Karenira Droga do skarbu 1 września 2020, 12:26

4+1 (17dpo)
Mam całą serię ciemniejących testów, które powtarzają jedną i tę samą rzecz. Jestem w ciąży. Ochłonęłam już z pierwszego szoku. Czuję ogromną radość i podekscytowanie. Najchętniej czytałabym teraz tylko o przebiegu ciąży i dzieciach.Z jednej strony wierzę, że wszystko będzie dobrze, ale z drugiej strony czai się wewnątrz mnie niewielki lęk. Nie robię bety, bo nie chcę niepotrzebnie latać do Luxmedu i stresować się czekaniem na wyniki, a potem przyrosty. Jednak dla spokoju obsikam jeszcze dwa Pinki, które mi zostały. Jutro i za kilka dni. Liczę, że widok ciemnej, grubej krechy ostatecznie mnie uspokoi.

Pierwszą wizytę mam za dwa tygodnie 14.09. Do tego czasu pozostaje mi czekać i się niecierpliwić. Ciekawe czy ten pierwszy obraz maleńkiego zarodka na usg już bardziej uspokaja. Mam nadzieję, że tak :)

Powiedzieliśmy już najbliższej rodzinie, rodzicom i braciom z obu stron. W pierwszej chwili myślałam, że może wytrzymam do wizyty i powiem pokazując zdjecie, ale byłam zbyt podekscytowana żeby czekać. Poza tym czuję, że muszę mieć z kim o tym rozmawiać. Najchętniej wykrzyczałabym swoją radość całemu światu :)

Wczoraj zabraliśmy się też za pierwsze zmiany w domu. Musimy mi zorganizować biurko z prawdziwego zdarzenia. Od marca obydwoje pracujemy zdalnie. On w pokoiku przy swoim biurku, a ja w kuchni przy stole. Teraz już wiem, że bez względu na sytuację w mojej firmie i tak będę chciała zostać przy pracy zdalnej. Po pierwsze, żeby się niepotrzebnie nie narażać, a po drugie dla zwykłej wygody. Praca zdalna i tak była czymś do czego dążyłam. Przydaje się zwłaszcza teraz. Wczoraj musiałam sobie uciąć półgodzinną drzemkę jeszcze przed końcem pracy. Dzisiaj głowa leci mi na klawiaturę. Liczę, że kawa pomoże na chwilę, ale zgaduję że w ciągu najbliższych tygodni moja wydajność spadnie jeszcze bardziej.
Kolejna rzecz, kupimy mi biurko z regulacją wysokości, może nawet z możliwością stania. Na ten okres kiedy wielka piłka nie pozwoli mi się dosunąć do stołu :P
Planowanie takich rzeczy sprawia mi ogromną frajdę. Uspokaja mnie. Mąż mówi, że idą bardzo ciekawe lata :)

aneciak Leczenie, koszt i badania 31 sierpnia 2020, 20:44

Ona:
1. Badanie hormonów, krwi - 550 zł VITALABO
2. Usg piersi, cytologia - PZU

On:
1. Badanie nasienia z morfologią 2x = 280 zł INVICTA
2. Konsultacja z urologiem - PZU
3. Konsultacja z lekarzem ch. zakaźnych 300 zł
4. Posiew, antybiogram 70zł
5. Urolog-androlog - PZU. Mąż był sam, ale gdy przekazał mi słowa tego lekarza, podniosło mi się ciśnienie!! Otóż mąż leczy się -u różnych lekarzy- blisko 13 lat, ale androlog stwierdził, że na leczenie niepłodności mamy czas, i nie musimy jeszcze korzystać z usług Kliniki leczenia niepłodności, bo... ja NIE MAM JESZCZE CZTERDZIESTKI. Szok że w dzisiejszych czasach lekarz sugeruje, że problem niepłodności jest wyłącznie związany z wiekiem???!!! :o
Ze względu na to, że u męża wyszło zakażenie Streptococcus agalactiae, zapisał miesięczną kurację antybiotykową dla niego i dla mnie. Na razie nie wykupiliśmy antybiotyku, chcieliśmy skonsultować takie leczenie z ginekologiem z Kliniki niepłodności właśnie.

MY:
1. INVICTA Pierwsza konsultacja - 250 zł, w cenie usg i konsultacja online.
Przez pandemię koronawirusa wizyta stacjonarna była uzależniona od zrobienia testu na covid-19 dla obojga partnerów, zdecydowaliśmy się trochę przyoszczędzić i spotkać się online. Wizyta rozpoczęła się z 15minutowym opóźnieniem i trwała 25 minut. Dopytaliśmy o Streptococcus agalactiae, nie uzyskaliśmy jednoznacznej odpowiedzi czy powinnam się leczyć skoro nie mam objawów - lekarz mówił że nie ma sensu leczyć bo to bakteria bytująca u kobiet, niebezpieczna dopiero pod koniec ciąży; ale z drugiej strony gdy mąż się wyleczy a ja nie, to mogę go na nowo zakażać... Trochę zabrakło mi pokierowania nas w tym kierunku; sama zdecydowałam, że zrobię wymaz na nosicielstwo, i wtedy zdecyduję czy leczyć się, czy nie, bo lekarz tego nie określił. Nie znał też żadnego androloga/urologa, który pomógłby z niepłodnością męża.
Liczyliśmy, że zaczniemy próby zajścia w ciążę od inseminacji, ale dowiedzieliśmy się, że wyniki na to nie pozwalają. Jedyna szansa IVF, lekarz podał skuteczność 40-50%. Koszta-ogromne, a pewność że się uda żadna :( Zastanawiam się skąd tyle par stać na taki wydatek? :(

W planie kariotypy u obojga partnerów 399zl/os + 7zł, mutacje AZF 399zl+7zł i CFTR 349zl+7zł, oraz Streptococcus agalactiae 39zł+39zł.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2020, 20:48

Karenira Droga do skarbu 28 sierpnia 2020, 07:27

Ciąża rozpoczęta 3 sierpnia 2020

No jak w zwykle idealnie nie jest.
Leki na grzybka w końcu damy efekt, uruchomiłam wszystko, nawet to czego się bałam ale nie pytajcie... Ważne, że coś w końcu pomogło. Teraz musiałam wrócić do dopochwowe luteiny więc zobaczymy czy efekt się utrzyma.
Jednak z uwagi na zawirowania to dziś zrobiłam badania żeby wykluczyć problem z pęcherzem. Nie ukrywam, że ostatnio przed snem chodzę do kibelka 4 razy w przeciągu pół godziny albo i krótszym.
Zrobiłam kilka badań i posiew moczu. Niestety na wynik posiewu czeka się 7 dni roboczych więc nieprędko się dowiem konkretów.

Za to wlasnie odebrałam podstawowe wyniki.
Hemoglobina i hematokryt poniżej norm więc chyba wpadam w anemię.
Ku*wa zawsze miałam nisko żelazo i ferrytyne ale morfologia jeszcze trzymała się w ryzach. Teraz czuję, że to poleciało na łeb na szyję. No ale włosy od 2 tyg lecą mi garściami. Może to tutaj leży przyczyna.

Cukier co wcześniej był wysoki to teraz tylko 74. Takie skoki też chyba nie są zbyt dobre. Tendencja jest jednak spadkowa. Zaczęłam od 98,98,87,82,80,74... Jednak czeka mnie krzywa? Czuję takie zjazdy energetyczne. Po jedzeniu albo zasypiam albo muszę zjeść coś słodkiego bo aż mnie telepie. No ale bądźmy szczerzy, przykluta jestem do kanapy to mam wrażenie, że spanie i żarcie to moja jedyna rozrywka.
Tyle, że czuję się jak wrak... No ale jak mam się czuć? Z domu wyjść się nie da. Pogoda do dupy, ludzi mam unikać... No czekolada to moja najlepsza przyjaciolka, a kocyk przyjaciel.

No i mocz podstawowy. Bakterie wyszły nieliczne (jakimś cudem?) ale znowu pokazały się leukocyty i erytrocyty. Wcześniej doktor z kliniki pisała, że jak nie ma leukocytow to nie infekcja pęcherza. To nie wiem jak to traktowac teraz.
Nie wiem jakim cudem co tydzień szczam do kubka i co tydzień inny wynik. No kosmos jakiś.
No i moja ukochana tarczyca... Wyniki w miarę ale tsh cały czas spada (0,57) jednak wolałam jak trzymał się w okolicy 1-1,5 także muszę tego pilnować, żeby znowu nie popaść w nadczynność bo jej leczenie w ciąży jest bardzo niebezpieczne dla dziecka. Zostawiam to do kontroli i najwyżej spróbuję manewrować dawką. Ale to dopiero po kontroli.
Akurat mam endo 29.10 więc jeszcze zbadam przed samą wizyta chociaż tsh.

Co jeszcze? U nas czerwona strefa... Ach... Mi to jakoś różnicy nie robi ale dziś byłam rano w przychodni i siedziałam dość długo i na własne oczy widziałam wyłączony telefon. Sama próbowałam się tydzień dodzwonić. Jak mi się udawało po 8 to się Pani na mnie darła, że trzeba dzwonić o 7.
Wczoraj dzwoniłam 74 razy. W końcu dodzwoniłam się o 8 i udało się uzyskać wizytę telefoniczną i skierowanie. A dziś na badnaich widziałam jak Panie piły kawę w grobowej ciszy w przychodni, a telefon włączymy od 7.50 bo po 8 zaczęli się schodzić lekarze do pracy.
Cyrk... Nie wiem czy tak jest wszędzie. Nie oceniam... A chociaż może jednak oceniam. Uważam, że to nie fair, a składki na NFZ powinny być na ten czas skasowane lub porządnie zmniejszone skoro świadczenia nie są realizowane.

Mój tato od marca czeka na operację ratującą życie. Gdzie? W szpitalu na koszarowej we Wrocławiu, który jest szpitalem zakaźnym. Nie przyjmują. A jego lekarz słynny w TV prof Simon ma czas na ciągle wywiady ale pacjentow swoich olał.
Moja mama od 3 tyg próbuje się dostać na oddział neurologiczny ale albo lekarze na kwarantannie albo oddział zamknięty i tak w koło macieja.
Ja nie mogę znaleźć ginekologa...
No mam dość! Wierzę w tego covida i wychodzę z założenia, że lepiej zabezpieczać się niż leczyć ale służba zdrowia mnie po prostu wkurwia.

Mdłości mnie wykończą. Czuję się tragicznie. O tyle dobrze, że nie wymiotuję, ale mam wrażenie, że to kwestia czasu 😭 Jutro wizyta. Zobaczymy co słychać u lokatora i sprawcy tego całego zamieszania 😊

Z rzeczy przyjemnych- Emila w końcu pozbyła się pieluchy. I udało nam się to właściwie w 2 dni!! Jestem z niej strasznie dumna ❤️ Dzisiaj zaczyna się rekrutacja do przedszkola. Nie mogę uwierzyć, że moja mała dziewczynka jest już tak samodzielna.

miska122 Tęcza po burzy :) 1 września 2020, 17:34

5 cs po cp, 4 dpo
Sama nie wiem już co czuję w tej przedziwnej podróży. Z jednej strony trzymam kciuki za ten cykl, liczę, że za tydzień zobaczę dwie kreski. Z drugiej próbuję nie robić sobie zbytnio nadziei, bo wiem jak później boli.
Temperatura wzrosła bardzo mało po owulacji, nie wiem co jest grane. Już zaczęłam podejrzewać cykl bezowulacyjny, ale czułam ból, który mam po owulacji. Albo znam dobrze swoje ciało albo pocieszam się na siłę.
Zrobiłam testy DNA na trombofilię i celiakię i czekam na wyniki. Jak nienormalna odświeżam codziennie.
Ogarniam swoje życie. Umawiam uczniów na korepetycje. Mąż mówi, żebym nie przesadzała z ilością, nie wiem czy boi się, że znajdę w ciążę i nie dam wtedy rady? Nie mogę się ciągle oglądać na ciążę, która niewiadomo kiedy przyjdzie. Nie śmierdzę groszem, więc muszę się odkuć. Nawet jest będę pracować całe dnie. Znajomy trochę wrzucił mnie w projekt, będę miała okazję przypomnieć sobie jak rozmawia się po angielsku z dorosłymi. Może to mi zajmie głowę?
Chciałabym żeby ktoś mi dał w końcu odpowiedź "zajdziesz w ciążę w styczniu", "już jesteś w ciąży", "nigdy nie będziesz mieć dzieci". Planowanie daje mi duży komfort psychiczny, a tak ciągle odmawiam sobie różnych rzeczy bo "jak będę w ciąży". Dziewczyny, może któraś z Was jest wróżką i odpowie mi w komentarzu? 😂😂

Iza_Malarka Zaczynamy! 1 września 2020, 21:59

Dobre wiadomości są takie, ze aplikacja wyznacza mi dni płodne tak samo jak testy owulacyjne, przynajmniej do tej pory się sprawdzało. A w związku z tym, ze mój mąż w tym miesiącu ma szkolenie w innym mieście to widujemy się tylko w weekendy - wg aplikacja w poniedziałek powinnam mieć dni płodne, wiec nie jest nawet tak najgorzej!
Na początek października umówiłam się luxmed do dobrej i polecanej Pani Doktor 🤞

14 ms starań, 10 cs, 2 dc

Wczoraj - 1 września przyszedł okres. Fizycznie milion razy lżejszy niż w ciągu ostatniego pół roku. Psychicznie.... Chyba najcięższy od roku. Od poprzedniej ciąży biochemicznej.

Była wizyta u ginekologa. Z nowości - wchodzę na lamettę. Zauważył, że mój organizm chyba uodparnia sie na leki. Po zastrzyku z ovitrelle będzie monit czy jeden zastrzyk mi wystarcza wciąż. Dupek po owu. I badania do wykonania. Mutacja MTHFR i w kierunku zespołu antyfosfolipidowego. Chciałam badanie zrobić rano, ale od miesiąca biorę acard i nie wiem czy nie zafałszuje wyników (ktoś ma wiadomości na ten temat i doradzi czy trzeba czekać?). Ostawiam acard na jakiś tydzień - dwa i wtedy zrobię badania.

Jutro zamawiam test na mutacje z testDNA. Od razu rozszerzony.

Nie chcę myśleć o tym co się stało. Mam plan, muszę się na tym skupić, żeby nie rozsypać się na milion kawałków. Już na prawdę nie wiem co więcej mogłabym zrobić ...

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 2 września 2020, 08:46

25 dc
Mam już wyniki badań p/c p. antygenom łożyska i p. plemnikowe, są ujemne. Kir wyszedł bx, więc ponoć dobry i mam wszystkie te najważniejsze Kiry implantacyjne, oczywiście wynik do interpretacji dla lekarza. Ale dziewczyny na forum i Internety mówią że to nie tutaj jest problem. Wczoraj byłam u gin, zrobiła USG, jajniki już doszły do siebie, wypełniliśmy wszystkie dokumenty do crio ale powiedziałam gin że immunolog zlecił mi badania i dopiero po wynikach i wizycie u immuno mam zgłosić się przed owulacja w celu przygotowania się do crio. Gin powiedziała, że zastosuje się do zaleceń immuno i wszystko świetnie, tylko co jak tutaj nic nie wyjdzie?? Czego szukać dalej?? Wybieram się jeszcze do rodzinnego, po skierowanie na krzywe, chociaż narazie odkładam to w czasie. Więc jak chodzi o starania to znowu nic się nie będzie działo. Zostało mi kilka testów owulacyjnych i o dziwo teraz wyszły pięknie, byla mocna kreseczka w piątek popołudniu i wtedy było ❤️, chciałam w sobotę znowu małża zbałamucić ale bolała go głowa 😁🤣 więc odpuściłam, bo już nie chcę robić wszystkiego po ,,te dni,, ale oczywiście w głowie jest myśl, że może akurat się uda 🙄 ta nadzieja chyba nigdy się nie skończy.
Na weekendzie przebiegliśmy z małżem Runmageddon, było super, trasa dłuższa niż dwa lata temu, ale moja kondycja to porażka, ale w sumie odpuściłam treningi od stymulacji, później transfer, ciaza biochemiczna, oczekiwanie na @. Ale daliśmy radę, to nic że mam siniko krwiaki i wyglądam jakby mnie ktoś pobił ( gin ani słowem nie skomentowala podczas badania moje krwiaczki na udach i ogromne siniaki na kolanach 😅).
Od wczoraj wieczorem jesteśmy w zakopcu, niestety jutro już powrót. W pracy coraz więcej obowiązków, oczywiście bez dodatkowej kasy. Chyba czasami lepiej udawać że czegoś się nie potrafi i dają spokój, a jak zobaczą że dajesz radę to będą dorzucac kolejne rzeczy. 🙄 Urlop?? Chyba w tym roku już nawet nie będę planowala, ze może się uda się pójść w kolejnym miesiącu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 września 2020, 08:48

Dziś 46 dc jak dojdę do poniedziałku to pobije życiowy rekord w długości cyklu wynoszący do tej pory 50 dni ... jutro na szczęście z rana mam wizyte u mojej Pani Doktor, zobaczymy co dalej... nie moge sie doczekać juz... poza tym juz olałam temat czy okres jest czy nie.. bo ilez mozna sie tym denerwować... zreszta ostatnio jestem jakimś kłębkiem nerwów, ale urlop na horyzoncie i liczę, ze wyluzujemy z Mężem, ba! Nawet pozwolimy sobie na szklaneczkę rumu z cola, siądziemy i bedziemy oglądać zdjecia z naszych podróży, snując marzenia o kolejnych bliskich bądź dalekich w dwójkę bądź juz trójkę 😁 jutro robie jakis konstruktywny wpis bo ilez mozna pisać o jednym ciągnącym sie cyklu 😉

Mamy wyniki. Prawie wszystkie, brakuje jeszcze receptywności endometrium z CD138 i macicznych komórek NK. Na ten wynik trzeba czekać jeszcze tydzień.

cross match 39.1%
allo mlr 0.0%
ANA3 dodatnie ale ten parametr nie ma znaczenia dla zajścia w ciąże ani na jej rozwój.

Co mogę napisać o tych wynikach? Nie jest dobrze. Jak zwykle z resztą. Mamy jakiegoś mega pecha, już sama nie wiem jak to określić. Po prostu z każdej strony jest coś nie tak...
Począwszy od niskiego amh, słabą jakość komórek, obniżone parametry nasienia, brak kirów implantacyjnych, na uczuleniu na męża skończywszy. Nie wiem dokładnie co znaczą te parametry. Czytam, szukam ale u każdej pary zestaw problemów jest inny, więc zalecenia są różne. Wyczytałam, że cross match jest to zbicia, trzeba mnie "odczulić", osłabić mój organizm,żeby się nie zorientował, że jest w nim coś obcego i żeby do cholery nie atakował zarodka. W tym celu można zastosować immunosupresje, czyli kuracja sterydami, czytałam też o szczepieniach limfocytami partnera. Czekam na wizytę, nie analizuje bo tak szczerze mam dość. Jestem już tym zmęczona. Nasza walka trwa 1.5 roku, w kwietniu minął rok leczenia w klinice, w sierpniu minie rok od pierwszej stymulacji... a w ciąży jak nie byłam, tak nie jestem, a czuje,że każdy wynik badania jeszcze bardziej mnie od ciąży oddala. Mamy szereg problemów do pokonania i zostawiam to lekarzom. To oni skończyli studia, kursy, mają doświadczenie, więc niech nam pomogą.
Na ten moment nie mam siły walczyć. Musze odpocząć, przygotować się psychicznie do kolejnej próby.

06.06 konsultacja immunologiczna.
13.06 wizyta w klinice, na której ustalimy plan działania w oparciu o wyniki receptywności i zalecenia P.
Po tych wizytach rzucam wszystko i lece na urlop. Nawet nie czekaliśmy na to co lekarze nam powiedzą, po prostu zarezerwowaliśmy wycieczkę. Gorący, słoneczny Egipt , jego lazurowe wody i kolorowe rafy koralowe kuszą mnie i zachęcają do odpoczynku. Zemsta Faraona czycha na mnie, więc żadne antybiotyki czy sterydy nie jadą ze mną bo nie chciałabym, żeby Faraon mnie dopadł. W końcu mam zajebiście silny organizm, nie będzie miał ze mną szans jeśli go nie osłabie,nawet z zarodkami wygrywa.
Po powrocie działam i zaczynam przygotowania do transferu.
Oczywiście lece z mężem, na którego jestem uczulona. To jest tak głupie, że aż śmieszne. Powinnam kichać, gdy się do mnie zbliża? Może drapać? Na pierwszej randce trzeba było cross match zbadać.

Czuje, że weszłam w nową fazę wkurwu i rozżalenia. To faza pod tytułem "wszystko mi jedno, róbcie tak by było dobrze", przecież i tak nie mam na nic wpływu. Nawet mi się już płakać nie chce bo ile można.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca 2024, 15:30

Jestem po kolejnym transferze, na nic nie liczę, a raczej bardziej na porażkę, objawów raczej brak, dzień po transferze trochę pobolewał mnie brzuch, zaczęłam brać więcej magnezu. Mąż prosił, żebym tym razem nie robiła testów, a już na pewno nie na tym etapie.

Emka06 Nasza historia 5 stycznia 2025, 22:35

Witaj Nowy Roku, bądź dla nas łaskawy.
Czytałam przed chwilą swój ostatni wpis w pamiętniku i jestem w szoku jak ten czas pędzi. Od sierpnia wydarzyło się bardzo wiele, przeżyliśmy kolejne ciężkie momenty, drżąc o zdrowie swoje i bliskich nam osób. Na szczęście w większości wszystko dobrze się skończyło, ale strasznie mnie ten rok poturbował. Pod koniec roku zaczęłam się też martwić o swoje zdrowie. Mój organizm zaczął wysyłać mi dziwne, neurologiczne sygnały, a ja, urodzona pesymistka, tworzyłam w głowie same najgorsze scenariusze. Dziś już jestem prawie pewna, że to wszystko przez stres, ale naprawdę się przestraszyłam. Jak tylko pomyślałam, że nasze podejście do IVF może jeszcze bardziej odwlec się w czasie to czułam paraliżujący strach.

Święta były dla mnie trudne. Choć byłam pełna wdzięczności, że wigilię spędzamy w komplecie, to jednak od kilku lat ciężko jest mi w pełni cieszyć się tym czasem. Odkąd bezskutecznie staramy się o dziecko święta straciły dla mnie urok, a cała "magia świąt" gdzieś uleciała. Podzieliłam się tymi emocjami z bliską mi dziewczyną, moją staraniową przyjaciółką. Odpisała mi wtedy, że tę magię tworzy rodzina, a skoro my ciągle mamy poczucie, że kogoś w niej brakuje to ciężko się cieszyć. To prawda - czujemy pustkę, która w tym świątecznym czasie jest jeszcze bardziej odczuwalna.

Ostatnio czuję się przytłoczona informacjami o kolejnych ciążach. W okresie świątecznym instagram był przepełniony takimi wiadomościami. Dużo w ostatnim czasie ciąż wśród znajomych. Często takich bez wysiłku, ze zdziwieniem: "wow, nie myśleliśmy, że uda się tak szybko". Zazdroszczę. Tak po ludzku zazdroszczę tej beztroski. Jednocześnie cieszą mnie wszystkie wywalczone ciąże koleżanek z długim stażem starań. Ich historie napawają mnie nadzieją, że gdzieś tam na końcu tej zawiłej drogi czeka piękny finał. Słysząc kolejne informacje o ciążach czuję się jednak trochę wyobcowana. Nadal nie potrafię zrozumieć dlaczego nie potrafimy począć dziecka. Dlaczego akurat my?

Ubiegły rok zafundował nam wiele trudnych momentów. Chcę oddzielić to, co było grubą krechą i zacząć ten rok z czystą kartą. Mam nadzieję, że ten rok będzie dla nas przełomowy. Już niedługo, bo 17 stycznia, mamy wizytę kwalifikacyjną. Zrobimy wtedy wszystkie niezbędne badania i jeśli wszystko będzie dobrze to w kolejnym cyklu zaczynamy stymulację. Jestem podekscytowana i przerażona jednocześnie. Cieszę się, bo wiem, że to ogromny krok naprzód. IVF to najskuteczniejsza metoda walki z niepłodnością, realna szansa na upragnione dziecko. Boję się, bo wiem, że to wcale nie jest prosta droga - masa zastrzyków, burza hormonów, możliwe skutki uboczne. Boję się, bo wiem, że pierwszy transfer wcale nie musi dać ciąży. Ba, pierwsza procedura wcale nie musi dać nam zarodków. Może być też tak, że w ogóle nie doczekamy się dziecka. Boję się, że okaże się, że jesteśmy niedopasowani genetycznie, bo przecież nasze wyniki badań są dobre. Mam masę obaw, ale chcę spróbować, bo tylko walcząc mogę wygrać. Czuję ogromną wdzięczność, że medycyna umożliwia nam takie rzeczy. Już to kiedyś pisałam, ale powtórzę się - dla mnie in vitro to prawdziwy cud medycyny. Jestem też ogromnie wdzięczna za refundację, która umożliwia nam podejście do IVF bez konieczności rezygnacji z budowy wymarzonego domu. Możemy próbować spełniać nasze marzenia równocześnie, na co bez refundacji nie moglibyśmy sobie pozwolić. Staram się skupiać na tych pozytywnych aspektach i potraktować to jako szansę od losu.

Roku 2025, bądź dla nas dobry i spełnij nasze marzenie 🙏🏻🤍✨️

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 2 września 2020, 14:34

Diagnoza - zaburzenia SI i autyzm atypowy. Jestem załamana 😭😔

Nie wiem ale mam dziwne wrażenie że jestem w ciąży.
Po pierwsze nie ma u mnie plamienia przed okresem dziś już 29 DC a to nic zawsze było na 3-4 dni przed
Po drugie temperatura utrzymuje się cały czas wysoko
Po trzecie nie odczuwam głodu na nic nie mam ochoty a wręcz nie potrzebuje nic zjeść
Po czwarte wczoraj sprawdzałam i szyjki z ledwością mogłam dosięgnąć tak jest wysoko
Po piąte ból jajników przed okresem nigdy mnie nie boli i cały czas mokro się czują aż latam do ubikacji i sprawdzam czy okres nie przyszedl
Za okresem przemawia jedynie czasami ból brzucha
Jutro 30 dc i test co ma być niech będzie, chociaż nie nastawiam się bo w naszym przypadku to raczej niemożliwe by wyszło w pierwszym cyklu po przerwie.

Leksa Ile jeszcze ? :( 13 lutego 2021, 17:25

21 dc 14 cykl starań

Czekamy na kolejny cykl, bo ten bezowulacyjny.

Jutro zaczyna się 10 tc
Naprawdę dziwnie się czuje trochę inaczej sobie to wyobrażałam cierpie w nocy na bezsseność do 2 w nocy a tak zawsze lubiłam sobie pospać :/ jesli chodzi o smaki to uwielbiam kwasne rzeczy czy moze być coś kwaśniejszego od kapusty kiszonej ❤❤❤ nie długo chyba zacznę cytryne jeść :D do moich faworytów nalezy zupa kapuśniak, ogórkowa, żurek 🙈 natomiast po slodkim mam zgagę nie mogę chociaż taka drożdzówka z mlekiem też jest spoko a frytki to już zupełnie odpadają zgaga aż pali :/

Jutro albo w piatek wybiore się na ostatnie badania przed wizytą muszę wczesniej wstać bo ostatnio było bardzo dużo ludzi i choć jest tabliczka , że kobiety w ciąży mogą poza kolejnością to jakoś nie mam odwagi z tego skorzystać. Mam pełno rzeczy do zrobienia a nie umiem się za nic zabrać bo nudnosci też dają popalić.

W mojej glowie jest pełno lęków i obaw jak to będzie czy dam radę jak pogodzę prace z wychowywaniem dziecka kiedy wróce do pracy. Nie ulatwia fakt, że koleżanki w pracy ciągle dopytuja kiedy wróce co mi jest, moja szefowa wie natomiast reszta nie wie nic no ale skoro tak dlugo mnie nie ma to nie trudno się domysleć co to jest przynajmniej ja bym się domyśliła ale w pracy ostatnio braki dwie osoby się zwolniły, 3 są na l4 ciążowym i teraz jeszcze ja trochę je rozumiem bo mają dużo pracy przez to. Nie wiem jeszcze kiedy im powiem chciałam poczekać do 2 trymestru ale te naciski i dopytywanie mnie już złoszczą.

fotures Nadzieja 2 września 2020, 18:34

30 tydzień w toku. Szyjka krótka, ale bez zmian. Mody rośnie książkowo, już 1,4kg na liczniku :-) na usg 3 trymestru wszystko ok, ufff. 2,5 miesiąca do końca, a w zasadzie za 2 można rodzic wiec coraz bliżej mety :) w następnym tygodniu urlooop, juhu!!

Aurore Wyboje mojego życia. 6 stycznia 2025, 11:36

26cs 53dc
Zostanę przy tym oznaczaniu. Ta cząstka duszy Staraczki już nigdy ze mnie nie uleci.
__
Odkąd zobaczyłam test już nic nie jest dla mnie takie samo.
IMG-20250106-103410.jpg
Udało mi się powtórzyć badanie bety:
21.12 753mlU/ml
23.12 1577mlU/ml
27.12 5062,35mlU/ml
A 30.12 zaliczyłam wizytę u ginekologa z opisem pęcherzyka ciążowego na 1cm i 3-4mm pęcherzyka żółtkowego. Wszystko rozwija się prawidłowo, chociaż podobno jest malutki jak na swoje 6w3d w dniu badania. Dostałam również trzeźwo brzmiącą radę żeby jeszcze zbytnio się nie chwalić swoim stanem, bo co druga ciąża kończy się poronieniem.
Czekam cierpliwie na wizytę 15.01 i obserwuję co się ze mną dzieje, a dzieje się... Nic szczególnego... Nie dostałam okresu, chociaż ból przed datą spodziewanej miesiączki trochę mnie męczył. Piersi bolały, spuchły ale nic już się nie pogarsza. Są tylko tkliwe, jakbym miała zakwasy po ćwiczeniach - tak samo zachowuje się brzuch. Dopiero jak się rozciągam czuję ten "zakwas na brzuchu". Czasem zakręci mi się gdzieś w żołądku, ale śmiałam się już z dziewczynami, że większe mdłości odczuwałam przy każdej swojej urojonej wkrętce, kiedy byłam pewna że właśnie się udało.
Jedyne co mi doskwiera to potworne rozkojarzenie i dziwne, odjechane sny.
Na razie więc stwierdzam, że jestem w trybie oszczędzającym.
__
W 2024 podeszliśmy do inseminacji, która się nie udała, a późniejsze nie doszły do skutku przez nasze totalne zrezygnowanie i to, że nie mogliśmy zgrać dat, które by nam odpowiadały.
2024 był dla mnie rokiem, w którym poczułam całkowitą akceptację swojego stanu. Oczywiście, że odczuwałam smutek i dotykały mnie sytuację, które uświadamiały mi że nie mogę zostać matką - a było ich kilka w tym roku. Włącznie z płaczem przy rodzinie, gdy mąż bawił się z ich synkiem a potem go usypiał, czy publiczny płacz przy obcych ludziach czekając na wizytę, gdy słyszałam bicie serduszka czyjegoś dziecka.
Nie było mi wesoło myśleć o naszej przyszłości bez dzieci, ale już się na to zgodziłam. Wiedziałam, że będę czuć pewną pustkę już do końca, której nie da się niczym wypełnić. Ale... Zgodziłam się na to.

Jakkolwiek ciężkie nie były te emocje skupiłam się na pracy nad sobą i tak w zeszłym roku zaliczyłam 356 sesji treningowych co daje ok. 420h treningu, których zdecydowaną większość wykonałam razem z mężem. Oboje zaczęliśmy odzyskiwać formę sprzed lat i sprawność o jakiej marzyliśmy. Łącząc to z odpowiednią dietą zaczęliśmy poprawiać nasze wyniki krwi bez brania jakichkolwiek suplementów. Odrzuciłam wszelkie wspomagacze, które przyjmowałam przez ostatni czas w nadziei, że zajdę w ciążę. Jedyne co zaczęłam przyjmować to biotynę na poprawienie kondycji włosów.

Zadbałam o swoje ciało w jeszcze jeden sposób - zapisałam się na sesje integracji strukturalnej, czyli pewnej specyficznej terapii powięziowej. Nigdy nie zapomnę tego co terapeutka znalazła w moim brzuchu, podbrzuszu i dołach biodrowych. Odgruzowywanie tego betonu zakończyło się w dwóch sesjach po 1,5h przy czym puściło wiele moich skrywanych lęków i emocji. Przy każdym kolejnym spotkaniu czułam, że mam coraz większy kontakt ze swoim ciałem i odzyskuję nad nim pewną władzę. Przebyłam 8 z 12 wymaganych sesji. Teraz muszę to odłożyć w czasie.

To co wypracowałam sama nad swoim stanem psychicznym musiało zostać uzupełnione przez odpowiednią terapię z psychologiem, bo mimo akceptacji strasznie się ze sobą męczyłam. Odkryłam wszystko co podświadomie ukrywałam i co zaburzało mój rozwój w kolejnych etapach życia. Można powiedzieć, że dorosłam i wzięłam za siebie pełną odpowiedzialność, a także dorosłam w oczach innych, którzy widzą już, że jestem autonomiczną jednostką posiadającą swoje zdanie.
Zaszłam w ciążę po terapii, na której poruszyłam problem niepłodności, przedstawiłam całą naszą historię, a terapeutka po całym moim uzewnętrznieniu się z problemem i mówieniem o nim na głos (co było cholernie trudne) zapytała mnie tylko "Czemu Pani nie chce być matką?"
__
Jestem czysta.
Jestem gotowa.
Nie dowierzam.
Cieszę się.

aster Plan B. 16 października 2020, 19:27

10 dc.
Fizycznie wracam do siebie po zabiegu. Z dolegliwości miałam tylko lekko ciągnące rany, poczucie "nagazowania" oraz zdrętwienie ręki od kroplówki. Zwolnienie mam do wtorku, ale nawet nie chce mi się myśleć o powrocie do pracy. Może to kwestia pobytu w szpitalu, emocji, może ta parszywa pogoda, ale zaległam w domu i nic mi się nie chce 😒 A miałam tyyyle zrobic! (Przy komputerze, bez obciążania się) A zamiast tego snuję się po domu i udaję że coś robię, byle nie siadać do roboty.😂
Oczywiście wciąż analizuję nasze aktualne szanse. Skoro anatomicznie jest już wszystko ok, cykle i hormony cacy, to nie pozostaje nic innego jak tylko próbować... Mąż ma zrobić znów badanie nasienia, żeby zobaczyć czy te suplementy były coś warte. Wtedy będziemy mieć pełny obraz. I zostaje najtrudniejsza część ... staranie i czekanie 🙄 Dajemy sobie czas do końca roku na pewno. Wiem, że powinnam być pełna nadziei, przecież tak długo czekałam na zabieg i wreszcie wszystko się udało, a jednak... za długo to trwa, żeby teraz tak naiwnie oczekiwać cudu.
Kiedy szłam do szpitala, w tej godzinie akurat były wypisy z porodówki. Dumni tatusiowie jeden za drugim wynosili gondolki z maluszkami. A za nimi szły zmęczone, ale szczęśliwe dziewczyny. Spojrzałam na męża, który mnie odprowadzał i wiedziałam, że myśli o tym samym.
Może kiedyś...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)