Lek jaki się stosuje: accofil
"Do prawidlowego podzialu i implantacji embrion potrzebuje specjalnych bialych krwinek, ktore w tej formie wystepuja tylko w macicy; one maja po 16 genow typu KIR – i sa – te biale krwinki – komunikatorem czy transmiterem pomiedzy organizmem matki i dziecka, komunikuja mu m.in. „rosnij, dziel sie i zagniezdzaj“; ja mam tylko 11 genow KIR– to jest niestety wrodzone i nie da sie wyleczyc; i brakuje mi wlasnie tych genow, ktore odpowiadaja za komunikacje, czyli KIR-2DS1, -2DS5, -3DS1;
to moze byc przyczyna nawracajacych poronien lub braku implantacji
jest jednak metoda – od niedawna – ktora w pewien sposob obchodzi ten defekt
lekarz, ktory wpadl na ten pomysl, odkryl, ze embrion zachowuje sie niemal identycznie jak tumor w organizmie czlowieka i wlasciwie nasz system immunologiczny powinien zwalczaczac obie formy, ale poniewaz obie potrafia sie maskowac, wiec rosna sobie niepostrzezenie dalej;
lekarz ten odkryl wlasnie, ze niektore kobiety, ktore nie moga zajsc w ciaze albo jej utrzymac, produkuja w macicy za malo owych bialych krwinek, ktorych embrion potrzebuje jako pokarmu, aby sie rozwijac: wpadl wiec na pomysl, aby do leczenia nieplodnosci u tychze kobiet przeniesc odkrycia z terapii nowotworowej
pacjenci po chemioterapii, a wiec z obnizona iloscia bialych krwinek otrzymuja specjalny hormon, aby wspomoc ich produkcje: G-CSF (Czynnik stymulujący tworzenie kolonii granulocytów)
hormon ten znany jest w medycynie pod nazwa: granocyty
wlasnie te granocyty sa podawane kobietom w okolicach transferu, a jesli embrion prawidlowo sie zagniezdzi i rozwija, przyjmuje sie go dalej, go konca 12tc"
SOBOTA
Finalnie jestesmy po szczepieniach! Wszystko sie udalo. Okazało sie ze diagnostyka polaczyla dwa badania w jedno, co zauważył moj kochany mąż i uratowal cala sytuacje 😂
Same szczepienia? Nic strasznego, 4 uklucia w lewe przedramie i 4 uklucia w prawe. Nastepnego dnia troche te miejsca bolaly przy dotyku, dwa dni pozniej zrobily sie takie guzki dosc mocno bolace przy ucisnieciu. Nie ma tragedii, czego sie nie robi dla swojego potomka! 💪
Ogólnie mam rozne momenty. Czasem depresja bo wszyscy wokol znowu w ciaze zachodza i widze to bardziej, zblizajace sie swieta tez nie napawaja optymizmem, perspektywa sylwestra przed telewizorem rowniez nie nalezy do fantastycznych opcji biorac po uwage że chyba od 16 roku zycia sylwestra zawsze spedzalam poza domem... 😥 Ale boje sie covida, ze pojde, zlapie cos, szczepienia bedzie trzeba znowu odlozyc, albo cos sie pokiełbasi albo nie zadzialaja i bede miala do siebie pretensje ze sie połasiłam na głupia impreze, na ktorej nawet sie nie napije bo jestem na metforminie i na restrykcyjnej diecie... A jak juz tak bardzo sie poświęcam... To nie moge wszystkiego nagle spaprac, bo nie wiem czy na kolejna próbę starczy mi sił i chęci...
Przyjaciółka wysyła mi zdjecia swojego malucha z podpisem "na dobry poczatek dnia". Dla kogo ma byc dobry po takim zdjęciu? Na pewno nie dla mnie
naprawdę matkom mozg zanika
to jest o tyle ciekawe ze jak inna kolezanka mnie zasypywala zdjeciami swojego dziecka to ta przyjaciółka byla oburzona jej zachowaniem, jak tak można... A teraz sama tak robi. Rece opadaja 🤷♀️
Przydałby mi sie jakis kop motywacyjny do dalszej egzystencji bo jest mi coraz ciężej... Zaczynam troche tez watpic czy te szczepienia cokolwiek pomogą w mojej sytuacji 😑 i mozg na scianie 🙈
37 dzień - tytułowy - przewrotny - przynoszący ból
Testy robiłam regularnie od kilku dni, cykl się wydłuża, owulacja nie wiadomo kiedy a i z serduszkowaniem u nas było różnie, były chęci i starania gorzej z efektem...
Dlatego wczoraj o poranku, z żartem powiedziałam do MK, że jeszcze dziś nie testowałam. Sobota więc postawiłam na facellkę, a nie standardowe allegraki, które któlują w mojej szufladzie wstydu (szufladzie pełnej nadzieji, bólu, straconych chwil, radości, oczekiwań...) a test pokazał OD RAZU piękny różowawy cień... radość - jeju jak ja się wczoraj rewelacyjnie czułam z tą myślą.
Dziś z rana czekałam, żeby znowu zobaczyć ten piękny widok, ale cień jakby mniej widoczny, słabszy... cholerka ale jest cień cienia (?)
Popołudniu odczekuję 3h, bez picia, żeby sprawdzić - bo pewnie rano po kawce źle wyszło, bo przecież mam już zaplanowane wyjazd na betę, bo już wiem, że rodzina się ucieszy w święta, bo nie będę musiała jechać do Gamety i najważniejsze, bo się w końcu naprawdę UDAŁO
ALe chyba nie... Przeżyłam już 21 okresów, to przeżyję i ten, ale ból jest coraz większy i zostaje na dłużej. Wpływa bardziej na codzienność i codziennie trudniej go ukryć i z nim walczyć.
Co czuję? Obojętność - boję się, że jak znowu zobaczę kreski to już nie będę potrafiła się nawet ucieszyć - te ostatnie 3-4 cykle zryły moją psychikę bardziej niż poprzednie 1,5 roku starań...
Wzdycham i nie wiem, co dalej... Nie wiem czy jeszcze wytrzymamy, pragnąc tak bardzo.
:'(
Miesiąc od pogrzebu.
Dzis, tak samo jak miesiąc temu, niebo płaczę.
Wczoraj miałam krótka rozmowę online z psychologiem. Dużo dowiedziałam się o sobie... Ale ciężko było mi się otworzyć, rozmowy online nie są dla mnie.
Psycholog powiedział że moje wypowiedzi są bardzo dojrzałe i... Inteligentne- cokolwiek to znaczy. Że po wypowiedziach można pomyśleć że do straty doszło dużo dawniej niż półtora miesiąca temu i że można odnieść złudne wrażenie że pogodziłam się że śmiercią Kuby... Cóż. uważam że nie da się z tym pogodzić. Być może da się to zaakceptować?
Wybrałam bardziej bolesna drogę przechodzenia przez traumę, mierząc się ze wszystkim czoło w czoło. Ale tym samym płynniej przechodzę przez kolejne jej etapy.
Uczę się żyć z połowa serca.
I śmiem twierdzić że jestem w tym wszystkim cholernie silna. Ale nie stawiam sobie wysoko poprzeczki ... Dziś moja siła było to że wstałam, zrobiłam pranie i obiad, posprzątałam. Wczoraj pierwszy raz zadbałam o siebie - pofarbowałam włosy i zrobiłam minimalny makijaż.
To nie znaczy że mniej boli, że nie cierpie i nie płacze... Poprostu do tego zestawu zaczynam dokładać tak mało istotne rzeczy jak makijaż.
Kubusiu, widzisz? Mama jakoś się trzyma... Jakoś sobie radzę.
Byliśmy wczoraj u małego dość późno, o zmierzchu... U naszego synka jest najjaśniej. Nad jego domkiem unosi się wręcz łuna swiatła... M obiecal że zawsze tak będzie.
Mielismy dzisiaj posprzątać ostatnie kwiaty po pogrzebie ale pogoda tak szaleje ze chyba odpuścimy i zrobimy to jutro albo i w poniedziałek... Mam zrobione już kilka stroików. Przesadzone kwiaty w doniczkach. Już tak bardzo chciałabym je tam ustawić.
Dostałam jakiegoś szału zakupowego, mam pełen karton kwiatów białych i niebieskich. Ale cóż... Jedni kupują zabawki i ubranka więc ja mogę kwiaty... Myślę że nie istnieje coś takiego jak 'za duzo'. Poprostu mam wybór i mogę ciągle robić coś nowego... A to działa na mnie jak terapia.
Zawsze w ciężkich chwilach uciekałam w rękodzieło. Rysunek nie daje mi już satysfakcji za to abstrakcja dziala wyciszająco. Do Pouringu dołożę teraz tusze alkoholowe. Nowy skill, czekam na paczkę.
Niedługo dzień mamy. Boję się tego dnia... Zawsze marzyłam że kiedyś na dzień mamy dostanę piękny sekretnik ze zdjęciem... Myślę że zamówię sobie taki.
30 dc
Czuję zbliżającą się @, od trzech dni boli mnie podbrzusze, szczególnie lewa strona tam gdzie znajdował się polip. Nie mogę doczekać się transferu, a tu jeszcze pół roku 🥴
Żeby całkowicie nie czekać bezczynnie na transfer zamówiłam testy owulacyjne clearblue o chyba wrócę do mierzenia temperatury rano. Muszę mieć poczucie, że coś robię bo mam wyrzuty sumienia, że czas leci a ja nic nie robię. Po miesiącu brania letrox 100 w dni parzyste i 125 w dni nieparzyste TSH spadło do 0,5, jeszcze tak nisko nie miałam. Znowu zmiana dawkowania letroxu (100 od poniedziałku do piątku i na weekend 125), kolejną wizytw z wynikami TSH, ft 3 i Ft4 mam mieć 25 sierpnia. Drugi miesiąc brania metforminy, waga prawie nie spadła (moze 1 kg) ale już nie mam rewolucji żołądkowych. Suplementow biorę: kwasy omega3, witaminę D3 (2000 j w tabletce), metylowane witaminy z grupy B co drugi dzień, metylowy kwas foliowy co drugi dzień i dwa razy dziennie Fertistim do rozpuszczania (składniki łącznie w dwóch saszetkach:mio-inozytol 4000 mg, d-chiro-inozytol 100 mg, witamina D 2000 j, astaksantyna 2 mg, metylowany kwas foliowy 400 ug, witamina b6 2,8 mg), brałam jeszcze acard ale narazie odstawilam bo chce zrobić badania białka c i s.
Weekend spędziłam z przyjaciółka, która jest w 4 miesiącu ciąży. Od kilku tygodni próbuje sobie wmówić, że jak nie będziemy mieć dzieci to nic się nie stanie, nasze życie będzie wartościowe i pełne. Ale po tym weekendzie uświadomiłam sobie, że co bym sobie nie wmawiała to brak dziecka zawsze będzie kładł się cieniem na naszym życiu. Mimo, że bardzo się starałam to nie potrafiłam pozbyć się uczucia zazdrości, że to nie ja głaszcze się po rosnącym brzuchu, że fajnie byłoby jakbyśmy razem były w ciąży. Nie wiem czy kiedykolwiek pogodzę się z tym, że nam się nie udaje.
I dlaczego??? 😓 Chciałabym mieć czarno na białym, że nie mogę być w ciąży bo... A nie tak jak teraz, pomimo stosu wyników, badań nadal nie ma przyczyny mojej nieplodnosci.
I szczerze, wkurwia mnie to strasznie.
Małż, znowu zaczyna gadkę, że na pewno będziemy mieć dziecko, bo skoro naszym znajomym którzy się tak długo starali w końcu się udało to i nam się uda. Ale im się udało naturalnie a nam nawet ivf nie pomogło do tej pory.
Ale żeby nie było tak pesymistycznie, to zmiana w piersi okazała się łagodna i jestem po drugiej dawce szczepienia pfaizerem, troche znowu bolały mnie mięśnie ale już jest ok.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2021, 08:26
Jest dzidziuś z serduszkiem! Byłam taka szczęśliwa i oszołomiona, ze nie ogarnelam, ze nie nacisnęłam startu nagrywania w telefonie (chyba)... szkoda mi, bo chciałam oglądać nagranie w gorszym momencie żeby się uspokajać... i dla Męża... no cóz...będziemy musieli poczekać do następnego spotkania... 4ry tygodnie - ciężko będzie coś czuje.
Dostałam tez skierowanie na pierwsze badania prenatalne, kartę ciąży (jejku jaka dumna byłam!), pożegnalalam się z moja Panią Doktor Aniołem i podziękowałam... myślałam żeby coś kupić Pani Doktor w podziękowaniu, ale zdecydowałam, ze zrobię to już po urodzeniu Dzidziusia i przyjdziemy z Mężem już w trójkę, mam nadzieje, ze już będzie lepsza sytuacja epidemiczna... w końcu dzięki otwartemu umysłowi, zaangażowaniu Pani Doktor i trafnym zaleceniom Docenta udało się naturalnie i ominęła nas cała ta karuzela z in vitro! Od dzisiaj tez odpoczywam na zwolnieniu lekarskim. Przyszła tez zamówiona pierwsza koszulka ciążowa i w końcu musze zacząć robić zdjęcia, bo do tej pory był strach... wiadomo, ze jeszcze może być różnie, ale z każdym tygodniem ryzyko będzie malało i tego się trzymam. Cudzie Nasz 9 mm zostań z nami 🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2020, 20:40
Dzisiaj pierwszy raz nie potrafiłam opisać swoich uczuć...każdego dnia odliczałam pieniądze aby tylko wystarczyło nam na badania, dojazdy itp... w pierwszej kolejności myśleliśmy z M aby zrobić wszystko aby ratować tę maleńką Istotkę...nie lubimy prosić o pomoc..staramy się radzić sobie sami ale tak, trzeba przyznać że w tym miesiącu tak na raz wydatki przerosły nasze możliwości..rodzina pomogła, każdy tyle ile mógł.. wiedzieliśmy, że jutro jest nasza ostatnia szansa bo na inne konsultavje nas juz po prostu nie stac a czas ucieka...najgorsza bezsilnosc dla rodzica...i nagle stal sie cud...dostalismy prezent od przecudownych dziewczyn z tego wlasnie forum..nigdy bysmy sie tego nie spodziewali! Myslalam ze " na szczescie" dostanę koniczynkę albo obrazem z osobą świętą...już sobie wyobrażałam jak trzymam to mocno w ręku na każdym kolejnym badaniu a tymczasem.. otwieram prezent a tam..pieniadze od dziewczyn na badania! Nie potrafilismy z M powstrzymac łez..mój M płacze baaaardzo rzadko a dzisiaj płakał jak małe dziecko bo wiedział że dostaliśmy kolejną szansę na ratunek naszego dziecka...ciężko opisać uczucia których doświadczyliśmy..radość, szczęście, niedowierzenie, ale i....wstyd..
Kochane tak bardzo Wam dziękujemy! Dzięki Wam możemy dalej walczyć!
Gajusia będzie z nami na świecie i już ma najlepsze ciotki ❤
15 ms starań, ciężko zaliczyć który to faktyczny cs, nawet nie wiem który dc
Powoli antybiotyk się kończy. Jeszcze 5 dni i przynajmniej na jakiś czas się skończy.... Największe dolegliwości już przeszły, ale czasem znów robi mi się niedobrze. Z jednej strony odrobinkę uwolniłam głowę. Bez monitorowania dc, bez starań, prawie bez myślenia 🤷🏻♀️ Z drugiej im bliżej końca tym bardziej zaczynam panikować - co dalej?
W tym cyklu wiem, że była piękna owulka. Mimo antybiotyku czułam piękny śluz, ból cycków jak z kosmosu, w sensownym czasie bo koło 14-15 dc, a to bez żadnych leków... czy to możliwe, że stymulacja tylko pogarsza moje naturalne owulacje? Kolejny miesiąc poświęcam na dalsze badania i na pewno nie będę wmuszać w siebie leków. Jestem po prostu w ch*j zmęczona.
Moje aktualne emocje? Mam wrażenie, że ich brak. Smutno mi, wiadomka. Ale jakoś tak staram się nie nakręcać złych emocji. Żadnych emocji w sumie. Najbardziej obawiam się, że albo moje zapalenie się nie wyleczy na antybiotyku, albo że przypałęta mi się coś po tych antybiotykach i będzie trzeba czekać z jakimkolwiek sensowym działaniem kij wie ile. W głowie plan mam taki, że do końca maja, jeśli nie uda się w inny sposób podchodzimy do ivf. Ot taki prezent sprawie sobie na urodziny ćwierćwiecza.
Ciąża zakończona 3 lipca 2021
Godzina zero wybila!
11.20 czekam na ten dzwonek telefonu..mija 5, 10, 15 minut i cisza! Powoli zaczynam sie denerwowac i mysle glupia babo maila sie nie wyslal, nie dostali potwierdzenia zaplaty, przekrecilas numer. W tworzeniu czarnych scenariuszy jestem mistrzem 
11.55 dzwonie i mysle powodzenia, bo przeciez tam graniczy z cudem, zeby ktos odebral.( Nie winie tych pan, bo one tam maja armagedon z tymi wszystkimi kobietami, ktore desperacko probuja dostac sie do Pasnika. Obecnie wizyt nie ma do listopada) BANG....telefon odebrany. Pani sprawdza, mowi, ze wszystko w porzadku, ale mam czekac pod telefonem i ona to zalatwi. Stanela na wysokosci zadania, bo 5 minut pozniej Pasniczek na linii 
Co jak co, ale to lekarz konkret. Zero owijania w bawelna, od razu do konkretow! Wytlumaczyl mi wszystko lopatologicznie (chwala mu za to), zebym miala pojecie w czym problem u mnie jest, bo jest. Ogolnie powiedzial,ze szanse na ciaze czy jej utrzymanie, bez leczenia immunologicznego sa slabe. Badanie KIR-u wszystko zweryfikowalo wszystko.dodatkowo mam jeszcze przeciwciala przeciwplemnikowe. Nie ma co, ale bronie sie przed zarodkiem wszystkim co popadnie! Niezla by ze mnie byla G.I. Joe!
Dostalam zalecenia do kolejnej procedury In Vitro takie:
1. Encorton 1 x 10 mg
2. Do rozważenia: Accofil (G-CSF) 30 mln j/0.5 ml domacicznie 2-3 dni przed transferem lub scratching endometrium
3. Accofil 8 mln j.
4. Acard 1 x 75 mg
Ogolnie z wizyty jest bardzo zadowolona, bo Pasnik jest nie tylko profesjonalny ale rowniez mily. Przynajmniej ja go tak odbieram. Teraz pozostaje druga czesc aby jego leczenie mi pomoglo.
Kolejny etap oczekiwania staraczki zakonczony.
Teraz pytanie, kiedy ograniczenia w przemieszczaniu sie zmienia i bedziemy mogli ruszyc do Polski, bez koniecznosci kwarantanny na powrocie do UK.
Jutro mam szczepionke na Covid-19, wiec to tez dobry kierunek, ze moze ta pandemia sie wreszcie skonczy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja 2021, 00:50
25 cs 17dc.
Hejka 
Aktualnie mam dziwny cykl. Nie wiem czy była owu. W każdym bądź razie nie czułam jej jakoś szczególnie tak jak jest to zazwyczaj. Testy owu negatywne. Jakiś tam śluz wodnisty pojawił się wczoraj. Więc średnio mogę określić czy była ta owu czy nie.
Tak po za tym wykonałam krzywe cukrową i insulinową i obie wyszły dobrze 😍 powtórzyłam także ANA. Tu troszkę się zdziwiłam bo za pierwszym razem miałam jeden antygen granicznie dodatni a tym razem on był ujemny i wogole wyniki całkiem inne niż poprzednio oczywiście lepiej to wygląda. Miano pozostało takie samo 1:1280 oraz tyo świecenia ziarnisty.
Pod koniec listopada wykonaliśmy także badanie nasienia. Morfologia 6% uważam to za dobry wynik. Trochę ruch za słaby ale nie jest jakoś tragicznie źle.
1 grudnia mieliśmy tele konsultacje z dr z kliniki niepłodności. Dr po wynikach uważa że na 95 % zajdziemy w ciążę naturalnie. Że według niego nie widzi jakiś większych problemów, mowił żebym podeszła do poczęcia odważnie. Co by to nie znaczyło wydaje mi się że za każdym cyklem tak podchodzę. Ogólnie plusem było wykonanie badań na trombofilię bo mówił że z tych moich wszystkich badań jedyne co może być na rzeczy to te moje mutacje 🤷♀️ więc acard na stałe oraz metyle.
Zaczynam intensywny czas w pracy więc nie będę miała czasu na rozmyślanie o obecnym cyklu i tym czy owulacja była czy nie. Koło 18 grudnia mam zamiar testować. Kto wie może dostaniemy najpiękniejszy prezent na Święta? 🎁😍
Życzę Miłego Wieczoru 😘
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 grudnia 2020, 16:52
21 dc
W końcu mamy wyznaczony dzień transferu- 8.12 😍😍 bardzo się cieszę, bo w planach miała być jeszcze jedna wizyta w sobotę i ovitrelle, a dzisiaj na USG okazało się że pęcherzyk pękł i owulacja była (został jeszcze drugi pęcherzyk ale on chyba w niczym nie przeszkadza 🙄 jest dużo mniejszy, oczywiście nie zapytałam bo już mi się oczy zaświeciły że transfer za 5 dni). Dzisiaj miałam wlew z accofilu, średnio to przyjemne, chociaż może nie sam wlew ale te ,, narzędzia,, do niego użyte spowodowaly dyskomfort. Podbrzusze nadal mnie boli. Od dzisiaj biorę też encorton, a od jutra estrofem. Po transferze mam dostać jeszcze heparynę i proga, a od immuno zastrzyki z accofilu (boje się ich trochę 😕). Już nie mogę doczekać się testowania, mam zakupione 5 sikańcow o czułości 10 🙈🙈 (i chyba jeszcze dokupie, żeby sikać na nie do woli) a na betę pójdę pewnie w 7dpt bo wtedy też muszę zrobić morfologie po accofilu (Chyba wtedy, jeszcze tego nie policzyłam). Jestem bardzo podekscytowana. 😍😍 Szczególnie, że u jednej z moich ulubionych staraczek transfer się udał i beta rośnie jak szalona 🥳🥳🥳🥳
Będziemy mieć dzidki w podobnym czasie 💪💪
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2020, 14:22
2 dc 4 cs
Dzisiaj mam zły dzień. Rano fatalne samopoczucie, ból brzucha, mdłości, biegunka i do tego przeziębienie.. Ogólny dramat. Teraz zaczęłam użalać się sama nad sobą i moim losem. Wiem, że niektórzy mają ciężej i dłużej się starają ale ja dzisiaj mam dzień użalania. Tak bardzo smutno mi się zrobiło, że u tej dwie kreski, u tej będą mówić że są w ciąży.. Tak bardzo bym tak chciała 😓 niech ten dzień się kończy
26 dc - criotransfer 🥳🥳
Dzisiaj jest ten wielki dzień, jestem po transferze blastki 4.1.1. Stres od wczoraj był duży, ale teraz to już tylko radość, że kropek jest ze mną. Jestem obstawiona lekami od gin i immunologa i mam nadzieję, że tym razem kropek ze mną zostanie. Dzisiaj leżakowanie pod kocykiem z herbatką, małż robi mi zupę krem z pomidorów 🤤 a ja muszę sobie ustawić w telefonie przypomnienia o lekach, żeby niczego nie pominąć. Mam nadzieję pójść w końcu na urlop przed świętami 🙏 ale jak pisałam wcześniej na urlopie miałam być od maja i tak w każdym miesiącu coś stawało na przeszkodzie. W tym roku byłam łącznie 6 dni na urlopie, z czego 1 to punkcja, 1 wizyta na badaniach immuno i 1 dzisiejszy transfer. Tylko 3 dni urlopu spędziłam w górach na odpoczynku. Ale teraz o tym nie myślę, pierwszy test i pierwsza beta, to są moje najbliższe cele. 🍀 Kończę odmawiać nowenne pompejańską. Jestem osobą wierzącą ale rzadko chodzę do kościoła, dawno też przestałam się codziennie modlić. Ale pewnego dnia na necie wyskoczyły mi artykuły o tej nowennie i chciałam spróbować. Początki były ciężkie, 54 dni modlitwy to był dla mnie hardkor, a teraz zostało mi 17 dni. I tak się złożyło, że koniec nowenny wypada w Wigilie, która jest dla mnie najpiękniejszym dniem w roku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2020, 14:22
Wczorajszy dzień był okropny, załamałam się totalnie, wylałam hektolitry łez.
Dzisiaj był ciąg dalszy mojej depresji. Wstałam o 10, totalnie bez sił i zmęczona swoimi myślami.
Ale odebrałam telefon... Że jeden zarodek ruszył, i prawidłowo się podzielił...
Ja wiem, że to źle świadczy że tak późno.. i że jest tylko jeden.. Ale czuję że kamień spadł mi z serca. Że jest o co walczyć. Że może podejdę do kolejnej stymulacji, i będzie więcej zarodków, bo ten jeden dał mi nadzieję.
A może tylko jest leniuszkiem po rodzicach, i postanowi zostać z nami 🍀🙏
12 dc
Kolejne wieści z frontu.
Stymulacja Gonalem f 75 j- 5 dni rozpisane począwszy od 4 dc. Na zastrzyki chodziłam do Kliniki po pracy, mam rzut beretem. Ani ja ani Stary nie jesteśmy fanami igieł więc skoro zaproponowali w Klinice że mogą robić to korzystamy 😊
Jak się czułam podczas stymulacji? Przez pierwsze 2 dni ryczalam- była kłótnia z mężem plus chyba te hormony i 2 dni weekendu były we łzach. Przedwczoraj z kolei przeglądałam FB i śmiałam się co chwila jak głupi do sera, aż Stary patrzył na mnie podejrzliwie 😅
Czyli jednak chyba delikatnie biją w dekiel te hormony. Poza tym uczucie rozpierania w podbrzuszu, takiego jakby wzdęcia, choć nie jest to wzdęcie "pokarmowe"- nie wiem jak to dokładnie opisać. Podejrzewam że czuję po prostu rosnące pęcherzyki, albo to placebo 😜 Gdzieś na forum wyczytałam że podczas stymulacji Gonalem f trzeba pić dużo wody żeby pęcherzyki rosły- no to piłam, zwłaszcza w upały nie było to trudne.
Trochę martwiłam się śluzem bo w cyklach naturalnych mam zazwyczaj 4 dni śluz rozciągliwy a potem owu, w tym cyklu z kolei przez 1 dzień byl piękny rozciągliwy śluz, potem przez 2 dni śluz kremowy, następnie wczoraj i dziś- wilgotny, wodnisty.
Obawiałam się że już może jest po owu (miewam krótkie cykle) i cała stymulacja psu na budę.
Na szczęście wczoraj na USG lekarz rozwiał moje wątpliwości. Jest jeden dominujący pęcherzyk na lewym jajniku 17 mm, poza tym jeszcze jeden na lewym 14 mm i uwaga jeden na prawym 14 mm.
Na prawym jajniku- tym co miał być taki beznadziejny, wyłączony i niepracujący już według innych lekarzy.
Od razu tego lekarza co mi wczoraj wykonał usg polubiłam 😅
Zapytał mnie czy to byłby problem gdyby pojawiła się ciąża bliźniacza- bo może tak się stać w tym cyklu, ale on przy mojej małej liczbie pęcherzyków antralnych chyba by się nie bał takiej ewentualności i na moim miejscu- działał.
Naprawdę? Bliźniaki?
Przecież to spełnienie marzeń! Daj Boże! 😁
Powiem Wam że tyle nadziei wczoraj wlał ten dr w moje serce, że szok! Najpierw słyszę od innych lekarzy jak to mój prawy jajnik już nie pracuje, że za rok to już może nie być z czego zrobić in vitro, a on mi na USG podczas pierwszego cyklu stymulowanego na "wyłączonym" jajniku znajduje pęcherzyk i mówi że z tego cyklu mogą być bliźnięta! 😁
Rollercoaster emocji niespodziewany- choć nie wiem czy summa summarum to dobrze, jeśli nam się finalnie nie uda. Będzie większe rozczarowanie i smutek- ale teraz jest nadzieja 😊
Wg zaleceń dziś po południu zastrzyk Ovitrelle (musimy jakoś sami ze Starym dać radę, jest niedziela), od czwartku duphaston a potem po 20.07. lipca testowanie 😊
3majcie kciuki żeby się udało 😊 Byłoby przefajnie, nawet gdyby miał być z tego tylko jeden bobas. Póki co dużo seksu nas czeka od dziś przez kolejne dni 😁
Obym po 20.07. była w takim dobrym nastroju, jak dziś.
W końcu zrobiliśmy ten cholerny Test ERA na który lekarze nalegali już ponad rok, z wielkim optymizmem lekarz prowadzący poinformował mnie o idealnym oknie implantacyjnym. Mnie ten wynik doprowadził jedynie do płaczu... Znowu nic nie mamy, transfer zaplanowany na kolejny cykl znowu się nie uda. Gdy przyszedł mail z wynikiem byłam w pracy, nie potrafiłam powstrzymać łez... Plan był taki- wszystkie zarodki jakie mamy zamrożone w 2dobie rozmrażamy i kultywujemy do blastocysty. Po raz pierwszy zdecydowałam, że przyjmę jeden zarodek bo skoro nic nie mamy po co uśmiercać dwa zarodki- totalne marnotrawstwo (z drugiej strony cudowne nastawienie od samego początku). Udało się uzyskać 3 blastocysty, podobno wszystkie bardzo ładne, a tą najładniejszą transferujemy, dwie pozostałe mrozimy. W dzień transferu dostaje kroplówkę z intralipidu, dzień później ledwo żyje, cudem wytrwałam w pracy do końca, wracam do domu kompletnie wykończona, padam do łóżka, śpię 3 godziny mimo, że piętro wyżej mąż remontuje balkon więc w domu było dość głośno. W między czasie mąż budził mnie dwa razy żeby sprawdzić czy wszystko w porządku. Dzień później wstaje do pracy nadal osłabiona, ale upieram się że jadę, gdyż tego dnia mam dyżur. Około południa z nieuwagi wkładam rękę do wrzątku, boli jak cholera, z płaczem dzwonię do męża, odbiera mnie, jedziemy do szpitala i tym sposobem z zabandażowanymi 4 palcami ląduje 2 tygodnie na L4. Czy to ma coś wspólnego z intalipidem? Transferowaliśmy we wtorem 6.7, w niedzielę mąż wylatuje na delegację do Włoch więc ja postanowiłam poddać się testom ciążowym. Dość szybko dociera do mnie, że nic z tego nie będzie. SZÓSTY transfer się nie udał, mam ochotę zapytać tego na górzę - kur... serio??? Szczerzę nawet nie mam komu o tym powiedzieć, tak po bobasku się wygadać w jakim jestem gówni... "Pozbierałam się" na tyle, żeby włączyć myślenie, chce zmienić klinikę na taką która nie boi się immunologii, umawiam nas na 2 września, mąż powoli ma dość, bo przecież w starej klinice mamy jeszcze dwie blastocysty, chce rozmawiać z naszym lekarzem prowadzącym, żeby usłyszeć co dalej, bo przecież zrobiliśmy ten cholerny Test ERA na który tak bardzo nalegaliście. Ta próba będzie nas sporo kosztowała, czasem mam wrażenie, że to jakby spłukiwać kasę w toalecie....
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2021, 22:58
" A mialo byc tak pieknie" jak to spiewaja w piosence 
Powinnam juz byc spakowana z mezem i gotowa do drogi. Wszystko skrupulatnie zaplanowane!!!!!!! Poraz kolejny los postanowil zrobic nam psikusa. Zaczelo sie w czwartek kiedy robilam na mkarty pokladowe. Wpisalam nasze dane i nagle wyskakuje mi informacja, ze brytyjski paszport musi byc wazny przynajmniej 6 miesiecy do wjazdu do Polski. Mojego meza ma 5 miesiecy waznosci
ZONK ! Dopoki UK byla w EU nie bylo problemu, bo mozesz podrozowac dopoki paszport jest wazny. Durni Brytole glosowali Brexit i maja teraz za swoje Tak zawsze myslalam, tylko nie sadzilam, ze tak szybko ich durnowatosc ugryzie mnie w dupsko. Na poczatku mowimy sprobujemy moze sie uda, bo moze nie spojrza na date waznosci. Im dluzej o tym myslelismy oboje doszlismy do wniosku, ze nie warto ryzykowac, zeby mi meza zatrzymali na lotnisku. Dodatkowy stres nie pomoglby mu zwlaszcza, ze mial oddac nasienia od razu we wtorek. Cala procedura i wyprawa to juz wystarczjacy stres.
Zaczela sie akcja z organizacja pszportu na szybko, zaplacilismy £200 za service premium. W normalnych czasach mogloby sie udac, aby dostac spotkanie w ambasadzie w dwa dni i wyjsc z paszportem. Oczywiscie na chwile obecna pierwszy dostepny termin to 28 lipca. Termin zaklepany i maz na spotkaniu ma juz odebrac paszport. Stymulacje powinnam zaczac 29.07, wiec moja glowa nadal rozmysla.....moze ja polece a maz doleci 29.07. Jednak postanwiam skontaktowac sie z klinika najpierw, zeby poinformowac co sie dzieje. Opiekun pacjenta informuje mi aczkolwiek moglibysmy zalatwic wizyte kwalifikacyjna i podpisanie zgod z mezem przez zoom.Jednak lekarz nie rozpocznie nic dopoki maz nie bedzie mial zrobionych infekcji. Stwierdzilismy za duzo zachodu, zeby teraz szukac w UK miejsca gdzie bedzie mogl zrobic infekcje. Postanowione przekladamy wizyty na klejny cykl. Caly ranek spedzilam z pania zmieniajac wizyte. Wyliczylysmy, ze mamy przyjechac do Polski na 25 & 26 sierpien. Oczywiscie wyszlo, ze moj lekarz bedzie na urlopie od 24.09
( no jakby moglobyc inaczej heheh) Pani powiedziala, ze zrobimy kwalifikacje z lekarzem przez zoom i w ten sposob on znajdzie jego zastepstwo na nasze wizyty twarza w twarz i jak wroci z wakacji to znowu sie mna zajmie. Co prawda stracilismy kase za bilety na jutro, ale przynajmniej udalo nam sie odzyskac kase za kwatere w Gdansku
Kupilam juz nam bilety na sierpien. Dobrze, ze moja szefowa jest wyrozumiala, bo w piatek jej powiedzialam, ze nie wiem na czym stoje. Na odchodne powiedziala mi : jezeli polecisz do Polski to bede szczesliwa, bo zaczniesz procedure jezeli zostaniesz to tez bede szczesliwa, bo kolejny tydzien to istne pieklo dla nas
Rozbawila mnie tym tekstem. Jutro jej pisze smsa, ze bedzie mnie miala pod reka 
Czasami rozmyslam, czy te wszystkie przeszkody to jakis znak? Wiem, ze nie powinnam tak mysle, ale jak co chwile sa nowe przeszkody to nie moge sobie przestac brac tego pod uwage. Dlaczego niektorym do zajscia w ciaze wystarczy spojrzenie?!
Nie pozostaje nam nic innego jak czekanie ....czyli standardowy "stan wegetacyjny" staraczki

Szczerze myslalam, ze gorzej zniose ta cala sytuacje, moze moja zbroja zrobila sie troszke bardziej kuloodporna.
6+3 , dzisiaj pierwsza wizyta u gin 
Czas leci mi bardzo powoli, z jednej strony czuje się jakbym w tej ciąży była już bardzo długo, a z drugiej mam wrażenie że czas stoi w miejscu.
Hm no to od czego by tu zacząć... No tak dzisiaj mam wizytę u gin, z jednej strony wiadomo , lekki stres że znowu dostanę złe wieści , a z drugiej mam jakieś takie silne przeczucie ze wszystko jest ok. Objawy ciążowe ciągle mam, wręcz powiedziałabym , że się z dnia na dzień nasilają.
Od jakiego tygodnia mam problemy ze spaniem. Mam problem z usypianiem i z jakością snu, leżę godzinami w łóżku , przewalam się z boku na bok, jak usnę śni mi się dużo snów ale mam wrażenie że w ogóle nie wchodzę w fazę nREM przez co w ogóle nie wypoczywam. Budzę się codziennie o świcie , zmęczona i często z bólem głowy.
Dzisiaj na domiar szczęścia po przebudzeniu się przez 6 rano doszła mi ochota na wymioty. Na szczęście na odruchach wymiotnych się skończyło ale i tak nie jest to fajne uczucie.
Oczywiście przy okazji od jakieś 2-3 dni nie mam za bardzo na cokolwiek apetytu, jedne co bym jadła to fast foody ... Próbowałam się zmuszać do normalnego, zdrowego jedzenia ale no nie daje rady także wczoraj na obiad wjechał burger z Hardees a dzisiaj na śniadanie subway. Na szczęście mam też ochotę na zupkę, także jak mąż się obudzi to weźmie się za robienie rosołu lub pomidorowej bo ja nie mam siły 
Z takich bardziej znośnych objawów ciąży to nadal bardzo bolą mnie piersi i mam wrażliwe sutki, przez brak snu jestem cholernie zmęczona cały czas i to właściwie tyle.
Co jeszcze... Aha, poszłam wczoraj na basen zrobić sobie trening , i mimo ze dałam radę przepłynąć ponad 1km w dobrym czasie to chyba jednak na razie poczekam aż zacznę normalnie jeść bo trochę energii mi brak na cokolwiek w życiu.
No nic to tyle na razie. Napisze póżniej krótki wpis jak będę po wizycie. Ma nadzieje będzie będzie już serduszko.
Powrót do domu pomógł mi psychicznie. Mąż wziął jeszcze tydzień zwolnienia żebyśmy mogli po tym wszystkim pobyć razem. Bardzo tego potrzebowaliśmy. W sobotę będzie mógł pojechać ze mną do szpitala i po raz pierwszy zobaczyć córkę. Widziałam jak odlicza dni i jak codziennie jest mu przykro, kiedy jeżdżę do szpitala sama. Ale był dzielny. Cieszyliśmy się z postępów Mai. Była bardzo silna. Kiedy w sobotę weszliśmy na oddział neonatologiczny widziałam przerażenie męża. Ja już byłam do tego przyzwyczajona, dla niego to była nowość. Te wszystkie monitory, dźwięki, nowe twarze. I w końcu ona. Śpiąca w swoim inkubatorze w ostatniej sali. To była sala dla wcześniaków, które super sobie radzą. Były tam maleństwa urodzone po 30 tygodniu, szybko opuszczały oddział. I moja Maja. Urodzona w 27 tygodniu. Zuch dziewczyna! Kiedy ją zobaczył wzruszenie było ogromne. Mógł otworzyć inkubator i ją dotknąć. Za chwilę będzie kangurowanie. I to będzie pierwszy dzień od jej narodzin kiedy to nie ja będę ją kangurować. Maja była przy nim taka spokojna. Swoją małą dłonią ściskała jego palec. Miłość po prostu od nich biła. Widziałam jak boi się ruszyć, zupełnie jak ja na początku. A przecież teraz już jest o jakieś pół kilograma cięższa. Mąż mówi, że nie zdawał sobie sprawy, że jest aż taka maleńka. Na zdjęciach wydawała się większa. Do tego te rurki. Spadki saturacji. O ile dobrze pamiętam, to wtedy zaczęła mieć bezdechy. Ogromnie mnie to stresowało. Ale doczytałam, że to całkiem normalne. Tak też mówiły pielęgniarki. Widziałam też bezdechy u innych dzieci na sali. Wiedziałam już jak mam się zachować, kiedy się pojawiają. Ja każdego dnia również przekraczałam swoje granice. Jeszcze dwa tygodnie temu nie sądziłabym, że jestem w stanie unieść psychicznie to co się dzieje teraz. Mała coraz ładniej ssała smoczek. Coraz dłużej oddychała samodzielnie. Będzie dobrze. Mieliśmy w sobie tylko dobre myśli. Trwały one jeszcze jakieś 2 tygodnie. Ze szpitala wychodziliśmy szczęśliwi. Dumni. Byliśmy rodzicami najwspanialszej córki. Małej wojowniczki, która codziennie zadziwia nas jak i cały personel. Niedługo będziemy wszyscy razem w domu. Byłam tego pewna...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2021, 11:48
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.