Chwilę nie pisałam, ale wynikało to z tego, że nie podchodziłam do laptopa, a na telefonie nie da się zmienić pamiętnika w ustawieniach.
Od ostatniego pięknego przyrostu bety dostałam ciemnych plamień. W piątek umówiłam się do lekarza, bo miałam złe przeczucia i zrobiłam rano betę. Obliczyłam, że powinna by c min 1550, ale ok 2 tysięcy by mnie uspokoiło. Niestety po raz pierwszy od dawna wyniki wrzucili wieczorem, więc dopiero po wizycie...
Na wizycie byłam pewna, że znowu usłyszę "nic nie widzę na USG", ale był pęcherzyk
Endometrium 14. Wszystko ok oprócz krwawienia, które po wzierniku było widać, że z macicy...
Dostałam dodatkowy progesteron w globulach (oprócz tego brałam 3x2 Duphaston, heparyne i Aspirin Cardio). Miałam się oszczędzać. Wieczorem dostałam wynik bety - ponad 7 tysięcy. To mnie już bardzo uspokoiło.
W niedzielę stało się coś, przez co prawie zemdlałam. Żywa, czerwona krew. Popłakałam się i byłam pewna, że koniec mojego snu o zdrowej ciąży.
Chciałam jechać do szpitala, ale wiedziałam, że było to bez sensu - na tym etapie każą leżeć i dają duphaston. Jeszcze zamknęliby mnie bez możliwości odwiedzin.
Przeryczałam niedziele, oprócz tego jednego razu, pod wieczór wypłynęło ze mnie jeszcze trochę czerwonej krwi. Czekałam aż się rozkręci. W nocy śniły mi się szpitale. Na szczęście na drugi dzień plamienia były bardzo ciemne - stara krew z poprzedniego dnia. Dzisiaj plamienia jasnobrązowe, chyba po tabletce (stara krew + lek). Przepraszam za opisy, ale wiadomo, przy staraniach nic już nie jest obrzydliwe.
Jest coraz lepiej, brzuch mnie nie boli, krwi nie widzę. Liczę, że może jakieś naczynko pękło, albo krwiak, którego lekarz na USG nie zauważył.
Mam zamiar leżeć i się oszczędzać i obserwować sytuację. Nie chcę już iść na kolejne USG, bo mam wizytę w klinice w poniedziałek. Zaczęłam się też zastanawiać czy lekarz nie naruszył czego przy badaniu...
Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej i, że w poniedziałek będę mogła zobaczyć kropka... Wiem, że może być różnie, ale staram się nie stresować za bardzo. Ja już robię wszystko co mogę żeby było dobrze, reszta nie leży już w mojej mocy.
Walcz Kropeczku kochany, mama chce się z Tobą spotkać za tydzień 
Oszaleje z tym bólem pleców 🙄 a miałam dzisiaj poćwiczyć, pewnie będę to musiała odłożyć na kilka dni, a słodkie lenistwo przed tv na święta nie wpłynie pozytywnie na moje uda 🤭🤣
Ale mam gorący dół brzucha, jak piecyk, czuję się rozpalona (nie mylić z napalona , chociaż może to też......) W brzuchu dzikie rewolucje, przelewanie, chlupotanie. I co ta II połowa cyklu ze mną robi 😒 sieczkę w głowie , trzeba sobie wybić z głowy głupoty 🔨🔨🔨 i czekać na spokojnie do niedzieli 🤯
Jestem uzależniona od pamiętników, nawet nie chce myśleć ile już przeczytałam 😳 małż mówi że mi oczy wypadną od tego czytania 🙈 jeszcze chwilę i będę w domku, na ogródku, może zrobię porządek w rabatkach 🌱🌱🌷🌹🥀
Powtórzyłam betę i czekam na wyniki. Nie spodziewam się cudu. Piersi przestały mnie boleć, czekam tylko na odstawienie luteiny. Nie będę się oszukiwać, beta 3,2 w 13 dpo nie wróży dobrze. Wczoraj rozmawiałam z mężem o trudach starań i oboje stwierdziliśmy, że doszłam do takiego miejsca, w którym przestaję już normalnie żyć. Wszystko podporządkowane jest walce o to, żeby założyć rodzinę. Powoli gubię się w tym wszystkim i wykańczam i siebie i męża. Coraz częściej zdarzają mi się wybuchy złości, swoje frustracje wyładowuję na nim
a on biedny to wszystko cierpliwie znosi. Potem go przepraszam, ale co z tego jak wiem, że za chwilę znowu mnie poniesie. źle się z tym czuję...
Postanowiłam, że po każdym nieudanym cyklu zamiast płakać, będę robić rzeczy, których w ciąży bym nie mogła robić, a które sprawiają mi przyjemność. A więc dzisiaj napiję się wina 
Mam już wyniki. Beta spadła do 2. Czyli dzisiejsze wino aktualne.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2020, 14:53
16 dc.
Nie wiem czemu pisanie pamiętnika zaczynam w środku cyklu, coś mnie natchnęło ale myślę że będzie to fajna formą pamiątki. Jedną już mam, jest to konto na instagramie 
Dzis ewidentnie czuję że już po owu.. Fajnie bo udało Nam się współżyć co 2 dzień od 7 dc. Testy owu od 14 dc pozytywne. Pokładam ogromne nadzieję na ten cykl.
Ta cala sytuacja z koronawirusem dobiła mnie mocno, jedyną pocieszającą rzeczą jest to że jestem u rodziców i z moim K mamy okazję widzieć sie więcej niż tylko w weekendy. Bo na codzień mieszkamy 100 km od siebie. Jeszcze troszkę i zamieszkamy razem ❤️ Wiele daje mi to że mój Ukochany jest obok mnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2020, 11:59
37+2
Chyba coś powoli zaczyna się dziać, do tej pory spało mi się rewelacyjnie a teraz ostatnie 2 noce mało co przespane, nie mogłam oddychać, wszystko bolało. Dziś całą noc i wczorajszy dzień bóle okresowe, takie które zaczynały się od przepony i szły w dół... Coraz bliżej...
Zaczęłam kolejny cykl - w sumie jakieś dwa tygodnie temu. Wiąże z nim wiele nadziei (a to nowość
) - dwa tygodnie spędziliśmy zamknięcie w domu - ja na home office, mąż na przymusowym wolnym i ten czas wykorzystaliśmy dobrze! We wtorek powinnam już wiedzieć jak to poszło!
Czytałam kilka pamiętników w których dziewczyny się zastanawiały czy przerwać starania na czas epidemii - szczerze mówiąc my nawet o tym nie pomyśleliśmy. Dopiero później zaczęłam czytać ze sugeruje się przerwanie działań, ale nie żałuje. Mojego męża do odwołania teraz nie będzie w domu - jako wojskowy pomaga przy koronowirusie. Przez (a może dzięki?) wirusowi nie odbyły się wszystkie poligony które miał mieć zaplanowane, wiec już teraz wiadomo, że gdy życie wróci do normy to wyjdzie na bardzo długi czas. Więc gdzieś tak się liczę z tym ze jeśli nie teraz to może minąć długi czas zanik znów będziemy mieć okazję się o to postarać. Widzę tez, ze czuje się winny przez to , ze nie każdy cykl możemy wykorzystać, ponieważ nie jest obecny w domu. Staram się go pocieszać - sama nje uważam żeby to była kogokolwiek wina, po prostu tak jest. Zdajemy sobie sprawę ze to nie wyścigi, ale chęć ta chęć jest duża
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2020, 14:13
Środa 18 dc / 32 cs - 4 po histeroskopii
Jestem z siebie dumna! 👏💪 W niedzielę samodzielnie wykonałam sobie zastrzyk z ovitrelle. Zawsze robiłam w klinice w zabiegowym, ale w niedzielę, wiadomo, bez szans. Tym samym w okolicach południa, wyjęłam spirytus do odkażania i lek. Ułożyłam w łazience i czekałam... Nie mogłam się przemóc. 45 minut chodziłam po mieszkaniu i przygotowywałam się psychicznie. W końcu podeszłam, wzięłam strzykawkę i wykonałam zastrzyk. Ufff, przeżyłam 😁 Chyba kiepski ze mnie byłby narkoman 😉 Na męża nie mam co liczyć, on ma mroczki przed oczami jak widzi pustą strzykawkę, a co dopiero z igłą... Ja nie mam problemu, gorzej się robi jak muszę sama sobie zrobić cokolwiek, emocje biorą górę. Najważniejsze że się udało! A dziś mogłam zobaczyć to na własne oczy. Byłam w klinice na monitoringu. Z 3 pęcherzyków, pękły 2 i mam tym samym 2 ciałka żółte, endometrium jak na mnie powala, bo 9,5 mm. Zalecenia w dalszym ciągu estrofem dopochwowo + luteina 2x2 podjęzykowo. I jak zwykle 12 dni czekania, w moim przypadku czekam na plamienia ( choć w zeszłym cyklu nie wystąpiły co daje mi nadzieję że udało się ich pozbyć), jak ich nie będzie to po 12 dniach test. Niby szansa jest, niby podwójna, ale kiedyś już takie szanse też były... Pozostała tylko nadzieja i wiara.
7t6d
Czuje się tak słabo... W jednej chwili jestem głodna, jest mi niedobrze ale nie chce jeść. A jak zjem to nie czuje że coś zjadłam. Psychicznie też nie najlepiej, za dużo wiem i za dużo przeszłam. Za każdym razem gdy idę do toalety boje się, że zobaczę krew. Cały czas myślę o tym,czy na następnej wizycie znowu usłyszę serduszko dzieciątka. Wizyta za 2 tygodnie, doktorek chce mnie widzieć częściej ze względu na moją historię ginekologiczno-położniczą. Strach związany w epidemią trzyma mnie w domu, boje się wyjść na zewnątrz. Jednak zbyt długo zamknięta w mieszkaniu czuję się coraz gorzej. To błędne koło z którego nie potrafię i narazie nie mam możliwości wyjść. Spoglądam na moją kartę ciąży, na wpisane crl i tętno dzidziusia i jeszcze nie dowierzam, że to się dzieje
Przez tą kwarantannę padnie mi na głowę...M w pracy więc niedługo zacznę gadać sama do siebie..jedyną rozrywką teraz jest praca w poniedziałki i czwartki no i oczywiście odwiedzenie na cmentarzu dziewczynek..szału idzie przez to wszystko dostać. Żeby tego było mało to tak mnie dzisiaj cycki po bokach bolą że nawet dotknąć ich nie mogę. W tym cyklu ❤ było tyle o ile więc ciąży raczej z tego nie będzie choć nasze dzieci wybierały sobie specyficzne czasy przyjścia do nas... pierwsza córcia "uratowała" mnie przed zwolnieniem z pracy, druga z kolei pojawiła się w momencie kiedy miałam awansować na kierownika regionu, więc trzecie dziecie może wymyśli sobie 👑 wirusa... przespałam dzisiaj połowę dnia i wkurzam się sama na siebie bo nienawidzę takiego marnotractwa czasu 
Do @ 8 dni...
7 dc
Bardzo bym chciała zacząć starać się już o naszego dzidzusia. A tu ponad 2 miesiące czekania
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2020, 20:58
1 po transferze, postanowiłam, że codziennie napiszę jakąś krótką notatkę. Dzisiaj wstrzyknęłam sobie dwa ostatnie zastrzyki, jeden na implantację, drugi na obniżenie odporności - tak powiedziała pani dr choć niewiele z tego rozumiem... Jutro mój ostatni dzień w pracy, odchodzę po prawie 6 latach, zrobiliśmy z mężem dwa ciasta które jutro zabiorę. Niewątpliwie nowa praca da mi motywacje do dalszego życia jeśli transfer się nie uda aczkolwiek zakładam tylko dobre rozwiązanie, tak dużo teraz zmieniliśmy.... Odczuwam ból w krzyżu, myślę, że to od zastrzyków...
Zaczynam nowy cykl - 4 dni za wczesnie, z bólem jakiego dawno nie uswiadczylam... od 4 godzin chodzę od łazienki i kąpieli do łóżka i cieplej kołderki. Mam nadzieje ze zaraz zaczną działać kolejne leki masakra! Nie wiem co się dzieje
16 cs 24 dc
W końcu udało namówić mi się męża na badanie nasienia, a przynajmniej tak myślałam, że się udało. Ciężko było, ale czulam się tak jakbym toczyła walkę z wiatrakami. Całe starania i badania tylko ode mnie się zaczynały. A jak dziś oznajmiłam mu, że go zarejestrowałam to powiedział, że zrobi to dla świetego spokoju, a wydawało mi się, że oboje chcemy drugie dziecko. Mój nastroj się pogorszył 
Edit. Mąż przemyślał sprawę i podszedł do tematu na spokojnie. W czwartek jedziemy na jego badania. Naprawdę bardzo się cieszę i jestem szczęśliwa, ze tak podszedł do naszej wspólnej sprawy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2021, 15:20
Dwie blastki na pokładzie. Trochę mnie to wszystko zdziwiło bo w środę sytuacja wyglądała tak dobrze, że myślałam, że dwie blastocysty zamrozimy. Pani embriolog powiedziała, że jedna z nich pożegnała się w czwartek a dwie przestały się rozwijać i że mamy dokładnie taki wynik jaki chcieliśmy czyli dwie blastocysty. Jedna z nich nazwała wczesną a druga była już większa prawie wykluwająca się z otoczki. Tym razem mam dobre przeczucie, chce myśleć pozytywnie
Po poprzednim transferze dużo płakałam nieznając jeszcze wyniku... Jestem strasznie śpiąca i głodna, najgorsze jest to, że mam apetyt na same niezdrowe rzeczy...
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2020, 22:37
31 dc
Wrrrr, zły humor mam od rana, powinnam chodzić z tabliczką ,, uwaga gryzę, nie podchodzić, nie denerwować,,😡. W sumie mój zły humor nie ma żadnych podstaw, poprostu wstałam i jest. 🙄 Jakby to powiedzial mój małż, wstalam lewa nogą.
Plecy bolą mnie trochę mniej, ale to dzięki masażowi małża, masaż byl brutalny 😅 ale najważniejsze że pomogł. Wczoraj spędziłam popołudnie w łóżku, na czytaniu pamiętników 🤭 a dzisiaj coś delikatnie, nieśmiało zaczyna boleć brzuch na @ i kłuje mnie lewy jajnik ( wydaje mi się że z niego byla ovu). Także tak......, dobrze że nie mam testow w domu bo tylko niepotrzebnie bym je zużyła 😁
Chce już weekendu, chce żeby się ten korona skończył, chce iść do kina, jechać nad morze, chce iść na zakupy, do kosmetyczki, fryzjera..... I CHCE MIEĆ IN VITRO !!!!!
Muszę się ogarnąć zanim wrócę do domu, bo i tak mąż ma do mnie cierpliwość i do moich zmiennych nastrojów: radość, entuzjazm,wkurw, złość, dół. I to nie tak, że te nastroje są rozłożone na tydzień, nie nie, ja tak mogę mieć w ciągu jednego dnia, ba czasami w ciągu jednej godziny. I on biedny nigdy nie wie na jaki w danym momencie może trafić nastrój szanownej królewny. Kiedyś , na początku związku to go ostrzegalam : jestem przed okresem, może być ciężko 🤭😁 wtedy pomagało, teraz już chyba sam potrafi ocenić na co może sobie pozwolić 🤣.
Hmm, chyba idę popracować ...
Wczoraj wzielam ostatnia tabletke dostinexu, w przyszłym tygodniu mam zrobić badanie prolaktyny, ale co z tego jak nigdzie się nie dostanę z wynikiem 🙄
I mam postanowienie, że jeżeli nie dostanę @ do niedzieli to test zrobię w poniedziałek 😁 i to nie tak, że to moja silna wola,tylko nie mam testow, dopiero do mnie jadą. Ale jak przyjadą jutro to moja silna wola będzie wystawiona na próbę. Trzymajcie kciuki żeby moja silna wola wygrała z moją niecierpliwością. 😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2020, 09:33
8 dc
Odliczania ciag dalszy. W związku z tym że jestem nauczycielem przedszkola tryb życia raczej aktywny. Od tygodnia ćwiczę czytam książki jeszcze bardziej dbam o siebie.
Jestem dzisiaj zła. W pracy szykują się cięcia pensji przez ten cholerny wirus. Oczywiście mogę się nie zgodzić, ale wiadomo że wiąże się to ze zwolnieniem. Gdzieś tam mi słyszałam w tv że pracodawca będzie musiał po kryzysie wypłacić wyrównanie, ale teraz oczywiście już żadnych info nie mogę nt.temat znaleźć 
I jak tu myśleć o maluszku? Szlak by to trafił 
Do tego cały czas bolą mnie te cycki...no chyba że stał się cud i jestem w ciąży, ale byłaby niespodzianka..wzięłabym l4 albo im powiedziała, że mogę pracować, ale nie zgadzam się na żaden aneks,o!
Nerwy mnie biorą na to wszystko..
32+4
Dzisiai miałam kolejną wizytę. Z córką wszystko dobrze. Ona jest dość drobna bo 1800 czyli 16 percentyl. Natomiast u mnie bardzo wysoki puls, az 140. Mialam podwójny pomiar i 2 razy taki wysoki. Dostalam leki i musze kontrolować puls. Do tego dochodzi podwójny epizod ze sciskiem w klatce piersiowej. Nastepna wizyta za 2 tygodnie, zobaczymy czy będzie poprawa.
tc: 36+1, waga 66,2 kg.
27 dni do przewidywanego terminu porodu 😱😵
Ciąża donoszona. Od dziś lub jutra wjeżdża do menu herbatka z liści malin, podobno przygotowuje szyjkę macicy do porodu, rozluźnia ją w jakiś sposób. Daktyle i olej z wiesiołka - to może za jakieś 2 tygodnie. Na razie mamy za dużo jeszcze do zrobienia. Żadnej książki dotyczącej pielęgnacji noworodka nie przeczytaliśmy, żadnej!!! Mężuś mnie objechał ostatnio i powiedział "Może zapytaj swoich rodziców, ile książek oni przeczytali przed Twoimi narodzinami? Wierzę, że całe mnóstwo". Także trochę zluzowałam (t-r-o-c-h-ę). Hormony na łeb mi padają. Ostatnio cierpię na bezsenność. Wstaję sobie w nocy do toaletki, wracam do łóżka i 2-3 godzinki nie śpię. Stres mną zawładnął. Relaksuję się, modlę, medytuję, ćwiczę język, wącham ulubione zapachy, skupiam się na dobrych myślach, wietrzę pokój. I nic. Nie śpię. Nie to, że mnie coś boli - nie. Po prostu cierpię nie niezidentyfikowany ból głowy, istnienia, duszy - stres. Jak to będzie, co to będzie, czy dam radę, czy o wszystkim pomyślałam, a o czym nie pomyślałam... Heh.
Torbę spakowałam, ale dalej na stole lądują rzeczy do dopakowania. Spakowałam też torbę zapasową - w razie gdyby się okazało, że musimy zostać dłużej, to żebym nie musiała tłumaczyć Mężusiowi, co ma spakować. Ostatnio, poza bezsennością, cierpię również na brak cierpliwości do tłumaczenia. Dziwię się, że wokół jeszcze ze mną wytrzymują. Dość dużą część mojej torby (tej zapasowej też) zajmuje jedzenie. Leżąc na reumatologii 2 lata temu zjadałam jedzonko szpitalne, miałam swoją owsiankę na śniadanie, a siostra dowoziła dodatkowe obiady. Byłam w stanie to zjeść i jeszcze schudłam wtedy!!! Dlatego teraz - gdy Mężuś nie będzie mógł donieść mi ciepłego obiadku - spakowałam sobie jedzenie śniadaniowo-kolacyjne.
Maluję szczebelki łóżeczka. Wybrałam kolor ciepło-zielony, miętowy i przybrudzony róż. Niektóre szczebelki są pokryte już dwoma warstwami farby. Świetnie wyszło!!! Do tego ułożyłam już naklejki, tak jakbym chciała, żeby były przyklejone na ścianie. No i udało mi się zamówić lampkę w kształcie Malinki
Jak przyjdzie nie omieszkam się pochwalić
dziewczyny na forum polecały stronę "Mumu for kids" z lampkami. Liski, jelonki, chmurki, gwiazdki. Śliczne, śliczne, ale to nie jest lampka mojej Córki. Dlatego napisałam do nich, że historia jest taka, że do córki mówimy "Malinka" i czy byliby w stanie zrobić lampkę w kształcie Malinki? - Jasne, wieczorem prześlemy projekt. Projekt zaakceptowany, cena bez zmian wobec standardowych lampeczek. Lampka w drodze
Chyba z zakupów nic nie sprawiło mi aż takiej radości, jak właśnie ta lampeczka 
GBS wyszedł negatywny. Dziś byłam na spotkaniu z położną. Powiedziała mi rzecz ważną, pewnie dla wielu oczywistą, a o której ja nie miałam pojęcia - po porodzie, jak będziemy mieć PESEL Maliny to trzeba ją ubezpieczyć, przy którymś z nas w pracy. Posłuchałyśmy serduszka, ładnie biło (140 na minutę). Wiercipięta się wierci, więc nie mam powodów do zmartwień. Czasem ukłują mnie pachwiny, czasem krocze - ale to naprawdę nic. Aaaa, mam problemy z równowagą. Na prostej drodze potrafię się zakręcić jak bączek. Wywaliło mi też pępek. I niestety progesteron sieje spustoszenie. Gazowe spustoszenie. Często nie czuję, że coś nadchodzi, muszę naprawdę się pilnować wśród ludzi, bo to straszny wstyd.
Kupiliśmy zamiennik karuzel, czyli mobil - karuzela napędzana ruchem ręki lub podmuchem powietrza, która daje wrażenia wzrokowe, bez dźwięków, bez światełek. Na samym początku wybraliśmy obrazki kontrastowe, zobaczymy, jak się będzie sprawdzać.
A dla przygotowujących się do porodu polecam kanał Brigdet Teyler na yt. Fajnie gada na większość tematów, można sobie obejrzeć i poćwiczyć razem z nią. Do tego babeczka od refleksologii pokazała mi punkty na stopach, które należy uciskać w trakcie porodu, żeby zapewnić prawidłowy postęp porodu. Są to boki pięt (wewnętrzny i zewnętrzny) - odpowiedzialne za macicę i jajniki oraz zagłębienie pod kostką po jej wewnętrznej stronie - odpowiedzialny za jajowody. Rzuciła jedynie "Żadne >>kiziu-miziu<<, tylko solidny ucisk".
Miałam też miłą niespodziankę. Napisał do mnie lekarz z kliniki, który prowadził ciążę w pierwszym trymestrze. Sam z siebie. Zapytał, co tam słychać, czy wszystko jest ok. Banan na twarzy sam się pojawił 
Malinko - siedź tam grzecznie, muszę jeszcze kilka szczebelków domalować!!!
19.03 g. 13:35, 3335 g, 54 cm Iga 🥰
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.