Dzień mamy
A my?
W piątek 22 maja o 9.20 na świat przyszedł nasz Leoś. Urodzony przez cc w 30+0 tygodniu ciąży, 1430 gram, 43 cm, Apgar 7-8-8.
W skrócie - preeklampsja i w następstwie odklejenie łożyska.
Leżymy zamknięci na intensywnej terapii ale jest w miarę ok, "stabilnie" mówią 🙄
Co by nie było, jestem mamą najpiękniejszego wczesniaczka na świecie 🥰🥰🥰🥰
Trzymajcie za nas kciuki.
Maciuś jutro kończy miesiąc. Dziś go ważyłam. Jest 4060g. Jak wyszliśmy że szpitala 12 maja było 3240g. Więc ok.
Ogólnie Maciuś ma nietolerancję białka mleka krowiego. Stwierdzone przez pediatrę. Ma wszystkie możliwe objawy: zielona kupa, strzelająca, biegunki, wysypka, chrypa, jest drażliwy i często nie chce cyca jeść, odrzuca i jest wisk. Potrafi płakać godzinami. Strasznie ulewał. Raz wymiotował praktycznie cały dzień i zrobił 5 kup w tym z pianą. Miałam już skierowanie do szpitala. Bo mógł się odwodnić. Pediatra przepisała Nutramigen, aby szybko mu podać- mleko mm bez kazeiny i laktozy, na receptę. Jak ręką odjął. Nic nie ulał. Ja też miałam skazę białkowa jako dziecko i mojej siostry synek- robił kupy zielone z krwią i nie tył. A więc jestem od 4 dni na diecie bez nabiału. I czekam na efekty. Wczoraj był tak niespokojny, cały dzień płakał. Tylko godzinę spał w ciągu dnia i nie mógł zasnąć na noc. Dałam mu mm. Od razu zasnął. Widocznie moje mleko mu nie smakuje. Muszę z nim walczyć aby pił pierś. Zobaczę ile przetrwam, bo ta dieta jest ciężka. Nie mam co jeść bo inne rzeczy też wykluczam aby nie miał kolek. Może dla jego dobra powinnam przejść na mm bo strasznie się męczy
już nawet spokojnie nie polezy. Tylko ręce i cyc którego po chwili nie chce i jest wisk 
2 dpo, 8 cs
To się zadziało ostatnio!
W piątek 5/06 byliśmy u lekarza na wizycie "niepołodnościowej". Co najlepsze przez wirusa ja byłam w gabinecie a Mąż w samochodzie pod przychodnią na telefonie z nami na głośnomówiącym. Na szczęście wszystko się udało.
Pani doktor po prostu cud człowiek. Miła, spokojna, cierpliwa i bardzo rzeczowa, wyszłam od niej przeszczęśliwa. Odpowiedziała na wszystkie moje pytania i rozwiałą wszelkie wątpliwości.
Powiedziała, że śluz jest idealnie płodny, pęcherzyk 18 mm, oczywiście nie wiadomo kiedy pęknie.
Jedynie w piątek muszę zrobić progesteron i jeśli będzie prawidłowy to mamy starać się do listopada by mieć pełny rok. Jeśli się nie uda to ruszamy od razu ze sprawdzeniem drożności jajowodów i innymi rzeczami. Oczywiście mam nadzieję, że nie będzie to potrzebne.
Dostałam zalecenie by przestać mierzyć temperaturę, uspokoić się i czerpać przyjemność ze starań.
Czuję, że naprawdę wiele dała mi ta wizyta. Uspokoiła mnie bardzo, Męża wyniki są naprawdę dobre. 3% morfologii nadrabia ilością przekraczającą normę ponad 40-krotnie, więc nie ma się czym martwić. Czuję się dużo spokojniejsza i szczęśliwsza. Poczułam, że naprawdę odchodzi ode mnie ten stres starań i teraz mam podejście co będzie to będzie. Uda się wtedy kiedy powinno i już. Plus teraz przy budowie domu mamy dużo biegania, więc marzę o tym by już nie pracować, ale czuję dużo większy spokój.
Już się bałam, że owulacji w tym miesiącu nie będzie a tu się okazało, że w tym miesiącu będzie po prostu później!
Wizyta była 17 dc a pęcherzyk miał 18 mm. Owulacja boleśnie przyszła w niedzielę (19dc), a sobotni poranek i niedzielny wieczór wykorzystaliśmy w pełni 
W sobotę mieliśmy wesele mojej koleżanki, u której zostaliśmy aż do poniedziałkowego popołudnia. Może tymczasowa zmiana aury na cudowne miejsce nad rzeczką w Parku Narodowym zdziała cuda? Kto wie, dowiemy się za kilkanaście dni 
Dziś aż łezka w oku mi się zakręciła gdy przeczytałam pamiętnik abbigal. 6 lat starań i teraz za dwa tygodnie planują Chrzciny. To jest piękne i mi osobiście daje wiele siły! Po prostu cudo!
Wiem, że nam też się uda, więc pora wrzucić na luz, zająć się domem, Mężem i bawić póki możemy.
Na razie plan jest taki, że jeśli nie uda nam się do września to odwiedzamy koleżankę na kilka dni (sobotnia panna młoda) i jedziemy do Energylandii spełnić moje marzenie o rollercoasterach 
KIEDYŚ W KOŃU SIĘ UDA!!! Ja to wiem! Jest dobrze, więc teraz tylko pozostaje mi być cierpliwą.
Mała przerwa i odpoczynek psychiczny 😊
Już ponad 3 miesiące razem.
I dziś nasz pierwszy dzień mamy.
Rok temu byłam już w trakcie stymulacji i przygotowan do punkcji, a potem transferu...
To ostatnie 12 miesięcy to był wyjątkowy czas w moim życiu.
Były momenty trudne, były i łzy szczęścia i strachu, ale tych szczęśliwych chyba więcej.
Trzymam w ramionach mój wyczekany cud, mój promyczek słońca. Mój mały synek.
Pisząc ten wpis mam łzy w oczach.
Strach nie zniknął. Boję się czasem, że to sen.
Boję się też o niego. Ale to już inny strach. Z miłości.
PONIEDZIAŁEK
Jajca na razie rosną
oby tak dalej 
Chyba ta stymulacja jest faktycznie mocniejsza, bo już dzisiaj dosyć mocno czuję podbrzusze (wtedy nie czułam nic). Tak się zastanawiałam co to jelita czy co. Ale to po prostu od jajników, takie tępe ukłucia
najgorzej przy schylaniu się albo siedzeniu
odzywają się
mam nadzieje, że to dobre znaki, bo nie jestem przygotowana na kolejną porażkę...
Mąż już pytał kiedy powiemy moim rodzicom o ciąży... patrzcie jaki hop do przodu! no kto by pomyślał 
Punkcja planowana na piątek/sobotę
teraz w środę na ostatniej wizycie będzie decyzja...
Doktor od kilku wizyt jest coraz milszy i coraz więcej do mnie gada, szok! Jak tak dalej pójdzie to chyba go nawet polubię! 
Zaczynam się stresować bo za parę dni zaczną się rozgrywać losy mojego życia po raz drugi... Totalnie nie jestem gotowa na porażkę, więc kurcze niech się tym razem zechce udać...!

11 dc
A ja mam wrażenie, jakbym miała zaraz dostać okres. Może ten cykl będzie „normalnej” długości, a nie jak te ostatnie ponad 35 dni.
Czuje lekkie poddenerwowanie, w piątek jedziemy pierwszy raz wspólnie do Gamety. Mamy wyniki bad. krwi i nasienia z ostatniego pół roku czyli od czasu jak zaczęliśmy szukać konkretnie gdzie jest „problem”.
Czytając pozytywne opinie mam ogromna nadzieje, ze i nam się uda.
Często czytam o przeczuciach... Sama tez próbuje się w swoje wschluchiwac. I tak jak kilka miesięcy przed pojawieniem się w moim życiu MK czułam, ze zaraz spotkam wielka miłość. Mimo ze od ładnych paru lat byłam raczej singielką, to normalnie czułam, ze zaraz się pojawi. I się pojawił! I już został, z ogromem miłości i szczęścia, poczuciem bezpieczeństwa 🥰
Teraz mam podobne przeczucie... Czuję, ze jak już się za TO zabraliśmy porządnie, to może się udać. I za chwilę będę narzekać na coraz to ciaśniejsze spodnie 😉
Proszę o kciuki i 🙏🏻
15 dc
Już po wizycie u ginekologa. Wszystko jak w najlepszym porządku. Za 2 dni będzie owulacja pęcherzyk ma 15 mm
5dc protokół długi
Po dzisiejszej wizycie troszkę się zląkłam ! ?
Ogólnie wszystko dobrze, dawka mensinorm 225 jm , decapeptyl dialy dalej biore, i bede brac pewnie do końca stymulacji.
Po rozmowie, doktor powiedziała, ze duzo bede miała na pewno komórek jajowych.
Pytania na koniec troche mnie przestaszyły...
Co zrobimy z dużą ilością komórek jajowych, ewentualnie zarodkami . Ile zapłodnić chce , z powodu że jestem w takim wieku przejsciowym... bo od 35 r.ż. można podajże wiekszą ilość zapładniać.... a mam 34.
Powiedziałam mężowi , ale odrazu dorzuciłam , że musze pomyśleć, bo umieram z głodu i nie dam rady.
Ciężki dylemat z komórkami , zwłaszcza zarodkami...
Jak wy podeszliście do tego.
Wiem, że inni mają problem, aby w ogóle mieć możliwości co do poczęcia dziecka poprzez uzyskanie komórek . Chciałabym mieć pewność , że będę miała dzieci, że uda sie za kazdym razem przy transferowaniu, lecz nigdy nie można mieć pewności. Myślę, że zostane przy 6 zapładnianych komórkach... co do komórek jajowych hmm..... rozmyślam... mam czas... najwyżej rzucę mężowi kilka dni przed wizytą co myśli... czy oddać w razie czego komórki.... a o zapłodnionych pomyślimy czy oddać gdy bedziemy mieli 2 dzieci? CO wy na to? Mieliście taką rozkminę?
Do dnia dzisiejszego przed wizytą , myślałam czy uda nam się zapłodnić i mieć coś do mrożenia . A tu jak Filip z konopi wyleciały kolejne pytania jak z kapelusza magika !
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2020, 17:28
Zaczynam mogą przygodę na fioletowej stronie. Trochę na to musiałam poczekać, ale najważniejsze, się udało
przyrost bety jest w normie, byłam na USG i widziałam naszą kropeczkę. Ze względu na 2 ciąże biochemiczne pod rząd lekarz od razu zlecił badania w kierunku zaburzeń krzepliwości krwi. Okazało się, że mam podwyższony fibrynogen. Zdaniem lekarza znacznie
normą jest do 3.5,ja mam 4.57. Od razu przepisał mi zastrzyki, które będę robiła codziennie, aż do końca ciąży. Mam nadzieję, że to pomoże. Lekarz powiedział, że grozi mi utrata dziecka
Musi być dobrze! Nie biorę pod uwagę innej możliwości.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2020, 18:41
Od niechcenia zrobiłam dziś test i wyszła 2 kreska!!! I to nie cień, tylko kreska! Cała się aż trzęsę i powtarzam to niemożliwe... Męża nie ma, jestem sama. Po ostatnich cieniach staram się podchodzić na chłodno do tego, ale jest kreska!!!! Boże, obym była w ciąży...
EDIT pół godziny później.
Już trochę ochłonęłam. Kreska pokazała się od razu i widać ją gołym okiem choć jest jaśniejsza niż kreska kontrolna. Ale na zdjęciu bez problemu się pokazuje
Jutro idę na betę. Na spokojnie, na spokojnie...
Rano powtórzyłam test. 2 grube kreski bez dwóch zdań. Czy to się dzieje naprawdę?
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 czerwca 2020, 16:37
19 tc + 1 waga 52
Od tygodnia bardzo fatalnie się czuję.
Meczą mnie zaparcia. Do tego jak byliśmy z mężem na rynku zasłabłam dobrze że był ze mną i że umiem sobie radzić w takich sytuacjach, bo inaczej bym upadła. Sprawdzałam żelazo i morfologie jest na pograniczu. Ciśnienie zabójcze dziś np 81/46 puls 94 i jak tu się dobrze czuć.
2 tygodnie urlopu szybko zleciało. Pokój prawie ukończony dziś mój kończy malowanie jutro z bratem zakładają panele i będzie po remoncie. Potem tylko mebelki. Ważne że co najgorsze pokończone
Dziś miałam wizytę u gina. Z małym wszystko dobrze, szyjka ok, serduszko bije. Przynajmniej dziś ruchliwy a nie ciągle spanie. Ruchów nadal nie czuje. Ponoć łożysko już jest na przedniej stronie a było na tylnej więc mogę sobie dłużej poczekać.
Za tydzień w czwartek połówkowe. Jak ten czas leci.
W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć że jestem w ciąży.
Od dziś jestem na L4, musiałam uprzedzić kierownika bałam się jego reakcji. Nie wiem czy do końca zrozumiał że jestem w ciąży czy nie, bo życzył mi powrotu do zdrowia 😀 pewnie facet zakręcony, ale ważne że stawiłam temu czoło. Ogólnie nie mam sił na pracę za dużo jest teraz obowiązków a po 2 źle się czuję. A mówili że drugi trymestr jest łaskawszy w moim wypadku tylko 1 był bajką. Zobaczymy co będzie dalej.
O wyprawce nie myślę jakoś za wcześnie. Może w sierpniu się za to zabiorę. Akurat będą jesienne ciuszki 😀
7 dc ??
Cholera, nie wiem jak liczy się cykl na tabletkach anty 🙄 no więc teraz jestem w 7 dniu siedmiodniowej przerwy pomiędzy antykami 😉 od jutra znowu ruszam z antykoncepcja, oby ostatni cykl.
Mam już opis rezonansu, przyszedł bardzo szybko, na szczęście wszystko jest w porządku, nie mam żadnego guza na przysadce mózgowej i ogólnie mój mózg wygląda ładnie 🤣🤣 chociaz po dzisiejszym dniu w pracy w to wątpię, głowa paruje od nadmiaru informacji, które przetwarza w ostatnim czasie. Niestety wszystko się sypie w pracy, projekt przeciągnie się do lipca, prawdopodobnie do końca lipca 😡
W przyszłym tygodniu kolejna wizyta u edno, myślę że na jakiś czas ostatnia (chyba że zajdę w ciążę, to kazał się zaraz pokazywać żeby zwiększyć leki na tarczycę).
Czytam tak o tych stymulacjach, punkcjach i zdałam sobie sprawę, że zrobiłam błąd podpisując umowę w klinice. Nie chciałam mrozić komorek, ale chyba zmieniam zdanie. Nie zapładniamy dużo komorek mimo mojego wieku, nie chce oddawać zarodków do adopcji. Małż też się na to nie zgadza, ale zamrożenie komorek w razie niepowodzenia przy zapładnianej przez nas ilości komórek daje szansę na zarodki bez konieczności kolejnej stymulacji. O ile będzie co mrozić 🙄 ostatnio rozmawialam z koleżanką, która miała dwie stymulacje i w obu zarodki przestały rozwijac się w piątej dobie. Tego boje się najbardziej i tego że moje komórki będą za słabe. 😕
Nie dzieje sie nic ... cykl bez stymulacji... ciągnie sie i ciągnie... chyba chce pobić jakis rekord juz ma 40 dni... w lipcu mam laparoskopię z histeroskopia Pani Doktor naprawi mi macice... ciekawe czy dojdzie do skutku czy jednak moj cykl mi w tym przeszkodzi... poki co to ciesze sie, bo to moze byc ta kropka nad „i” która sprawi ze sie uda!
Ostatnio czuje ze na każdym kroku ludzie bez dzieci sa dyskryminowani ... nawet teraz przy bonie na wakacje... nie masz dziecka - nie dostaniesz ani złotówki... co z tego ze płacimy podatki, ciagle wszystko ma wyższa cenę... niby prorodzinnie a niestety osoby, które pragną i walczą o dziecko nie sa wspierani .. tak ostatnio z Mężem czujemy sie jakos osamotnieni w całej sytuacji, zwłaszcza, ze doszliśmy do etapu, ze Znajomi narzekają na to ze maja dzieci, dziecko to u Nich wymówka i pretekst zeby nie przyjechać i odwołać spotkanie na godzine przed, bo przecież „dziecko” ... Mówią otwarcie, ze juz nie chca więcej dzieci, ze gdyby teraz przydarzyła sie ciąża to byłaby to najgorsza rzecz w życiu, zeby sie załamali... a my- marzymy o tym... zeby chociaz jedno dziecko miec .. zeby ta „straszna” ciąża nam sie przytrafiła... czasem tez mysle czy my bedziemy tacy sami? Czy dla nas tez to dziecko bedzie takim „ciężarem” czy bedziemy jednak widzieć w Nim szczęście i bedziemy potrafili sie Nim cieszyć! Wiem, ze ciąża, poród, rodzicielstwo to nie tylko tęcza, ale chce! Chce chociazby miałoby byc cieżko. Tak, dla Tego Dziecka dam sie nawet „pokroic” mówiłam nie raz i niedługo moje słowa sie spełnia! I miejmy nadzieje,ze te nacięcia macicy pomoga!
10 dpo, 34 dc
Owulacja w tym cyklu była pozna ze względu na brak reakcji na Lamette, dopiero zastrzyki z gonadotropiny pomogły. Okresu na razie brak, choć objawy jakieś tam są. Nie podoba mi się ten detektor ciążowy na ovu, wszystkie objawy, przynajmniej u mnie, można zaliczyć do pms jak i pierwszych oznak ciąży.
Przyjmuję różne leki przy stymulacji, obecnie jestem na progu, wkurza mnie, że puchnę, tyję, nie mogę nad tym wszystkim zapanować. W pierwszej ciąży przytyłam 30kg. Miałam cukrzycę ciążowa. Kuźwa. Odbiera mi to radość życia.
16+4
Wczorajsza wizyta była bardzo pozytywna, dzieciątko waży 167g, doktor dalej obstawia córkę. Zrobił również usg piersi, też w porządku. Widzimy się na kolejnym usg połówkowym 7.07 🥰
2 piekne pecherzyki wow ale po tej nieszczesnej prawej stronie, lewa praktycznie nie drgnela dalej czekamy...
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2020, 21:15
Na dworze szaro, ponuro...nie sprzyja to pozytywnemu nastawieniu. Od rana myślę o tym czy kiedykolwiek będę ziemską matką...może najwyższy czas posprzedawać wózek i inne rzeczy po dziewczynkach? Większość z nich jest nowa, nigdy przecież nie użyta..staram się wierzyć, ale mijający dzień za dniem bez dziecka przytłacza...na dodatek ostatanio zapadł mi w pamięci wpis "dziecko w brzuchu bolą plecy, dziecko w domu boli głowa, brak dziecka w domu boli serce" jakże to prawdziwe...przygarnęłabym wszystkie bóle, gdybym tylko wiedziała, że to dziecko zostanie ze mną... jestem jedną z niewielu w moim towarzystwie bez dzieci..nawet koleżanka która podobno była bezpłodna ma dziecko.. inna zaszła z kolejnym..a ja? Ja nawet na stymulację nie reaguję..
na dodatek siedzę w obecnej pracy tylko dlatego że umowa na czas nieokreślony bo inaczej już dawno bym ją zmieniła..praca sama w sobie nie jest zła, lekka przy komputerze... ale wiadomo..chciałoby się zarabiać jeszcze lepiej...z tym że zmiana pracy w tych czasach to chyba jednak kiepski pomysł no i jak chcemy dziecko to lepiej trzymać buzię na kłódkę... tylko jak długo jeszcze? Zamysł był taki że popracuję z pół roku i zachodzę w ciążę a tymczasem ciąży brak i nic nie wskazuje na to że się pojawi...
jak mi brakuje mojego beztroskiego życia...
8cs 12dc
Dziś na monitoringu 2 pęcherzyki. Jeden 17.6 a drugi 21mm. Endometrium 8.6 (chyba jeszcze trochę chude). Pani doktor mówi, ale zdaje sobie pani sprawę ze jest ryzyko ciąży bliźniaczej?
A ja od razu w myślach: Bozeeee to najlepsze co by nas mogło spotkać.
Może jakiś cud się zdarzy i znajdzie się jakiś wytrwały plemniczek u mojego Męża..
Jestem podekscytowana ☺️
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2020, 18:09
- 3cs - 21dc - 8dpo -
Ależ dziwny jest ten cykl! Nie dość, że tak jak pisałam, strasznie się ciągnie, to jestem w nim jakaś taka nieobecna. Niby dzienne notuję coś tam na wykresie, ale raczej ogranicza się to do leków, bo staram się nie mierzyć dziennie temperatury, a objawów nie mam żadnych. Moje piersi po skończeniu karmienia wyglądają jak u 12-latki, a więc praktycznie wcale ich nie ma. I to mi się zdaje jakoś tak wskazywać na to, że nie pykło. Żadnych żyłek, żadnego wzrostu, żadnego swędzenia, żadnej wrażliwości. Boję się jak zareaguję na porażkę. Tylko raz w życiu brałam Clo i zaszłam wtedy w ciążę. Ciężko po czymś takim nie mieć oczekiwań. Mam świadomość, że nic dwa razy się nie zdarza, no ale nadzieja i tak rośnie. I tak próbuję pracować nad swoją głową, przygotować się na ewentualną porażkę i nie potrafię. Nie umiem się jakoś na tym skupić. Poprzednie cykle ciąąąąąągle myślałam o ewentualnej ciąży, a teraz.. Nawet jak chcę powizualizować, to nie potrafię się skupić, zaraz myśli odpływają gdzieś indziej, a wieczorem po prostu zasypiam. Nie umiem się na tym cyklu skupić. Jeszcze tak nie miałam. Może dzięki temu przełknięcie porażki będzie łatwiejsze? W sumie bałam się natłoku objawów, bo pierwszy raz biorę dupka, ale na szczęście nie dzieje się ze mną nic, co mogłoby mi dawać złudną nadzieję.. Rany, jak ja bym chciała zerknąć w kryształową kulę! Móc się na coś nastawić.. Da mi ktoś namiary?!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.