Byliśmy dziś (a raczej już wczoraj) u laryngologa. Musieliśmy pojechac te 80km od naszego miasta ale wiadomo ze dla malutkiej wszystko. Okazało sie ze w 90%ma obrzekniety nosek (czyli moje przeczucie mnie nie mylilo ze cos jest nie tak...) dostalismy kropelki ktore mamy jej podawać, do tego dzis pierwsza noc spi w swoim lozeczku a nie z nami w łóżku (z tym jest mi bardzo ciezko, nie wiem czy usne)... Do tego codzienne mycie podłóg - od jakiegos czasu juz to wprowadziłam, zero dywanów i intensywme wietrzenie pomieszczen szczególnie przed spaniem - to tez wdrażam
byle by tylko jej to pomogło!!
Okazalo sie ze w tym tygodniu wznawiaja szczepienia u nas w przychodnj wiec w piątek lecimy na szczepienie z maleńka ♥️
Ehh ten czas teraz, ta kwarantanna jest taki wymagajacy i taki orzytlaczajacy a jednoczesnie dla mnie szczesliwy bo mam ta moja najslodsza księżniczkę (chociaz bywalo i bywa czasem mega ciezko) ale ona jest czyms najpiekniejszym co mnie spotkalo ♥️
Rośnij zdrowo królewno 🤞🤞✊✊
M dzisiaj w nocy krzyczał przez sen...śniła mu się nasza P..to co musieli z nią wyprawiać w szpitalu..ja to nawet nie chcę o tym myśleć bo musiałabym tam pójść i ich pozabijać..przez to wszystko dzisiaj od rana jestem przytłoczona..na dodatek na fb mama jednej z dziewczynek, z którą leżałyśmy na oiom dodała jej zdjęcie...łzy same mi lecą bo dziewczynka kończy dzisiaj 2 latka..moja P skończyłaby.02.03...czasami mam wrażenie jakby to był tylko piękny sen o najpiękniejszej córeczce...moje wyobrażenie cudu..niestety...ona była najcudowniejszą postacią tego horroru...na dodatek opinia biegłych na bank przez wirusa sie opóźni a miała być z końcem kwietnia...żeby chociaż te pielęgniarki się przyznały, że nie nie zauważyły, że się dławi..to nie..wypiera się cholerna biała mafia a człowiek musi żyć z poczuciem niesprawiedliwości, smutku, rozgoryczenia i bezsilności..tak..życie jest niesprawiedliwe do szpiku kości! Tak. Dzisiaj mogę napisać że gdyby moje dzieci żyły świat byłby zupełnie inny, a tak odliczam tylko codziennie po otworzeniu oczu czas aż je znowu zamknę do snu..
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2020, 09:22
7t 5d
Łał łał łał... to dopiero 8 tydz, a już muszę rozpinać guzik w spodniach, kiedy siedzę. Brzuch stał się widoczny. Nie dla obcych, ale gdybym widziała się z kimś z rodziny, na pewno nie zostałoby to niezauważone. Piersi mi urosły. To akurat mnie cieszy, bo od kiedy przestałam karmić stały się bardzo... smutne.
Mam spory apetyt. Czasem głód mnie dopada tak znienacka, wtedy zaczyna mi się robić niedobrze. Dzisiaj na kolację pyszna sałatka z ciecierzycą, ale ja miałam taka ochotę na naleśniki z dżemem. Oczywiście zjadłam sałatkę ze smakiem, a potem usmażyłam naleśniki i zjadłam 4 od razu. Zostało ich pare i mam na nie ciagle ochotę 🙈 boje się o moją wagę, boję się jeść słodkie, ze względu na cukrzyce w poprzedniej ciąży, staram się pilnować, ale nie jest łatwo.
Zaczęłam tę ciążę z 2 kg więcej niż poprzednią. Wtedy tyłam dość szybko, w 6 miesiącu miałam prawie 10 kg do przodu, ale wtedy wyszło, ze miałam cukrzycę i zaczęłam bardzo restrykcyjnie przestrzegać diety, do końca ciąży przybyło mi jedynie 0,5 kg. Po porodzie bardzo szybko straciłam kilogramy i byłam straszna chudzinka, ważyłam 3 kg mniej niż przed ciążą. Przytyłam dopiero po tym jak przestałam karmić piersią.
Ale waga to teraz najmniejsza troska...
Rozmawialiśmy wczoraj z mamą męża. Jest lekarzem i jej gabinet znajduje się w szpitalu, w którym panuje koronawirus. Zdecydowała się zostać w gabinecie na czas kwarantanny, by nie ryzykować zdrowia swego męża i syna, który jest w trakcie leczenia onkologicznego. Jest jej bardzo ciężko. Przyznała nam, ze wyniki badan mojego młodego szwagra są bardzo złe, to najgorszy rodzaj raka, który może być oporny na leczenie. Nie mówiła o tym nikomu, nawet mojemu szwagrowi, bo bała się, ze odrzuci leczenie i będzie chciał hulać puki ma siłę, co zresztą ma trochę miejsce już teraz. Kurczę, to wszystko jest takie przykre. Bardzo mi szkoda mojej teściowej.
Nie chciałam, żeby w tym pamiętniku wiało smutkiem, już usunęłam z tego względu jeden wpis, ale muszę napisać co czuje. A czuje, ze kryzys epidemiologiczny będzie się ciągnął... wątpię czy będziemy mogli pojechać w wakacje do Polski, potem będę w zaawansowanej ciąży, urodzę na kilka tygodni przez Bożym Narodzeniem. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten, w którym zobaczę się z rodzina dopiero za rok. Ostatnio mnie widzieli na święta, a zobaczą już z dzieckiem w rekach.
Smutno mi.
1 dc
Pierwszy dzień urlopu i pierwszy dzień cyklu. W nocy była masakra, ból brzucha jakby mi się coś w środku rozrywało, niestety w ruch poszły tabletki. Staram się jeść jak najmniej tabletek, ale nie dało rady, ból nie dał mi spać prawie całą noc.
Tak jak napisała Niki, nowy cykl, nowa szansa. To jest ciekawe jak zmienia się nastawienie do bycia w ciąży w zależności od tego czy jest to początek czy koniec cyklu. Na początku mam nastawienie co ma być to będzie, ale im bliżej miesiączki nadzieja rośnie, a jak jeszcze @ się spóźnia....
Nie wiem co jeszcze mam robić żeby zwiększyć szanse na powodzenie. 🤔 Czasami czytam pamiętniki i nic nie zapowiada że się udało i nagle bach, fioletowy pasek z napisem ,,ciąża rozpoczęta,, wracam wtedy do wcześniejszych wpisów żeby jeszcze raz przeczytać co zmieniła autorka pamiętnika w szczęśliwym cylu.
Na pewno będę sumiennie mierzyć temperaturę i większą uwagę zwracać na śluz. Ale co jeszcze mogę robić?
Może za niedługo w mojej klinice będzie można rozpocząć stymulację i wtedy będę miała wrażenie, że robię wszystko co jest możliwe żeby się udało.
Na badanie prolaktyny dzisiaj nie pojechałam, myślę że wynik po takiej nocy nie byłby miarodajny a i godzina już za późna. Jutro drugi dzień cyklu to chyba dobry czas na badanie prolaktyny.
Dzisiaj większość dnia spędzę w łóżku, chociaż będę miała wyrzuty sumienia za lenienie się. No może obiad ugotuje, chyba że małż się zadeklaruje, że to zrobi. Narazie nie mam ochoty na jedzenie.
37+4
Od 2 dni brak skurczy, no może cmienie ale dziś zaczął odpadać mi czop, gęsta galareta żółta, bez krwi. I z każdym siku wypada dalej.
Czytam że poród może być zaraz albo nawet za 2 tygodnie 
Czwartek 26 dc / 32 cs - 4 po histeroskopii
Nie czuję się ciążowo, czuję się typowo okresowo.
Jestem zadowolona, bo 2 cykl z rzędu nie mam plamień. Zazwyczaj pojawiały się nawet na 7-8 dni przed miesiączką. Widać jednak poziom estrogenu spadał nierównomiernie. Oczywiście był on badany, ale nie codziennie, a tak by w sumie należało, by uchwycić moment... Nieważne, istotne jest to, że kolejny miesiąc ich nie ma. Poskutkowała aplikacja dopochwowa, ustna niestety nie zdała egzaminu. Tym samym przynajmniej jeden póki co problem z głowy... Mam nadzieję, że plamienia nie będą się pojawiały i w kolejnych cyklach.
Miesiączka powinna przyjść w niedzielę lub w poniedziałek. Przyjdzie, nie sądzę by było inaczej, choć bardzo tego pragnę.
Ostatnio, myśląc o przeszłości, przypomniałam sobie spotkanie z moją klientką. To było jak miałam lat 28 - 6 lat temu. Pomogłam Jej z jedną sprawą tak dodatkowo i ta postanowiła mi się odwdzięczyć. Kobietka mistyczna, bez kitu, połączenie baby Jagi i dobrej wróżki z wyglądu. Zawsze przy niej czułam się tak dziwnie choć nie wierzę w magię, karty tarota etc Przyszła mi podziękować. Zajmowała się między innymi wróżeniem z ręki. Podobno Jej matka i babka też jak żyły. Byłam wtedy w związku - wydawało mi się że dobrym, ucieszyłam się jak powiedziała że wyjdę za mąż. Tyle że ostudziła mój zapał i powiedziała, że nie za aktualnego partnera, że z tym się skończy, nie jest wart, i to chory związek. Muszę poczekać, wyjdę, ale po 30, i to będzie szczęśliwe małżeństwo. Powiedziała też o innych sprawach, zawodowych, materialnych etc, i na koniec dodała o dzieciach... Że będziemy mieć dwójkę, tak jak chcę.
I niedawno do tego wróciłam ... Faktycznie tamten związek się rozpadł. Za mąż wyszłam w wieku 31, związek póki co szczęśliwy. Tylko jeszcze nie jesteśmy rodzicami. Swoją drogą ja jej nie mówiłam że zawsze chciałam mieć 2 dzieci... A ona mi nie powiedziała że urodzę te dzieci, tylko że będę miała dwójkę... Może adopcyjne? Tylko że ja chyba nie jestem na to gotowa, chyba nie chcę adoptować. Może tu się akurat pomyliła? A może wszystko ściemniała? To było iście zagadkowe ostatnie spotkanie z dziwną aurą w powietrzu. Mogę tylko siedzieć i czekać, aż się wypełni los 😁 Takie to rozkminki w czasie koronawirusa 😉🧐
Tak, robiłam szereg badań. W drugiej ciąży miałam i acard i heparynę lecz okazało się że była za mała dawka.. nasza córeczka była zdrowa mimo tak wczesnego urodzenia, oprócz problemów z oddychaniem które przt końcówce już było ok nie miała żadnych objawów wcześniactwa..
CZWARTEK
Heyo trochę mnie tu nie było. Ale nie miałam o czym za bardzo pisać. Pochłonęła mnie trochę historia z koronawirusem... i na chwilę zapomniałam o staraniach, utrapieniach itp
chyba potrzebowałam trochę takiego resetu głowy 
Za to z jakimi wieściami tutaj wracam
ale o tym zaraz.
W miedzyczasie zrobiłam kariotyp i badania immunologiczne. Wiem, że trochę może wyszłam przed szereg (cóż ja tak mam). Ale chyba znalazłam przyczynę naszych porażek. 2 lata mi to zajęło.
Allo mlr za niskie (13%, powinno być minimum 40%) - nie mam ochrony zarodka przed moim własnym układem odpornościowym, nk (20%, powinno być max 10%) - killerów za dużo, one ten zarodek likwidują jak się tylko pojawi.
Allo mlr wskazuje, że w grudnia była ciąża biochemiczna, inaczej wynik byłby zero.
Tak więc wydaje mi się, że z rozpoznania "niepłodność idiopatyczna", można zmienić na "niepłodność immunologiczna". Z jednej strony wiem, że leczenie nie jest łatwe i byc może nie gwarantuje sukcesu (ale co go gwarantuje?), z drugiej strony cieszę się, że wreszcie coś odkryłam
mam nadzieje, że jestem juz coraz blizej rozwiązania mojego problemu
To jedna sprawa.
Druga sprawa, podjęliśmy decyzję o zmianie kliniki. Chcemy wykluczyć przyczynę błędów w laboratorium. Byliśmy wczoraj na pierwszej wizycie. Właściwie to tylko skonsultować się, co o tym myśli nowy lekarz. Co by zmienił w stymulacji. Doktor niezbyt rozmowny, mam mieszane uczucia po tej wizycie, ale mam nadzieję, że tak jak dziewczyny pisały "wie co robi". Niewiele powiedział. W sumie spodziewałam się, że stymulacja zależy od mojej reakcji na jajniki, czego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Ponoć często zmiana wywołana ciut większymi dawkami leków daje już zupełnie inne rezultaty.
No i... nie ma na co czekać zaczynamy stymulację!!! Już od razu!!! Byłam w takim ciężkim szoku, że jak to, że od razu, że koronawirus, że teraz to strach w tej sytuacji...
Ale z drugiej strony wiem, że nie ma na co czekać. Bo im dłużej czekam tym endometrioza ma większe szanse na remisję... a koronawirus... doktor powiedział że być może będzie z nami jeszcze nawet i rok albo i dwa i czy chcę tyle czekać?...
Doktor uważa, że teraz jest najlepszy moment, bo latem wirusów jest zawsze mniej, ludzie mają lepszą odporność, produkty są bogatsze w witaminy (warzywa i owoce) i jeśli zachodzić w ciążę to właśnie teraz na wakacje. Jak zaczniemy od razu to transfer będzie czerwiec/lipiec. I to najlepszy możliwy moment w tej sytuacji... Więc... skoro i tak nam przepadło dofinansowanie to nie ma chyba na co czekać...
Planowałam drugie podejście dopiero na jesień. W sumie przyzwyczaiłam się już do tego czekania, chyba dlatego jestem w takim ciężkim szoku
heheh 
22tc+3
Heh coś rzadko tu zaglądam ale w sumie nie ma o czym za bardzo pisać. Dzień jak każdy..siedzę w tym domu całymi dniami na kanapie 🙈 Wyjść mogę aż 1 km od domu, mogę poszaleć normalnie 🥳 Mąż ostatni miesiąc też nie pracował, wiec nie byłam sama, chodziliśmy na wieczorne spacerki gdzie i ludzi już nie było na ulicy i jeszcze było ponad 20 stopni o 21h. Heh fajne takie spacerki wieczorne były, aż zatęskniłam za winkiem i Sekwaną 😅
Dziś miałam połówkowe 😊 córeczka zostaje córeczką 🥰 Wszystko na swoim miejscu. Waga 450 gram, dolna granica tych „cudownych norm”🤦🏻♀️
Lekarz stwierdził że do skontrolowania na następnej wizycie, ale że nie ma powodu do niepokoju. Nie musi być klockiem przy narodzinach 🙆♀️ Ale jest tylko w 8 procentach.. Czyli tylko 8% dzieci ma taką wagę w tym tygodniu ciąży..
Ja tam się nie martwię, zwłaszcza że moja ciąża jest troszkę zawyżona. Odjęłabym przynajmniej z 5 dni.
Jeszcze tydzień temu martwiłam się że Mała jest mało aktywna. Od paru dni tak mi daje koncerty że zastanawiam się czy ona w ogóle kiedyś śpi. Heh fajne kopniaczki 😍 choć czasem lekko denerwujące 😆 no i właśnie dostałam kopa🤣🙈 Przyprowadza mnie Mała do pionu 😆 chyba zaczynam głupoty pisać !
Z imieniem o wiele ciężej. Najpiękniejsze dwa dostała pierwsza.. heh ona miała już wybrane imię na 3 lata wstecz.
No ale chyba już wybrane..ciekawi mnie tylko reakcja rodziców czy się nie będą krzywić 🤔 nie wiem czemu mam takie obawy w sumie..zobaczymy.
2 dc
Dzisiaj już czuję się lepiej. Wczoraj nawet mój mąż mówił że widac po mnie, jak bardzo mnie boli. Taka bolesna @ zdarza mi się bardzo rzadko. Dobrze, że mogłam spędzić ten dzień w łóżku.
Wczoraj na stronie kliniki przeczytałam, że wracają do wizyt, ucieszyłam sie, że mam zastrzyki do stymulacji i zaczęłam nowy cykl więc może uda się zacząć stymulacje. Niestety dzisiejszy telefon do kliniki rozwiał moja nadzieję. Nie robią zabiegów, więc nie mogę rozpoczynać stymulacji 😒 pytałam co z badaniami, których ważność kończy się na początku maja, powiedzieli że nie ma informacji o możliwości przedłużenia ,, ważności,, badań. Pewnie będziemy musieli robic je od nowa. A informacji kiedy będą wykonywane zabiegi muszę szukać na stronie kliniki. Więc zostaje mam kolejny cykl naturalnych starań. To nie tak, że nie lubię naturalnych starań, 😉 ale teraz jak jestem na urlopie to nie musiałabym kombinować jak pogodzić pracę z wizytami w klinice. No cóż, muszę się przyzwyczaić że jak chodzi o in vitro to moje chcenia i plany to mogę sobie wsadzić... 😅
I w związku z kolejnym cyklem ,pomimo urlopu budzę się o 6 i mierze temperaturę, tzn narazie 2 dzień 😉 robię to całkowicie nieprzytomna, więc dobrze że mój termometr zapamiętuje ostatnia temperature bo zasypiam w kilka sekund po wyjęciu termometru z ust.🤣 Będę liczyła na Waszą pomoc dziewczyny w interpretacji wykresu. 🤗
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 kwietnia 2020, 09:11
Chodzę teraz do pracy 2 razy w tygodniu przez ten wirus więc zaczyna padać mi na głowę od nadmiaru myśli. Żeby nie zwariować już jakiś czas temu zrobiłam dla dziewczynek na cmentarz znicze z myszką Minnie...wczoraj stwierdziłam, że niestety jest wielu rodziców takich jak my, którzy stracili swoje dzieci a w sklepach można kupić przeważnie same znicze z aniołkami i na tym kończy się pole manewru, więc wystawiłam na sprzedaż te znicze które zrobiłam bardziej z ciekawości ile będzie odsłon i wiecie co? Odezwało się do mnie kilka mam czy mam jeszcze jakieś inne wzory, więc od jutra zabieram się do roboty 
Oluś zasnął po 22. Miał stan podgoraczkowy i lużną kupkę. Po północy zerwał się i bujałam się z nim na krześle. Podałam paracetamol bo coś go ewidentnie bolało. Noc spokojna,rano tylko bez apetytu. Tzn.zjadl bułeczkę z pastą jajeczną. Winowajca- idzie 2. Spał 30 min.a na drugą drzemke poszliśmy wcześniej i po 8 min.wstal(uciekalam przed psem na wsi). Wymeczyl się do 19 o padl. Póki co była kupka po mleku i śpi dalej.
Z dobrych informacji to Oli chodzi
coraz pewniej,coraz dłużej A trzymany z palcem pędzi po całym mieszkaniu😍😍
Nadal nie wiem który dc🤷
Weekend minął na wędrówkach po Bieszczadach 😍 całkowite odcięcie się od wszystkiego, brak zasięgu, cisza i spokój, tyko nad ranem śpiewające ptaki.
Od piątku zaczęłam brać ten odpowiednik metforminy, w sobotę wieczorem biegunka (zjadłam na obiad naleśnika z jagodami) wczoraj wszystko ok, dzisiaj znowu biegunka i mdłości po śniadaniu 🤔 skutki uboczne leku, ciekawe kiedy mi przejdą.
Zaczynam mieć wątpliwości po co to wszystko. 🥴
Dziękuję dziewczyny za komentarze 😘
Za dwa tygodnie Emilka skończy pół roku. Strasznie szybko leci ten czas.
Jest takim wielkim słodziakiem.Uśmiecha się całą buźką.Jak tylko otworzy oczka po spaniu to od razu na buźce jest uśmiech.
Jak skończyła 4 miesiąc , zaczęła siadać,tzn nie sama,ale wystarczy że poda się Jej palce do rączki i już siedzi.Jak już to wypróbowała to tak się Jej spodobało,że nie ma mowy o leżeniu.Pięknie obraca się z plecaków na boki i na brzuszek,unosi się na rączkach ,wysoko dźwiga klatkę piersiową i chwyta w rączki co tylko ma przed sobą albo po bokach.Od niedawna jak leży na brzuszku to unosi pupkę do góry,nóżki układa w pozycji żaby i próbuje pełzać.Od dwóch miesięcy strasznie swędzą Ją dziąsełka,wszystko bierze do buźki żeby gryźć,ale ząbków jeszcze nie widać.Jest bardzo komunikatywna,kiedy mówimy do Niej,wpatruje się w nasze oczy/twarze i rozmawia z nami.Rozpoznaje rodzeństwo,dziadków ,babcie i wujka,nawet jak kogoś dłużej nie widzi,to poznaje i reaguje uśmiechem.
Mamy swój rytuał- rano po obudzeniu jest chwila zabawy /tulenia,rozmów,a później pokazuję Emilce przez okno jak wygląda nowy dzień,opowiadam Jej jaka jest pogoda,co widać przez okna z sypialni, salonu i jadalni,a Ona ogląda to wszystko i słucha z zainteresowaniem.
Karmię Emilkę nadal piersią. Niedługo zaczniemy rozszerzanie diety,ciekawe jak to będzie.Kupiłam już Emilce krzesełko i Baby Cooka żeby gotować Jej smaczne obiadki i robić deserki.
Z zabawek to na tym etapie wszystkie które można wziąć do rączki i buźki są bardzo interesujące.
W ciepłe dni,drzemki południowa i popołudniowa są na podwórku.W ten trudny czas z tym cholernym wirusem,doceniam to,że mieszkamy na wsi i mamy swój ogród bo nie musimy mieć ograniczeń co do wyjść,mamy codziennie spacery i długie pobyty na powietrzu.
Na początku marcu byłam z Emilką dwa tygodnie u mamy nad morzem.To był pierwszy taki wyjazd Emilki ,pięknie zniosła podróż i bardzo podobało Jej się u babci.Wróciłyśmy bo w połowie marca miały być szczepienia,ale przełożyłam ze względu na to wirusisko.
Na święta wielkanocne mieliśmy chrzcić Emilkę,ale też przołożyliśmy chrzest na nie wiadomo kiedy.
Cieszy mnie bardzo to macierzyństwo,jestem obłędnie zakochana w tym moim maleńkim wielkim Cudzie.Rozpływam się kiedy patrzę w Jej piękne maleńkie oczka i widzę w nich bezgraniczne zaufanie i radość,uwielbiam ten głosik którym rano informuje nas,że już się wyspała,że pora wstawać i zaczynać nowy dzień.
Postanowiłam zebrać tutaj wszystkie wyniki badań moich i męża, robione w tym roku. Może jakaś dobra duszyczka je przeczyta i okaże sie, że jednak nie są dobre albo podpowie co jeszcze zrobić. A przynajmniej bede miała je w jednym miejscu.
Moje wyniki:
Kariotyp- ok
Badania robione w 3 dc:
TSH- 0, 895 ulU/ml (biorę letrox 75)
FSH - 5,30 mlU/ml
Estradiol- 21 pg/ml
Witamina D3- 33,30 ng/ml ( biorę witaminę D3 2000 j+K2)
AMH- 8,03 ng/ml
Toxoplazoza, różyczka, cytomegalovirus, HBS-Ag, anty-HCV, anty HIV, kiła - ujemny
Kwas foliowy - 17,10 ng/ml
Biocenoza pochwy- stan prawidłowy
Chlamydia, mycoplasma, ureoplazma- nie wykryto
Progesteron w 25 DC - 16,30 ng/ ml
Prolaktyna w 25 dc- 56,14 ng/ ml (tyle było, wynik po dostinex w przyszłym tygodniu)
Zespół antyfosfolipidowy - brak
Trombofilia wrodzona (Czynnik V Leiden+Mutacja 20210 G-A genu protrombiny)- brak
Termolabilny wariant MTHFR A1298C - wykryto mutacje (biorę metylowany kwas foliowy)
wariant MTHFR C677T- brak mutacji
Histeroskopia i laparoskopia robiona w 2015 i 2016 r - ok
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 kwietnia 2020, 10:00
14 tc Podczas toalety pojawiły się brązowe plamienia jakby tego było mało jeszcze... mam juz pomalu dość czemu musi byc pod górke wiadomo ze na niektore rzeczy nie mamy wplywu i staram się byc spokojna. Wiem ze to był ostatni raz jak sie staraliśmy nie mam na to ewidentnie zdrowia. Te lata starań i 3 ciąże uksztaltowaly mój charakter pewnie gdyby to byla 1 ciaza wlaczyla by mi sie panika teraz juz biw mysle o tym bo panika nie pomogla mi w zatrzymaniu ciąży
„Ja bym się na Twoim miejscu poddała”... „nie chcesz się poddać?” „Tyle badań, tyle pieniedzy” ... i tak to ostatnio usłyszałam, nie byłoby to nic dziwnego gdyby nie to, ze powiedziała te słowa Staraczka, która to jeszcze w zeszłym roku podnosiłam na duchu i mówiłam, ze warto walczyć, zwłaszcza, ze znają wroga (obniżone parametry nasienia)... ale cóż... zaszłam już tak daleko, tyle czasu, energii, pieniędzy poświęciłam, ze idę w to dalej!
Mam wyniki cytokin fiu fiu chyba nie widziałam w życiu swoim tak oddalonych od norm wyników - więc raczej dobrze nie jest... ale już niedługo wizyta, wiec się dowiem co i jak.. tylko czy same złe cytokiny mogą sprawiać, ze się nie udaje... każda sugestia/informacja mile jak zawsze widziana 😉
Czekam na weekend i czas żeby usiąść na tyłku z książka! Pogoda ma być piękna, to może i leżak wyciągnę.
wklejam linka do wyniku moich cytokin: https://zapodaj.net/3b8739285d914.jpg.html
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2020, 18:29
Kolejna porażka. Ja pierdolę, nienawidzę tych starań.
Napiszę tak: ja już sama nie wiem, czy chcę to dziecko czy nie. Może to taki mój wymysł? Żeby zobaczyć jak to będzie, mieć kogoś, bo inni mają... serio! Chcę mieć rodzinę, to wiem, ale naprawdę mam się tak co miesiąc wyniszczać w środku. Powoli żyć mi się nie chce, naprawdę. Jakoś nie widzę radości życia... przejebane to wszystko i tyle. Jeszcze ten wirus... z jednej strony jest mi na rękę i teraz pewnie każdy mnie tutaj zlinczuje, bo napiszę to: została odwołana jedna impreza, na której miało być mega dużo dzieci i szczęśliwych rodzinek i ja na tej imprezie miałam być... najpierw nie miałam, bo bym rodziła, a że nie rodzę to miałabym być tam sama z moim smutkiem? Boże, dziękuję Ci... serio, jak to mówią - szczęście w nieszczęściu. Teraz będę mogła zakisić się z moim smutkiem w domu.
Teraz druga sprawa. 27.04. mam HSG - tak, idę na to. Mówią, że wiele dziewczyn zachodzi po tym... no jasne! Bardzo dużo! Ale kochane moje...nie ja! Ja na bank po tym nie zajdę, jeszcze w maju - jakbym po tym zaszła i to jeszcze w maju to by było dla mnie grzesznej duszy za wiele, ja muszę znosić kary i upokorzenia w tych staraniach, bo w innych sytuacjach w życiu mi się lepiej powiodło... ot co! Te wpis jest straszny... ale pokazuje mój stan duszy na dzień dzisiejszy. Ale też czytajcie go troszkę z przymrużeniem oka...serio. Jednak aż taka zła do szpiku kości nie jestem... chyba.
No więc mam na to iść - miesiąc przerwy i jeśli chcemy to inseminacja..ok... jakoś tak nie wierzę w nią, serio. No bo, skoro przez 5 cykli bzykania praktycznie non stop nic nie wyszło to co mi ta inseminacja pomoże? No nie wiem... mąż mówi, żeby próbować... biedny on. Naprawdę współczuje mu życia ze mną teraz.
Piękny dzisiaj dzień i gorąco uwielbiam wiosne i lato
i te warzywa i owoce są takie pyszne
ale też nabrałam ochoty na zupy dzisiaj sobie robie warzywną w tygodniu barszczyk czerwony i szpinakową😊 jutro nasza 6 rocznica slubu
zlecialo to nawet nie wiem kiedy
przynajmniej nie rozmyslam czy sie udalo mysle że juz po owulacji jest wszysykie symptomy na to wskazuja za nie dlugo pewnie zacznie sie u mnie spadek formy i nastroju🙈
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2020, 14:48
5tc + 2d
Jesteśmy 2 dni po USG. W moim brzuchu coś się dzieje. Był pęcherzyk prawie 7,8 mm i ledwie widoczny pęcherzyk żółtkowy, ale wtedy było jeszcze za wcześnie, aby go zobaczyć.
Dziś zaczęły się lekkie mdłości. To dobry znak, hormony rosną. Po weekendzie powtórzymy betaHCG i mam nadzieję, że przyrost będzie prawidłowy. Dokładnie 7tc+0d mamy kolejną wizytę. Powinno być widać serduszko.. bijące serduszko ♥️
Czekamy do 29 kwietnia.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.