Kd_eye Dlaczego ja nie moge zajsc w ciaze? 12 sierpnia 2020, 14:32

Witam dziewczyny.
Dzisiaj jest 9 dzien po moim transferze na cyklu naturalny. Ogolnie caly moj transfer byl bardzo przyjemny i bez zadnych niespodzianek. Podczas zabiegu pani doktor poraz kolejny mowi, ze wszystko u mnie wyglada idealnie. Juz nie moge tego sluchac, krzyczec mi sie chce, bo nigdy nawet nie mialam powodu zeby robic test!!!!! Ehhhh po transferze w domu zamowilismy z mezem frytki McDonalds bo to taki zabobon, a ze frytki lubie to z checia je wciagnelam. Przez pierwsze pare dni bylam wyciszona i nawet udawalo mi zajmowac czyms glowe. Pierwsze kilka dni mialam wrazenie, ze mam jakies objawy bo czulam sie troche zmeczona i troche wyczulony wech. Teraz jak o tym mysle, to sobie pewnie wszystko wkrecilam. Moje piersi mnie troche bolaly ale od wczoraj nic czyli dokladnie tak samo jak momwnt przed okres. Do tego mam moj typowy PMS czyli kluje mnie z prawej strony i plecy mnie bola zwlaszcza w nocy jak spie 🙁🙁🙁 tak jak bylam pozytywnie nastawiona tak teraz wszystko powoli we mmie przechodzi na ciemna strone. Dodatkowo zaczynam miec wiecej sluzu ktory normalnie rowniez zwiastuje, plamienia. Do szpitala na bete mam jechac w poniedzialek 14 dpt, ale dzisiaj wybralam sie na bete do polskiej kliniki. Niestety na wyniki trzeba czekac bo oni je gdzies odsylaja, wiec przed piatkiem nie ma szans na wynik. Gdy wrocilam do domu zrobilam test i wyszedl tak jak sie spodziewalam kompletna biel 😭
Powiem wam, ze jestem wyczerpana tym wszystkim. Dlaczego o wszystko w moim zyciu musze walczyc, nigdy nie bylo tak, ze poprostu cos sie stalo. W takich momentach zastanawiam sie co ja takiego zrobilam, ze dostaje po tylku. Ile razy jeszcze bede mowic potrzebuje przerwy bo wszystko mnie przytlacza. Dokladnie rok temu robilam IUI i tez czekalam na wynik, majac na dzieje, ze cos sie zmieni.....i to samo w tym roku. Powoli zaczyna brakowac mi czasu i sily.....

bertha Drzewo nadzei... 7 września 2016, 16:23

Nigdy nie sądziłam, że posiadanie rodziny to wyzwanie.. Nie traktowałam tak tego, bo myślałam, że to raz dwa się dzieje, że ja, ambitna dziewczyna, z sukcesami w szkołach, w pracy, w rodzinnym domu, również sukces osiągnie w zakładaniu własnej rodziny..
Niestety na drugą półówkę przyszło mi trochę poczekać.. Chyba jednak faceci boją się pewnych siebie kobiet.. Niezależna, pewna siebie, wymagająca (od siebie i od innych), z sarkastycznym poczuciem humoru, całkiem ładna, ale z brakiem talentu do kokietowania.

Zawsze marzyłam, żeby urodzić pierwsze dziecko przed 30-tką. Niestety na mojego męża trochę poczekałam. Poznałam go mając 28 lat. Był ode mnie 2 lata młodszy i ani trochę nie gotowy na rodzinę..
Zanim stał się gotowy na następny krok (zdążyłam go już kopnąć w międzyczasie w tyłek), minęło 6 lat.

Od 1,5 roku się nie zabezpieczaliśmy, wiedząc (a co niektórzy - mając wielką nadzieję), że możemy zajść w ciążę. Wtedy jeszcze mocno się nie obserwowałam, tylko raz na jakiś czas odwiedzałam gina.
Po 1,5 roku, będąc już zaręczeni, zobaczyliśmy drugą kreseczkę!! Niedowierzanie, szczęście, zaskoczenie, strach.. wszystko na raz! Rodzina również oszalała :)
Przygotowując się do wesela, wszystko pięknie się układało - fasolka zamieszkała w brzuszku, wesele marzeń było coraz bliżej, ja lepiłam sobie w każdej wolnej chwili ozdoby, kręciliśmy film podziekowań dla rodziców...
..Niestety radość trwała krótko.. w 8t3d, szczęśliwi, śmiejący się wparowaliśmy do gabinetu gina, a wnet wszystko się zmieniło... Cisza doktora podczas wykonywania USG wszystko wyjaśniła... :(:(:(
Naszej fasolki serduszko nie bije od prawie 2 tyg...

Właśnie dzisiaj mija rok od zabiegu, który miałam wykonywany 5 dni przed naszym ślubem.
I dzisiaj właśnie zaczynam mój pamiętnik. Mam 34 lata, cudowną rodzinę, pracę, męża i zero dzieci.

11.08. Drożność jajowodów Sono hsg
Jak każda z nas przed badaniem przewertowałam cały internet w poszukiwaniu info jak badanie wygląda i oczywiście czy boli...
Jedne kobiety piszą że nie drugie że tak, moja dobra znajoma, która robiła SIS u mojego lekarza zemdlała z bólu i powiedziała że koszmar (miała drożne jajowody) . No więc nastawiłam się że będzie przej.... e, krótko ujmując.
Badanie miałam późnym wieczorem, więc cały dzień był z głowy, strasznie się bałam. Godzinkę przed nafutrowalam się 2x nospą i ibuprofenem (miałam zalecenie ketonal, ale mnie brzuch boli po nim więc nie wzięłam). W poczekalni myślałam, że zejdę, z natury jestem nerwus i panikara😰😰😰😰😰
Ok moja kolej.
Dostałam jakieś znieczulenie, coś jakby w sprayu dopochwowo (piekło i szczypało) i jeszcze jedno, ale niewiem co to było.
Założenie cewnika, do przyjemnych nie należało, ale mnie już sam wziernik boli, także byłam na to przygotowana. I mamy pierwsze schody, silne zwężenie ( przy histeroskopi już o nim wspomniano, dodatkowo miałam tam zrosty). Po kilku mega bolesnych próbach udało się zakotwiczyć cewnik w macicy. Jestem pewna, że zrosty były i tym razem, więc na żywca się ich pozbyłam. 😱
Ok cewnik jest, zeszłam z fotela na usg. Wtedy Pani położna (asystentka) zaczyna podawać sól fizjologiczna domacicznie. Mega rozpierania, bardzo, bardzo silny ból miesiączkowy, może to głupie, bo nie rodziłam, ale tak właśnie sobie wyobrażam skurcze porodowe. Chwila ulgi, niestety Płyn nie przeszedł przez jajowody, podejście numer dwa i ostatnie. Pani położna wstrzykuje kolejna większą dawkę. I znowu pot na czole, 3 x silniejsze rozpierania od poprzedniego i 10 x silniejszy ból miesiączkowy od poprzedniego(a myślałałam że tamto było hardcorem) Ból trwał ok minuty, ale zaraz po nim poczułam taka ulgę, że aż mi się błogo zrobiło 😇😇 jajowody udrożnione, Płyn przelecial ładnie aż do zatoki Douglasa.
Gorzej było tuż po zabiegu, zaczęły się mega silne zawroty głowy i straszny ból miesiączkowy. Ale to już inna bajka.
Reasumując bolało bardzo, bardzo nieprzyjemne, ale jak tak popatrzę na to dzisiaj to wszystko jest do przeżycia i uważam, że Pan doktor był i tak bardzo delikatny.Generalnie nie było, aż takiej tragedii, nie trwało to długo, jeżeli ja nie kopałam nogami, nie ryczałam, nie mdlalam i nie krzyczałam to znaczy, że da się przeżyć 🤪
Czego się nie robi dla dzidziusia.
Kolejna rzeczą jest w moim przypadku mutacja genetyczna PAI-1 i inne , przez, która już mam cały czas włączony acard i niestety od pozytywnego testu zastrzyki z heparyny całą ciążę 🥺 Dobilo mnie to bardzo, ale jeśli to ma mojemu dziecku pomoc... To zrobię wszystko dla Ciebie kruszynko💚

To czekanie mnie wypala, tak BARDZO chciałabym zacząć kolejną stymulację... Wciąż jestem na okresie próbnym - brak wolnego na wizyty, udało mi się uzbierać trochę nadgodziny niestety urlop za nadgodziny potrzebuję na chrzest na który jedziemy do Polski - mam być matką chrzestną :( za jakiś miesiąc będziemy się przeprowadzać, do końca września musimy opuścić mieszkanie w którym obecnie mieszkamy, dom jeszcze do tego czasu nie będzie gotowy - mąż już zapowiedział, że będziemy musieli mieszkać "na budowie".
Wczoraj kolega z pracy w "żartobliwy" dla niego sposób zapytała czy nie jestem w ciąży, odpowiedziałam że słyszę to pytanie nieustannie odkąd jestem mężatką po czym koleżanka zapytała w dość nie miły sposób ile mam lat chcąc mi w ten sposób powiedzieć "w tym wieku nie masz jeszcze dzieci" powiedziałam, że w tym kontekście nie odpowiem na to pytanie. Czy tak trudno się domyślić, że nie wszyscy mogą lub chcą mieć dzieci. W pracy nie dałam nic po sobie poznać ale już w aucie polały się łzy :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 sierpnia 2020, 22:16

1.11 kocham Was najbardziej na świecie! ❤❤❤😇😇 nigdy nie pogodzę się z Waszym odejściem, ale nauczyłam się z tym żyć. Wiem, że czuwacie nad nami, jesteście z nami i zawsze będziecie.
Mamusia bardzo tęskni. Kiedyś się spotkamy ❤ a teraz nie pozwólcie, aby stało się cokolwiek złego.

Jezu, Ty się tym zajmij 🙏

Wczoraj przeżyłam pierwszy mega stres. Rano w toalecie zastałam, jasną czerwoną krew. Oczywiście od razu telefon i dzwonię do szpitala (mojego Gina nie ma, ale kazał mi dzwonić do tego konkretnego gdzie pracuje). Powiedzieli abym przyjechała. Na szczęście krwawienie okazało się niewielkie i w miarę szybko ustało. Na USG wyszło wszystko w porządku, serce bije.
Lekarka sierdziła, że to mogło być spowodowane powiększającą się macicą. Ale na wszelki wypadek zapisała mi dupka, mam go brać dopóki nie pójdę na wizytę kontrolną jak gin z urlopu wróci.

Dzisiaj zgodnie z zaleceniami poszłam też na betę (jeszcze jedną mam zrobić 17 przed wizytą). Wynik - 52804,0. Wydaje mi się to trochę mało. Znaczy mały przyrost, w końcu to tylko o jakieś 22% więcej... No ale podobno im później tym przyrost mniejszy. Wysłałam do gina sms i zobaczymy co dalej. Na razie ciągle jestem dobrej myśli :)


Samopoczucie na dziś - lekko zaniepokojona, ale dalej szczęśliwa.

12dpt

Mialam isc jutro do diagnostyki na krew. Ale okazalo sie ze mąż w domu pracuje na kompie. To skorzystalam i pojechalam na krew. Nie musialam ciągnąć corki ze soba i u moich rodzicow jej zostawiac.
Potem ppjechalam do siostry 40km od nas wraz z rodzicami zgarnelam z centrum po drodze bk i tak u nich auto zostawilam.
U siostry jakos przed 12 zalogowalam sie j juz byly wyniki !!! Jak sie czeka i sprawdza co kilka min to zazwyczaj dlugo karzą czekac. A jak zalogowalam sie przed 12 to wynik pokazał sie !

5dpt 24 prog 33.20
7dpt 62
10dpt 202.90 prog 46.430- INNE LABO
12dpt 457 !

Ostatni raz w piatek lub w sob robie bete wraz z progesteronem. Od 10dpt 1 zastrzyk dziennie robie w brzuch aby odpoczął tylek.
Szukam rowniez gin prywatnego spoza kliniki, qby pod koniec 1 trymestru zwolnic miejsce w klinice !
Jesli w pt lub w sob przyrost bedzie ok to umowie sie do dr z kliniki po swietach na wizyte.

Rośniemy w siłę, dziś 18 dpt 😍 900 😍

22tc + 5d
Dziś wracam do domu. W końcu, po 10 dniach w szpitalu. 4 dni temu założyli mi szew. Niestety nie było innego wyjścia, bo w dniu zakładania szwu miałam już rozwarcie na palec. Na szczęście udało się wszystko ładnie zszyć, dość wysoko nawet ten szew zainstalowali, a wiadomo, im wyżej tym lepiej :)
Po zabiegu ból był straszny. Myślałam, że dostałam skurczy. Leki przeciwbólowe nie pomagały. W końcu po 3 godzinach dali mi jakiś silny lęk przeciwbólowy czy rozkurczowy.. nie wiem, nie miałam siły nawet zapytać. W każdym razie w 15 minut wszystko zaczęło puszczać, ból minął.
Spałam jak niemowlę po nim, 10 h.
Teraz czuję się bardzo dobrze, lepiej niż przed zabiegiem. Nie czuję już nacisku na krocze, i brzuch praktycznie cały czas jest mięciutki, a twardnienia pojawiają się baaardzo rzadko, może 1 raz na 2 dni. Biorę luteinę i metronidazol profilaktycznie jakby jakieś bakterie się tam dostały.
Malutka kopie tak mocno 🥰 cudowne uczucie 🥰 oczywiście dopóki leży do góry nogami, bo jak zaczyna kopać po szyjce to bardzo to boli teraz. Mam nadzieję, że jak się tam wszystko ładnie zagoi to już nie będę tak na to wrażliwa :)
Tak się cieszę, że dziś już będę spać w swoim łóżku i w końcu się zobaczę z Narzeczonym ❤️

3 cs; 23 dc; prawdopodobnie 1 dpo
Wczoraj rano test owulacyjny w końcu pozytywny, dodatkowo popołudniu ból owulacyjny i mdłości. Dziś rano temperatura podskoczyła w górę trochę.
Zastanawiam się czy takie mierzenie temperatury po kilkunastu pobudkach w nocy (na szczęście bez wstawania) jest wiarygodne. Teoria mówi że nie ale jakoś już drugi cykl pomiar temperatury zgadza się z resztą obserwacji więc będę kontynuować pomiary :)

Czwartek 2 dc / 37 cs - CYKL IN VITRO

Nadszedł ten moment. Tak bardzo chciałam tego uniknąć. Po 3 latach starań podchodzimy do in vitro. Klamka zapadła. Naturalnego poczęcia nie będzie. Dziecko poczniemy na szkiełku laboratoryjnym, albo i nie...bo na to też gwarancji nie ma totalnie żadnej. I chyba to mnie najbardziej frustruje. Można mieć rewelacyjne wyniki, owulację, macicę idealną, krótko mówiąc wszelkie warunki do zapłodnienia, wyhodowania i wydania na świat dziecka , a i tak nie będzie się udawało, albo nie mieć warunków, a w tą ciążę się i tak zajdzie. Gdzie tu logika? ?

Co się działo... Byliśmy na urlopie. Było pięknie. Często się śmiałam i udawało mi się nie myśleć o czekającym nas wyzwaniu. Zwiedzaliśmy i bawiliśmy się jak na wakacyjny czas przystało. Po urlopie zrobiliśmy badania potrzebne do zabiegu. I tak ku pamięci co potrzebne ( może też komuś się przyda):

Pełna morfologia - wyniki b.dobre
Badanie ogólne moczu - ok
Układ krzepnięcia - ok
Jonogram - ok
TSH - b. dobrze 0,94
Glukoza - 84
Insulina - 8,1
Oczywiście konieczne jest oznaczenie bety - wynik ujemny
Posiewy; z kanału i z pochwy - oba negatywne, ok
AMH - 5,19 ( 2 lata temu miałam 7 z kawałkiem )

Nie musiałam robić cytologii + usg piersi, ponieważ robiłam niedawno, a wyniki ważne są rok.

Z okazji na moją mutacje MTHFTR C-T hetero dodatkowo zrobiłam badanie:

wit.b12 - 680
wit. D3 metabolit 1,25 tzn.zmagazynowana - 69,50
kw.foliowy - 14,66 - spadł z 17, muszę zatem zwiększyć dawkę
Homocysteina - 6,01

Mąż musiał zrobić posiew nasienia.


I tak we wtorek byliśmy na wizycie startowej. Decyzja podtrzymana o protokole krótkim. Podpisaliśmy stosowne dokumenty i machina ruszyła.... Dziś 2dc pierwszy zastrzyk z Gonalu w dawce 100 jednostek. Wizyta kolejna w klinice w poniedziałek 6dc. i teraz dziewczyny ... Może któraś rozwieje moje wątpliwości, bo ja jakoś się zakręciłam w tych dniach cyklu... Do którego dnia cyklu mam robić ten Gonal? Czy dobrze pamiętam, że go się robi od 2 do 6dc włącznie z tym 6 dniem??

Im bardziej się zastanawiam, tym mam więcej pytań, a im więcej pytań, tym mniej odpowiedzi. I ciągły stres! Od poniedziałku kłopoty ze snem, a jak już usnę, to mam koszmary. Wczoraj obudził mnie mój własny płacz i to nie jakieś tam łkanie, tylko zanosiłam się płaczem. W śnie zmarł mój tata. Rano od razu zadzwoniłam do rodziców. Całe szczęście rodzice cieszą się dobrym zdrowiem i nie mają chorób przewlekłych, ale przestraszyłam się niesamowicie. U nich wszystko dobrze...to tylko sen... Psycha chyba nie wytrzymuje napięcia jednak.

Na początku tygodnia rozmawiałam z szefową. Musiałam przyznać się do in vitro. Zapisywani są do mnie pacjenci, grafik mam wypełniony dość szczelnie na 3 tygodnie do przodu. Musiałam jej powiedzieć, bo będę potrzebowała z pewnością paru dni wolnego tak z dnia na dzień np. punkcja i będzie trzeba nagle ich odwoływać. Kobieta zachowała się super. Trzyma mocno kciuki, a o dni wolne mam się nie przejmować. Poprosiłam ją o pełną dyskrecję. Oczywiście wszystko zachowa dla siebie. Ot co dobre, że w pracy nie będzie przypału.

Bardzo bym chciała by się udało, bardzo...Jednocześnie tak słabo w to wierzę. Niech się dzieje jak los chce.

omii Maluszek 13 sierpnia 2020, 09:18

Ciąża zakończona 13 grudnia 2017


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 stycznia 2021, 14:30

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 12 lutego 2022, 10:35

Daaawno mnie tu nie było… a dzieje się sporo. Pracy nie utrzymałam, mocno to przeżyłam, bo wydawało mi się, ze ta praca była idealna. Bo dojazd, zarobki, godziny pracy były super. Od półtora miesiąca nie pracuje, zdążyłam wypocząć, pojechać do Polski z chłopcami i w poniedziałek zaczynam nowa prace. Ale bez spinania się, jeśli będzie mi odpowiadać, super, jeśli nie, będę szukać dalej.

Dudu wkrótce skończy 15 miesiecy. W 13 miesiącu zaczął chodzić. Tak znienacka. Nie próbował za bardzo, zawsze przemieszczał się na czworakach, aż nagle pewnego dnia wstał i przeszedł 2 metry 😃 był taki szczęśliwy! I od tamtej pory chodzi. I chodzi bardzo dobrze, bez potykania się, przewracania, jest bardzo ostrożny, mysle ze to ze jest dobrze zbudowany tez robi swoje ;) jest silnym chłopcem. Jest kochanym chłopcem, przynosi taka radość każdego dnia. Straszna gaduła 😄 dyskutuje z nami non stop, mam wrażenie ze on naprawdę nam coś opowiada, co chwila tylko się upewnia czy nadal słuchamy i czy nadążamy za nim 🙈 kocham go wielką miłością 🥰 zawsze uśmiechnięty, kiedy mnie tuli swoimi rączkami rozpływam się, kiedy daje buziaki jestem cała obśliniona, ale kocham kocham kocham…

Fifi rośnie, bardzo lubi przedszkole, ale nigdy nie opowiada co było danego dnia w szkole. „Nic” - zawsze odpowiada… myślałam ze to przez to, ze nie wie jak powiedzieć po polsku, ale mężowi tez mówi ze nic nie robił 😁 poza tym kocham słuchać jak opowiada. Wciąż kocha ksiazki, dużo spędza czasu sam przy książkach, bo ja nie mam już tyle czasu by mu czytać, ale nie odpuszczamy nigdy czytania przed snem.

Bracia są zżyci… oczywiście są często krzyki, bo się wygłupiają, jeden drugiemu zabiera zabawki, staram się za bardzo nie interweniować, niech naucza się sami rozwiązywać swoje „problemy”. Widzę ze Dudu mimo ze jest młodszy, nie pozwala soba rządzić. Czasem odpuszcza, a kiedy mu na czymś zależy, narobi takiego pisku, ze Fifi odpuszcza 😁 razem się wygłupiają, Dudu uwielbia oglądać wygłupy brata, a Fifi uwielbia go rozśmieszać, są chwile kiedy się tulą do siebie, dają sobie buziaki, są tez takie, w których Dudu gryzie Fifiego…

Kocham moje życie. Kocham moja rodzinę.

Patt1002 Czekamy na Aniołka 13 sierpnia 2020, 13:48

Nasz ośrodek dalej milczy... Kiedy nie możesz nic zrobić w danej sytuacji, po raz kolejny wkrada się pewne rozgoryczenie... Najpierw nie możesz nic zrobić na to, że spotkała Cię taka choroba, a nie inna, potem walczysz, próbujesz różnych sposobów, aż w końcu zauważasz, że to nie przynosi żadnych efektów, godzisz się w pewien sposób ze swoją sytuacją. Otwierasz swoje serce na inne rozwiązanie... Zaczynasz znów zbierać informacje, walczyć, czekać, aż w końcu zauważasz, że coś się ruszyło, że idziesz w dobrym kierunku i z dnia an dzień coś Cię stopuje... Znów tracisz jakąkolwiek kontrolę, nie masz absolutnie żadnego wpływu na obecną sytuację... Czekasz.... Twoje życie zdaje się wydawać nieustającym czekaniem...
Jestem zmęczona nic nierobieniem w tym kierunku...
Powinnam czekać już na inny telefon... Wcale nie chce mi się myśleć, że widocznie tak musi być -.-
Jestem zmęczona stagnacją... Do tego podwójną. Zaczynam zastanawiać się, czy na pewno w naszym przypadku nie da się już nic zrobić... Przypominam sobie jak nieprzyjemnie było jeździć po tych wszystkich klinikach, odrzuca mnie myśl ponownych badań i dobrze, bo przypominam sobie, że ten etap jest zamknięty z jakiegoś powodu, a nie z własnego widzimisię... Tylko człowiek wariuje, kiedy nie może nic zrobić w kierunku swoich marzeń...

Poprzedni wpis był chyba po to bym sobie sama wyartykułowała swój problem. Dzięki za komentarze❤️ Czy pomogło? Nie wiem, dziś zrobiłam focha zamykając się na klucz w (przyszłym) pokoiku Marysi, bo..... uwaga..... mąż obrał ziemniaki, przekroił je i powiedział że je ugotuje....na co mnie piorun strzelił, bo ja chciałam je upiec z przyprawami w piekarniku, no to jak to teraz zrobię skoro są przekrojone w szerz a nie wzdłuż....bez komentarza 🙈🙈🙈🙈 Na szczęście mąż ma wielkie serce i jeszcze większe pokłady miłosierdzia. Tylko delikatnie mi zasugerował że moja reakcja była nieadekwatna i że ziemniaki pokrojone w szerz też się upieką. No, ba! Wyszły pyszne.😏😜

No i mąż uświadomił mi przyczynę mojego stresu. Jutro jedziemy do moich rodziców. Oni dopiero co wrócili dziś znad morza i boję się że przywieźli to koronowe świństwo. Prawda jest jednak taka, że bardziej mnie stresuje fakt spotkania z rodzicami i perspektywa 2 tygodni z nimi.🤪🤪🤪
To nienormalne stresować się spotkaniem z rodzicami. Ale co ja poradzę że czuję nerwową atmosferę i brak chęci. Prawda jest taka, że chcę by Marysia poznała swoją prababcię, w przeciwny razie chyba nie jechała do rodziców. To jest chyba straszne i nienormalne że zamiast się cieszyć, żołądek mi się ściska....

Marysia zaczyna się coraz bardziej interesować otaczającym światem. Robi się asertywna 😂 do tego zaczyna pokrzykiwać i to najpiękniejsza muzyka dla naszych uszu ☺️

Zastanawiam się czy we wrześniu nie wysłać męża na HBA. Czy czekać te 3 miesiące. Robił ktoś z Was te badanie? Będzie tam Morfologia? Czy znowu będzie trzeba ją robić jako rozszerzone badanie nasienia?

tc: 29+2, waga 64 kg.

Nie wiem, kiedy to zleciało! Dopiero zaczyna do mnie docierać, że jestem w ciąży, a tu już straszą pakowaniem torby, wyprawką, wcześniejszym porodem itd. A my mamy umowę z Malineczką - rośnie sobie spokojnie do 3,5 kg (nie więcej) i czeka grzecznie do października.

Rozpakowaliśmy graty, zostało jeszcze solidne sprzątanie. Robię właśnie listę, co trzeba solidnie posprzątać i co to znaczy, żeby Mężuś mógł podziałać. Z uwagi na to, że jesteśmy rozpakowani, w lekko ponad tydzień zawitało do mnie bardzo dużo rzeczy związanych z wyprawką. Każdego dnia wieczorem siadałam lub siadaliśmy i coś tam zamawialiśmy. Kasę wcześniej na subkonto odkładaliśmy (przeprowadzka uniemożliwiła działanie na raty, ale już pomógł w odkładaniu kasy to na łóżeczko, to na wózek itd.). Kurierzy albo przyjeżdżają, albo obieram paczki z paczkomatów, albo z pobliskiej żabki, czasem coś listonosz przyniesie. Kartony po przeprowadzce, które w ubiegłym tygodniu wyniósł Mężuś, zastąpiły kartony wyprawkowe (czuję bliską więź z Hanką Mostowiak 🤦‍♀️).

I tak mamy już:
- łóżeczko (u nas pinio basic 140x70 cm, Mężuś sobie wyobraża, że będzie tam Malineczka spała do 3 roku życia, no ciekawa jestem, kilka szczebelków w łóżeczku, a może wszystkie zamierzam przemalować, bo niestety jak ktoś chciałby coś innego, niż jedyny, słuszny, skandynawski styl, to jest nierealne do kupienia);
- fotelik z bazą (stanęło na cybex cloud i-size z, dlatego, że fotelik z tej serii dla starszaka jest obrotowy, sama byłam za avionaut pixel, który jest najlżejszym fotelikiem na rynku i ma zupełnie inaczej wyprofilowane wkładki i jest to bardzo pomocne dla dziecka w znoszeniu trudów podróży, ale jak Mężuś zobaczył w sklepie obrotowe coś, to nie ustąpił, powiedziałam mu, że to prawie 1,5 kg różnicy na samym nosidle, to wybrał jedyny argument, który mógł mnie przekonać - cybex dostał lepszą ocenę od ADACa niż avionaut w zakresie bezpieczeństwa) i jeszcze trafiliśmy na promocję, dzięki której zaoszczędziliśmy 300 zł!!!;
- mata ochronna pod bazę;
- płyn do prania rzeczy niemowlęcych (Dzidziuś, planuję zakup Jelp 0+ również);
- aspirator elektryczny Hexa (te ręczne jakoś do mnie nie przemawiają, te podpinane do odkurzacza nie przemawiają do żadnego z nas);
- maść na sutki (lanolina z lansinoh)
- maść na odparzenia (linomag zielony, srokao poleca);
- krem na zimę (lossi rumianem i lawenda, srokao poleca);
- tantum rosa (nie do irygacji, a do przemywania się po prostu);
- termofor z pestek wiśni (najnowszy hit w rodzicielstwie - tak mi się wydaje);
- czyścik do dziąseł (rossmann), niby położna mówiła, że nie trzeba, niby czytam hafiję, że nie trzeba, no ale jakoś tak - nie potrafię się przekonać do odpuszczenia totalnego higieny jamy ustnej;
- 3 paczki pieluch (1 x pampers pure care oraz 2 x bambiboo - bambusowe - wszystkie z promki w rossmannie);
- 2 paczki chusteczek nawilżanych (waterwipes);
- kosz Mojżesza - nie planowaliśmy, trafił do nas przez przypadek i za darmo :)
- małe ręczniczki z Ikea (zastosowanie jako myjki wielorazowe);
- organizery do komody i apteczki Malinki;
- ochraniacz na materac nasz, na czas połogu;
- sól fizjologiczna;
- gaziki jałowe duże;
- segregator pediatryczny (mamaginekolog.pl, może i nie jest niezbędny, ale jednak porządkuje dokumenty medyczne dziecka, Mężuś był na nie, tym razem postawiłam na swoim).

Poza tym czekam na:
- butelkę canpol habermana (fajny system antykolkowy), zamierzam karmić piersią, ale nigdy nic nie wiadomo;
- termosik na butelkę;
- woreczki do przechowywania pokarmu;
- suplement na laktację (femaltiker);
- maść przeciwko odparzeniom (nie to samo, co maść na odparzenia - zanim się nie wgłębiłam, nie wiedziałam);
- podkłady higieniczne na łóżko (seni soft);
- majtki poporodowe (wielorazowe siateczkowe Canpol);
- podkłady poporodowe (Canpol, 2 paczki);
- wit. D3 w kroplach;
- woda morska;
- pedicetamol (lek przeciwgorączkowy w kroplach);
- czopki (paracetamol);
- dermatol (proszek, produkt leczniczy na odparzenia, gdy maści i wietrzenie pupencji nie pomaga).

Dużo rzeczy jest jeszcze do kupienia, ale udało się w lekko ponad tydzień naprawdę masę spraw pozałatwiać. Dziś mam dzień laktatora. Siedzę i czytam. Dzięki dobrym duszom mogę polecić stronę wrozkacycuszka.pl Laski opracowały ebook jak wybrać laktator i ten ebook naprawdę porządkuje posiadaną wiedzę (i dokłada nowej wiedzy). Na razie laktatora nie wybrałam, liczę, że może mi pomogą.

W piątek przyjeżdża do mnie siostra i pomoże w segregowaniu rozmiarami ciuszków dla Malinki, które dostaliśmy. Chciałabym wiedzieć, ile czego mamy i czy jest coś, co musimy dokupić (obstawiam, że siostra zdążyła już kupić kilka sztuk ubranek i też nas zaopatrzy).

W przyszłym tygodniu usg III trymestru (i ja się pytam - kiedy to zleciało!!!).

Pojawił się problem z zadbaniem o fryzurę intymną. Niemożliwe jest zobaczenie się, z lusterkiem zarąbiście trudne (paruje, muszę założyć okulary, które również parują), prawdopodobnie nie będę miała wyjścia i poproszę o pomoc Mężusia. Oby tylko takie problemy mieć.

Szpital...
To już nas 3 raz... 🫣

Co mnie ostatnio zabiło? Ginekolog widzący że jestem owulacji, których miałam nie mieć po małej 🫣 jest nieźle, ginekologicznie mam zielone światło na transfer w następnym cyklu...

Najpierw czekamy na 2 kreseczki potem na bete potem wizyta ciagle czekanie i nic nie jest pewne tak naprawde chyba uwierze jak minie ten ciezki okres teraz staram sie grac w jakies pierdoly bo nawet czytac nie potrafie.
Dzisiaj ide w końcu do fryzjera ale z psem :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia 2020, 13:54

Iza_Malarka Zaczynamy! 15 października 2020, 18:43

Mam dwa wnioski - okres czasem się spóźnia, a ja jestem wariatką 🤣🤣

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)