Zebralam się jednak w sobie i machnęłam torcik last minutę. Tylko lemon curd i bita śmietana. O dziwo smakowało tak że brano dokładki.
Tylko tyle. Nic więcej nie pichciłam. Rodzina chciała wpaść dać zaległe prezenty i pomyślałam że za kilka lat będzie mi glupio że nie było "roczku".
Zjedliśmy ciasto, wypiliśmy kawę i tyle.
Był trzyletni syn szwagierki. Rodzeństwa u nas nie będzie ale przyszło mi do głowy że dwuletnia różnica wieku to jest masakra. Bardzo był chłopczyk zazdrosny o kuzyna. (Zresztą nie pierwszy raz). Trzylatek to jednak nadal mały "głupolek". Dobrze że matka nie jest z tych olewajacych bo dość często nie wiedziałam jak mam reagować na jego brak uwagi przy zabawie, odepchnięcia, odwracanie się plecami chowając zabawke dla siebie czy bycie niemiłym. Tylko dlatego że ciotka - jego matka - poświęciła odrobinę uwagi mlodszemu dziecku (nie, nie jest jedynakiem).
Ale było miło! To tylko były krótkie epizody. Ogólnie to fajnie się bawiliśmy te 2 godzinki
Apropo tego że rodzeństwa nie będzie. Postanowione ale trudno mi się z tym pogodzić. Czy jest jakaś książka? Jak już pisałam u Marti czasem myślę że byłoby mi łatwiej z tą decyzją gdybym miała córkę.
23+2
W sobotę tatusiek wczuł się w role i skręcił komodę i szafkę wiszącą z IKEI. W końcu zaczyna panować porządek w pokoju maluszka. Bardzo się cieszę. Posegregowałam ubranka i wszelkie pierdółki. Chyba moje życie powoli zaczyna się kręcić dookoła ciąży i tematów ciążopochodnych.
Niedziela minęła dosyć intensywnie. Chodziliśmy w parku z psami, i znajomymi. Mieliśmy okazję poznać ich 1,5 miesięcznego synka (który praktycznie cały 3-godzinny spacer przespał). Pogoda była piękna, i nawet nie wiem kiedy zrobiłam dzisiaj ponad 15 000 kroków (około 11,6km). Po powrocie do domu byłam całkiem padnięta.
I właśnie tak sobie leżę na kanapie, i czuję że Maks się aktywował. Lubię ten stan 
To chyba jego pora, bardzo lubi poprzewracać się wieczorami, i zaraz po moim przebudzeniu.
Stwierdzam że jestem szczęśliwa.
Jutro rano muszę wprosić się do Ginekologa na wizytę kontrolną- skończyło mi się L4, i pewnie wrócę do pracy. Chyba będzie mi ciężko znowu się przestawić na codzienne dojazdy do pracy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2019, 22:56
Dziewczyny. Wczoraj byłam w klinice. Endo bardzo cienkie, owu była, ale musiała być w trakcie luteiny. Także znowu coś mi się zrobiło na jajniku. dostałam estrofem i luteine i mam brać 12 dni, poczekać max 7, jak nie będzie okresu to bhcg i przyjechać. Znowu moja stara ginka dała ciała, byłam na monitoringu właśnie po to, żeby wiedzieć kiedy zacząć brać luteine. Mówiła, że szans na owu nie ma i żeby brać. No i dupa:/ z mężem dużo lepiej. wczoraj po wizycie dopytywał, matwił się. Wściekł się na tamtą starą lekarkę. Ku mojemu zdziwieniu chętnie pójdzie ze mną do genetyka - teraz nas lekarka skierowała + ja hematolog. Wcześniej jak sama to proponowałam wściekał się, teraz nie ma problemu. Pytał co tam mogą wykryć, słuchał, dopytywał. Powiedział, że będziemy walczyć do końca, że trzeba zrobić wszystko co się da. Że ma nadzieję, że w końcu znajdą przyczynę. Że nie odpuścimy. A jak się nie uda, to trzeba rozważyć inne opcje. Chyba jest dla nas nadzieja :)Widocznie całe te starania też bardzo go obciążyły psychicznie, pomimo, że nie dawał po sobie tego poznać. Mój twardziel, pokazał mi wczoraj swoją dawną twarz. Tęskniłam za nią cholernie...
co do rozwodu, nie poruszałam tematu. Chyba by mnie nie wypuścił z rąk.
Byłam wczoraj u gin. Okazało się, że cykl bezpwulacyjny... Ale na szczęście po 4 dniach plamienia jest okres! 👍 Dostałam clo, zaczynamy się stymulować od 3 dc. Z badaniem nasienia mamy poczekać jeszcze miesiąc 🤦🏼♀️ bo dopiero 2 Mc, mąż bierze fertil men... Ale jak już będą wyniki to ruszamy pełną parą. No chyba, że coś zaskoczy na clo. 🙏 Dobra działamy! Bo oszalec można. No i będziemy zaczynać od inseminacji, jak nie pójdzie teraz. No dobrze, od czegoś trzeba zacząć, a może akurat 🍀 CZAS START!
Zrobiłam odważny krok w swoja przyszłość. Zrezygnowałam z pracy... Jestem w końcu wolna...
Beta 27862... Ale gdzie ten zarodek??? No ja się pytam!!! Eh.
10 dc lametta ładnie działa poki co.. mam 2 pęcherzyki 17 i 15 mm. W piątek mam sobie podać ovitrelle, starania w święta, kontrola we wtorek… pracowity czas przed nami. Jutro robie imk i ana. Czas pokaże.. niby to już wszystko było, ale teraz może być inaczej i może się udać.
Mój Lekarz wczoraj był bardzo rozkojarzony i jakiś taki, ze się skupic nie umiał… kilka nocy wcześniej śniło mi się, ze mamy romans 🤣🤣🤣🤣 duzo jakby ustalam na tej wizycie z Nim sama.. kurczę brakuje mi mojej Pani Doktor Anioł, Ona to była konkret Babka, czułam się zaopiekowana, a tutaj widać, ze nieplodnosc to nie jest Konik Pana Doktora, moja Doktor Anioł ma w sobie taka pasje. Na szczęście już w lutym mam wizytę 😁😁💪💪 w międzyczasie mam nadzieje ze będę mieć zalecenia Docenta P. I ruszymy z kopyta.. mysle czy nie wysłać Męża na powtórkę badań nasienia na początku roku… weszła w temat pełna para i oby tym razem to był jednak „sprint” a nie „maraton” bo znowu robie to samo czyli max na początku.. ciekawe czy starczy mi sił… niby jest inaczej ale jednak na spokijnie u mnie nie działa..
jak to posiedział mój lekarz „owocnych swiat” oby takie były dla każdej. Nas która
Tego pragnie.
Spokojnych swiat Dziewczyny!
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2022, 07:40
6 dc
Koleżanka 🐒 już sobie poszła, a u mnie załącza się powoli stres przed HSG.
Do planowanego terminu równo tydzień. Mam nadzieję, że tym razem do badania dojdzie. Jak to mówią: "do trzech razy sztuka".
W poniedziałek rano idę na badanie czystości pochwy. Mam nadzieję, że tu wyjdzie wszystko OK po tym antybiotyku. Bądź co bądź biorę go dość długo. No, ale ładnie też łykam probiotyk i postanowiłam "ratować" się dodatkowo dowcipnie Lactovaginal-em - mam globulek do soboty, więc wychodzi idealnie zakończenie kuracji przed czystością w poniedziałek.
W poniedziałek też mam monitoring u Doktorka. W sumie to nie wiem czy potrzebnie, czy nie powinnam tego przesunąć na kolejny cykl, skoro w czwartek HSG. Zaczynają mnie dopadać wątpliwości.
16 dc, 3 dni do transferu
(Estrofem 3x1, Utrogestan 3xR, 2xP, 3xW, Acard)
3 dni.. aż trudno uwierzyć. Gdyby rok temu ktoś powiedział, że będę w tym miejscu, nie uwierzyła bym.
Rok temu o tej porze byłam w ciąży i byłam przekonana, że za kilka miesięcy będę trzymać w ramionach nasze dziecko. Ciąża przebiegała książkowo, żadnych plamień czy krwawień, beta wzorcowa, dużo objawów i mdłości, nawet przez ułamek sekundy nie przeszło mi przez myśl, że może stać się coś złego. Dokładnie rok temu, w dniu w którym mam mieć transfer, oglądałam na usg bijące serce naszego dziecka, 21 mm szczęścia, szczęścia, które za ok 10 dni miało nas opuścić, ale dowiem się o tym dopiero na usg za dwa tygodnie, wtedy nasza kruszyna będzie mieć 31 mm. Do końca życia nie zapomnę lekarza, który mnie wtedy badał, czoło miał zmarszczone, na twarzy było widać skupienie, inne niż 2 tygodnie wcześniej, szukał akcji serca. Zanim cokolwiek powiedział, wiedziałam, że jest źle.. Czy to nie ironia losu, że transfer mam w dniu, w którym ostatni raz widziałam nasze dziecko żywe, a wizytę kontrolną, na której mam potwierdzać potencjalną ciążę, dokładnie w dniu, w którym się dowiedziałam, że nasz kruszynek odszedł. Zaciążyłam wtedy w pierwszym cyklu starań i odebrałam od życia wyjątkowo trudną i bolesną lekcję pokory oraz bezsilności, kolejna lekcja przyszła 4 miesiące później, ciąża biochemiczna (5tc), po kosmicznych przyrostach bety wiadomo, że bliźniacza, pęcherzyków na usg nie zdążyłam zobaczyć, przyszła @, od początku czułam, że coś jest nie tak, od początku nie potrafiłam się cieszyć dwoma kreskami na teście. Wiem już, że pozytywny wynik testu ciążowego czy bijące serduszko na usg nie świadczy o tym, że rodzina się powiększy.
Boję się transferu i jednocześnie nie mogę się go doczekać, boję się pokładanych w nim nadziei i boję się porażki. Boję się braku ciąży i boję się ciąży. Ból tamtych dni miesza się z radością przed transferem. To cholernie trudny czas.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2019, 08:25
Wczoraj byliśmy na spacerze, piękna pogoda. Mnóstwo rodziców z dziećmi. Usiedliśmy na ławce i mój mąż mówi, że jak nam się nie uda to adpotujemy dziecko, że on ma potrzebę żeby komuś pomóc. Zatkało mnie w pierwszej chwili, powiedziałam mu, że przecież ja bym chciała mieć nasze, własne dziecko.
Po chwili jak już dotarło do mnie to co powiedział, to jedyne co mogłam powiedzieć to czy myśli, że nasze rodziny by to zaakceptowały i czy by nam pomogły...
Dziś myślę, sobie że to piękne co powiedział.
Tylko czy ja będę potrafiła pokochać to dziecko? A może nie tylko o miłość chodzi. Ważne, żeby troszczyć się, szanować, pomagać i być wsparciem... A miłość przyjdzie z czasem?
Oh.. Ciekawe co nam przyniesie los.
Droga do szpitala trwala cala wiecznosc. Miasto jest rozkopane, obwodnice pozamykane, wiec trzeba bylo naookolo jechac. Udalo sie punktualnie co do minuty i dzieki temu pielegniarka od razu po weryfikacji danych zaprowadzila mnie do przebieralni. Poprosila o probke moczu, to ja wysmialam, bo pierwsze co zanim podeszlam do okienka, to byla toaleta, a ta mi juz po wszystkim kubeczek daje. Tym sposobem moglam dokonac eksperymentu na moim pecherzu, czego skutkiem bylo kolejne 150ml siusiu. Gdzie ja to mieszcze, pozostanie zagadka. Zanim sie zdazylam przebrac w koszulke i grube skarpetki, przyszla inna pielegniarka i zaczela maltretowac moja lewa zyle. Jakze sie zdziwila, ze krew nie leci. Jakim cudem miala leciec, jak bylam zupelnie na czczo. U mnie ogolnie znalezc zyle, to jak dokopac sie zlota, a bez odpowiedniego nawodnienia to sobie mozna i do rana probowac. Przerzucila sie na dlon. Uczucie wchodzenia igly w zyle tuz pod skora jest bardzo nieprzyjemne, do tego i tam leciec nie chcialo. Dopiero jak poruszala, to chlusnelo porzadnie, doslownie cieklo po palcach. Nie ma co, swietny poczatek. Przyszedl doktor z pytaniem o samopoczucie. Oczywiscie rewelacyjne, ale wstalam z bolem glowy. On mi na to, ze nie szkodzi, zaraz i tak znowu usne. Tak, fajnie, ale obudze sie z migrena stulecia. Zaordynowal dodatkowo cos przeciwbolowego do kroplowki i poszedl sprawdzac dane. Przesiadlam sie na "samolot" i przyszedl anestezjolog z maseczka. Nie wiem, co mi w ta zyle dali, ale juz kopac zaczelo, bo nie rozumialam, o co pytaja. Dwa wdechy przez maseczke i...
"Wez idz z tym psem, ja jeszcze pospie", tym razem takie byly moje pierwsze slowa na pooperacyjnej. Latwiej powiedziec jak zrobic, zaczelam trzasc sie z zimna. Postanowilam sie zatem ubrac. Nie takie to proste tuz po narkozie, ale ogarnelam. Spojrzalam na zegarek, pokazalo 9:30. Na operacyjnej ostatnie, co pamietam , to bylo 8:00, wiec zabieg musial trwac dluzej, niz zapowiedziane przez doktora 20 minut. Przyszedl stary z bulka i sokiem, za nim pielegniarka z herbata i ciastkami. Spytalam o doktora, to sie dowiedzialam, ze juz jest w klinice, po poludniu zadzwoni i przysle opis do domu.
Czyli co to bylo i co wycieli, pozostaje nadal tajemnica. Krwawie niesamowicie mocno, mocniej niz przy okresie, do tego ze skrzepami. Wiem, ze mialam podany kontrast, bo koszulka byla mokra i pierwsze siusiu bylo niebieskie. Czyli kontrast przeszedl. Szwy na pepku mocno ciagna, kazalam pielegniarce poluznic plaster, nie pomoglo.
O 11:00 moglam juz wyjsc ze szpitala. Poki tam bylam, bylo w miare ok, tylko wyszlam, zaczelo sie rozpieranie w klatce piersiowej od gazu. Czuje go wszedzie teraz. Ogolnie slabo, zawroty glowy, sennosc. Nic niezwyklego. Pozostaje mi czekac na telefon i opis, by moc odniesc sie do sytuacji.
Poza tym w porzadku, szybkosc i jakosc "uslugi" jak zwykle na wysokim poziomie. Teraz tylko kwestia niezaleznych od niczego efektow.
Wyjasnilo sie. Przyczyna mega krwawienia jest wykonana dodatkowo histeroskopia z pobraniem wycinka. Bole wynikaja z endometriozy, ktorej jednak nie usunieto. Ogniska w okolicy miednicowej (?), lewy jajnik przyrosniety do otrzewnej (?). Dokladniej doczytam, jak opis dotrze, ale juz moge szykowac sie na nastepny zabieg uwalniania badz usuwania jajowodu i tych innych zmian. Pytanie za milion punktow: kto i gdzie mi to zrobi???
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2019, 13:46
Pierwszy zastrzyk zrobiony 😍 i to samodzielnie 😉 wizyta kontrolna 4 listopada o ile uda się pani z infolinii dogadać z panią z mojej kliniki i załatwią mi wizytę... U nas jest tak dziwnie że nie ma kontaktu z kliniką bezpośrednio tylko przez infolinię a tam pani nic nie może zrobić jak nie ma miejsc do lekarza, jedynie może złożyć zapotrzebowanie na wizytę i wtedy już klinika ma się ze mną kontaktować ale jak na razie od rana cisza...
3 tyg i 2 dni
Macierzyństwo trochę mnie przytłacza. I nie chodzi tu o nieprzespane noce, o znoszenie płaczu, uwiązanie w domu.
Chcę dla mojego synka jak najlepiej. Żeby jadł, żeby spał, żeby był spokojny, szczęśliwy, żeby brzuszek go nie bolał.
A my ciągle walczymy z karmieniami. Na zmiane mam zastoje i mniejszą ilość mleka. Dalej wlacze z laktatorem, z kp. Młody mam wrażenie, że niedojada. Przeszliśmy na mm ze względu na żółtaczke to chlustał na odległość. Wróciliśmy do piersi i mojego mleka to jest go mniej, a młody ma problem ze zrobieniem kupy. Meczy sie od wczoraj wieczór a kupy dalej brak.
Przytłacza mnie to, że on ma swoje problemy, a ja nic nie moge z tym zrobic 😔
Kocham strasznie tego synusia, ale czasem to poczucie bezradności i frustracji mnie przerasta.
Do tego doszły problemy z laktacją. Udało mi się osiągnąć poziom 80-90 ml na odciąganie, a teraz po tych zastojach odciągam max 50. Z czego z jednej piersi zaledwie 15-20 ml 🥺 Boje się, czy jakieś kanaliki mi się nie uszkodziły permanentnie i stąd takie mikro ilości.
Do tego czuję jakbym straciła siebie. Swoje ciało, kontrolę nad nim. Aż wstyd się rozpisywać, ale czuję się jak 80latka.
Połóg dojeżdża mnie na maksa. Chciałabym w 100% cieszyć się z macierzyństwa. Przecież tak wywalczonego i obkupionego niezliczonymi łzami, zastrzykami, wizytami u lekarzy.
Czas przecieka przez palce. Dopiero co nasz synek pojawił się na świecie, a za tydzień kończyć będzie miesiąc 🥺
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 listopada 2021, 19:52
18 dc, jutro transfer
(Estrofem 3x1, Utrogestan 3xR, 2xP, 3xW, Acard)
Mam wrażenie, że zjadam (tudzież aplikuje) takie ilości tabletek, że niedługo będę świecić w ciemnościach, wszystko po to aby kiedyś móc trzymać na rękach własne dziecko. Ostatnio często przeglądam forum ivf, podglądam losy dziewczyn, ich historie, sukcesy i porażki. To niesamowite ile jesteśmy w stanie znieść, badań, cierpień, porażek cały czas mając nadzieję, że się uda. To cholernie niesprawiedliwe, trudno mi się z tym pogodzić, że tyle fajnych dziewczyn walczy z niepłodnością (nadal ten wyraz nie przechodzi łatwo przez gardło), kiedy inne przeglądają internet pod hasłem „jak usunąć ciążę”.
Jutro transfer, przeżywam emocjonalny rollercoaster, Wasze wsparcie jest naprawdę nieocenione, to zabawne.. nawet nie wiem jak wyglądacie, a jesteście totalnie blisko serca, bardzo Wam dziękuję. Oby do jutra! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2019, 08:37
11+0
Katar dalej mnie trzyma mam już dość 😔
Bobas wiercioszek ma już 4,2cm, jest o dzień starszy niż wynika to z OM 😁 za tydzień prenatalne ✊🙏
Zaczyna się lekki problem z szyjką. Musimy to szczególnie kontrolować.
Jestem dobrej myśli 😍
Nadrobić tydzień hm.. ciężkie zadanie 
Mamy skończone 3 tygodnie, czas pędzi okropnie!
Mamy za sobą wizytę patronażową , Oluś pięknie dobił wagi urodzeniowej z nadwyżką i ważył 3380 g
mamy też trądzik niemowlęcy.
Dzwoniłam do przychodni, bioderka mamy 12.11 a ja wizytę po połogu 13.11.
Nie mamy jeszcze stałego rytmu, tzn.rano na ogół ostatnio Oluś śpi, później na spacerze i jeszcze popołudniu. Dzisiaj pospał za długo i nie zasypia przed Polą a dzisiaj jeszcze buszuje więc chyba muszę inaczej go przeorganizować bo usypianie dwójki to wyzwanie
w dzień gdy misio nie śpi,to grzecznie leży i obserwuje na macie czy w łóżeczku 
W tygodniu nie mieliśmy kupki,bolał brzuszek,pojawił sie płacz i spinanie.
Wczoraj mieliśmy pierwszy atak prawdziwej kolki. Był książkowy.. dzisiaj była kupa i zamiast kolki (uf!) nie śpi z wyspania 
Pola lubi brata, głaszcze go,zachwyca nad nim,bardzo mi pomaga podając coś czy pilnując jak muszę na chwilę odejść . Jest kochana
zrobiła ogromny postęp jazdy na rowerze, ma za sobą nawet próbę na dwóch kółkach
od 3 dni zaciąga nas na plac zabaw haha
a i mój leniuszek chodzi długie spacery też na nóżkach!
Od weekendu spacerujemy dużo,bo pogoda nas rozpieszcza
ja miałam jakąś migrenę z bólem jelit, póki co zaprzestałam ćwiczeń na ten czas, od jutra moze uda się wrócić w zależnosci jak Olek. Waga stoi w miejscu już niestety i wciąż na plusie. Zaczęłam też trochę szyć,ale jeszcze baaardzo pomału.
Edit: podczas pisania Misia zaczął chyba boleć brzuszek..
Już po wizycie dzidziuś przez 1 dzień urósł z 12 mm na 18,5 mm( tak jak myślałam tamto USG jest do dupy) co odpowiada 8 TC+6 dni
Według om powinno być 9+0 więc o dwa FN młodszy ale jest ok nie zapytałam tylko o bicie serduszka ale poprawie się następna wizyta za dwa tygodnie
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października 2019, 20:20
Czekam na moment, w którym skończę się nad sobą użalać i zacznę być pozytywnie nastawiona na przyszłość, na to co nas czeka. Bo w końcu chyba znamy diagnozę i możemy rozprawić się z wrogiem. Ale czuję, że ta sytuacja mnie przerasta. Miałam plan, który teraz muszę wyrzucić do kosza. Dziecko zaraz po ślubie i koniec kropka. Teraz wiem, że raczej nic z tego nie będzie. Że mogą minąć w najgorszym wypadku jeszcze lata. Że mogę zostać mamą dopiero przed 40-tką. Przeraża mnie to. Ta niemoc jest najgorsza. Ten pamiętnik traktuję trochę jak moją osobistą terapię. Nie mam komu się wyżalić więc robię to tutaj. Nie chcę obarczać tym męża, bo wiem, że on sam ciężko to przechodzi, a nie chcę go dodatkowo obciążać. Rodzice na razie nie wiedzą, ale trzeba będzie im powiedzieć, bo niedługo jedziemy na badania do innego miasta. Zajmie nam to parę dni i na pewno pojawią się pytania po co tam jedziemy. To chyba będzie ten moment, w którym trzeba będzie powiedzieć, że zmagamy się z niepłodnością (jeszcze ciężko jest mi to pisać. Nie sądziłam, że kiedykolwiek nas to spotka). Jak już będą wiedzieć, to przynajmniej na święta nie będą nam życzyć dziecka, bo tego bym nie zniosła.
38t5d
Jestem już w szpitalu,to już ostatnia noc z córeczką w brzuszku .
Jutro cesarka,od 6 rano zaczną mnie przygotowywać.
Za szybko zleciała mi ta ciąża,tak szybko jakby minęła chwila.
Uwielbiam czuć moją maleńką kruszynkę w brzuszku,celebruję tę chwilę bo są dla mnie czymś niezwykłym.A jutro wezmę już mój Cud na ręce,przytulę,wycałuję,nie wypuszczę z ramion .Wyobrażam sobie tę chwilę,czekam na to wydarzenie pełna emocji,ale stres też jest,nie da się tak po prostu.
Czekam mój wymarzony Cudzie na Ciebie.
22dc
No i niestety po wolnym przyszło mi się rozstać z odpoczynkiem od pracy 😫😓😨 nie chce się lecz trzeba, dobrze że choć 3 dni do pracy a potem dzień wolnego.
Przed pracą ogarnę też obiad na 2 dni a mianowicie Risotto!!!!! Mniam... Dawno nie robiłam wiem przed 11 wezmę się za obiadek bo po 12.30 trzeba jechać do pracy, nie chce się !!! Masakra, leniwa jestem wrr
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.