Wczoraj miałam mega doła. Jakiś baby blues się odświeżył po roku. Ryczałam pół wieczora, aż uciekłam na balkon w piżamie...tak w ten mróz 🤦
Dzisiaj jest dobrze, dzisiaj pierwszy raz od ok. półtora roku pomalowałam sobie paznokcie, kupiłam nowy tusz do rzęs, bo stary zdążył wyschnąć i jest git😊
Zrobiliśmy też dzisiaj Marysi sesję zdjęciową. Na początku był płacz, bo ona aktualnie nie cierpi obcych, ale pani fotograf była super i ostatecznie niespodziewanie bardzo przyjemnie spędziliśmy dwie godzinki na sesji. Marysia była zachwycona, bo zamiast baloników mąż zdecydował, że będzie biały puch i to się świetnie sprawdziło przy takim maluszku 😊😂
15t+4d
110 DC
Po wizycie - wszystko super.
waga 153 g - odpowiada 16+1
wymiar dwuciemieniowy BPD 3,49 cm - odpowiada 16+5
obwód główki HC 12,89 cm - odpowiada 16+4
obwód brzuszka AC 11,6 cm - odpowiada 17+3
kość udowa FL 1,74 cm - odpowiada 15+1
Czyli wszystkie parametry o tydzień do przodu, brzuszek nawet dwa tyg do przodu, tylko te nóżki ciągle malutkie... Albo będzie po mamusi niskopodwoziowy, albo (miejmy nadzieję) że jeszcze nadrobi 😄😜Mój kochany kluseczek 🤗🤗🤗
A tu rączka i stópki ❤❤❤❤❤
![]()
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lutego 2020, 20:23
Dostałam jakies infekcji
przy dziecku nie ogarniam nawet który to dc ale jest pewne nieplodnosc do mnie wróciła.
Przy córce ciezko cokolwiek zrobic ale robilam dzisiaj porzadki ciuchowe i pytam sie dlaczego i po co nam tyle ciuchów
naszczescie z wiekiem chyba czlowiek madrzeje i to co kiedys bylo marzeniem teraz jestem szczesliwa mogac sie zapakowac do 1 walizki oczywiscie nie osiągnęlam takiego stanu ale napewno jest lepiej niż było.
Indukcja poronienia.
Jestem drugi dzień w szpitalu. Od wczoraj dostaje tabletki na wywołanie krwawienia. Dopiero później zrobią zabieg. Myślałam że szybciej będzie. Psychicznie już nie wyrabiam.
38/46
5t+3d
38 dni ciąży za mną. Do bezpiecznego, II trymestru muszę jakoś przebrnąć 46 dni!
Z objawów ciążowych mam nadal duży ból piersi, uczucie zimna - trochę mniej, więcej piję (nie alkoholu oczywiście) i niestety czasem pobolewa mnie macica. Ten lekki ból macicy uzmysławia mi w jakim stanie jestem. Przez to zaczęłam bardziej na siebie uważać. Dźwiganie mojego 15kg szczęścia ograniczyłam do minimum. Tylko wtedy, kiedy naprawdę jest to konieczne.
Ciągle zastanawiam się też kiedy jest odpowiedni czas na pierwszą wizytę u lekarza? Co myślicie?
Jakoś nie mam ochoty tam iść. Boję się usłyszeć coś złego. Zbyt dobrze pamiętam jedną z ostatnich wizyt.
To był 10 tydzień. Mdliło mnie strasznie , codziennie, od rana do wieczora. Cieszyłam się. To cały czas przypominało mi, że pod sercem noszę mojego skarba. Poszłam do lekarza na kolejną wizytę. Szczęśliwa.
W trakcie badania lekarz mówi: Nie mam dla Pani dobrych wieści... Serduszko przestało bić...
W ułamku sekundy szok! Niedowierzanie! Myśl, czy to się dzieje, czy to się śni? I nagle powrót do rzeczywistości i wielkie łzy! Dlaczego mi to zrobiłeś Boże?! Reszta działa się jak przez mgłę... A łzom nie było końca...
Teraz w domu nie rozmawiamy o obecnej ciąży. Oboje z mężem wiemy, że wszystko może się zdarzyć. Oboje boimy się cieszyć na tym etapie. Jedynie tu mogę wylać swoje myśli, obawy, nadzieje...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2020, 22:36
Kolejny miesiąc z kolejnymi oczekiwaniami. I mam ogromne przeczucie ze w tym się udało! (Tak jak w poprzednich... hmmm)
Moja historia:
Pierwsza rocznica ślubu to był ten czas kiedy wiedzieliśmy, że już chcemy mieć dziecko. Nasze sprawy zawodowe jakoś się poukładały i ku radości mojego męża już mogliśmy się starać o dziecko. On chciał wcześniej ale musiałam poukładać swoje sprawy w pracy i przetrzymałam go rok.
Ja miałam od bardzo dawna instynkt macierzyński i bardzo pragnęłam dziecka, zdarzało się, że popłakałam się na widok dziecka na ulicy, bo nie mogłam się doczekać kiedy będę mamą. Ale sama chęć to nie wszystko. Chcieliśmy świadomie i odpowiedzialnie podjąć tę decyzję stąd to wstrzymywanie.
No i udało się! W zasadzie w pierwszym cyklu starań. Byłam najszczęśliwsza na Świecie! W 6 tygodniu po potwierdzeniu badań krwi, powiedziałam wszystkim moim najbliższym, chciałam to oznajmić całemu światu!
Niestety nie wszystko poszło po mojej myśli... Punktem zwrotnym w moim życiu okazało się poronienie pod koniec sierpnia 2019 (7tc - poronienie samoistne). To był mój koniec... coś we mnie umarło dosłownie i w przenośni. To był koniec a zarazem początek kolejnych długich miesięcy starań i walki z samą sobą, początek mojej próby charakteru (jak pisała jedna z Was). Każdy miesiąc od poronienia miał być łatwiejszy a jest coraz trudniej i o tym będę pisać. Może to, że będę to z siebie wyrzucać będzie jakąś formą terapii...
Moje emocje:
Po poronieniu w sierpniu psychicznie rozpacz, rozsypka, wycie w wniebogłosy (bo to nie był płacz), obwinianie całego świata, lekarzy siebie, pytania "dlaczego ja".
Fizycznie 2 tygodnie wyrwane z życiorysu, na łóżku, bez jedzenia (schudłam 6 kg). Do tego wiłam się z bólu, co godzina na lekach przeciwbólowych. Kobieta, która przeszła poronienie wie jaki to ból, porównywalny z porodowym, ale tamten ostatecznie przynosi szczęście, a ten niekończącą się rozpacz.
Obecnie co miesiąc wracam do punktu wyjścia. Kiedy mam wszystkie objawy ciąży (biorę duphaston) nakręcam się, jestem pewna, że się udało, a ostatecznie pojawia się miesiączka jestem w coraz gorszym stanie psychicznym. Z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej. Pewnie każda z Was przyzna mi rację... wiem, że nie można się nakręcać ale się nie da. Co miesiąc kiedy pojawia się @ od nowa walczę ze sobą, płaczę, leżę, nie jem.. Wracam do żywych po 2 dniach, wracam do pracy i zajmuję czymś głowę. Walka trwa.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2020, 02:55
22dc 8dpt blastka 4bb
Zrobiłam test sikany, biel vizyra. Moja reakcja - spokojna, brak łez, twarda.
Podskornie (moze z obaw)nie wierzylam w sukces tego transferu.
W sobote zrobimy bete, aby osatecznie potwierdzic sytuacje. Na weekend organizuje impreze, zaleje sie w sztok.
Rano badam sobie szyjke, zazwyczaj jest nisko. Dzisiaj budzę się, badań, a ona cholernie wysoko. I to tego czuje, że jest prawie zamknięta. No szok, identycznie jak przy poprzednich zajściach w ciążę. Wstałam, podchodziłam, nie dowierzam. Oczami wyobraźni widze jak popierdzielam do apteki po test. Sprawdzam jeszcze raz, no i to by było na tyle mojego szczęścia. Znowu nisko i otwarta.. czeka z otwartymi ramionami na okres
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2020, 17:19
9dc
Chciałam się umówić na piątek do gina. Zrobić posiew. Ogarnąć temat HSG. Skonsultować inne badania. Podejrzeć kiedy będzie owulacja. I co ? Lekarz na urlopie 
Jak mi w styczniu powiedział lekarz o tym ANA u mnie pozytywnym, że może to wpływać na tworzenie się skrzepu i dochodzić do poronień na wczesnym etapie, to mi się zapaliła lampka. Przejrzałam wszystkie wypisy ze szpitala jakie mam a propo układu krzepnięcia.
Szpital był 2x 2014, 2015, 2x2017 (te pobyty gdzie miałam robione chociaż część z tych badań)
INR (norma 2-4): moje wyniki: 1,3; 1,27; 1,08; 1,43; 1,13
D-Dimer (norma <500): moje wyniki: 730; 920; 1410; 2650 !
fibrynogen (norma 2-4) moje wyniki: 5,7; 7,39; 5,99; 7,24
NT-probBNP (norma 0-125): moje wyniki: 170,2
ani razu żaden z tych wyników nie był w normie.
Lipa. Może to mieć jakiś wpływ. Z tego co czytałam te wyniki mogą chyba świadczyć o tworzących się zakrzepach.
Zamówiłam wczoraj pakiet badań DNA na trombofilię.
Mam w planie zbadać:
kwas foliowy
homocysteina
b12
białko s
białko c
ferrytyna (często u mnie niska, 2 lata temu byłam na kroplówkach z żelazem). Ostatnio poniżej normy ale morfologia jeszcze znośna.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2020, 13:04
16 dpo
Okresu nadal brak. Zastanawiam się, dlatego moja faza po owulacji jest zawsze długa. Nawet luteina nie pomaga, bo ostatnio miesiączka przyszła aż 17 dni od jej odstawienia. Wszystko we mnie jest uparte, charakter, cały organizm 😂
Wizyta w klinice po nieudanym transferze. Widziałam, że doktor sie zdziwil, podany był bardzo dobry zarodek. Ciosem dla nas jest to, że myslelismy, że mamy jeszcze 2 dobre zarodki, tymczasem jeden jest bardzo dobry, ale drugi już drugiej klasy i szanse na ciążę z niego to 20%.
Doktor powiedzial, że to niedobrze, że mialam skurcze w noc po transferze, to nie są dobre skurcze. Ja o tym wiedzialam, to sie po prostu czuje. Te skurcze 7 dni po nie sa takie ważne, te pierwsze były kluczowe. Następny transfer bedzie w oslonie atosibanem. Bede też miala 2x intralipid.
Co najwazniejsze. Za 2 tygodnie mam histeroskopie diagnostyczna. Ponieważ na ostatniej histero w szpitalu zrobili mi sama histopatologie, bez mikrobiologii, trzeba zobaczyć czy nadal mam ecole.
Mam też mieć znów wlew z accofilu, dr chce żebym była obstawiona lekami, bo podamy nasz ostatni dobry zarodeczek. Ale ja w tego trzeciego też wierze!
Relanium nie dostane absolutnie. Mam pić dwa tygodnie przed transferem melise.
Aha, i najlepsze. Wczorajszy dzień przeplakalam, bo okazalo sie, ze mam wyjazd służbowy za granice na poczatku marca. A ja planowalam crio teraz i w marcu na pewno bym nie leciala na zaden wyjazd, ale w pracy nie moge o tym powiedziec. L4 też nie moge wziąć nagle przed, bo to nieuczciwe i bilet by przepadl. A dzisiaj sie okazalo, że i tak nici z transferu w tym cyklu! Już humor mam lepszy! A mialam juz taki paskudny humor w stylu po co ja w ogóle żyje, nie jestem zdolna do niczego, bez sensu to wszystko itd. Mąż wokół mnie łazi jak wokół jajka a ja placze non stop. I wczoraj akurat natknęłam sie na kompilacje scen mojego ulubionego serialowego zwiazku: Monica i Chandler. Monika bardzo mnie przypomina: lubi porzadek, dba o gości, jest perfekcjonistka i musi wygrywac. Cala ja! A Chandler to moja ulubiona postac ever. I rozwalil mnie emocjonalnie dialog Chandlera z kobieta, od której mieli adoptowac dziecko:
"I really want a kid. And when that day finally comes I'll learn how to be a good dad. But my wife, she's already there. She's a mother without a baby."
Omg cytuje to i rycze. Czy to nie jest piękne? Jak to obejrzalam to zdalam sobie sprawę, że uzalam się nad sama soba, a mój mąż też stracil właśnie szanse na dziecko. I on mnie pociesza, a ja jego nie, ja go tylko sciagam w dol. Kiedy ja wydorosleje?
Podsylam link do scen Monika&Chandler, miodzio:
https://m.youtube.com/watch?v=TA26aE3OyNs
Buziaczki dla wszystkich i miłego dnia!
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2020, 17:03
39/45
5t+4d
Jutro idę zbadać TSH. Boję się, że wzrosło.
Na razie nie mam żadnych objawów ciążowych. W drugiej ciąży mdliło mnie od 41dc. W pierwszej nie miałam mdłości w ogóle.
Czasami lekko pobolewa mnie macica. Ale to chyba normalne, bo pamiętam to zarówno z pierwszej jak i drugiej ciąży.
Poza tym nic. Ciągle liczę dni i cieszę się z każdego minionego. Jeszcze 45 dni do II trymestru. Strasznie dużo...
To cykl sie skończył wczesniej niz przypuszczałam ... nie reaguje w ogóle na leki na stymulacje juz...
Czekam zatem na klinikę i ... wielka niewiadoma... tak czy siak z gabinetu wyszłam dzis prawie z płaczem...
14 cs, 7dpo
No i jesteśmy po wizycie. Teraz tylko trzeba całe swoje życie przestawić na nas dwoje. Zrobiliśmy dodatkowe badania i nie dość ze u P jest kiepskie nasienie tak u mnie amh jest bardzo złe - jak to określił doktor. Szanse na naturalne poczęcie to 1/100 a przy in vitro dają nam 8-10% na powodzenie. Wiec chyba wszystko jasne.
Nawet ovu mnie wczoraj wylogowalo jakby to był znak jakiś. Zakończę ten cykl i chyba odinstaluje aplikacje bo i tak do 3 marca miałam abonament. W pracy zrobiłam się cięta na wszystkich, oczywiście nikt nic nie wie i każdy wysyła mnie na urlop na odpoczynek. Zastanawiam się nad wypowiedzeniem- daje sobie czas do końca marca.
Dzisiaj mam jeszcze tylko diabetologa na NFZ ale i sensu tego leczenia nie widzę.
Nawet nie płakałam, ale czuje ze tam w środku rośnie ból i w końcu da upust.
Dzisiaj jest nasza rocznica.
Połowa lutego, ależ ten czas leci. Czasem tak się zakręcę, że wieczorem nie wiem, czy jest początek czy koniec miesiąca (serio).
Dziecko moje przechodzi samo siebie - chodzi późno spać, wcześnie wstaje, pozmieniała system drzemki dziennej i znowu wszystko jest inaczej. Przy dziecku trzeba być elastycznym, ale ja jestem introwertykiem który adaptuje się stopniowo do zmian i co się zaklimatyzuję, to wszystko się zmienia.
Gdybym kiedykolwiek urodziła drugie dziecko to chyba zrobię sobie dłuższą przerwę zawodową. Czasem się podłamuję, ale wtedy kładąc się spać tłumaczę sobie, że jutro zaczynam od nowa - nowy dzień, mniej stresu, nerwów itd.
Mała chciałaby,abym najlepiej nic nie robiła, tylko poświęciła jej czas. Chyba, że pozwalalm jej grzebać w szufladzie kuchennej, co ją raduje.
Rozgadała się bardzo, cały czas gada i komentuje rzeczywistość - np. otwiera szufladę i mówi "dużooo, masakra" a pierwsze pełne zdania to "śnieg, dużo, MASAKRA". Albo rano otworzy oczy, pokazuje na okno i mówi "słońce, masakra".
Więc masakra jest z nami wszędzie. Codziennie nowe słowa jej dochodzą. Niektóre przekręca uroczo np. na wielbłąda mówi "bondod",na malinę "milenka" a najbardziej mnie zaskoczyła, jak zaczyna dokańczać za mnie zdania np. wierszyków i piosenki. Śpiewam sobie (odmóżdżona podczas prasowania) Koła autobusu a ona kończy KRĘCĄ SIĘ! Albo dzik jest dziki itd.
Wczoraj szła z zabawką i uniknęła upadku,bo prawie się potknęła po czym skwitowała zadowolona: udało się!
Odmienia słowa, np. mama mokra, tata mokry. Pytam z kim jedziesz na wakacje, to mówi z tatą. Z czym jesz kanapki - z dżemem. Myślę na głos ile jest stopni na dworze, a ona podbiega i krzyczy "pięć".
Jednym słowem - trzeba ważyć, co się mówi.
No i zrobiła się cyckiem, jak jest po drzemce/pobudce a ja wychodze do pracy to jest lament - wtedy chce tylko do mnie. Rano jak wstanę to nie chce mnie puścić.
Testuje moją cierpliwość. wiem, że dziecko reguluje emocje przez rodzica. i tak trafiło, ze nnajczęsciej przeze mnie. O matko, ile raz mam ochotę wyjść, krzyknąć czasem, ale wiem, ze nie tędy droga. Mam wrażenie, że mąż głównie spija śmietankę rodzicielstwa- tak mu się trafia.
40/44
5t+5d
Udało mi się dziś skoczyć do laboratorium na TSH. Zobaczymy co pokaże wynik.
Jak pisze moja ulubiona komentatorka Niki345: "objawy ciążowe nie są gwarancją, że jest ok".
Doświadczyłam tego na swoim przykładzie. W dniu kiedy dowiedziałam się, że serduszko nie bije, nadal miałam mdłości. Dlaczego tak jest?
Trudno jest mi cieszyć się tą ciążą. Po pierwsze dlatego, że jestem w pierwszym, niepewnym trymestrze. Po drugie, jeśli wyjdę z niego, to czekają mnie te wszystkie badania prenatalne i strach o zdrowie dziecka.
Na ostatniej wizycie, lekarz powiedział do mnie, że jeśli zajdę jeszcze w ciążę, to biorąc pod uwagę niedawne poronienie oraz mój wiek, będzie to ciąża bardzo wysokiego ryzyka. To wszystko zabiera mi całą radość. Serce chce się cieszyć, a rozum mówi NIE. Zaczynam się zastanawiać, czy w moim wieku w ogóle jest możliwe, że wszystko skończy się dobrze?
Czy cokolwiek przemawia na plus? Czy to, że zaszłam w pierwszym cyklu starań to plus czy minus? Dwa cykle po poronieniu, to za szybko, więc minus? Czy to, że kiedyś donosiłam już ciążę , to może jednak plus? To, że na nic nie choruję, to plus. To, że mam małego mięśniaka w macicy, choć lekarz mówi, że nie powinien przeszkadzać, to jednak minus... Nie mogę pozbierać myśli...
Szkolenie 4 za nami, zwykle robie jedno zdjęcie z tego dnia, chce stworzyć taki mini projekt z tego czasu oczekiwania, ale wczoraj kompletnie o tym zapomniałam. Byliśmy na nartach, w pn był straszny wiatr, wiec postawiliśmy na zwiedzanie, powrot do hotelu musieliśmy przeczekać w barze, wiec zamowilismy obiad... A po nim zaczął się mój koszmar.... W nocy obudziłam sie z bólem brzucha, dostałam strasznej niestrawność, ostatecznie pojechałam karetka do szpitala, kroplowki i do domu... Osłabiona wracałam do domu, a na drugi dzień szkolenie. Wiec juz nie mialam głowy do zdjęć. Szkolenie bylo krótkie, tematem były więzi, na koniec trudny film, bolesny, ale zakończył sie szczęśliwie. Za tydzień kontynuacja tematu.
WALENTYNKI, CAŁE NA CZERWONO
Tak tak, oczywiście, dostałam okres.
Dostałam w Mikołajki i w walentynki, ohooo jaka ja dopasowana kolorystycznie, to aż głowa boli. No nic, od 3 dnia stymulacja lamettą i 24.02 monitoring.
Udanych walentynek i dużo miłości, niech się dzieli! 💕
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2020, 10:48
28 dc
Kolejny dzień czekam kiedy będę mogła zacząć stymulację.Dzis jest mój kiepski dzień.Przez głowę przemykają mi wszystkie zapamiętane chwile kiedy jeszcze bardziej życie mnie dobijało.Troche tak jakby płyta się zacięła i słyszę ze to moja wina ze nie mamy dzieci bo pewnie brałaś antykoncepcję czy tez nie każdy musi mieć dzieci tylko ze mówi to osoba która ma dwie córki.Ten wzrok jak przy którymś z badania na pytanie czy rodziłam pada nie to prawie zapadam się pod ziemnie .Widze ten wyrzut w oczach i pogarda.Wizyty u onkologa kiedy mówi najlepiej byłoby dziecko urodzić.On akurat wiedział wtedy ze to jakby walka z wiatrakami.Ja jestem tu Hasbendus 2 tys kilometrów ode mnie.To nic ze dziennie przegadany kilka godzin ale to co innego.Co jeszcze nas spotka?Jaką niespodziankę szykuje los?Nie wiem czy to tylko my tak mamy jak już układa się i widać światełko przychodzi cios kolejny.Wiem ze mogłabym nie niec mojego P ze było blisko ze przez głupi wyrostek i brak kompetencji lekarzy w uk mogłam zostać sama.Dziekuje ze jest.Po tym zamiast zająć siie staraniem o dzięki my staraliśmy się żeby żyć.Rok by doprowadzić wszystko do porządku to tak długo.Tyle straconego czasu.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.