Dwie blastki na pokładzie. Trochę mnie to wszystko zdziwiło bo w środę sytuacja wyglądała tak dobrze, że myślałam, że dwie blastocysty zamrozimy. Pani embriolog powiedziała, że jedna z nich pożegnała się w czwartek a dwie przestały się rozwijać i że mamy dokładnie taki wynik jaki chcieliśmy czyli dwie blastocysty. Jedna z nich nazwała wczesną a druga była już większa prawie wykluwająca się z otoczki. Tym razem mam dobre przeczucie, chce myśleć pozytywnie :) Po poprzednim transferze dużo płakałam nieznając jeszcze wyniku... Jestem strasznie śpiąca i głodna, najgorsze jest to, że mam apetyt na same niezdrowe rzeczy...


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2020, 22:37

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 9 kwietnia 2020, 08:29

31 dc
Wrrrr, zły humor mam od rana, powinnam chodzić z tabliczką ,, uwaga gryzę, nie podchodzić, nie denerwować,,😡. W sumie mój zły humor nie ma żadnych podstaw, poprostu wstałam i jest. 🙄 Jakby to powiedzial mój małż, wstalam lewa nogą.
Plecy bolą mnie trochę mniej, ale to dzięki masażowi małża, masaż byl brutalny 😅 ale najważniejsze że pomogł. Wczoraj spędziłam popołudnie w łóżku, na czytaniu pamiętników 🤭 a dzisiaj coś delikatnie, nieśmiało zaczyna boleć brzuch na @ i kłuje mnie lewy jajnik ( wydaje mi się że z niego byla ovu). Także tak......, dobrze że nie mam testow w domu bo tylko niepotrzebnie bym je zużyła 😁
Chce już weekendu, chce żeby się ten korona skończył, chce iść do kina, jechać nad morze, chce iść na zakupy, do kosmetyczki, fryzjera..... I CHCE MIEĆ IN VITRO !!!!!
Muszę się ogarnąć zanim wrócę do domu, bo i tak mąż ma do mnie cierpliwość i do moich zmiennych nastrojów: radość, entuzjazm,wkurw, złość, dół. I to nie tak, że te nastroje są rozłożone na tydzień, nie nie, ja tak mogę mieć w ciągu jednego dnia, ba czasami w ciągu jednej godziny. I on biedny nigdy nie wie na jaki w danym momencie może trafić nastrój szanownej królewny. Kiedyś , na początku związku to go ostrzegalam : jestem przed okresem, może być ciężko 🤭😁 wtedy pomagało, teraz już chyba sam potrafi ocenić na co może sobie pozwolić 🤣.
Hmm, chyba idę popracować ...
Wczoraj wzielam ostatnia tabletke dostinexu, w przyszłym tygodniu mam zrobić badanie prolaktyny, ale co z tego jak nigdzie się nie dostanę z wynikiem 🙄
I mam postanowienie, że jeżeli nie dostanę @ do niedzieli to test zrobię w poniedziałek 😁 i to nie tak, że to moja silna wola,tylko nie mam testow, dopiero do mnie jadą. Ale jak przyjadą jutro to moja silna wola będzie wystawiona na próbę. Trzymajcie kciuki żeby moja silna wola wygrała z moją niecierpliwością. 😉


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2020, 09:33

Wera Nasze początki 9 kwietnia 2020, 09:54

8 dc
Odliczania ciag dalszy. W związku z tym że jestem nauczycielem przedszkola tryb życia raczej aktywny. Od tygodnia ćwiczę czytam książki jeszcze bardziej dbam o siebie.

Jestem dzisiaj zła. W pracy szykują się cięcia pensji przez ten cholerny wirus. Oczywiście mogę się nie zgodzić, ale wiadomo że wiąże się to ze zwolnieniem. Gdzieś tam mi słyszałam w tv że pracodawca będzie musiał po kryzysie wypłacić wyrównanie, ale teraz oczywiście już żadnych info nie mogę nt.temat znaleźć :/
I jak tu myśleć o maluszku? Szlak by to trafił :/
Do tego cały czas bolą mnie te cycki...no chyba że stał się cud i jestem w ciąży, ale byłaby niespodzianka..wzięłabym l4 albo im powiedziała, że mogę pracować, ale nie zgadzam się na żaden aneks,o!
Nerwy mnie biorą na to wszystko..

32+4
Dzisiai miałam kolejną wizytę. Z córką wszystko dobrze. Ona jest dość drobna bo 1800 czyli 16 percentyl. Natomiast u mnie bardzo wysoki puls, az 140. Mialam podwójny pomiar i 2 razy taki wysoki. Dostalam leki i musze kontrolować puls. Do tego dochodzi podwójny epizod ze sciskiem w klatce piersiowej. Nastepna wizyta za 2 tygodnie, zobaczymy czy będzie poprawa.

tc: 36+1, waga 66,2 kg.

27 dni do przewidywanego terminu porodu 😱😵

Ciąża donoszona. Od dziś lub jutra wjeżdża do menu herbatka z liści malin, podobno przygotowuje szyjkę macicy do porodu, rozluźnia ją w jakiś sposób. Daktyle i olej z wiesiołka - to może za jakieś 2 tygodnie. Na razie mamy za dużo jeszcze do zrobienia. Żadnej książki dotyczącej pielęgnacji noworodka nie przeczytaliśmy, żadnej!!! Mężuś mnie objechał ostatnio i powiedział "Może zapytaj swoich rodziców, ile książek oni przeczytali przed Twoimi narodzinami? Wierzę, że całe mnóstwo". Także trochę zluzowałam (t-r-o-c-h-ę). Hormony na łeb mi padają. Ostatnio cierpię na bezsenność. Wstaję sobie w nocy do toaletki, wracam do łóżka i 2-3 godzinki nie śpię. Stres mną zawładnął. Relaksuję się, modlę, medytuję, ćwiczę język, wącham ulubione zapachy, skupiam się na dobrych myślach, wietrzę pokój. I nic. Nie śpię. Nie to, że mnie coś boli - nie. Po prostu cierpię nie niezidentyfikowany ból głowy, istnienia, duszy - stres. Jak to będzie, co to będzie, czy dam radę, czy o wszystkim pomyślałam, a o czym nie pomyślałam... Heh.

Torbę spakowałam, ale dalej na stole lądują rzeczy do dopakowania. Spakowałam też torbę zapasową - w razie gdyby się okazało, że musimy zostać dłużej, to żebym nie musiała tłumaczyć Mężusiowi, co ma spakować. Ostatnio, poza bezsennością, cierpię również na brak cierpliwości do tłumaczenia. Dziwię się, że wokół jeszcze ze mną wytrzymują. Dość dużą część mojej torby (tej zapasowej też) zajmuje jedzenie. Leżąc na reumatologii 2 lata temu zjadałam jedzonko szpitalne, miałam swoją owsiankę na śniadanie, a siostra dowoziła dodatkowe obiady. Byłam w stanie to zjeść i jeszcze schudłam wtedy!!! Dlatego teraz - gdy Mężuś nie będzie mógł donieść mi ciepłego obiadku - spakowałam sobie jedzenie śniadaniowo-kolacyjne.

Maluję szczebelki łóżeczka. Wybrałam kolor ciepło-zielony, miętowy i przybrudzony róż. Niektóre szczebelki są pokryte już dwoma warstwami farby. Świetnie wyszło!!! Do tego ułożyłam już naklejki, tak jakbym chciała, żeby były przyklejone na ścianie. No i udało mi się zamówić lampkę w kształcie Malinki :) Jak przyjdzie nie omieszkam się pochwalić :) dziewczyny na forum polecały stronę "Mumu for kids" z lampkami. Liski, jelonki, chmurki, gwiazdki. Śliczne, śliczne, ale to nie jest lampka mojej Córki. Dlatego napisałam do nich, że historia jest taka, że do córki mówimy "Malinka" i czy byliby w stanie zrobić lampkę w kształcie Malinki? - Jasne, wieczorem prześlemy projekt. Projekt zaakceptowany, cena bez zmian wobec standardowych lampeczek. Lampka w drodze :) Chyba z zakupów nic nie sprawiło mi aż takiej radości, jak właśnie ta lampeczka :)

GBS wyszedł negatywny. Dziś byłam na spotkaniu z położną. Powiedziała mi rzecz ważną, pewnie dla wielu oczywistą, a o której ja nie miałam pojęcia - po porodzie, jak będziemy mieć PESEL Maliny to trzeba ją ubezpieczyć, przy którymś z nas w pracy. Posłuchałyśmy serduszka, ładnie biło (140 na minutę). Wiercipięta się wierci, więc nie mam powodów do zmartwień. Czasem ukłują mnie pachwiny, czasem krocze - ale to naprawdę nic. Aaaa, mam problemy z równowagą. Na prostej drodze potrafię się zakręcić jak bączek. Wywaliło mi też pępek. I niestety progesteron sieje spustoszenie. Gazowe spustoszenie. Często nie czuję, że coś nadchodzi, muszę naprawdę się pilnować wśród ludzi, bo to straszny wstyd.

Kupiliśmy zamiennik karuzel, czyli mobil - karuzela napędzana ruchem ręki lub podmuchem powietrza, która daje wrażenia wzrokowe, bez dźwięków, bez światełek. Na samym początku wybraliśmy obrazki kontrastowe, zobaczymy, jak się będzie sprawdzać.

A dla przygotowujących się do porodu polecam kanał Brigdet Teyler na yt. Fajnie gada na większość tematów, można sobie obejrzeć i poćwiczyć razem z nią. Do tego babeczka od refleksologii pokazała mi punkty na stopach, które należy uciskać w trakcie porodu, żeby zapewnić prawidłowy postęp porodu. Są to boki pięt (wewnętrzny i zewnętrzny) - odpowiedzialne za macicę i jajniki oraz zagłębienie pod kostką po jej wewnętrznej stronie - odpowiedzialny za jajowody. Rzuciła jedynie "Żadne >>kiziu-miziu<<, tylko solidny ucisk".

Miałam też miłą niespodziankę. Napisał do mnie lekarz z kliniki, który prowadził ciążę w pierwszym trymestrze. Sam z siebie. Zapytał, co tam słychać, czy wszystko jest ok. Banan na twarzy sam się pojawił :)

Malinko - siedź tam grzecznie, muszę jeszcze kilka szczebelków domalować!!!

19.03 g. 13:35, 3335 g, 54 cm Iga 🥰

#1 IVF: 18.02.2019 - start; 14.03 - punkcja (6 oocytow, 3 zarodki, 2 zatrzymane w 5 i 6 dobie); 19.03 - ET (morula); 29.03 - beta <0,1

14 dc 2/3 dpo
Byłam dzisiaj na usg, owulacja była z lewego jajnika 🙂 pik w sobotę 06.08, nie na darmo w niedzielę przez 12 h odczuwałam ból owulacyjny więc owulacja niedziela/poniedziałek 😆 to co na wizycie to widoczny poszarpany pęcherzyk i endometrium 1.89 cm 🤯 19 mm ?! Przecież kiedy jak owu w 11-12 dc .. jeśli się nie uda to sama współczuję sobie tego okresu który przyjdzie 🤦🏼‍♀️

Magic Niemożliwe 9 kwietnia 2020, 16:02

Mamy kwiecień, wiosna pełną gębą.Cieplutko juz sie zrobiło, ale jak ro zawsze bywa na święta musi się zepsuć. i tradycja jest zachowana ;D śmiałam się,że na lany poniedziałek bałwana będziemy robić :) ale nie,spokojnie, ma być aż 12 stopni.
Jak się mamy? A no jako tako..Maż dostał propozycję szycia maseczek ochronnych do banku rezerw materiałowych. Ja póki co stoję w miejscu :( oszaleje...zrobiłam sobie paznockie, bardzo ładne :D Dzieciaki już siksują! Idzie oszaleć, nie chcą współpracować,a z Olisiem musimy rozpocząć terapię ręki. Zle trzyma ołówek cz długopis. Ale jak tu pracować jak oni nie słuchają ;( nie mam już sił.
Chciałabym by dzieciaki się słuchały, nie wiem juz co mam zrobić. Zrobimy kilka dni tez bajek na tv to może coś się zmieni. Oby! Dzisiaj nawet im basenik wstawiłam żeby mieli zajęcie. Szkoda, bo pół podworka mamy w ciemnej ziemi ;D więc w połączeniu z wodą wyszło nam niezłe bagno :D
Podjęłam wyzwanie,by odpieluchować Kornelka.Idzie słabo, nie chce siadać na nocniku. Ale jie poddam się,póki jeat w domu będę z nim uczyć się robienia na nocnik.
Póki co jesteśmy zdrowi, wirus nas niw dosiegnął. Jest jużponad 5tyś zakażonych i prawie 200 zmarło. Trzeba jakoś ro przetrwać, ja wiem,że zaraz będziemy juz żyć normalnie. Póki co mamy nakaz chodzenia w maseczkach non stop. Ale na podwórku jie chodzimy. Mam nadzieje,że zaraz będziemy to wspominać z dreszczykiem emocji.
Oby jak najszybciej .

Przekroczone 4 kg, czyli młoda podwoiła swoją wagę 💪💪 Super, ale...ja to muszę mieć to ale....jak sobie pomyślę że ma 3,5 miesiąca a wielkością nie odbiega za bardzo od noworodka, to mam masę obaw czy wszystko jest ok. A tu na lekarza możemy jeszcze wiele tygodni czekać 🙄

Maryśka uśmiecha się szeroko na widok karty kontrastowej z kropkami i na widok lamp 🙈 ja mogę robić gimnastykę buzi i języka, a i tak patrzy na mnie z powagą 🤷‍♀️ Z kolei jak ją coś cieszy i ma dobry humor, to macha rączkami i nóżkami tak energicznie, że boję się że jej odpadną 🤣
Nabawiła się wczoraj nowego triku - przygryza dolną wargę i to dość mocno. Na szczęście nie cały czas i czytałam, że maluchy tak mają. Mam nadzieję że się oduczy tego 🙃

Podobno dzieci mają rytm dnia. Marysia nie ma, a jak już zaczyna mieć to od razu zmienia swoje przyzwyczajenia nabyte przez max dwa trzy dni 😁
Wczoraj zasnęła koło 17 u mnie na rękach (przez ostatnie dni była to jedyna forma żeby spała przez dzień - cyc+mama). Później był problem by zasnęła po kąpieli. Aha i wczoraj wózek na balkonie ją parzył i dłużej niż 5 minut w nim nie leżała. Dzisiaj spała w wózku na balkonie 15-17.... Pierwszy raz taka drzemka od wieeeelu dni. I weź tu człowieku zaplanuj sobie dzień 🤷‍♀️ stół mamy przy drzwiach na balkon i pierwszy raz od miesiąca zjadłam z mężem jednocześnie obiad ☺️

Dopadła mnie depresja koronna.... Kupiłam w styczniu Marysi taki komplecik polarowy by miała na wiosnę (r. 56) z planem, że pojedzie w nim Pendolino na Wielkanoc do moich rodziców..... Ubranko pasuje, tylko lekko luźne, dzisiaj miała je ubrane...na balkonie, bo nie wsiedliśmy dziś w planowany kurs Pendolino....ba, nawet odwołali ten pociąg....a pogoda taka piękna. Na tarasie
u moich rodziców byłoby cudownie.....k#@$ cholerny koronawirus 😭😰

Dzień pełen wrażeń i pożegnań, wszyscy byli dla mnie bardzo mili dostałam nawet prezent :) tylko szefowa potraktowałam mnie bardzo ozięble, nie rozumiem jak można być tak złym człowiekiem, wychodząc od niej z gabinetu rozpłakałam się. Takie pożegnanie po 6 latach pracy... Nadal bardzo boli mnie w krzyżu to pewnie też zastrzyk na obniżenie komórek nk.

Kolejny wpis przy kolejnym spadku nastroju. Myślę, że ten pamiętnik będzie mi głównie służył do wywalania moich negatywnych emocji. Ostatnim razem pomogło, więc czemu ma nie pomóc teraz. Mam przynajmniej taką nadzieję. Zresztą, ostatnio uświadomiłam sobie (w sumie powinnam sobie już to uświadomić po ostatniej ciąży), że, no niestety, z momentem zajścia w ciążę wcale stres się nie kończy.

Niezbadane są wyroki Boskie. I jak mi to dzisiaj jeden klient w pracy powiedział - człowiek planuje, Pan Bóg kieruje. Nie żebym była jakąś zagorzałą chrześcijanką, katoliczką, czy coś, ale w Boga wierzę i to bardzo i wierzę, że to co się mi przydarza, jest po coś... to moje nieidealne życie, które w moich planach miało być takie idealne, a którego nie zamieniłabym na żadne inne. Mam szczęście. Mam ogromne szczęście. Mam wspaniałego męża, satysfakcjonującą pracę, stabilność finansową nawet w dobie koronawirusa i mnóstwo marzeń. Mam trochę kilo za dużo, ale pracuję nad tym na swój sposób. Jest mi w życiu dobrze. Dzisiaj może ciut gorzej, bo też mniej słońca na zewnątrz, ale ostatnie dni po prostu tak mnie cieszyły... Pracuję z domu (jak cudownie jest pracować z domu!). Czasami tęsknię za wystrojeniem się do biura, jasne, ale później przypominam sobie dojazdy, niektórych męczących w pracy ludzi i już mi przechodzi tęsknota :D Wstaję sobie na spokojnie, bez pośpiechu, kawka, śniadanko, youtube przy tym, chwila na balkonie (zasadziłam kwiatki!!! Mam w planach jeszcze zioła i takie osłonki z bambusa, żeby sąsiadki nie zaglądały) i można zacząć pracę. Potem wspólny obiad (mąż pracuje na zmiany i albo ma na po południe, albo wraca tak że i razem zjemy), a wieczorkiem telefony z koleżankami, rower (to ten mój sposób na zrzucenie). Jest fajnie! A potem przychodzi taki dzień jak dzisiaj, a w zasadzie zaczęło się już od wczoraj... i zaczęło się tak:

Moja koleżanka też się stara. Stara się już pewnie z półtora roku i ostatnio dowiedziała się, że jej szwagierka jest w ciąży z drugim dzieckiem. Napisała do mnie. Zaczęłyśmy pisać o staraniach, potem gadałyśmy przez tel i wróciło, wróciło do mnie jak bumerang, wrócił ten pesymizm, te negatywne myśli, że może nam się nigdy nie udać. I już wczoraj zaczęłam chodzić jak struta, ale dopiero dzisiaj konkretnie mnie złapało. Te czarne myśli, że coś jest nie tak, że nie będzie nam dane, że teraz się nie udało (prawdopodobnie już po owu u mnie). Badania wyszły ok, ale jak czytam dziewczyny na forum, jak one same dzień w dzień czytają, same na własną rękę badają różne rzeczy to głowa mi pęka. Czuję się spanikowana. Nie wiem od czego zacząć. Raz mi wychodzi (wg forum), że mam za wysoką prolaktynę (choć wg lab. i doktor w normie), badam za 2 miesiące - już jest ok. Potem ktoś coś pisze o mutacjach, więc myślę, pewnie też mam - nakręcam się. Potem ktoś, że dieta (zero słodkości... ale jak to?). Tego jest tak dużo, że ja czytając to i próbując się jakoś w tym odnaleźć panikuję... dziewczyny piszą jak szalone :D i widzę, że najwidoczniej im to służy - wiele z nich zachodzi też w niedługim czasie. Większość w przeciągu roku, czyli tak jak mówią statystyki. Są też weteranki - wojowniczki, które walczą np. o drugie dziecko (o pierwsze też długo walczyły), ale to pierwsze mają, więc sukces! Dziewczyny czerpią z forum pozytywną energię, myślałam, że ja też będę ją czerpać. Nie. Ja nie czerpię z tego pozytywnej energii... forum mnie nakręca. Widząc, że inne tyle robią badając się, czuję, że coś robię nie tak, mam wyrzuty sumienia, chociaż po ponad 3 miesiącach (3 cyklach) od poronienia wybrałam się do kliniki. Czuję się źle... więc postanowiłam tam już więcej nie zaglądać. Muszę od tego odpocząć, zawierzyć klinice i lekarzowi. I nie dołować się, inaczej zwariuję. Ostatnie 2 tyg. bez myślenia o ciąży dały mi tyle radości... starań nie zawieszam, ale... czekam. WSZYSTKO JEST Z NAMI OK. JESTEŚMY W KLINICE. LEKARZE NAM POMOGĄ. BĘDĘ MAMĄ. A teraz muszę żyć, chcę żyć - chcę sadzić kwiatki i zioła! Chcę kupować nowe ciuchy na wiosnę (raczej zamawiać online)!Chcę jeździć rowerem i troszkę zadbać o swoje ciało! Chcę zadbać o siebie i swoją samoocenę, bo spadła... ale powoli znów wzrasta...

Muszę zapamiętać, że to, że jestem kobietą bez dziecka, wcale nie oznacza, że jestem gorsza...!!! Mogę być piękna, uśmiechać się, realizować zawodowo i w małżeństwie i dbać o mój dom z mężem.

Oglądałam ostatnio Anne with an e na Netflixie i wiecie, płakałam za każdym razem kiedy przedstawiona była miłość Maryli i Mateusza do Ani... bardzo bym chciała mieć biologiczne dziecko, bardzo, ale adopcja na 100 % wchodzi w grę!

1 miesiąc +2 dni

Nie mam ki dy zabrać się za napisanie czegoś, czas tak leci a przy maluchu lepiej nie mówić.
Ostatnie tygodnie są dla mnie mega ciężkie. Maluch nie odróżnia dnia od nocy. W dzień śpi a w nocy nie chce spać.
Do tego nie lubi spać w łóżeczku, raz wzięłam go do łóżka to zasnął jak suseł.
Walczymy z kolkami ciąg dalszy, szkoda mi malucha bo tak bardzo cierpi. Daje mu leki nawet zmieniłam mleko na antykolkowe. Są dni kiedy jest super a są takie jak dziś że wije się z bólu.
Musieliśmy zmienić mleko, bo mały za bardzo przybierał na wadze. W ciągu tygodnia raz przytył az koło 500 g.
Dostał mleko dla wcześniaków. A tam pisało duża zawartość białka i innych składników które powodują że dziecko szybko nadrobi wagę. I tak też było. Na twarzy zrobił się pulpet. Więc zmiana mleka potrzebna , z racji że ma kolki postanowilam zmienić na NAN kolki zaparcia. Jak to nie pomoże to zmienię na zwykły Nan. Zobaczymy czy poprawa bedzie. Teraz przytył 180 gram w ciągu tygodnia. I pewnie będziemy już zwiększać porcje mleka.
Piotruś waży już 3680. Zjada porcje 90ml + 20 ml wody do posiłków dziennych
W nocy chce go uczyć jedzenia na żądanie czyli wtedy kiedy się obudzi. Jak jest głodny masakrycznie krzyczy. A smoczek szpitalny jest okropny . Szybko się zakrztusza i mleko bokami leci po brodzie. Zaczęłam mu wprowadzać butelkę z canpola bo z tej jakiś wychodzi mu picie mleka. Choć musi się mega natrudzić niekiedy zje 50 ml a potem za 1,5 h zje pozostała część. Oby szybko się nauczył z tej butli pić.
Niestety cyca się nie nauczył ciągnąć. Mimo prób, położna nawet nie chciała mi pomóc. A była tylko 2 razy reszta wizyt na telefon.
Na początku udawało misie do 70 ml na dzień ściągnąć. Teraz widzę że pokarm mi zanika. Max 30 ml udaje się. Dobre i to. A szkoda. Gdyby w szpitalu by mi go przestawili byłaby inna bajka a tak..... Nauczony jest szybkiego podawania pokarmu bez wysiłku.
Mąż dużo mi pomaga. Na początku nie umiał się przestawić do nowej sytuacji. Krzyczał na małego w nocy itd. dopiero sen mu uświadomił że źle robił i już jest ok.
Zawsze kiedy mój ma wolne to on nocki przejmuje a ja śpię, a kiedy do pracy to ja.
Dziś ładnie przespal o 21.30 zjadł posiłek a potem obudził się o 2.30 na kolejny i o 5.30. Tylko że musiałam go godzinę tuląc bo oczy jak 5 złotówek. Ale to lepsze niż bolące kolki.
Tydzień temu zaczął po malu unosić główkę. Aż byłam w szoku że tak potrafi. Są dni kiedy się wkurzy to nie chce ćwiczyć. Czasem widzę w nim swój charakter. Więc nic na siłę, kiedy będzie chciał pokaże co potrafi.
Już ładnie potrafi oczkami wodzić. Ostatnio spodobał mu się tv. Pewnie dane ruchy bo kolorów nie widzi jedynie czarno białe. Lubi jak go się nosi wtedy wodzi wzrokiem.
Macierzyństwo to ciężka droga. Nie jest łatwo. Okres ciąży był łatwiejszy teraz wszystko wywróciło się do góry nogami. Ale na nudy nie ma co narzekać.
Postanowiłam z racji tego że wcześniej urodziłam wziasc 2 miesiące rodzicielskiego. Więc zamiast do pracy wrócić pod koniec lutego wrócę w kwietniu. Zawsze te 2 miesiące dłużej. A mały prawie 7 miesięcy bedzie mial.



Anuśla Musisz dać życiu szansę 9 kwietnia 2020, 10:03

Po tej wtorkowej becie jest mi znacznie lepiej. Przespalam pól ostatnich dwóch nocy, to już coś. Zanim zasne i tak męczę sie kilka godzin i co jakiś czas zalewa mnie fala paniki i taki przukurcz w klatce. Ale śpię, to jest najważniejsze.

Wczoraj dziwnie się czułam. Może to hormony i reakcja organizmu na stres. Myślałam sobie: kurcze, nie zdążyliśmy pojechać tu i tam. Marzył nam sie festiwal winobrania w Zielonej Górze. Przez te kilka lat nie rezygnowaliśmy z niczego, podrozowaliśmy gdzie sie da, alkoholu sobie nie odmawialismy, ogólnie nie rezygnowalismy z normalnego życia, ale bylo to życie podszyte lekiem i smutkiem. I denerwowalo mnie jak ktoś mówił: korzystajcie póki możecie. Znacie ten tekst? Wrr, włosy się jeza. I jak tutaj na forum czytalam, ze dziewczyny zachodza w ciążę i sa przerażone to też sie wkurzalam. Ja tak nie bede gadac! Ha! Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamien. Bo ja wczoraj też mialam takie mysli: życie się zmieni o 180 stopni, nic już nie bedzie takie jak było, dlaczego żyliśmy te kilka lat martwiac sie? Naprawdę, mówię to ja i nie moge uwierzyć. To pokazuje, że chyba tak naprawde nigdy się nie jest gotowa na ciążę. Nawet jak sie stara latami, robi ivf itd. To jednak ogromna zmiana w życiu, a hormony szaleja. Ale wieczorem już przyszedl spokój. Dziś rano bylo troche niedobrze kiedy wstałam. Na śniadanie zrobilam pyszne świeże buleczki z wedlinka, serem, pomidorkiem i rzodkiewka. Drugiej nie dojadlam, ble ale mi sie niedobrze zrobiło, musiałam sie położyć. Czyżby pierwszy objaw? Ochotę na seks mam nadal straszna, nawet się boje o tym myslec, że jakies skurcze wywolam. Na samo słowo "skurcz" oblewa mnie zimny strach. Dodatkowo wczoraj klulo mnie pod zebrami i dosyć często czuje uklucia w okolicach pepka, mam nadzieje, że to ok.
Schudlam 1 kg. Waga wymarzona: 59 kg - tzn kiedyś wymarzona. Mimo że przy wzroście 175 waze od liceum 60 kg, co i tak jest trochę za mało, to cale życie marzylam, zeby zejść ponizej 60. Krejzol!!

Mimo, że cycki milcza, itd to dzisiaj pierwszy raz poczułam się jakoś tak ciążowo. Zaczynam myśleć nad ustawieniem suwaczka, ale nie mam pojecia jak to sie robi. Nie moge znalezc nawet żadnego sensownego kalkulatora na ciążę po ivf. Podrzuci jakaś dobra duszka? Cieszę się, że wzielam to l4, dało mi trochę spokoju. Może w końcu bede miała czas zacząć nasz blog podrozniczy, na ktorego domenę juz płacimy kilka lat, a jeszcze go w eter nie wypchnelismy.

Poczytalam wczoraj u Pana Tabletki o witaminach prenatalnych. Okazuje się, że witaminy z Solgar, które biorę zostały przez Pana Tabletke ocenione najslabiej. Sklad przesycony, a najważniejszych witamin za mało. Jakoś tak mi oczy zacmila firma Solgar, ktora kojarzy sie z jakością, jak i fakt, że moja przyjaciolka brala je przy udanym ivf. No cóż, ja też, więc może to po części ich zasluga? Chyba jednak lepiej zażywać je przed ciążą - wtedy wydaje mi sie ok, bo to jest bomba witaminowa. Na czas ciąży jednak wybraliśmy Duphavit Pregna. Bede też jadla choline, omega 3 1000 j. i wit d 2000 j. Co z witamina c w ciazy? Nie wiem, musze doczytać.

Mam na l4 kochana domowa rutynke. Odmawiam różaniec, czytam Biblie, slucham mantr, robie medytacje oczyszenia i czytam. Obecnie chce nadrobić klasyke - "Czerwone i czarne" Stendhala. Idzie mi jednak jak po grudzie, to jednak prawda, że klasyke trzeba czytac jak się jest jeszcze bardzo młodym. Potem jakoś tak razi.

Na urodziny zamowilam u męża wazonik i kubki blaszane z Muminkami (kocham muminki). Ponieważ nie było jednego kubka, który chcialam, wzielismy inny, z tatusiem Muminka no i pije z niego mój mąż. Jest przecież teraz tatusiem Muminka, bo w sumie dziecko przez długi czas wyglada jak Muminek😃


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2020, 10:21

23t1d <3 <3 <3

Wizyta wreszcie spokojniejsza...malutka ok, urosła. Waży 490 g ( 22t5d) dwuciemieniowy 5,61 cm, główka 22,4 cm, brzuszek 16,4 cm, udziątko 4,03 cm i ramionko 3,78 cm. Drobniutka chyba będzie jak jej brat przy porodzie. Wagowo jest obecnie na 32 percentylu wg. USG. Leży na boczku, główką w dół i zasłania twarz rączkami, tylko takie zdjecie 3d mamy :p wstydzioch mały :D

Przepływy i płyn owodniowy ok. Łożysko na ścianie przedniej. No i szyjka - na szczęście jest jak było. Nie drgnęła dalej, nie skróciła się tfu tfu. Cała zamknięta na długości 23-30 mm ( część bez LEEP/całość z wyciętym lejkiem po LEEP) Leżenie i leki póki co dają radę. Plan jest taki że chyba do 28 tc postawa jak to p. dr nazwala zachowawcza/wyczekująca a po tym terminie szew....

To z pozytywów. Bo psychicznie mam doła. Za dużo tego wszystkiego na raz się dzieje. Zagrożona ciąża z dnia na dzień,strach codzienny o dziecko, synek 4latek który tak od połowy dnia już jojczy, marudzi bo się nudzi, zresztą co on ma robić jak ja leżąca od 3 tyg i przedszkola i dzieci brak., mąz w pracy do 16:00, izolacja totalna od świata, od bliskich, rodziny, znajomych, pracy; samotne święta na horyzoncie i jeszcze kolejne zakazy/nakazy na zewnątrz. Wczoraj mi się już ulało, po kolejnej informacji o obowiązku noszenia maseczek. Zrobiło mi się duszno, gorąco jakby słoń usiadł na klatkę, jakiś atak paniki.
Mały jest kochany, dużo rozumie ale ciągle chce być przy mnie co czasem tez mnie już męczy strasznie...Wczoraj musiałam na chwile chociaż wyjść na dwór, przewietrzyć głowę. Potem wieczorem wypłakałam sie jeszcze w rękaw meżowi...

Jedyne pocieszenie w tej całej sytuacji że jesteśmy razem, mamy siebie, żyjemy, zdrowi, jest praca, dach nad głową. Reszta to stres....

Ruchy małej tez mnie niezmiernie cieszą, uspokajają i radują <3 <3 <3

Zamówiliśmy tez upragniony wózek. Babyactive mommy peony 3 w 1 . Jasny z kwiatowym wzorem i gołabkami <3 Zakochałam się w tym powozie <3 Jest leciutki i piękny. Polski wyrób. Mialam z Maksem jego starszą wersję Shell Eko Morski i byl niezawodny. Sprzedałam jak nówkę a inna mama przeszczęsliwa :D Także to akurat mnie uradowało. Za 4-5 tyg będzie Nasz <3

20 dc / 32 cs - 4 po histeroskopii

Ależ dziś na mieście armagedon. Polecenie siedzieć w domu w święta i spędzać tylko w gronie domowników chyba nie działa... Wysyp dodatkowych zarażonych korona po weekendzie murowany. Takie wysunęłam wnioski po kolejkach do wszystkich sklepów i po zawartości koszyków kupujących. Załadowane po brzegi, kupa mięsa, napojów tych alko i bez %, ciast etc My z mężem spędzamy je we dwójkę, pierwszy raz... Trochę smutno, ale odbijemy to sobie letnimi grillami 😁 Będziemy napastować rodzinkę ile wlezie. Dobrze że wyrobiłam się z zakupami przed 10 przed emerytami... Miałam niecały ręczny koszyk, zakupy w 20 minut, ale wszystko co chciałam na dwuosobowy stół wielkanocny zakupiłam. Po 12 też widziałam że nie było lepiej. Stojąc w kolejce po tulipany, policzyłam osoby w kolejce do Lidla - 43 osoby! 😲 Wspomnę tylko, że nie jest to jedyny sklep w tej okolicy. W Biedronce i Carrefourze też było ciemno od ludzi. Szok.

Miałam też dziś niemiłą sytuację w aptece. Ja jestem raczej przyjemna i bezkonfliktowa. Jako, że sama pracuję z różnymi ludźmi, staram się mieć serce dla innych zawodów, które wymagają kontaktów międzyludzkich. Natomiast Pani farmaceutka ewidentnie albo wstała lewa nogą, albo jest zmęczona swoim zawodem, albo w ogóle zły zawód wybrała, bo nie można się denerwować na ludzi, że przychodzą do apteki pracując w tejże aptece. Czyż nie? Sytuacja mianowicie była taka, że musiałam pilnie wykupić leki estrofem i luteinę. Byłam pewna że jeszcze mam, ale niestety. Więc chwilę po 10, po zakupach spożywczych podeszłam do apteki. Patrzę na zegarek, hm.. Pora dla emeryta, ale widzę że drzwi szeroko otwarte, nikogo nie ma na zewnątrz, zaglądam do środka też pusto, to myślę wejdę i zapytam. Może obsłużą. Grzecznie się witam, mówię że wiem że jest po 10, ale czy mogłabym zrealizować receptę. Na co Pani farmaceutka ( nie wiem czy to ma w Jej przypadku znaczenie, ale Pani z pewnością po 50) krzyczy na mnie, że nie umiem czytać, nie znam się na zegarku, bo ona teraz ma przerwę do 12 albo obsługuje tylko osoby po 65 rż. Ja odpowiedziałam, że właśnie dlatego się zapytałam czy mogę. Ona znowu krzykiem czy to są leki ratujące życie. Hm momencik się zastanowiłam po czym stwierdziłam, że drobne kłamstwo nie zaszkodzi, a może Panią czegoś nauczę np. Empatii, więc mówię, że moje życie nie jest zagrożone, ale kogoś we mnie tak ( bo jakby nie było i luteina i estrofem są na podtrzymanie ciąży 😉) Dziwnie się spojrzała, poprosiła o nr recepty, po czym przeprosiła, powiedziała że niestety luteiny nie ma niestety tylko estrofem i że może mi sprawdzić gdzie mogę go w pobliżu dostać. Podziękowałam życzyłam wesołych i zdrowych świat i wyszłam. Pojechałam do domu na zieloną herbatkę i po 12 spokojnie pojechałam do innej apteki. Gdzie kupiłam leki już w dużo milszej atmosferze 😉 Człowiek człowiekowi wilkiem. Sami siebie pomordujemy.

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 6 stycznia 2021, 14:21

Wczoraj Dudu skończył 6 tygodni. Nocki nadal są trudne. Dziś trzeci dzień, kiedy mąż wrócił do pracy a ja zostałam sama z dziećmi i... jak narazie jest ok. Dudu przyzwyczajony spać na rekach, od kiedy męża nie ma, nie ma innego wyjścia, muszę zostawić małego w łóżeczku płaczącego w niebogłosy, bo muszę się tez zaopiekować jego starszym bratem. Tak wiec stwierdziłam, ze koniec z drzemkami na rekach, cierpliwie kładę go do łóżeczka jak tylko zaśnie, oczywiście oznacza to ze się wybudza i płacze. Bywa że przez godzine zasypia-odkładam-płacze-podaje smoczek/biorę na ręce-zasypia-odkładam-płacze itd. itp. I czasem w końcu uśnie na 40 min. 😅 ale nie poddaje się, musi się nauczyć spać sam.

Fifi jest grzeczny 🥰 w miarę ;) serce mi się rozpływa, kiedy widzę jak się troszczy o brata, np kiedy karmie podchodzi i głaszcze Dudu delikatnie a potem poprawia kocyk ❤️ Kiedy Dudu płacze, Fifi podchodzi z zabawka i nią macha przed oczami 😄 albo przybiega do mnie i mówi mi, ze dzidziuś płacze i trzeba go wziąć na ręce. Czuje, ze będą zżytymi braćmi, to szczęście mieć taka rodzine, moje marzenie się spełniło ❤️

6 tyg po porodzie a ja nadal plamie... kiedy już myślałam, ze to koniec plamienie wróciło. Tzn cały czas było, tylko coraz jaśniejsze, a teraz znów weszło w blada czerwień. W połogu po pierwszej ciąży minęło szybciej.
Mezowi brakuje zbliżeń, brakuje mu mnie. A ja? Brakuje mi porządnego snu, brakuje mi czasu na zadbanie o siebie. Seks mi ciagle nie w głowie. Kiedy myślałam, ze już praktycznie skończyło się plamienie, pomyślałam czemu nie, spróbujmy, ale chwile potem stwierdziłam, ze nie jestem gotowa. Bo i kiedy? Wieczorami Dudu nieodkładalny, a jak zaryzykujemy, obudzi się z płaczem, co może obudzić Fifiego, co więcej wieczorem jest największy problem z zaśnięciem, wiec ryzykujemy godzinna rundkę płacz/na rekach co oznacza wielka frustracje, bo przecież miało być tak pięknie. Druga opcja: drzemka Fifiego i Dudu, tutaj oboje śpią w miarę fajnie, ale to jedyna pora w ciągu dnia, gdzie mogę odetchnąć, zajrzeć do tel., zdrzemnąć się chwile. Seks przy takiej opcji wydaje się być męką, nie przyjemnością... wierze, ze sen Dudu się ustabilizuje, a wieczory znów będą nasze ❤️

Nea Zostawić po sobie ślad 10 kwietnia 2020, 19:15

13 dc
Już sama nie wiem co mam ze sobą zrobić.To ciagle siedzenie w domu dobija mnie.Oczywiscie wszystko pozamykane nawet wizyt w kwietniu nie ma.Czekamy na wynik kariotypow i tyle.Jestem przygotowana psychicznie do in vitro tylko ze nie wiem kiedy.Chce mi się płakać nie budzić się i nie czuć tej pustki.Nigdy nie zobaczyłam nawet cienia a czuje się tak jakbym każdego miesiąca traciła kolejne dziecko.Biore suple.Obecny zestaw pregna start, ubichinol 100, proceive max women,flavon max,flavon Green,flavon protect,flavon kids,kwasy omega 3 i olej z wiesiołka.Zaczelam brać Dhea ale straszne migreny miałam wiec odstawione.Obecny cykl - owulacji nie widać wiec może być bezowulacyjny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2020, 19:24

Ana 81 Jak nie zwariować ? 28 kwietnia 2020, 18:38

Wracamy ze szpitalaz lekarz zaleca dwa miesiace przerwy w staraniach, ale nie sluchamy go zrobilismy tylko miesiac. Potem bach dwa miesiace pozniej przy wyjazdem do norwegii na dwa tygodnie robie test pozytywny :) omg co tu robic leciec i jechac na objazdowke po Norwegi pod namiotami? Tak, jade raz sie żyje!!! Pobyt super, tylko mdlosci okropne czulam, odliczam dni do powrotu do PL. Dzien wyjazdu czuje sie super:) pelna nadzieji i szczescia moze tym razem sie uda :) Wsiadamy do samolotu, na jutro umowiona wizyta do poleconej ginekolozki i co bol brzucha, skurcze... o nie zaczelo sie... w domu do spania i oczekiwanie na jutro... wieczorem dla pewnosci powtarzam test.. sa dwie krechy :) Nastepnego dnia rano, budzi mnie krew.... placz i zalamka a mialo byc tak pieknie ide do lekarza mimo wszystko kaze mi zrobic bete... beta jest za niska powtarzam za dwa dni spada ...


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2020, 19:06

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)