyty u innych lekarzy (dermatolog, okulista, ortopeda, endokrynolog).


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października 2019, 16:59

27+5
Jutro już czwartek, tak strasznie się cieszę, bo to znaczy, że wizyta już za jeden dzień!!. Tak jak narzekałam, że mała ostatnio jakoś mnie oszczędza i nie fisiuje w brzuchu, tak dzisiaj nadrabia, praktycznie ciągle!! Tak bardzo się cieszę , bo to tak wspaniałe uczucie!! Ostatnio mam tak że na moment twardnieje mi brzuch i po chwili jest już normalny, nie wiem czy tak ma być, muszę zapytać lekarza..
Jeśli wszystko będzie dobrze na wizycie, to w sobote za tydzień planujemy jechać na targi dziecięce, rozejrzeć się za wózkiem i fotelikiem, może będzie okazja to byśmy od razu kupili :) Podobno sprzęty mają być w cenach hurtowych więc to może być okazja :)

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

Tyle uczuć, tyle myśli...Postanowiłam gdzieś to spisywać, katalogować... Pamiętniki na ovufriend czytam już od kilku miesięcy, chyba przyszła i kolej na mnie.
Cykl starań - 24
Dzień cyklu - 11
Badania - ogólne tak , nawet kilkukrotnie, plus dodatkowo - HyCoSy ( ok ) , Trombofilia ( oprócz heterozygoty genu MTHRF ok - zmiana kw.foliowego na wersję metylowaną ) Mąż dwukrotnie badanie nasienia ( ok ). Czekam sobie na histeroskopie diagnostyczną, póki co odkładam w czasie, ale na jesieni po wakacjach, będzie się trzeba w końcu wybrać.
Ogólnie oprócz grubości endometrium, to nie ma się do czego przyczepić, tzn wg lekarza endo nie jest złe i przesadzam, wg mnie chyba za małe. Jem orzechy, piję więcej czerwonego wina.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października 2019, 20:20

ŚRODA
Dziewczyny wariuję :P nie mogę się doczekać wyniku, to czekanie mnie wykończa, nie mogę sobie miejsca znaleźć, ciągle tylko myślę o jednym... naprawdę idzie zeschizować, a to dopiero 4 dni minęły!!!! Nawet po laparo nie byłam tak nakręcona jak teraz... i nie potrafię sobie z tym poradzić, to jest silniejsze ode mnie :/
Cycki już bolą od wczoraj, dosyć mocno, podbrzusze też coś tam się dzieje, czasem jajniki zakłują... tylko, że u mnie tak co miesiąc więc to nic nowego... nic dającego nadzieję... osiwieję do końca przyszłego tygodnia :D już nawet liczyłam, że skoro pregnyl brałam w piątek to nie muszę czekać aż do poniedziałku 28mego, można już w piątek 25tego robić sikacza :D oj tak... cierpliwość to zdecydowanie nie jest moja mocna strona... :D a te 2 tygodnie czekania to dla mnie wieczność... :)

Hej.
Dni leca tak szybko ze nawet nie wiem kiedy co i jak. Jutro mamy szczepienie. Mamy problem z kupa. Maly robi od tyg raz na dwa dni lepka zielona... Jutro rozmowa z pediatra o tym. Moze to mleko nie sluzy mu. Moze to od espumisanu bo mielismy male kolki przez trzy wieczory i dawalam malemu. Kupilam tez delicol i od wczoraj dostaje do mm.
Starszy daje popalic. Czasem nerwy mi puszczaja. Dzis juz sobie poplakalam bi nie chce jesc. Dwoje sie i troje zeby zjadl obiad a on dwie lyzeczki i pisk wrzask :( no ale ulzylo mi po tym troche a on zjadl ze mna moja zupe ehh.
Jest kupa roboty z nimi. Kacperek lubi na rekach. Nie chce sam lezec w lozeczku. Nudzi mu sie. Dzis lezal na macie na podlodze. Juz zaczyna za zabawkami sie rozgladac. Ale co z tego jak ja musze siedziec obok bo Bartus jest nie obliczalny i moglby mu zrobic krzywde nieswiadomie oczywiscie.
Czasem mysle ze mielismy poczekac z druga dzidzia zeby Bartus byl starszy o rok. Mialabym lzej... No ale nie zaluje bo kocham te moje synki. I dla nich duzo zniose.
Zaczelam sie odchudzac. Jem zupy. Staram sie jakos sie ogrnac do chrzcin. Moze zleci pare kg

Za kilka dni minie 2 lata odkąd nasze dziecko odeszło do Aniołków....
2 długie lata a ja mam wrażenie jakby to było 2 miesiące temu (nie wiem kiedy ten czas minął). I wiecie co ? .... dopiero teraz zaczynam wracać do siebie, zaczynam powoli myśleć inaczej, zaczynam oswajać się z myślą, że nigdy być może nie będzie mi dane zostać mamą.... nie jest to łatwe ale w pewnym momencie trzeba powiedzieć: STOP. KONIEC. Inaczej człowiek zwariuje..a ja chcę żyć normalnie dla MĘŻA, dla NAS :)
Stałam się zobojętniała na świat i ludzi, cieszę się moim domem, moim mężem i naszym życiem razem. Dostrzegam małe rzeczy, których wcześniej nie wiedziałam.
Tak jak pisałam wcześniej - po raz kolejny zmieniłam lekarza i chyba oboje z mężem stwierdziliśmy, że to ostatni lekarz...specjalizuje się w niepłodności (sam walczył kilkanaście lat o ty aby być ojcem, a jego żona aby być mamą) i teraz mają 3 córeczki.... w dodatku jest naprotechnologiem.....jeżdżą do niego pary z całej Polski z obszernymi teczkami A4 (dokumentacja medyczna) w kolorze zielonym..... hmm...zbieg okoliczności ale ja też do niego chodzę z taką teczką w tym samym kolorze.... chyba każdy pokłada NADZIEJĘ, w lekarzu i w kolorze zielonym hihi :)
Nie wiem co przyniesie czas i najbliższe miesiące - chyba nie czekam już na nic specjalnie ale walczę ...jeszcze walczę.
No a teraz zbieram się do pracy.
Miłego dnia :)

21 dc
Gdzie ta owulacja? Czekam na owulacje, żeby móc zbadać komórki nk... W czwartek byłam w klinice sprawdzić czy jestem już po owulacji a tu nic... W pon muszę znowu iść na krew. Strasznie mnie to irytuję, że nawet dalszych badań nie mogę zrobić :( Mąż poprosił mnie żebym zbadała jeszcze tsh bo jestem bardzo płaczliwa. Myślę, że może mieć racje, ostatnio nie czuje się najlepiej. Robiłam dziś test owulacyjny i nic na nim nie widać. O co chodzi?!

Iva_82 Wciąż czekam na CUD 16 października 2019, 21:07

Jestem zrezygnowana, tyle nadziei wiązałam z tym in vitro. 2 próby zakończone fiaskiem 😰 kolejne porażki w moim życiu, czasami zastanawiam się ile jeszcze przede mną. Pękło mi ❤️, nie!!!!ono rozpadło się na 1000 kawałków. 💔💔💔💔 Nie mam już siły płakać nie umiem być silna nie pozbieram się już nie mogę więcej znieść ciosów od życia.
Nic mnie nie cieszy , zakładam maskę na codzien udaję że nic się złego nie wydarzyło a tak naprawdę wewnętrznie cierpię. Jestem wściekła nie mam wiary nadziei i pieniędzy na dalszą walkę.
Nie mam z kim porozmawiać jak bardzo cierpię , rodzina już nawet nie pyta jak sytuacja bo już dawno przestali wierzyć w cud.
5 lat walki, 5 lat ciągłych wizyt, 5 lat brania leków, 5 lat monitorowania cykli, 5 lat ile jeszcze ??????? Jestem nic nie warta nie zasługuje na życie zmarnowałam je , nie chcę dalej udawać


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października 2019, 21:14

Virgo Odkopane na nowo marzenia 18 maja 2023, 09:54

16.05 byliśmy na badaniu nasienia. Wyniki niestety za 2-3 tygodnie oczywiście zostaną wyslane do GP, tak więc nawet ich nie zobaczymy 😐, jedynie jesli będą nieprawidłowe to wtedy zadzwonia z przychodni i powiedzą co dalej... Co do samej wizyty, J ma traumę! Wszystko po szkocku, czyli warunki zapewnione pacjentowi przerażają. Mowi ze jak tam wszedł, to chciał uciec! Zero prywatności, czy klimatu sprzyjającego do... wiadomo czego 😅. Zamiast osobnego pokoiku jakas kabina, z oknem-gdzie sam kombinował jak zaciągnąć rozpadajacą sie rolete, ani muzyczki, ani gazetki, ani TV! Nic! Jak w jakimś barowym klopie! 😵 Jak juz w końcu sie przełamał i podjął walkę, to nagle kolejny pacjent chwyta za klamkę! Po chwili obok przechodzą sobie pielęgniarki i paplają jak by to byl piknik. Myslslam, ze nigdy nie wyjdzie z tej przychodni. Jak wyszedł to byl purpurowy na twarzy 😅😵 powiedzial, ze nigdy wiecej jego noga tam nie postanie, choć nie byla bym tego taka pewna 😅😶. Tego samego dnia juz nawet nie bylo ❤️, bo miał popsutą głowę. Nadrobił dzień później.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2023, 09:57

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)