Niedzielna niespodzianka mnie dziś zastała. Pierwszy cykl po odstawieniu lametty trwał tylko 23 dni 😳. Nigdy tak krótkiego cyklu nie miałam. Jutro czeka mnie wizyta u ginekolog. Kolejnym krokiem miała być inseminacja. Miała/ ma być. Sama nie wiem. Zamiast cieszyć się, że dowiemy się czego nowego to stałam się jakaś obojętna. Wszystko dlatego, że martwię się o całą "procedurę". Ja bez problemu dogadam się z dziewczynami i dostanę wolne, gorzej z mężem. I to będzie na mnie ciążyć. Co jeśli dzień inseminacji wypadnie w dniu kiedy nie będzie mógł się zwolnić? Zakładam czarny scenariusz, wiem. To wszystko przez to, że życie śmieje mi się w twarz bardzo często. Tak często, że i ja zaczęłam się śmiać z tego swojego pecha...
Wczroaj powiedziałam przyjaciółce. Chyba mi trochę lżej. Jutro powrót do pracy po 2 tygodniach urlopu. Dobrze, może zajmę czymś głowę.
Sama juz nie wiem, na co czekam- na okres, rozpoczecie nowej procedury, polepszenie jakosci komorek? Nie chce rad, nie chce czekania, zwlekania, chce, by bylo pieknie juz teraz... albo chociaz jakkolwiek, ale by bylo, by sie dzialo...
Drogi pamiętniczku!
Nie spodziewałam się, że dzisiejszy dzień będzie dla mnie takim gwoździem do trumny.
Byłam dziś na Baby Shower od mojej kuzynki J. Może sama sobie to zgotowałam? Obok mnie siedziała D. w 10TC z drugiej strony B. z małym bobasem obok niej M. w początkach ciąży jeszcze jedna dziewczyna która na dniach rodzi i oczywiście J. na której to imprezie byłyśmy. Ja naprawdę się ciesze z ich szczęścia! Ale powiem szczerze ilość kobitek w ciąży na 1 metr kwadratowy mnie przygniotła. W ogóle ten weekend dał mi popalić. W sobotę na urodzinach teścia oczywiście była poruszona kwestia naszego braku potomstwa. No i dlaczego jeszcze nie chcemy... I czy może potrzebujemy instruktora skoro nie wiemy jak się to robi. Śmiać mi się chce bo oni nawet nie wiedzą ile ja już stron przeczytałam o tym JAK zajść... Ile ja już kasy wydałam na leki, monitoringi, USG, testy krwi...
Mam już dość tego natłoku myśli, obwiniania się, myśli czy rzucić robotę i strachu, że jak to zrobię to wtedy zajdę i nie będziemy mieć kasy.
Dziś 14DC po objawach płodnych śladu brak. Śluzu ani grama, temperatura niska, ale też nie przytulamy się, więc organizm chyba przystopował. Czekam jak na szpilkach na wyniki z wymazu i zastanawiam się, czy by sobie nie zrobić jeszcze badania moczu, bo to chyba jest punkt zapalny. Może zadzwonię jutro do rodzinnej po skierowanie.
Właśnie wszedł małż chce przeczytać co pisze. Może mu KIEDYŚ pokażę, ale na pewno nie teraz.
Boże kiedy się to skończy!
Jeden z tych dni przed samym okresem gdy wstanie z łóżka wymaga wysiłku, czuję wewnetrzny smutek i żal. Na szczęście koło 14 już się ogarnęłam i zaczęłam w miarę funkcjonować. Miewam lepsze i gorsze miesiące. Ten jest zdecydowanie gorszy.
Czuję żal, złość, łzy leją mi się po policzkach. Jest we mnie mnóstwo niezrozumienia. Trudno mi akceptować obecną sytuację. Wiem że nawet gdy za kilka dni mi przejdzie to i tak problem nie zniknie. 😭😭😭 Może kiedyś te łzy będą tylko wspomnieniem jak trudna drogę przeszłam.
32 dc - 19 cs
Wczoraj pogadałam sobie z moim MK i kurcze jest on IDEAŁEM - zawsze wie co i jak powiedzieć, jak wzmocnić nadzieje, jak uspokoić. Mimo, że widzę - wiem, że cierpi tak samo, tak samo pragnie mieć dziecko.
A z codziennych spraw - temperatura wylądowała już tak nisko, że nawet cud by nie uratował tego cyklu - a i za progiem czuję małpiszona. Szkoda mi tylko tego kolejnego straconego cyklu - wrzesień oznacza w końcu sprawdzenie drożności i to od razu na poważnie. Wiąże z tym ogromne nadzieje - proszę o kciuki
Wizyta z programu nfz za mną.. i stwierdzam, że już moja cierpliwość na chodzenie tam skończyła się.
Czekałam na wizytę godzinę a teoretycznie byłam zapisana jako druga no ale cóż, kolejka godzinowa to fikcja, nie pilnują tam wcale grafiku. Sama wizyta nic specjalnego nie przyniosła, miałam wątpliwości co do kompetencji lekarki bo nawet nie dostrzegła potrzeby zrobienia posiewu skoro mąż ma bakterię ani USG bo przecież to druga połowa cyklu. Wypisała mi skierowanie na powtórzenie AMH to jedyny plus. Zaproponowała ponownie zrobienie monitoringu ( O! już widzę jak chodzę tam i czekam pod drzwiami
O nie ) a potem inseminację. Poza tym lekarka w mało delikatny sposób rozmawiała ze mną, wypytując się o intymne sprawy męża, jeszcze na dodatek w obecności siedzącej na przeciwko asystentki.
Udało mi się tam zrobić kilka kosztownych badań w tym sono hsg ale dalej nie widzę już sensu.
I tak to co teraz najważniejsze to czyste posiewy bez bakterii i poprawa jakości nasienia.
Czy są jakieś dobre suplementy na poprawę ? Może coś doradzicie Dziewczyny ?
26 dc
Nastrój 3/10
Jezuuu niech ten cykl już się kończy...chciała bym już zacząć kolejny. Rany po operacji jeszcze się nie zagoiły. Od wtorku mam już wrócić do pracy. Mam nadzieję że będzie gdzie wracać 👑😖
Dostałam odpowiedź od ubezpieczyciela🤦♀️ moja operacja po pierwsze miała zdiagnozować co we mnie siedzi a po drugie jest związana z niepłodnością więc mam spadać i nie dostanę ani za operację ani za pobyt w szpitalu. O! No tak nas niepłodnych to zmiażdżyć, zniszczyć, spalić. Przecież ja sobie tą niepłodność wymyśliłam i ogólnie to na pewno wyolbrzymiam i przesadzam. Ahhh to tylko pieniądze ale jakie to niesprawiedliwe😔... gdyby tak ta operacja wystarczyła do spełnienia naszego marzenia🥺 🙄
29+4
Lubię czytać swoje wpisy zanim napiszę coś nowego, żeby mieć porównanie na jakiem etapie mentalnie byłam w tamtej, a na jakim jestem w tej ciąży
I właśnie we wpisie z okolic 30. tc napisałam, że marzy mi się jeszcze córcia
Spotkało mnie ogromne szczęście, niewyobrażalne, nie do kupienia za żadne pieniądze!
Wracając do tu i teraz. Wczoraj byłam na wizycie u dr Piekarz i u diabetologa. To był dzień dobrych wiadomości. Diabetolog powiedziała, że żaden cukier w moczu, żadna jego ilość nic nam nie mówi i żeby kompletnie się tym nie przejmować. Po prostu organizm jest w wiecznym stanie alarmu "czy dziecko na pewno dostaje wystarczająco dużo pożywienia" i stąd mogą wychodzić najróżniejsze rzeczy. Jeśli poziom w krwi jest ok, to najważniejsze. Powinnam więc dbać o to, żeby nocna przerwa na nie-jedzenie była jak najkrótsza. I żeby przekąski były nie typowo węglowodanowe, ale żeby zawierały białko i tłuszcze. Tyle.
Z kolei u dr Piekarz dowiedziałam się, że szyjka ładna, standardowo dla mnie 35mm, wody ok, przepływy ok, pępowinka ok, a waga małej znów troszkę podskoczyła
Z 40 centylu znów zaraz pod linię 50 centyla wróciłyśmy (choć nie zgadza się z to z wykresem tu na Belly, ale widziałam wykres na kompie lekarki). I tak się zastanawiam czy ten ładny wzrost to błąd pomiaru, fakt, że dzieci rosną skokowo, czy może Acard brany przeze mnie od 3 tygodni tak zadziałał? W końcu z 830g przeszłyśmy na 1300g. Toż to pół kilo
I dokładnie tyle przybrałam ja sama, więc teoretycznie nie przybrałam nic
Kolejna dobra wiadomość jest taka, że dostałam zastrzyk z immunoglobuliną w przychodni, więc zaoszczędziłam te 500 zł, których wydanie tak bolało mnie w pierwszej ciąży 
W poniedziałek mam III badanie prenatalne - zapisałam się zważywszy na oszczędność na immunoglobulinie i przez problemy, które pojawiły się w pierwszej ciąży. W końcu to tylko 270 zł, a wolę trzymać rękę na pulsie. Dr Piekarz też przez ostrożność zapisuje mnie już co 3 tygodnie.
No i chyba tyle z nowości
Coraz bardziej też czuję imię Zoja. Myślę, że przy nim pozostaniemy. Ostatnio posłuchałam sobie medytacji, które odpalałam codziennie chcąc zajść w ciążę i poczułam ten spokój, to połączenie z naturą, które wtedy czułam. I może to głupie, ale skoro wówczas będą w takim, a nie w innym stanie przyciągnęłam do siebie właśnie tę duszyczkę, to ona chyba musi się nazywać Zoja
Mam nadzieję, że przez najbliższe lata imię stanie się troszkę popularniejsze, żeby małą nie spotykały żadne przykrości, bo widząc aktualne reakcje ludzi - są skrajne
Ale wierzę, że będzie dobrze. Według nas imię jest przepiękne. Kropka.
9t+2d
CappuccinoBoo - cieszę się, że moja historia chodź trochę Ci pomogła 
Przyszły moje wyniki z krwi i z moczu. I niestety jedna rzecz jest niefajna. Mam dość mocno podwyższone pH moczu. Gadałam z moją przyjaciółką lekarką i wychodzi na to że to kwestia mojej diety. Praktycznie nie jem teraz mięsa, za to jem za dużo pomidorów i pewnie potas mam za duży. Tylko co mam poradzić, jak po wędlinie czy serze mam mega zgagę. Kupuję już po 2-3 plasterki różnych wędlin na wagę i nie mówię tu o polędwicy sopockiej za 16 zł/kg. Ostatnio nawet wołową szynkę za jedyne 89 zł/kg kupiłam i to samo. Nie ważne czy w składzie jest 70% mięsa czy 95% mięsa, czy są konserwanty czy nie. I tak zgaga dopada. A po produktach mlecznych to już w ogóle. To samo z obiadami. Jak zjem zupę krem to jakoś żołądek to akceptuje (znaczy jest tylko lekka zgaga), ale spróbuję zjeść choćby gotowane mięso - zgaga rośnie w siłę.
No ale nic. Obiecałam sobie, że nie będę marudzić. Tyle się naczekałam, więc przyjmuje wszystko jak leci - zgagę, ból piersi i senność (innych objawów na razie nie mam). Muszę po prostu być bardziej kreatywna w kuchni i tyle.
Samopoczucie na dziś - senna, zamulona, ale dalej szczęśliwa. No i nie mogę się doczekać piątku - kolejna wizyta i znowu Pasożyta zobaczę 
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2020, 10:19
556 dzień z życia staraczki.
Co to jest za cykl! Pierwszy raz aplikacja i testy wyznaczyły w tym samym dniu owulacje! Jestem w ogromnym szoku i pokładam nadzieję na ten cykl. Jeśli się uda to na ślubie będziemy we troje, chociaż nadal we dwoje. Ten roku i tak jest już wystarczająco zły, więc może czas na coś pozytywnego. Wczoraj byliśmy na roczku kuzynki mojego narzeczonego i w mojej głowie nie zabrakło myśli o tym, jak to będzie na roczku naszego dziecka. Jestem ciocią wielu dzieci, kocham je, uwielbiam spędzać z nimi czas, ale za każdym razem zastanawiam się, jak to będzie z moim własnym dzieckiem. Czy też będzie takie i takie, czy będzie lubiło to czy to...
Mamy za sobą konsultacje 3 neurologów. Jeden kwalifikował Marię do szczepień, drugi był pod zaś NOPu a trzeci w poradni rehabilitacyjnej. Mówili jednym głosem - dziecko zdrowe, drobne ale wszystko ok.
Dzisiaj był czwarty neurolog. Nowa pani dr. która miała nam tylko doradzić w sprawie szczepień.
Wyszłam z wizyty pierwszy raz zmartwiona 😕
Nagle okazało się że Marysia jest drobna, fakt, prawdopodobnie po mnie nie będzie wielka bo ja też drobna, fakt, ale to nie jest wytłumaczenie wszystkiego...
- dlaczego nikt nie zlecił jej serii badań by sprawdzić skąd ta hipotrofia,
- dlaczego bez szczegółowych badań (tu spora lista) przy takiej niskiej masie urodzeniowej dopuszczono ją do szczepień (!!!)
- dlaczego po NOPie nie skierowano nad do poradni poszczepiennej? (A co to takiego?)
- był okulista? Tak dr. H. (Polecany guru okulistyki z CZD oczywiście prywatnie, prawie dr Haus) ale jak to badał bez atropiny? Dam pani namiary na sensowną lekarkę, dziecko musi mieć zbadany wzrok bo jak były jakieś wirusy, cytom. toksop. czy coś tam jeszcze to już mogły zrobić zmiany (w CZD. powiedzieli nam że z wywiadu nie wynika by młoda wymagała okulisty, a takie małe dzieci to tylko prywatni lekarze badają.🤦 Na szczęście za 2 tyg. mamy okulistę w szpitalu dziecięcym)
- dziecko ma dziurkę w okolicy krzyżowo-lędźwiowej i trzeba koniecznie USG (wiele razy lekarze tam zerkali i nikt nic nie mówił że coś źle🤔)
-macie młodego czy starego pediatrę? Młodego. Aha, no bo wyniki moczy córka ma nie najlepsze, proszę zwrócić na to uwagę (WTF przecież pediatra mówiła że ok)
- główkę ma za małą (p.dr mi też zmierzyła i stwierdziła że ja też mam małą 😶) i w ogóle dziecko za małe,
- " chyba pani widzi że coś jest nie tak"...no tak ku$&#-#+_ widzę i dlatego biegam od Annasza do Kajfasza a wszyscy mówią, że jest ok.🤦
No to się doigrałam iw końcu usłyszałam, że trzeba parę rzeczy posprawdzać.🤷♀️
Ale tak ogólnie to Marysia poza swoją posturą rozwija się prawidłowo. Dzisiaj nawet sama chwilę siadła 🍾💪a u pani dr pięknie sobie gadała mamamama i puściła głośnego bączka 🤣 no i często się uśmiecha, jest radosna i na pewno da sobie radę w życiu 🤗😊
Tylko my mamy torche zjadz psychiczny.
No co jest ku#+#-_+ z tymi lakarzami? Jakaś banda niedouków, którzy zwalają odpowiedzialność za leczenie na innych. Pediatra na specjalistów, specjaliści na pediatrów, a tak w ogóle to jak diagnoza będzie zbyt późna to będzie wina rodziców - zaniedbanie. Jprdl. Trzeba było studiować medycynę 🤦🤦🤦
Jutro już spotkanie, po półrocznej przerwie. Mieliśmy na nie napisać list do kogoś bliskiego z informacją, że zamierzamy adoptować dziecko i z uzasadnieniem dlaczego. Napisany, czeka 
Zabieramy też bajkę jakby coś, bo miała być na te zajęcia, które nam odwołano ostatnio...
Nie mogę się doczekać.
Może to śmieszne, ale zawsze się staram przygotować na te spotkania. Czynić z tego dnia coś wyjątkowego... Starannie dobrać ubranie, ładnie się pomalować... To dla mnie naprawdę wyjątkowy czas...
Cześć!
Odebrałam dzisiaj wyniki insuliny i glukozy, wydaje mi się że są w normie i raczej nie ma podejrzenia insulinooporności...
GLUKOZA - 93 mg/dl (zakres ref. 70-99)
INSULINA - 7,0 uIU/ml (zakres ref. 1,9-23)
Jeśli ktoś się bardziej zna niż ja może coś mi podpowie. 😉
Pozdrawiam Ines.
Wróciłam od lekarza - wszystko po histerolaparoskopii ładnie wróciło do normy wiec mamy zielone światło. Lekarz powiedział, ze mam „piękne” warunki do ciąży, ładna owulacje teraz zostało mi tylko zajść ☺️ wiec z MK bierzemy się do pracy.
Dziś tez podsumowując moje wszystkie wyniki z pół roku stwierdził, ze jesteśmy idealnym przypadkiem niepłodności idiopatycznej, wiec jak natura nie zadziała, to nowy rok zaczynamy z podejściem do IUI.
Jest plan.
Są chęci.
Jest nadzieja. Ogromna nadzieja 💜
UWAGA UWAGA UWAGA UWAGA UWAGA UWAGA UWAGA UWAGA
To będzie post, w którym będę wklejać linki z przydatnymi informacjami oraz inne ciekawostki. Zaczynam:
1) https://kidl.org.pl/uploads/Rekomendacje_Badanie_nasienia_80.pdf "Podstawowe badanie nasienia wg standardów Światowej Organizacji Zdrowia z roku 2010"
2) http://www.ptmrie.org.pl/pliki/akty-prawne-i-rekomendacje/rekomentacje/algorytmy-w-nieplodnosci-2011-06-06.pdf "Algorytmy diagnostyczno-lecznicze w zastosowaniu do niepłodności"
3) wykłady Barczentewicza - nie sprawdzałam jeszcze
4) wykład Dębskiego - https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=1050969008402964&id=259715404194999&_rdr - polecam, żeby nie zwariować - dla tych, które dopiero zaczynają starania
5) Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego - za free zrobią kilka badań, info ogólnopolskie: https://www.gov.pl/web/zdrowie/program-kompleksowej-ochrony-zdrowia-prokreacyjnego-w-polsce (w załącznikach lista placówek)
6) suple / tabletki dla niego wyczytane z forum i innych odmętów Internetu wymienione w kolejności alfabetycznej: ashwaganda, buzdyganek, bodymax plus, cholina, cynk, kwas foliowy, kwas omega 3, kwasy ALA, l-arginina, l-arginina, l-glutation, l-karnityna, koenzym q10, mleczko pszczele, mumio, polfilin - lek na ciśnienie, selen, wit. A, BComplex, C, E, D3,
7) Bezpłatny ebook dieta dla mężczyzn: https://www.invimed.pl/aktualnosci/pobierz-bezplatny-e-book-invimed-dieta-dla-mezczyzny-popraw-jakosc-nasienia
Ebook dieta w endometriozie: https://www.invimed.pl/aktualnosci/darmowy-ebook-do-pobrania-dieta-ukojenie-w-endometriozie
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2020, 21:54
Dziecko urosło 😍 ma juz 8mm. Serce bije ale nie wiem jak szybko, nie sprawdziłyśmy a ja z tego wszystkiego oczywiście nie zapytałam.
Wciąż mamy opóźnienie i to o tydzień.
Lani doktor kazała się jeszcze tym nie martwić. Jest szansa, że dziecko nadrobi jeśli będzie miało miejsce...
Bo oczywiście jest krwiak i od góry uciska pęcherzyk, który spłaszczył się na naleśnik co oczywiście jest bardzo źle dla ciąży.
Zarodek nie ma miejsca na rozwój.
Nic zrobić nie mogę. Czekać.
Pani doktor kazała trochę się ruszać, że może krwiak się opóźni.
Poza tym mam powoli schodzić z estrofemu. Reszta bez zmian.
https://naforum.zapodaj.net/0a357eb493f0.jpg.html
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2020, 17:46
Długo nie pisałam bo zablokował mi się pamiętniki i dużo przez ten czas się wydarzyło.
W październikowym cyklu 2023r. dowiedziałam się o kolejnej ciąży. Był strach i radość, testy jak z obrazka idealne, jak i perwsza i kolejna wizyta. Obstawiona lekami planowałam życie we czwórkę. Schody zaczęły się po badaniu prenatalnym gdzie tętno dziecka wynosiło 180. Zaniepokojeni zrobiliśmy NIFTy, i oczekiwanie na wynik w strachu. Wyniki prawidłowe wiec delikatny oddech, kolejne badanie usg i dziecko o 2 tyg wieksze, tętno nadal wysokie, kolejne badanie brak tętna... Nasza córka odeszła w 15tc.
W tamtym momencie czułam się najgorzej na świecie. Nie dowiemy się dlaczego... genetycznie była zdrowa, a natura i tak nam ją zabrała...
Byłam w szpitalu jedną dobę potem przez tydzień błąkałam się po mieście szukając sensu.
Dziś jest lepiej, nie mogę stać w miejscu, muszę iść. Stawiać kroki po wodzie, po kamieniach, czasem po węglach i chmurach. Jestem silniejsza chociaż wogóle tego nie chciałam
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lutego 2024, 08:33
4+1 (17dpo)
Mam całą serię ciemniejących testów, które powtarzają jedną i tę samą rzecz. Jestem w ciąży. Ochłonęłam już z pierwszego szoku. Czuję ogromną radość i podekscytowanie. Najchętniej czytałabym teraz tylko o przebiegu ciąży i dzieciach.Z jednej strony wierzę, że wszystko będzie dobrze, ale z drugiej strony czai się wewnątrz mnie niewielki lęk. Nie robię bety, bo nie chcę niepotrzebnie latać do Luxmedu i stresować się czekaniem na wyniki, a potem przyrosty. Jednak dla spokoju obsikam jeszcze dwa Pinki, które mi zostały. Jutro i za kilka dni. Liczę, że widok ciemnej, grubej krechy ostatecznie mnie uspokoi.
Pierwszą wizytę mam za dwa tygodnie 14.09. Do tego czasu pozostaje mi czekać i się niecierpliwić. Ciekawe czy ten pierwszy obraz maleńkiego zarodka na usg już bardziej uspokaja. Mam nadzieję, że tak 
Powiedzieliśmy już najbliższej rodzinie, rodzicom i braciom z obu stron. W pierwszej chwili myślałam, że może wytrzymam do wizyty i powiem pokazując zdjecie, ale byłam zbyt podekscytowana żeby czekać. Poza tym czuję, że muszę mieć z kim o tym rozmawiać. Najchętniej wykrzyczałabym swoją radość całemu światu 
Wczoraj zabraliśmy się też za pierwsze zmiany w domu. Musimy mi zorganizować biurko z prawdziwego zdarzenia. Od marca obydwoje pracujemy zdalnie. On w pokoiku przy swoim biurku, a ja w kuchni przy stole. Teraz już wiem, że bez względu na sytuację w mojej firmie i tak będę chciała zostać przy pracy zdalnej. Po pierwsze, żeby się niepotrzebnie nie narażać, a po drugie dla zwykłej wygody. Praca zdalna i tak była czymś do czego dążyłam. Przydaje się zwłaszcza teraz. Wczoraj musiałam sobie uciąć półgodzinną drzemkę jeszcze przed końcem pracy. Dzisiaj głowa leci mi na klawiaturę. Liczę, że kawa pomoże na chwilę, ale zgaduję że w ciągu najbliższych tygodni moja wydajność spadnie jeszcze bardziej.
Kolejna rzecz, kupimy mi biurko z regulacją wysokości, może nawet z możliwością stania. Na ten okres kiedy wielka piłka nie pozwoli mi się dosunąć do stołu 
Planowanie takich rzeczy sprawia mi ogromną frajdę. Uspokaja mnie. Mąż mówi, że idą bardzo ciekawe lata 
Ona:
1. Badanie hormonów, krwi - 550 zł VITALABO
2. Usg piersi, cytologia - PZU
On:
1. Badanie nasienia z morfologią 2x = 280 zł INVICTA
2. Konsultacja z urologiem - PZU
3. Konsultacja z lekarzem ch. zakaźnych 300 zł
4. Posiew, antybiogram 70zł
5. Urolog-androlog - PZU. Mąż był sam, ale gdy przekazał mi słowa tego lekarza, podniosło mi się ciśnienie!! Otóż mąż leczy się -u różnych lekarzy- blisko 13 lat, ale androlog stwierdził, że na leczenie niepłodności mamy czas, i nie musimy jeszcze korzystać z usług Kliniki leczenia niepłodności, bo... ja NIE MAM JESZCZE CZTERDZIESTKI. Szok że w dzisiejszych czasach lekarz sugeruje, że problem niepłodności jest wyłącznie związany z wiekiem???!!! :o
Ze względu na to, że u męża wyszło zakażenie Streptococcus agalactiae, zapisał miesięczną kurację antybiotykową dla niego i dla mnie. Na razie nie wykupiliśmy antybiotyku, chcieliśmy skonsultować takie leczenie z ginekologiem z Kliniki niepłodności właśnie.
MY:
1. INVICTA Pierwsza konsultacja - 250 zł, w cenie usg i konsultacja online.
Przez pandemię koronawirusa wizyta stacjonarna była uzależniona od zrobienia testu na covid-19 dla obojga partnerów, zdecydowaliśmy się trochę przyoszczędzić i spotkać się online. Wizyta rozpoczęła się z 15minutowym opóźnieniem i trwała 25 minut. Dopytaliśmy o Streptococcus agalactiae, nie uzyskaliśmy jednoznacznej odpowiedzi czy powinnam się leczyć skoro nie mam objawów - lekarz mówił że nie ma sensu leczyć bo to bakteria bytująca u kobiet, niebezpieczna dopiero pod koniec ciąży; ale z drugiej strony gdy mąż się wyleczy a ja nie, to mogę go na nowo zakażać... Trochę zabrakło mi pokierowania nas w tym kierunku; sama zdecydowałam, że zrobię wymaz na nosicielstwo, i wtedy zdecyduję czy leczyć się, czy nie, bo lekarz tego nie określił. Nie znał też żadnego androloga/urologa, który pomógłby z niepłodnością męża.
Liczyliśmy, że zaczniemy próby zajścia w ciążę od inseminacji, ale dowiedzieliśmy się, że wyniki na to nie pozwalają. Jedyna szansa IVF, lekarz podał skuteczność 40-50%. Koszta-ogromne, a pewność że się uda żadna
Zastanawiam się skąd tyle par stać na taki wydatek? 
W planie kariotypy u obojga partnerów 399zl/os + 7zł, mutacje AZF 399zl+7zł i CFTR 349zl+7zł, oraz Streptococcus agalactiae 39zł+39zł.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2020, 20:48
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.