1dc
Dostałam okres choć nic na to nie wskazywało. Zaczynamy kolejny cykl strań.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 czerwca 2020, 11:33
10 miesięcy i 7 dni 
Mamy za sobą trzydniówkę i to był dość ciężki czas.
W zaszłą niedzielę Jaś był marudny, nic mu nie pasowało, mało się śmiał. Na czterech przyszedł do mnie żeby się przytulić i czuję, że jest gorący. Mierzymy temperaturę: 38,7 🤒. Mąż w te pędy jedzie do apteki po jakiś specyfik.
Kupił Pedicetamol, czytając opinie w Internecie stwierdziłam, że będę wyrodną matką jak mu to dam, bo jest obrzydliwe w smaku (potwierdzam, próbowałam 😅), dzieci po tym wymiotują, plują itp. Ale musiałam działać szybko więc tylko prosiłam Synka żeby mi wybaczył... A nasze dziecię wzięło lek bez problemu, tylko lekko się wzdrygnął 😅. Nosz kurła mam niezniszczalne dziecko 😅.
Noce były ciężkie, Jaś był totalnie nieodkładalny - poczuł tylko pościel od razu stawał w łóżeczku na nogi i z płaczem kręcił głową na nie, nie, nie.
Więc przez 2 noce prawie nie spaliśmy, tylko na zmianę z mężem siedzieliśmy i przytulaliśmy Jasia.
Oczywiście w poniedziałek dzwonię do przychodni - możliwa tylko telewizyta. Kurła jego mać! Dorosły powie co mu jest i co go boli. Dziecko nie potrafi, przecież przez telefon lekarz nie obejrzy mu gardła, uszu i go nie osłucha. Ale lepsze to niż nic.
Po opisaniu objawów - trzydniówka. Nic nie robić, zbijać ewentualną gorączkę, przejdzie samo, będzie wysypka.
We wtorek jak Jaś usnął o 21 tak obudził się po 4 na ciamkanie. Chyba musiał odespać tą gorączkę. Czy muszę wspominać, że wstawałam do niego 17 razy sprawdzając czy jest wszystko oki? 😅.
Wysypka pojawiła się w środę, najpierw na buzi i rączkach, a potem to już był cały obsypany, zgodnie z zaleceniem nie robiłam z nią nic, kąpałam Jasia normalnie w troszkę chłodniejszej wodzie niż zwykle z uwagi na upały i nie przegrzewałam go, tzn. na noc krótki rękaw zamiast pajaca.
Dzisiaj już ładnie mu wszystko schodzi 😊.
32 tydzień ciąży (31+5)
8 dni do wizyty
37 dni do ciąży donoszonej
59 dni do terminu porodu
Wczoraj robiliśmy grilla urodzinowego Aluni. Byli sami jej chrzestni i moja ciotka. Od rana żałowałam, że w ogóle to wymyśliłam w moim stanie, ale nie bardzo był odwrót. Pomagałam trochę na siedząco, z siedzenia bolała mnie kość ogonowa jakby mi w dupe wlazła. Po imprezie bolało mnie spojenie łonowe, ale dzisiaj narazie nie czuję więc może przeszło.
A jak impreza? Wiadomo jak impreza, jedzenia full, śmianie, rozmowy. Oczywiście większość czasu przegadałam o ciąży, bo przecież nas w ciąży było 3. Inny temat byłby dziwny 😜 Tylko 2 sytuacje zrobiły mi przykrość.
1. Całą imprezę przesiedziałam sobie na leżaku, na co moja ciotka z wątem, że w końcu usnę i mogła bym się przejść chociaż wkoło domu.. Dobrze wie jaką mam sytuację, powiedziałam jej, że przecież nie mogę. Ale niesmak pozostał.
2. Moja córka zawołała moją kuzynke, która ma termin na lipiec do swojej piaskownicy. Zaczęły się przytulać, druga kuzynka robiła im zdjęcia. Podeszłam tam i powiedziałam, że ja też chcę mieć zdjęcia, a moja córka mnie odepchnęła i powiedziała żebym sobie poszła. Widziałam jak tuli się do kuzynki, tamta ją podnosi na ręce.. Poszłam sobie po prostu, ale było mi tak przykro, że ja jej od pół roku nie trzymałam na rękach i mnie odepchnęła. Tak jakbym nie była jej mamą. Może to wyolbrzymiam przez hormony.
To była pierwsza i ostatnia taka impreza w mojej ciąży. Zawsze będę odstawać na tle innych przez mój szyjkowy problem, a później właśnie będę miała takie przykre sytuacje dla siebie. Nic na to nie poradzę, że nie mogę bawić się ze swoją córką, biegać z nią i podnosić na ręce. Ale czy przez to jestem gorszą mamą? Po prostu jestem zazdrosna. Co nie zmienia faktu, że urodziny się udały, a Alicja była zadowolona. I to jest najważniejsze, bo taki był cel.
14 dpo, 33dc, 8cs
https://zapodaj.net/933c0ded655a1.jpg.html
Jest druga kreska, ale mega blada. Mówiąc szczerze miałam nadzieję, że test zrobiony 14 dpo będzie miał drugą tłuściutką kreseczkę a tu taki bladzioch. Dziewczyny na forum pocieszają mnie, że podobno tak się zdarza.
Jutro rano zrobię drugi, bardziej czuły test. Napisałam też do lekarza o skierowanie na betę (pewnie już we wtorek będę mogła zrobić pierwsze badanie).
Na razie nie pozwalam sobie na wariowanie z radości, bo brzuch nadal mnie boli, choć dzisiaj już mniej. Najdziwniejsze jest to, że ten ból jest inny niż ten standardowy, który pojawiał się przed okresem. Nie plamię też, więc faktycznie może się udało.
Jeśli się udało to teraz najważniejszym będzie przetrwać najbardziej niebezpieczny okres i dotrwać do zamknięcia I trymestru.
Tak więc dziś jeszcze na chłodno, ale jeśli jutro rano drugi test też będzie pozytywny ma zamiar pozwolić osbie na wszystkie emocje
Tym bardziej, że jutro dzień ojca i to chyba będzie najlepszy prezent dla mojego Męża.
Mój Zdolniacha zaliczył dzisiaj przedostatni egzamin w sesji i jest ze wszytskim do przodu, więc radość w domu niesamowita 
Jeśli chodzi o ciążę, to widział drugą kreskę tak samo jak ja, ale biedny sam mi powiedział, że jeszcze nie za bardzo to do niego dociera. Dlatego też dzisiaj staram się nad tym panować, bo jeśli jednak @ przyjdzie czy beta będzie niska, będzie spadać to po prostu nie chcę sprawić mu zawodu i go rozaczarować. A wiem, że poczułby bardzo taką stratę, tak samo jak ja.
Beta przed nami, więc wierzę, że wszystko będzie dobrze. Na pewno będzie dobrze! Wierzę w to i czuję to!
16dc protokół długi PUNKCJA
z 14dc E2 wynosił 4452
Prg wynosił 0.455 NG /ml
Punkcja przebiegła bez problemu, bez stresu.
Troszkę plamie/plamilam. Nie czułam bólu. W domu za to czuje już jajniki, i ból silniejszy miesiączkowe. Wzięłam paracetamol. Zaraz zjem śniadanie ~ tortille 🤗 i zagryzę antybiotykiem.
Pobranych 20 kumulusow. W poniedziałek mam dzwonić w sprawie zaplodnionych oocytow, i ilości dojrzalych. Trzymajcie mocno kciuki, abym tym razem miała dużo ładnych zarodków gotowych do mrożenia ❄️🤗🍀✊🏻
Niebawem szykować się będę na wesele.
17t 2d
We wtorek miałam usg kontrolne. Mamy już całkowita pewność, ze to chłopiec. Pięknie rośnie
Ułożony był główka do góry i wiem, ze to jest normalne, do ok. 32 tyg. może być ułożony dowolnie. Jednak Fifi za każdym usg był ułożony główka w dol, wiec teraz zaczyna mi się świecić pomarańczowe światełko 😌 myślałam, ze jestem odporna na takie coś, ale nie! 😄
Teraz problem z imieniem. Znowu. Dla dziewczynki łatwo jest znaleźć (miałam już wybrane prawdę mówiąc), dla chłopca nie bardzo. Mało imion mi się podoba, dodatkowo chcę, by w obu językach wymawiało się je tak samo, aby można je było odmieniać bez problemu w j. polskim. Mam koleżankę, która żyje podobnie jak ja za granicą, na dniach ma rodzić chłopca, po cichu czekam aż ogłosi nowinę i... imię synka 🤓
Od ok 2 tyg czuję ruchy synka
najpierw bardzo delikatne, niewyczuwalne pod ręką, teraz już nawet mąż je wyczuwa.
Brzuszek jest duży, piersi tez. W poprzedniej ciąży używałam biooil na brzuszek, nie miałam rozstępów, jednak nie podoba mi się jego skład. Wcześniej obawa przed rozstępami i opinie o działaniu tego olejku mnie przekonały. Teraz postawiłam na dobry skład i zakupiłam Burt’s bees mama bee i po prostu nie mogę się oprzeć, by nie smarować się nim kilka razy dziennie, ten cytrynowy zapach jest nieziemski 😍
Przybrałam 3,5 kg. Niby ok, gdyby nie to, ze od ostatnich 3 tyg przybywa po pół kg tygodniowo, to chyba trochę za szybkie tempo jak na ten okres ciąży. Apetyt mam trochę wybiórczy. Jakoś nie mam ochoty na makaron, ryż, za to ziemniaki tak, kasze jak najbardziej, nie mogę jeść kurczaka, w żadnej postaci, śmierdzi 🤷♀️ W poprzedniej ciazy tez tak miałam. Kocham owoce, warzywa, zwłaszcza ogórek zielony pachnie mi z daleka😋 Wiec nie wiem czemu tak szybko przybieram na wadze, podejrzewam, ze to przez cukry... Zapomniałam poprosić o skierowanie na test obciążenia glukozą, poproszę teściową, chciałabym go zrobić przed wyjazdem na wakacje.
Niedługo wyjeżdżamy z miasta, najpierw miesiąc w górach, trochę sami, trochę z przyjaciółmi, potem planujemy poodwiedzać rodzinę. Nie mogę się doczekać, bardzo brakuje mi ciszy, świeżego powietrza, zieleni. Do Polski chyba w te wakacje nie pojedziemy 🥺 za duża niewiadoma jeśli chodzi o transport, być może uda się później, po wakacjach.
W miarę regularnie czytam pamiętniki, cieszę się ogromnie na pozytywne testy i wierze, ze każdą z was czeka ten piękny dzień 🥰
Loooo matko ale mnie nie było! Za długo żeby opisać wszystko. Dni mi mijają strasznie szybko. Mam dużo roboty
Dzieciaki dają popalić. Bartek i jego bunt plus Kacper który wstaje raczkuje i wszędzie go pełno. Ahh może się zbiorem i opiszę więcej.
O budzą się.... Lecę !
2dc
Dziwny ten okres skąpy w porównaniu do innych. Wyglada jak by się kończył a nie rozkrecał. Prawie wogóle nie boli.
7cs 11 dc
Wczoraj wzięłam pierwszą dawkę dostinexu. Na szczęście skutki uboczne póki co się nie pojawiły więc jestem pełna nadziei. Oczywiście środek cyklu to czas wiary, że w tym cyklu może uśmiechnie się los szczęścia. Jeśli nie, początek lipca to rozszerzanie diagnostyki-fsh, lh, estradiol, nasienie męża oraz monitoring owulacji. Zastanawiam się nad również nad częstotliwością współżycia... Plan jest serduszkowac 9.11.13.14.15 i 17 dnia cyklu. Jakie Wy macie na to "strategie"
?
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 czerwca 2020, 15:48
Mózg mi dziś paruje... Bo nie wiem, czy pisałam ale studiuje... I to nie dietetykę, jak na poczatku mialam... Sudiuje psychologię... Musialam zmienić uczelnie i kierunek... Bo na dietetyce zajecia mialam od piątku po południu do niedzieli wieczorem... Nie dałabym rady fizycznie, praca itd... Teraz mam mało takich spotkań typowo on-line, by siedzieć i słuchać. Mam za to duzo ZA DUŻO zadan, które musze wysyłać na zaliczenie... Koszmar... Teraz jestem chora, wiec nie mogę pracować, ale w normalnym trybie mojego zycia nie wiem czy to ogarne xD czas pokaze
narazie wysyłam zadania w terminach... Trochę sie boje jak to bedzie, ale cóż... Jakoś trzeba spożytkować czas oczekiwania na dzidzię...
W środę test na Covid...
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2020, 13:57
Hejka:)
Dziś 30dc.
Test w 27 dc negatywny.
Tego samego dnia dostałam wynik ANA - dodatni.
Trochę mnie to podłamało. Ale po plakalam sobie wieczorem. I rano wstałam z nową energią i siłą do walki o Największe Szczęście 💕💕 ten Maluch nawet sobie nie wyobraża jakie bitwy muszę przejść aby pojawił się na świecie... Ale dla Niego wszystko. Bitwy przegrywam ale Wojnę wygram ❤️
W piątek (28 dc) pojechałam do diagnostyki opłacić ANA4. Więc czekam na wyniki. Chociaż mam nadzieje że ten wynik dodatni jest przez moją łuszczyce - która jest chorobą autoimmunologiczną.
Miałam testu nie powtarzać ale dziś (30dc) gdzie miesiączka ma być za ok dzień/dwa nie czuję się totalnie jak by miała przyjść. Zazwyczaj już czuję że się zbliża a dziś czuję się jakbym była przed owu - ochota na seks,mnóstwo śluzu i pokłówanie w jajnikach.
Tą niedzielę z Moim K spędzamy totalnie leniwie.
A od tej pogody jest mi tak nie dobrze że szok... 🤮
Obiad zrobiony, zjedzony więc czas na kawę i ciacho 🍰☕
Miłego Niedzielnego popołudnia ❤️
3dc
To jednak miesiączka rozkreciła się w nocy. Czekamy na koniec i wyciszamy emocje.
Teraz muszę skupić się na pracy w piątek organizuje zakończenie roku w pracy poraz pierwszy. Badzo się tym denerwuje.Umowę mam do końca sierpnia bez możliwości przedłużenia niestety. Po 3 i pół roku w tym miejscu dyrektorka stwierdziła że jestem już nie potrzebna.
A więc jeśli owulacja była w 12 dc to zaczęliśmy starania po owulacji. Mąż był po alkoholu i na kacu.
Zaczynamy od nowa. Strania są takie fajne i przyjemne 🙂
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2020, 07:34
2dc
Okres jak zwykle przyszedł i rozwiał wszystkie nadzieje. Nie dość, że bolał mnie dzisiaj niemiłosiernie brzuch, to jeszcze wszedł mi jakiś stan zapalny w nadgarstek i czuje się okropnie. Pogoda jest beznadziejna. Truskawki się zepsuły.
Ale ja nie jetem negatywnie nastawiona. Nastawiam się na ciążę w tym cyklu. Za długo czekamy, za długo planujemy. To już czas. Teraz czekanie na owulacje. Bierzemy się do roboty i robimy tego dzidziusia.
Pozytywne nastawienie i jakoś to będzie. Bo musi być.
Moje największe szczęście ma 2 latka
Kończy się rok 2023. Jaki był? Fantastyczny, ciężki, piękny, słaby i zadziwiający. Jak każdy rok.
Czy staramy się dalej o drugiej dziecko? Tak
Czy robię wszystko co robiłam kiedy starałam się o syna? Nie
Czy biorę zawsze witaminy na czas, czy pilnuje owulacji, czy wiem ile dokładnie dpo jestem? Nie
Czy zależy mi tam bardzo jak przy synu? Nie
Czy mam dosyć biochemów i walki? Tak
Stary rok kończę z okresem 😂 na dniach się zacznie, wjechało plamienie, test krzyczy bielą - wiem, nie miałam najmniejszych oczekiwań co do tego cyklu. Wiem, że owu była nie z tej strony, testy owu się skończyły i nie chciało mi się kupować nowych - wydaję kupę kasy na ciuszki i inne rzeczy dla mojego dziecka, a na to mi szkoda. Jaką mam pewność, że ze cokolwiek pomogą? Nie oszukujmy się, jestem starą wyjadaczką chleba, wiem kiedy mam owukę 
Mój syn jest już taki duży. Są momenty kiedy doprowadza mnie do granic wytrzymałości, ale zawsze wtedy staram się myśleć co jest w tej małej główce i dlaczego chcę pozostać jego ostoją zaufania i wsparcia. Chociaż dwulatek naprawdę potrafi mnie testować. Niemniej jednak, to dalej jest dobrym momentem na moją własną analizę. Czemu tak reaguję i czy chcę te wzorce przekazać synowi. Umówmy się - ten mały człowiek jest idealny. Sama myśl, że kiedykolwiek mogłoby go spotkać cokolwiek złego jest moim najgorszym koszmarem.
Wchodzę więc w nowy rok z wdzięcznością. Za tego człowieka, który jest spełnieniem moich marzeń, moim najlepszym przyjacielem i najtrudniejszym życiowym projektem. Sensem mojego istnienia. Kimś kto przelał egoizm w heroizm. Czystą, trudną miłością.
Jesteśmy z mężem gotowi na drugie dziecko, ale jednocześnie jesteśmy spełnieni. Cokolwiek 2024 ma nam do zaoferowania - mam nadzieję że jesteśmy gotowi i prosimy żeby to były tylko pozytywne propozycje.
A Wam wszystkim życzę żebyście tak po prostu były szczęśliwe i kochały się siebie - bo mój pies mi świadkiem - nigdzie nie spotkałam takich mądrych, walecznych i pięknych kobiet jak tutaj ❤️
W sobotę byliśmy u androloga-urologa.
Strasznie się bałam tej wizyty.
Nie było źle
Lekarz sympatyczny, uprzejmy. Co raz mi przerywał, bo chciałam za dużo rzeczy powiedzieć na raz
Potem się hamowałam i nie odzywałam praktycznie wcale.
Powiedział, że dwa pierwsze badania nasienia robiliśmy u babki która pracuje na sprzęcie z 1980r 🙈
i te wyniki mogły być wtedy jeszcze niższe niż jest na papierze.
Bakterię, która wyszła w posiewie się nie leczy, bo jest to zwykła bakteria spod napletka. Możemy ewentualnie kupic Apo Uro (suplement z żurawiny kanadyjskiej).
Hormony dobrze. Szczególnie pisał sobie w notatkach: testosteron ok.
Zrobił bardzo szczegółowy wywiad z nami (ze mną też) tzn choroby, leki. Czy mamy rodzeństwo i czy rodzeństwo ma dzieci. Stary nie ma rodzeństwa to dopytywał czy wszyscy kuzyni mają dzieci i czy to, że nie ma rodzeństwa to był wybór rodziców.
Zapisał sobie też, że mam zaraz robić HSG.
Na podstawie wyników zasugerował in vitro. Jak powiedzieliśmy, że nie bierzemy tego pod uwagę to pytał o inseminację. Spodziewałam się tego. Aczkolwiek słysząc naszą odmowną odpowiedź nie drążył tematu i to dla niego na plus.Tego się najbardziej bałam, że powie wspomagany rozród i nic innego nie da się zrobić. Zaproponował jednak inne rozwiązania, kierunki w których możemy iść.
Kazał iść do konkretnego urologa (podał nazwisko) z naszego miasta zrobić dokładne usg z opisem. Mówił, że ten lekarz robi usg wg najnowszych standardów i bardzo dobrze opisuje wyniki.
Mimo, że w październiku był zdyskwalifikowany do operacji żpn (subkliniczne nieoperacyjne żylaki) to skoro tak bardzo degraduje się nasienie w takim okresie czasu to już jest wskazanie jednak do operacji (w 2018r - 19mln/ml w 2020 – 0,75ml/ml). Z tym, że ona może nie dać efektu albo na efekty będzie trzeba dłużej czekać.
Prostata jest miękka ale powiedział, że równie dobrze to może być torbiel która blokuje ujścia kanalików nasiennych. Jeżeli się potwierdzi to torbiel trzeba naciąć aby te kanaliki uwolnić i zapewnić swobodny wypływ plemników.
Kazał od razu jechać do Novum zrobić badania genetyczne. Jeżeli wyszłyby by źle to nie ma sensu dalszej diagnostyki i ewentualnych zabiegów.
Polecił kupić suplement Sermatrop alfa, którego cena mnie rozłożyła na łopatki.
Powiedział, że Fertilman Plus jest mocno naładowany składnikami a to nie zawsze daje efekt jaki chcemy uzyskać. Skoro ma problem z połknięciem tych dużych tabletek to dał ulotkę właśnie tego Sermatrop. 1 powlekana tabletka.
To muszę jeszcze przemyśleć, bo cena dla mnie jest zbyt wysoka. Myślę jeszcze nad Profertilem. Też jest często polecany przez lekarzy.
Podsumuwując przed nami: wizyta u urologa w celu wykonania dokładnego USG z opisem, badania genetyczne (wyniki za 3 tygodnie) i z wszystkimi wynikami powrót do niego.
Martwi mnie to jednak, że ta cała diagnostyka tyle trwa. Nie dostaliśmy konkretnego leczenia oprócz zasugerowania konkretnego suplementu.
Nawet mu nie wspominałam o wyczerpującej się rezerwie jajnikowej, bo wracałby może do tematu in vitro i podciąłby całkiem skrzydła. A tak nutka nadziei się jeszcze tli.
Na koniec podpytałam czy poleca plastry chłodzące i co on o nich myśli. Powiedział, że jak da radę w nich chodzić to niech używa. On je szczególnie poleca po operacjach na zmniejszenie obrzęku i przeciwbólowo.
Uruchomiłam plan ratunkowy w walce z infekcja.
Odstawilam luteine. Brałam 3x2 dopochwowo i jeszcze doustnie besins. Łącznie dobowo przyjmowałam 1000 mg proga. Doktor mówiła, że można pomału schodzić z proga ale przy plamieniach nie miałam odwagi. Jednak minęło kilka dni, a plamienie jest tylko kiedy wylatuje ze mnie tynk z tabletek. No nie ma co ukrywać, że to błoto piasku jest delikatne dla nas. Nie jest.
Żeby ten gynoflor na grzybka miał większe szanse to odstawiam całkowicie luteine i biorę więcej besins doustnie. Na 3 dni mi wystraczy żeby całkowicie odstawić luteine, będę brała 800 mg a 3 dnia 600. Później nie wiem. Będę musiała znowu pchać piguły ale może zejdę z dawki jeszce bardziej. A może te 3 dni wystracza żeby leki zadziałałaby jak trzeba.
Kupiłam nowy clotrimazol, żel provag i 2 razy dziennie aplikuje ten gynoflor, mam go jeszcze na 5 dni kuracji. Mam świadomość, że to czasem musi potrwać. Oby było lepiej. Wvzensiej odczuwałam takie kłucia w szyjce, które też miałam często przy infekcji pęcherza i kiedy miałam krwotok, teraz wydaje mi się ciut lepiej. Kłuję ale rzadziej.
Jeszcze jedna sprawa... Internety mi podpowiedziały, że na grzyba, bakterie i ogólnie cały syf tam na dole można dokupić aplikator dopochwowy i psiknac się octeniseptem 😲😳 Sprawdziłam, mam to psikadło ale bez tego aplikatora. Kusi mnie żeby psiknac chociaż zewnętrznie bo jakoś do środka i tak nie miałabym odwagi. Ale czy mi psioszki nie wypali żywym ogniem? A jak mi wargi uschna? Octenisept? Brzmi jakbym się miała denaturatem podmyć. Sama tego nie widzę... Ale czuję desperację. Nie wiem czy się nie skuszę.
Normalnie pewnie obalilabym butelkę wina na odwagę i jakoś by poszło, a teraz? Hmmm... Muszę to przemyśleć.
No i mniej internetów Ewa! Już zero czytania jak się ratować.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2020, 10:03
11 DC.
Od rana cmienie podbrzusza, ból lewego jajnika, teraz już przeszło. Szkoda że w aplikacji w objawach można zaznaczyć tylko ból brzucha, bo wg mnie ból podbrzusza a brzucha to coś całkiem innego. Brzuch może boleć od niestrawności, typowo zoladkowo a podbrzusze jasno wskazuje na narządy rodne. I nie jest to ból miesiączkowy ani owualcyjny więc tak naprawdę nie ma na to nazwy tutaj.
Temp. nieznacznie wzrosła , chociaż mierze tak tylko dla siebie, bo i tak jadę dziś na USG - dam znać co i jak.
Dziś chodzę z dziwną wesołością, z nadzieją i dobrymi myślami. Ciągle byłam źle nastawiona do IUI, pewna że się nie uda, a teraz myślę że szanse są duże ze względu na dobre parametry nasienia. Tutaj nawalam tylko ja, więc jeśli owulacja będzie i zabieg będzie w dobrym momencie (a wszystko na to wskazuje) to powinno być ok. Nigdy nie badałam śluzu ale wydaje mi się, że mogę mieć ten wrogi. Bo ilekroć wszystko było super w cyklu do ciąży nie dochodziło, tak jakby plemniki nawet nie przebiły się do macicy. Nie miewam śluzu płodnego na zewnątrz mimo wiesiołka, siemienia i innych magicznych sposobów.
Sucho też nie mam, ciągle jest kremowo albo lekki poślizg. Mówią że nie liczy się to co na zewnątrz tylko w środku, a jednak.. 😶
Więc ta moja nadzieja trzyma się mnie kurczowo. Pewnie się zawiodę jak co miesiąc ale szansę są dużo większe to i ona większa.
Jakby tak humor lepszy.. głowa spokojniejsza. Może, może ... 🤔😍😍 .
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2020, 10:35
15tc + 2dni
Dziś wyjście ze szpitala. Jestem szczerze zawiedziona tym jak działa szpital, w którym chciałabym rodzić.
Myślałam, że będę mieć mierzoną szyjkę na wyjście, ale tylko miałam zwykłe badanie palpacyjne. Do tego w moczu wyszły mi liczne nabłonki płaskie, które świadczą o stanie zapalnym, a nikt nie zwrócił na to uwagi. Być może przez to te skurcze i bóle brzucha. W środę idę oddać mocz do badania i na posiew. Jak w badaniu znowu coś wyjdzie nie tak, to przyspieszę wizytę u mojego ginekologa, bo w drugim trymestrze może to wpłynąć na dobrostan ciąży. Do tego od 3 dni mam lekkie pieczenia przy oddawaniu moczu, więc chyba jest coś na rzeczy. Nie chciałabym, aby doszło do porodu przedwczesnego przez głupią infekcję. Wydaje mi się, że powinnam te badania mieć zrobione podczas mojej 4 dniowej wizyty w szpitalu... No, ale NFZ... Najlepiej powiedzieć, że tak to już w ciąży jest...
Sto lat! Sto lat! Sto lat!
Mnie tu nie było! O nie kochane nie jestem w ciąży! Poprostu mam kryzys! Haha! Każda z moich koleżanek urodziła już drugie dziecko lub jest w ciąży. Gratuluję wam dziewczyny!Mała86, Madu, to nicki, które pamiętam, teraz jesteście mi bliższe dziewczyny, bo znam was z fb i jakoś tak bliżej. Na belly nie zaglądałam długo. Szybko sprawdziłam, co u was słychać i gratuluję Kochane! Może teraz o mnie: dlaczego wróciłam? Mam kryzys matczyny:)
Sytuacja na dziś: nie planujemy drugiego dziecka, chyba tak mi dobrze, jakoś nie chce, zawsze chciałam,ale jest mi super wygodnie.
Dlaczego więc kryzys. Wczoraj od mojego synka 4,5 roku usłyszałam " nie chce z wami spać, idę do swojego pokoju" w pierwszej chwili niedowierzanie jak to ? Łóżko tylko dla nas? Sami my? Tak bez dziecka? Poszedł do siebie, zasnął, przyszedł o 2:30 i powiedział, że tam bez mamy jest super fajnie, więc dziś też chce spać u siebie.
No i mała konsternacja: czy potrzebny mi specjalista? Tak to narzekałam, że nie mamy łóżka dla siebie a teraz jest źle, bo już mnie opuścił.
Patrzę jak wciąga płatki i właśnie do mnie dotarło, że wiele chwil już nie wróci. Pozdrawiam Was!
8 tygodni z Dudu
Dudu przechodzi chyba coś w rodzaju skoku rozwojowego. Słabiej śpi, jest bardziej płaczliwy. Od kilku dni uśmiecha się świadomie, to jest coś pięknego. Patrzy na mnie tymi pięknymi oczyma w kształcie migdała i posyła uśmiech, który sprawia, ze zapominam o całym świecie 😍 mój mąż mówi wtedy, ze to jest właśnie ta miłość syna do mamy. Mąż zawsze powtarza, ze dla syna mama jest największa miłością, on był zakochany w swojej mamie. Kiedy chciałam mieć córkę, a wyszło ze syn i to 2 razy, mąż zawsze mi o tym przypomina. Bałam się, ze taka miłość nie przyjdzie drugi raz, przecież jest Fifi, którego kocham nad życie, jak mogłabym jeszcze pomieścić tak wielkie uczucie do drugiego dziecka?? A jednak... to jest niesamowite ❤️
Czasem udaje się odłożyć Dudu do łóżeczka, by spał sam. Tak było wczoraj wieczorem, kiedy tylko zobaczyliśmy, ze się nie wybudza wymknęliśmy się do sypialni
byliśmy tak przejęci sytuacja, niepewni ile mamy czasu, ze nie pomyśleliśmy o zabezpieczeniu... praktycznie od roku się nie zabezpieczaliśmy, a od urodzenia Fifiego stosowaliśmy antykoncepcję tylko w dni płodne, nie baliśmy się szczególnie potencjalnej wpadki. Teraz jest inaczej... jeśli zdecydujemy się na trzecie dziecko, nie będzie to w najbliższych latach. Nie mamy na to warunków. Wiec o wpadce nie ma mowy. Jakoś nie panikuje szczególnie, bo karmie piersią, po urodzeniu Fifiego okres dostałam po 6 miesiącach. Jednak ryzyko jest. Za dwa tygodnie mam wizytę poporodowa u ginekologa, chyba zdecyduje się na wkładkę domaciczną.
Trzeci tydzień mąż w pracy, a ja zajmuje się dwójka małych dzieci. Idzie mi całkiem nieźle. Całe szczęście Fifi ma drzemkę w ciągu dnia, czasem nawet 2,5 godzinną, Dudu w tym czasie tez śpi, wiec mam czas by odetchnąć w ciągu dnia. Jeśli chodzi o obiady, to często gotujemy tak, by wystarczyło na 2 obiady, a jak nie mamy resztek, gotujemy coś szybkiego, jakieś warzywka/ryba, czy makaron z jakimś mięskiem i sosem.
Nocki cały czas skomplikowane, ale jakoś daje radę. Czasem wysypiam się lepiej lub gorzej, liczę ze to się z czasem zmieni.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.