10+5 tc
Samopoczucie: 😒
Znowu siedzę w domu na chorobowym. Całe 5 dni chodziłam do pracy. Bolał mnie brzuch i zatrzymało mi sikanie wiec zrobiłam badanie moczu i popędziłam do lekarza. W badaniu bakterie w moczu dość liczne wiec dostałam antybiotyk i mam siedzieć w domu. Na następny dzień przyszły wyniki posiewu i okazało się ze posiew czysty 🤷🏻♀️ Nie wiem jak to możliwe, w każdym razie mam nadal brać antybiotyk i siedzieć na tyłku. Akurat się to zbiegło z zaleceniami siedzenia w domu z powodu koronawirusa wiec w sumie się cieszę ze nie muszę w takiej sytuacji jeździć do pracy. Nie wiem czy nie zrobili tego posiewu jednak źle bo po kilku dawkach antybiotyku czuje się lepiej i sikam dużo swobodniej. Dzień przed badaniem moczu naszpikowalam się żurawiną i uroseptem wiec może dlatego? Nie mam pojęcia. W każdym razie podglądaliśmy dzidziusia czy wszystko u niego ok ( już podobno jest płodem a nie zarodkiem, tak że pękam z dumy ze idzie jak burza), wyglądał tym razem jak mały żuczek 🐞🐞🐞 jest duży, CRL wyprzedza datowanie z transferu o 2 dni. Troszkę się obawiam, bo myślałam nad tym - ja urodziłam się bardzo duża miałam 4400g, moje rodzeństwo tak samo (bliźniaki 3600g i 3400g), mój mąż w momencie urodzenia był jeszcze większy bo 4600g (i o zgrozo poród pośladkowy 😱) jeżeli geny się skumulują to mój potomek może być naprawdę duży a wtedy co z porodem SN? 😒 na razie nie będę myśleć o tym, nie będę się martwić na zapas. Na razie bliżej mam USG 1. trymestru - zaczynam się bać przed tym badaniem. Wcale nie chce specjalnie myśleć o tym, ale podskórnie odczuwam niepokój - bzyczący i denerwujący jak mucha, krążący wokół mojej głowy. Zawsze sobie znajdę powód żeby się o coś martwić, tak jak pisałam już nieraz - wszechświat nie znosi próżni- przestaję się martwić jednym i następne od razu wchodzi do glowy i dręczy. No nic, do badań jeszcze tydzień - postaram się zbyt dużo o tym nie myśleć, odpoczywać i futrować mojego żuczka i w końcu zacząć się trochę cieszyć tą ciążą, a nie tylko martwić!
12dc
W środę byłam na wizycie. Po pół roku wkoncu mam owulacje w prawego jajnika 
Nie ukrywam że pokładam w nim nadzieję.
Jednak mam pewne obawy w związku z tym co się teraz dzieje w kraju...
Czy starania teraz są rozsądne...
Sama nie wiem.
Jednak w tym cyklu z lekarka stwierdzimy że luzujemy i dajemy sytuacji rozwinąć się samej bez monitoringu i leków.
Zresztą teraz lepiej odpuścić sobie chodzenie po lekarzach:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2020, 09:11
33dc/31
2dpt
Termin 🐒 z poślizgiem
Od rana kiepskie samopoczucie... po południu mdłości i zmęczenie się nasiliły.
Zaczął pobolewać brzuch jak na @. Teraz przestał. Wczoraj wieczorem i dzisiaj po południu zgaga.
Zarobiłam sikanca facelle z Rossmanna o 14:00 wczensiej mniej piłam i od rana nie siusiałam, wiem że rano stężenie bety jest najwieksze jesli jest w ogóle ale juz nie ogarniam czemu nie ma @. No i biel Vizira... oszaleje..
Może jutro rano zrobię jeszcze test i zobaczmy.. ale czy jest sens jesli ovu mogla być w 29dc?
Po Waszych sugestiach czekam do soboty albo poniedziałku... obym nie zaszkodziła sobie brakiem luteiny jesli coś tam się dzieje jednak 😐
Przyszły wyniki AMH- 5,55 ng/ml (norma to chyba 1-3) rety to chyba za wysokie... co teraz???
Czytałam że może to świadczyć o PCOS (zespół publicystycznych jajników) albo guzek czy coś na jajniku...
Tak się bałam wyniku poniżej 1 a teraz boję się tak wysokiego poziomu. Czy można wtedy zajść w ciążę i ją donosić? Miała któraś z Was taki wynik???
Poszłam za Waszą sugestią i brałam konezym q10 z wit.E i może dlatego taki wysoki wyszedł ten wynik. Brałam tylko 1 tabletkę dziennie a zalecenia są 1 do 2. Mogło to wpłynąć na sfałszowany wysoki wynik?
Może przestać brać ten koenzym...
Boże pomocy 😞
Czytam o tym zespole to jest raczej przy nieregularnych miesiączkach a ja zawsze mieszczę się w przedziale 30-33 Max.
Jak myślicie jest się czego obawiać?
Bo mam już łzy w oczach, że jeśli to mam to ciężko jest zajść w ciążę i są cykle bez ovu...
We wtorek mam wizytę u gino to zapytam ale ja umrę do tego czasu...
W maju 2019 miałam badania:
P/ciała a-mikrosomalne <9 IU/ml (norma 0-34)
P/ciała a-tyreoglobulinowe <10 IU/ml (norma 0-115)
Obydwa wyniki lekarz określił jako w granicach normy.
Witamina D3 22,30 oznaczono niedobór i cały czas suplementuje 4000j.
Prolaktyna 377 (norma 102-496)- to też zawsze w normie.
Androstendion 2,53 ng/ml - lekarz powiedział że w normie.
W sierpniu był Wapń 2,39 (norma 2,15-2,5)
We wrześniu 2018 badałam testosteron wynik
37 ng/dl (norma 8,4-48,1) - w normie.
DHEA-S wynik 241,10 qg/dl - w normie
SHGB wynik 28,98 nmol/l (norma 32,4-128) - do wyluczenia insulinooporność, która jak teraz myślę faktycznie może świadczyć o PCOS, ale potem wiele razy badałam glukozę i insulinę na czczo i po jedzeniu i bylo OK.
wdrodze tak więc nie mialam tych badań o których piszesz 😞
Mialam USG vaginalne ostatnio w listopadzie po poronieniu i wszystko bylo OK z jajkami, żadnych torbieli i zawsze jeden dominujący pęcherzyk... i zawsze tak było we wszystkich USG.
Mam nadzieje, że ten wynik nie świadczy o PCOS.. może to przez ten koenzym brany od tygodnia albo przez niedoczynność tarczycy. Może da się to jakoś wytłumaczyć i okaże się, że tego nie mam.
Główne objawy PCOS to nadmierne tycie i nieregularne miesiączki a ja mam regularne miesiączki 30-33dc jestem bardzo szczupła i nie mam problemów z tyciem. Znaczy mam! Jak chcę przytyć to nie mogę 😅 Ale tak całkiem serio to naprawdę się boję...
Teraz to wygląda na to, że mam urojoną ciążę a nie ciążę... 33dc a tu nic i być może to ten cały PCOS... 😞
@ nadal nie przyszła...
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2020, 14:42
Moje samopoczucie jest dalej fatalne. Od soboty znowu wymioty nie wiem kiedy sie to skonczy. Powiem szczerze że jak mnie denerwowaly teksty przy staraniach weź wyluzuj tak teraz denerwuja mnie teksty że powinnam sie cieszyć. Zapytam wprost czy osoba chora jest usmiechnieta podczas choroby? A ja mam taka jelitówke od 7 tc źle mi na żołądku nie potrafie jeść a w nocy spać. Starania były ciezkie ale to co sie dzieje z moim organizmem to jakis armagedon.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2020, 08:19
https://naforum.zapodaj.net/387e8c5d3829.jpg.html
Nasza droga usłana igłami.
Zbliżamy się wielkimi krokami do połowy ciąży .. szok... Oczywiście pozytywny
dziś 17+5
Dobrze, że brzuszek powoli się powiększa, bo wierzę, że jestem w ciąży... Chociaż dalej to dla mnie taki Cud, wiem, że medycyna nam bardzo pomogła, ale i tak widzę w tym Cud 

Nasz Synuś...
Czuję się nadal bardzo dobrze, tylko ten tydzień jakiś taki "tak bardzo mi się nie chce..", może to kwestia weekendu, który był intensywnie towarzyski, korzystamy z Mężem razem i każdy z osobna, póki mamy siły (ja) oraz nie musimy ogarniać opieki dla Maluszka
i też mówimy na żywo o ciąży, chociaż mam wrażenie, że niektórzy znajomi to się dowiedzą jak urodzę, bo czasem jest tak ciężko się dogadać co do terminu.. nie przeskoczę.. a jednak nie chcę przez telefon, chociaż jak komuś ten sposób odpowiada to nie widzę problemu, ja próbuje osobiście 
Zabrałam się też za temat wyprawki, póki co buszuję po stronach z używanymi rzeczami, bo myślę, że taki Maluszek to mało co niszczy te ubranka, więc można tak temat ugryźć, poza tym też często są to rzeczy nowe z metkami, albo jedynie uprane, zresztą sama zobaczę, ile te ubranka wynosi nasz Synuś. Biorę rozmiary 56-62, w czerwcu jeżeli siły i okoliczności pozwolą chce też skorzystać z wyprzedaży czy to online czy stacjonarnie, może wtedy coś więcej będziemy wiedzieć o wielkości Synka, póki co Lekarz zawsze mówi, że dziecko jest w odpowiedniej wielkości do etapu ciąży. Liczę na to, że będę miała Go w co ubrać, albo po porodzie znajdę chwile żeby dokupić to czego nam brakuje, albo to co nam się sprawdziło, bo póki co kupuję według poleceń innych mam, plus to co mi się podoba i wydaje się praktyczne (ciekawe co faktycznie się sprawdzi). Tak sobie żyjemy spokojnie, czekamy na wiosnę żeby też więcej spacerować, bo w taką pogodę jak teraz nie chce mi się po prostu nic... Pod koniec miesiąca zapisujemy się też do szkoły rodzenia, na szczęście póki co spotkania mają być stacjonarnie i mam nadzieję, że tak zostanie, bo liczę na to, że szkoła rodzenia da mi teoretyczną wiedzę, dzięki której poczuję się lepiej, bo wiadomo życie dopiero pokaże mi jak to jest z Maluszkiem
czasem tak sobie siedzę i myślę jaki On będzie.. Na koniec anegdotka z cyklu nie wiadomo czy się śmiać czy płakać, chociaż ja to obróciłam w żart... gdy mówiliśmy, że będzie Syn, usłyszeliśmy "następna będzie dziewczynka"... no cóż jeszcze nie urodziłam jednego dziecka a już słyszymy o drugim.. Nie ma nawet co komentować, więc na koniec stwierdzę, że poproszę śledzia 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2021, 13:20
4dc
Właśnie dzwonili z kliniki, wizyta odwołana ze względu na zagrożenie koronawirusem ;( Myślicie , że mogę dalej normalnie brać Lamette?
Wracam do gry! W środę pozytywny test ciążowy w 31 dc. Przez szalejącego koronawirusa do lekarza na potwierdzenie pójdę może za jakieś 2/3 tyg. Na betę nie idę, nie chce ryzykować. Co ma być to będzie, jestem dobrej myśli
za drugim razem staran w zasadzie nie było, bo zaskoczyło już przy drugim cyklu, przy czym w pierwszym cyklu przez gości nie trafiliśmy w te dni
także w moim przypadku sprawdza się plotka ze w druga ciąże łatwiej zajść. Mam nadzieje ze to będzie bardzo nuuudna ciąża 
Pozdrawiam
Koronawirus......
Ostatnio myśli o dziecku jakoś odeszły na bok.. W głowie jedynie strach... Nie wiem czy to co się dzieje ten strach w nas potęguje... Jedni się śmieją a drudzy się boją... Do wczoraj inaczej do tego podchodziłam, ale zobaczyłam co się dzieje w sklepach... Brakowało podstawowych towarów...
Nie boję się tak o siebie, najbardziej boję się o moich bliskich ☹️☹️☹️
Moja siostra mieszka w Warszawie, codziennie musi jeździć do pracy Komunikacja Miejska, a tam wiadomo różni ludzie się przewijają... Ona jest najbardziej narażona na to że może się zarazić.. Boję się o moją mamę, jest kobieta w wieku kobiety która zmarła niedawno, a do tego ma cukrzycę...
Nie wiem może wyolbrzymiam wszystko ☹️ ale serio się boję ☹️
33+0
Jestem po wizycie. Wieści są słabe 
Mały waży - 2095 g, myślałam że będzie więcej, przyrost wagi zwolnił. Zawsze był większy niż przeciętnie ok 75 centyl, teraz jest poniżej 50 centyla.
Ale to nieistotne choć ma wpływ na to co chcę napisać.
Przepływy są słabe...
Są na granicy... Lekarz mocno zaniepokojony, badał kilka razy. Górki wyświetlały się na czerwono, kolor niebieski.
Za tydzień mam ponowną kontrolę przepływów i jak będzie źle to skierowanie na patologię ciąży. A tam może przetrzymają albo od razu poród. Tylko On mówi że chce mnie wysłać do Olsztyna, tam lepsza opieka. Zastanawiam się czy nie będę miec jakiś konsekwencji w związku z tym ze należę do KOC (program ministerialny koordynowana opieka nad kobietą ciężarną) w Białymstoku.
Jak rozmawiałam z mężem przez tel i mówiłam mu to wszystko to się rozpłakałam, jakoś czułam że te przepływy mogą być złe dzisiaj na wizycie. Tak bardzo chciałam rodzić naturalnie a tu zapewne cc mi zrobią. Oby tylko Maciuś był zdrowy, Boże oby nie był niedotleniony! Bo własnie te tetnice do mózgu mają zły przepływ
Ostatnio w ogóle nie mam n nic siły, mam straszne zadyszki. Odkurze dół chaty i jestem mokra, serce wali. 20 lutego moja hemoglobina 10,8 w pon dowiem sie jaka teraz.
Jeszcze ten cholerny koronawirus... jak mnie położą na patologię nawet mąż do mnie nie przyjdzie... tym bardziej ze bedziemy 150 km od siebie... a jak cos mi sie skonczy? pampersy? juz nie chce nawet o tym mysleć... teraz nawet w sklepach pustki, co za okres!!! musze poczytać co tam Olsztyn wymaga do porodu bo Biłystok ma własne ciuszki dla noworodków.
A jak okaze się ze za tydzien musza mnie polozyc? nie mam takich malych ciuszków, Maciuś miał być duży...
w tygodniu zamowilam paczke z gemini, ale czas wtsyłki 8 dni robocznych... jest tam reszta wyprawkowych rzeczy, jednak potrebnych do domu na szczescie, nie do szpitala.
ehh natłok myśli w mojej głowie, dziś sniło mi się że każdy skafander musi nosić...
mam zwalony humor 
48 dc 6tc+5. 48 kg
Jak ten czas leci. Wczoraj nie chciało mi się spać, mąż w pracy a ja do 24 przed tv. Tragedia. Rano pobudka a teraz chodzę jak czołg.
W czwartek miałam USG. Jakoś byłam spokojna aż za bardzo.
Gin od razu zaprosił mnie na USG. Pytał się czy mam objawy, ja do niego nic. Po prostu nic. Ani piersi ani mdłości, chyba jestem wyjątkowa. To minę zrobił jakby miało cos złego być
Wspomniałam o złej becie on stwierdził ile miał przypadków źle rosnącej bety na początku a potem wzrost.
No i zauważył maluszka 5,5 mm serduszko bije 120, 6tc +2 choć u mnie wskazywało 6tc+3. Krwiaków nie widac. Gin ucieszył się bardziej niż ja, bo ja jakoś nie dowierzałam, przecież wcześniej myślałam że puste jajo itd.
Zauważyłam że mój się bardziej cieszył niż ja.
Kolejna wizyta za 3 tygodnie.
Mam wybrać 14 ampułek prolutex i koniec. Pytam się go czy nie za wcześnie. Przecież łożysko przejmuje funkcje w 12 tyg nie 8. Mam się go słuchać.
Do tego mam schodzić z estrofem.
No tak ekstra. Mam przestać brać metformine. Już to robię aby porobić jak moja znajoma.
I człowiek ciągle musi sam zmieniać zalecenia.
Prolutex będę brać starczy mi do 11 tyg.
Moja koleżanka z kliniki.przestaka brać w 7 tyg i ma plamienia pewnie próg niski. O nie nie będę słuchać lekarzy. Już i tak zlecenia dużo zmieniłam.
Estrofem będę brać jeszcze. Tylko nie wiem do kiedy czy do 9 czy 20 tyg.
Może ktoś coś wie?
Metformine będę brać do 12 tyg. Najwyżej potem przejdę na insulinę. Nie będę teraz ryzykować.
Poprosiłam o przepisanie accofilu.
Bo Paśnik jest teraz zajęty i dostałam.
Za 3 tyg mam zrobić glukozę, mocz, morfologiie, odczyn coobsa.
Zrobiłam teraz TSH 1,17 to tylko cukry mi skaczą po encorton.
Oczywiście jakbym nie była sobą. Mam fajnego gina u którego kiedyś się leczyłam, ma super sprzęt. Będę chciała raz w tygodniu do niego jechać sprawdzić czy z maluchem jest ok. Bo ryzyko jest jeszcze około 3-4 tygodnie.
Dlatego jak mi doktor gratulował powiedziałam jeszcze się nie cieszę, a gratulacje przyjmę w 12 tyg.
Do tej pory pamiętam słowa Paśnika, proszę się jeszcze nie cieszyć, bo na tym etapie różnie może być.
I od tej pory zmieniłam nastawienie. I lepiej.
Teraz ten koronawirusa. Chyba tego najbardziej się boję. Bo narażone są osoby które biorą leki obniżając odporność. A ja przecież biorę encorton w dużej dawce. Więc jestem 1 w podstawce do tamtego świata.
W mojej pracy zrobili odizolowanie od ludzi z zewnątrz, dla mnie to mega plus. Inaczej już bym na L4 była.
Teraz pracy mamy więcej bo wszystko e-mail. Gdybym miała laptop służbowy w domu bym pracowała a tak......
Wczoraj rozmyślałam długo co robić
Stwierdziłam że jak USG w kolejnym tygodniu będzie dobre biorę wolne od 23-30 wykorzystam urlop z zeszłego roku. 30 USG w klinice jak z maluszkiem będzie ok to pójdę do pracy 31 i 1 a od 2 do 17 kwietnia idę ba urlop tzw wczasy pod gruszą abym dostała kasę, przyda się na leczenie.
A od 20 USG i L4. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Gdyby nie ten wirus od maja na L4 bym poszła, ale boje się, mimo że jestem odizolowana w pracy. A jaka mam pewność że inni są zdrowi. Nie mam.
Najgorzej że mąż pracuje na hali i tam też może się zarazić. Masakra. A na encorton będę jeszcze 6 tygodni.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2020, 17:58
Już myślałam że nam się udało okres spoźniał się tydzień postanowiliśmy że zrobimy test wyszedł negatywny jedna kreska 🙁stwierdziliśmy poczekamy, kolejny tydzień okresu brak kolejny test to samo jedna kreska. Dwa dni po dostałam okresu. Wstretna małpa spoźniała się aż 16 dni. A już miałam cichą nadzieję że w końcu nam się udało niestety nadal to samo.
Najgorsze w tym wszystkim jest to że ciągle myślę o tym jak straciłam swoje maleństwo, dwa lata po stracie nadal boli. Co miesiąc rozpacz że nie udało się, biorę leki witaminy nic badania są dobre a mimo to ciąży brak.
Rozpoczęcie stymulacji przesunięte o miesiąc ze względu na koronawirusa. Jest to dla mnie oczywiste i niczego innego się nie spodziewałam.. ale nie wiadomo skad jak zwykle pojawił się smutek i obawa ze znowu coś się wydarzy i nie dojdzie ani do stymulacji ani do punkcji, nie maja c już w ogóle nadziei na ciąże... wiem, wiem panikuje.
Po prostu się boje ze nigdy nie zostanę mamą.
Pojawiły się łzy ze strachu przed biegnącym czasem na który nie mam wpływu.
Boje się swojej endometriozy, która staje się coraz silniejsza od momentu zabiegu 
Dobrze ze moj partner mnie wspiera, ze rozumie, ze widzi racjonalne ale pozytywne strony każdej sytuacji..
W piątek był teansfer. Wszystko poszło szybko i sprawnie. Z 18 pęcherzyków dobrych było 9. 3 zamrożone, a 6 zapłodnionych i o dziwo mamy 6 zarodków. Jak przetrwają to w 5 dobie mrozimy. Testować mam 25 marca.
Jak na razie nic nie czuję, tzn. czytałam że te dwa tygodnie czekania na test są najgorsze. A ja po prostu cieszę się, że już jest po wszystkim. Drugi raz nie podejdę do in vitro, bo było to bardzo trudne przeżycie i drugi raz przez to nie przejdę. Po prostu cieszę się, że to już koniec. Nieważne jaki będzie wynik testu, bo podeszliśmy do in vitro i nic więcej nie musimy robić. Kończymy ze staraniami o dziecko. Jak teraz się nie uda to wrócimy po zamrożone zarodki ( jeśli takie będą) i tyle. Koniec z jeżdżeniem do lekarzy, szukaniem przyczyn, wydawaniem pieniędzy. Koniec z tym, nawet nie wiecie jaka jestem szczęśliwa.
Teraz jem ananasa. Szkoda, że wcześniej nie wiedziałam że świeży jest taki dobry. Na pewno po in vitro w naszym domu zostanie przynajmniej ananas.
Mam tydzień zwolnienia i bardzo się cieszę, bo po tych wszystkich hormonach nie mogę do siebie dojść. Ciągle jestem zmęczona i spać mi się chce. Dziś spałam 12 godzin, nigdy tak długo nie śpię
19dc
W tym miesiącu troche wyluzowałam.nie mam spiny na sex nie nalegam zbyt często.niewiem czy owulacja była czy dopiero będzie....
Skupiam się narazie na rzuceniu fajek.dziś 7 dzień bez....dużo żre.....myśle o fajach ale to z nudòw....siedzę w domu z dziećmi z powodu covid-19....
10 dc
Wesołego Alleluja 
Za dwa dni sono hsg - które może coś wyjaśni.
Od dwóch tygodni czekam na wynik cytologii, bez aktualnego mogą nie przeprowadzić mi badania. Zaryzykuje... biorę antybiotyk zgodnie z przepisana recepta od mojego nowego ginekologa.
Trzymajcie kciuki
14dc
W tym cyklu mam bardzo mało plodnego śluzu...
Dziś temperatura trochę spadła więc pewnie jak zawsze zacznie piąćsie do góry.
O ile była owulacja
Poniedziałek 23 dc / 31 cs - 3 po histeroskopii
Co zauważyłam u siebie... Na początku miesiączki jest dołek przełamany słodko-gorzką nadzieją, po miesiączce im blizej do owulacji tym ta nadzieja jest większa, bo przecież jest śluz,jest pęcherzyk, jest mąż czyli szansa jest!! Dobry humor utrzymuje się do kilku dni po owulacji. Po czym hormony - estrogeny i progesteron spadają pokrywając się z coraz częstrzym smutkiem, pytaniem siebie "czemu nie mogę mieć dzieci, znowu nic nie czuję, nie mam objawów", dopada PMS wtedy już deprecha na całego - żałoba. Kiedy przychodzi miesiączka najgorsze już za mną, cykl fizjologiczny na nowo, kołowrotek nastroju także. To oczywiście norma, takie rollercostery u kobiet, ale mam wrażenie że u mnie - staraczki, są to nad wyraz intensywne zmiany.
Jakie są fakty:
- dzień cyklu 23
- około 9 dzień po owulacji, tym samym już po implantacji - jeśli w ogóle zarodek przetrwał i do niej doszło
- PMS od piątku, czyli 6 dni po owu - cera szarzeje, piersi rosną, pobolewają.
- nie mam śluzu "ciążowego" był 3 dni po czym teraz susza, pustynia
- z plusów od piątku przestało boleć podbrzusze, a bynajmniej czuje dużo rzadziej i w zasadzie nie można tego nazwać bólem.
Na objawy ciąży za wcześnie, wszystko co czuję może być równie dobrze PMSem. Ach no i tak jak zwykle nie mam poczucia "że się udało", raczej przeczucie "nie udało się, znowu..... Ile jeszcze..." czyli wchodzę w kolejną fazę, depresja, smutek, złość, rozgoryczenie. Mam czas do okresu, i ponownie wejdę w fazę I - słodko-gorzką. I tak w koło... Nie wiem czy kiedyś w ogóle zostanę matką, a mój mąż ojcem. Muszę chyba poszukać innego celu w życiu.
Żeby zakończyć jakoś z hmm... Optymizmem, to ciesze się bo pogoda dopisuje i mogę być bardziej aktywna. Zawsze w marcu z pierwszymi ciepłymi promieniami i dniami budzę się do zwiększonej aktywności fizycznej. Więcej już uprawiam marszy, między 8-10 km, więcej ćwiczę w domu, generalnie więcej mi się chce. I to jest dobre, pozytywne.
To co teraz dzieje się na świecie nie mieści się w mojej głowie. Co więcej niesamowicie mnie przeraża - nie boje się o siebie tylko o malutką.
Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że coś takiego może się wydarzyć na świecie podczas mojego życia. Zawsze wydawało mi się to takie " odlegle", a tu proszę. Pandemia. Kwarantanna. Ulice puste, sklepy pozamykane, szczepienia odwołane - a nasze miało się odbyć 27 marca...
Najgorsze w tym wszystkim, że mała dalej mi się " nie podoba" to jak oddycha, to charczenie i świszczenie. Mam wrażenie, że ciężej jej się oddycha. Aczkolwiek śpi tak spokojnie, nie męczy się. Oddycha tak po spaniu, a czasem po jedzeniu. Nie wiem cz to kwestia tego, że się krztusi podczas jedzenia i to mleczko jej gdzieś tam w nosku zalega. Bo gdy podaje sól fizjologiczną a później próbuje odciągnąc katarkiem to nic po za tą solą nie odciągam.. Więc domyślam się, że to nie katar. Wcześniej jak robiłam jej inhalację, całkiem dobrze sobie z nimi radziła, a oastatnio jak chciałam jej zrobić to widziałam, że jej to nie idzie tak jakby nie chciałą złapać wziewu z maseczki od inhalatora...
Zmierzając do sedna. Zastanawiam się nad wizytą u lekarza, bo zapomniałam wspomnieć, że na domiar wszystkiego mamy problem z wagą. Po ostatniej wizycie u Pani doktor waga jej spadła. Później zaczęłam dokarmiać ją mm bo moja mama stwierdziła że mała jest głodna stąd ten jej przeraźliwy płacz. Oczywiscie po dokarmianiu waga wzrosła ( myślę sobie super). Po 2 dniach zaczął znowu pojawiać mi się pokarm ( tak, przez ten czas dokarmiania mm miałam go jak na lekarstwo) więc wyglądało na to że mała się najada więc odstawiłam mm. No i wczoraj ją zważylismy, a tutaj taka sama waga jak 4 dni wcześniej. Waga stanęła mała nie przybiera.. Już sama nie wiem co robić. Wiem, że to nie jest dobry czas na wizyty u lekarza, ale te wszystkie rzeczy tak strasznie mnie martwią, że szok. Tłumacze sobie, że może lepiej jest iśc teraz do lekarza póki nie ma jeszcze u nas żadnego przypadku koronawirusa, niż później jak się pojawi i będzie większe niebezpieczeństwo. Sama już nie wiem co robić. Nie potrafie podejmować takich decyzji. Jestem przerażona tym wszystkim....
A moja Królewna niech rośnie zdrowa i szczęśliwa ♥️♥️♥️
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.