Kwarantanna dzien 22466678899097655 🙈
Pomału zaczynam wariować. Ja nie wiem czy to kw3stia siedzenia w domu czy pomalu wchodze w jajas depresje, ale ciagle mam wrażenie ze robie wszystko zle przy malej. Że źle ja podnosze, źle nosze, źle odkladam, że przeszla juz praktycznie na mm bo ja stracilan pokarm. Nie wiem czyvto kwestia tego calego stresu tego co się dzieje.. Ale kazde karmienie to dantejskie sceny ona wyla a ja razem z nią, caly dzień histerie. Jak sie okazalo ona sie po prostu nie najadala, bo teraz wyglada to zypelnie inaczej.. Liczylam na to ze ten zatkany nosek to wina alergii na bialko mleka krowiego. No ale sie przeliczylam. Pani doktor powiedziala ze jak sie to uspokoi to da skierowanie do laryngologa, tylko kiedy to sie uspokoi...
Ja oszaleje naprawde, moja glowa peka od mysli, wyrzutów sumienia, przemyślen, zmartwień i od wszystkiego co tam się jeszcze zmiesci...
Księżniczko rosnij pieknie w zdrowiu ♥️

Sumireguska Pamiętnik Sumi 14 kwietnia 2020, 12:26

Partner miał obawy, kiedy proponowałam serduszkowanie stwierdzał że "ooo bo chcesz mieć dziecko i tylko dlatego proponujesz". Stwierdziłam że nie jest gotowy, odczekaliśmy pół roku - rozmów, ustaleń - aż w końcu coś pykło. Nadal nie jest do końca przekonany ale z drugiej strony mówi że kiedyś na pewno chce. Tylko niestety tego kiedyś nie można przeciągać w nieskończoność...
Sam ostatnio wręcz stwierdził że czuje sie tak jakby niedawno jeszcze był dzieciakiem a teraz sam ma mieć dzieciaka, nie może jakoś to do niego dotrzeć - a ma 30 lat :)
Takie dziwne czasy.
Spotkałam się też z takimi stwierdzeniami (a jest ich coraz więcej) że niedługo przyjdzie 'zagłada' w związku ze zmianami klimatycznymi i dziewczyny specjalnie nie chcą zachodzić w ciążę żeby nie sprowadzać na taki świat dziecka. Dla mnie osobiście to już trochę przesada, nie wiadomo co przyniesie przyszłość a jeśli okaże się że jednak będzie ok to strasznie to bedzie przykre dla tych par.. nie wiem..

Kolejny dzień pracy cale szczęście ze nie musze leżeć bo chyba jedlibyśmy suchy chleb :/ zrobiłam dzisiaj kapusty z grochem i grzybami. Zostalo mi parę rzeczy dekorowanie pierników, ciasta, sałatka i barszczyk ryby mój mąż bedzie robił. Ze sprzątania łazienki odkurzanie i umycie podłóg. Jakbym miała to wszystko 1 dnia zrobić to chyba bym sobie w łeb strzeliła :/ Choinkę tez mam już ubraną. W tym roku kupiłam nowe bombki są piękne ręcznie malowane najpiękniejszy prezent jaki mogłam sobie zrobić na swieta ;)

13 dpt, 29 dc, 4+1 wg OM

Najchętniej poszłabym spać i spała aż do usg. Bardzo bardzo się boję. Wiem, że zaroduś podjął walkę i jestem przeszczęśliwa. 🍀 Kropuniu proszę Cię walcz dalej. Nie odpoczywaj już tylko walcz. 🙏🏼🙏🏼🙏🏼

Nie wiem jak przetrwam do czwartku. Równo za tydzień będę już wiedziała, czy jest pęcherzyk. 🙏🏼 Gdy zobaczę serduszko obiecuję sobie, że już się uspokoję.

Plan do czwartku to dużo leżeć, odpoczywać i w miarę możliwości spać. Do tego netflix i książki.

Margryy Kiedy się uda ? 28 marca 2020, 17:21

10dc
Dziwna sprawa, po temperaturze wnioskowałam ze owulacja była przedwczoraj i był trochę zauważalny śluz płodny ale nie dużo. Dzisiaj od rana zalewa mnie nim bardzo dużo wiec to chyba jednak dzisiaj 🤪 staramy się z m co 3 dni bo wtedy wydaje mi się , ze nasienie ma najlepsza konsystencje. Zauważyłam , ze po profertilu jest bardzo gęste i rozciągliwe jak nasz płodny.. Dzisiaj przypada dzień 3. Idealnie się to dopasowało. Ostatnio odkąd jest koronawirus i nie muszę chodzić do pracy ,wychodzę za dom w pole i robie trening na świeżym powietrzu. Ale mnie wszystko boli masakra. Dzisiaj włączymy sobie teen wole na netflixie , przed nami jeszcze 70 odcinków ale radość. 🥳🤩.Chyba przestane mierzyć temperaturę i skupie się tylko na śluzie.
Pozdrawiam wszystkie dziewczynki jesteście bardzo dzielne.Uwielbiam was czytać i razem z wami przeżywam wzloty i upadki. Pozdrowionka 🤗


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2020, 17:33

Margryy Kiedy się uda ? 28 marca 2020, 19:52

Znajoma z 6 dzieckiem w ciąży no kur.. :D nie chciała i jeszcze mówi , ze narazie myśli ze nie jest i jest ok hehehe.. Ja piernicze


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2020, 20:51

margarethe Ciagla walka 29 marca 2020, 09:10

Postanowilam przelewac swoje emocje. Na poczatku czas leci tak wolno.... tyle czasu staran, klinika nieplodnosci. Na dodatek badania nasienie meza nie wyszly najlepsze, nie wiem czy faktycznie wynik byl tak kiepski czy to wina dlugiego ponad godzinnego transportu w zimnie.

Ku zdziwieniu kliniki... udalo sie, pozytywne testy, beta HCG potwierdzila ciaze ale na USG jeszcze za wczesnie... oczywiscie naczytalam sie w internecie historii i poronieniach o pustych jajach i lek i stres nie pozwalaja mi funkcjonowac ani spac. Odliczam dni, godziny i sekundy do USG, prawie nie spie, trzese sie jak galareta, ciezklo mi sie uspokoic... jeszcze 3 dni..

WrednaZośka Walczę dalej 29 marca 2020, 10:54

Ale by były jaja gdyby się części ludzi udało zajść w ciążę samoistnie podczas tej przerwy w klinikach. Po cichu trochę trzymam kciuki ale mózg mi krzyczy że na logikę nie ma przecież szansy.... oooo co za świat!

dagmara Mój wyścig z czasem. 10 listopada 2020, 07:25

No i już po. Po kolejnej - czwartej ciąży. Jestem już po zabiegu i badaniach genetycznych zarodka.
Dziękuję dziewczyny za rady, że powinnam obstawić się heparyną, encortonem i progiem. U mnie nie o to chodzi. Mój organizm "nie zwalcza" ciąży i dobrze ją "trzyma". Problem jest gdzieś indziej.
Powodem ostatniej straty był zespół Edwardsa. Powodem poprzedniej straty był... zespół Edwardsa... Także wadliwa komórka jajowa. Ciekawe tylko, że zawsze jest ta sama wada...
Nie mam pomysłu co robić dalej i czy w ogóle coś robić...
Znacie taki przypadek?

Po pandemii, po tym przymusowym wspólnym siedzeniu w domu zapowiadają falę ciąż albo rozwodów. Na rozwód się nie zanosi, bo jest nam całkiem dobrze, ale ta druga opcja wygląda kusząco! 🤭
Ale też niech już ta pandemia się skończy... Chcę zacząć działać. Zapisać się do poradni leczenia niepłodności na NFZ (a pewnie jeszcze poczekać co najmniej miesiąc na wizytę) i ruszyć z walka z tą całą niepłodnością idiopatyczną 🤒 Miałam krótka przerwę w staraniach ze względu na zmianę pracy, ale jednak nie przestałam myśleć i chcieć.
Nawet mąż mówi, że musimy coś zacząć robić, też ma poczucie bezczynności w tym temacie. Może jakaś bardziej rygorystyczna dieta albo witaminy?

63 dc 8tc 6

Od wtorku do jutra jestem na urlopie.
Miałam po nim iść na 2 tygodniowy urlop aby zgarnąć kasę. Ale dzień przed urlopem dowiedziałam się że mam możliwość pracy zdalnej, więc wystąpiłam o uprawnienia.
Kiedy byłam na urlopie koleżanka mnie powiadomiła że ustawiła mój komputer i mogę go zabrać. Więc w czwartek go zabrałam podłączyłam i sprawdziłam czy działa. I stwierdziłam że mogę tak pracować, a kasa się przyda. Tym bardziej że mąż chyba bez pracy będzie. Jego firma stoi a on z racji że jest na agencji a umowy na miesięczne może zostać z niczym.
Tak jest wściekły że lepiej nie mówić. Teraz twierdzi że mógł.zostac w poprzedniej robicie. A kto wiedział że przyjdzie wirus.
A mi praca się przyda bo jak mam wolne to głupieje.
Miałam w tym tyg jechać na USG do swojego zaufanego gina to otrzymałam info że jest badany na wirusa i nie może pacjentów przyjmować. Ekstra pomyślałam.
Wznowił wizyty w piątek, ale stwierdziłam że nie ma sensu jechać jeśli wizyta w klinice jest w poniedziałek.
Szkoda kasy.
A przez ten czas mam myśli schizy.
Nie mam objawów to znak że poroniłam.
Pójdę w poniedziałek i dowiem się że koniec. Nie umiem tych myśli się pozbyć.
Mam zakodowane w mózgu immunologia = poronienie. Tym bardziej że kilka moich znajomych miało poronienie w 8 tyg.
Może gdybym pracowała nie musiałaby za wiele.
Wcześniej jeszcze bolały mnie lekko sutki, teraz nic. Kompletnie nic.
Jedynie z czym walczę to od kilku dni grzybica. Nie pomaga priobriotyki ani lactovaginal. Ponoć do 12 tyg nie wolno nic brać ekstra bo zadrape się jak nic. Czułam w kościach że grzybica od sterydów mnie dopadnie i dopadła. Ciekawe co jutro gin wymyśli na to.
Już wolę zygac czy cokolwiek mówić innego byle to gówno ustąpiło.
Od kilku dni zauważyłam że mój kocurek przychodzi i żnow się kładzie się obok mojego brzucha, tak jak to robił na początku ciąży. Jakoś jego mruczenie mnie wtedy uspakaja i szybko zasypiam.
Jak ja się jutra boję 😞😞😞

teverde Starania pomimo... Uda się? Uda! 14 kwietnia 2020, 15:32

- 1cs - 13dc -
Raczej nic z tego cyklu nie będzie. Niby wiem, że na początku cykle mogą być bezowulacyjne, ale już rok się naczekałam i pomimo wszystko miałam nadzieję, że jak ruszę, to ruszę od razu z przytupem. A tu test owulacyjny bladziutki, drugi jeszcze bledszy, kolejny ciemniejszy, ale czwartego dnia znów bladzioch. Tak więc niestety chyba cykl będzie bezowulacyjny. Najpierw kłuło mnie w prawym jajniku, od dwóch dni kłuje mnie w lewym, do tego czuję taki jakby ból przed-okresowy. Pamiętam, że ja tak odczuwałam owulację, bo się nieraz dziwiłam, że to już czas @ a to był ból owulacyjny. No ale nic więcej za tym nie idzie. Temperatura też stale w okolicach 36,3'C. Tak ciężko mi się mierzy, żeby zachować ten wymóg 3-ech godzin nieprzerwanego snu. Do tego nie odważam się ustawiać budzika bo śpię z małym i zaraz by wstał. Tak więc mierzę między 4:30-5:30, w zależności jak się Bruno obudzi. Tak naprawdę nie chcę tak mocno kontrolować tego wszystkiego, nie chcę się tak wkręcić jak w walkę o pierwszą ciążę, ale chcę wiedzieć czy moja płodność wróciła. Żeby jak będę szła do lekarki wiedzieć co jej powiedzieć i wiedzieć z czym się mierzę. Także coś mnie trafia jak sobie pomyślę, że wreszcie się ucieszyłam, że wreszcie zaczynamy tą zabawę, a tu mi znów przychodzi czekać, no ale co począć.. Zaczęłam ostatnio medytować i czuję się dużo lepiej dzięki temu. Staram się godzić ze wszystkim, co mnie spotyka. Całe życie się o wszystko szarpałam, bo żyłam w przekonaniu, że wszystko trzeba sobie wywalczyć, zwykle z resztą tak było - rzadko kiedy udawało mi się coś "tak o". A może to nieprawda? Może na tym się całe życie skupiałam, a jakby się zastanowić, to równie wiele rzeczy otrzymałam od losu "tak o"? Staram się wyrobić w sobie takie podejście - co ma być, to będzie; głową muru nie przebijesz; los zapisany jest gdzieś u góry. Chwilami mi się to udaje i odczuwam wtedy mocny spokój ducha. Będę się więc tego uczyć.
Przy okazji medytacji usłyszałam ciekawą teorię dotyczącą jin i jang. Przy staraniach często kierujemy się energią jang - skupioną na działaniu bardziej taką "męską" energią - bierzemy suple, umawiamy lekarzy, przekopujemy internet. Zapominamy natomiast o drugiej stronie medalu, o żeńskiej jin. Zgodnie z nią powinnyśmy się po prostu otworzyć na to, co może być nam dane. Powinnyśmy się zatrzymać i otworzyć, a nie tylko działać. Nie umiem tego opisać słowami, ale przemawia to do mnie. Ileż par staje na głowie i robi dosłownie wszystko, żeby zajść w ciążę, a odpuszczając, przestając się tak szarpać, nagle im się udaje? Nie mówię, że odpuszczę, nie jestem naiwna. Wiem, że prędzej niż dobre myśli pomoże mi np in-vitro ale staram się trzymać się w ryzach.
Praktycznie od razu po urodzeniu Bruna stresowałam się w którą iść stronę - myśleć o kolejnym dziecku, a więc szybko odstawić pierś, wrócić na cały etat, żeby dostać później przyzwoitą kasę na L4? Czy założyć, że może się nie udać i skupić na małym - karmić go tak długo, jak będzie tego potrzebował i wrócić na pół etatu, żeby móc spędzić z nim więcej czasu. Wybrałam drugą opcję. Nie umiałam go "odpuścić" być może w imię niczego. Ale ograniczyłam pierś. Jeżeli przez powiedzmy 2 m-ce owulacja nie wróci, być może będę musiała go odstawić, ale teraz on ma już ponad rok, więc i tak jest długo karmiony. Ideałem byłoby zajść w ciążę w przeciągu najbliższych 2-3 m-cy, żeby L-4 nie było liczone na nowo, z nowej (a więc połowę niższej) pensji, ale wiem, że życie się tak nie układa, żeby nam było wygodnie. Będzie co ma być. Staram się tak do tego podchodzić. Choćbym miała zajść w ciążę w "najmniej odpowiednim"momencie - będzie ona dla mnie spełnieniem największego marzenia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2020, 15:54

22 dc

Weekend minął bardzo szybko, szkoda że nie było słonecznie i ciepło. Cały na działce, kopiąc w ziemi, podlewając trawę i takie tam. 😉

Dzis zaczynam nocne zmiany więc odpuszczam pomiar temperatury. W sumie i tak dopadł mnie PMS, jajniki bolą, nie nastawiam się na żaden sukces. Jakoś nie wierzę w moc naturalnego poczęcia.

Wczoraj mieliśmy kiepskie popołudnie. Mąż całkowicie nieświadomy zadzwonił do dziadków, zapytać co tam u nich, itd. I się okazało, że jego dziadek ma niewydolność serca, dostał skierowanie do szpitala, ale babcia woli go mieć w domu. Choruje już od kilkudziesięciu lat, ale w ciągu ostatnich dwóch lat bardzo się pogorszyło. Wczoraj żegnał się ze swoją córką, mąż jutro jedzie w odwiedziny do nich. Dobiło nas to, dziadek jest już na końcówce i obawiam się pogrzebu w ciągu najbliższych kilku dni/tygodni. Wiem że mąż to bardzo przeżyję. Ja wczoraj płakałam na myśl że może odejść w każdej chwili. 😢

Nea Zostawić po sobie ślad 29 marca 2020, 13:10

1dc
Więc jest i @.Zgodnie że wszystkimi znakami przepowiedniami i co tam jeszcze.We wtorek odstawiłam luteine .A dziś przyszła. Koszmarnie przechodzę.Tak mocno nie odczuwalam może z 10 lat.Bol brzucha plecow biegunka mdłości bol głowy nawet nogi mi dretwieja.Caly repertuar.Dzwonili też z kliniki do męża no muszą być problemy.Probka krwi do badań jest bezwartosciowa.Konieczne jest ponowne pobranie.Wyniki powinny być już na dniach A tak kolejne 6 tygodni czekania.Zawsze coś musi się coś nie udać.Czekan też na suple i nadal nic.Wszystko jest przeciwko mnie.Dodatkowo osoba z rodziny przyniosła nowine że moja sąsiadka jest w ciazy.Z taka radością i przejęciem to zrobiła że u mnie skończyło się na zamknięciu w łazience i przeplakaniu kilku godzin.To jest wyczucie.Dobrze wie że się leczymy.Czy to mi miało sprawić radosc?Wręcz przeciwnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2020, 16:12

Na dzień dzisiejszy posiadam w sobie ogrom nadziei na to że jednak przyjdzie kiedyś czas, w którym przytulę swoje maleństwo..znowu poczuję tę maleńką główkę na swoich piersiach, przytulę je do serca...nie wiem tylko czy potrafiłabym uwierzyć w to, że to nie piękny sen...z jednej strony tak bardzo tego pragnę z drugiej..boję się...boję się że będę to dziecko porównywała do moich córeczek których niestety przy mnie nie ma..a za którymi tak cholernie każdego dnia tęsknię.
Porobiliśmy tyle badań, poza moją krzepliwością wszystko jest ok więc dlaczego tak długo musimy czekać na cud? Czy w kolejnej ciąży gestoza się nade mną zlituje i odpuści? Tyle pytań a odpowiedzi brak.. cóż pożyjemy, zobaczymy...każdy dzień przybliża nas do wyczekiwanego cudu..

Margryy Kiedy się uda ? 30 marca 2020, 12:52

12dc - nadal mam śluzu dużo rozciagliwego,już od 3 dni. O co chodzi. To jakiś żart :)

9+6, waga 56,6 kg

Skończyłam odliczanie do wiosny, skończyłam odliczanie do zmiany czasu.

13 dni do Wielkanocy. 28 dni do końca pierwszego trymestru.

Minimalnie mnie wybrzuszyło. Nie jestem w stanie już "wciągnąć" brzucha. Wygląda, jakbym zjadła za dużo czegoś pysznego. Mieszczę się w ciuchy, więc nie kupuję jeszcze nic. Tym bardziej, że chciałabym mieć generalnie frajdę z przymierzania (choć naprawdę nie znoszę kupowania normalnej odzieży, robię to za karę, albo dostaję coś od siostry/mamy/Mężusia - płacę potem im, ale mają więcej cierpliwości do kupowania mi ciuchów i naprawdę wiedzą, co jest mi potrzebne). Mieliśmy też taki plan, że jak już zaczniemy się cieszyć (a to już się stało!!!) to przejdziemy się do sklepu z ubrankami niemowlęcymi i kupimy coś "sobie", żeby było i żebyśmy sobie patrzyli. Teraz przejście się jest niemożliwe, a przez internet - to nie to samo. Czekamy więc i na moje ciążowe i na niemowlęce. Ah, może się też okazać, że niemowlęce kupimy np. jeden bodziak czy coś i to będzie tyle, bo jak się pochwalimy, to zostaniemy zawaleni ciuchami, nie tylko od znajomych - teście staną się Dziadkami. Pierwszy wnuk/wnuczka w rodzinie. Obawiamy się trochę tego, ale też i powiedzieliśmy sobie, że jak to ma być wyraz ich radości - niech będzie, nie pozbawimy ich tego.

Rosół zamieniłam na żurek i ogórkową. Jem awokado, jem troszkę szpinaku (traktuję jak sałatę), nocne podjadanie sucharów zamieniłam na nocne podjadanie orzechów, nawet zjadłam budyń jaglany z wiśniami :) widać progres z krostami: ograniczenie pszenicy działa.

Mężuś nabył książkę ciążową "W oczekiwaniu na dziecko". Polecano nam jeszcze "Ciężarówką przez 9 miesięcy" i "Jak być w ciąży i nie zwariować". "CIężarówką przez 9 miesięcy" kosztowała 140 zł (!!!) albo była niedostępna, "Jak być w ciąży..." - nie spodobała mu się i w ten sposób wybrał "W oczekiwaniu na dziecko". Póki co - polecam serdecznie! Kniga wielka, chyba nie ma tematu, którego by nie poruszała. Spis treści: najpierw sprawy ogólne, zdrowie, dieta, a potem rozpisany każdy miesiąc (z możliwymi objawami, sposobami na nie, radami dla ojców), następnie poród, połóg. Mężuś zaczął od diety. A ja od 3 miesiąca :) fajne jest w niej to, że konstrukcja pozwala omijać tematy, które nas nie dotyczą. Czyli np. nie wszyscy muszą czytać o moim odbijaniu się, z kolei ja nie muszę czytać o zaparciach czy biegunkach.

Na odbijanie się (dalej obecne, choć w mniejszym stopniu) zalecili kisiel z siemienia lnianego i migdały. Przyznaję nieco pomaga, ale dalej potrafię mieć 2-3 godziny z życia wyjęte i poświęcone na odbijanie się. Na ból dziąseł - podwyższona higiena, natomiast farmaceuta (był tak miły, że przez telefon) polecił mi płukanie jamy ustnej naparem z szałwii.

Mężuś w tejże książce wyczytał, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że nasze dziecko będzie miało bujną czuprynę zaraz po narodzinach. Zgaga i jej powstawanie związane jest z hormonami, które odpowiadają za intensywny porost włosów - w książce poza siemieniem lnianym, w ostrzejszych przypadkach lekach, zalecają zakup szamponu do włosów dla niemowląt :) Zgadzałoby się, bo ja się urodziłam taka z czupryną, podobno nic nie było widać, tylko włosy, a na Chrzcie Św. rodzice słyszeli pomruki innych "założyli dziecku perukę do chrztu!!!" - anegdota rodzinna od zawsze :) Mówię więc Mężusiowi, że musimy zmienić pseudonim artystyczny z Tygryska na coś związanego z włosami "Kojak będzie w sam raz!" (to ten łysy detektyw z serialu z lat 80'). 😂

Na podstawie tej książki oraz przekopywania internetu Mężuś podjął decyzję, że nie kupujemy detektora tętna płodu oraz nie będziemy robić nieinwazyjnych badań prenatalnych innych niż PAPP-A. Ich koszt to min. 2500 zł. W chwili obecnej są to bardzo duże pieniądze dla nas (tym bardziej, że branża Mężusia została oficjalnie wykluczona z udziału w Tarczy Antykryzysowej i prawdopodobnie w czerwcu zamyka interes).

Moja intelektualna rozrywka to w chwili obecnej tetris oraz krzyżówki (zazdroszczę wszystkim, którzy mogą nadrabiać książki!!!). Poza tym oglądamy z Mężusiem "Początek życia" na netflixie. Całkiem ciekawy serial, otwierający oczy na pewne kwestie. Polecam!!!

Bardzo zazdroszczę wszystkim, którzy mają własne podwórka, choćby mikroskopijne - niestety siedzę w zamknięciu i dostaję świrka (chyba jak większość). Na świrka dokładają się sąsiedzi (na górze - dzieciaki mają zdalną szkołę, kłócą się o dostęp do kompa, rodzice na nich wrzeszczą, że nie zrozumieli zadania domowego; obok sąsiad ma pracę zdalną i musi pracować przy radiu na cały regulator (gdyż, jak twierdzi - inaczej nie potrafi), a z drugiego boku sąsiad już nie wychodzi na fajeczkę przed blok, ale pali w mieszkaniu - do kuchni czasem nie jestem w stanie wejść, bo tak wali - kupiłam neutralizatory powietrza, mam nadzieję, że pomogą). Wiem, że niektórzy wychodzą na spacery, mój lekarz zakazał i się słucham, choć to trudniejsze niż myślałam. Otwieram okno do słońca i wyobrażam sobie trasę do apteki, do piekarni, do cukierni, na gofry, potem do naszego przyszłego mieszkania, potem wyobrażam sobie taki dłuższy spacer do rodziców, a potem staram się sobie przypomnieć ulubione miejsca z miast, w których mieszkałam. Pojawia się więc Ogród Botaniczny z Lublina, Ogród Saski w Lublinie, Ostrów Tumski z Wrocławia, Park Szczytnicki z Wrocławia i moje trasy spacerowe z Katowic - w stronę Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, w stronę archikatedry, w stronę ogródków działkowych, czy wzdłuż Rawki. To już trudniejsze zadania, ale zajmują czas.

Mężuś zadbał również o mój wysiłek fizyczny. Na razie było to raz dziennie po 15 minut (i byłam wyczerpana) 2 dni pod rząd. Gumy do ćwiczeń - wiążę przy kaloryferze i mam 2 ćwiczenia na ręce (bicek i tricek, czyli firaneczki - które niestety już się pojawiły) oraz jedno ćwiczenie na pośladki (smętnie oklapły, a dobrze się już czułam z kształtem swojej pupy). Akurat na te elementy narzekałam (dobra, dobra, kto nie narzeka na utratę figury! 😜 wiem, że to nie jest najważniejsze, ale to też powolny sposób na delikatne wprowadzenie aktywności fizycznej po 10-11 tygodniach przerwy). Ćwiczenia w żaden sposób nie angażują brzucha.

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 30 marca 2020, 12:31

17dc, 6dpo
Poniedziałek zaczął się kiepsko, bo dowiedziałam się o 3! śmierciach osób z otoczenia, w tym jedno potrącenie śmiertelne 23-letniego chłopaka prze pijanego recydywistę, który miał ponad 3 promile, szok! Okazało się, że ten chłopak to siostrzeniec koleżanki, której w nocy umarł ojciec. Trzecia śmierć to żona jednego z pracowników w naszej firmie. Takich poniedziałków nie lubię. Na szczęście na forum staraniowym dzisiaj wysyp pozytywnych testów i trochę to podniosło mnie na duchu i mega się cieszę szczęściem dziewczyn. Przez weekend najadłam się strachu, że będę musiała mieć kwarantannę. Kolega mojego męża w pracy kaszlał krwią. Ciężko powiedzieć co czułam czekając na jego wynik, strach, niepewność, żal, nawet trochę się cieszyłam, że posiedzimy z mężem w domu. Na szczęście wynik negatywny. Od razu pojechałam do sklepu zrobić zakupy.
Dzisiaj chyba 6 dpo i jestem spokojna, na razie nie myślę co będzie, aczkolwiek piersi od czasu do czasu czuję, nie bolą, nie szczypią, po prostu czasem dają znaki, że tam są.

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 30 marca 2020, 15:06

5t2d
Wczoraj rano miałam mikro plamienie, tak jak w poprzedniej ciąży. Nie panikowałam, wzięłam lek rozkurczowy (zostały mi zapasy) i starałam się oszczędzać, tak jak w poprzedniej ciąży zaleciła mi ginekolog. Od trzech dni nie ćwiczę, nie spaceruje od 2 tyg, to nie jest zdrowe. Plamienia już nie ma, wiec wrócę do ćwiczeń dzisiaj.

Zdecydowałam, ze podczas tej kwarantanny popracuje nad moim cv, trzeba je uczynić bardziej interesującym ;) przygotuje się do rozmowy kwalifikacyjnej w j. angielskim, bo jest szansa, ze po wszystkim koleżanka załatwi mi rozmowę w firmie ubezpieczeniowej. Kiedyś angielski był dla mnie językiem obcym, którym nieźle się posługiwałam, ale od kiedy na codzień mówię w innym języku, angielski poszedł w zapomnienie. Rozumiem nadal dużo, ale z mówieniem jest problem.
Teraz jeśli dobrze pójdzie, wyjdziemy z kwarantanny za jakiś miesiąc, rozmowę w najlepszym wypadku miałabym za półtora miesiąca. Brzuch nie powinien być jeszcze widoczny, ale... Jeśli dostałabym tą pracę, byłoby idealnie, nie musielibyśmy się martwić o nasza sytuacje finansową. Z drugiej strony, jeśli mnie zatrudnia i po dwóch miesiącach dowiedzą się, ze jestem w ciazy... marna sprawa. Jeśli do wakacji nie znajde pracy, potem nikt mnie nie zatrudni.
Jeśli nie znajde pracy, damy sobie radę do końca macierzyńskiego, który trwa u nas 8 tyg (szaleństwo), potem moze być ciężko, stad mój stres.
Trzeba myśleć pozytywnie. Od zawsze wierze, ze wszystko ma swój cel. Kiedy byłam mała dziewczynką, straciłam mamę. Ktoś wtedy powiedział mi, żebym się nie martwiła, bo ona jest cały czas ze mną, od tej pory będzie mnie obserwować z nieba, będzie jak anioł stróż, będzie nade mną czuwać. Mocno w to wierzyłam, ta myśl towarzyszyła mi od tamtej pory. Dzis jedyne co się zmieniło, to to ze już nie mam tego żywego obrazu mojej mamy, która patrzy na mnie z nieba, ale wierzę w jakaś siłę, która dąży do ładu i harmonii.

WrednaZośka Walczę dalej 30 marca 2020, 16:26

Rano złapał mnie dół. Odkąd siedzę w domu więcej myślę. I wysypiam się. Więc śnię. Normalnie padałam zawsze spać po intensywnym dniu, wyłączałam myślenie i łapałam ile snu dam radę, rano jak budzik dzwonił zapomniałam o ewentualnych snach. A teraz śnię - że mam dzieci, że walczę z problemami, że adoptuję dzieci, że to że tamto. Super. Wstaję zdołowana.
Trzeba się czymś zająć, pomyślałam. Dziś i jutro załatwiam zaległe papiery, obliczenia, zestawienia do pracy. Nigdy nie było na nie czasu. Najgorsze że nie wiem ile miesięcy zmarnuję bez możliwości transferu ;(

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)