Stefffcia88 Tu i teraz! 15 marca 2020, 00:37

Rozpoczęcie stymulacji przesunięte o miesiąc ze względu na koronawirusa. Jest to dla mnie oczywiste i niczego innego się nie spodziewałam.. ale nie wiadomo skad jak zwykle pojawił się smutek i obawa ze znowu coś się wydarzy i nie dojdzie ani do stymulacji ani do punkcji, nie maja c już w ogóle nadziei na ciąże... wiem, wiem panikuje.
Po prostu się boje ze nigdy nie zostanę mamą.
Pojawiły się łzy ze strachu przed biegnącym czasem na który nie mam wpływu.
Boje się swojej endometriozy, która staje się coraz silniejsza od momentu zabiegu :(
Dobrze ze moj partner mnie wspiera, ze rozumie, ze widzi racjonalne ale pozytywne strony każdej sytuacji..

Poziomka6 Wieczne czekanie 15 marca 2020, 14:53

W piątek był teansfer. Wszystko poszło szybko i sprawnie. Z 18 pęcherzyków dobrych było 9. 3 zamrożone, a 6 zapłodnionych i o dziwo mamy 6 zarodków. Jak przetrwają to w 5 dobie mrozimy. Testować mam 25 marca.
Jak na razie nic nie czuję, tzn. czytałam że te dwa tygodnie czekania na test są najgorsze. A ja po prostu cieszę się, że już jest po wszystkim. Drugi raz nie podejdę do in vitro, bo było to bardzo trudne przeżycie i drugi raz przez to nie przejdę. Po prostu cieszę się, że to już koniec. Nieważne jaki będzie wynik testu, bo podeszliśmy do in vitro i nic więcej nie musimy robić. Kończymy ze staraniami o dziecko. Jak teraz się nie uda to wrócimy po zamrożone zarodki ( jeśli takie będą) i tyle. Koniec z jeżdżeniem do lekarzy, szukaniem przyczyn, wydawaniem pieniędzy. Koniec z tym, nawet nie wiecie jaka jestem szczęśliwa.
Teraz jem ananasa. Szkoda, że wcześniej nie wiedziałam że świeży jest taki dobry. Na pewno po in vitro w naszym domu zostanie przynajmniej ananas.
Mam tydzień zwolnienia i bardzo się cieszę, bo po tych wszystkich hormonach nie mogę do siebie dojść. Ciągle jestem zmęczona i spać mi się chce. Dziś spałam 12 godzin, nigdy tak długo nie śpię

19dc
W tym miesiącu troche wyluzowałam.nie mam spiny na sex nie nalegam zbyt często.niewiem czy owulacja była czy dopiero będzie....
Skupiam się narazie na rzuceniu fajek.dziś 7 dzień bez....dużo żre.....myśle o fajach ale to z nudòw....siedzę w domu z dziećmi z powodu covid-19....

Stefffcia88 Tu i teraz! 21 kwietnia 2019, 23:43

10 dc
Wesołego Alleluja :)
Za dwa dni sono hsg - które może coś wyjaśni.
Od dwóch tygodni czekam na wynik cytologii, bez aktualnego mogą nie przeprowadzić mi badania. Zaryzykuje... biorę antybiotyk zgodnie z przepisana recepta od mojego nowego ginekologa.
Trzymajcie kciuki :)

Patiszon11 Oczekiwanie na cud 16 marca 2020, 09:13

14dc
W tym cyklu mam bardzo mało plodnego śluzu...
Dziś temperatura trochę spadła więc pewnie jak zawsze zacznie piąćsie do góry.
O ile była owulacja

Poniedziałek 23 dc / 31 cs - 3 po histeroskopii

Co zauważyłam u siebie... Na początku miesiączki jest dołek przełamany słodko-gorzką nadzieją, po miesiączce im blizej do owulacji tym ta nadzieja jest większa, bo przecież jest śluz,jest pęcherzyk, jest mąż czyli szansa jest!! Dobry humor utrzymuje się do kilku dni po owulacji. Po czym hormony - estrogeny i progesteron spadają pokrywając się z coraz częstrzym smutkiem, pytaniem siebie "czemu nie mogę mieć dzieci, znowu nic nie czuję, nie mam objawów", dopada PMS wtedy już deprecha na całego - żałoba. Kiedy przychodzi miesiączka najgorsze już za mną, cykl fizjologiczny na nowo, kołowrotek nastroju także. To oczywiście norma, takie rollercostery u kobiet, ale mam wrażenie że u mnie - staraczki, są to nad wyraz intensywne zmiany.


Jakie są fakty:
- dzień cyklu 23
- około 9 dzień po owulacji, tym samym już po implantacji - jeśli w ogóle zarodek przetrwał i do niej doszło
- PMS od piątku, czyli 6 dni po owu - cera szarzeje, piersi rosną, pobolewają.
- nie mam śluzu "ciążowego" był 3 dni po czym teraz susza, pustynia
- z plusów od piątku przestało boleć podbrzusze, a bynajmniej czuje dużo rzadziej i w zasadzie nie można tego nazwać bólem.

Na objawy ciąży za wcześnie, wszystko co czuję może być równie dobrze PMSem. Ach no i tak jak zwykle nie mam poczucia "że się udało", raczej przeczucie "nie udało się, znowu..... Ile jeszcze..." czyli wchodzę w kolejną fazę, depresja, smutek, złość, rozgoryczenie. Mam czas do okresu, i ponownie wejdę w fazę I - słodko-gorzką. I tak w koło... Nie wiem czy kiedyś w ogóle zostanę matką, a mój mąż ojcem. Muszę chyba poszukać innego celu w życiu.

Żeby zakończyć jakoś z hmm... Optymizmem, to ciesze się bo pogoda dopisuje i mogę być bardziej aktywna. Zawsze w marcu z pierwszymi ciepłymi promieniami i dniami budzę się do zwiększonej aktywności fizycznej. Więcej już uprawiam marszy, między 8-10 km, więcej ćwiczę w domu, generalnie więcej mi się chce. I to jest dobre, pozytywne.

To co teraz dzieje się na świecie nie mieści się w mojej głowie. Co więcej niesamowicie mnie przeraża - nie boje się o siebie tylko o malutką.
Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że coś takiego może się wydarzyć na świecie podczas mojego życia. Zawsze wydawało mi się to takie " odlegle", a tu proszę. Pandemia. Kwarantanna. Ulice puste, sklepy pozamykane, szczepienia odwołane - a nasze miało się odbyć 27 marca...
Najgorsze w tym wszystkim, że mała dalej mi się " nie podoba" to jak oddycha, to charczenie i świszczenie. Mam wrażenie, że ciężej jej się oddycha. Aczkolwiek śpi tak spokojnie, nie męczy się. Oddycha tak po spaniu, a czasem po jedzeniu. Nie wiem cz to kwestia tego, że się krztusi podczas jedzenia i to mleczko jej gdzieś tam w nosku zalega. Bo gdy podaje sól fizjologiczną a później próbuje odciągnąc katarkiem to nic po za tą solą nie odciągam.. Więc domyślam się, że to nie katar. Wcześniej jak robiłam jej inhalację, całkiem dobrze sobie z nimi radziła, a oastatnio jak chciałam jej zrobić to widziałam, że jej to nie idzie tak jakby nie chciałą złapać wziewu z maseczki od inhalatora...
Zmierzając do sedna. Zastanawiam się nad wizytą u lekarza, bo zapomniałam wspomnieć, że na domiar wszystkiego mamy problem z wagą. Po ostatniej wizycie u Pani doktor waga jej spadła. Później zaczęłam dokarmiać ją mm bo moja mama stwierdziła że mała jest głodna stąd ten jej przeraźliwy płacz. Oczywiscie po dokarmianiu waga wzrosła ( myślę sobie super). Po 2 dniach zaczął znowu pojawiać mi się pokarm ( tak, przez ten czas dokarmiania mm miałam go jak na lekarstwo) więc wyglądało na to że mała się najada więc odstawiłam mm. No i wczoraj ją zważylismy, a tutaj taka sama waga jak 4 dni wcześniej. Waga stanęła mała nie przybiera.. Już sama nie wiem co robić. Wiem, że to nie jest dobry czas na wizyty u lekarza, ale te wszystkie rzeczy tak strasznie mnie martwią, że szok. Tłumacze sobie, że może lepiej jest iśc teraz do lekarza póki nie ma jeszcze u nas żadnego przypadku koronawirusa, niż później jak się pojawi i będzie większe niebezpieczeństwo. Sama już nie wiem co robić. Nie potrafie podejmować takich decyzji. Jestem przerażona tym wszystkim....

A moja Królewna niech rośnie zdrowa i szczęśliwa ♥️♥️♥️

fotures Nadzieja 17 marca 2020, 09:59

Różne myśli krążą mi ostatnio po głownie. Przez sytuację na świecie mam pesymistyczne nastawienie do tej ciąży, boję się co będzie, mam wyrzuty sumienia, że w ogóle jestem w ciąży (w takich czasach!). Trzy dni po zrobieniu pozytywnego testu WHO ogłosiło pandemię, a ja chciałabym się cofnąć w czasie i poczekać z tą ciąża chociaż kilka miesięcy .. Powiem szczerze, że boję się strasznie, to są słabe czasy na bycie w ciąży, na chodzenie po lekarzach i robienie badań…

Proszę proszę proszę, oby to dziecko było zdrowe a ciąża bezproblemowa.

Jeheria No kiedy? 17 marca 2020, 12:38

33+3
Przeczytałam cały internet nt moich wyników badań. Głównie publikacje anglojęzyczne, bo na polskich stronach mało informacji. Wiem że: PI wskaźnik pulsacji w pępowinie mam najgorszy bo 1,18 w 33+0, to wg wykresu jest w 95-100 centylu. Może dlatego Mały wagowo spadł, ale i tak jest w normie więc luz. PI wskaźnik pulsacji w mózgu jest dobry. MCA/PI - wskaznik mózgowo pępkowy jest niski ale może być (jest to iloraz PI mózgu i PI pepowiny). Mam wynik 1,7 (to jest jakis na moje oko 30 centyl), doktor mówił że 1,2 to niebezpiecznie, publikacje mówią że poniżej 1,05 jest centralizacja krążenia (krew płynie do mózgu, serca kosztem innych narządów, następuje uszkodzenie narządów, niedotlenienie).
Ta wiedza uspokoiła mnie. Trzeba kontrolować a będzie dobrze.
Wysłałam swoje wyniki do lekarki z Białegostoku, a ona do mnie po co ja robiłam Dopplera. No wiecie co? Załamka, co za podejście. Jestem obciążona trombofilią, mam zły wywiad rodzinny (tata zator płuc w wieku 42l., babcia (jego mama) urodziła martwe dziecko, jedno poroniła, wujek zamartwicy urodzony i tata zdrowy), siostra 2 razy poroniła). Ta ciąża to cud, widocznie dla niej jestem jedną z wielu pacjentek, ale dla mnie moja ciąża jest najważniejsza. Tyle o nią walczyłam i będę walczyć do końca, nie wiem jak będzie z następnymi ciążami, o ile w ogóle będą...
Utwierdziło mnie to w przekonaniu że Olsztyn jest lepszy. Nie olewają. Najgorsze że jestem w programie KOC (koordynowana opieka nad kobietą ciężarną) w Białymstoku. Napisałam do ordynatora ginekologii w Olsztynie czy mnie przyjmie (ze skierowaniem) mimo KOC w Białymstoku (chodzi o to aby NFZ zapłacił Olsztynowi za mój poród), on że tak ale jeśli będą miejsca... :/
Zarówno szpital w Olsztynie i ten w Białymstoku wyznaczono na zakaźny w związku z koroną...
W jakich czasach przyszło mi rodzić :(
Cieszę się że mam wszystko dla Małego, teraz są straszne przestoje z wysyłkami.
A weź kup teraz nowy wózek... czeka się 8 tygodni :/
Jestem już spakowana, Olsztyn wymaga swoich ciuszków, wiec mam aż 3 torby wszystkich rzeczy, nastawiam się aby mieć wszystko jakby mąż nie mógł podać.
Z dobrych wieści morfologia mi się poprawiła, hemoglobina skoczyła z 10,8 do 11,9. Hematokryt i erytrocyty też wyższe. Super :)

No po dłuższym zastanawianiu się... Jechać czy nie jechać... Wybraliśmy się jednak do kliniki na badanie kariotypu... Trzymaliśmy się zdała od innych. W klinice też pełne bezpieczeństwo.. Od razu po wejściu mąż musiał umyć i zdezynfekować ręce. Zmierzyli mu też temperaturę. Teraz najgorsze będzie czekanie na wynik.... Najwcześniej ma być on za 14 dni, ale może być i później że względu na tą pandemie... Aby tylko ten kariotyp wyszedł dobrze....

33 DC
Miesięczki brak, objawów brak. Od wczoraj zbieram się na betę i nie mogę się zebrać. Mam możliwość pojechania tylko z samego rana. Wtedy jest najwięcej ludzi w kolejce, a wiadomo że trzeba unikać skupisk. Chyba nie zrobię tej bety... Co ma być to będzie, ja już i tak nie mam na to wpływu bez względu na wynik. Ginekolog umówiony na 02.04. i na pewno bardzo dużo się zmieni do tego czasu...

Po 44 dniach, 2 zmarnowanych testach ciążowych, w koncu okres! Nowy cykl, pierwszy w koronarzeczywistosci... w piątek pierwsza wizyta w klinice leczenia nieplodnosci. Po ponad 2 latach zaczynamy nowy etap! Oby nam sił i wytrwałości nie zabrakło! Trzymajcie kciuki!

Ciąża rozpoczęta 14 lutego 2020

Poziomka6 Wieczne czekanie 17 marca 2020, 16:00

Miałam się nie stresować, ale jakoś nie wyszło. Dziś dowiedziałam się, że z 5 zarodków zamrozili w 5 dobie tylko 2. Beznadziejnie, liczyłam na więcej. Tylko 2 zarodki. Od razu stres mnie dopadł, a nie chce się stresować. Głupie to wszystko.

51dc 7tc1d
Od soboty czuję ciągnięcia w dole brzucha.. czasami były mocne że musiałam brać nospe. Zaczęłam się martwić czy wszystko jest ok.
Za bardzo jestem przewrażliwiona.
Mój stwierdził że hak będziemy jechać po zamówione leki możemy wstąpić do mojego dawnego gina u którego prowadziłam stymulację i do którego mam największe zaufanie.
Były miejsca więc się zapisałam. Doktor po roku nieobecności poznal mnie.
Ucieszył się z ciąży. Wziął mnie na USG
Maluch ma 9.9mm serduszko 142. W tej chwili jest ok. Dzień odpowiada dniowi @ klinika oceniła dzień do tyłu.
On ma nowoczesny sprzęt. Z każdej strony mnie sprawdzil. Nie tak jak w klinice. A na pamiątkę dostałam zdjęcie 3 D.
Bólami mam się nie przejmować bo będą często bo.maly rośnie. W razie boli.mam leżeć i odpoczywać .
Heparynę dla bezpieczeństwa mam brać do końca ciąży.
Metformine mogę brać do 10-12 tyg potem diabetolog.
Z prolutex mogę schodzić za 2 tyg . A najlepiej w 10 tygodniu.
Z estrofem mogę już powoli schodzic.
Więcej się dowiedziałam niż od lekarza z kliniki.
W razie gdyby klinika strajkowała 30 marca mam do.niego przyjechać aby założył.mi.ksiazeczke ciąży. Bo wcześniej nie zakłada dmucha na zimno.tak jak ja.
W razie co L4 bez problemu dostanę.
I jak będę się martwić mogę za tydzień przyjechać na USG..Bo wie że na tym etapie wszystko się może zdarzyć. Po 9 tyg będzie już łatwiej a po 12 tyg odetchnę..Zgodzę się, teraz jeszcze 8 i 9 tydz przetrwać..A strach mam nadal.
Myślałam że przez epidemię Paśnik zakaże mi sterydu i accofil bo niektórym dziewczynom kazał. Mi kazał brać dalej ale morfologiie robić co 7-14 dni że względu na epidemię i unikać ludzi.
Do końca tygodnia jestem w pracy, nie wiem czy wolne juz od wtorku nie brać, a w poniedziałek jeszcze iść. Podejmę decyzję w piątek. A potem jak 30 maluch będzie cały i zdrowy wrócę na 31 i 1 do pracy i na tym kończę pracę.

Noc byla straszna dzisiejszy dzień zdecyduje oby nie czy pójdę do szpitala. Apetyt 0 wymioty 10/10 z kazdym dniem jest coraz gorzej. Mąż kupił mi elektrolity w aptece i sucharki minely 2 minuty jak zwrocilam cale elektrolity i sucharki. Mam naprawdę dość zostaja jeszcze kisiel i banany ratuje się wszysykim ale to jest naprawdę dla mnie ciężkie dlaczego tak jest starania byly ciezkie dla mnie a ciaza w cale nie lepsza :(

8dc 11cs
Nie wiem nawet od czego zacząć... Minęło już parę dni. Zdążyłam trochę ochłonąć ale ciągle nie dowierzam.... W piątek 13go zadzwonił lekarz odnośnie wyników nasienia- diagnoza : zespół OTA, bezpłodność, aktualnie nawet bez szans do in vitro!!...
Ale jak to??? Przecież to nie możliwe....
Mój 27letni mąż jest przecież zdrowy, chłop jak dąb.... szczupły, w sile wieku. Przecież ja byłam pewna że te badania to tylko czysta formalność... Że to napewno ja mam problemy z płodnością...że to dopiero 11 cykl starań...że napewno się uda...
Dziś dostaliśmy wyniki pocztą- koncentracja plemników 0,2 mln / ml ejakulatu...... Zero ruchliwych...
Co teraz będzie????....

Dupa. Zabieg pod koniec listopada albo dopiero w styczniu. Jeżeli nic się za bardzo nie poprzesuwa...

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 18 marca 2020, 06:47

Fajnie, ze jestescie, dziewczyny. Przygotowuje dla Was wpis o Emilu. A co do ciazy, to moj maz by chyba padl po usłyszeniu takiego niusa. Bardzo go przygnebia sytuacja obecna. Az ma dolegliwosci ze stresu zoladkowe itp. Ja sie staram z wierzchu trzymać, ale on jakos podupadl (mimo, ze z naszej dwojki to ja jestem panikara). Boimy sie o nasze rodziny, bo czesc jest za granica, czesc pracuje w szpitalach....

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 18 marca 2020, 12:12

5dc
Pierwszy wpis zaczynam z niezbyt dobrym humorem. Wszystko mnie denerwuje, jestem wkurzona sytuacją z koronawirusem i moją obecną sytuacją życiową. Odpadam w tym cyklu, wyłączam się, postaram się myśleć o czymś innym niż starania bo już mnie to męczy. Nie mogę pojechać na monitoring, bo zamknęli klinikę. Mojego męża wysyłają na granicę i cały weekend spędzę sama. Od dziecka jestem sama. Już się przyzwyczaiłam do tej mojej samotności i nawet ją polubiłam. Mam wtedy dużo czasu na rozmyślanie i układanie w głowie scenariuszy mojego życia.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)