Nea Zostawić po sobie ślad 29 marca 2020, 13:10

1dc
Więc jest i @.Zgodnie że wszystkimi znakami przepowiedniami i co tam jeszcze.We wtorek odstawiłam luteine .A dziś przyszła. Koszmarnie przechodzę.Tak mocno nie odczuwalam może z 10 lat.Bol brzucha plecow biegunka mdłości bol głowy nawet nogi mi dretwieja.Caly repertuar.Dzwonili też z kliniki do męża no muszą być problemy.Probka krwi do badań jest bezwartosciowa.Konieczne jest ponowne pobranie.Wyniki powinny być już na dniach A tak kolejne 6 tygodni czekania.Zawsze coś musi się coś nie udać.Czekan też na suple i nadal nic.Wszystko jest przeciwko mnie.Dodatkowo osoba z rodziny przyniosła nowine że moja sąsiadka jest w ciazy.Z taka radością i przejęciem to zrobiła że u mnie skończyło się na zamknięciu w łazience i przeplakaniu kilku godzin.To jest wyczucie.Dobrze wie że się leczymy.Czy to mi miało sprawić radosc?Wręcz przeciwnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2020, 16:12

Na dzień dzisiejszy posiadam w sobie ogrom nadziei na to że jednak przyjdzie kiedyś czas, w którym przytulę swoje maleństwo..znowu poczuję tę maleńką główkę na swoich piersiach, przytulę je do serca...nie wiem tylko czy potrafiłabym uwierzyć w to, że to nie piękny sen...z jednej strony tak bardzo tego pragnę z drugiej..boję się...boję się że będę to dziecko porównywała do moich córeczek których niestety przy mnie nie ma..a za którymi tak cholernie każdego dnia tęsknię.
Porobiliśmy tyle badań, poza moją krzepliwością wszystko jest ok więc dlaczego tak długo musimy czekać na cud? Czy w kolejnej ciąży gestoza się nade mną zlituje i odpuści? Tyle pytań a odpowiedzi brak.. cóż pożyjemy, zobaczymy...każdy dzień przybliża nas do wyczekiwanego cudu..

Margryy Kiedy się uda ? 30 marca 2020, 12:52

12dc - nadal mam śluzu dużo rozciagliwego,już od 3 dni. O co chodzi. To jakiś żart :)

9+6, waga 56,6 kg

Skończyłam odliczanie do wiosny, skończyłam odliczanie do zmiany czasu.

13 dni do Wielkanocy. 28 dni do końca pierwszego trymestru.

Minimalnie mnie wybrzuszyło. Nie jestem w stanie już "wciągnąć" brzucha. Wygląda, jakbym zjadła za dużo czegoś pysznego. Mieszczę się w ciuchy, więc nie kupuję jeszcze nic. Tym bardziej, że chciałabym mieć generalnie frajdę z przymierzania (choć naprawdę nie znoszę kupowania normalnej odzieży, robię to za karę, albo dostaję coś od siostry/mamy/Mężusia - płacę potem im, ale mają więcej cierpliwości do kupowania mi ciuchów i naprawdę wiedzą, co jest mi potrzebne). Mieliśmy też taki plan, że jak już zaczniemy się cieszyć (a to już się stało!!!) to przejdziemy się do sklepu z ubrankami niemowlęcymi i kupimy coś "sobie", żeby było i żebyśmy sobie patrzyli. Teraz przejście się jest niemożliwe, a przez internet - to nie to samo. Czekamy więc i na moje ciążowe i na niemowlęce. Ah, może się też okazać, że niemowlęce kupimy np. jeden bodziak czy coś i to będzie tyle, bo jak się pochwalimy, to zostaniemy zawaleni ciuchami, nie tylko od znajomych - teście staną się Dziadkami. Pierwszy wnuk/wnuczka w rodzinie. Obawiamy się trochę tego, ale też i powiedzieliśmy sobie, że jak to ma być wyraz ich radości - niech będzie, nie pozbawimy ich tego.

Rosół zamieniłam na żurek i ogórkową. Jem awokado, jem troszkę szpinaku (traktuję jak sałatę), nocne podjadanie sucharów zamieniłam na nocne podjadanie orzechów, nawet zjadłam budyń jaglany z wiśniami :) widać progres z krostami: ograniczenie pszenicy działa.

Mężuś nabył książkę ciążową "W oczekiwaniu na dziecko". Polecano nam jeszcze "Ciężarówką przez 9 miesięcy" i "Jak być w ciąży i nie zwariować". "CIężarówką przez 9 miesięcy" kosztowała 140 zł (!!!) albo była niedostępna, "Jak być w ciąży..." - nie spodobała mu się i w ten sposób wybrał "W oczekiwaniu na dziecko". Póki co - polecam serdecznie! Kniga wielka, chyba nie ma tematu, którego by nie poruszała. Spis treści: najpierw sprawy ogólne, zdrowie, dieta, a potem rozpisany każdy miesiąc (z możliwymi objawami, sposobami na nie, radami dla ojców), następnie poród, połóg. Mężuś zaczął od diety. A ja od 3 miesiąca :) fajne jest w niej to, że konstrukcja pozwala omijać tematy, które nas nie dotyczą. Czyli np. nie wszyscy muszą czytać o moim odbijaniu się, z kolei ja nie muszę czytać o zaparciach czy biegunkach.

Na odbijanie się (dalej obecne, choć w mniejszym stopniu) zalecili kisiel z siemienia lnianego i migdały. Przyznaję nieco pomaga, ale dalej potrafię mieć 2-3 godziny z życia wyjęte i poświęcone na odbijanie się. Na ból dziąseł - podwyższona higiena, natomiast farmaceuta (był tak miły, że przez telefon) polecił mi płukanie jamy ustnej naparem z szałwii.

Mężuś w tejże książce wyczytał, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że nasze dziecko będzie miało bujną czuprynę zaraz po narodzinach. Zgaga i jej powstawanie związane jest z hormonami, które odpowiadają za intensywny porost włosów - w książce poza siemieniem lnianym, w ostrzejszych przypadkach lekach, zalecają zakup szamponu do włosów dla niemowląt :) Zgadzałoby się, bo ja się urodziłam taka z czupryną, podobno nic nie było widać, tylko włosy, a na Chrzcie Św. rodzice słyszeli pomruki innych "założyli dziecku perukę do chrztu!!!" - anegdota rodzinna od zawsze :) Mówię więc Mężusiowi, że musimy zmienić pseudonim artystyczny z Tygryska na coś związanego z włosami "Kojak będzie w sam raz!" (to ten łysy detektyw z serialu z lat 80'). 😂

Na podstawie tej książki oraz przekopywania internetu Mężuś podjął decyzję, że nie kupujemy detektora tętna płodu oraz nie będziemy robić nieinwazyjnych badań prenatalnych innych niż PAPP-A. Ich koszt to min. 2500 zł. W chwili obecnej są to bardzo duże pieniądze dla nas (tym bardziej, że branża Mężusia została oficjalnie wykluczona z udziału w Tarczy Antykryzysowej i prawdopodobnie w czerwcu zamyka interes).

Moja intelektualna rozrywka to w chwili obecnej tetris oraz krzyżówki (zazdroszczę wszystkim, którzy mogą nadrabiać książki!!!). Poza tym oglądamy z Mężusiem "Początek życia" na netflixie. Całkiem ciekawy serial, otwierający oczy na pewne kwestie. Polecam!!!

Bardzo zazdroszczę wszystkim, którzy mają własne podwórka, choćby mikroskopijne - niestety siedzę w zamknięciu i dostaję świrka (chyba jak większość). Na świrka dokładają się sąsiedzi (na górze - dzieciaki mają zdalną szkołę, kłócą się o dostęp do kompa, rodzice na nich wrzeszczą, że nie zrozumieli zadania domowego; obok sąsiad ma pracę zdalną i musi pracować przy radiu na cały regulator (gdyż, jak twierdzi - inaczej nie potrafi), a z drugiego boku sąsiad już nie wychodzi na fajeczkę przed blok, ale pali w mieszkaniu - do kuchni czasem nie jestem w stanie wejść, bo tak wali - kupiłam neutralizatory powietrza, mam nadzieję, że pomogą). Wiem, że niektórzy wychodzą na spacery, mój lekarz zakazał i się słucham, choć to trudniejsze niż myślałam. Otwieram okno do słońca i wyobrażam sobie trasę do apteki, do piekarni, do cukierni, na gofry, potem do naszego przyszłego mieszkania, potem wyobrażam sobie taki dłuższy spacer do rodziców, a potem staram się sobie przypomnieć ulubione miejsca z miast, w których mieszkałam. Pojawia się więc Ogród Botaniczny z Lublina, Ogród Saski w Lublinie, Ostrów Tumski z Wrocławia, Park Szczytnicki z Wrocławia i moje trasy spacerowe z Katowic - w stronę Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, w stronę archikatedry, w stronę ogródków działkowych, czy wzdłuż Rawki. To już trudniejsze zadania, ale zajmują czas.

Mężuś zadbał również o mój wysiłek fizyczny. Na razie było to raz dziennie po 15 minut (i byłam wyczerpana) 2 dni pod rząd. Gumy do ćwiczeń - wiążę przy kaloryferze i mam 2 ćwiczenia na ręce (bicek i tricek, czyli firaneczki - które niestety już się pojawiły) oraz jedno ćwiczenie na pośladki (smętnie oklapły, a dobrze się już czułam z kształtem swojej pupy). Akurat na te elementy narzekałam (dobra, dobra, kto nie narzeka na utratę figury! 😜 wiem, że to nie jest najważniejsze, ale to też powolny sposób na delikatne wprowadzenie aktywności fizycznej po 10-11 tygodniach przerwy). Ćwiczenia w żaden sposób nie angażują brzucha.

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 30 marca 2020, 12:31

17dc, 6dpo
Poniedziałek zaczął się kiepsko, bo dowiedziałam się o 3! śmierciach osób z otoczenia, w tym jedno potrącenie śmiertelne 23-letniego chłopaka prze pijanego recydywistę, który miał ponad 3 promile, szok! Okazało się, że ten chłopak to siostrzeniec koleżanki, której w nocy umarł ojciec. Trzecia śmierć to żona jednego z pracowników w naszej firmie. Takich poniedziałków nie lubię. Na szczęście na forum staraniowym dzisiaj wysyp pozytywnych testów i trochę to podniosło mnie na duchu i mega się cieszę szczęściem dziewczyn. Przez weekend najadłam się strachu, że będę musiała mieć kwarantannę. Kolega mojego męża w pracy kaszlał krwią. Ciężko powiedzieć co czułam czekając na jego wynik, strach, niepewność, żal, nawet trochę się cieszyłam, że posiedzimy z mężem w domu. Na szczęście wynik negatywny. Od razu pojechałam do sklepu zrobić zakupy.
Dzisiaj chyba 6 dpo i jestem spokojna, na razie nie myślę co będzie, aczkolwiek piersi od czasu do czasu czuję, nie bolą, nie szczypią, po prostu czasem dają znaki, że tam są.

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 30 marca 2020, 15:06

5t2d
Wczoraj rano miałam mikro plamienie, tak jak w poprzedniej ciąży. Nie panikowałam, wzięłam lek rozkurczowy (zostały mi zapasy) i starałam się oszczędzać, tak jak w poprzedniej ciąży zaleciła mi ginekolog. Od trzech dni nie ćwiczę, nie spaceruje od 2 tyg, to nie jest zdrowe. Plamienia już nie ma, wiec wrócę do ćwiczeń dzisiaj.

Zdecydowałam, ze podczas tej kwarantanny popracuje nad moim cv, trzeba je uczynić bardziej interesującym ;) przygotuje się do rozmowy kwalifikacyjnej w j. angielskim, bo jest szansa, ze po wszystkim koleżanka załatwi mi rozmowę w firmie ubezpieczeniowej. Kiedyś angielski był dla mnie językiem obcym, którym nieźle się posługiwałam, ale od kiedy na codzień mówię w innym języku, angielski poszedł w zapomnienie. Rozumiem nadal dużo, ale z mówieniem jest problem.
Teraz jeśli dobrze pójdzie, wyjdziemy z kwarantanny za jakiś miesiąc, rozmowę w najlepszym wypadku miałabym za półtora miesiąca. Brzuch nie powinien być jeszcze widoczny, ale... Jeśli dostałabym tą pracę, byłoby idealnie, nie musielibyśmy się martwić o nasza sytuacje finansową. Z drugiej strony, jeśli mnie zatrudnia i po dwóch miesiącach dowiedzą się, ze jestem w ciazy... marna sprawa. Jeśli do wakacji nie znajde pracy, potem nikt mnie nie zatrudni.
Jeśli nie znajde pracy, damy sobie radę do końca macierzyńskiego, który trwa u nas 8 tyg (szaleństwo), potem moze być ciężko, stad mój stres.
Trzeba myśleć pozytywnie. Od zawsze wierze, ze wszystko ma swój cel. Kiedy byłam mała dziewczynką, straciłam mamę. Ktoś wtedy powiedział mi, żebym się nie martwiła, bo ona jest cały czas ze mną, od tej pory będzie mnie obserwować z nieba, będzie jak anioł stróż, będzie nade mną czuwać. Mocno w to wierzyłam, ta myśl towarzyszyła mi od tamtej pory. Dzis jedyne co się zmieniło, to to ze już nie mam tego żywego obrazu mojej mamy, która patrzy na mnie z nieba, ale wierzę w jakaś siłę, która dąży do ładu i harmonii.

WrednaZośka Walczę dalej 30 marca 2020, 16:26

Rano złapał mnie dół. Odkąd siedzę w domu więcej myślę. I wysypiam się. Więc śnię. Normalnie padałam zawsze spać po intensywnym dniu, wyłączałam myślenie i łapałam ile snu dam radę, rano jak budzik dzwonił zapomniałam o ewentualnych snach. A teraz śnię - że mam dzieci, że walczę z problemami, że adoptuję dzieci, że to że tamto. Super. Wstaję zdołowana.
Trzeba się czymś zająć, pomyślałam. Dziś i jutro załatwiam zaległe papiery, obliczenia, zestawienia do pracy. Nigdy nie było na nie czasu. Najgorsze że nie wiem ile miesięcy zmarnuję bez możliwości transferu ;(

64 dc 9 tc

Jak ja się bałam jechać na USG. W końcu stwierdziłam niech się dzieje Wola Boża.
Gin pierwsze zapytał się o samopoczucie i czy zakładamy już książeczkę ciąży. Ja mu mówię nie mam żadnych dolegliwości. To stwierdził że pierw USG potem książeczka.
USG wykazało że maluszek żyje ma się dobrze wg lekarza jest silny.
Ma 2,39 serduszko bije. I odpowiada swojej dacie.
Ale co złego mam wielkiego krwiaka.
Nie wiadomo skąd się wziął ale jest zagrożeniem.
Dostałam zalecenia dużo odpoczywać, nic nie dźwigać i też nie leżeć nom stop plackiem bo to też nie dobre.
Mogę pracować w domku a po pracy leżeć. W razie krwawienia mam jechać do niego. Tak to USG 14.04 wcześniej bo chce sprawdzić co z krwiakiem.
Dostałam skierowanie na NFZ na badania prenetralne jadę na nie 20.04
Do tego gin kazal mi odstawić encorton bo są takie zalecenia od Państwa. Ja mu mówię że paśnik mi kazał brać aby nie poronić. A tym bardziej że siedzę w domu.. zapytał się do kiedy będę brać ja mu mówię do 12 tyg więc już niedługo. Czyli miesiąc.
Na grzybicę dostałam czopki pinaficum czy jakos tak
Ale dziś widzę poprawę po lactovaginal i provag biorę 2*2 więc nie będę brać prochów.

Myślę od czego jest ten krwiak.
Choć mój zaufany gin 2 tyg temu widział małe place krwiaka czyżby tak szybko urosły a teraz co zrobić aby się wchłonęły.
Postanowiłam popracować do 22 kwietnia. Chyba że będę krwawić wtedy pójdę szybciej.
Ale nie będę się przemęczać.
Mąż mi zrobił leżankę koło komputera. Rozkładany tarasowy fotel. Jak nie będzie co robić będę leżeć i klikać myszka że jestem obecna w pracy. Tym bardziej że przez epidemię jest mniej pracy.
Dźwiganie co ha ostatnio dźwiglam. Napewno kota który waży 5 kg a tu tabletkę dać a tu na kolanka. Więc od jutra jak chce na kolanka to niech sam wskoczy , tabletka będzie w karmie.
A tu garnki z zupka a tu z ziemniaczkami się dzwiglo. Koniec z gotowaniem..Robię wolne od tego
Do 0,5 kg będę tylko brać np kubek z wodą itd
A dziś zaczął mnie bardzo bolć brzuch po tym super wieściach. To pewnie nerwy.
Myślę teraz czy czasem nie zmnjejszyc acardu ze 150 na 75. Może to przez to.

Najgorsze jak ja wytrzymam w łóżku.
W weekend przeleżałam, teraz leżę i mam dość. Od jutra praca zdalna więc trochę pracy i odpoczynku może wtedy będzie mi się lepiej leżeć.
Planowałam wypady godzinne aby cukier zbijać a będę musiała wychodzić na 15 min spacerki aby się dotlenić.


monnkej Mama Teosia i🤰Rity 20 kwietnia 2021, 11:31

Wczoraj 8dpo test biały, dzisiaj widzę już na teście 10 mlU cień. Czy to może być prawda? A może po prostu zalałam ten test i moje oczy chcą to widzieć. Cudem powstrzymałam się przed podjechaniem do laboratorium... jutro wszystko się okaże. Boje się, ze jedyne co zobaczę jutro to jedna mocna kreska...


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2021, 11:32

Postanowiłam dalej pisać.
Moje życie to jedna wielka huśtawka nastrojów. Jak zapomnę, że się staramy, to jest ok, sobie żyję. I nagle przychodzi ta myśl - a co jak nigdy nie zajdziesz w ciążę? W tym cyklu na pewno się nie uda! - i takie tam...
Wpadłam już w taką obsesję, że sprawdzam na FB kto jest w ciąży, a kto nie... heh... albo obstawiam, kto za chwilkę będzie w ciąży.

Po poronieniu to będzie teraz już 5 cs. 1 cs to był ten oszukany cykl z dwiema kreskami - prawdopodobnie bezowulacyjny...potem 2 cykle, gdzie się spinaliśmy jak szlag, żeby zajść i co? I dupa. W kolejnym cyklu olałam i kuźwa przegapiłam owulacje - zajebiście! Teraz stawiam na seks co dwa dni - codziennie męczy, co dwa dni jest tak ok, że dam radę, tym bardziej, że siedzę teraz w domu, więc możemy w każdej chwili :D

Ogólnie czuję się chujowo, coś mi wyskoczyło na twarzy, jakieś uczulenie czy coś, nie wiem. Przytyłam, ale jak zaczęłam biegać to potem miałam dwa dni zakwasy i czułam się jak na kacu, więc jeżdżę rowerem... ale też tak o... próbuję z jogą. Próbuję wszystkiego, ale w nic się tak naprawdę nie wkręciłam. Może serio muszę po prostu zapomnieć o tej ciąży, dzieciach, brzuchach i żyć! Beczenie raz na dwa tygodnie raczej nie pomoże mi w zajściu w ciąże... żarcie chipsów i czekolady raczej też nie.

Wczoraj beczałam jak głupia cały dzień. I nie, nie jestem przed miesiączką - jestem przed owulacją, więc powinnam być pełna nadziei, no ale...te wszystkie brzuszki na FB mnie doprowadzają do płaczu. Poza tym kompletnie nie wiem, jak mam się bzykać, żeby zajść. Moje cykle są takie długie - 35 dni!!! A ostatni trwał nawet 43 dni... eh...

Badania porobione, hormony ok, nasienie ok, w środku ok - mój nawet usg jąder zrobił i ok. To więc co??? Gdzie to dziecko???!!!

Moja Pani Doktor to faktycznie anioł! Na drugiej wizycie kiedy juz moj stres opadł to udało mi sie to odkryć!
A po monitoringu - mamy 4 pecherzyki, małe ale dajemy im szanse do piątku kiedy to kolejny monitoring! Poki co mam zadbać o endometrium (5 mm) takze czerwone winko, morele, a na śniadanko jajeczko i awokado. Jak jeszcze cos kojarzycie to podrzućcie pomysły. Mamy plany z Panią Doktor i nie damy sie temu wirusowi!

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 31 marca 2020, 10:08

Lada dzień mija 18 miesięcy. Niedawno polubił i nauczył się układać puzzle z dziurką czuczu. Umiie też dopasować klasyczne puzzle z dwóch elementów ale technicznie nie potrafi ich połączyć, więc tylko wskazuje a ja łącze lub pomagam mu manipulować puzzlem.
Dużo bawi się w chowanego. Dokładniej mówiąc chowa przedmioty i pokazuje gest nie ma. A ja muszę szukać. Śmieszy go gdy "nie umiem"i znaleźć. Zazwyczaj chowa coś kilka razy pod rząd w tym samym miejscu. Prawdę mówiąc już mi bokiem wyszła ta zabawa.

Kocha kaczuszki, pieski i ptaszki. Oraz niezmiennie auta. Zwłaszcza koła.
Głaszcze mnie kiedy płaczę. Nie żebym jakoś regularnie płakała przy dziecku ale czasem ogarnia mnie taka bezsilność że....
Coraz fajniej bawi się autkami, trzeba będzie pomyśleć o wykładzinie w drogi. Książeczki poszły w odstawkę. Coś tam czasem oglądnie ale ogólnie to ma je w nosie. Spodobało mu się Duplo ale na razie bardziej figurki i zwierzątka niż budowanie. Rozumie że klocki można łączyć ( w końcu uklada megablocks) ale sprawia mu to trudność.

Hitem jest przelewanie wody. Jeśli fascynacja utrzyma się do wakacji to chyba bedzie mi się aż nudzić tak siedzieć obok i nic nie robic haha

AZS ostatnio nasilone. Obstawiam reakcje alergiczna na kakao/czekoladę. Oprócz tego klasyczne kurz i roztocza chyba go podrażniają. No tak AZS i alergia lubi iść z astma w parze eh . Dostaliśmy lek na alergię i ściągnęłam zasłony . Myślę jak tu zaaranżować podwójne okno balkonowe żeby nie było "łyso" ale nie zestaw firanka i zasłona. Narazie jest pusto i znając trwałość prowizorki to pewnie długo tak zostanie zwłaszcza że krawcowe nie szyją teraz.

Ostatnio słabiej je. Nie wiem czy to kwestia rozwojowa czy po prostu chodzi o trzy zęby które właśnie się przebily i brną dciągnieo przodu.

Często podchodzi do mnie bierze moją rękę i ciągnie kiedy mam mu towarzyszyć w zabawie lub iść z nim do drugiego pokoju. Czyli przez większość dnia. Ciężko usiąść sobie nawet na 5 min.

Z okna w kuchni widać budowę nowej drogi. Tak, spędzam w tym oknie dluuuugie chwile z młodym na rękach żeby lepiej widział.

Za to na spacerze nie ma szans aby podał rękę. Póki co są kaptury za które mogę go trzymać żeby nie uciekł ale boje się lata . Serio. Boję się. Bo on strasznie ucieka a chodzić chce tylko po drodze a za Chiny po chodniku. Wózek oczywiście coraz mniej atrakcyjny.

Spać nie chce niezależnie od poziomu zneczenia. Jęczy, ledwo na oczy patrzy ale zapytany czy idziemy aaaaa kręci głową. Usypianiu towarzyszy nam początkowo wrzask, pisk, placz, wyrywanie się. Potem się wycisza i usypia.

Ogólnie był bardzo wymagającym niemowlakiem, potem był okres lepszy a nawet dobry, a teraz znowu robi się mega ciężko.

Mowa idzie do przodu w bardzo żółwim tempie jeżeli dalej tak to będzie wyglądało to pewnie czeka nas logopeda. W tym miesiącu w zasadzie żadnego nowego słowa. W prawdzie już ucieszyłam się na jedzie i liść. Ale to był chyba przypadek,.bo więcej nie powtórzył.

Zakupiłam ostatnio różową książka jak mówić do maluchów i będę chciała do niej przysiąść bo są rzeczy z którymi nie potrafię sobie poradzić na przykład uciekanie na spacerze. Przeraźliwy pisk wrzask jako wyraz nawet najmniejszego sprzeciwu. Choć nie wiem czy mi pomoże bo myślę że sedno problemu leży w niskim poziomie komunikacji. A to powoduje frustracje.

kiedyś mówiłam że na 18 miesięcy zacznę odpieluchowanie a nawet nie mam nocnika i nie wiem czy w ogóle podejmę próbę w to lato. Pielucha to jednak wygoda. Zresztą ja nie widzę u niego gotowości - ponownie komunikacja.

Nadal nie ma swojego pokoiku. Śpi kątem u nas nadal z barierkami bo rzuca się po łóżeczku strasznie. Jedna pobudka na mleko. Zabawki w salonie przyprawiają o ból głowy. Niestety mój kamikaze nie jest gotowy na własną przestrzeń. Ma szalone pomysły i muszę go mieć na oku cały czas.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2020, 10:18

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 31 marca 2020, 12:27

18dc, 7dpo
Niestety moje piersi zrobiły mnie w konia i dzisiaj już ich nie czuję, ale wiem, że szansa i tak jest. Nie nastawiam się na nic bo wiem, że kiedyś na pewno zajdę w ciążę, może to będzie teraz, a może za miesiąc/dwa, nie poddaję się!
Wczoraj zadzwoniła do mnie jakaś Pani na telefon służbowy i mówi: "pani jest mamą Janka? wysłałam do pani wiadomość na librusie, ale widzę, że pani nie odczytała..." szybko ją wyprowadziłam z błędu choć w duszy się zaśmiałam, że to może jakiś znak od losu. Opowiedziałam tę historię mojemu, a on mówi, że nawet podoba mu się imię JAN. Mi też się podoba, ale mam wybrane inne. W ogóle to mam wybrane kilka imion dla chłopców, a dla dziewczynki się waham i mało które mi się podobają. Odkąd zaczęliśmy się starać mam dziwne uczucie, że pierwszego urodzę syna. Fajnie będzie za kilka lat, jak już będę mamą, wrócić się do tych wspomnień.
Wkręciłam się w mówienie do brzucha i swojej macicy. Nie robię tego zbyt często, ale czasem mnie coś natchnie. Dzisiaj, jak myłam zęby szczoteczką elektryczną to zabolał mnie brzuch na dole i tak mnie ciągnęło jakiś czas. Pomyślałam, że pewnie dzidzia szuka miejsca na zagnieżdżenie i mówię do niej: "Nie bój się, mamusia tylko zęby myje. Jak już się urodzisz to cię nauczę, nauczę cię wszystkiego, pokażę ci cały świat". Po tym momentalnie przestało boleć :D

Wczoraj były wyniki kariotypu męża ☹️☹️☹️☹️
Kariotyp nieprawidłowy, dodatkowy chromosom X, zespół klinefeltera 😪😪😪😪 nie wiem co dalej 😪😪😪😪
Wczoraj powiedział, że jakby wiedział, że tak jest to by się że mną nie ożenił, bo tylko mi życie zmarnował i że tacy jak on nie powinni się rodzić w ogóle 😪😪😪😪😪
Wyć mi się chce niemiłosiernie 😪😪😪😪😪😪

zuzelka wydawało się to takie proste 31 marca 2020, 18:00

Dziś 7tydz 2dzień wg mojej aplikacji w telefonie. Wizytę serduszkową mam po jutrze.
Od jakiś dwóch tygodni mam mdłości i ciągnie mnie na wymioty ale dopiero dziś pierwszy raz zwymiotowałam.
A tak mnie wszystko wkurza !!! Wrrr...
Poza tym okazało się że moje zwolnienie będzie wyliczane z ostatnich 12 miesięcy pracy wiec finanse nie będą zbyt kolorowe :( póki co jakoś wszystko pod górkę ...

Marysia dziś zaczyna 4 miesiąc z wagą 3930g wzrost nieznany. Mam nadzieję że trochę urosła bo ubranka 56 nadal pasują i nadal za szerokie. Moja kochana mini Kropka ❤️

Jest cudownym grzecznym dzieckiem. Nie wiem co to płaczliwe dziecko. Awantura jest tylko podczas wyjmowania z kąpieli (ratunku! Rodzice mnie torturują, no dramat 🙈), bo sama kąpiel to chillout 🙃 czasami też płacze gdy nagle sobie przypomni, że jest głodna, no ale tu cyc załatwia sprawę 😊

Nie wiem też co to kolki, przeżyliśmy tylko w styczniu jeden atak, ani co to odparzenia pieluszkowe, czy potówki.
Za to przekopałam odmęty Internetu co do problemów z cerą niemowlęcą. Początkowo zapowiadało się na zwykły trądzik niemowlęcy. Tak powiedział pediatra D. i kazał nam stosować kąpiel z nadmanganianu potasu, a buzię przemywać wodą. Marysia miała czerwone plamki na główce i buzi. Zasadniczo rutynowe postępowanie. Z czasem główka nadal była czerwona, ale policzki stawały się coraz bardziej szorstkie i czerwone jakby ktoś jej przyłożył żelazko do buzi😟 Było coraz gorzej. Podczas szczepienia inna pediatra R. (wolę tego pierwszego pediatrę D., no ale ta R. akurat obsługuje zdrowe dzieci i szczepionki) powiedziała że trądzik, a policzki są takie od pocierania (Marysia jak tylko ją nosiłam na rękach tarła o mnie policzkami - pewnie ją swędziały) więc mam smarować je Linomagiem. Zrobiłam to tylko raz, bo nie było poprawy. Ech, w końcu wyczytałam na jakiejś grupie o Bephantenie Sensiderm. Trzy dni i wszystko zbladło, poprawiło się, w końcu prawie znikło 💪mama znachor diagnosta, niech żyją grupy na FB💪 Prawie, bo nadal dzień niesmarowania powoduje nawrót. Czasami zmieniam na krem z Dermediki no ale Bephanten wymiata. Aha i nauczyłam się robić kąpiel z krochmalu. Mączka ziemniaczana jest dobra na wszystko!
Gorzej, że tylko łagodzę objawy, a nadal nie wiem co dolega Marysi. Może to skaza białkowa (odstawiłam nabiał, od jutra będę znowu piła mleko i zobaczymy czy coś się znowu pogorszy), czy AZS - to chyba bardziej bo na to jest m.in. Dermedika, a może jeszcze coś innego🤔 Problem jest tylko na buzi, więc nie ułatwia to diagnozy, ale też całe szczęście że reszta ciałka ok .Z nikąd pomocy, więc mam nadzieję że nie przedawkuję Bephantenu, zaraza minie i udamy się do dermatologa, alergologa i całej rzeszy innych specjalistów, którzy nam przepadają 🙁
Ach, nawet nie wiem kiedy zeszły Marysi czerwone plamki z główki, bo zaatakowała nas ciemieniucha 🙄 Najpierw Baby Cup, oliwka, potem Ziajka i Olejuszka... na szczęście coś z tego pomogło. Też fakt, że szybko zareagowałam, nie było tego za dużo i już wychodzimy na prostą, tylko jeszcze suche skórki są gdzieniegdzie.
To tyle z dermatologii.
Acha, sama mam cerę nadal super. Zastanawiam się czy nie dlatego, że nie ładuje na nią żadnych fluidów, pudrów itp. tylko krem. Hmmm, może to jeszcze hormony po ciąży, a może wystarczy dać skórze oddychać ;)

fotures Nadzieja 10 listopada 2020, 09:20

39+1
3 dni w szpitalu, jedna próba wywołania- nieskuteczna, 3cm rozwarcia i wypis do domu. Wody się odnowiły i są w normie, na poród mam czekać w domu. Nie chca dalej indukować bo boja się ze skończy się cesarka- plus za podejście :) Kontrola 20 jak nie urodzę, chociaż wróżą ze potrwa to 2/3 dni ale jakoś nie do końca wierze w to ;)

Nea Zostawić po sobie ślad 1 kwietnia 2020, 14:51

4 dc
Wczoraj zakończyliśmy kwarantannę.Dzwonili z sanepidu i oficjalne pismo przyszło jakby ktoś miał wątpliwości.Bajzel tam jest nieziemski osob nie kogą znaleść i adres tez nie wiem skąd taki jest.Przynajmniej jedno z głowy.Wszystko w zawieszeniu.Dzis byliśmy w lab mąż krew oddawał do badania kariotypow bo poprzednia próbka bezwartościowa była.Teraz czekanie na wynik.W klinice wizyt nie ma ale to i tak nic by nie dało.

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 1 kwietnia 2020, 08:41

Ostatnie kilka dni było całkiem dobrze. Otrząsnęłam się trochę.
Ale dzisiaj jest dzień szczególny. Kwiecień jest miesiącem szczególnym.

Na dzisiaj miałabym termin porodu z drugiej ciąży - mojego międzystaraniowego Cudu.
To będzie dla mnie smutny i ciężki dzień.

Kwiecień cały taki będzie - w zeszłym roku w kwietniu pierwszy raz udało mi się zajść w ciążę. Pierwszy raz też w kwietniu ciążę straciłam. Chcę "uczcić" tylko tę pierwszą rocznicę tych wydarzeń. Tylko w tym roku. To będzie koniec mojej żałoby.
Koniec rozpamiętywania i snucia domysłów z serii "co by było gdyby". Koniec pewnego, bardzo bolesnego etapu życia. Początek czegoś lepszego.

Choć często zadaję sobie pytanie, czy jeszcze kiedyś się uda. To gdzieś głęboko tli się jeszcze we mnie iskierka nadziei. Choć byłam przekonana, że zgasła kompletnie muszę ją rozpalić. Bo jak ja przestanę wierzyć, to kto będzie wierzył za mnie? kto pchnie mnie do działania? Mojej głowy nikt za mnie nie opanuje, nie ogarnie. Muszę sama sobie pomóc.
Nie wiem jak zakończy się ta cała przygoda. Nie wiem jak rozwinie się dalej akcja. Nie wiem też, czy czekają mnie kolejne dramaty. Ale chcę kur#a wierzyć w ten pieprz#@y happy end i żyli długo i szczęśliwie...

Mam dzisiaj gorszy dzień. Znajoma z maleństwem wychodzi dzisiaj do domu. Widziałam się z jej mamą, opowiadała mi o wnuku. Rozumiem jej radość ale tak strasznie mi przykro i smutno że ja nigdy nie doświadczyłam tego że wyszłam z dzieckiem do domu..że maleństwo spało spokojnie z swoim łóżeczku..tak cholernie mi dzisiaj smutno :( wierzę..z całego serca wierzę że Bóg się nad nami zlituje ale czy napewno? Dzisiaj mam dzień zwątpienia we wszystko..w sprawiedliwość Bożą, w to że będzie mi dane być ziemską matką...może rzeczywiście moim przeznaczeniem jest być tą wybrakowaną? Niedogną posiadania dziecka? Może to właśnie mój dom ma być już zawsze smutny i pusty?
Boże dlaczego to właśnie ja? :(

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)