tc: 20+3, waga 61,2 kg.
Badania nie doszły do skutku. Dzieciaczek nie chciał współpracować. Ułożył się tyłem do aparatu usg i przygiął główkę do mostka. Lekarz powiedział, że mam zadanie - pospacerować szybkim tempem i zjeść coś słodkiego. Następnie wejść do gabinetu po około 30 minutach. Pochłonęłam gigantyczną rurkę z kremem i cukrem pudrem, batonika musli. Aż do tzw. porzygu. Glukoza ze 200, jak nic. Powiedziałam sobie, że słodkiego nie tknę do końca roku (następnego dnia wciągnęłam sobie babeczkę z rabarbarem, wypiekom Bratowej trudno się oprzeć). Wchodzę. Aha. Tygrysa nic nie ruszyło. Jak leżał, tak leży. Przecież nie będzie się przejmował nagłym skokiem cukru czy jakimś tam byle jakim spacerkiem. W końcu to Tygrys. Lekarz ocenił, że wstępnie jest ok (czyli ma głowę, ręce i nogi), "ale ja nie jestem od tego, żeby mówić, że wstępnie jest ok, zobaczymy się za 2 tygodnie, dziecko powinno urosnąć o około 150 gram, już będzie się inaczej układało w macicy i zrobimy badanie, jak powinno być zrobione, proszę się zapisać na 8:00, albo nie, ja w rejestracji powiem, jaka jest sytuacja, wejdzie Pani o 8.00". Z pewnością rośnie Mały Człowiek, który bardzo chroni swoją prywatność. A za 2 tygodnie może coś się zmieni w koronaprzepisach i Mężuś będzie mógł wejść na wizytę? Hm.
Wczoraj poczułam pierwsze ruchy. Do tej pory było bąbelkowanie i bulbanie. Raz większe, raz mniejsze. Częściej mniejsze. A wczoraj, no to też nie było tak, że zobaczyłam rękę czy nogę na swoim brzuchu, ale to już nie było bulbanie. O nie. Normalne wiercenie się i szukanie dogodnej pozycji.
Pierwszy raz od koronki spotkaliśmy się całą rodziną na urodzinach Bratanka. Bratanek oczywiście kradnie serca wszystkim, ale dziwnie było słyszeć kierowane w moją stronę (noooo, jak o tym myślę w stronę Tygryska raczej!) - "A miękko Ci?", "A może wolisz usiąść na tym krześle, a nie na tamtym?", "A nie razi Cię słońce?", "Daj, naleję Ci kompotu, nie dźwigaj tego dzbanka /dzbanek 1 litr/", "Nie powinnaś pompować balonów!!!" (napompowałam całą jedną sztukę). Fascynujące jest to, jak z osoby traktowanej, hm, z założeniem szerokiej samodzielności i niezależności, "Bo ona zawsze sobie poradzi", nagle jestem tak otoczona troską i opieką. Nadal jest to dziwne. I urocze jednocześnie. Teraz już odbieram to bez wyrzutów sumienia, jako przejaw ich miłości, nie dyskutuję, że mogę napompować więcej balonów i że dzbanek waży tyle, co nic i sobie naleję.
Małe spostrzeżenie odnośnie Bratanka. Ile do szczęścia potrzebuje Mały Człowiek? 1 balon. Nienapompowany. I publiczność (tej, im więcej, tym lepiej!!!). Zauważył, że pompujemy balony. Daj po swojemu wyraz tego, że należy mu oddać taki - ale uwaga niezawiązany!!! Otwór skierowany w stronę jego twarzy. Naciska go z całych sił (przecież tak trzeba) - i robi sobie klimatyzację na zawołanie. Na zawołanie tak częste, że "pompowacze" balonów musieli się zmieniać! Zanim się mu go da, już szykuje sobie twarz do tego. Marszczy czoło, oczka przymruża, uśmiech jest i lecimy z koksem 😍 Grzywka z całych 5 włosków szaleje i ma się ten wiatr we włosach 😜 Potem sam ustawiał kolejkę pompowaczy, a potem sam próbował napompować balona. Nie bardzo mu szło. Choć wydymał policzki. Dalej nie szło, zaczął żuć końcówkę balona. Ale nadal nie szło. Wrócił więc do poprzedniej zabawy, że ma wujków i ciocie od dmuchania balonów. Oczywiste jest chyba to, że należało użyć właśnie tego, wyżutego i obślinionego balona?!
Niżej aktualizacja brzuszka.
https://naforum.zapodaj.net/6001e978295c.jpg.html
Aktualizacji tyłka czy ramion nie wrzucę, tyłek od siedzenia i znacznie mniejszej ilości ruchu sflaczał, a na ramiona powróciły firaneczki (tak dzielnie wywalczyłam ich brak!!!). Tak, tak, czego się nie robi i szukam dziury w całym. Niekoniecznie. Po prostu opisuję swoje spostrzeżenia.
37 dc
Okresu nadal brak. Wczoraj popołudniu miałam straszny ból brzucha miesiączkowy,taki jak zazwyczaj mam w drugim dniu @, wzielam nospe i zasnęłam na ponad dwie godziny, obudziłam się ze strasznym bólem głowy a idąc do łazienki byłam przekonana, że okres się zaczął a tu nawet plamienia nie było. Wieczorem wzięłam Ibuprom, ból głowy troszkę przeszedł, a brzuch przestał boleć. Dzisiaj brzuch delikatnie cmi i tyle, nic więcej nie ma, chociaż wrażenie mam jakby @ czaiła się za rogiem i biegam do łazienki co 15 min.
Wczoraj mąż mnie woła i mówi: popatrz jakiego mamy gościa. Myślę sobie jeszcze mi tylko gości trzeba i kto taki mądry w sytuacji z wirusem przyjeżdża w gości 🙄 okazało sie, że tym gościem był chodzący zaraz za naszym ogrodzeniem bocian 😍 możecie sie domyślić jaka była moja pierwszą myśl 🤭
Boje sie, że jak jutro zrobię betę i wyjdzie negatywna to coś jest nie tak, a nawet nie mam jak umówić się do mojej gin. Ale przecież i tak nie mam na to żadnego wpływu. Ale wiecie, że nadzieję na to że jednak się udało mam nadal??mimo negatywnego testu w poniedziałek ( teoretycznie w 15 dpo). Mój mały rozumek zostanie przekonany o braku ciąży dopiero jak zobaczy krew albo negatywna betę.😒
Ostatni dzień w pracy przed urlopem, pije meliske i biorę się do pracy.
A pójdę jeszcze do łazienki sprawdzić 😁😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2020, 08:25
16 dc
Dzisiaj lub jutro owulacja. W tym cyklu schowałam termometr, nie mierze tempki. Co będzie to ma być. Działamy od trzech dni codziennie wieczorem. Nie napalam się, ale może się uda? 😊 Uda się, wreszcie się uda 🤞🤞🤰👶
Wyniki męża:
Kariotyp-ok
Cytomegalovirus, antyHCV, anty HIV, HBS Ag, ch. Trachomatis net PCR, kiła, - ujemny
TSH- 2, 227 ulU/ml
Badanie nasienia:
Objętość: 4,5 ml
Aglutynacja: brak
Upłynnienie: zupełne
Lepkość: w normie
Koncentracja: 114,6 x 10
Całkowita liczba w ejakulacie: 515,8 x 10
Żywotność: 77 %
Ruch postępowy: 65 %
Ruch niepostepowy: 10 %
Nieruchome: 25 %
Plemniki prawidłowe: 19 %
HBA: 86 %
Badanie MAR:
Po 2-3 min: 0 %
Po 10 min: 1 %
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 kwietnia 2020, 09:57
Cześć!
Jestem Ines i w tym roku będę miała 27 urodziny. Moj partner ma 24 lata i zdecydowaliśmy się podjąć pierwsze próby żeby zajść w ciążę. Od stycznia nie stosujemy antykoncepcji, nie mamy też parcia, że już musimy mieć dziecko, ale jeśli takie by się zdarzyło to żadne z nas nie byłoby tym faktem zmartwione. Od mojego Partnera co jakiś czas słyszę że Tosia to Tosia tamto i widzę, że chciałby być ojcem córeczki ale wiem, że gdyby był to chłopiec to obdarzył by go równie wielką miłością.
Mamy kilka obaw o to czy jesteśmy przygotowani na malucha, ale oboje mamy pracę, mamy mieszkanie i myślimy o budowie domu... Daty ślubu jeszcze nie ustaliliśmy ale to chyba nie jest konieczne żeby mieć dziecko... Jesteśmy razem, razem mieszkamy i żyje nam się całkiem dobrze.
Na dzisiaj to tyle, więcej na pewno się jeszcze tutaj pojawi.
Pozdrawiam Ines.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2020, 10:10
Cześć!
Cóż przeczytałam kilka waszych pamiętników i już chyba wiem jak chcę żeby ten mój wyglądał, mam już kilka informacji ułożonych w głowie...
A zacznę od tego, że w związku jestem od października 2020, może to nie długi czas ale czasami się po prostu czuje że to właśnie ten jedyny, tym bardziej że już od listopada mieszkamy razem więc proces poznawania się jest jak najbardziej przyspieszony.
Osobiście czuję się młodo i mam wrażenie że jeszcze na wszystko mam czas... Ale czytając wasze pamiętniki uświadomiłam sobie że może już nie jestem tak młoda? Może to wszystko zająć więcej czasu niż mi się wydaje...
Generalnie razem z partnerem wydaje nam się że jesteśmy zdrowi... Nie bierzemy za dużo leków (prawie w ogóle... Nie lubię tabletek i staram się ich brać jak najmniej bo jak to zawsze moja Mama mówiła "na jedno pomoże a na inne zaszkodzi"), kolejną rzeczą jest to że panicznie boję się lekarzy... Boję się że coś wykryją, że powiedzą że właściwie jedną nogą jestem już w grobie... Strach jest na tyle duży że u ginekologa ostatni raz byłam ładnych parę lat temu... Może to nie odpowiedzialne że planujemy dziecko, nie zabezpieczamy się a do lekarza i na badania nie chodzę, ale z drugiej strony zawsze myślę że nie tacy mają dzieci... Nastolatki, osoby uzależnione od alkoholu czy od narkotyków... Czy to taki duży grzech nie chodzić do lekarza a chcieć mieć dziecko?
Co ma być to będzie... Ale jak ta cała sprawa z wirusem się skończy to mam zamiar iść na wizytę kontrolną i zobaczymy jakie czarne scenariusze się spełniają...
Kiedyś dawno temu brałam tabletki antykoncepcyjne, później przerzuciłam się na prezerwatywy a później przez cztery lata zabezpieczenie nie było mi w ogóle potrzebne bo nie miałam z kim uprawiać seksu, na początku naszego związku rozmawiałam z moim partnerem i zaproponowałam że znów zacznę brać tabletki ale on stwierdził że nie chce żebym się truła że nie chce żebym później miała problem z zajściem w ciążę więc na początku były prezerwatywy... Później przeszliśmy na stosunek przerywany a od stycznia już żadnych zabezpieczeń (nie uważam że stosunek przerywany to jakieś zabezpieczenie przed ciążą).
Jeśli chodzi o mojego partnera to sporo go musiałam nauczyć o tym jak i kiedy zachodzi się w ciążę, generalnie myślał że jak dojdzie raz w środku to już od razu będzie dziecko, wyprowadziłam go z tego błędu.
Jeśli chodzi o moją rodzinę to nigdy się u nas nie rozmawiało na takie tematy jak ciąża czy dzieci... Z resztą u mnie w rodzinie najmłodszym dzieckiem jest moja siostra która jest dwa lata młodsza ode mnie, więc nawet nie było okazji do takich rozmów. Ja też mojej rodzinie nie mówię o tym że się staramy, bedzie to będzie, na pewno nikt nie będzie miał nam tego za złe bo w końcu jesteśmy dorośli, a ja już nigdy nie będę młodsza...
Tak mówiąc o tej młodości to kiedyś dawno temu myślałam że przed 20 rokiem życia będę już mamą, teraz w sumie cieszę się że z żadnym z moich poprzednich partnerów nie zdecydowaliśmy się na próby... Teraz myślę że do 30 urodzin chciałabym urodzić pierwsze dziecko...
Ogólnie jeśli o mnie i o moje cykle chodzi to są noe regularne albo bardzo długie bo nawet około 35 dni... A raz na jakiś czas zdarzają się cykle dłuższe po 70 dni... A już niechlubnym rekordem było ponad 100 dni ale wtedy okres przyszedł po wywołaniu go lekami na zlecenie ginekolog... To była chyba moja ostatnia wizyta u ginekologa... Jeśli chodzi o śluz to też nie jestem w stanie stwierdzić jaki on jest bo jest bardzo skąpy... Zazwyczaj prawie w ogóle go nie zauważam... Bóli owulacyjnych nie mam więc pod tym wzgledem nie jestem w staniemy stwierdzić kiedy ona tak na prawdę występuje i czy w ogóle jest... Okres... Jak to okres czasami boli tak że nie jestem w stanie iść do pracy a czasami prawie w ogóle go nie czuję, nie wiem od czego to zależy... Temperatury nie mierzę ponieważ nie jestem w stanie znaleźć jednej godziny o której zawsze rano mogłabym ją mierzyć... Czasami wstaję o 4 rano a czasami o 12...
No dobrze, to by było chyba tyle jeśli chodzi o wstęp, od następnego cyklu zacznę wpisywać w którym dniu cyklu jestem bo teraz to bez sensu czekam na okres i zaczniemy wszystko od początku.
Pozdrawiam Ines.
25 dc, 22 cs
Tym razem test mi się nie przyda. Dziś temperatura poleciała na łeb, na szyję, brzuch już wysyła sygnały, że @ czeka za rogiem i nie będzie miała litości... Psychicznie nie lepiej, zwłaszcza, że kilka spraw się nawarstwiło. Nie urodzę w tym roku. Ovu wyliczyło potencjalny termin porodu na 24 grudnia, co dało iskierkę nadziei, że w kolejne święta będziemy we trójkę... Oczywiście, starałam się nie trzymać kurczowo tej myśli, ale jednak gdzieś tam z tyłu głowy ona była. No nic, to tylko kolejny zawód, znane już doskonale ukłucie w sercu. Codziennie dostaję zdjęcia maluszków, które urodziły się ostatnio w rodzinie, mam być chrzestną jednego z nich. Do tego cała ta izolacja, przestój w leczeniu, zimna wojna z moją mamą, męczący teściowie ze swoimi złotymi radami, spadek kreatywności... Chciałoby się rzucić wszystko i wyjechać na parę dni, ale kwarantanna. Wszystko to sprawia, że rano nie chce mi się wstać z łóżka, a home office przeciąga się do godzin wieczornych. I tak mija dzień za dniem.
Przynajmniej z mężem jest dobrze, trzymamy się w tym razem i chyba jesteśmy bliżej, niż kiedykolwiek.
Jak to jest, że odczuwa się tęsknotę za czymś, czego się nie zna, czego się nie doświadczyło? Tęsknię za byciem matką. Pragnę tego z całych sił. Dla mnie esencją życia jest rodzina. Nie kariera ani pieniądze. Zawsze o tym wiedziałam. Od dziecka prowadziłam pamiętniki i już jako 15 latka pisałam, że nie wyobrażam sobie życia bez dzieci... (przy okazji, gdy ginekolog nastraszył mnie że trzeba będzie wyciąć jajnik, długa historia, która skończyła się dobrze). Kochający mąż, dwójka-trójka dzieci, dom z ogródkiem, pies i kot. Już po paru miesiącach bezowocnych starań nachodziły mnie obawy, że coś może być nie tak, ale cały czas zakładałam, że w końcu się uda, że tak naprawdę nie mamy problemu. Teraz doszło do mnie, że jednak problem jest. Coś co było dla mnie oczywistością przeobraża się w marzenie, które może się nie spełnić. Próbuję na nowo to wszystko poukładać. Pewnik przestał być pewnikiem. A co będzie, jeżeli przyjdzie nam iść przez życie tylko we dwoje? Cholernie się tego boję. Boję się samotności na starość, tego że w pewnym momencie życia któryś z nas zostanie całkowicie sam. O to się spieramy z mężem. On ma nastawienie takie, że w końcu nam się uda i nie chce na razie rozmawiać o tym, co będzie jeżeli tak się nie stanie. Ja z kolei myślę o tym, próbuję to sobie ułożyć w głowie. Może jak stworzę jakiś alternatywny plan na życie będzie mi lepiej? Na chwilę obecną wiem, że moje życie na pewno będzie puste i żadne podróże, rzeczy materialne tego nie wypełnią...
Myślę też, że los mnie ukarał za to, co kiedyś mówiłam. Na przykład nie rozumiałam osób z otoczenia, które w bardzo młodym wieku rodziły dzieci, ja w tym czasie pukałam się po czole i mówiłam, po co im to było, przecież są tacy młodzi. Albo, gdy ktoś inny rodził 3 dzieci, każde ma innego ojca. Gdy byłam młodsza myślała tylko, żeby nie zostać młodą matką. Pokarało mnie... Poza tym gdy byłam mała dość dużo chorowałam i babcia szczególnie mówiła jaka jestem słaba, chorowita itp. I pamiętam, że już będąc dzieckiem myślałam, że jestem tak słabą osobą, że nawet nie dam rady donosić i urodzić dziecka (sic!). Czasami mam do siebie pretensje, że moje ciało mnie zawodzi. Czuję się wręcz ułomna. Musiałam to z siebie wyrzucić....
14 dc
Owulacja jak w zegarku. Cykle regularne co 28 co 29 dni. Żadnych innych problemów nie mam do lutego miałam problem z trądzikiem, po usunięciu ósemki ttrądzik prawie zniknął
Migdałki usunięte. Biorę pregna start już 8 miesiąc
Marysia zrobiła nam wspaniale prezenty świąteczne ❤️ Postanowiliśmy ją ważyć już nie co 2, a co 4 dni i nagle okazało się że w 4 dni nabrała 80g 👌 a i zaczęła od Wielkanocy utrzymywać chwilkę główkę w górze opierając to na rączkach 💪💪 Niestety po paru sekundach przewraca się na prawy boczek, a że ma podejrzenie asymetrii właśnie po prawej stronie to obawiam się że to kwestie połączone i do tego nadal nie łączy rączek... No ale miało być o sukcesach, więc jestem dumna z Córeczki bo na prawdę ta główka w górze i ciekawskie rozglądanie się po bokach jest urocze 🤗
Chciałam upiec pierwsze w życiu ciasto na święta, efekt...😭😭😭 Dobrze że mąż poszedł do cukierni. Biały barszcz był z proszku🙈 ale jajka prawdziwe i nawet święconkę sami poświęciliśmy podczas internetowego święcenia z mojej rodzinnej parafii.
Aaa i nigdy tyle się przez Święta nie przemieszczaliśmy, bo Wielki Czwartek w Watykanie, Wielki Piątek w mojej parafii na południu Polski, Wielka Sobota w Częstochowie, a rezurekcja o 6 rano w naszej obecnej parafii....serio wstaliśmy wszyscy troje 😁
Gdyby tylko nie było mi tak smutno, że mieliśmy być na tarasie u moich rodziców, jechać wózeczkiem ze święconką to byłoby idealnie bo w końcu we troje ❤️❤️❤️...
Aaaaaa... Rok temu wyjechaliśmy do moich rodziców dopiero w Wielką Sobotę by właśnie uniknąć święcenia koszyczków, bo już nie mogłam znieść widoku dzieci moich znajomych ze szkolnej ławki i mnie samej z koszyczkiem...ROK...a teraz siedzę na kanapie a Marysia śpi na poduszce do karmienia na moich kolanach. Jak to ma w zwyczaju o tej porze dnia - śpi i podjada na zmianę ❤️ To tylko pokazuje ile się przez rok może zdarzyć i wiecie co... Nie mogę się doczekać przyszłorocznej Wielkanocy🙃
Już oficjalnie odwołano nam wizyty w szpitalnym oddziale rehabilitacji, więc muszę poszukać konsultacji on line by sobi nie zarzucać, że coś zawaliłam w rozwoju Marysi.
Szlag mnie trafia jak widzę że ludzie chcą teraz spacerować, biegać, odwiedzać się, bo tęsknią za mamusią #@€^¢&$&#&$@ W domach im się kuuuu... nudzi, a że pandemia, nieee bo mnie to nie dotknie bo jestem bogiem 😤😖😩
To, bym mogła jak najszybciej udać się z córką do specjalistów, a z samą sobą i moim przyjacielem chłoniakiem do COI zależy od tego by Polacy siedzieli te parę tygodni na dupie, ale nieeee....bo oni muszą mózg przewietrzyć 🤦 nawet jeśli to by miało być jeszcze kilka tygodni to co to jest wobec skutków zbyt późnej rehabilitacji, diagnostyki które zaważą na całym życiu nie tylko mojego dziecka.
My #siedzimywdomu i liczymy na rozsądek rodaków bo tylko on nas zależy czy wirus straci podłoże do życia 🤷♀️ Inna sprawa, że jestem w zamknięciu od 15 listopada, kiedy to trafiłam na patologię ciąży i na prawdę czasami mam dość... O tym jeszcze napiszę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2020, 17:22
80dc 11 tc 2d z USG. 11 tc 5 d Waga 49,8
Święta święta i po świętach.
Te święta były inne niż zazwyczaj. Mąż w pracy na nocki, ja oglądałam seriale i spałam. Do tego objadalam się makowcem, tak mi go brakowało.
Ale atmosfery świat nie czułam.
W zeszłym tygodniu zrobiłam badania tarczycy bo coś mnie podkusilo. I co wyszło TSH niskie 0,034 ft4 wysokie 2,09
Więc czekałam grzecznie na wizytę do gina bo przecież też jest endokrynologiem.
Na wczorajsza wizytę jechałam że spokojem. Oj już dawno tego nie czułam.
Objawów brak, cisza nic, no tak powtarzam sobie że jestem wyjątkowa.
Jak moja mama będąc ze mną w ciąży też dowiedziała się w 3 miesiącu a 0 objawów gdyby nie wizyta u gina to by szybko się nie dowiedziała. Byłam grzeczna.
USG dzidzia rozwija się na 4,79 cm jest starsza o 3 dni. Serduszko bije. Krwiak jeden się wchłonął drugi ponoć malutki. Ale jak to nazwał.moj drugi gin wg niego to nie krwiak tylko nadwyrężone żyłki.
Super opłacało się oszczędzać i kot zrobił swoje. Bo już od tygodnia nie ogrzewa mnie.
Potem było pytanie o tarczycę, a ten mnie rozbroił. Musi się Pani skontaktować z endokrynologiem bo trzeba leki wdrożyć zapewne. No ekstra już miałam mu wyrzucić przecież on jest endokrynologiem od października przecież specjalność zrobił i co. Ehh nie miałam sił na kłótnie. Do tego kolejne pytanie encorton odstawiony , tak odstawiony i spokój. Bo gdybym powiedziala że biorę znów lament by był. A tak spokój.
W poniedziałek prenetralne a 12 na aha wizyta u niego. Znowu liche USG dostałam i jak zawsze serduszka nie słyszałam. Tamten mój 2 gin dał chwilkę posłuchać, piękne USG robi. Bada dokładnie nie w 3 minuty. Ostatnio nawet jajniki posprawdzal. Inne podejście, ale wiem że u niego będę ciążę prowadzić.
Postanowiłam skontaktować się z endokrynologiem okazało się że miejsce jest na dziś, super i to online więc jechać nie muszę
Mama z niej jest zadowolona więc, czemu nie tym bardziej że leczy w klinice i zna się na tych wszystkich rzeczach.
I dziś się dowiedziałam że tarczyca w ciąży szaleje. Dodatkowo.na TSH ma wpływ encorton i claxane i one powodują spadek. Do tego rośnie beta HCG i to powoduje wzrost ft4 i spadek TSH po 12 tyg powinno ft4 spadac a TSH zacznie rosnąć koło 18-19 tyg.
Kazała mi badania powtórzyc za miesiąc i zrobić anty TSHr. Wtedy będzie wiadomo czy to nadczynność z ciąży czy faktycznie zrobiła się nadczynność. Ale jest zdania że to pierwsze.
Kazała mi się uspokoić.
I tak właśnie myślalam, wczoraj czytałam różne artykuly i podobne wnioski wyciągałam. Od razu ulga. Za dużo ostatnio przygód mam i naprawdę już mi wystarczy.
Z accofilu od dziś schodzę. Teraz będę brać co 4 dni ostatnia dawka 27.04. i z encorton będę schodzić też od 27.04. Ale odstawienue zejdzie mi 4 tygodnie.
Do tego co 2 tydzień mam nawroty grzybicy, masakra mam jej dojść. Mam antybiotyk w razie co, ale leczę się provag i lactovaginal.
Z utrogestan już mi każe gin schodzić z 3*1 na 2*1
A ja nadal biorę proletux i dawkę utrogestan 3*1 chciał mi na lutke zmienić ale po niej mam grzyba więc jej dziękuję.
Praca zdalna nadal mi się podoba już 3 tydzień tak pracuję. Narazie do 17.04 oby nam przedłużyli bo chciałabym do 20 maja popracować.
W poniedziałek mam prenetralne na NFZ. Jak się dowiedziałam wizyta trwa 10 min to tak przecież to NFZ. I małych musi mieć 6 cm oby do poniedziałku urósł. Bo będą jaja jak nic.
Potem genetyk ponoć w klinice jest masakryczny. Opinie tragedia. Znajoma jak była u tej babki to wizyta 1 min dobrze że to na NFZ.
Ale tak czy siak hak będę mieć wyniki to nam jechać do swego zaufanego gina on mi wszystko wytłumaczy wyjaśni w razie co USG zrobi, ma jakiś program do wyliczeń. Bo ponoć wyniki ba NFZ tak są napisane że pacjentki są w strachu. No to ekstra. Dlatego kazał mi być spokojną i do niego przyjechać. Gdybym nie miała na NFZ do niego bym pojechała. A tak płacić 500 zł a tu i tak kupa kasy leci. Mam nadzieję że badania wyjdą dobrze.
Może się dowiem co będę mieć. Choć czuję faceta.
Za dwa dni 6 miesięcy
Mój synuś juz siada, od wczoraj, jeszcze średnio mu to wychodzi bo jednej nogi nie umie do przodu przenieść, a co dziwne raczkuje - do tyłu, ale nie pełza do przodu. Agent z niego niesamowity... Jak tej nogi nie umie przerzucić to płacze abym mu pomogła i w ogóle dużo chce a nie potrafi i wtedy tez płacz 
Aktualnie jestesmy na finiszu skoku rozwojowego, piatego - relacje. Dał Nam w kość. Zaczął sie lęk separacyjny. Tylko wyjdę z salonu do kuchni, wc to lament. Nawet znajomi przyprawiają Maciusia o płacz. Noce od tygodnia są tragiczne. Praktycznie co fazę snu (40min) wybudza się z takim krzykiem jakby go ktoś ze skóry obdzierał. Oczywiscie z zamkniętymi oczami i od razu ląduje na czworakach, kłade go na bok tysiąc razy i tak w kółko. Często musze wyjąć z łożeczka- utulić. Wczoraj patrzę a to dwie jedynki przebijają się przez dziąsła, czyli kumulacja - zęby + skok. Wczoraj nawet na macie ciągle marudził, płakał, musiałam go brac na kolana - na ręcach prawie nie nosze, waży 9 kg...Nosi rozmiar 80, jest długi, 14.10 na szczepieniu miał 72 cm wzrostu - to jak 8 miesięczne dziecko i waga też.
Co do planu dnia to juz od dawna mamy ogarnięty. Lubie mieć plan, wtedy wiem kiedy coś zaplanować, jechać. Pilnuję Maćka drzemek, aby był wypoczety. Wtedy jest radosnym dzieckiem. Ma trzy drzemki, ważne aby dwie były w łożeczku i tak jest, ostatnia może byc na zewnątrz- to słowa Pani Kołysanki (wygooglujcie sobie). Z reguły są o 8:30, 12 i 16. Jedzonko jest co 3h, 3,5h. Na noc idzie spać 19:30-20.
Juz nawet nie płacze jak chce jeść bo wie że ma stałe pory posiłków, zawsze po drzemce jest karmienie. Idę schematem karmienie-aktywność-sen. Nawet w nocy jak się wybudza na karmienie-nie płacze, ma otwarte oczy, a jak coś go boli to płacze z zamknietymi oczami, czyli nie jest głodny tylko cos jest nie tak.
Dzis jakis dziwny dzien. Maciej spi teraz juz 2,5h
Szok, nie wiem co robic z czasem...
Moze nadrabia ostatni tydzien.. codziennie wstawał o 5. Moze w koncu powroci do starego rytuału, wstawania po 6 chociaż. To mi pasuje ale że 5? Troszkę przesada 
Ogólnie to kocham mojego synka ponad życie!!
Ale tak w środku bardzo marzę juz o drugim dziecku
O córeczce
i koniecznie chcę karmić piersią!!!
Ale to za rok....
Już rok temu planowaliśmy, że starania rozpoczniemy w maju tego roku, ale cichaczem wrobiłam mojego faceta w starania już w tym miesiącu, tak testowo, żeby się nie stresował. Jeśli nie wyjdzie postaramy się planowo w maju 😊 Jeśli tym razem by sie udało, termin porodu byłby bardzo ryzykowny - 31.12, ale i tak bardzo bym się cieszyła, bo naprawdę spodziewam się dłuższej przeprawy przez te starania. Wolę sie miło zaskoczyć. Póki co, śpię spokojnie. Gorzej będzie gdy czas miesiączki będzie się zbliżał, lub minie, a ja chcę poczekać z testowaniem ile się da. Gdy zrobię test za szybko i tak mu nie uwierzę 😜
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2020, 21:06
Byliśmy dziś (a raczej już wczoraj) u laryngologa. Musieliśmy pojechac te 80km od naszego miasta ale wiadomo ze dla malutkiej wszystko. Okazało sie ze w 90%ma obrzekniety nosek (czyli moje przeczucie mnie nie mylilo ze cos jest nie tak...) dostalismy kropelki ktore mamy jej podawać, do tego dzis pierwsza noc spi w swoim lozeczku a nie z nami w łóżku (z tym jest mi bardzo ciezko, nie wiem czy usne)... Do tego codzienne mycie podłóg - od jakiegos czasu juz to wprowadziłam, zero dywanów i intensywme wietrzenie pomieszczen szczególnie przed spaniem - to tez wdrażam
byle by tylko jej to pomogło!!
Okazalo sie ze w tym tygodniu wznawiaja szczepienia u nas w przychodnj wiec w piątek lecimy na szczepienie z maleńka ♥️
Ehh ten czas teraz, ta kwarantanna jest taki wymagajacy i taki orzytlaczajacy a jednoczesnie dla mnie szczesliwy bo mam ta moja najslodsza księżniczkę (chociaz bywalo i bywa czasem mega ciezko) ale ona jest czyms najpiekniejszym co mnie spotkalo ♥️
Rośnij zdrowo królewno 🤞🤞✊✊
M dzisiaj w nocy krzyczał przez sen...śniła mu się nasza P..to co musieli z nią wyprawiać w szpitalu..ja to nawet nie chcę o tym myśleć bo musiałabym tam pójść i ich pozabijać..przez to wszystko dzisiaj od rana jestem przytłoczona..na dodatek na fb mama jednej z dziewczynek, z którą leżałyśmy na oiom dodała jej zdjęcie...łzy same mi lecą bo dziewczynka kończy dzisiaj 2 latka..moja P skończyłaby.02.03...czasami mam wrażenie jakby to był tylko piękny sen o najpiękniejszej córeczce...moje wyobrażenie cudu..niestety...ona była najcudowniejszą postacią tego horroru...na dodatek opinia biegłych na bank przez wirusa sie opóźni a miała być z końcem kwietnia...żeby chociaż te pielęgniarki się przyznały, że nie nie zauważyły, że się dławi..to nie..wypiera się cholerna biała mafia a człowiek musi żyć z poczuciem niesprawiedliwości, smutku, rozgoryczenia i bezsilności..tak..życie jest niesprawiedliwe do szpiku kości! Tak. Dzisiaj mogę napisać że gdyby moje dzieci żyły świat byłby zupełnie inny, a tak odliczam tylko codziennie po otworzeniu oczu czas aż je znowu zamknę do snu..
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2020, 09:22
7t 5d
Łał łał łał... to dopiero 8 tydz, a już muszę rozpinać guzik w spodniach, kiedy siedzę. Brzuch stał się widoczny. Nie dla obcych, ale gdybym widziała się z kimś z rodziny, na pewno nie zostałoby to niezauważone. Piersi mi urosły. To akurat mnie cieszy, bo od kiedy przestałam karmić stały się bardzo... smutne.
Mam spory apetyt. Czasem głód mnie dopada tak znienacka, wtedy zaczyna mi się robić niedobrze. Dzisiaj na kolację pyszna sałatka z ciecierzycą, ale ja miałam taka ochotę na naleśniki z dżemem. Oczywiście zjadłam sałatkę ze smakiem, a potem usmażyłam naleśniki i zjadłam 4 od razu. Zostało ich pare i mam na nie ciagle ochotę 🙈 boje się o moją wagę, boję się jeść słodkie, ze względu na cukrzyce w poprzedniej ciąży, staram się pilnować, ale nie jest łatwo.
Zaczęłam tę ciążę z 2 kg więcej niż poprzednią. Wtedy tyłam dość szybko, w 6 miesiącu miałam prawie 10 kg do przodu, ale wtedy wyszło, ze miałam cukrzycę i zaczęłam bardzo restrykcyjnie przestrzegać diety, do końca ciąży przybyło mi jedynie 0,5 kg. Po porodzie bardzo szybko straciłam kilogramy i byłam straszna chudzinka, ważyłam 3 kg mniej niż przed ciążą. Przytyłam dopiero po tym jak przestałam karmić piersią.
Ale waga to teraz najmniejsza troska...
Rozmawialiśmy wczoraj z mamą męża. Jest lekarzem i jej gabinet znajduje się w szpitalu, w którym panuje koronawirus. Zdecydowała się zostać w gabinecie na czas kwarantanny, by nie ryzykować zdrowia swego męża i syna, który jest w trakcie leczenia onkologicznego. Jest jej bardzo ciężko. Przyznała nam, ze wyniki badan mojego młodego szwagra są bardzo złe, to najgorszy rodzaj raka, który może być oporny na leczenie. Nie mówiła o tym nikomu, nawet mojemu szwagrowi, bo bała się, ze odrzuci leczenie i będzie chciał hulać puki ma siłę, co zresztą ma trochę miejsce już teraz. Kurczę, to wszystko jest takie przykre. Bardzo mi szkoda mojej teściowej.
Nie chciałam, żeby w tym pamiętniku wiało smutkiem, już usunęłam z tego względu jeden wpis, ale muszę napisać co czuje. A czuje, ze kryzys epidemiologiczny będzie się ciągnął... wątpię czy będziemy mogli pojechać w wakacje do Polski, potem będę w zaawansowanej ciąży, urodzę na kilka tygodni przez Bożym Narodzeniem. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten, w którym zobaczę się z rodzina dopiero za rok. Ostatnio mnie widzieli na święta, a zobaczą już z dzieckiem w rekach.
Smutno mi.
1 dc
Pierwszy dzień urlopu i pierwszy dzień cyklu. W nocy była masakra, ból brzucha jakby mi się coś w środku rozrywało, niestety w ruch poszły tabletki. Staram się jeść jak najmniej tabletek, ale nie dało rady, ból nie dał mi spać prawie całą noc.
Tak jak napisała Niki, nowy cykl, nowa szansa. To jest ciekawe jak zmienia się nastawienie do bycia w ciąży w zależności od tego czy jest to początek czy koniec cyklu. Na początku mam nastawienie co ma być to będzie, ale im bliżej miesiączki nadzieja rośnie, a jak jeszcze @ się spóźnia....
Nie wiem co jeszcze mam robić żeby zwiększyć szanse na powodzenie. 🤔 Czasami czytam pamiętniki i nic nie zapowiada że się udało i nagle bach, fioletowy pasek z napisem ,,ciąża rozpoczęta,, wracam wtedy do wcześniejszych wpisów żeby jeszcze raz przeczytać co zmieniła autorka pamiętnika w szczęśliwym cylu.
Na pewno będę sumiennie mierzyć temperaturę i większą uwagę zwracać na śluz. Ale co jeszcze mogę robić?
Może za niedługo w mojej klinice będzie można rozpocząć stymulację i wtedy będę miała wrażenie, że robię wszystko co jest możliwe żeby się udało.
Na badanie prolaktyny dzisiaj nie pojechałam, myślę że wynik po takiej nocy nie byłby miarodajny a i godzina już za późna. Jutro drugi dzień cyklu to chyba dobry czas na badanie prolaktyny.
Dzisiaj większość dnia spędzę w łóżku, chociaż będę miała wyrzuty sumienia za lenienie się. No może obiad ugotuje, chyba że małż się zadeklaruje, że to zrobi. Narazie nie mam ochoty na jedzenie.
37+4
Od 2 dni brak skurczy, no może cmienie ale dziś zaczął odpadać mi czop, gęsta galareta żółta, bez krwi. I z każdym siku wypada dalej.
Czytam że poród może być zaraz albo nawet za 2 tygodnie 
Czwartek 26 dc / 32 cs - 4 po histeroskopii
Nie czuję się ciążowo, czuję się typowo okresowo.
Jestem zadowolona, bo 2 cykl z rzędu nie mam plamień. Zazwyczaj pojawiały się nawet na 7-8 dni przed miesiączką. Widać jednak poziom estrogenu spadał nierównomiernie. Oczywiście był on badany, ale nie codziennie, a tak by w sumie należało, by uchwycić moment... Nieważne, istotne jest to, że kolejny miesiąc ich nie ma. Poskutkowała aplikacja dopochwowa, ustna niestety nie zdała egzaminu. Tym samym przynajmniej jeden póki co problem z głowy... Mam nadzieję, że plamienia nie będą się pojawiały i w kolejnych cyklach.
Miesiączka powinna przyjść w niedzielę lub w poniedziałek. Przyjdzie, nie sądzę by było inaczej, choć bardzo tego pragnę.
Ostatnio, myśląc o przeszłości, przypomniałam sobie spotkanie z moją klientką. To było jak miałam lat 28 - 6 lat temu. Pomogłam Jej z jedną sprawą tak dodatkowo i ta postanowiła mi się odwdzięczyć. Kobietka mistyczna, bez kitu, połączenie baby Jagi i dobrej wróżki z wyglądu. Zawsze przy niej czułam się tak dziwnie choć nie wierzę w magię, karty tarota etc Przyszła mi podziękować. Zajmowała się między innymi wróżeniem z ręki. Podobno Jej matka i babka też jak żyły. Byłam wtedy w związku - wydawało mi się że dobrym, ucieszyłam się jak powiedziała że wyjdę za mąż. Tyle że ostudziła mój zapał i powiedziała, że nie za aktualnego partnera, że z tym się skończy, nie jest wart, i to chory związek. Muszę poczekać, wyjdę, ale po 30, i to będzie szczęśliwe małżeństwo. Powiedziała też o innych sprawach, zawodowych, materialnych etc, i na koniec dodała o dzieciach... Że będziemy mieć dwójkę, tak jak chcę.
I niedawno do tego wróciłam ... Faktycznie tamten związek się rozpadł. Za mąż wyszłam w wieku 31, związek póki co szczęśliwy. Tylko jeszcze nie jesteśmy rodzicami. Swoją drogą ja jej nie mówiłam że zawsze chciałam mieć 2 dzieci... A ona mi nie powiedziała że urodzę te dzieci, tylko że będę miała dwójkę... Może adopcyjne? Tylko że ja chyba nie jestem na to gotowa, chyba nie chcę adoptować. Może tu się akurat pomyliła? A może wszystko ściemniała? To było iście zagadkowe ostatnie spotkanie z dziwną aurą w powietrzu. Mogę tylko siedzieć i czekać, aż się wypełni los 😁 Takie to rozkminki w czasie koronawirusa 😉🧐
Tak, robiłam szereg badań. W drugiej ciąży miałam i acard i heparynę lecz okazało się że była za mała dawka.. nasza córeczka była zdrowa mimo tak wczesnego urodzenia, oprócz problemów z oddychaniem które przt końcówce już było ok nie miała żadnych objawów wcześniactwa..
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.