Dzisiaj między 5 a 7 rano myślałam, że umrę. Pęcherz mnie tak kłu ł, że myślałam, że zejdę i się popłakałam. Nie skarżyłam się położnym, bo co to da. I tak by mi pessara nie zdjęli przed "wycieczka" do COI.
No i o dziwo koło 7 przeszło i od tego czasu jakiś daję radę. Nie chcę zdejmować pessara, bo to by mogło mieć złe skutki dla utrzymania ciąży...dam radę

10:00
Wyjechałam karetką T do COI z młodą lekarką stażystką.

10:30
Pani w rejestracji pyta o zgodę głównej księgowej na moją wizytę np bo leże na Karowej a wizytę mam w COI...
Później każe iść mojej opiekunce po zgodę do lekarza (do którego przecież jestem zapisana normalnie w COI) czy mnie przyjmie.
Następnie bierze zgodę księgowej i skierowanie moje i...mając okulary... czyta każdy wyraz przez lupę🙈🙈🙈🙈 i coś uzupełnia jednym paluszkiem na klawiaturze komp. ... Ten proces trwa wieeeki - jakieś 1,5h🙈

12:00 lądujemy pod gabinetem. Pani dr b. miła mówi, że poprosi nas za 5-10 minut.
..czekamy...

Najgorsze nie jest to, że mam chłoniaka ( złośliwy, ale wyleczalny, niedziedziczny genetycznie), ani nie to, że czeka mnie być może chemioterapia co też pewnie b. ograniczy szansę na 2 bobasa, ale w chwili obecnej najbardziej dobija mnie to, że nie będę mogła w ogóle Malutkiej karmić piersią 😭 Nie dość, że pewnie będzie malutka, nie dość, że CC, to jeszcze będzie karmiona mm😰

Jeśli myślę o innych dzieciach to muszę zabankować komórki jajowe, bo po chemi może być za późno...

Do COI mam się zgłosić 6-8 tyg. po porodzie. Jak ja takie maleństwo zostawię?

Jak się Malutką będę opiekować podczas chemioterapi?

Od tygodnia same wieści do dupy. A byliśmy tacy szczęśliwi podczas tej ciąży...
😰


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2019, 18:37

zakochanaaw A może to pomoże? 21 listopada 2019, 19:36

17dc
Test owu dziś negatywny, bolały mnie na przemian obydwa jajniki momentami tak mocno że kulałam przez chwilę.
***
Narzeczony dziś zaproponował, że jeśli się nie uda teraz zajść to może by zrobić sobie przerwę od starań :(
Powiedziałam mu, że wszystko zależy od jego wyników jak w końcu dostaniemy je i jeśli będą źle to będzie się leczył a jak dobre to raczej nie ma na co czekać i robić stymulację. I tak nie ma teraz jakiegoś parcia przecież, jest na spokojnie nie zmuszam go do niczego, jedynie od czego świruje ale to mu nawet nie mówię to niepewność czy dochodzi do mnie w ogóle do owulacji. Narazie czekam jak się wykres mój rozkręci czy temperatura coś skoczy.

<3 14 tygodni i 3 dni <3

Wczoraj zostałam ciocią po raz drugi :) , Siostra urodziła śliczną, malutką Córeczkę :). Poród był ekspresowy, dostała bóli o 19, a o 21:45 Malutka pojawiła się na świecie :). Jestem z Niej taka dumna :) i ze szwagra też - że nie zemdlał ;). Jutro jedziemy do nich :).

Gdy staraliśmy się o Jasia, nie spodziewałam się, że nasze Dzieci będą z tego samego roku :), że nam obu spełni się marzenie <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2019, 14:11

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 23 listopada 2019, 08:30

Wczoraj nam pykło 8 tygodni 🥰

Odkładamy pomału ciuszki 56. Widzę jak Olus urósł,zaokraglil się i już nie jest taki maciupki. Cieszy się kochany,teraz właśnie głośno przez sen :D guga i gada po swojemu :D najlepiej jak nie śpi kiedy powinien i się do niego coś powie a on strzeli uśmiech i ma wszystko wybaczone 🙈🙈

Misio łapie bardzo fajny kontakt z Pola. Lubi się z nia"bawic",ogląda się za nią jak słyszy.
Mamy troszkę już rytm : rano wstajemy i się ogarniamy,później Misio ma drzemkę. My jemy,ogarniamy się i bawimy. Później wstaje Oluś i bawi się z nami. Później jemy wszyscy i ogarniamy na spacer. O 12 jest drzemka w wózku i ta trwa do 15 aż go budzę w domku. Popołudnie zabawy z tata,ja ćwiczę,później jesteśmy razem,ogarniamy spanie i kąpiel. Wieczór jeszcze roznie- albo misio zaśnie przy butli albo tata usypia w pokoju obok a ja usypiam Pole. Polą ok.20 spi a Oluś albo z nami jest albo wczoraj spal-wstal-siedzial-spal. Noce są ok,śpimy w trójkę,chyba że uda się odłożyć obok do dostawki ;p

Pomału zaczęłam coś sprzątać na święta. Wyszorowalam fugi i przejrzałam trochę zabawek Poli póki co :D nie moge sie doczekać tych świąt 🥰

Trzeba się ogarniać na śniadanko bo teście a później jedziemy na miasto :D

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 23 listopada 2019, 08:31

Wczoraj nam pykło 8 tygodni 🥰

Odkładamy pomału ciuszki 56. Widzę jak Olus urósł,zaokraglil się i już nie jest taki maciupki. Cieszy się kochany,teraz właśnie głośno przez sen :D guga i gada po swojemu :D najlepiej jak nie śpi kiedy powinien i się do niego coś powie a on strzeli uśmiech i ma wszystko wybaczone 🙈🙈

Misio łapie bardzo fajny kontakt z Pola. Lubi się z nia"bawic",ogląda się za nią jak słyszy.
Mamy troszkę już rytm : rano wstajemy i się ogarniamy,później Misio ma drzemkę. My jemy,ogarniamy się i bawimy. Później wstaje Oluś i bawi się z nami. Później jemy wszyscy i ogarniamy na spacer. O 12 jest drzemka w wózku i ta trwa do 15 aż go budzę w domku. Popołudnie zabawy z tata,ja ćwiczę,później jesteśmy razem,ogarniamy spanie i kąpiel. Wieczór jeszcze roznie- albo misio zaśnie przy butli albo tata usypia w pokoju obok a ja usypiam Pole. Polą ok.20 spi a Oluś albo z nami jest albo wczoraj spal-wstal-siedzial-spal. Noce są ok,śpimy w trójkę,chyba że uda się odłożyć obok do dostawki ;p

Pomału zaczęłam coś sprzątać na święta. Wyszorowalam fugi i przejrzałam trochę zabawek Poli póki co :D nie moge sie doczekać tych świąt 🥰

Trzeba się ogarniać na śniadanko bo teście a później jedziemy na miasto :D

30 dc 14 dpo
Nawet nie wiem jak mam zacząć ten wpis ... może tak:
Piątek 11 dpo stwierdziłam że odstawiam luteine nie mam żadnych objawów ciążowy wręcz czuje okres. Dla własnego spokoju skusiłam się jednak na sikanca nie wiem jak ale pod jakimś dziwnym kątem dostrzegłam cien cienia kreseczki pierwsza myśl: oszukaniec, ale żeby nie pluc sobie w brodę postanowiłam wybrać się na bete. Wynik nie powalał 6,9 mlU/ml szczerze oczami wyobraźni juz widzialam kolejna bete < 1 i okres. Na szczęście na tym forum są super babeczki, które mają więcej wiary i rozumu niż ja i przemówiły mi do rozsądku 😂 tak więc weekend upłynął mi na szaleńczym sikaniu na testy mimo że kreseczki nie są może bardzo intensywne ale są ciemniejsze niż ta piątkowa. Dzisiejsza beta 32 mlU/ml przyrost 216 % ! Co prawda w 72 godziny ale to i tak w normie. Nadal nie wierzę nadal nie potrafię tego powiedzieć ale mam nadzieje ze ten mały cud będzie się rozwijał ❤ w środę i w piątek kolejna beta. Cały czas mam obawy że to się skonczy, że testy zaczną blednąć że beta spadnie albo nie będzie prawidłowo przyrastać nie potrafię się tego pozbyć. W dodatku nie mam żadnych objawów troszkę pobolewa mnie w krzyżu i cmi brzuch jak na @ i to tyle. Wiem że objawy mogą pojawić się później wiem że ich brak może nic nie znaczyć ale po prostu nie umiem uwierzyć że takie szczęście przytrafiło się właśnie mnie i że teraz będzie już dobrze. Gdyby to dotyczyło innej dziewczyny i przeczytałabym ta historie na forum to pewnie napisałabym jej zeby cieszyła się ciążą, ale samemu ciężko jest się stosować do własnych rad. Dobrze ze jeszcze tylko ten tydzień i zaczynam urlop 18 października wyjeżdżamy tydzień tylko we dwójkę 😍 łatwiej będzie mi przetrwać oczekiwanie na wizytę u lekarza. Planuje isc 29.10. do tego czasu pewnie wykupie wszystkie testy z Rossmanna i wydam majątek na bete 😂 tak bardzo bym chciała zeby moje szczęście mnie nie opuściło i żebym w koncu odważyła się to powiedzieć ...🤰


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2021, 19:53

15 miesięcy starań...
Wracam po przerwie od ovufriend. Chyba znów naiwnie liczyłam, że może jak przestanę o tym myśleć to samo jakoś zaskoczy. Nic się jednak nie wydarzyło. Dwa cykle po hsg bezowocne. Byłam zapisana do invicty na pierwszą wizytę, ale dzień przed mi ją odwołali, bo lekarka się rozchorowała :( przyznaje, że trochę byłam zła. Ponad miesiąc czekania na wizytę a tu taki klops. Zapisałam się więc do lekarza z przychodni, z ubezpieczenia- do lekarza, który pracuje również w tej klinice.
Lekarz bardzo w porządku- przejrzał wszystko co miałam (monitoring, hormony, badanie nasienia, ureoplasma, mycoplazma, hsg). Powiedział, że w takim wieku i z takimi wynikami powinniśmy mieć już drugie i że trzeba działać. Zabrakło mu jeszcze AMH. Przyjrzał się jeszcze raz zdjęciom z monitoringu i powiedział, że obawia się, że tu może leżeć problem i jeżeli to okaże się przyczyną to będzie to najgorsza z możliwości :(
W poniedziałek robię AMH, 10 dnia cyklu mam się zgłosić już do niego do Invicty z wynikami.
Jeżeli AMH ok -> inseminacja, jeżeli nie... To tylko bardziej "drastyczne" metody będą wchodzić w grę :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2019, 08:35

Sobota 23 dc / 28 cs

Wszystkie badania do histeroskopii wykonane, ostatni wynik spłynął wczoraj - posiew z kanału szyjki, jestem czysta, flora złożona tylko z pałeczek kwasu mlekowego w koloniach licznych. Okres jakoś około przyszłego piątku. Starania były w tym cyklu oczywiście, ale wątpię w swoje szczęście. Zatem byle do piątku! Potem umawianie na histero, a potem mam już nadzieję, że będziemy pełni wiedzy, co tu zrobić by był sukces. W tej klinice jestem od wiosny. Mam za sobą sporo badań, mąż ponownie został przebadany. Wszystko w jak najlepszym porządku, endometrium niby znośne. Póki co Pani dr odwlekała in vitro, uzależniając wszystko od histeroskopii - co jest zrozumiałe, ja też nie naciskałam, bo trochę bez sensu tyle kasy wydać i robić w ciemno, bo przecież nie wiadomo jak sytuacja wygląda wewnątrz. Tak, więc plan na teraz: histeroskopia, pobranie wycinka endo do histopatologii. Wynik. I w zależności od wyników dalsze leczenie lub 2020 in vitro! Marzenie przyszłoroczne? Zostanie matką, a mój mąż ojcem.

Ciąża zakończona 31 października 2019

Miałam sen :-D Prawie jak Martin Luther King :-P

Zrobiłam test ciążowy i wyszedł jak pozytywny owulacyjny :-D Kreska testowa duuużo intensywniejsza od kontrolnej. Ogromnie się ucieszyłam bo w tym śnie oznaczało to moje "wyintuicjonowane" bliźniaki :-D Taki specjalny test na ciążę mnogą :-D I niech mi ktoś powie, że ja nie mam zrytej podświadomości, która produkuje mi podstępnie takie bzdury!

Z frontu objawowego:
Rano tsunami białego śluzu. Jeszcze czegoś takiego nie widziałam. Jakbym zatankowała dopochwowo pół butli balsamu do ciała. Całe szczęście, że wiem, że to nie ciąża a wina Duphastonu... ufff (hasło: CHOMIK) 😎

Kondycja psychiczna:
W oczekiwaniu na katastrofę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2019, 20:49

9 DPO i 9 DPI

Od przyszłego cyklu mierzę temperaturę tylko do owulacji. To, że jestem tu teraz i piszę w pieprzonym pamiętniku niepłodnościowym o CZWARTEJ RANO to właśnie zasługa szanownej temperatury.

Tak się całą noc stresowałam, że rano będzie niska, że obudziłam się milion razy, próbowałam przyspać żeby dotrwać do zasranej szóstej, o której powinnam mierzyć, ale w końcu się poddałam. Na dodatek w pierwszym pomiarze wyszło 36,95 i odetchnęłam z ulgą, że jednak odrobinę wyżej niż wczoraj, ale coś mnie tknęło i zmierzyłam jeszcze raz a tam już tylko 36,85. Kolejne dwa pomiary wciąż 36,85... Ale i tak na wykresie zaznaczyłam pierwszy wynik, a co mi tam...!!! 😒🙄🤦‍♀

Śluz obiecujący ale przeczucia czarne. Po prostu nie umiem już uwierzyć, że to się może kiedyś udać.

Tyle razy już miałam piękne cykle, objawy, przesłanki... a zawsze kończy się białym testem i @ 😞

Im bliżej godziny zero, tym mi ciężej trzymać fason.

Zaczynam nowy etap w życiu. Dzisiaj dostałam pracę w firmie geodezyjniej, praca typowo komputerowa. Bardzo się cieszę i równiez boję... Będziemy wozić syna do żłobka, udało się załatwić prywatny.
Co że staraniami? Nie wiem, co na być to będzie ale spuszczam z tonu. Jeśli będzie drugi dzidziuś to super, bardzo go pragniemy z mężem. Jeśli nie to trudno, nie możemy się pogrążać co miesiąc że znowu się nie udalo. Czas zacząć żyć :)

Znowu tu jestem o 4 rano... Ale dzisiaj chuj z temperaturą.

MAM CIEŃ!

Trzęsą mi się ręce i strasznie strasznie strasznie się boję, że to tylko błąd testu, albo że cb i jutro już niczego nie będzie, że znowu tylko "przeminęło z wiatrem" 😒

Na dodatek dzisiaj musi być JEBANA SOBOTA a że ostatnio mieszkam w interiorze nie wiem czy którekolwiek laboratorium w pobliskich miasteczkach pracuje. Niektóre pobierają w nagłych wypadkach (mój jest najnaglejszy z nagłych po tych wszystkich latach) ale czy na wyniki i tak trzeba czekać do poniedziałku? Chyba uschnę do tego czasu....

Uschnę nawet do tej 7, o której będę mogła do nich zadzwonić i zapytać!

🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀


Ach i jeszcze wkleję winowajcę:

1e0aa587c27d.jpg

91724a7c8bc5.jpg


EDIT
Brzuch napierdziela miesiączkowo 😒
Na dodatek dopadła mnie sraczka, chyba z nerwów, i teraz boję się, ż te skurcze jelit położą kres mojej "złudnej ciąży"


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2019, 05:18

18dc
Wczoraj w pracy latalam między praca a agregatem na podwórku ~ lodówka coś nie chodziła u wisiała na telefonie z szefem. A jak był w sklepie to fileta ki zabrał z kurczaka który sobie zwazylam. Zabawne to było ale...
Jakie ja miałam głupie sny.
Szef się do mnie przystawial... Wtf!?! Pół nocy miałam głupie sny...
A koleżanka dzisiaj w pracy jak powiedziałam że wisiała z szefem na telefonie to powiedziała "a co to za romansowanie" 😐 normalnie stanęłam dęba. I odpowiedziałam "żeby tak nie mówiła nawet" bo agregat coś szwankuje...
No a dzisiaj jak weszłam przed 13 do pracy to gościu robił go... Ahhh już mi odbija chyba żeby mu się takie sny snily...

Luthien Pamiętnik Luthien 2 listopada 2020, 16:03

Hej, jestem już po drożności.
Wynik: prawy drożny, lewy niedrożny.
Prawdopodobnie ta niedrożność wynika z faktu, że mam narządy lekko poprzekręcane i poprzesuwane, efekt operacji na nerki, którą miałam w wieku 7 lat. Czyli 20 lat temu... masakra.
W następnym kroku planujemy inseminację, za miesiąc, bo w tym owu z niedrożnej strony.
No ale wiadomka, jeszcze nic pewnego, bo mogą wyjść lockdowny i inne takie tematy.
No a po drugie tarczyca mi znowu leci w stronę nadczynności, hormony są w dolnej granicy, jeśli tendencja się utrzyma i będę musiała leczyć farmakologicznie, to nici nie tylko z inseminacji, ale w ogóle z jakichkolwiek starań :/
Na razie wg USG jest dokładnie to samo, co 1.5 roku temu, ani lepiej ani gorzej - zmiany wskazujące na autoimmunologiczne zapalenie tarczycy.
Życie jest trudne.

Krycha Potrzeba pisania 24 listopada 2019, 08:26

Coraz bardziej osobisty robi sie ten pamietnik. Wylewam tutaj najwieksze sekrety mojej glowy. Taka jakby terapia zamiast u psychologa.

Wlasnie diagnozuje u siebie kolejny syndrom: syndrom bohatera. On staje sie w moich oczach moim Bohaterem, Ratownikiem i Obronca. Faktycznie taka Jego praca i robi to zawodowo, moja podswiadomosc jednak kaze patrzec na Niego jak na Wybawce. Pociaga to za soba niebezpieczne konsekwencje w postaci uwielbienia i oddania z mojej strony.

Dawno juz nie patrzylam na mezczyzne w TEN sposob, dawno nie czulam TEGO myslac o mezczyznie. Mysl o Nim zapiera mi dech w piersi, rozplywam sie. Stan niebezpiecznie blisko zakochania, az smiac mi sie chce, bo kobieta z takim bagazem wzdycha po nocach jak naiwna nastolatka. Jednak oddajac samej sobie sprawiedliwosc, po tych wszystkich latach niczego nalezy mi sie kilka rozmarzonych nocy. Chociaz ten Jego ostatni prawie pocalunek podkreca atmosfere. Oj, tak, maly romansik z wlasnym adwokatem chyba jeszcze nikomu nie zaszkodzil!

AsiaKK Odpowiedni czas na dziecko istnieje! 24 listopada 2019, 19:11

I już zaczął się nasz 5 cs...
Po poronieniu mogliśmy się od razu starać, więc tak też zrobiliśmy. Niestety nie wiedziałam, ani nie mogłam przypuszczać, kiedy będę mieć owulację. Staraliśmy kochać się jak najczęściej, niestety był to stresujący okres dla nas i wyszło tak o. No ale zrobiłam test i wyszedł pozytywny!!! 11 dp... Miałam nie mówić mężowi, ale nie wytrzymałam. Od razu strach i myśl, że nie, no nie, muszę komuś powiedzieć, ktoś mi będzie musiał pomóc w razie wu. Był w pracy. Zadzwoniłam. Radość. Tym razem musi się udać... radość, strach i stres. Zrobiłam chyba z 10 testów ciążowych. Kreski różne. Od cieni cienia do grubych mocnych (ehh testy ciążowe). Testy 25, czy 20 miały grubsze drugie kreski niż testy 10 i to już mi dało do myślenia... plus lekkie, baardzo lekkie plamienia, prawie że niewidoczne, dla mnie jednak widoczne, sprawdzałam dosłownie co 10 minut wydzielinę... ehh..

Nie wytrzymałam. Poszłam do gin. Macica rozpulchniona, ale pęcherzyka nie ma (wizyta była 16 dp wg ovu). Trzeba odczekać. Gin. mówi, że nie ma sensu mierzyć bety, bo to mogą być pozostałości z tamtej ciąży. Z tego samego powodu mogą też testy wychodzić pozytywne, ale może to też być ciąża... Ehhh.. na drugi dzień okres. Czemu nikt mi nie powiedział wtedy jak się dowiedziałam o poronieniu, że jeszcze długo mogą wychodzić testy pozytywne..?

3 dc i 3 dni płaczu, nerwów, stresu, żalu... strachu, że dlaczego nie ma? Dlaczego ja? Na dodatek Info od koleżanki - oczekują bliźniaków (jedno dziecko już mają). A więc i zazdrość. To się już przeradza w jakąś fobię, depresję... ciężko mi.

Dziewczynki, potrzebuję pocieszenia, kopa w tyłek, pozytywnych historii, nakrzyczenia na mnie, czegokolwiek. Wiem, że nikt nie sprowadzi mnie na ziemię jak Wy, a przebywanie w samotności z tymi myślami mnie dobija.
Chciałam tu dzisiaj pisać o objawach, samopoczuciu, przemyśleniach, a jednak moją głowę zajmuje coś innego.
Beta z dzisiaj 58,8 miu/ml (9 dpt). Przyrost 84,4%.
Wiem, że to ok, że w normie. Wiem, że pierwszy wynik mógł być jeszcze zakłamany ovitrelle, które po prostu teraz się wypłukało. Zdaję sobie też sprawę, że accofil powoduje niższe przyrosty i wartości bety.. A jednak się martwię. Chciałam fajerwerków, kosmicznego wyniku, przyrostu takiego, żebym nie musiała się zastanawiać, czy wszystko jest ok. Choć może za dużo wymagam i i tak uspokoiłoby mnie to tylko na chwilę.
Koordynatorka zostawiła mi wybór – powtarzać betę co 2 dni lub poczekać do 14 dpt na ostateczną weryfikację. Jeszcze nie wiem co wybiorę, bo dziś mam puls jak po maratonie i wiem, że to wcale nie działa na naszą korzyść.
Nie potrafię dzisiaj myśleć o niczym innym, a przeszukiwanie forum tylko wpędza mnie w otchłań sprzecznych informacji.

27dc
@ nie przychodź. Proszę, proszę, proszę!

W tym cyklu po raz pierwszy widziałam śluz płodny. Przynajmniej tak mi się wydaje. Duuuuużo przezroczystego i rozciągliwego śluzu. Wyrzuciłam też z telefonu aplikacje ustalającą dni płodne, żeby nie śledzić na bieżąco w jakiej fazie cyklu jestem :p
Ale czy to wystarczy? Czy to skuteczniejsza metoda niż inseminacja? :D

Doszukiwanie się objawów uważam za rozpoczęte. Obserwuję przede wszystkim piersi. Gdzieś wyczytałam, że jednym z pierwszych objawów mogą być żyłki pojawiające się na piersiach i teraz szukanie tych żyłek jest dla mnie jak doszukiwanie się kreski na śnieżnobiałym teście :D

(jako, że @ jest strasznie wredna, to zapewne po tym poście mogę spodziewać się niespodzianki w nocy 😂)

PS: ledwie skończyłam pisać posta, zaczęły się bóle typowo okresowe i plamienie. To się nazywa wyczucie...


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2019, 21:50

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)